Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/rozmowy/10855/pisze-soba-chociaz-dla-innych-nierozerwalna-platanina-intencji

Piszę sobą. Chociaż dla innych. Nierozerwalna plątanina intencji…

4 wartościowy tekst

Z okazji premiery książki „Wiatraki” prezentujemy wywiad z Krzysztofem Zajasem. Czy literatura popularna powinna być czymś więcej niż tylko rozrywką? Czy oddanie realiów jest ważniejsze od fabuły? Książka ma swoją premierę 19 września i zostanie wydana nakładem wydawnictwa Marginesy.

WiatrakiKrzysztof A. Zajas

Podkomisarz Lucjan Bałyś, wysłany na konferencję na Pomorze, zostaje wmieszany w porachunki miejscowych gangsterów. Z początku uznaje to za szczęśliwy traf – uwielbia adrenalinę i praworządność. Tyle że to nie zabawa.

W tym samym czasie blisko Słupska ktoś w sposób bestialski morduje trzech mężczyzn, a Bałyś znika bez śladu…

Inspektor Krzycki wyrusza na pomoc. Obudził zmory ponurej przeszłości, z którymi w końcu trzeba się zmierzyć. Musi działać na pograniczu policyjnej logiki i intuicji, bo tylko w ten sposób zdoła odnaleźć i uratować przyjaciela. Co było dawno i zdawało się błahe, okazuje się najważniejsze dla rozwiązania krwawej zagadki. Tak mu się przynajmniej wydaje.

Krzyckiego ściga brudna przeszłość. Lucka – brudna teraźniejszość, która każe mu wreszcie wydorośleć. A nad tym wszystkim niesie się upiorny szum skrzydeł pomorskich wiatraków...

Krzysztof A. Zajas efektownie rozpoczyna trylogię pomorską.

Nowa powieść „Wiatraki” inicjuje pomorski cykl z duetem policjantów Krzycki – Bałyś, znanym już z Pana wcześniejszej twórczości. Z jakim zadaniem zmierzą się najlepsi krakowscy śledczy na Pomorzu?

Pomorze to ziemia intrygująca. Niby nasza, ale mało swojska, podszyta obcością i niepokojem. Żyjemy i gospodarujemy na niej, ale jakby trochę po wierzchu, starając się nie sięgać nadmiernie w głąb, by nie wygrzebać zbyt wiele z tego, co tam tkwi i mogłoby być dla nas niewygodne. W taką atmosferę wpada mój krakowski duet, czego zapowiedź pojawiła się już w poprzedniej trylogii – wszak żona Lucka Bałysia jest i obca, bo pochodzi ze Słupska. Na Pomorzu Środkowym rozciąga się mocna przestępcza teraźniejszość, nałożona na ponurą i krwawą przeszłość. Wystarczy w tak rozgrzany grunt wrzucić morderstwo i kryminalny mechanizm raźno rusza. Krzycki i Bałyś naprawdę mają się z czym zmierzyć.

W kryminalna intrygę często wplata Pan bieżące tematy społeczne „ nie inaczej jest w „Wiatrakach”: korupcja, układy między gangsterami i władzą, protesty w obronie sądów… Czy literatura popularna powinna być czymś więcej niż tylko rozrywką?

Literatura zawsze jest komentarzem do rzeczywistości, w przeciwnym wypadku pisanie nie miałoby sensu. Z drugiej strony, kryminał dzisiaj stał się formą na tyle pojemną, że można w nim zmieścić prawie wszystko, od horroru, przez wszelkiego rodzaju analizy społeczne i polityczne, psychologię i psychiatrię, po komedię obyczajową. W moich pomysłach staram się przemycić coś z naszej współczesności, jakieś nasze problemy, napięcia, lęki i niepewności nie tylko o kryminalnym charakterze. Dlatego w „Wiatrakach” tłem kilku scen są protesty w obronie niezawisłości sądów, które objęły cały kraj. Uwikłanie policji w mafijne i polityczne układy to również część naszej rzeczywistości, nie tylko konwencjonalny chwyt. Pełno o tym w gazetach. Trudno pisać powieść dziejącą się we współczesności i to ignorować.

Pracując nad książką, odwiedził Pan Szkołę Policji w Słupsku, rozmawiał Pan z funkcjonariuszami. Topografia Pomorza oddana jest z dużą dbałością o szczegóły (choć pisze Pan, że niektóre miejsca zostały wymyślone). Jak ważne jest dla Pana oddanie realiów w powieści?

Drobiazgi są ważne, ponieważ podnoszą wiarygodność opowieści. Ja sam jako czytelnik nieodmiennie zżymam się, natrafiając w książce na nieścisłości i błędy rzeczowe czy logiczne. Nawet na poziomie języka. Jak bohater jest jednoręki, to zwrot „wziął sprawy w swoje ręce” brzmi groteskowo. To samo dotyczy prostych faktów. Realia powinny być realne, że błysnę oryginalną myślą. Dlatego długo i żmudnie badałem np. budowę turbin wiatrowych, będących tłem akcji. Wysokość wieży, sposób wchodzenia i schodzenia, rozkład sprzętów wewnątrz gondoli itp. Bohater wchodzi do środka i co, wstaje czy idzie na czworakach? Jakie ma wokół siebie uchwyty? Ile metrów do klapy na dach i jakie drogi wyjścia, gdy coś się zaczyna palić? Niby drobiazgi, ale popełnienie błędu tutaj psuje całą powieść, nawet najlepiej wymyśloną.

Z drugiej strony nie jestem fanatycznym wyznawcą tak zwanego researchu. Piszemy powieść fikcjonalną, a nie raport z miejsca wypadku. Wiele realiów musi zostać opuszczonych, inne nagięte do potrzeb narracji, jeszcze inne zupełnie zmyślone po prostu dlatego, że najważniejsza jest dobra opowieść. Nawiasem mówiąc, na tym polega w dużej mierze ta żmudna, wielogodzinna praca pisarska – na układaniu kolejnych zdań tak, aby trzymały się kupy i zarazem były na tyle ciekawe, by czytelnik chciał je przeczytać. Równowaga między prawdą a zmyśleniem to ciągle główny motor napędowy literatury. Cała sztuka w proporcjach. Już Arystoteles o tym mówił i nadal tak jest.

„W tej krainie obcy ginie” – przypomina Pan napis na murze w Słupsku. Pana bohaterowie na własnej skórze przekonują się, że ingerowanie w zastany porządek to stąpanie po grząskim gruncie. Czy to ludzie, którzy dla prawdy i dochodzenia sprawiedliwości nie ulękną się niczego?

Nie chodzi o to, że się nie ulękną, bo dosyć często się boją. Strach nie jest po to, by go unikać, tylko by nauczyć się w nim działać. Decyzje podejmowane w sytuacjach skrajnych, nagłych i dramatycznych mogą być błędne, czasem fatalne, nie powinny być jednak niemoralne. Inaczej się tego nazwać nie da. Jest granica, po przekroczeniu której być może nadal jesteś policjantem, ale niekoniecznie człowiekiem. Moi bohaterowie starają się nie przekraczać tej granicy. A „zastany porządek” w tym przypadku to nic innego, jak akceptowane przez wszystkich zło, za naruszenie którego można zginąć. Natomiast ten napis odnosi się nie tylko do pary głównych bohaterów. Zdradza panującą wokoło atmosferę, mroczne i plugawe emocje czyhające na każdego przybysza, nie tylko wesołego podkomisarza z Krakowa. Z dodatkiem mroku, błysku czerwonych świateł na wiatraku i nośnego szumu skrzydeł zbliża to kryminał do opowieści grozy. Hasło pojawiło się na murze w Słupsku, ale jego ksenofobiczny smród możemy poczuć dzisiaj w każdym polskim mieście. Wystarczy się przejść na piwo do najbliższego baru z lokalsami. Naprawdę groza…

Charakterystyczna cecha Pana prozy – wykorzystywanie elementów paranormalnych – czy to inspiracja mistrzem Stephenem Kingiem?

Pewnie tak. Ale i inspiracja samym życiem. Każdy ma w sobie wspomnienie strachu przed niesamowitym, niektórzy wyłącznie to. Lubię poszukiwać w sobie lęków, przerażeń, przeważnie jeszcze dziecinnych, kiedy świat przedstawiał zagrożenie raczej z powodu straszności niż głupoty, jak teraz. King nauczył mnie nie bać się używać grozy w pisaniu. Skoro jest częścią naszego egzystencjalnego doświadczenia, to znaczy, że jest ważna. Od Kinga wziąłem również brak skrupułów w przekraczaniu wyznaczników gatunkowych. Literatura ma być do czytania, a nie do przestrzegania gatunkowej czystości, i basta. Dlatego upieram się przy kryminale z elementami grozy, czego puryści stanowczo zabraniają.

Zbrodnia najczęściej jest efektem impulsu, sekundy działania poza kontrolą, poza rozsądkiem. To irracjonalne i dlatego bliskie działaniu sił paranormalnych. Zbrodnia w pełni racjonalna, wymyślona, zaplanowana i przeprowadzona z żelazną konsekwencją, jeśli w ogóle istnieje, jest nieciekawa. Znacznie ciekawsze dla mnie są czynniki irracjonalne, zwłaszcza rozciągnięte w czasie, jak u psychopatycznych mścicieli. To trochę tak, jakby w normalnego człowieka wstąpił zły duch i kierował jego postępkami, niezależnie od jego woli. Nigdy nie wiemy, na ile ktoś czy coś takiego w nas działa. A to już paranormalność i groza. Ach, i jeszcze jedno: największym z potworów jest człowiek. To również lekcja Kinga.

W tym roku znalazł się Pan w ścisłym gronie autorów nominowanych do nagrody wielkiego kalibru za powieść „Oszpicyn” – czy ta nominacja zmieniła coś w Pana podejściu do pisania?

W podejściu do pisania niewiele. Tak jak przedtem staram się pisać jak najlepiej i najciekawiej, dla mnie i dla innych. Natomiast zmieniła wiele w patrzeniu Zajasa na samego siebie, tak trochę z zewnątrz. To, co było dotychczas zajęciem intymnym, stało się nie tylko domeną publiczną, ale i tekstem zauważanym, interpretowanym, a nawet – niech będzie – docenianym. Przy czym w przypadku „Oszpicyna” chodzi o powieść bardzo osobistą, mocno autobiograficzną, więc wrażenie wystawienia siebie na widok publiczny jest jeszcze bardziej dojmujące. Ale mądrzy mistrzowie słowa radzili: nie pisz dla siebie, pisz sobą. No więc piszę sobą.

Chociaż dla innych. Nierozerwalna plątanina intencji…


Pokaż wszystkie rozmowy
Komentarze
Autor:  LubimyCzytać |  wypowiedzi: 6  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 130
Anna
20-09-2018 14:28
Napiszę tylko tyle, że nie mogę się doczekać czytania kolejnej powieści Pana K. Zajasa. Szkoda że są tak słabo reklamowane i wielu miłośników gatunku nie zna twórczości autora. A po stokroć lepsza od tych tzw. bestsellerów, którymi zastawione są najwyższe i środkowe półki księgarń już od wejścia, wmawiajac nam że trzeba to przeczytać (=kupić), a niestety okazują się niewiele warte.
książek: 2925
Vemona
20-09-2018 15:03
Cieszę się, że trafiłam na ten wywiad. Dzięki temu będę miała szansę poznać twórczość Pana Zajasa, a do tej pory jego powieści mi umknęły, czego żałuję.
książek: 41
Legeriusz
20-09-2018 16:01
Pomorze jest intrygujące, z pewnością, ale nie jest niby nasze. Tak może mówić ktoś tylko z perspektywy Krakowa. Autochtoni są na nim od wieków! Dla nich Pomorze jest zawsze własne! Jaka obcość?
Co tu wygrzebywać? Tak wiele wiadomo.
I ten ksenofobiczny smród w każdym polskim mieście. Olaboga.
książek: 6696
allison
20-09-2018 22:16
"Czy literatura popularna powinna być czymś więcej niż tylko rozrywką?"

Bardzo bym chciała, by zawsze tak było, ale - niestety - takie przypadki to wyjątki.
Przyznam z ręką na sercu, że twórczości pana Zajasa nie znam, ale wywiad z nim zachęcił mnie do nadrobienia zaległości:)
"Oszpicyn" wciąż zerka na mnie z półki jak wyrzut sumienia:)
książek: 2168
Renax
25-09-2018 07:37
Wczoraj dostałam 'Wiatraki' i już zacieram ręce na lekturę. 'Oszpicyn' czytałam z wypiekami na twarzy. Poza umiejętnościami kreowanie fascynującej fabuły, autor potrafi wplatać do książki ciekawe problemy. Bardzo jestem ciekawa co teraz będzie tym problemem....
A tak w ogóle, to na tym zdjęciu wygląda Pan jak sam seksi Craig-Bond ;) Chyba że to Bond.
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie

Opinie czytelników


O książce:
Epoka diamentu

Czytałem jedną książkę tego autora o Newtonie i Leibnizu, ciekawą, dałem 7/10. Szerokie omówienie tej książki zamieszczono w Wikipe...

zgłoś błąd zgłoś błąd