martak180 
status: Czytelnik, ostatnio widziany 1 godzinę temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-10-28 11:25:41
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Seria: Ladyjanistki

Anglia, 1834 rok, w szkole w Lowood mieszka Jane Eyre, która marzy o zostaniu guwernantką. Jane ma jedną przyjaciółkę, Charlotte Brontë, która ciągle pisze i obserwuje. Ale Jane ma jeszcze jedną przyjaciółkę, niezwykłą Helenę Barns, która towarzyszy jej na każdym kroku, ponieważ jest… duchem!
Kimś jest pani na pewno. Wygląda na to, że widzącą. (s. 34)
Jane nie przyznała się nikomu, że widzi...
Anglia, 1834 rok, w szkole w Lowood mieszka Jane Eyre, która marzy o zostaniu guwernantką. Jane ma jedną przyjaciółkę, Charlotte Brontë, która ciągle pisze i obserwuje. Ale Jane ma jeszcze jedną przyjaciółkę, niezwykłą Helenę Barns, która towarzyszy jej na każdym kroku, ponieważ jest… duchem!
Kimś jest pani na pewno. Wygląda na to, że widzącą. (s. 34)
Jane nie przyznała się nikomu, że widzi duchy. Jej umiejętność ujawnia się przypadkiem w trakcie relokacji uporczywego ducha przez dwóch agentów Towarzystwa do Spraw Relokacji Dusz Zbłąkanych. Alexander Blackwood oferuje Jane pracę w Towarzystwie, bo wszystko wskazuje na to, że Jane nie jest zwykłą widzącą… Praca i fantastyczna przygoda pukały do drzwi bohaterki, a ona odmawiała. Wiele osób i na różne sposoby przekonywało Jane…
Duchu, niniejszym relokuję cię. (s. 33)
Akcje polowania na duchy, ich relokowania bywały w swym przebiegu różne. Niektóre duchy były bardzo oporne i niesforne, by przejść na drugą stronę, inne się z tego cieszyły. Opisy tych scen przeważnie mnie bawiły i przypominały dziecięce zabawy w duchy, choć tu agenci nosili maski. Może te sceny były troszkę infantylne, przypominały machanie różdżką i zamykanie ducha w przedmiocie-talizmanie. O wiele lepsza w wykonaniu i ciekawsza była dla mnie pozazmysłowa perswazja, kiedy to duch rządził ciałem żywego człowieka, a rządzić potrafił i długo, i skrycie. A i książę Wellington zdejmuje maskę. Z szafy wyjdą nie tylko trupy.
Wiedziałem, że kiedyś w jakiś sposób, spłynie na mnie dobro, dzięki pani. (s. 203)
Autorki w swej powieści ukazują, jak trudna codzienność wpływa na późniejsze życiowe wybory i marzenia. Mieszkanie w trudnych warunkach lokalowych, złe odżywianie sprawiają, że Jane marzy o tym, by mieć ciepło i co jeść. Wolała przyjąć posadę guwernantki w wielkim domu, niż wykorzystywać swój dar, podróżując po Anglii. Jako sierota marzy o tym, by ktoś ją po prostu pokochał, najlepiej Rochester. Ubodzy mieszkańcy Anglii chcieli zaznać lepszego życia niż ich rodzice. Charlotte nie chce wracać do domu, jej brat Branwell też, choć gdy zmusiły go do tego okoliczności, to w wieku niespełna 16 lat przejął majątek i zawód po ojcu. Zaskoczyło mnie to i zadziwiło niezmiernie, że w tak młodym wieku można wykonywać takie czynności.
Przyjaciółka była jej kotwicą w tym targanym sztormami świecie. Kompasem wskazującym drogę pośród bezgwiezdnej nocy. (s. 379)
W tej powieści przyjaźń przyjmuje również fantastyczny wymiar – Jane i Helena. Jak to jest rozmawiać z duchem, kłócić się z nim, wspólnie szukać rozwiązania zagadek, a nawet złościć się na niego i rzucać w niego przedmiotami, przekonajcie się sami. Przygotujcie też chusteczkę, by otrzeć łzę z oka w ostatniej scenie. Miłości nie zabraknie, ale niekoniecznie w wykonaniu Jane.
Niech pan zaakceptuje, że pewne rzeczy są, jakie są na pierwszy rzut oka. (s. 263)
„Moja Jane Eyre” dobrze się będzie czytać pod jednym warunkiem – jako lekką powieść, w której duchy są pełnoprawnymi bohaterami. Nie należy się spodziewać nie wiadomo czego, to po prostu dobra rozrywka i zabawa z duchami. Autorki stworzyły powieść, w której zmieściło się wiele gatunków: kryminał, spisek, romans, powieść historyczna, gotycka, obyczajowa, przygodowa. W dodatku autorki czasem komentują wydarzenia i wtrącają swoje trzy grosze.
W akcji uczestniczy przede wszystkim Charlotte, gdyż Jane wydaje się być zbyt ulotna, romantyczna. Charlotte za wszelką cenę chce opisać niezwykłą przygodę Jane i namawiają do przyjęcia pracy w TRDZ. Sama chce zostać agentką, choć nie widzi duchów, to jej inteligencja, bystrość umysłu i zmysł taktyczny predysponują ją do tego. Moją sympatię zdobył Alexander Blackwood, „duchołap”, specjalista wysokiej klasy, niezrównany w swoim fachu, skuteczny w relokowaniu niesfornych duchów. Zagadkowa śmierć jego ojca prowadzi go na trop większej sprawy. Wysoki brunet zawsze przykuje uwagę, a w tej powieści to tajemniczy i zamyślony Rochester, pracodawca Jane. Helena, choć jest duchem, zachowuje się jak żywy człowiek.
Istnieją ludzie, którzy przyciągają duchy i im rozkazują! (s. 177)
"Moja Jane Eyre" to wizja trzech autorek. Można ją przyjąć z całym dobrodziejstwem i dobrze się bawić w trakcie czytania z przymrużeniem oka. Duchowa fabuła, żywe tempo akcji, bohaterowie dwóch światów, przygoda na każdym kroku, a w niej przyjaźń i miłość, pod koniec mały chaos prowadzący do dynamicznego zakończenia akcji oraz zaskakujący epilog na chwilę jeszcze po zamknięciu książki zatrzymają czytelnika przy sobie. Dla fanów Ladyjanistek lektura obowiązkowa.

pokaż więcej

 
2018-10-10 19:24:52
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Zapalnikiem do przeniesienia się w przeszłość i poznania historii rodu Bogoszów stają się stare szpargały. Z albumu wysypały się czarno-białe fotografie. Bohaterkę zaintrygowało zdjęcie przedstawiające kobietę z dwojgiem dzieci na tle murowanego budynku z szyldem: Gospoda Pod Bocianem. Wykonano je w 1942 roku w Kalinowie w Zakładzie Braci Bogosz. Kobieta postanowiła dowiedzieć się czegoś... Zapalnikiem do przeniesienia się w przeszłość i poznania historii rodu Bogoszów stają się stare szpargały. Z albumu wysypały się czarno-białe fotografie. Bohaterkę zaintrygowało zdjęcie przedstawiające kobietę z dwojgiem dzieci na tle murowanego budynku z szyldem: Gospoda Pod Bocianem. Wykonano je w 1942 roku w Kalinowie w Zakładzie Braci Bogosz. Kobieta postanowiła dowiedzieć się czegoś więcej, tym bardziej że znała Konstantego Bogosza, starego fotografa, ostatniego z braci.
Udzielił mi zgody na spisanie dziejów rodziny, ale przede wszystkim musiał dać ją sam sobie. (s. 20)
Zdjęcia sprzed lat wywołały w nim wspomnienia. Zgodził się uchylić drzwi do swojej przeszłości, opowiedzieć historię swojej rodziny i ją spisać. Tak oto dzieje rodziny Bogoszów, poplątane losy nestora rodu Teodora Bogosza zaczęły żyć na nowo. Wspomnienia, stare fotografie, papierowe listy splotły się z e-mailami, komórkami, dyktafonem, komputerem i danymi z Internetu.
Same dziury w tej sieci. (s. 243)
Konstanty nazwał rodzinę Bogoszów „porwaną siecią”. W każdym pokoleniu ktoś wyjeżdża lub znika, zaginięcia i wyjazdy to ich przekleństwo. Gdy ktoś znika, to pozostali członkowie dążą do scalenia, do poznania prawdy o zaginionym. Cierpienia pozostawiają swój ślad na członkach rodu. Klan Bogoszów mimo wielu zawirowań historycznych i perturbacji rodzinnych jest silny. Z jednej strony godzi się ze swoim losem, a z drugiej walczy na różne sposoby o bliskich i o dom rodzinny. To kobiety odgrywają w tej historii najważniejszą rolę. One są siłą.
Każda tajemnica ma swoją cenę podług wyceny posiadacza. (s.71)
Powieść skrywa wiele tajemnic, odkrywane są po latach, przypadkiem, lecz nie wszystkie. Bohaterowie mają własne sekrety głęboko skrywane. W tym wszystkim miłość, namiętności i zdrady, honor i duma, pozycja w społeczeństwie, przynależność do grupy społecznej często wpływają na przebieg zdarzeń i losy bohaterów.
Trzecie dziesięciolecie wieku dwudziestego okazało się czasem ciekawym, ale stare przysłowie mówi, że ciekawe czasy, to czasy przeklęte. (s. 57)
Przemijanie nieustająco wiąże się z historią rodziny. Nowe pokolenia przejmują schedę. Rodzina jak drzewo się rozrasta, jej gałęzie splatają się z innymi drzewami rosnącymi wokół siebie. Barwne dzieje rodu Bogoszów nie byłyby tak zajmujące i intrygujące, gdyby nie usytuowanie Gospody pod Bocianem przy rozwidleniu ważnych dróg. Gość musiał się tu zatrzymać. Wojny wybuchały, władze się zmieniały, a gospoda wciąż trwała na swoim miejscu niczym posąg i żywiła ludzi. Zmieniały się tylko pokolenia Bogoszów i bocianów. Losy gospody na przestrzeni lat, zmian ustrojowych i panującej władzy to kawałek burzliwej historii Polski II połowy XIX, XX i początku XXI wieku. To również widoczny postęp cywilizacyjny, postępowe myślenie właścicieli, stawianie na rozwój, historia utrwalona na zdjęciach.
Ale Gospoda pod Bocianem wciąż miała swój klimat i czynne „gniazdo”. (s. 19)
Gospoda pod Bocianem zaprasza w swe progi, raczy podlaską gościnnością, wschodnią otwartością ramion i bram, bogatą historią, intrygującą historią rodu Bogoszów. Fabuła powieści oparta na prawdziwej historii fascynuje swą złożonością i wielowątkowością. Akcja trzyma w napięciu i niechętnie odsłania rodzinne tajemnice, porusza i wzrusza, uczy historii Polski. Uświadamia, jaką siłą jest rodzina, a właściwie kobiety i jaką nieocenioną skarbnicą wiedzy są nestorowie rodu. Wspomnienia Konstantego to główny trzon powieści. Płaszczyzna historyczno-wspomnieniowa przetykana jest płaszczyzną wydarzeń współczesnych, które dominują pod koniec i przynoszą zaskakujące rozwiązania. To Konstanty opowieścią o swej rodzinie skłania czytelnika do wybrania się we własną podróż w czasie ze starymi fotografiami. A bociany czuwają z gniazda…

pokaż więcej

 
2018-09-05 19:36:45
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Jesteś śliczna, ale tak skromna, że aż to razi. (s. 129)
Wprawdzie upalne lato za nami, ale powieść gwarantuje nam piękną pogodę i gorące, hiszpańskie słońce. To tam na wakacje autokarem jadą trzy przyjaciółki, niewinne trio – Dominika, Weronika i Kaśka. Akcja skupia się głównie na Dominice, która po raz pierwszy w życiu wyjechała na zagraniczne wakacje. Jest ona bardzo skromną studentką, ma...
Jesteś śliczna, ale tak skromna, że aż to razi. (s. 129)
Wprawdzie upalne lato za nami, ale powieść gwarantuje nam piękną pogodę i gorące, hiszpańskie słońce. To tam na wakacje autokarem jadą trzy przyjaciółki, niewinne trio – Dominika, Weronika i Kaśka. Akcja skupia się głównie na Dominice, która po raz pierwszy w życiu wyjechała na zagraniczne wakacje. Jest ona bardzo skromną studentką, ma kompleksy i zaniżoną samoocenę. W Calelli poznaje polskiego ratownika, nauczyciela pływania, pracownika hotelu, w którym zamieszkała. Dawid już od kilku lat spędza wakacje w Hiszpanii w celach zarobkowych. Nie szuka poważnego związku, gdyż boi się kochać. Wystarczą mu przelotne znajomości. Gdy poznaje Dominikę, jest opryskliwy, egoistyczny, zapatrzony w siebie, ale z miejsca potrząsnął jej sercem, a ona… zakochała się w tym przystojniaku od pierwszego wejrzenia. Co przyniesie im los?
Byliśmy jak dwa żywioły nieumiejące funkcjonować na jednej powierzchni. (s. 49)
Nie tylko główna bohaterka, ale i jej przyjaciółki, zwłaszcza Weronika. Dryfował też Dawid, a z nimi wszystkimi czytelnik. Romans Weroniki kwitnie. Dominika zaś wsiadła na karuzelę emocjonalną – raz jest na dole, raz na górze; raz płacze z rozpaczy i upokorzenia, a raz tryska szczęściem i miłością. Sprawcą tego jest oczywiście Dawid – ziemski bóg z temperamentem diabła. Również autorka potrafi wywołać różne emocje u czytelnika, zaskakując go wydarzeniami. Dwukrotnie jej się to udało w moim przypadku, pozostałe zdarzenia były dla mnie przewidywalne lub je intuicyjnie i życiowo wyczułam. Potrafiła mnie także rozśmieszyć i wycisnąć ze mnie kilka łez wzruszenia oraz skłonić do refleksji na temat losu i przeznaczenia.
Nie miałam pojęcia, że los planuje dla mnie o wiele więcej. (s. 28)
Już na początku powieści czytelnik się dowiaduje, że pobyt Dominiki w Hiszpanii zmieni jej życie na zawsze. Potem na końcu kilku rozdziałów już sama bohaterka-narratorka zapowiada, że coś się stanie. Od razu daje znać czytelnikowi, że swoją historię opowiada z perspektywy czasu. Jakby daje znać czytelnikowi, że za chwilę coś ważnego się zdarzy, a on miał szansę się przygotować na zaskakujące zdarzenia i silniejsze uczucia. I co ciekawe, czasami trzeba jechać daleko od domu, aby znaleźć to, czego się nie znalazło na swoim podwórku.
Piękne rzeczy rodzą się w bólu i czasami warto wyposażyć się w środki łagodzące objawy. (s. 175)
Spodobało mi się to zdanie. Jest jeszcze kilka innych, które śmiało mogą się stać życiowymi mądrościami. Zostały one umiejętnie wplecione w rozwój wydarzeń i przemyślenia głównej bohaterki. I powstała całkiem piękna książka o wakacyjnym romansie i miłości, skierowana bardziej do młodych ludzi, którzy weszli w dorosłość. Ale i starsi znajdą w niej coś dla siebie – zastanowią się choćby nad ludzkim pokrętnym losem i przeznaczeniem, od którego raczej nie ma ucieczki.
Właśnie zrozumiałam, że nie można uciekać przed błędami i nierozwiązanymi sprawami. (s. 181)
Dominika tym samym jakby dała wskazówkę, dobrą radę czytelnikowi, żeby się wziął z problemami za bary, chwycił byka za rogi i rozwiązał problem, gdyż kłopoty ani same nie znikną, ani same się nie rozwiążą. A skromna studentka boi się życia, raczej jest tchórzem, nie wierzy w swoje możliwości i wewnętrzną siłę. Stąd jej wewnętrzne monologi, dylematy, roztrząsanie każdej sytuacji, głowienie się nad każdym słowem Dawida. Wielokrotnie zadaje ona sobie mnóstwo refleksyjno-retorycznych pytań o przyszłość, które mnie z czasem męczyły. Za to życzyłabym sobie rozwinięcia wątku mej imienniczki i innego wątku z nim ściśle związanego oraz tych rozmów.
Los bywa nieprzewidywalny i nie warto tracić czasu na zawahania. (s. 317)
Płynąc ku przeznaczeniu to romans o młodych ludziach i generalnie dla młodych ludzi, napisany bardzo emocjonalnie i lekkim piórem. Wciąga, bo i ja raz zarwałam noc. Pozwoli uwierzyć w siłę miłości i przyjaźni, mimochodem zmusza do refleksji nad przeznaczeniem i przewrotnością losu, ale także pozwoli odpocząć latem w hiszpańskim kurorcie. Całkiem udany debiut.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
44 44 191
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (1)

zgłoś błąd zgłoś błąd