Reklama

Joker – ucieleśnienie motywu szaleństwa

Marcin Waincetel
12.10.2019

Prawdziwy obłęd w oczach. Złowieszczy wyraz twarzy. Psychodeliczny śmiech i sadystyczne poczucie humoru… krótko mówiąc – normalny wariat. Bo Joker z pewnością może uchodzić za popkulturową ikonę szaleńca. Książę Zbrodni jest jednak postacią wielowymiarową, trudną do jednoznacznej diagnozy. Jak bardzo zmieniał się przez dekady? Kogo kocha, a kogo nienawidzi? I co wspólnego ma z nim sam Victor Hugo?

Seryjny morderca? Nie od zawsze

Joker odznacza się oryginalnością. Wdziękiem, szykiem… i charakterologiczną niejednoznacznością. Szczególny układ genów został zapewniony przez Billa Fingera oraz Boba Kane’a – autorów Batmana – oraz Jerry’ego Robinsona, współtwórcę Robina. Świat usłyszał o Jokerze po raz pierwszy wiosną 1940 roku, gdy słynny złoczyńca pojawił się w pierwszej regularnej serii o Mrocznym Rycerzu. Jednak wzorzec postaci zapisano już wcześniej. Komiksowi artyści inspirację czerpali bowiem z ekspresjonistycznego filmu „Człowiek, który się śmieje” – ekranizacji powieści legendarnego Victora Hugo, zatytytułowanej „Człowiek śmiechu”. Francuski literat wykreował w niej bohatera imieniem Gwynplaine, społecznego wyrzutka z przerażająco zdeformowaną twarzą, na której chirurgicznie wyryto trwały uśmiech. Szczególny rodzaj kary za zdradę, jakiej jego ojciec dopuścił się wobec króla.

Figlarz skory do żartów – złośliwych, niekiedy absurdalnych, ale jeszcze nie sadystycznych – po prostu komik, który dopiero zaczął tańczyć na granicy prawa i bezprawia. Tak zazwyczaj przedstawiano Jokera w latach 50. XX wieku, gdy w komiksowej branży obowiązywała obyczajowa cenzura. Choć już w swoim debiucie złoczyńca – nazywany później Księciem Zbrodni – dopuścił się serii przestępstw, kradzieży, a nawet zabójstw, czym wzbudził uwagę Bruce’a Wayne’a. Batman i Joker są zresztą niczym awers i rewers tej samej monety. Wzajemnie się dopełniają, choć reprezentują zupełnie różne siły. Stąd też nic dziwnego, że geneza psychopatycznego klauna najczęściej ściśle łączy się z narodzinami legendy Obrońcy Gotham.

Psychoanaliza i pewien zabójczy żart

Frustracja, narastające poczucie rezygnacji, niechęć i niemoc. Wszystkie skrajnie negatywne emocje – będące sumą życiowych doświadczeń – sprawiły, że marny komik pracujący w cyrkowej trupie powoli przeobraził się w podrzędnego gangstera. A potem genialnego, choć niezrównoważonego króla zbrodni, który swoją ostateczną metamorfozę zawdzięcza kąpieli w kadzi z toksycznymi chemikaliami. W ten sposób genezę Jokera zobrazowano w „Zabójczym żarcie” Alana Moore’a. Legendarny scenarzysta zdaje się przekonywać, że wystarczy raptem jeden zły dzień, aby zwykły człowiek ostatecznie przekroczył granicę szaleństwa.

W komiksie dowodzi tego zresztą sam Joker, który zwolniony z azylu Arkham – szpitala psychiatrycznego dla największych zwyrodnialców – planuje udowodnić swoją śmiałą hipotezę. W tym celu posłużył się Barbarą, piękną i błyskotliwą córką komisarza Jima Gordona, przyjaciela Batmana. Zbrodnia na ciele, ale przede wszystkim umyśle. Symboliczna ofiara i realna przemoc. Genialny Alan Moore, którego w procesie twórczym wspomógł rysownik Brian Bolland, ukazał stopniowe zatracanie się w szaleństwie. Niezwykle sugestywny album, który pozostawia po sobie upiorne wrażenie. I mnożące się w głowie pytania. Przecież Joker to mistrz kłamstw. Jakim cudem mamy wierzyć akurat w jego wersję wydarzeń?

Odpowiedź nie jest oczywista, tak jak i niełatwa jest próba zdiagnozowania umysłu kryminalisty o zielonych włosach. Wszak wiele lat, które spędził w samotnej celi jako pacjent zakładu zamkniętego, musiało wpłynąć na jego świadomość. Opowiedział o tym Grant Morrison, kolejny z wielkich scenarzystów, autor „Azylu Arkham”. Podobno każdy, kto trafi do szczególnego przybytku, a wcześniej wykazywał choćby odrobinę zdrowego rozsądku, niechybnie go straci. Nawet Batman. Arkham to dom grozy, miejsce przekroczenia własnych zmysłów, królestwo szaleńców, ale też swoisty konfesjonał, w którym każdy musi zmierzyć się z własnymi grzechami.

„Azyl Arkham” ukazuje nam wycinek rzeczywistości, gdy rzesza kryminalistów pod przewodnictwem Jokera przejmuje władzę nad placówką, ustanawiając w ten sposób chaos, który staje się nowym porządkiem. Zapanować nad wszystkim stara się Mroczny Rycerz – trawiony postępującym strachem, emocją, dzięki której wciąż pozostaje człowiekiem. Poznając historię spisaną piórem Morrisona, a rozrysowaną przez utalentowanego Dave’a McKeana, odkrywamy świat tajemnic, symboli i koszmarnej grozy, która urzeczywistnia się na kadrach. Subtelne odwołania do „Apokalipsy św. Jana”, filozofii Junga czy okultyzmu Aleistera Crowleya potrafią zdumiewać.

Czarny kryminał i Biały Rycerz

Geneza to jedno. Ale w jaki sposób Książe Zbrodni potrafił zdobyć władzę w półświatku Gotham? W swoim stylu wytłumaczył to Brian Azzarello oraz Lee Bermejo, którzy na kartach „Jokera” udowodnili, że mężczyzna o bladym licu w swojej talii kart trzyma w zasadzie same asy. Pingwin, Riddler oraz Harvey Dent, czyli osławiony Two-Face – lordowie mafii z uniwersum Mrocznego Rycerza – zdecydowali się, że pod nieobecność Jokera na dobre przeorganizują kryminalną strefę wpływów. Dawny komik nie zwykł jednak przegrywać.

Narratorem komiksowej opowieści uczyniono Jonny'ego Frosta, o którym można mówić jako nad wyraz lojalnym, choć niepozbawionym moralnych wątpliwości ochroniarzu tytułowego złoczyńcy. Całość utrzymana w stylistyce czarnego kryminału i thrillera zawiera również pierwiastki erotyzmu – potężnego, choć toksycznego uczucia, jakim złączono ze sobą Jokera i Harley Quinn. Piękna i charyzmatyczna doktor psychiatrii, która zafascynowana swoim słynnym pacjentem, po pewnym czasie sama stała się Królową Chaosu. Przynajmniej w kilku wersjach. Choć nie zawsze…

…no bo przecież niektórzy starają się nam wmówić, że to, co białe może być też czarne. A może na odwrót? Sean Murphy, autor wydanego niedawno w Polsce albumu „Batman – Biały Rycerz” udowodnił, że artystyczne eksperymenty są ciągle w cenie. Wyobraźcie sobie tylko sytuację, w której Joker – znany po cywilnemu jako Jack Napier – staje się bohaterem miasta Gotham. Przymusowa terapia farmakologiczna przyniosła pożądane, choć zaskakujące skutki. Szaleniec przeistoczył się bowiem w racjonalistę, polityka, który postanowił rozliczyć Batmana z jego osobistej krucjaty w imię społecznej sprawiedliwości. Razem ze swoją wieloletnią partnerką Harley Quinn wprowadzają w życie misterny plan. Chcą unieważnić zasługi Batmana – osoby będącej ich zdaniem największym wrogiem Gotham City. Kto jest prawdziwym zbawcą, a kto wyrachowanym zbrodniarzem?

Wariat o wielu twarzach

Joker znów jest na czołówkach. W samym centrum uwagi. A wszystko za sprawą Joaquina Phoenixa, który w brawurowy sposób sportretował upadek, ostateczną destrukcję człowieka i nieodwracalną metamorfozę w sadystycznego potwora. W najnowszej interpretacji przerażające jest jednak to, że przynajmniej na początku można mu współczuć. A przynajmniej zrozumieć. W Jokera wcielał się również Jack Nicholson, Jared Leto, Cesar Romero Heath Ledger, Cameron Monaghan, a głosu użyczał mu niezastąpiony Mark Hamill. Każdy z nich był w pewnym sensie podobny, a jednak różny. Na swój sposób wyjątkowy.

Tak jak „Batman – Biały Rycerz”, który w fenomenalny sposób – w treści, formie, a przede wszystkim wymowie – udowadnia, że do biografii Jokera dopisać można jeszcze wiele nowych rozdziałów. Bo w opowieści o super-złoczyńcy znajdziemy zarówno psychologiczny dramat, mrożący krew w żyłach thriller, czarny kryminał, horror i niemalże filozoficzny traktat. Jak to było? Prawdziwy obłęd w oczach. Złowieszczy wyraz twarzy. Psychodeliczny śmiech i sadystyczne poczucie humoru… słowem – normalny wariat. Ale czy tylko?

Reklama

komentarze [9]

Sortuj:
Dodaj wypowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

339
3
11.10.2019 21:26

Zapraszam do dyskusji.


844
56
12.10.2019 12:36

Kilka luźnych przemyśleń na temat filmu:

Jak dla mnie nowy "Joker" jest fenomenalny! Przede wszystkim świetnie dopełnia historię złoczyńcy, prezentując go z zupełnie innej strony, co z pewnością doceni każdy fan filmów o superbohaterach (i super-złoczyńcach oczywiście). Co więcej, "Joker" broni się także jako samodzielna produkcja - świetny dramat psychologiczny, który...

więcej

51
27
12.10.2019 20:11

Z radością obejrzę. Jest Joaquin Phoenix to biorę w ciemno. Ogólnie patrząc wstecz postać Jokera, była zagrana przez świetnych aktorów - Nicholson, Ledger, Leto, Monaghan (pre-Joker w serialu Gotham).


Dodaj odpowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

113
26
12.10.2019 14:44

Intrygujący tekst, naprawdę podoba mi się przedstawienie Jokera (w przywołanych komiksach i tekście) jako zaburzonego człowieka, nie tylko tradycyjnego komiksowego złoczyńcę, to czyni go pociągającym. Okazuje się nagle że świat zaburzonych przestępców może być wykorzystany jako podstawa analizy i przedstawienia społeczeństwa w którym żyjemy (jak to przypominają nam memy ^...

więcej

170
140
12.10.2019 18:23

Świetny tekst :) "Joker" Todda Philipsa także ;) Chyba trzeba nadrobić zaległości, jestem wdzięczny za tą listę tytułów!


84
48
12.10.2019 21:31

Muszę iść na ten film! Nie dość, że gra w nim główną rolę jeden z moich ulubionych aktorów, to jeszcze na zwiastunie widzę...zupełnie inne spojrzenie na temat. Tak świeże po wszystkich filmach o Batmanie jakie widziałam. I jednocześnie tak brudne... Zapowiedź bohatera, który nie jest ani do końca czarny, a ni biały tylko podsyca ciekawość. Mam nadzieję, że się nie zawiodę i...

więcej

80
77
14.10.2019 13:16

Narodziny Nemezis albo Why so Serious…

Najpierw była fascynacja postacią. Joker był zawsze na pierwszym miejscu, Batman miał łatwo.
Potem był Joaquin Phoenix – biorę go w ciemno.
I jeszcze była ciekawość, jaki film wywołał owację na stojąco na festiwalu w Wenecji?

Joker to opowieść o wykluwaniu się boga zemsty, o bożyszczu tłumu i bohaterze z przypadku.
Joker jest...

więcej

320
93
24.10.2019 10:56

Wydawało się, że Heath Ledger tak wysoko postawił poprzeczkę, że nikt nie jest w stanie go przeskoczyć w jego kreacji nie tylko samego Jokera, ale czarnego charakteru, przestępcy. Sam byłem dość sceptyczny przed seansem, choć zwiastun był świetnie zrobiony. Ale będąc po seansie, muszę stwierdzić:"Heath, sorry old boy", ale to, co wyprawia Phoenix na ekranie przechodzi...

więcej

1575
11
26.10.2019 17:40

Większość osób po seansie na którym byłam, współczuła Jokerowi. Ja również. Jego życie nie było kolorowe, a wręcz tragiczne. Wszyscy z niego szydzili, pastwili się nad nim, wykorzystywali, kłamali prosto w twarz. I nie potrafili zrozumieć jego choroby. To wszystko doprowadziło go do destrukcji i ten aktor świetnie to oddał. Film super. Diagnoza naszych czasów - świata...

więcej

zgłoś błąd