-
Artykuły
Nadciąga Gwiazdozbiór Kryminalny!
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Wiosna z książką – kwietniowe premiery, które warto poznać
LubimyCzytać11 -
Artykuły
"Dom bestii" - jak ofiara zamienia się w kata. Akcja recenzencka do nowej książki Katarzyny Bondy!
LubimyCzytać10 -
Artykuły
Umrę, jeśli tego nie polubisz - weź udział w konkursie i wygraj wspomnienia influencerki
LubimyCzytać39
Biblioteczka
2025-10-10
2025-07-20
Książka konceptualna, bez której świat literatury mógłby się obejść. Na horyzoncie majaczą mi nawiązania do grupy Oulipo, aczkolwiek jednak odbiegająca poziomem od większości autorów. Bez wielkiej fabuły, rządzi operowanie symbolami. Mały zawód, aczkolwiek na tyle cienka, że można dotrwać do końca.
Książka konceptualna, bez której świat literatury mógłby się obejść. Na horyzoncie majaczą mi nawiązania do grupy Oulipo, aczkolwiek jednak odbiegająca poziomem od większości autorów. Bez wielkiej fabuły, rządzi operowanie symbolami. Mały zawód, aczkolwiek na tyle cienka, że można dotrwać do końca.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2024-11-19
2024-06-09
2020-07-19
2020-05-29
Okrutny to czas, gdy każdy za odpowiednią opłatą może wydać sobie książkę. Na co dzień nie czytam typowej fantastyki, jednakże ten tytuł zaciekawił mnie przez wzgląd, że miałem okazję poznać autora przez krótki okres i ostatecznie zwyciężyła chęć zapoznania się z opisywanym wytworem.
Zdołałem przebrnąć przez 50 parę stron, po czym zacząłem kartkować, a następnie przerzuciłem na ostatnie strony.
Wpierw uderza w nas multum bohaterów, wyskakują z każdej strony, coś robią, lecz nie wiadomo co, gdzie i jak. Autorowi totalnie nie powiodło się stworzenie świata - gdzieś nigdzie i nieinteresująco. Kolejny zarzut, to kwestia dialogów - przypominały mi rozmowę moich bratanków, chodzących do podstawówki. Coś w stylu "Mów, póki grzecznie pytam, a pytam po raz ostatni". A dialog ten oddaje potyczkę dwóch wojowników. Nie istnieje psychologia bohaterów, ich działania są nielogiczne i raczej wszyscy są jednowymiarowi.
Książka opiera się na ciągłej akcji, zakładam, że wedle jednego schematu, na podstawie tej przeczytanej cząstki. Jest grupa dobrych i złych postaci, które od czasu do czasu spotykają się i strzelają do siebie z łuku, czarują bądź odrąbują sobie głowy, następnie zwyciężeni są z siebie dumni i oczekują na kolejnych przeciwników. Infantylność na poziomie maksymalnym. Notorycznie odczuwałem zażenowanie.
Tworzenie jednowyrazowych zdań z przymiotników i rzeczowników - piękne.
Może jakieś plusy? Mimo wszystko, świetna korekta i redakcja, podejrzewam, że musieli niesamowicie się natrudzić, by ta historia nie chwiała się w posadach.
Autorowi zalecam, by czytał więcej książek, miast oglądać Grę o tron.
Okrutny to czas, gdy każdy za odpowiednią opłatą może wydać sobie książkę. Na co dzień nie czytam typowej fantastyki, jednakże ten tytuł zaciekawił mnie przez wzgląd, że miałem okazję poznać autora przez krótki okres i ostatecznie zwyciężyła chęć zapoznania się z opisywanym wytworem.
Zdołałem przebrnąć przez 50 parę stron, po czym zacząłem kartkować, a następnie...
2020-02-21
Już dawno nie kończyłem czytania literatury pięknej z takim niesmakiem. Oczywiście doceniam trud zbierania informacji, poświęcony czas, aby stworzyć tę historię, język też całkiem, całkiem, ale nie akceptuję tej historii, przerysowanych postaci, braku pomysłu na rozwinięcie i zakończenie fabuły.
Małe miasteczko, więc milion wydarzeń, w dodatku z nutką magii i nawet w porządku, niech będzie, tylko ciągle miałem przeświadczenie, że czytam wypracowanie wyróżniającej się uczennicy liceum. Bohaterowi jacyś tacy niespójni charakterologicznie, rozumiem, że mieli być absurdalni, ale to odsyłam do Calvino czy nawet Vonnegutta, Viana.
Nie sklejały mi się te wydarzenia, zbyt wiele opisów, niekończące się informacje, zwłaszcza dojmujące były te o wróżbiarstwie, astrologii. Redaktor powinien usunąć, z jedną trzecią tej książki i byłoby znośniej. I nigdy nie przyjmę za plus łopatologicznego wyjaśniania każdego wydarzenia, nadmiernych dopowiedzeń, wyżej cenię, gdy pisarz jednak docenia inteligencję czytającego.
Tutaj mamy do czynienia z literaturą masową.
Już dawno nie kończyłem czytania literatury pięknej z takim niesmakiem. Oczywiście doceniam trud zbierania informacji, poświęcony czas, aby stworzyć tę historię, język też całkiem, całkiem, ale nie akceptuję tej historii, przerysowanych postaci, braku pomysłu na rozwinięcie i zakończenie fabuły.
Małe miasteczko, więc milion wydarzeń, w dodatku z nutką magii i nawet w...
2018-09-23
Zacząłem sobie czytać ten wyrób marketingowy w dosyć nieelegancki sposób, bo przez ramię kobiety w średnim wieku i aż byłem w lekkim szoku, że brakowało aż tak wiele tekstu. - Może chcesz przeczytać książkę Nosowskiej, przyniosę - usłyszałem w pracy od zatwardziałego fana dobrej muzyki.
I naprawdę, nawet bardzo się starając, wytężając swoje siły, znajduję się setki kilometrów od pochlebnej opinii o tej pozycji. Przypomniały mi się felietony autorki w Gazecie Magnetofonowej, które czytałem po kilka razy, bo nie mogłem w nich odnaleźć większego sensu, podejrzewając ograniczenia u siebie. I w pamięci tkwią słowa Nosowskiej, że ciągle pisze jeden tekst o miłości, tylko na wiele sposobów.
Pozostaje mi słuchać Hey i solowego przedsięwzięcia autorki i zapomnieć o tym co miało bezpiecznie spoczywać poza wzrokiem fanów/czytelników.
Niemądra to książka, wskazana dla osób, które nie żyją literaturą, tylko instagramem.
Zacząłem sobie czytać ten wyrób marketingowy w dosyć nieelegancki sposób, bo przez ramię kobiety w średnim wieku i aż byłem w lekkim szoku, że brakowało aż tak wiele tekstu. - Może chcesz przeczytać książkę Nosowskiej, przyniosę - usłyszałem w pracy od zatwardziałego fana dobrej muzyki.
I naprawdę, nawet bardzo się starając, wytężając swoje siły, znajduję się setki...
2018-08-23
Pamiętam jak brałem udział w krótkiej wymianie zdań na facebooku, że cytat z Pilcha jest taki zupełnie nijaki, a ktoś bronił autora i uważał go za świetnego pisarza. I jak się okazało, miałem trochę racji, biorąc pod uwagę swoje odczucia po przeczytaniu.
Równie dobrze mogłem nie przeczytać tego tytułu i mój poziom literackości oraz jakiejkolwiek wiedzy byłby ten sam.
Spis cudzołożnic to dla mnie pustostan, bardzo brakuje sensownej fabuły, poza głównym bohaterem reszta postaci nie istnieje psychologicznie. Akcja dzieje się w Krakowie, a ten jakby oglądany przez porysowane przeciwsłoneczne okulary. Niby mówią, że ironia - nie dostrzegłem jej w nadmiarze.
Czy było coś dobrego? Jarzębiak - skojarzenie z jednym kawałkiem z płyty Ladinola. Parę ładnych słów, ale nawet nie zdań. Wspomniany Proust czy Broniewski.
I dla kogo ten styl? Odpowiada koleżanka, która za wiele nie czyta, a po kilku stronach mówi- tak sobie wyobrażam swoją książkę, prosta, krótkie zwroty i nigdy bym nie uważała,że mogłabym coś osiągnąć.
Pamiętam jak brałem udział w krótkiej wymianie zdań na facebooku, że cytat z Pilcha jest taki zupełnie nijaki, a ktoś bronił autora i uważał go za świetnego pisarza. I jak się okazało, miałem trochę racji, biorąc pod uwagę swoje odczucia po przeczytaniu.
Równie dobrze mogłem nie przeczytać tego tytułu i mój poziom literackości oraz jakiejkolwiek wiedzy byłby ten sam.
Spis...
2017-04-21
Na poziomie w tej książce są tylko cytaty innych twórców literatury bądź filozofów, którymi z wielką ochotą otacza się autor. Za fabułę robią strzępy miałkich wydarzeń. Sądzę, że stosując nawet taki infantylny pomysł jak wkradanie się ludziom do mózgów(aby zdobywać o nich wiedzę), można było pokusić się o jego lepsze rozwinięcie, w tym przypadku dostajemy tylko nijakie rozważania neurotyka. Niebywale brakuje polotu, wyobraźni, autor raczy nas martwym światem. I niestety potrzeby fizjologiczne wysuwają się niebezpiecznie na pierwsze miejsce. Kuleje również język (pewnie celowy zabieg).
Zwyczajnie jest to bardzo źle napisana książka. Nie znam innych tytułów Silverberga, ale ten opisywany wydaje mi się pisany tylko i wyłącznie w celu wywiązania się z podpisanej umowy z wydawnictwem.
Na poziomie w tej książce są tylko cytaty innych twórców literatury bądź filozofów, którymi z wielką ochotą otacza się autor. Za fabułę robią strzępy miałkich wydarzeń. Sądzę, że stosując nawet taki infantylny pomysł jak wkradanie się ludziom do mózgów(aby zdobywać o nich wiedzę), można było pokusić się o jego lepsze rozwinięcie, w tym przypadku dostajemy tylko nijakie...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2017-02-15
Do 14 lutego 2017 r. nie miałem bladego pojęcia o tym, że istnieje ktoś taki jak Jaś Kapela i w sumie byłoby mi dobrze z tą niewiedzą. Jednak stało się. Wpierw tekst Marcina Sendeckiego z Książek, w którym przedstawił autora omawianej powieści w złym świetle(kwestia pisania zaangażowanych wierszy i jego twórczości, obrywa się też Dymińskiej). Następnie natknąłem się na post ze strony Beka z polskiej literatury po 1989 na Facebooku, w którym z okazji walentynek połączono w parę Jasia Kapelę oraz Dominikę Dymińską. Ciekawość zwyciężyła, zbyt wielki zbieg okoliczności, zabrałem się więc za czytanie krótkiego czegoś co w założeniu miało być literaturą. - Nie jest - padła dosyć szybko lakoniczna odpowiedź z mojej strony.
Już we wstępie autor stara się zabezpieczyć przed jakąkolwiek krytyką, ukazuje siebie jako tego nieomylnego, co może napisać wszystko i będzie to jednocześnie niezrozumiałym arcydziełem oraz totalnym nieporozumieniem, i w tym tkwi jego wielkość, błyskotliwość. Wprost podpina się do kilku uznanych pisarzy. Taki wstęp nie należy do zachęcających, to tak jakby chcieć sprzedać telefon z wadliwym głośnikiem, rozbitym wyświetlaczem za taką cenę jakby był w pełni sprawny i zarazem zachwalać, że to flagowy model i praktycznie nieużywany.
Odniosłem wrażenie, że brak pomysłu na napisanie spójnej historii o czymś konkretnym jest idealnym tematem dla autora, żeby ową opowieść tworzyć. W końcu nihilizm, bezsens. Niech rządzi chaos, skoki po różnorakich zagadnieniach, trochę o ekonomii, w innym miejscu o polityce, dalej o niespełnieniu seksualnym.
Większość przemyśleń na poziomie bystrego nastolatka.
Cenię sobie zazwyczaj nieskazitelny język, wolny od opisywania procesów fizjologicznych, o ile jeszcze jestem w stanie przebrnąć ten aspekt u Masłowskiej (wynagradza to niebanalnymi metaforami itd.), to u Kapeli unosi się zapaszek ze ścieków i chwilowe językowe przebłyski nie potrafią go zneutralizować.
Podobnie jak poprzednicy w swoich opiniach, nie mogę odmówić zblazowanemu autorowi erudycji, ale pisanie takich książek powinno być zakazane, a przynajmniej popełniający ten czyn winien zostać skazany na literacki ostracyzm.
Do 14 lutego 2017 r. nie miałem bladego pojęcia o tym, że istnieje ktoś taki jak Jaś Kapela i w sumie byłoby mi dobrze z tą niewiedzą. Jednak stało się. Wpierw tekst Marcina Sendeckiego z Książek, w którym przedstawił autora omawianej powieści w złym świetle(kwestia pisania zaangażowanych wierszy i jego twórczości, obrywa się też Dymińskiej). Następnie natknąłem się na post...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2016-03-22
Na początku poddałem się lekkiej euforii czytania, ponieważ powieść zwiastowała nietuzinkową historię. Panowała atmosfera tajemniczości, co chwila pojawiały się osobliwe postaci, przedstawione na tyle inspirująco, że można było z niecierpliwością wyczekiwać na rozwój wypadków. Tworzyłem sobie nawet lekkie połączenia ze stylem Tima Burtona.
Trzeba też oddać, że mnogość występujących metafor, potrafiła skutecznie zatrzymać mnie na dłużej przy czytaniu. Dlatego dziwiłem się niepochlebnym opiniom.
Niestety, obiecujące rozpoczęcie nie przerodziło się w nic większego. Z każdym kolejnym akapitem byłem coraz mocniej skonsternowany serwowaną treścią. Brak ludzkich zachowań, jakieś zwyczajne interakcje, nie ten adres. Drewniane dialogi niczym z pierwszej lepszej telenoweli. Skoro ciężko mi było wypatrzyć jakąś sensowną fabułę, to myślałem, że może znajdą się aforyzmy? Zdecydowanie nie, jak nie dla psa kiełbasa. I nawet wspomniane bogactwo metafor nie było w stanie przysłonić wad. Ostatnie strony zapewne miały za zadanie wypełnić zobowiązania odnośnie wymaganej objętości książki.
Na książce można przeczytać, że to opowieść o tym, jak chaos niepostrzeżenie wsącza się w ludzkie życie. I wydawca ma poniekąd rację, ponieważ w tej pozycji znajduje się jedynie wielki chaos, nieuporządkowanie. Ciężko nakreślić jakąś intrygę, fabułę. Zwyczajnie nie mam pojęcia jaki był cel autora co do tej książki. Dlatego podejrzewam, że u wielu czytelników w trakcie i po przeczytaniu może zapanować chaos.
Na początku poddałem się lekkiej euforii czytania, ponieważ powieść zwiastowała nietuzinkową historię. Panowała atmosfera tajemniczości, co chwila pojawiały się osobliwe postaci, przedstawione na tyle inspirująco, że można było z niecierpliwością wyczekiwać na rozwój wypadków. Tworzyłem sobie nawet lekkie połączenia ze stylem Tima Burtona.
Trzeba też oddać, że mnogość...
2016-09-27
Nie, nie i jeszcze raz nie. Przyznaję rację wydawcy, który pisze, że "(...)powieść Dona DeLillo odznacza się wyjątkową prostotą języka i formy (...)". Dumne słowo Powieść na okładce, ma za zadanie przekonać czytelnika, że to co dostaje do przeczytania jest czymś poważnym. Rzadko spotykam taką wielką czcionkę, a tutaj jedynie 115 stron, co jest wręcz zatrważające. Z początku myślałem, że DeLillo będzie snuł brawurowe rozważania o Stanach Zjednoczonych w stylu Houllebecqa, jednak srodze się zawiodłem. Książka nie posiada osi fabularnej, to co próbuje uchodzić za nią, jest na tyle ukryte i enigmatyczne, że naprawdę szkoda cennego czasu na snucie własnych domysłów bądź dopowiedzeń. Chciałbym wrzucić przykładowe zdanie, ale jak wiadomo, można zniszczyć każdą książkę jednym zdaniem, a ktoś może jednak coś w niej odnajdzie, na swoją własną modłę?
Udało mi się wyłuskać jedną mądrzejszą, można powiedzieć, że życiową myśl, związaną z małżeństwem. Dotyczy ona nadmiernego uzewnętrzniania się drugiej połówce, ciągłego zwierzania się, domagania się próby zrozumienia, przez co zatraca się siebie i w konsekwencji stwarza się zagrożenie dla istnienia związku, ponieważ partner zaczyna nas traktować jak pomylonego. Można się zgadzać bądź nie zgadzać.
Mam nadzieję, że inne książki autora są o wiele lepsze, a jeśli nie, to mamy do czynienia z przeciętnym pisarstwem, które w nieznany mi sposób zostało zaklasyfikowane jako wielka literatura.
Nie, nie i jeszcze raz nie. Przyznaję rację wydawcy, który pisze, że "(...)powieść Dona DeLillo odznacza się wyjątkową prostotą języka i formy (...)". Dumne słowo Powieść na okładce, ma za zadanie przekonać czytelnika, że to co dostaje do przeczytania jest czymś poważnym. Rzadko spotykam taką wielką czcionkę, a tutaj jedynie 115 stron, co jest wręcz zatrważające. Z...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2013-03-31
Bardzo fajny opis i teksty o magicznym świecie sprawiły, że spodziewałem się czegoś wybitnego, a tutaj jak dla mnie klapa. Gdzieś tam ktoś również napisał, że bardzo dobre opisy miejsc,nie zauważyłem. Podejrzewam, że będąc świeżo po przeczytaniu "Drooda" mój apetyt był spory, stąd ten wilczy apetyt. Po przeczytaniu 200, 250 stron? naszła mnie chwila zwątpienia, czy coś się wydarzy w tej książce, o dziwo wydarzyło się. Byłem pod dużym wrażeniem, aczkolwiek dalej akcja zwalniała. Pomyślałem, będę czytał szybciej, na pewno autor przyszykował wyśmienitą końcówkę, z fanfarami, wybuchami, zwrotem akcji. Zawód, ktoś napisał, że absurd, nie wpadłem na to. Wolę Mrożka.
Bardzo fajny opis i teksty o magicznym świecie sprawiły, że spodziewałem się czegoś wybitnego, a tutaj jak dla mnie klapa. Gdzieś tam ktoś również napisał, że bardzo dobre opisy miejsc,nie zauważyłem. Podejrzewam, że będąc świeżo po przeczytaniu "Drooda" mój apetyt był spory, stąd ten wilczy apetyt. Po przeczytaniu 200, 250 stron? naszła mnie chwila zwątpienia, czy coś się...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2016-04-12
Przyznaję, że największą motywacją, która skłoniła mnie do przeczytania tej książki, było zdobycie kolejnych argumentów na nie, gdy ktoś będzie mi wmawiał, że Murakami musi zostać uhonorowany Noblem. Przystępowałem do lektury, mając przeczytanego w całości Bezbarwnego Tsukuru ...", jedno z opowiadań ze zbioru Mężczyźni bez kobiet, mnogość "aforyzmów" oraz różnorakie recenzje, od w pełni profesjonalnych po amatorskie.
Pierwsze strony o dziwo nastroiły mnie optymistycznie, nawet przez moment miałem myśl - a może się mylę i jestem zbyt brutalny w ocenianiu twórczości autora? Jednak Murakami szybko wybił mi z głowy wszelkie zachwyty. Dokonał tego za pomocą rozważań filozoficznych o polnej studni, w której się znika. Naprawdę? Przeurocze to było.
Fabuła? Dajcie spokój, coś takiego prawie nie istnieje w tej książce. Główny młody bohater doświadcza nadmiernej egzaltacji z powodu swojego członka oraz kocha rozważania nad swoją samotnością, dziwnością. Oczywiście nie zapomina, żeby mieć pod ręką Fitzgeralda, Hessego, Manna. Dzięki temu, jego częste "nie wiem" bądź "aha" czytelnik może odbierać jako głębokie odpowiedzi. Wszyscy bohaterowie są nijacy, powycinani z papieru. A trup ściele się gęsto.
Umieścić tyle durnych dialogów w książce...
"Bardzo mi się podoba twój sposób mówienia. Jakby ktoś starannie wygładzał gips na ścianie. Ktoś ci kiedyś to mówił? Odpowiedziałem, że nikt."
"Watanabe, wiesz co to za dym? - zapytała nagle Midori. Odparłem, że nie wiem. To palą się podpaski higieniczne . - Aha - powiedziałem. Nic innego nie przyszło mi do głowy."
Nie ma na świecie nic równie smutnego, jak wkładanie wilgotnego stanika. Często byłam bliska płaczu. Zwłaszcza gdy się pomyśli, że to z powodu patelni do omletów."
Po raz kolejny niewiarygodnie słabe opisy scen seksualnych.
Jednym z pozytywów były słowa o tym, że sukces można osiągnąć tylko systematyczną ciężką pracą. I Murakami ją wykonuje, uszczęśliwia miliony ludzi na świecie swoim kunsztem literackim. Przyznaje to, jest wielki. Potrafił skupić wokół siebie rzesze oddanych fanów, za pomocą tekstów, które są na poziomie wypracowań nierozgarniętego ucznia gimnazjum. I zachwyca nie tylko takich odbiorców.
Chapeau bas, grafomania pierwszej wody.
Przyznaję, że największą motywacją, która skłoniła mnie do przeczytania tej książki, było zdobycie kolejnych argumentów na nie, gdy ktoś będzie mi wmawiał, że Murakami musi zostać uhonorowany Noblem. Przystępowałem do lektury, mając przeczytanego w całości Bezbarwnego Tsukuru ...", jedno z opowiadań ze zbioru Mężczyźni bez kobiet, mnogość "aforyzmów" oraz różnorakie...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2016-05-05
Dotychczas mój kontakt z pisarstwem Irvinga ograniczał się do Jednorocznej wdowy. Po jej przeczytaniu nasunęła mi się refleksja - od kiedy lubię Modę na sukces? Postanowiłem jednak dać autorowi drugą szansę.
Poległem proszę państwa na 331 stronie. Nie potrafiłem już brnąć dalej w ten cudaczny świat według Garpa, opisany przez Irvinga. Strzępy białej flagi wynurzyły się z książki. Resztę w parę minut przekartkowałem.
Lubię absurd, czarny humor, nawet czasami tragikomedie jak np. "Gump i spółka", "Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął", jednak w przypadku tej książki, wszelkie wysiłki i trudy autora spełzły na niczym.
Historia pisarza, który nie umiał pisać, dlatego na każdym kroku pragnął potwierdzenia swojej wielkości - tak w dużym uproszczeniu można streścić fabułę. Na początku naprawdę nie spodziewałem się takiego potoku bzdur. Przyjmowałem pokręcone wydarzenia jako coś intrygującego, co miało zwiastować potężną powieść, o której nigdy nie zapomnę. Czara goryczy przelała się w momencie, gdy dotarłem do rozdziału, który przypominał mi fabułę serialu paradokumentalnego Zdrady, od którego staram trzymać się z daleka. Takiemu Kunderze, też często zdarza się pisać o różnorakich niesmacznych konfiguracjach fizycznych, ale są one dla mnie do przyjęcia, motywy zachowań, refleksje bohaterów są głębokie. Zupełnie odrzucała mnie forma, w jakiej zrobił to Irving. Garp stwierdza, że czytelnicy nie powinni oczekiwać wydarzeń w opowieści. Samo snucie historii powinno być wystarczające... Miałem w czasach licealnych koleżankę, która lubiła sporo mówić oraz miała zapędy do bycia na świeczniku. Co jakiś czas opowiadała historie, które jej się przydarzyły. W zamyśle miały być niesamowite i potwierdzać jej nadzwyczajność, lecz ich odbiór był zgoła inny. Wywoływały konsternację i zażenowanie u odbiorców. U Irvinga zauważyłem coś podobnego.
Nie mam pojęcia w jakim celu fabuła została zapchana kilkoma opowiadaniami, które są na tyle słabe, że nigdy nie ośmieliłbym się ich komukolwiek pokazać, jeżeli byłbym w stanie takie pokraczne coś stworzyć. Wszelkie moje wyobrażenia przeszła opowieść o psie i kocie. Takie historie może wymyślić jedynie grafomański umysł. Aczkolwiek wysoka ocena i około 4500 osób, które przeczytały tę pozycję, mogą wskazywać, że to ja czegoś nie zauważam i się nie znam.
Dotychczas mój kontakt z pisarstwem Irvinga ograniczał się do Jednorocznej wdowy. Po jej przeczytaniu nasunęła mi się refleksja - od kiedy lubię Modę na sukces? Postanowiłem jednak dać autorowi drugą szansę.
Poległem proszę państwa na 331 stronie. Nie potrafiłem już brnąć dalej w ten cudaczny świat według Garpa, opisany przez Irvinga. Strzępy białej flagi wynurzyły się z...
Zapowiadało się całkiem przyjemnie z początku, krótkie historie z potencjałem błyskotliwości oraz wybuchami wyobraźni. Zwłaszcza, gdy przypomniałem sobie, że jedno z opowiadań autorki czytałem w kwartalniku Czas literatury. Spodziewałem się historii pełnych surrealistycznych zdarzeń, jednak z czasem czar zaczął ulatywać, w treści zapanował wielki chaos, gubiłem się w sensach, trochę o niczym, co myśl przyniesie w trakcie zapełnienia stron. Utkwiła mi częsta fraza o byłym mężu/partnerze. Językowo jest przeciętnie. Emocjonalnie nieangażująco.
Zapowiadało się całkiem przyjemnie z początku, krótkie historie z potencjałem błyskotliwości oraz wybuchami wyobraźni. Zwłaszcza, gdy przypomniałem sobie, że jedno z opowiadań autorki czytałem w kwartalniku Czas literatury. Spodziewałem się historii pełnych surrealistycznych zdarzeń, jednak z czasem czar zaczął ulatywać, w treści zapanował wielki chaos, gubiłem się w...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to