Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
Zwierzęta otaczają nas z każdej strony - głaszczemy psa i podajemy jedzenie kotu, zachwycamy się kucykiem i podziwiamy motyla; ale też zabijamy komara, zjadamy świnię, nosimy skórę i łowi...

Wszystkie psy idą do nieba

Autor recenzji:
Autor książki: Grzegorz Gortat
6,2 (55 ocen i 16 opinii)

Kanarek ziewnął.
To mnie z nim dopiero prawdziwie zbliżyło.
Na ulicy koń w zaprzęgu czekający, zakaszlał.
Zwyczajnym, ludzkim kaszlem.
Widzę, jak bardzo jest moim bliźnim...

W „Wodnikowym wzgórzu” mogliśmy wnikliwie poznać króliki - ich świat, zwyczaje... a nawet mitologię i poezję. U Orwella zwierzęta symbolizowały to, co najbardziej ludzkie - dążenie do władzy i brzydotę wykwitającą tam, gdzie planowano piękno. „Sprawiedliwość owiec” była sądem, w którym człowiek nie miał nic do powiedzenia. Grzegorz Gortat natomiast zaprasza nas do Miasteczka Ostatnich Westchnień - miejsca równie pięknego i wprost wymarzonego, co tajemniczego i przepełnionego smutkiem.

Tytułowe Miasteczko to miejsce, do którego trafiają zwierzęta, kiedy skończy się ich czas na ziemi. Trafiają tam wszystkie. Bez wyjątku. Tak, jak „Wszystkie psy idą do nieba”, tak wszystkie zwierzęta idą do Miasteczka Ostatnich Westchnień. One nie muszą obawiać się gniewu za swoje zachowanie i grzechy popełniane za życia. Jedynie człowiek potrafi zabić dla zabawy, dla pieniędzy, dla własnego widzimisię. Dlatego ludzie nie trafiają po śmierci do jednej Krainy - o, nie. Oni będą rozliczeni ze wszystkich krzywd, jakich się dopuścili. Na szczęście zwierząt już to nie dotyczy - spędzają czas w Miasteczku pewne, że - opuściwszy ziemski świat - nic ich nie może zaskoczyć.

Jednak pewnego dnia nad Rzeką, w wodach której nie pragnie zanurzyć się żaden mieszkaniec Miasteczka, Remus i Romulus - dwa sympatyczne szczury - znajdują ludzkie szczenię. Wśród zwierząt zapanowało ogromne poruszenie, w którym dla jednych najważniejsze jest pytanie: skąd i jakim cudem człowiek znalazł się w Miasteczku? Dla innych zaś pilniejszą kwestią jest: czy pozwolą mu przeżyć? Decyzja nie jest łatwa ponieważ Miasteczko Ostatnich Westchnień przepełnione jest wspomnieniami ze świata, w którym to właśnie człowiek jest panem, a wspomnienia te nie świadczą o nim najlepiej. Ostateczną decyzję o życiu chłopca ma podjąć Raben - pitbull, którego opowieści z życia po drugiej stronie Rzeki są na tyle przerażające, że zastanawiam się do jakiej grupy wiekowej powinna być skierowana książka. Jednak to właśnie okaleczonemu i skrzywdzonemu Rabenowi chłopiec będzie zawdzięczał życie, choć później, przez lata pies traktował go z chłodem i dystansem.

Właściwa fabuła książki zaczyna się, kiedy ludzkie szczenię dorasta i zaczyna zauważać, że różni się od swojej rodziny i przyjaciół. Pragnie poznać prawdę o swoim pochodzeniu i poznać inne, podobne sobie stworzenia, zwane przez mieszkańców miasteczka - czasem z pogardą, czasem ze strachem - ludźmi. Analogia do „Księgi dżungli” Kiplinga jest chwilowa i powierzchowna - ciężko jej jednak uniknąć choćby przez moment. Pojawia się jednak tak szybko, jak znika, ponieważ powieść Gortata jest o wiele prawdziwsza a przez to także bardziej dramatyczna i smutna.

„Miasteczko Ostatnich Westchnień” to powieść zapadająca w pamięć i przyznam szczerze, że niejedna „dorosła” książka nie wywołała u mnie tylu przemyśleń i refleksji, co ta niewinnie wyglądająca historia. Pytania i pretensje, które stawia przed czytelnikiem Gortat znamy od wieków - godzimy się na nie bądź nie, zauważamy lub przechodzimy obojętnie, przystajemy na nie albo protestujemy - nic jednak nie zapowiada wielkiego przełomu czy zmiany, która raz na zawsze ucięłaby wszelkie dyskusje. Zwierzęta otaczają nas z każdej strony - głaszczemy psa i podajemy jedzenie kotu, zachwycamy się kucykiem i podziwiamy motyla; ale też zabijamy komara, zjadamy świnię, nosimy skórę i łowimy ryby. Co sprawia, że jedne z nich są naszymi przyjaciółmi, a inne odtrącamy z wyrazem obrzydzenia na twarzy? Miłe futerko? Smutne oczy? Są jednak również tacy, którzy zwierzęta traktują jak poddanych, a ci gorsi są od wszystkich innych. Krzywdzą zarówno ludzi, jak i inne stworzenia nie zważając na ból, jaki zadają. Liczy się ich świat i korzyści, jakie mogą osiągnąć. Chciałabym wierzyć, że tacy ludzie naprawdę trafiają do Krainy Wiecznej Kary.

W „Miasteczku Ostatnich Westchnień” panuje niepowtarzalny klimat, co sprawia, że pierwszą połowę książki czyta się nieco lepiej, choć to w drugiej dużo więcej się dzieje. Zakończenie napełniło mnie niedosytem i mam nadzieję, że jest to cichą i nieśmiałą zapowiedzią kontynuacji. Bardzo chętnie jeszcze raz wstąpiłabym do tego mglistego, dziwnego świata, w którym zwierzęta okazują się o wiele mądrzejsze od niektórych ludzi. Nie wiem jednak ile lat musiałoby mieć moje dziecko, abym podsunęła mu powieść Grzegorza Gortata. Że warto - co do tego nie mam wątpliwości, jednak sięgając po lekturę myślałam, że bez problemu może ona pretendować do miana literatury dziecięcej, teraz jednak nie jestem tego taka pewna. Zbyt trudne kwestie są tu poruszane - kwestie, które nawet mnie, dorosłej przecież kobiecie, sprawiają trudności i wprawiają w stan ambiwalentnych odczuć. Poza tym książka jest momentami brutalna, co jednak przyczynia się do wszelkich jej wypukłości, kolejnych warstw i prawdy o świecie.

Grzegorz Gortat spisał się znakomicie splatając ze sobą świat zwierząt ze światem ludzkim, życie na ziemi i życie tam, gdzie bohaterowie książki udają się po śmierci. Powieść balansuje więc na granicy światów, co ważne jednak - czytelnik ani na moment nie traci rozeznania, gdzie przebiega granica pomiędzy okrucieństwem a empatią, dobrem a złem. I , podobnie jak w życiu, ze wszystkich zwierząt człowiek upodobał sobie najbardziej psa, tak również w tej powieści to psy wysuwają się na pierwszy plan. Zaskakują nie tylko siłą, ale także wiernością. Niestety wiernością ślepą, która często prowadzić może do zguby. Pamiętając wciąż przepiękną bajkę „Wszystkie psy idą do nieba” i będąc świeżo po lekturze „Miasteczka Ostatnich Westchnień” chciałabym wierzyć, że jest takie miejsce, które zawsze na nie czeka, na psy i pozostałe zwierzęta - nawet jeśli miałoby istnień kosztem nas, ludzi.

O miły robaczku, czarna perło owalna, dlaczego udajesz przede mną nieżywego?
Słaby. Lekki...
Aż nagle weźmiesz nogi za pas.
I człowiek nieraz zawdzięczał życie podobnie czujnym
manewrom.
Wszyscyśmy bracia.*

*M. Pawlikowska-Jasnorzewska: Szkicownik poetycki (1939)

Sylwia Sekret



Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>

Pokaż wszystkie oficjalne recenzje książek
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Powiązane treści
Długa lekcja, czyli słowo o lekturach szkolnych

To, że nie mam jeszcze dzieci, nie znaczy wcale, że nie myślę o tym, jakie książki podsunę w przyszłości swoim latoroślom. Od tych myśli natomiast, prosta droga do lektur narzucanych uczniom w podstawówce, gimnazjum i liceum. Za moich czasów ich lista wyglądała nieco inaczej, choć lwia część pozostała jednak bez zmian. 


więcej
więcej powiązanych treści

Opinie czytelników


O książce:
Idź za głosem serca

Książka, list, spowiedź, pisana przez kobietę, babcię stojącą u progu śmierci do swojej wnuczki przebywającej w USA. Całość robi dobre wrażenie. Dużo...

zgłoś błąd zgłoś błąd