Oscarowa noc literatury

Sylwia Sekret
28.02.2016

Dziś w nocy dowiemy się kilku rzeczy. Jedne będą ważne, inne to wyłącznie pierdoły, do których dokopałam się i które zaraz wymienię wyłącznie na potrzeby tego tekstu. Do rzeczy mniej ważnych - by nie powtarzać tego brzydkiego słowa na „p” - zaliczyć można to, że zweryfikować będziemy mogli, czy księżyc naprawdę wzejdzie o 23.15, będziemy mogli poważnie zastanowić się nad tym, czy mamy wśród znajomych lub znajomych naszych znajomych jakiegoś Nadbora, by złożyć mu spóźnione imieninowe życzenia, być może nawet dowiemy się, czy na naszym osiedlu mieszka jakiś kibic Cracovii (tak, 28 lutego to Dzień Kibica Cracovii, choć także Światowy Dzień Chorób Rzadkich, który naprawdę ze względu na nazwę winien być obchodzony dzień później). Przejdźmy jednak do konkretów. Dziś w nocy dowiemy się, czy świat w końcu przestanie stroić sobie żarty z Leonardo DiCaprio. Choć znając tendencje środowiska internetowego, można przypuszczać, że wyjścia tak naprawdę są dwa. Pierwsze z nich to dalsze wyśmiewanie się z faktu, że mamy na koncie tyle samo Oscarów, co wcielający się w rolę Gatsby’ego aktor, drugim wyjściem jest natomiast nowy powód do żartów, jeśli (chociaż sam DiCaprio pewnie w to nie wierzy) mężczyzna w końcu sięgnie po najważniejszą filmową statuetkę. Tak czy siak, będziemy świadkami nie tylko tego, jak ktoś macha aktorowi złotą statuetką przed oczami, ale także dowiemy się, jakie filmy zwyciężyły w pozostałych kategoriach. Dziś w nocy Oscary trafią do swoich właścicieli.

Piszę o tym nie dlatego, że pomyliłam portale, jak pewnie zdążyły pomyśleć żartobliwie (bo przecież nie - złośliwie) niektóre głowy, ale dlatego, że aż pięć filmów spośród ośmiu, które walczyć będą dziś w nocy w kategorii najważniejszej, a więc Najlepszego filmu, to produkcje powstałe na podstawie powieści. Pewnie nie muszę wymieniać, ale dla porządku przypomnę tych pięć tytułów: Brooklyn, Zjawa, Big Short, Marsjanin, Pokój. Oczywiście w innych kategoriach także znalazły się dzieła będące adaptacją literatury. Mamy przecież Dziewczynę z portretu, 45 lat, Carol, Trumbo, Stulatka, który wyskoczył przez okno i zniknął, a nawet Pięćdziesiąt twarzy Greya, ale spokojnie, wyłącznie w kategorii Najlepsza piosenka. Może to właśnie rola w adaptacji przyniesie szczęście DiCaprio? Chociaż był już przecież wcześniej, i to dwukrotnie, nominowany za rolę w filmach, które powstały w oparciu o powieści, zarówno bowiem Wilk z Wall Street, jak i Co gryzie Gilberta Grape’a mają swoje literackie pierwowzory. Jak jednak twierdzą złośliwi, aktor w Zjawie nie miał zbyt wielkiego pola do popisu, bo tak naprawdę przeczołgał się przez ten film. Mnie natomiast ciekawi, czy przypadkiem postaci, którą odgrywa w nominowanym filmie, nie zmieniono nieco życiorysu właśnie ze względu na chęć ucięcia tych wszystkich oscarowych żarcików o DiCaprio. No bo, pomyślcie - kto przyznałby tak ważną statuetkę facetowi, który wcielił się w faceta, który szuka zemsty na facetach, którzy ukradli mu ukochana strzelbę? Jakieś wariactwo! Ale jeśli w grę wchodzi zemsta za ukochanego syna… no to, proszę państwa, Oscar się należy jak najbardziej! To chyba żaden spoiler z tym synem, skoro już zwiastun nas o tym informuje, prawda?

Oczywiście sobie teraz żartuję, zarówno powieść, jak i film Zjawa wywarły na mnie spore wrażenie, ale nie zdziwiłabym się, jeśli takie plotki i przemyślenia gdzieś by się pojawiły. Niestety poza powieścią Michaela Punke, a także Pokoju Emmy Donoghue, nie miałam okazji przeczytać na razie pozostałych, będących kanwą dla fabuły nominowanych filmów, powieści. Liczę jednak, że kiedyś - kiedy ktoś wynajdzie zatrzymywacz czasu zaprojektowany specjalnie dla zapalonych czytelników, którzy pragną i muszą nadrobić zaległości - przeczytam je wszystkie. Skoro już jesteśmy przy Pokoju, który dwa dni temu miał swoją kinową premierę w naszym kraju - muszę przyznać, że już dawno nie zetknęłam się z tak świetnie zrobioną adaptacją. Czekałam na tę ekranizację kilka lat i obawiałam się, jak przyszli twórcy wybrną z tego, że przez całą powieść narratorem jest pięcioletni chłopiec. I naprawdę muszę przyznać, że wyszło im wyśmienicie. Dzieło nie ma raczej szans na zgarnięcie statuetki za najlepszy film (tutaj kibicuję chyba najbardziej produkcji Big Short), ale absolutnie powinno wygrać w kategorii Najlepszy scenariusz adaptowany. Nie muszę jednak być obeznana ze wszystkimi tymi powieściami, aby naszła mnie refleksja, że nagrody filmowe to w zasadzie najbardziej szczegółowo przyznawane wyróżnienia spośród wszystkich dziedzin. A przynajmniej spośród dziedzin, o których mam jako takie pojęcie. Jasne, wśród nagród wyrażających podziw i uznanie dla autorów i ogólnie literatury są te wszystkie Pulitzery, Noble, Bookery i wiele, wiele innych, ale czy docenia się poszczególne elementy powieści jakimiś międzynarodowymi statuetkami? Ja o tym nie słyszałam, więc albo takich nie ma, albo nie są tak rozpowszechnione i znane, jak być powinny. A przecież Oscar nie wędruje wyłącznie do filmu okrzykniętego najlepszym. Są też nagrody dla zdjęć, aktorów pierwszo- i drugoplanowych, w dodatku z podziałem na role męskie i żeńskie! Nagrody za scenariusz, w dodatku z podziałem na oryginalny i adaptowany! Nagrody dla kostiumów, scenografii, reżyserii, efektów specjalnych. Oczywiście wiele wyjaśnia to, że za każdą z takich spraw stoi inny człowiek, którego wypadałoby docenić, ale czy dlatego, że w tworzeniu tak wielu różnych i skomplikowanych elementów powieści uczestniczy zazwyczaj jedna osoba, literatura ma być stratna? A gdyby tak co roku przyznawane były literackie Oscary? Przez głowę przemyka tyle kategorii, wśród których można by wybierać, a które często nie są, choć powinny być oficjalnie doceniane, potwierdzone konkretną nagrodą, statuetką, czyimś imieniem! Dlaczego książka ma być dobra tak po prostu, bez wyszczególnienia jej najlepszych elementów? I dlaczego inna książka, wcale nie taka dobra, ale posiadająca jakąś jedną, rewelacyjną część składową ma przejść przez rozdanie nagród bez echa?

Nie mam oczywiście na myśli podziału na kategorie gatunkowe czy wiekowe, bo takie przecież istnieją. Chodzi mi o te elementy książki, do których pisarz niejednokrotnie podchodzić musi zupełnie inaczej. Książka nie jest tylko książką. To ogromny las, a żeby był las, jak wiemy, musi być co najmniej… ileś drzew! Dlaczego nie przyznaje się jakiejś poważnej, znaczącej literackiej nagrody za Najlepszego pierwszoplanowego bohatera? I analogicznie, Najlepszą pierwszoplanową bohaterkę? Powieść sama w sobie może być bardzo dobra, ale bohater, jak to mówi młodzież: ”bez szału”, który czterech liter absolutnie nie urywa, i na odwrót, o ile historia może nie być powalająca, o tyle główna postać może okazać się najlepiej wykreowaną od lat. Nie zapominajmy jednak o postaciach drugoplanowych. Zdarzają się przecież takie perełki, w postaci bohaterów literackich, którzy pojawiają się w powieści niby mimochodem, a kradną nasze serce już w pierwszej scenie i dalsza lektura nierzadko polega na ich niecierpliwym wypatrywaniu. To także jest nie lada sztuka i to również wypadałoby docenić. Inna rzecz - dialogi. A my, zwykli, równie onieśmieleni czyimś talentem, co wymagający czytelnicy wiemy najlepiej, jak dialogi potrafią oszpecić lub wynieść wysoko do góry niejedno dzieło. Dlaczego by więc nie docenić poszczególnych elementów, takich jak chociażby Wykreowanie świata przedstawionego (czyli coś jak, powiedzmy, filmowa scenografia). W recenzjach mówimy o tylu elementach, o tylu sprawach, wychwalając kreacje bohaterów, zachwycając się nakreśleniem, na przykład, małomiasteczkowego tła. A jednak nie nagradza się w tych kategoriach. To chyba nie do końca sprawiedliwe.

Może kiedyś to się zmieni i pisarze doceniani będą za poszczególne elementy swoich powieści. Zapewne wielu z Was uważa, że to wcale nie taki dobry pomysł, że to tak zwane rozmienianie na drobne. I poniekąd mogę się z tym zgodzić, a nagradzanie w tylu różnych kategoriach filmu tłumaczyć można przecież tym, że za każdą taką składową odpowiada inna osoba, a za książkę zazwyczaj tylko jedna, nic więc nie stoi na przeszkodzie, by nagrodzić ją za całość. Nadal jednak uważam, że coś na kształt literackich Oscarów, to wcale nie taki zły pomysł, o czym świadczy chociażby to, że tyle dzieł trafia w formie ekranizacji na największą filmową galę świata. Założę się, że nietrudno byłoby Wam już teraz, tak z marszu, wytypować jakieś postaci, które mogłyby stoczyć bój w kategorii Najlepszego bohatera literackiego.  A skoro doceniamy filmy za muzykę i zdjęcia, to czemu nie uhonorować Najlepszej okładki? O ileż, mimo wszystko, bogatszy jest świat książek od świata filmów! Ile możliwości stwarzałaby taka ceremonia, ile emocji! Dziś w nocy będę do rana czuwała przed telewizorem (mieszkam z filmowym maniakiem, taki nasz mały coroczny rytuał), oglądając na żywo oscarową galę i wiem, że taka uroczystość związana ze światem literackim byłaby jeszcze bardziej emocjonująca, jeszcze ciekawsza, a typowanie i konkurencja bardziej zacięte.

Big Short, Brooklyn, Carol, Pokój, Marsjanin - te filmy walczyć będą dzisiejszej nocy o nagrodę w kategorii Najlepszy scenariusz adaptowany. Cztery z nich, razem ze Zjawą, mają również szansę zostać okrzyknięte Najlepszym filmem. Wszystkie (poza Carol, która nie zdążyła wejść do naszych kin i Marsjaninem, który uważam za pomyłkę jury, przynajmniej jeśli chodzi o najważniejszą kategorię) są w moi przekonaniu świetnie zrealizowane i każdy z nich zasługuje na uznanie. Czy jednak oscarowy rozgłos da dodatkową szansę ich powieściowym pierwowzorom? Pokój możemy już kupić z filmową okładką, Dziewczynę z portretu nominowaną w czterech kategoriach również, a także Zjawę z niezwykle subtelną, jak na filmową, okładką. Kibicujecie któremuś z tych filmów? A może ceremonia wręczenia Oscarów w ogóle nie wzbudza w Was emocji i kiedy DiCaprio będzie udawał, że wcale nie zależy mu na statuetce, Wy będziecie smacznie spali? Ja zamierzam oglądać galę (no cóż, nawet brak stałej pracy ma swoje plusy), jednak nadal trzymać się będę zdania, że literatura również zasługuje na swoje Oscary. Owszem, lubimy oglądać filmy, ale przecież jeszcze bardziej lubimy czytać, prawda?

Reklama

komentarze [15]

Sortuj:
594
169
29.02.2016 13:39

Miałam przeczucie, że Leonardo DiCaprio w filmie "Zjawa" dostanie Oskara. Nareszcie !


1319
464
29.02.2016 12:56

Moje (pobożne) życzenia w niewielkim stopniu się spełniły, ale bardzo cieszę się z docenienia Alicii Vikander - bardzo zdolna aktorka, zawsze prezentuje wysoki poziom. Oglądanie jej i Redmayna było aktorską ucztą, mam nadzieję że ten duet jeszcze kiedyś zobaczę we wspólnym przedsięwzięciu.

Werdykty bez spektakularnych niespodzianek, za to gala żałośnie słaba przez...

więcej

1121
0
29.02.2016 09:47

TAK!!! Moi najwięksi faworyci: DiCaprio, Vikander, Morricone, Inarritu, Lubezki - wszyscy wygrali!!! I jeszcze Tom Hardy bez Oscara :,)! Jak idealnie! Cieszę się jak cholera :D


Reklama
1107
333
28.02.2016 17:32

Obstawiam: najlepszym aktorem pierwszoplanowym będzie albo Matt Damon z Marsjaninem, albo Eddie Redmayne z Dziewczyny z portretu. Oscara za najlepszą aktorkę dostanie Brie Larson z Pokoju. Dodatkowo Tom Hardy za drugoplanową, Marsjanin za scenariusz i piosenka ze Spectre :).


1319
464
28.02.2016 14:58

DiCaprio ma na swoim koncie znacznie większe osiągnięcia niż rozczarowująca "Zjawa" - jeżeli dostanie nagrodę, odbiorę to jako ukłon w jego stronę i próbę zrekompensowania poprzednich niepowodzeń. Niesłuszną i nie do końca sprawiedliwą - ale Oscary już od kilku lat są bardziej konkursem popularności niźli rzetelnym uhonorowaniem najlepszych z najlepszych.

Hardy zjadł Leo...

więcej

281
87
28.02.2016 13:47

W sumie DiCaprio był moim faworytem po statuetkę za Zjawę ale po obejrzeniu Spotlight jest nim Mark Ruffalo.


1740
734
28.02.2016 12:22

Tom Hardy - to jemu najbardziej kibicuję w tym roku :]


1740
734
29.02.2016 07:21

I dupa blada że tak powiem :/ ale gratulacje dla wygranych.


0
1464
konto usunięte
28.02.2016 12:16

Użytkownik wypowiedzi usunął konto


1319
464
28.02.2016 15:03

Też z utęsknieniem czekam na jakąś rolę, która choć trochę zbliżyłaby się poziomem do fenomenalnej kreacji z "Co gryzie Gilberta Greape'a". DiCaprio szturmem wdarł się na salony, ale zawieszonej przez siebie poprzeczki wciąż nie przeskoczył. Na pewno nie "Zjawą", w której wypadł słabiej nie tylko w stosunku do swojego dorobku z ostatnich lat, ale nawet i drugoplanowego Toma...

więcej

552
66
28.02.2016 11:21

Muszę przyznać, że w tym roku jakoś nikt z nominowanych w kategorii aktor pierwszoplanowy, nie wyrwał mnie z przysłowiowych "majt". Nie żeby byli to słabi aktorzy, oj nie - po prostu nie były to aż tak dobre role, bo wiem, że stać ich na więcej. Eddie jakoś się nie wykazał w "Dziewczynie", nawet drażnił jego sposób bycia i aktorstwo. Michael, fajna rola, świetnie zagrana,...

więcej

488
47
28.02.2016 11:19

Niestety jak zawsze Oscarowe hity daleko odbiegają od wartościowych i fajnych produkcji. Wygrywa to co ma wygrać, a nie to co rzeczywiście powinno. To co powinno nawet nie jest nominowane...
Co do Leo to był nominaowany w znacznie lepszych produkcjach i nic z tego nie wyszło, więc szczerze wątpię czy teraz się uda...


zgłoś błąd