Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Ewa 
swiatwedluglilii.pl, Piszę, , więc, w, jakimś, sensie, egzystuję.
Kocham książki bardziej niż ludzi (wyjątek stanowi moja córeczka). Czytam, więc żyję wielokrotnie. Dawniej towarzyska gwiazda, dziś typ aspołeczny, przemaglowany przez korporację, ceniący święty spokój.
32 lat, kobieta, status: Czytelniczka, dodała: 7 książek, ostatnio widziana 1 dzień temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
Ewa
2017-07-21 19:40:40
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Twisted Love (tom 2)

Poniższa opinia znajduje się również na moim blogu Świat według Lilii:
http://swiatwedluglilii.pl/ksiazka/mezczyzni-ktorzy-nie-szanuja-kobiet-wroc-za-mna-352017/

Cóż to był za romans, prawdziwie ogniste tango, starcie rozumu i pożądania, przyzwoitości oraz chuci. I kiedy obgryzałam paznokcie, dywagując nad potencjalnym happy endem pikantnej historii, główna bohaterka postanowiła obrać cel,...
Poniższa opinia znajduje się również na moim blogu Świat według Lilii:
http://swiatwedluglilii.pl/ksiazka/mezczyzni-ktorzy-nie-szanuja-kobiet-wroc-za-mna-352017/

Cóż to był za romans, prawdziwie ogniste tango, starcie rozumu i pożądania, przyzwoitości oraz chuci. I kiedy obgryzałam paznokcie, dywagując nad potencjalnym happy endem pikantnej historii, główna bohaterka postanowiła obrać cel, daleki od moich przypuszczeń. Dając przysłowiowego kosza mężczyźnie, dla którego wcześniej zaryzykowała lukratywną karierę, na piedestale wartości ustawiła własne dobro i szczęście.

Tak naprawdę w wyżej opisanym momencie opowieść o Maksie i Aubrey zasłużyła na kropkę, wieńczącą starania autorki. Sądzę jednak, że Meredith Walters miała na uwadze oczekiwania czytelniczek. Na otarcie łez zafundowała im kolejną dawkę emocji. Czy słusznie?

Możecie mi wierzyć na słowo, że bardzo, ale to bardzo próbuję powstrzymać opuszki palców przed pozostawianiem śladów na klawiaturze w miejscach, które stworzyłyby pozbawioną eufemizmów wypowiedź. O ile Twoim śladem poleciłabym jako lekturę obowiązkową dla przedstawicielek płci pięknej, wpadających w tarapaty na skutek źle zainwestowanych uczuć, tak przestrzegam przed nadmierną ekscytacją na samą myśl o Twoim śladem. Jestem głęboko rozczarowana wspomnianą książką.

Pierwszym ciosem okazał się zabieg, polegający na przeciąganiu struny. Tak naprawdę połowa tekstu stanowi zbędny dodatek, zapycha miejsce, które można by w bardziej produktywny sposób wykorzystać. Monotematyczność i nuda ciążyły mi przez pierwszych 200 stron. Aubrey spada z deszczu pod rynnę, powiela błędy, ponownie wkracza do tej samej, niebezpiecznej rzeki. Mało tego, dorabia sobie ideologię, będącą usprawiedliwieniem dla popełnionych czynów. W trakcie lektury wielokrotnie miałam ochotę nakazać, by wspomniana postać puknęła się w czoło, krzyknąć ,,Nie brnij w to, kobieto”. Jakby tego było mało jeszcze dwie inne bohaterki spuszczają serca ze smyczy, karmiąc się ochłapami chorej miłości. Czy dublowanie problemów wzmacnia przekaz? A może wręcz przeciwnie, świadczy o braku kreatywności?

Uchybienia Aubrey nieco bledną w konfrontacji z poczynaniami Maksa. Jego niewiarygodna metamorfoza autentycznie wzrusza, przywraca wiarę w drugiego człowieka. Jednakże jak często tego typu nawrócenia zdarzają się w prawdziwym życiu? Czy poprzez wykreowanie upadłego anioła, pragnącego powrotu do łask, autorka nie przekłamuje rzeczywistości, nie utwierdza płci pięknej w przekonaniu, iż warto walczyć, nawet jeśli mamy do czynienia z beznadziejnym przypadkiem?

Nie chciałabym wieszać psów na Aubrey, całkowicie skreślając, ją jako postać niewartą jakiejkolwiek uwagi. Być może odwaga dziewczyny stanie się inspiracją do tego, by wyciągnąć pomocną dłoń w stronę wielkich przegranych. Może dzięki niej chociażby jedno ludzkie istnienie zostanie ocalone. Może ktoś poczuje potrzebę zmiany życiowej drogi, zweryfikuje priorytety, zapragnie nadać inny sens swej przyszłości.

Do gustu nie przypadł mi styl wypowiedzi Walters, mało oryginalna fabuła, ani sposób kreowania rzeczywistości. Odniosłam wrażenie, iż pisarka bazowała wyłącznie na własnej wyobraźni i wielokrotnie mylnie utrwaliła na papierze pewne kwestie.

To nie jest płytka, pozbawiona przemyśleń historia. Fakt, że nie przypadła mi do gustu nie musi oznaczać, iż pozostali czytelnicy podzielą moje odczucia. Jednakże po cichu liczyłam na emocjonalny gejzer, maraton wzlotów i upadków. Otrzymałam tekst o przeciętnej wartości, świadczący o braku całkowitego zaangażowania autorki w swą pracę.

Jeśli chcesz zmienić świat, zacznij od siebie. Ingerując w sumienie drugiego człowieka, możesz wdepnąć w bagno, które cię pochłonie…

pokaż więcej

 
Ewa
2017-07-03 21:23:59
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
Autor:
 
Ewa
2017-07-03 21:20:21
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Poniższa recenzja ukazała się również na moim blogu Świat według Lilii: http://swiatwedluglilii.pl/ksiazka/dziewczyna-w-rozsypce-342017/

Masz czelność zużywać tlen podczas kolejnego, bezproduktywnego oddechu.

Rodzona matka nie życzy sobie, byś mieszkała z nią pod jednym dachem.

Dla ojca zaś znaczyłaś tak niewiele, że wybrał samotną, przedwczesną śmierć w odmętach rzeki.

Nie zasługujesz na...
Poniższa recenzja ukazała się również na moim blogu Świat według Lilii: http://swiatwedluglilii.pl/ksiazka/dziewczyna-w-rozsypce-342017/

Masz czelność zużywać tlen podczas kolejnego, bezproduktywnego oddechu.

Rodzona matka nie życzy sobie, byś mieszkała z nią pod jednym dachem.

Dla ojca zaś znaczyłaś tak niewiele, że wybrał samotną, przedwczesną śmierć w odmętach rzeki.

Nie zasługujesz na zainteresowanie, współczucie, pomoc.

Nikt o zdrowych zmysłach i sprawnym umyśle nie zechce Cię pokochać. NIGDY.

Za każdym razem upadasz coraz głębiej, boleśniej.

Twoje ciało jest nośnikiem danych o tragediach, jakich doświadczyłaś z rąk dorosłych.

Wyciągasz rękę po ochłapy. Żebrzesz o miłość.

Dziwna Dziewczyno, jesteś w rozsypce.

Najwyższy czas, by pozbierać się do kupy.

Przejmująca, prawdziwa, naładowana emocjami opowieść, którą należy dokładnie studiować, powracać do już raz przeczytanych wersów, by ponownie zapoznać się z ich sensem.

Ta lektura nie uprzyjemni Wam letniego wieczoru, nie pokrzepi, nie wyciszy. Jej siła tkwi w osobistych przeżyciach autorki, osoby, sięgającej po ostre przedmioty, będące w stanie naznaczyć ciało dożywotnimi bliznami, czerwonymi, a z czasem perłowymi, wstęgami, ukrywanymi pod rękawami bluzek i nogawkami grubych spodni.

To historia nastoletniej Charlie (Charlotte) Davis, odgradzającej się od problemów za pomocą ogromnego bólu i upokorzenia, narkomanki, alkoholiczki, bezdomnej imprezowiczki, lokującej uczucia w niewłaściwych jednostkach.

Tytułową dziewczynę czytelnik poznaje w ośrodku leczenia zdrowia psychicznego, gdzie dochodzi ona do siebie po próbie gwałtu, długotrwałej chorobie i kolejnym, dogłębnym cięciu. Samotność głównej bohaterki, opuszczonej przez rodzinę, skazanej na szczodrość obcych ludzi, posiada moc, przygwożdżającą do podłogi. Naprawdę nie trzeba zaganiać do pracy wyobraźni, by wczuć się w rolę Charlie, zwanej przez współtowarzyszki niedoli Cichą Sue.

Po opuszczeniu placówki, dziewczyna postanawia trzymać się z dala od kłopotów i skupić na odbudowaniu poczucia własnej wartości. Jednakże w rzeczywistości jest jedną wielką otartą raną, narażoną na drwinę, szyderstwa, niezrozumienie. Sposób, w jaki zmaga się z przeciwnościami losu przypomina pracę mitycznego Syzyfa. To katorżnicze, niewdzięczne, pozornie pozbawione sensu zajęcie. O ile prościej jest zatracić się w samoumartwieniu i kolejnej używce, o ile łatwiej prosić upadłą gwiazdę muzyki o odrobinę zainteresowania i czułości.

Tak, jak dawniej święci zbliżali się do Boga poprzez zadawanie sobie bólu, biczowanie, głodzenie, tak modlitwa Chrlotte, choć pozbawiona niezmaterializowanego adresata, przybiera równie cierpiące oblicze.

Zamykam oczy i wsłuchuję się w ochrypły głos głównej bohaterki. Chciałabym uronić łzę nad jej gorzkim losem. Odczuwam potrzebę objęcia ramieniem jej zniszczonego ciała, przeoranego szkłem z rozbitych butelek. Szukam słów, będących w stanie ją pocieszyć, zmotywować do działania. Wyliczam powody, dla których nie warto zaprzestawać walczyć.

I wreszcie widzę całość dawnej rozsypanej dziewczyny. Kroczy nieśmiało, ściskając w dłoniach szkicownik, wypełniony naprawdę dobrymi pracami. Udziela mi się jej lęk i chęć skorzystania z kolejnej szansy.

Może Charlie nigdy nie była pisana aureola, może na złość wykopali ją z niebiańskich zastępów. Zaliczyła cztery kąty piekła, umożliwiając mi wędrówkę po wciąż dziewczęcych i delikatnych śladach. Dla mnie przestała być niewidoczna.

Debiut Kathleen Glasgow podparty został osobistymi przeżyciami autorki. Tylko ten, kto sięgnął dna może tak wiarygodnie nakreślić towarzyszące temu emocje. Te brudne, cuchnące przepoconym ciałem, pijanym seksem i narkotycznym odorem opisy nie powstały ku przestrodze, nie stanowią ostrzeżenia przed skutkami samookaleczenia. To książka dla osób igrających z życiem, znaczących skórę krwawymi pamiątkami, dla ich rodzin i przyjaciół. To pisemne rozliczenie z przeszłością, głos, uświadamiający istnienie ofiar wyrzutów sumienia.

Proście o pomoc, a będzie Wam dana.

pokaż więcej

 
Ewa
2017-06-24 22:11:13
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
Ewa
2017-06-22 20:10:51
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam, Ulubione
Cykl: Magonia (tom 2)

Poniższa recenzja pojawiła się również na moim blogu Świat według Lilii: http://swiatwedluglilii.pl/ksiazka/powrot-do-magonii-gniazdo-332017/

Znalazłam już swoje miejsce na ziemi,

ciało, które pozwala mi przetrwać kolejny dzień,

dłonie, będące bezpieczną przystanią, potrafiące rozpalić zmysły i przynieść ukojenie,

przyszywaną rodzinę, nieustannie dowodzącą swej miłości.

Mam jednak...
Poniższa recenzja pojawiła się również na moim blogu Świat według Lilii: http://swiatwedluglilii.pl/ksiazka/powrot-do-magonii-gniazdo-332017/

Znalazłam już swoje miejsce na ziemi,

ciało, które pozwala mi przetrwać kolejny dzień,

dłonie, będące bezpieczną przystanią, potrafiące rozpalić zmysły i przynieść ukojenie,

przyszywaną rodzinę, nieustannie dowodzącą swej miłości.

Mam jednak ściśnięte gardło, serce pozbawione kompana.

Śpiewam już tylko nocą, śniąc o podniebnych wojażach, wspominając koncerty na dwa, idealnie uzupełniające się głosy.

Wkrótce doświadczę ogromnego rozczarowania. Zostanę pozbawiona umiejętności, przychodzącej mi łatwiej niż oddychanie.

Komu powinnam zaufać? Komu powierzyć swe obawy?

W jakiej rzeczywistości szukać siebie samej?


W związku z premierą Gniazda, będącego kontynuacją Magonii, ogarnęły mnie emocje, które najlepiej oddają słowa piosenki Seweryna Krajewskiego ,,Wielka miłość”. Przeszło rok z drżeniem serca oczekiwałam na ponowne spotkanie z ulubionymi bohaterami. Snułam własne rozwinięcia danych wątków, wciąż na nowo przeżywając wciągające perypetie.

A kiedy już wspomniana książka dołączyła do domowej biblioteczki, z premedytacją odkładałam moment zapoznania się z jej treścią. Przecież w życiu chodzi o to, aby gonić przysłowiowego króliczka, a nie napawać się jego złapaniem, czyż nie? W każdym razie chcąc celebrować podniosłą chwilę, starałam się wygospodarować czas na zatracenie się w lekturze.

Chcąc być uczciwa względem osób, sugerujących się moimi opiniami, pragnę podkreślić, iż znaczny wpływ na ocenę książki wywarły osobiste problemy, skutecznie odciągające uwagę od świetnie skonstruowanego tekstu. Dlatego też postanowiłam, iż kiedy tylko doświadczę spokoju, ponownie sięgnę po Gniazdo. Póki co, podzielę się z Wami pierwszym wrażeniem.

Przez myśl mi nawet nie przeszło, że Maria Dahvana Headley mogłaby skierować się w literacko nieodpowiednią stronę. Niektórzy zarzucali jej, iż pierwsza część przygód Azy oraz Jasona przypomina róg obfitości, z którego wylewają się niezliczone dobra. Owszem, Magonia niczym worek bez dna, zawiera wiele pomysłów, które czytelnik potrafi posegregować, ogarnąć i przyswoić. Dla mnie świat zwykłych śmiertelników, którzy mniej lub bardziej świadomie muszą dzielić się swymi zasobami z podniebnymi piratami, przybierającymi postać wytatuowanych obcych, spokrewnionych z ptakami, posiada solidne filary. Rozmach, z jakim została napisana powieść, nie zdołał mnie przytłoczyć, wręcz przeciwnie, po stokroć zachwycił.

Dlatego też ze smutkiem przyznam, iż Gniazdo odbiega od moich wyobrażeń. W tym przypadku rozsądek poniósł klęskę w starciu z wyobraźnią. Nie jest to jednak sromotna porażka, po której autorka już nigdy nie zdoła się podnieść. Jestem przekonana, że gdyby wyciąć zbędne fragmenty (chociażby mandragory), można by uratować honor wspomnianego utworu.

Najbardziej nie mogłam doczekać się konfrontacji z matką Azy, dawną panią kapitan Aminy Pennarum. Pragnęłam również ponownie zagłębić się w umysł Jasona, przyjaciela i partnera głównej bohaterki. O ile nie rozczarowałam się ,,spotkaniem” z inteligentnym nastolatkiem, tak przyznam szczerze, iż Zal Quel w Gnieździe odegrała mało istotną rolę, ustępując miejsce nowej postaci.

Cholernie mi przykro z powodu niewielkiej liczby uniesień. Pasja, która charakteryzowała Headley podczas tworzenia poprzedniej części, przemieniła się w stygnący zapał, w zmierzch umiejętności. Przez chwilę myślałam nawet, iż po prostu ta historia mogła mi się najzwyczajniej w świecie przejeść. Nic bardziej mylnego. Gniazdo zdradza pewien niepokój, związany ze społeczną ignorancją, z brakiem zainteresowania doczesnymi problemami świata, zasięgiem działania i brakiem sumienia sfer rządzących. A są to sprawy aktualnie absorbujące i ukazane w ciekawy sposób.

Odczuwam również niedosyt pieśni, muzyki, wydobywającej się z ust kluczowych postaci. Jak smutna, przyziemna wydaje się Magonia bez swoich wokalistów? Nieliczne dźwięki nie zrekompensowały moich oczekiwań. Musical przybrał formę dobrej, aczkolwiek niedoskonałej opowieści.

Zbyt mało stron, zbyt mało nut, zdecydowanie za mało Jasona. Aza rozchwiana pomiędzy przeznaczeniem, a podszeptami serca i uwagami rozumu stara się jednocześnie walczyć z genami i udoskonalać najlepsze, odziedziczone cechy. Dalej jest tą, którą warto naśladować, z którą chciałoby się zaprzyjaźnić, nawet pokochać. Jednakże nawet pomimo błędnie podjętych decyzji, pozostanie nieszablonową bohaterką, godną reprezentantką literatury fantastycznej.

Chociaż w większości treść książki jest zajmująca, nieliczne momenty wprawiają w osłupienie i lekko irytują. Zdecydowanie muszę odizolować się od codzienności, od absorbujących mnie kwestii. Tylko wtedy, w pełni oddana lekturze, będę mogła ponownie nawiązać specyficzny dialog z autorką i z przyjemnością wzlecieć ku Magonii w poszukiwaniu Gniazda.

pokaż więcej

 
Ewa
2017-06-15 23:11:23
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
Ewa
2017-06-15 22:57:16
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
Autor:
 
Ewa
2017-06-15 22:56:29
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
Ewa
2017-06-12 21:36:50
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
Autor:
Cykl: Prawo Mojżesza (tom 1) | Seria: Editio Red
 
Ewa
2017-06-12 20:49:50
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam, Ulubione
Autor:

Poniższa recenzja ukazała się również na moim blogu Świat według Lilii: http://swiatwedluglilii.pl/ksiazka/przedpremierowo-milosc-ktora-przelamala-swiat-322017/

Od dzieciństwa prześladował ją koszmar, wypadek, którego skutki starała się wyprzeć z pamięci. Jednak trauma, niczym bumerang, powracała, coraz intensywniej zaznaczając swą obecność.

Z czasem Natalie, stojąca u progu dojrzałości,...
Poniższa recenzja ukazała się również na moim blogu Świat według Lilii: http://swiatwedluglilii.pl/ksiazka/przedpremierowo-milosc-ktora-przelamala-swiat-322017/

Od dzieciństwa prześladował ją koszmar, wypadek, którego skutki starała się wyprzeć z pamięci. Jednak trauma, niczym bumerang, powracała, coraz intensywniej zaznaczając swą obecność.

Z czasem Natalie, stojąca u progu dojrzałości, zrozumiała, iż w jakimś celu, z bliżej nieokreślonej przyczyny, przemieszcza się pomiędzy równoległymi rzeczywistościami.

Dzięki wspomnianej umiejętności może uratować życie bliskiej osobie. Jednak cena, jaką przyjdzie jej za bohaterski czyn zapłacić, zrówna się z próbą charakteru i sprawdzianem intencji serca.

Czym w mniemaniu bohaterki okaże się MIŁOŚĆ i czy Natalie będzie w stanie odkryć prawdę o własnej tożsamości?

To jedna z tych książek, po przeczytaniu których na usta cisną się niecenzuralne słowa, wyrażające niezadowolenie z konieczności zaakceptowania finiszu historii. Przecież dopiero co zakupiłam bilet w fascynującą, surrealistyczną podróż, by po zaledwie 400 stronach taktownie zostać wyproszoną z pokładu wehikułu czasu.

Obcowanie z tego typu dziełami korzystnie wpływa na wyobraźnię, zaś sama lektura jest bramą, umożliwiającą przejście do innych, bogatszych w doznania, światów. Bariera oddzielająca kwestie, mieszczące się w zrozumiałych przez umysł kategoriach od spraw, umykających zdrowemu rozsądkowi, wielokrotnie staje się niewidoczna, zarówno dla bohaterów, jak i odbiorcy tekstu. Irracjonalne wydarzenia odznaczają się ogromną siłą przebicia. Mieszają w głowie pierwszoplanowym postaciom, wprawiają w zachwyt czytelnika.

Odczuwam jednak drobny niedosyt, spowodowany brakiem odważnych działań ze strony pierwszoplanowej pary. Miałam ogromną ochotę uczestniczyć w pokazie odpalenia fajerwerków, a nie tylko przyglądać się gorączkowym przygotowaniom. Liczyłam na nieco śmielsze posunięcia, konkretne czyny, na dobre rozprawiające się z niewinnością. Mimo wszystko chemia, jaka wytworzyła się pomiędzy Natalie i Beau, skutecznie zadziałała na moje zmysły, wywołując zachwyt, przemieszany z zazdrością.

W przypadku Miłości, która przełamała świat powiedzenie Kto czyta książki, żyje wielokrotnie, okazuje się niezwykle trafnym spostrzeżeniem. Emily Henry nie tylko zręcznie skonstruowała fabułę, lecz również udało jej się w pełni zaangażować czytelnika w proces poznawania bohaterów, towarzyszenia im podczas kluczowych i tych pozornie nic nie znaczących momentów.

Treść, wzbogacona o przypowieści, wywodzące się z różnych religii i kultur (chrześcijańskiej, indiańskich wierzeń), przybiera postać rzeczywistej baśni, której elementy nabierają cudownego oblicza. Jeśli czerpaliście przyjemność z oglądania Szóstego zmysłu oraz Innych (film z Nicole Kidman), utwór wspomnianej autorki dostarczy Wam niezapomnianych wrażeń oraz ekscytujących uniesień.

Jeśli zaś chodzi o samo zakończenie- moje czytelnicze ego zostało czule połaskotane. Odkrycie tożsamości Babci, podróżniczki w czasie, indiańskiej wersji barda, jak również wybór ścieżki, którą ostatecznie podążyła Natalie, okazało się trafnym, nienaciąganym posunięciem ze strony pisarki. Nie potrafię rozstrzygnąć czy mam do czynienia z wirtuozem słowa czy malarką, która zamiast farb zręcznie tworzy obrazy, wypełnione słowami.

Opowieść o Beau i Natalie doskonale wpisała się w ramy moich nadziei. Nie była przewidywalnym, wypełnionym banalnymi stwierdzeniami tekstem. Nadal tętni życiem, buzuje w żyłach, niczym krew. Stanowi smakowity kąsek dla fantazji, która wysoko umieściła poprzeczkę oczekiwań.

pokaż więcej

 
Ewa
2017-06-10 17:33:10
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Saga rodu Cantendorf (tom 2)

Recenzja dostępna jest również na moim blogu Świat według Lilii: http://swiatwedluglilii.pl/ksiazka/cena-szczescia-312017/

Kiedy już zdążyły ucichnąć echa obyczajowego skandalu i wieści o mezaliansie opuściły zamkowe mury, wyniesiona na piedestał Kate Milton, zaznała odrobiny duchowego raju. Jednakże autorka sagi- Krystyna Mirek- nie zamierzała uczynić z cyklu swych powieści mdłych historii o...
Recenzja dostępna jest również na moim blogu Świat według Lilii: http://swiatwedluglilii.pl/ksiazka/cena-szczescia-312017/

Kiedy już zdążyły ucichnąć echa obyczajowego skandalu i wieści o mezaliansie opuściły zamkowe mury, wyniesiona na piedestał Kate Milton, zaznała odrobiny duchowego raju. Jednakże autorka sagi- Krystyna Mirek- nie zamierzała uczynić z cyklu swych powieści mdłych historii o szczęśliwej, niespodziewanej, niosącej wybawienie miłości.

Czym byłby romans z minionej epoki, gdyby występowały w nim jedynie pozytywne postaci, kierujące się szlachetnymi pobudkami?

Dlatego też w najnowszej części Sagi Rodu Cantendorfów na pierwszy plan wysuną się nowe wątki, perypetie nabiorą rumieńców, zaś bohaterowie zostaną porwani przez odmęty własnych kłamstw, intryg i niestosownych poczynań. Pojawią się kolejne osoby, niekiedy ich sylwetki będą owiane tajemnicą, innym razem tożsamość zostanie podana na tacy.

Czy jednak dojdzie do szczęśliwego zakończenia?

A może wręcz przeciwnie, czytelnik doświadczy zaledwie preludium kolejnych niespodzianek?

Zważywszy na odczucia, towarzyszące mi podczas lektury pierwszego tomu, nie miałam szczególnych oczekiwań względem Ceny szczęścia. Zdawałam sobie sprawę z gawędziarskiego tonu wypowiedzi autorki, jej lekkiego pióra, plastycznych opisów i mało spektakularnych możliwości. Dlatego też ponowne spotkanie z bohaterami potraktowałam jako miłe spędzenie czasu.

Ubolewam nad faktem, iż moja faworytka, królowa czarnych charakterów- lady Adler, pod wpływem hormonalnej burzy, spuściła z tonu, pozwoliła wyrzutom sumienia dojść do głosu, dając się ponieść wizji ,,nowego początku”, czystej karty, białej tablicy. To w niej pokładałam nadzieję, to za nią trzymałam kciuki, licząc na wysublimowane zagrywki i cięte riposty. Tymczasem Isabelle sięgnęła po starą jak świat pułapkę, w którą mimo woli wpadł hrabia Aleksander. I w związku z powyższym, szczerze nie zdobyłam się na odrobinę współczucia.

Szczerze napisawszy mam już po dziurki w nosie mdłej, lojalnej względem ukochanego Kate, którą w poprzedniej części wyróżniała charyzma, zdrowe szaleństwo i naturalność. W Cenie szczęścia młoda Miltonówna ma więcej wspólnego z głupiutką pensjonarką, z lekkomyślnym dzieckiem niż z okiełznaną damą, dzierżącą w dłoni niepodważalne atuty. Swym zachowaniem Kate kompromituje się w oczach lokalnej społeczności, niweczy starania wiedźmy oraz luksusowej guwernantki. I chociaż można by usprawiedliwić ją brakiem doświadczenia, czystością serca i dobrymi chęciami, to jednak straciła w moich oczach resztę szacunku.

Kobiety zadurzone w urodziwym dziedzicu schodzą na dalszy plan, gdy z zamkowych komnat wyłania się zarządzająca włościami pani Hammond. Jednak nawet jej siła ducha, przebiegłość i lata praktyki w obliczu sensacyjnych doniesień okażą się niewystarczającym orężem, a zdrowie i życie gospodyni wystawione zostaną na ciężką próbę.

Nawet wiedźma Alice pozbawiona została magicznej otoczki. Jej reakcja na sensacyjną wiadomość rozczarowała mnie na całej linii. Liczyłam na bardziej zdecydowane działanie, na odwet, na wielki powrót i walkę o utracone mienie i nazwisko.

Jeśli zaś chodzi o sprawcę zamieszania- Aleksandra, intryguje mnie wyłącznie jego kalectwo, a dokładniej pisząc źródło schorzenia. Liczę na zaskakujące wytłumaczenie owego defektu.

Opis wydawcy w pełni pokrywa się z odczuciami czytelnika. To lekka, niezobowiązująca historia, która nie wymaga szczegółowej analizy treści, zagłębiania się w psychikę bohaterów ani zabawy w detektywa.

Rozwiązanie mrocznej zagadki, stanowiącej oś powieści, odbiorcy tekstu przychodzi z łatwością. Poszlaki są tak oczywiste, iż nieco irytujące jest to, że jednej z głównych postaci wysnucie właściwych wniosków zajmuje aż dwa tomy. Choć z drugiej strony, gdyby prawda zbyt szybko wyszła na jaw, losy osób wciągniętych w intrygę, potoczyłyby się zupełnie inaczej.

W każdym razie Saga Rodu Cantendorfów spełnia rolę odskoczni od szarej rzeczywistości, przenosząc czytelnika do świata konwenansów, misternie zdobionych strojów, społeczeństwa podzielonego na klasy, ograniczeń, głównie wynikających z płci i pochodzenia.

pokaż więcej

 
Ewa
2017-06-06 21:32:38
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Poniższa opinia ukazała się również na moim blogu Świat według Lilii:http://swiatwedluglilii.pl/ksiazka/do-zobaczenia-nigdy-302017/

Masz kilkanaście lat, w wyniku nieszczęśliwego wypadku straciłaś wzrok oraz matkę, kilka miesięcy temu twój ojciec (prawdopodobnie) popełnił samobójstwo, a były chłopak, który dogłębnie cię zranił, próbuje odświeżyć znajomość.

Dajesz radę, oddychasz,...
Poniższa opinia ukazała się również na moim blogu Świat według Lilii:http://swiatwedluglilii.pl/ksiazka/do-zobaczenia-nigdy-302017/

Masz kilkanaście lat, w wyniku nieszczęśliwego wypadku straciłaś wzrok oraz matkę, kilka miesięcy temu twój ojciec (prawdopodobnie) popełnił samobójstwo, a były chłopak, który dogłębnie cię zranił, próbuje odświeżyć znajomość.

Dajesz radę, oddychasz, funkcjonujesz.

Za każdy przeżyty dzień, wolny od oznak słabości, przyznajesz sobie nagrodę.

Bezkompromisowa szczerość jest twoim atutem.

Szczycisz się nią i używasz jako tarczy.

Stwarzasz pozory dziewczyny, której nie zależy na opinii postronnych osób.

Jesteś sterem, okrętem, żeglarzem.

Co zrobisz, gdy odczujesz faktyczny brak nawigatora?

Oj, Parker, chyba podpadłaś Opatrzności. A przynajmniej Ericowi Lindstromowi, który umieścił cię w centrum wydarzeń Do zobaczenia nigdy. Twój limit nieszczęść dawno osiągnął apogeum, lecz czytelnika nieustannie prześladuje przekonanie o mogących się wydarzyć kolejnych, przytłaczających perypetiach. Mimo młodego wieku doświadczyłaś wielu tragedii. Dziwię się, że każdego ranka znajdujesz powód, dla którego opuszczasz łóżko i wychodzisz z domu. Nie jestem pewna, czy będąc na twoim miejscu, już dawno bym nie skapitulowała…

Odznaczasz się godną podziwu charyzmą, aczkolwiek skrywasz kruche wnętrze. Na szczęście, gdy dochodzi do załamania nerwowego, masz wokół siebie przyjaciół, przy których możesz sobie pozwolić na łzy.

Biała laska, nieodzowny atrybut niewidomych, przyciąga ciekawskie, skonfundowane, litościwe, spojrzenia. Stanowi twoje przedłużenie, choć bez niej mogłabyś pobiec nawet na koniec świata. Bo tego chcesz, bo nie można ci tego zabronić.

Gdybyś tylko istniała naprawdę, zwróciłbym się do ciebie o radę, oczekując realnego osądu rzeczywistości i klarownego przepisu na to jak żyć. Niestety, jesteś tylko wytworem wyobraźni zdolnego, dobrze rokującego na przyszłość pisarza…

Często, po przeczytaniu danej książki, rozważam kwestię, związaną z zasadnością jej powstania. Nie chodzi mi tyle o cel, przyświecający autorowi, co o korzyści, płynące z lektury. Jako wymagający czytelnik nie oczekuję taniej rozrywki, lecz pragnę zmierzyć się z historią, która powali mnie na kolana, ujmie koncepcją, zachwyci realizacją tematu i na długo zakorzeni się w umyśle. Do zobaczenia nigdy nie realizuje powyższego planu w 100%, aczkolwiek spełnia rygorystyczne wymagania, co czyni z niej tekst godny szczerego polecenia. Po dotarciu do ostatniej strony wiedziałam, że czas, poświęcony na lekturę, nie okazał się źle zainwestowany. Doświadczyłam bogatego wachlarza emocji i zaangażowałam w losy bohaterów, co niewątpliwie ułatwiło mi lekkie pióro Lindstroma.

Cóż, na dobrą sprawę relację Parker i Scotta można by zamknąć w nawiasie nastoletniego zauroczenia, smaganego batem buzujących hormonów. Przesadne uniesienia, umykające ostrzeżeniom zdrowego rozsądku, spektakularny finisz- tak zazwyczaj wyglądają związki niedojrzałych emocjonalnie małolatów. Jednakże w ich przypadku mamy do czynienia z solidnymi filarami, które teoretycznie udźwignęłyby ciężar rozczarowania, zranienia i nieporozumienia, gdyby obu stronom identycznie zależało, gdyby znały znaczenie słowa konsensus i nie zamknęły się w komórce indywidualnego cierpienia.

Lindstrom rzucił wyzwanie stereotypom, wedle których osoby niewidzące to ofiary losu, pozbawione jakichkolwiek perspektyw na godne, interesujące, bogate w pasje życie. Parker jest żywym przykładem na to, iż brak istotnego zmysłu stanowi przeszkodę, jaką można obejść i odnieść sukces. Jednak wymaga to samozaparcia, dyscypliny, odwagi i wiary we własne możliwości. Ponadto autor uczula czytelnika na kwestię, związaną ze współczuciem. Osoby niepełnosprawne nie potrzebują litości. Bohaterka powieści mimo licznych ograniczeń pokonywała własne słabości, badała i przesuwała granice, by w ostateczności móc oddychać pełną piersią, by cieszyć się samym faktem istnienia.

Żal w końcu wypłynął na wierzch, przebijając się przez pozory obojętności. Tym samym zwolnił miejsce emocjom, które powinny przeważać w codzienności Parker. Gdyby poproszono mnie o wskazanie tekstu, motywującego do działania, o formie niemającej nic wspólnego z grafomańskimi wypocinami, bez wahania wymieniłabym tytuł omawianej powieści. To absolutnie nierozczarowujący debiut.

Twój świat legł w gruzach? Straciłaś poczucie bezpieczeństwa? Czujesz, że na nic nie masz wpływu? Ograniczają cię rzeczy, będące przeszkodami dla osób o słabym charakterze? Masz prawo do tego, by okazać strach, niepokój o przyszłość, by opłakać stratę i tęsknić, za tym, co nadawało twojemu życiu sens. Lecz pamiętaj, że tylko wtedy, gdy zaczniesz od siebie wymagać pewnych rzeczy i konsekwentnie dążyć do ich realizacji, nie bojąc się prosić o pomoc, możesz zajść naprawdę daleko i poczuć się spełnionym, szczęśliwym człowiekiem.

pokaż więcej

 
Ewa
2017-06-06 21:31:37
Została fanką autora: Eric Lindstrom
 
Ewa
2017-06-05 21:20:29
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
Ewa
2017-06-01 18:15:22
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Poniższa recenzja, wzbogacona o film, ukazujący możliwości Lirogona, znajduje się na moim blogu Świat według Lilii: http://swiatwedluglilii.pl/ksiazka/czy-to-ptak-a-moze-dziewczyna-lirogon-292017/

Jego przeciętna aparycja nie wzbudza podziwu. Mogłabym brutalnie napisać, iż ginie w tłumie pobratymców, zlewa się w wielobarwną plamę, skłaniając ku szarościom i melancholijnym odcieniom.
LIROGON,...
Poniższa recenzja, wzbogacona o film, ukazujący możliwości Lirogona, znajduje się na moim blogu Świat według Lilii: http://swiatwedluglilii.pl/ksiazka/czy-to-ptak-a-moze-dziewczyna-lirogon-292017/

Jego przeciętna aparycja nie wzbudza podziwu. Mogłabym brutalnie napisać, iż ginie w tłumie pobratymców, zlewa się w wielobarwną plamę, skłaniając ku szarościom i melancholijnym odcieniom.
LIROGON, gdyż o nim mowa, przegrywa w konkursach piękności. Święci za to triumf podczas prezentacji wokalnych umiejętności. To nie jego śpiew tak urzeka słuchaczy lecz odtwarzanie zasłyszanych dźwięków, począwszy od bicia serca na pile spalinowej skończywszy.
W identyczne zdolności wyposażona została Laura, ukryta przed ludźmi nieślubna córka, owoc zakazanej miłości.
Jakie podobieństwa łączą owego ptaka i skromną dziewczynę?
Czy świat jest gotowy na odkrycie takiego talentu?
Jaką cenę przyjdzie zapłacić za oszlifowanie muzycznego diamentu?

Intrygujący zarys fabuły Lirogona skutecznie zachęcił mnie do zapoznania z literackimi umiejętnościami Cecelii Ahern. Spod pióra wspomnianej pisarki wyłoniły się P.S. Kocham Cię czy też Love, Rosie, które osiągnęły status światowych bestsellerów. Jestem przekonana o tym, że najnowsza powieść również znajdzie spore grono fanów i któraś z wytwórni filmowych zaproponuje przeniesienie tekstu na duży ekran.
Już sama koncepcja utworu zasługuje na uznanie. Powołanie do życia bohaterki, będącej ludzkim odpowiednikiem pierzastych przedstawicieli fauny, zachęca czytelnika do poszerzania wiedzy, do przeprowadzenia przyrodniczego reserchu. Laura doskonale współgra z naturą, jest jej nieodzownym elementem, który pozbawiony swych korzeni, nie potrafi sprawnie funkcjonować w innym środowisku.
Mieszkankę lasu odkrywa grupa filmowców. Bo, głównodowodząca Mouth to Mouth, postanawia uczynić z dziewczyny gwiazdę nowego dokumentu. Jednakże jej wygórowane aspiracje doprowadzają Laurę na scenę popularnego Talent Show. Odtąd młoda kobieta staje się ulubienicą milionów widzów, którzy chcą jak najlepiej poznać tajemnice słynnego Lirogona. Bolesne zderzenie z rzeczywistością, odbierze moc i tożsamość oryginalnej istocie. Czy uda jej się odzyskać wewnętrzny spokój oraz uczucie, dzięki któremu rozstanie się z przejmującą samotnością?
W książce, liczącej nieco ponad 400 stron, Ahern udało się poruszyć wiele wątków. I chociaż uwaga głównie skupiła się na niezwykłych umiejętnościach Laury, autorka nie stroniła od opisania ciemnej strony popularności, o destrukcyjnym wpływie sławy, o tym, w jaki sposób media manipulują opinią społeczną. To ważny głos w dyskusji, dotyczącej sprzedawania prywatności, przysłowiowego ,,parcia na szkło”, zmiennego uwielbienia publiczności.
Zdarzyło mi się dość niepochlebnie pomyśleć o romansie głównej bohaterki z członkiem ekipy filmowej. Umieściłam wspomnianą relację w kategoriach zbędnego upiększenia, określiłam mianem elementu, stanowiącego wabik dla czytelniczek, spragnionych miłosnych uniesień. Gdyby Solomon i Laura posiadali konto na popularnym portalu społecznościowym, mogliby nadać swemu związkowi status TO SKOMPLIKOWANE.
Jednakże opowieść o Lirogonie byłaby wówczas niekompletna, okrojona, pozbawiona znaczącego ogniwa. Tych dwoje, na co dzień obcujących z dźwiękami, stworzyło duet złożony z naśladowczyni dźwięków oraz tego, który potrafi je okiełznać, oszlifować, wydobyć ze źródła.
Mimo piękna, ukrytego w tej historii, Lirogon nie sprawił, by ugięły się pode mną kolana. Ubolewam nad oszczędnym liryzmem, nad okrojonymi scenami, podczas których Laura prezentowała swe umiejętności. Owszem, jest to powieść pod każdym względem napisana wzorcowo, opatrzona cytatami, bogata w detale i rozbudowane opisy, ciekawa pod względem treści, aczkolwiek momentami tak bardzo odbiegająca od tematu, uciekająca bocznymi torami, osłabiająca czujność czytelnika i niestety nużąca, iż nie zaliczę jej do swoich ulubieńców.
Jestem szalenie ciekawa Waszej opinii o wspomnianym utworze.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
234 212 1558
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (18)

Ulubieni autorzy (1)
Lista ulubionych autorów
zgłoś błąd zgłoś błąd