Ewa 
swiatwedluglilii.pl, Piszę, , więc, w, jakimś, sensie, egzystuję.
Kocham książki bardziej niż ludzi (wyjątek stanowi moja córeczka). Czytam, więc żyję wielokrotnie. Dawniej towarzyska gwiazda, dziś typ aspołeczny, przemaglowany przez korporację, ceniący święty spokój.
33 lat, kobieta, status: Czytelniczka, dodała: 6 książek, ostatnio widziana 2 dni temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
Ewa
2018-08-19 15:40:25
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Poniższa recenzja ukazała się również na moim blogu Świat według Lilii:
http://swiatwedluglilii.pl/ksiazka/without-merit/

Zazwyczaj świadomie wybieramy swoich partnerów, przyjaciół, ludzi, z którymi wchodzimy w bliższe relacje. Mamy wpływ na to komu powierzamy nasze tajemnice, przed kim odkrywamy swą intymność, kto jest świadkiem naszych upadków i z kim dzielimy sukcesy.

W razie ewentualnych...
Poniższa recenzja ukazała się również na moim blogu Świat według Lilii:
http://swiatwedluglilii.pl/ksiazka/without-merit/

Zazwyczaj świadomie wybieramy swoich partnerów, przyjaciół, ludzi, z którymi wchodzimy w bliższe relacje. Mamy wpływ na to komu powierzamy nasze tajemnice, przed kim odkrywamy swą intymność, kto jest świadkiem naszych upadków i z kim dzielimy sukcesy.

W razie ewentualnych porażek, rozczarowań, zdrad czy nielojalności, daną znajomość możemy zakończyć.

W przypadku więzi rodzinnych całkowite odcięcie się od ,,nosicieli tej samej krwi” jest bardziej skomplikowane, choć nie niemożliwe.

Nie mamy wpływu na wybór osób, dzięki którym pojawiliśmy się na tym świecie.

Nie decydujemy o tym kto z biologicznego punktu widzenia jest naszym bratem bądź siostrą.

Tworzymy mniejsze lub bardziej rozbudowane komórki społeczne, funkcjonujące zgodnie z przyjętymi normami, albo balansujące na granicy prawa, tudzież moralności.

Merit, tytułowa bohaterka najnowszej (wydanej w Polsce) powieści Colleen Hoover, pochodzi z patchworkowej rodziny. Mieszka w budynku, który niegdyś był kościołem, wraz z rodzicami, nową żoną ojca, starszym rodzeństwem, przybranym bratem, wujkiem od strony macochy oraz młodzieńcem, prawdopodobnie będącym chłopakiem siostry bliźniaczki. Uff.

Ten miks osobowości i powinowactwa stanowi zaledwie wstęp do historii, której wielopłaszczyznowe tajemnice czyhają na bohaterów niczym tykające bomby.

Pewnego dnia poziom tolerancji, zobojętnienia, wyrozumiałości i żalu osiąga apogeum. Nastoletnia Merit postanawia odebrać sobie życie. Przed samobójstwem spisuje na kartce krzywdy, doznane z rąk najbliższych, wyjawia również sekrety, mogące na dobre pogrążyć familię Vossów.

Czy desperacki krok położy kres cierpieniom dziewczyny? A może dzięki niemu dojdzie do pojednania skłóconych członków rodziny i odbudowania wiary w lepsze jutro?


Zazwyczaj nie zwlekam z zakupem kolejnej książki poczytnej autorki. Z niecierpliwością czekam na każdą premierę. Jednakże po sukcesie Hopeless i Losing Hope żadna z powieści Hoover nie rozłożyła mnie ponownie na łopatki.

Z przykrością doszłam do wniosku, iż pisarka nieco obniżyła poziom swych umiejętności. Po Without Merit sięgnęłam bardziej z sentymentu niż z przekonania. Tymczasem, lektura okazała się zaskakująco… rozczarowująca! Oczywiście w pozytywnym znaczeniu tego słowa!

Tekst nie trąci banałem, odchodzi również od wielokrotnie powielanych schematów. Historia nie została spisana naprędce, zdaje się być wynikiem niepowierzchownych przemyśleń sympatycznej Amerykanki. Wielowarstwowe wątki stopniowo wypływają na wierzch opowieści, jedna tajemnica porusza kolejny sekret, zmuszając bohaterów do konkretnych działań. Ci zaś, otwierają buzie tylko wtedy, gdy mają coś istotnego do przekazania, prowadząc intrygujące dialogi lub monologi. Przyjemny jest także w odbiorze styl wypowiedzi autorki, uformowany w opowieść tytułowej postaci.

Nagromadzenie perypetii nie przytłacza czytelnika, nie utrudnia właściwego odbioru opowieści. U Vossów nic nie dzieje się bez przyczyny. Hoover naświetla masę problemów, z którymi boryka się współczesna młodzież oraz małżeństwa z wieloletnim stażem. Nieco ironiczne tło (akcja w głównej mierze rozgrywa się w byłym kościele) dodaje powieści zadziornego charakteru, zaś ,,upierdliwy” zwierzak, z którym od lat walczyła głowa rodziny, w końcu okazuje się spoiwem.

W Without Merit ogromne znaczenie odgrywają gesty, pozornie nic nie znaczące słowa, symbole, ikony i tatuaże. Nieco ponad 300 stron powieści odnosi się do kwestii związanych z depresją, fobiami społecznymi, homoseksualizmem, a także molestowaniem.

Czytając wspomnianą powieść czytelnik nabiera przekonania, że (przynajmniej w tym przypadku) szczerość, nawet jeśli miałaby przyjąć okrutną formę, jest lepsza od najsłodszego kłamstwa. Prawa wyzwala, zacieśnia więzy, ułatwia przebaczenie, a także w miarę normalną egzystencję. Przyznanie się do winy działa oczyszczająco. Nie jest egoistycznym posunięciem, mającym na celu pozbycie się, bądź ucieszenie wyrzutów sumienia.

Merit postrzegała świat z własnej, wąskiej, nastoletniej perspektywy. Ten niekompletny ogląd sytuacji przysłaniał jej wiele kwestii i zdrową ocenę siebie, otaczających ją ludzi i własnej rodziny. Pogłębiał poczucie osamotnienia, wyobcowania, stając się pożywką depresji. Śmiały akt, będący jednocześnie nieprzemyślanym krokiem, okazał się kulminacyjnym punktem historii.

Jak potoczyły się dalsze losy głównej bohaterki?

O tym musicie przekonać się sami.

pokaż więcej

 
Ewa
2018-08-06 20:38:45
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
Ewa
2018-07-08 11:57:30
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Poniższa recenzja, okraszona zdjęciami szkockiej wyspy, została również zamieszczona na moim blogu Świat według Lilii: http://swiatwedluglilii.pl/ksiazka/bliznieta-z-lodu/

Wystarczył impuls. Rzut oka na niepokojącą okładkę, lakoniczne zapoznanie się z opisem, szybkie przewertowanie zasobów pamięci w poszukiwaniu wzmianek o opiniach polskich czytelników i Bliźnięta z lodu powiększyły moją...
Poniższa recenzja, okraszona zdjęciami szkockiej wyspy, została również zamieszczona na moim blogu Świat według Lilii: http://swiatwedluglilii.pl/ksiazka/bliznieta-z-lodu/

Wystarczył impuls. Rzut oka na niepokojącą okładkę, lakoniczne zapoznanie się z opisem, szybkie przewertowanie zasobów pamięci w poszukiwaniu wzmianek o opiniach polskich czytelników i Bliźnięta z lodu powiększyły moją domową biblioteczkę, opuszczając wyprzedażowy kosz popularnego dyskontu.

Przecież nie lubię kieszonkowych wydań. Męczy mnie mikroskopijny druk i jakość papieru.

Przecież na palcach jednej dłoni mogę wymienić dotychczas przeczytane thrillery psychologiczne.

Czym zatem podyktowana była moja decyzja?

Kaprys? Chęć obcowania z innym gatunkiem? Znudzenie dotychczasowymi pewniakami?

Wiem tylko tyle, że zatopienie się w lekturze nocną porą okazało się niezapomnianym wrażenie. Zbudzona z letargu wyobraźnia została zmanipulowana przez autora…

Nie wyobrażam sobie ciężaru obowiązków, jaki spada na barki rodziców bliźniąt, w szczególności jednojajowych. Ta odpowiedzialność za mądre wychowanie istot niemalże identycznych zewnętrznie, a jednak posiadających odrębne osobowości, charaktery, marzenia, pragnienia i lęki. Jak sprawiedliwie rozdysponować czas, zaangażowanie i miłość, by żadne z dzieci nie czuło się faworyzowane, mniej kochane?

Z powyższymi dylematami musieli zmierzyć się bohaterowie wspomnianej powieści- Sara i Angus. Dumni rodzice ślicznych, uroczych dziewczynek nawet nie przeczuwali, że los wystawi im rachunek za dotychczasowe życie.

Pewnego dnia w wypadku ginie jedna z córek państwa Moorcroft. Pomimo tragedii małżonkowie podejmują próbę odbudowania wzajemnych relacji i dalszej egzystencji w ,,pomniejszonym składzie”. Trójka naznaczonych dramatem ludzi przeprowadza się na odziedziczoną przez Angusa wyspę.

Surowy klimat, piękna, choć niebezpieczna (pod względem nieprzewidywalnej przyrody) okolica staje się idealnym tłem dla mrożących krew w żyłach wydarzeń. Ocalała bliźniaczka oznajmia matce, iż nie jest tym, za kogo biorą ją rodzice. Nastąpiła straszna pomyłka. Pożegnano, skremowano i pochowano niewłaściwą z sióstr. Sara rozpoczyna samotne śledztwo. Zbiera dowody, świadczące o tym, iż to właśnie jej faworytka przeżyła. Tymczasem małoletnia Kirstie, podająca się za nieżyjącą Lydię, zaczyna widzieć, rozmawiać i bawić się z nieżyjącą bliźniaczką.

Czy dziewczynka gra na nerwach rodzicielki? Celowo wprowadza ją w błąd? Próbuje nastraszyć? A może oszalała? Co tak naprawdę jest prawdą, a co projekcją wyobraźni? Do jakich wniosków doprowadzi Sarę ciekawość i troska o córki?

Nie lubię przewidywalnych historii. Sięgając po książkę, marzę, by autor uwiódł mnie niebanalną opowieścią, pozbawioną oczywistych rozwiązań oraz zwrotów akcji, miażdżących moje czytelnicze koncepcje. Pod tym względem S.K. Tremayne wywiązał się z moich oczekiwań. Mogłam się domyślać pewnych rzeczy, podążać za nielicznymi wskazówkami, aczkolwiek autor wywiódł mnie w pole, przez cały czas prowadząc ze mną zmyślną grę.

Prawidłowej ocenie sytuacji nie pomaga dwutorowa narracja. Czytelnik zagłębia się w przeżycia bezpośrednio relacjonowane przez Sarę oraz poznaje pozostałe kwestie z perspektywy narratora-obserwatora, śledzącego poczynania Angusa. Jedno z nich dysponuje znacznie większą wiedzą o przeszłości i jej aktualnych skutkach, drugie zaś metodą prób i błędów usiłuje oswoić rzeczywistość.

By spotęgować wywołującą ciarki atmosferę, autor przemyca elementy szkockiego folkloru. Dodatkowo umieszcza bohaterów w starym domu. Skrzypiące podłogi, wiatr, którego wycie przypomina lament, przeszywający chłód, dziwnie zachowujący się pies, lustra, ukazujące nieżyjącą bliźniaczkę i podejrzane zachowanie tej, która wciąż oddycha. To wszystko jest tak bardzo sugestywne, iż naprawdę ciężko jest dopuścić do głosu racjonalne argumenty, za pomocą których można logicznie wyjaśnić to, co przytrafiło się rodzinie Moorcroftów.

Jednak to nie dorośli bohaterowie stanowią główną ,,atrakcję” powieści. Bowiem uwaga czytelnika skupia się w głównej mierze na dziewczynce. Ta zaś wzbudza ambiwalentne uczucia. Z jednej strony czytelnik współczuje tej kilkuletniej istotce straty, pragnie dodać jej otuchy, przytulić, obronić przed odrzucającymi ją rówieśnikami, z drugiej zaś chciałby uciec jak najdalej od tego upiornego dziecka. Ta mała porusza się bezszelestnie po domu, nuci upiorną pioseneczkę, zmienia swą tożsamość raz twierdząc, iż jest nieżyjąca Lydią, by za moment zachowywać się jak to miała w zwyczaju Kristie. W dodatku złowieszczy klimat podsycają ,,miejscowi”, wierzący w duchy.

S.K. Tremayne umiejętnie buduje atmosferę. Kiedy wydaje się, że jakaś ważna kwestia została wyjaśniona, rzuca bohaterom kolejne wyzwanie, czasami może niepotrzebne, aczkolwiek ma ono na na celu zainteresowanie odbiorcy książki samą tematyką, związaną z wyjątkowością bliźniąt jednojajowych oraz z zagrożeniami, na które są w szczególnie narażone. A w międzyczasie zwalnia tempo, skupiając uwagę na wyspie, na wystroju wnętrz. Dzięki temu z łatwością można sobie wyobrazić miejsce rozgrywającej się akcji, poczuć zimno niedogrzanego domu, chłód, towarzyszący obecności ducha…

Zbliżającej się do kulminacyjnego punktu Sarze towarzyszy niebezpiecznie zmieniająca się pogoda. Nadchodzący sztorm przyniesie rozwiązanie wielu zagadek. Jedni zostaną oczyszczeni z niesłusznie postawionych zarzutów, inni zaś doświadczą czegoś niepojętego dla rozumu, co przyniesie ukojenie rozdartemu sercu. Czytelnik zaś zostanie odsunięty od deseru, z licznymi pytaniami, z przeświadczeniem, że nic, o czym przeczytał nigdy nie miało miejsca, ani racji bytu i zarazem wszystko to wydarzyło się naprawdę.

pokaż więcej

 
Ewa
2018-07-04 09:48:19
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: Promyczek (tom 1)

Poniższa recenzja ukazała się również na moim blogu Świat według Lilii:
http://swiatwedluglilii.pl/ksiazka/kazdy-ma-jakies-tajemnice-promyczek/

Ten infantylny tytuł mógłby zniechęcić czytelnika, szukającego ekstremalnych wrażeń.

Mogłoby się wydawać, że funkcjonuje niczym piętno, ostrzegające przed tekstem, o którym zapomina się po dotarciu do ostatniej strony opasłego tomu.

Pozory mylą.

...
Poniższa recenzja ukazała się również na moim blogu Świat według Lilii:
http://swiatwedluglilii.pl/ksiazka/kazdy-ma-jakies-tajemnice-promyczek/

Ten infantylny tytuł mógłby zniechęcić czytelnika, szukającego ekstremalnych wrażeń.

Mogłoby się wydawać, że funkcjonuje niczym piętno, ostrzegające przed tekstem, o którym zapomina się po dotarciu do ostatniej strony opasłego tomu.

Pozory mylą.

Kim Holden rozczarowuje.

W pozytywnym znaczeniu tego słowa.

Tę historię, choć można pochłonąć w ciągu kilku godzin, trawi się ciężko, niczym wielodaniową, podaną późną porą wykwintną kolację. Bogactwo wątków, charyzmatyczni bohaterowie, motyw muzyki, wszechobecne widmo przedwczesnej, bezsensownej, niesprawiedliwej śmierci oraz forma, za pomocą której autorka usidliła własne pomysły, czynią z Promyczka lekturę, wywołującą katharsis.

Tony łez, kilogramy zasmarkanych chusteczek, korowody myśli, poczucie wszechogarniającej pustki...

Nie czytaj, jeśli nie chcesz doświadczyć melanżu wrażeń.

Nie stronię od kilkuset stronicowych książek. Jednak zważywszy na prowadzony tryb życia, zazwyczaj wybieram lektury, z którymi ,,uporam się" w góra dwa wieczory. Promyczek, choć nie wpisuje się w powyższy target, towarzyszył mi zdecydowanie zbyt krótko. Być może to zasługa lekkiego pióra autorki, czytelniczej zachłanności, całkowitego zatracenia się w tej historii...

Nawet przez myśl mi nie przeszło, że niektóre wątki zostały na siłę wciągnięte, zaś obecność pobocznych postaci służy zwiększeniu objętości książki. Wydarzenia, rozmowy, opisy sprawiają, że czytelnik zapada w hipnotyczny sen, z każdej strony obserwuje poczynania bohaterów, dane aspekty poznaje z różnych perspektyw, a w pewnych momentach identyfikuje z konkretną osobą.

W rolę tytułowego Promyczka wcieliła się dwudziestoletnia studentka, której życiorys mógłby posłużyć za scenariusz kilku filmów. To z jednej strony dziwne, że bagaż doświadczeń nie przygniótł dziewczyny, a wręcz przeciwnie, uczynił z niej człowieka, do którego inni lgną, jak ćmy do światła. Kate jest światłością, która nie oślepia swym sztucznym blaskiem, lecz zachwyca hartem ducha, zadziornością, odwagą, lojalnością, skromnością i dobrem. To cholernie niesprawiedliwe, że tak wyjątkowy człowiek co chwilę doświadcza nowych trosk, że jego los jest właściwie przesądzony...

To zdecydowanie powieść o charakterze motywacyjnym, pokazująca, że nawet jeśli świat wali nam się na głowę, naprawdę warto zachować swoje człowieczeństwo i nie rezygnować ze spełniania marzeń. Kim Holden w gruncie rzeczy nie moralizuje, ale wskazuje palcem czytelnika, krzycząc do niego: ,,Hej, Ty! Myślisz, że masz przerąbane? Wierz mi na słowo, inni mają gorzej. To jednak nie jest powód do tego, by się poddać, użalać nad sobą, odgrywać rolę ofiary i wykorzystywać sytuację. Oddychaj. Kochaj. Doświadczaj. Żyj. Tak długo, jak będziesz w stanie".

W Promyczku przewijają się motywy śmiertelnej choroby, depresji, niechcianej ciąży, nastoletniego rodzicielstwa, bulimii, skrywanego i nieakceptowanego homoseksualizmu. Tekst traktuje również o przyjaźni, posiadającej naprawdę stabilne filary, a także o miłości, która przywraca wiarę w lepsze jutro. Nie da się również pominąć wszechobecnej muzyki, tworzonej przez Kate, Gusa, i pozostałych członków rockowego zespołu.

Problemy bohaterów nie są wydumane, oni sami nie trącą sztucznością. Każdy z nich dźwiga własny głaz pod górę, której szczyt nie zawsze zostanie zdobyty. Kate doświadcza czegoś, co czytelnik określi mianem niesprawiedliwości, upierdliwości losu. Wielokrotnie zaciskałam pięści, złorzecząc nad mnogością kłód, rzucanych pod jej nogi. A mimo tego dziewczyna wzbudza tak pozytywne odczucia, że nie sposób nie obdarzyć jej szczerą sympatią.

Holden w przekonujący sposób ujęła momenty ekstazy, które Kate dzieliła z Kellerem, a także chwile agonii, raz rozpalając czytelnika, by za pewien czas wywołać w nim niekontrolowany szloch, potok łez, utrudniający dalszą lekturę.

Sięgnę z pewnością po historię przyjaciela Kate- Gusa, utalentowanego muzyka, najwierniejszego przyjaciela dziewczyny, który nawet gdy miał ku temu ostatnią okazję, nie obnażył przed nią prawdziwych uczuć...

Długo nie pozbieram się po tej lekturze...

pokaż więcej

 
Ewa
2018-06-21 12:54:41
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
Ewa
2018-06-12 08:52:22
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
Autor:
Cykl: W otchłani (tom 1)
 
Ewa
2018-06-11 20:55:54
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
Autor:
Cykl: Córka dymu i kości (tom 1)
 
Moja biblioteczka
268 231 1776
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (19)

Ulubieni autorzy (1)
Lista ulubionych autorów
zgłoś błąd zgłoś błąd