rozwińzwiń

Rzeczy robione specjalnie

Okładka książki Rzeczy robione specjalnie autorstwa Emilia Konwerska
Okładka książki Rzeczy robione specjalnie autorstwa Emilia Konwerska
Emilia Konwerska Wydawnictwo: ArtRage Seria: Fikcje literatura piękna
208 str. 3 godz. 28 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Fikcje
Data wydania:
2025-10-06
Data 1. wyd. pol.:
2025-10-06
Liczba stron:
208
Czas czytania
3 godz. 28 min.
Język:
polski
ISBN:
9788368295016
Nie sposób przewidzieć konsekwencji zakładania skarpetki – czyli debiut prozatorski Emilii Konwerskiej.

"Rzeczy robione specjalnie" to pomysły na wycieczki, ale tylko w głowie, dla wszystkich tych, którzy choć raz czuli się jak nurek uwięziony pod lodem, to niebezpieczne przygody wewnętrzne, w których dzieje się nic i wszystko, to wreszcie sprawy, o których nigdy się nie myśli, czyli myśli się o nich zawsze.

Te krótkie prozy, w których przygoda zaczyna się w momencie schodzenia po schodach i tam też się kończy, to historie, które nie mają początku, środku i końca – mają tylko momenty kulminacyjne. Ale choć autorka bawi się z czytelnikiem i formą opowiadania, znajdziemy tu pytania o relacje i bliskość, o przekraczanie granic i poczucie bezpieczeństwa.

Konwerska używa języka jak dobrze znanego przedmiotu, tyle że niezgodnie z jego przeznaczeniem. Proza zespołu nadpobudliwości psychoruchowej? Być może tylko tu skręcisz w kierunku, który przed chwilą jeszcze nie istniał.
Średnia ocen
6,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Rzeczy robione specjalnie w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Rzeczy robione specjalnie



2402 732

Oceny książki Rzeczy robione specjalnie

Średnia ocen
6,4 / 10
81 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Rzeczy robione specjalnie

avatar
1959
120

Na półkach: ,

Dziwne to było, ale świetne, możliwe do interpretacji na milion sposobów. Z pozoru o niczym, a tak naprawdę o wielu rzeczach ważnych. I grubo podszyte smutkiem oraz manieryzmami, w których po części się odnajdywałem. Może i taka poetycka stylistyka to nie do końca moja bajka, ale w ramach odmiany podeszło solidnie.

Dziwne to było, ale świetne, możliwe do interpretacji na milion sposobów. Z pozoru o niczym, a tak naprawdę o wielu rzeczach ważnych. I grubo podszyte smutkiem oraz manieryzmami, w których po części się odnajdywałem. Może i taka poetycka stylistyka to nie do końca moja bajka, ale w ramach odmiany podeszło solidnie.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
468
8

Na półkach: ,

DNF po połowie, bo tylko okładka książki jest piękna, treść to nudy i zapiski autorki, które jak dla mnie powinny zostać w szufladzie

DNF po połowie, bo tylko okładka książki jest piękna, treść to nudy i zapiski autorki, które jak dla mnie powinny zostać w szufladzie

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
834
530

Na półkach:

Konwerska ma ciekawy styl pisania. Potrafi bawić się słowami i robi to całkiem zgrabnie. O ile lepiej sprawdziłaby się jej zdolność w jakiejś większej opowieści, a nie w niezbyt mocno powiązanych ze sobą krótkich fragmentach. Przez to, że wszystko jest tak skondensowane i intensywne, trudno jest się jej słowną żonglerką nacieszyć. Może w większej, ale spójniejszej formie bardziej mogłaby zabłysnąć. Czasem w literaturze potrzebna jest chwila oddechu.

Konwerska ma ciekawy styl pisania. Potrafi bawić się słowami i robi to całkiem zgrabnie. O ile lepiej sprawdziłaby się jej zdolność w jakiejś większej opowieści, a nie w niezbyt mocno powiązanych ze sobą krótkich fragmentach. Przez to, że wszystko jest tak skondensowane i intensywne, trudno jest się jej słowną żonglerką nacieszyć. Może w większej, ale spójniejszej formie...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

235 użytkowników ma tytuł Rzeczy robione specjalnie na półkach głównych
  • 136
  • 96
  • 3
44 użytkowników ma tytuł Rzeczy robione specjalnie na półkach dodatkowych
  • 18
  • 9
  • 8
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Rzeczy robione specjalnie

Inne książki autora

Okładka książki Poetki na czasy zarazy Anna Adamowicz, Sara Akram, Bárbary Elizabeth Alí, Lauren K. Alleyne, Zofia Bałdyga, Justyna Bargielska, Sanja Bavić, Kristin Berget, Anna Błasiak, Malika Booker, Julia Cimafiejewa, Anna Dwojnych, Dominika Dymińska, Marta Eloy Cichocka, Julia Fiedorczuk, Salena Godden, Wioletta Grzegorzewska, Noor Hindi, Urszula Honek, Agata Jabłońska, Genowefa Jakubowska-Fijałkowska, Lubow Jakymczuk, Kamila Janiak, Maria Jastrzębska, Aneta Kamińska, Joanna Kessler, Barbara Klicka, Emilia Konwerska, Aldona Kopkiewicz, Justyna Kulikowska, Małgorzata Lebda, Joanna Lech, Zoe Leonard, Ida Linde, Natalia Malek, Nina Manel, Krystyna Miłobędzka, Joanna Mueller, Kira Pietrek, Jolanta Prochowicz, Bianka Rolando, Marta Ewa Romaneczko, Olive Senior, Renata Senktas, Patrycja Sikora, Maja Staśko, Julie Stn-Knudsen, Sara Szamot, Yvonne Weekes, Iryna Wikyrczak, Bartosz Wójcik, Rudka Zydel
Ocena 6,2
Poetki na czasy zarazy Anna Adamowicz, Sara Akram, Bárbary Elizabeth Alí, Lauren K. Alleyne, Zofia Bałdyga, Justyna Bargielska, Sanja Bavić, Kristin Berget, Anna Błasiak, Malika Booker, Julia Cimafiejewa, Anna Dwojnych, Dominika Dymińska, Marta Eloy Cichocka, Julia Fiedorczuk, Salena Godden, Wioletta Grzegorzewska, Noor Hindi, Urszula Honek, Agata Jabłońska, Genowefa Jakubowska-Fijałkowska, Lubow Jakymczuk, Kamila Janiak, Maria Jastrzębska, Aneta Kamińska, Joanna Kessler, Barbara Klicka, Emilia Konwerska, Aldona Kopkiewicz, Justyna Kulikowska, Małgorzata Lebda, Joanna Lech, Zoe Leonard, Ida Linde, Natalia Malek, Nina Manel, Krystyna Miłobędzka, Joanna Mueller, Kira Pietrek, Jolanta Prochowicz, Bianka Rolando, Marta Ewa Romaneczko, Olive Senior, Renata Senktas, Patrycja Sikora, Maja Staśko, Julie Stn-Knudsen, Sara Szamot, Yvonne Weekes, Iryna Wikyrczak, Bartosz Wójcik, Rudka Zydel
Emilia Konwerska
Emilia Konwerska
W 2021 roku zadebiutowała tomem poetyckim 112 (papierwdole, Ligota Mała – Dunn Èideann),za który otrzymała nominację do Nagrody Literackiej Gdynia 2022 w kategorii poezja oraz wyróżnienie w Ogólnopolskim Konkursie Literackim im. Artura Fryza 2022 dla najlepszego poetyckiego debiutu książkowego roku. W 2023 roku opublikowała drugi tom poetycki Ostatni i pierwszy kajman (Wydawnictwo J),nominowany do Nagrody Literackiej Gdynia 2024 w kategorii poezja. W 2025 roku ukazał się jej prozatorski debiut Rzeczy robione specjalnie (ArtRage). Mieszka we Wrocławiu.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Wilk w białej furgonetce John Darnielle
Wilk w białej furgonetce
John Darnielle
Nie trzeba grać w DND i wiedzieć, co to demogorgon, by „Wilk” Darnielle’a zostawił w głowie wspomnienie lektury, która sięga do decyzyjnego początku, absolutnego pierwszego kroku: stoisz na rozstaju dróg i tylko od ciebie zależy, którą drogą podążysz. Wyruszasz w świat z ledwie wypełnionym tobołkiem i wszystko, co się wydarzy, jest zależne od ciebie. Bo życie (w tym kierunku, jak sądzę, ruszył Darnielle, mimo że to banał nad banały) to rozgrywka. Ale – jak to w grach bywa – nic nie jest proste, a niektóre ścieżki, którymi zmierza bohater, bywają zdradzieckie. Jedne prowadzą do chwały, inne przez labiryntu bez wyjścia. I w tym zamyśle siedzi clue powieści Darnielle’a. Jej bohaterem jest Sean, twórca fantastycznej gry fabularnej, który listownie koresponduje z graczami, przesyłając im kolejne wytyczne. Tak, psze państwa, albowiem były kiedyś czasy, gdy nie marzyło się o internecie, a żeby posłuchać płyty, trzeba ją było własnymi rękoma obrócić na adapterze i nastawić igłę. I wcale nie były to czasy prusowskiej lalki. Ale takie straszliwe zaprzeszłości pokazują, że nawet jeśli upłyną dziesięciolecia, pewne stałe nie ulegają zmianom – młode umysły to chłonne, naiwne gąbki. Jakże trudno niektórym odróżnić prawdę od rozgrywki, rozsądek od zaleceń mistrza gry. I tak w fantazję wdziera się rzeczywistość. Jest to historia dojrzewania i chłopięcej samotności (ale i ucieczki od niej),tego delikatnego okresu, kiedy pryszczaty dzieciak przeistacza się w mężczyznę i zdaje sobie sprawę, że odpowiada za swoje czyny. To również opowieść o tym, jak łatwo przekroczyć barierę, za którą będzie wszystko albo nie będzie już niczego – wystarczy ołowiana kula i skierowana w cel lufa. Do tego Darnielle świetnie oddaje klimat lat dziewięćdziesiątych, burz szalejących w spokojnym z pozoru Seanie, wszelkich pytań bez odpowiedzi i uporczywego przymusu stąpania po linie nad przepaścią. Tekst płynie wraz z dźwiękami puszczanej przez Seana (dziś już klasycznej) muzyki. Ciekawa, prowadzona dwutorowo fabuła, nieco wytrąca z pewności i zmusza do wytężenia uwagi. Ale zapewniam, że jest w niej sporo nawiązań do współczesności – podanych w oldschoolowym sosie wciąż aktualnych prawd o odcieniach świata wchodzącego w dorosłość człowieka. Niekiedy mocna, raz żartobliwa, specyficzna mieszanka nastrojów i nawiązań do Conanów, Krulla, filmów klasy B i gier video. O traumie. Skowycie i wrzaskach wypełniających przestrzeń pod czaszką, które trzeszczą, gdy podążasz ścieżką wojowników z Trace Italian. Przekład Agi Zano, okładka Adama Walasa i Sabiny Twardowskiej.
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na72 miesiące temu
Równiny Gerald Murnane
Równiny
Gerald Murnane
Jest niezerowa szansa, że jestem za głupia na tą książkę. A na pewno jestem na nią za głupia w tym momencie (Q4=zapierdol=mózg dziurawy jak durszlak). Cały czas miałam podobne wrażenie jak w czasach studenckich, kiedy codziennie musiałam przebijać się przez zadane teksty i z kilkudziesięciu stron antropologicznego pitolenia destylować tą jedną stronę treści, o którą faktycznie chodziło. Nie wiem czy to kwestia długich zdań Murnane'a czy jego języka, który jest równocześnie suchy i taki meandrująco-poetycki, ale cały czas miałam wrażenie, że trzyma mnie na wyciągnięcie ręki, nie pozwalając się zbliżyć do tego wydestylowanego znaczenia. Zwłaszcza w części drugiej, przy rozkminach o bibliotece i Czasie, mój mózg był w jakimś zupełnie innymi wymiarze i jakoś obok tego wszystkiego przepłynęłam, już nawet nie próbując skumać czy jest tu jakieś znaczenie czy kompletnie nie. Zdaje się, że autora porównuje się do Borgesa i Calvino. Faktycznie miałam podczas lektury wrażenie, że Murnane sobie heheszkuje z takiego artystyczno-intelektualnych analiz i poszukiwania głębi we wszelkich tekstach kultury (zwłaszcza w pierwszej części kiedy bohater i osoby, z którymi gada próbują skonstruować Równiny i ich mieszkańców, którzy na maksa chcą się odróżnić od reszty świata). Ale może wcale nie taki był zamiar, tylko znów ja czegoś nie zrozumiałam. Z pewnością trollowanie Borgesa i Calvino jest dla mnie bardziej przejrzyste i prostsze do skumania. No więc daję 6/10, bo doświadczenie czytania tej książki było dla mnie po prostu poprawne. Nie będę jej rozkminiać, a za pół roku pewnie w ogóle nie będę o niej pamiętać, ale to raczej kwestia tego, że to po prostu nie "mój" typ książki.
symulakrum - awatar symulakrum
ocenił na63 miesiące temu
Wygoda Natalka Suszczyńska
Wygoda
Natalka Suszczyńska
Co najmniej od kilku lat jest pewien trend w opowiadaniu o Podlasiu, odczarowywaniu, weryfikowaniu, czasem odkłamywaniu, a nieraz po prostu mówieniu o nim inaczej niż do tej pory. Myślę, że musiał przyjść ten moment i dobrze, bo nadmiar słodyczy tuczy To np. mroczny serial "Kruk" obok sielskiej serii "U Pana Boga za piecem", to "Kamienie musiały polecieć. Wymazywana przeszłość Podlasia" Anety Prymaki o wypieranych, ergo przemilczanych traumatycznych wydarzeniach z przeszłości. Jest seria ultra-mrocznych opowieści, ale i groteskowych, pełnych czarnego, absurdalnego humoru i horroru książek Mirosława Miniszewskiego "Ze wsi obok" gdzie na "podlaskim odludziu, wśród bagien i trzęsawisk, dochodzi do nieprzyjemnych sytuacji, jednak zło nie może się zakorzenić, bo (...) "pierwotne duchy nie tolerują łamania odwiecznych praw". Kilka dni temu mieliśmy premierę książki "Wierszalin 2.0", w której Jerzy Chmielewski próbuje dociec jak było naprawdę z historią, która w okresie międzywojennym rozegrała się pod Krynkami, historią prawosławnego chłopa Eliasza Klimowicza z Grzybowszczyzny, którego okrzyknięto „prorokiem Ilią”? I to jest odpowiedź m.in. na inną książkę "Wierszalin. Reportaż o końcu świata", Włodzimierza Pawluczuka , który utrwalił dotychczasowy obraz tamtych wydarzeń i nazwał m.in tamten ruch "wierszalińską sektą", na co nie zgadza się Jerzy Chmielewski i podkreśla, że ten obraz "latami był powielany w książkach, filmach, sztukach teatralnych i artykułach. Chociaż Pawluczuk z czasem przyznał się, że to on stworzył taki mit Wierszalina, nie trzymając się ściśle faktów, to tamta legenda wciąż powszechnie odbierana jest jako autentyczna historia". Jerzy Chmielewski, który pochodzi z tamtych terenów, dotarł do nieznanych dotąd relacji, wspomnień i dokumentów. Stara się odtworzyć życiorys charyzmatycznego Eliasza Klimowicza i ludzi, którzy za nim poszli. A teraz mamy kolejną książkę - jedną z najważniejszych, myślę, o tej naszej części świata - "Wygoda" – Matalka Suszczyńska Właściwie równoległe ukazują się jej "Białowieskie opowieści 2.0", które są retellingiem ksiażki jej dziadka Mikołaja Hajduka - "Białowieskich opowieści" z 1990 r. Mikołaj Hajduk zebrał wtedy ponad 30 lokalnych legend, bajek i historii, a teraz mamy ich uwspółcześnione wersje. Mikołaj Hajduk wraz z żoną Lidią - babcią Natalii napisał 11 podręczników do nauczania języka i literatury białoruskiej. był tez dyrektorem Liceum Ogólnokształcącego z Białoruskim Językiem Nauczania w Bielsku Podlaskim. Ta książka (stypendium Miasta Białystok) jest dostępna w całości za darmo na bialowieskieopowiesci2.pl Ale ta nie"Wygoda"... Poprosiłem ejaja co o niej powie, otóż: "Wygoda" – Natalka Suszczyńska (powieść/reportaż) – książka, która odczarowuje region, prezentując go w sposób surowy, pełen niedopowiedzianych historii, rodzinnych traum i niejednoznacznych postaci" - co jest, jak się często zdarza w przypadku AI, wynikiem jej halucynacji i źdzbła trawy... pardon, prawdy. "Wygoda jest więc być może mikropowieśćią w opowiadaniach (można poczuć niedoscyt, a zarazem kręciło mnie to dawkowanie, by nie skończyć lektury przedwcześnie),w której też pojawia się dużo... halucynacji, a co najmniej autofikcji "Wygoda" to rzecz o podlaskiej (jako swoisty wariant) polskości i białoruskości (i szerzej ruskości),katolicyzmie i prawosławiu, rodzinie i przede wszystkim charyzmatycznym dziadku Natalii - Mikołaju (tu akurat bodaj ni razi nie pada jego nazwisko) Suszczyńska: "Kiedyś wymyśliłam sobie pół rodziny. A może i więcej. Wcale nie dlatego, że chciałam coś ukryć albo zostać kimś innym. Nie po to, by udokumentować pokrewieństwo z lokalnymi gwiazdami: Branickim czy Zamenhofem. Nie w celach reprywatyzacyjnych. I nie, żeby uprawiać oszustwa na wnuczkę. Po prostu brakowało mi informacji. Postanowiłam więc posiłkować się zmyśleniem". I tu wkracza autofikcja Chociaż wiele może wynikać właśnie z braku danych, bo np. "Przodkowie bardzo chętnie zmieniali daty urodzin - dawniej bardzo łatwo można to było zrobić. Centralny system ewidencji ludności nie istniał, nie wiadomo, ilu wtedy dokładnie było ludzi. Polegano na batiuszce czy księdzu, który do tłustej księgi wpisywał osobę ochrzczoną. Chrzest był ważniejszy niż dzienna data przyjścia na świat. Przecież wtedy niewielu interesowały kwestie numerologiczne i zodiakalne". I jeszcze te dwa zdania, które są całym jednym rozdziałem pt. "KRONIKA XX WIEKU": "Historia mojej rodziny rozpoczyna się w XX wieku, co oznacza, że nic mi nie wiadomo o tych, którzy urodzili się wcześniej. Nie to, żeby ich nie było, musieli być, przecież skądś się wzięli ci, o których już coś wiem" I tak swoją drogą, co wiecie o swoich przodkach sprzed XX wieku? Ja nic. Trwają ostatnie próby, by to ustalić. O ile w "Białowieskich opowieściach 2.0" Natalia Suszczyńska składa niejako hołd dziadkowi i jego twórczości, tak w "Wygodzie" nie jest tak jednoznacznie, bo i dziadek nie był postacią jednoznaczną. Być może kochała jako wnuczka (była oczkiem w jego głowie?),ale zarazem go nie oszczędza: "Dziadek mówił głośno. Zawsze wydawało mi się, że krzyczy. Czasem faktycznie krzyczał. Niekiedy też gestykulował tak zamaszyście, że spadał mu czosnek z kanapki. Potem trzeba było go wyławiać z dywanu. To było moje zadanie, bo byłam wtedy mała jak krasnal i dywan był moją łąką. „Nie ma łatwego charakteru" - mówiło się o dziadku Mikołaju. To taki eufemizm, bo jak wiadomo, większość ludzi ma charakter łatwy jak niedzielny poranek"'. i dalej: "W przypadku patriarchów donośnych, upartych i krytycznych bliscy przyjmują kilka strategii przetrwania. Po pierwsze, zawsze należy wiedzieć, w jakim nastroju jest stary niedźwiedź. Po drugie, chodzić po cichu nie tylko wtedy, kiedy śpi. Po trze-ie, nie podłazić pod rękę, bo można pożałować. No chyba że chce się okazać podziw - wtedy tak, ale nienachalnie, bo wypadnie nieszczerze. Za fałszywe pochlebstwa też można dostać w łeb albo przynajmniej spaść w rankingu domowników niżej niż mieszkająca za piecem nornica. Kiedy patriarcha - mówi, należy się zgadzać. Kiedy patriarcha nakazuje - wykonywać. Posłuszeństwo nie jest w żaden sposób premiowane, bo należy do obowiązków". Dziadek miał swoje zasługi, jako autor podręczników do nauki białoruskiego, czuł pewną misję: "W latach dziewięćdziesiątych dziadek Mikołaj wymyślił, że będzie poprawiał batiuszków - prawosławnych księży z długimi brodami. Najpierw w cerkwi kipiał ze złości, a potem w domu grzmiał: - To nie jest białoruski, to jest jakieś nie wiadomo co! I jeszcze, że to hańba mówić w cerkwi po chachłacku. Chachlacki to nazwa gwar języka ukraińskiego, choć mówi się tak również o każdym nieskodyfikowanym języku używanym na Podlasiu; czasem to określenie ma charakter opisowy, a czasem jest wyrazem pogardy. Dziadkowi chodziło o to drugie. Oburzony, próbował wziąć sprawy we własne ręce. Ponieważ nie mógł znieść, że kazania batiuszków napisane są byle jakim językiem, rozkazał im je przynosić i poprawial. To, co chachlackie, stawało się skodyfikowanym, literackim białoruskim. Nikt mu za to nie płacił (a przynajmniej tak utrzymuje moja mama). Był to językowy wolontariat, o który nikt go nie prosił i za który nikt nie był mu wdzięczny. Poprawione kazania podobały się dziadkowi" Jej rodzina ma dwie strony katolicką i prawosławną, a to prowokuje w okresie dziecięcym wręcz do eschatologicznych konstatacji i pytań: "- My, prawosławni, jesteśmy bardziej stanowczy, u nas nie ma czyśćca - mądrzyłam się, unieważniając pytania, na które nie umiałam odpowiedzieć". i "Dlaczego część moich przyszłych zmarłych być może trafi do miejsca, którego w drugiej religii nawet nie ma?" i co stanie się babcią Aleftiną, która była prawosławna, a przeszła na katolicyzm po wyjściu za mąż za katolika Karola? Jak dokonuje się "idealna dekacapizacja?" A poza tym: jak wyglądała wizyta u szeptuchy, na czym polega teoria skapywania w tej podlaskiej tożsamości, dlaczego ulice niewiele mówią o swoich patronach (Mikołaj Hajduk ma ulicę na Nowym mieście w Białymstoku),czy istnieje prawosławny ateizm, co wyzwala ZERO-85 na Basach? Czy "Wygoda" jest uzupełnieniem książki Anety Prymaki 'Kamienie musiały polecieć', czy to podlaskie "Kajś" (Rokity)? Suszczyńska ma talent to błyskotliwego puentowania rozdziałów i na szczęście nie pali zakończenia książki, podlewając je pewną przewrotną metafizyką, a do tego często rozbraja genialnym poczuciem humoru, ironią, autoironią. Wszystko to jest być może halucynacją, autofikcją, ale z pewnością utkaną z pewnych realnych doświadczeń, obserwacji i emocji. Co jest zatem prawdą, a co nie? Pewnie nie dowiemy się też tego podczas spotkania z Natalią Suszczyńską i białostockiej premiery "Wygody" w Zmianie Klimatu 16.02 o 19:00. Andrzej Bajguz
Andrzej - awatar Andrzej
ocenił na92 miesiące temu
Orlanda Jacqueline Harpman
Orlanda
Jacqueline Harpman
Lubię opowieści niewygodne, ciasne, klaustrofobiczne, które są dalekie od miękkich i bezpiecznych przestrzeni literackich. Taka jest opowieść "Orlando". Grząska, niebezpieczna, dotykająca newralgicznych i trudnych zagadnień jak tożsamość i granice, jakie sobie stawiamy i jakie jesteśmy gotowi przekroczyć. Okazją do rozważań jest "Orlando" Virginii Woolf, książką, z którą pracuje jedna z bohaterek książki, Aline. Drugi bohater to Lucien, młody chłopak, który zyskuje męską część osobowości Aline. Trochę jak dybuk, trochę jak dr Jekyll i mr Hyde, historia o tym jak dusza się dzieli i przekracza granice ciała. Obserwując działania i codzienność tej dwójki bohaterów Autorka daje pole do rozważań na temat krzyżowania się tożsamości, dwoistości ludzkiej natury, czy też kryzysów i wątpliwości dotyczącej wyborów i własnej drogi. Frapujące, nie dające spokoju, bolesne, czasem przerażające. Autorka, której biografię i jedną z przetłumaczonych na polski opowieści pamiętam, już przy pierwszym literackim spotkaniu szarpała duszę, powodowała dyskomfort, a jednocześnie wciągała, trzymała uwagę i nie pozwalała się oderwać od treści. Tutaj kobiecość jest dość nudna, zachowawcza, obarczona ograniczeniami, schowana za naukowymi tytułami. Męskość zaś jest dzika, wyzwolona, wyuzdana, wolna seksualnie i pełna energii oraz humoru, odwagi. Skorelowanie tych dwóch części osobowości pozwala na pełne spojrzenie na świat pełen pytań, wątpliwości, wyborów, czasem bardzo radykalnych i nieodwaracalnych. Bardzo interesująca, wymagająca rozważań książka.
BuchBuch - awatar BuchBuch
ocenił na630 dni temu
Puste domy Brenda Navarro
Puste domy
Brenda Navarro
Bardzo lubię to uczucie, gdy sięgam po książkę bez żadnych oczekiwań, a ta okazuje się naprawdę świetną lekturą, która wciąga niemal od pierwszej strony. Zresztą Navarro zaczęła "Puste domy" z grubej rury - od porwania trzyletniego chłopca z placu zabaw. A potem zgłębiła się w różne relacje rodzinne, w których niestety więcej jest patologii niż miłości, przedstawiając wszystko w tak dosadny sposób, że jednocześnie nie chce się tego czytać i chce się wiedzieć, co dalej. Historię poznajemy z punktu widzenia dwóch kobiet, dwóch bezimiennych narratorek, które łączy jedno - obie próbują być matkami tego samego chłopca. Który, jakby było mało problemów, ma autyzm i nie umie wyrazić własnych uczuć czy potrzeb. Pierwsza to dziecko urodziła i nazwała Danielem. Wydawało jej się, że chce być matką, ale macierzyństwo (podwójne, bo połączone z adopcją osieroconej dziewczynki z rodziny) wydaje się ją przerastać, zwłaszcza gdy partner wyraźnie woli adoptowaną córkę od autystycznego syna. Druga dziecko porwała i nazwała Leonelem. Nie mogła się doczekać macierzyństwa, mimo że jej facet pił, bił i zdradzał, a pojawienie się porwanego autystycznego dziecka w związku zdecydowanie nie poprawiło tej relacji. Navarro świetnie pokazała różnorodne podejście do macierzyństwa, choć powiedziałabym, że główny wniosek, jaki dla mnie wynika z tej powieści, to: naprawdę nie każda rodzina powinna mieć dziecko. Dwie różne narracje to też dwa kompletnie odmienne style snucia opowieści. Matka Daniela stara się panować nad emocjami i analizować przeszłość, próbując zrozumieć, co było większym błędem - stracenie dziecka z oczu, co umożliwiło jego porwanie, czy w ogóle urodzenie go? Matka Lionela swoich uczuć nie kontroluje zupełnie, jej wypowiedzi są bardzo emocjonalne i pełne przekleństw. Warto wziąć pod uwagę, jeśli kogoś to drażni, bo choć mi pasowały one do tej postaci, to jednak narracja pełna bluzgów trochę mnie irytowała. Mimo wszystko książkę pochłonęłam bardzo szybko - na pewno pomógł tu fakt, że liczy sobie ona niecałe 200 stron. Lektura wciąga, daje do myślenia, działa na emocje - naprawdę lubię takie powieści, nawet jak kompletnie nikogo z bohaterów nie da się tu polubić, a otwarte zakończenie nie nastraja optymistycznie...
Gabi Zet - awatar Gabi Zet
ocenił na829 dni temu
Tymczasowy dżentelmen Sebastian Barry
Tymczasowy dżentelmen
Sebastian Barry
Kolejna, świetna powieść Sebastiana Barry'ego jest (podobnie jak przeczytany przeze mnie niedawno „Czas starego boga”) historią retrospektywną, więc i ja pozwolę sobie spojrzeć w przeszłość obiektywnie trochę już odległą. Kiedy byłam młodą dziewczyną, zawsze dziwił mnie widok kobiet – matek, ciotek, babek – płaczących podczas uroczystości ślubnych. W swojej naiwności postrzegałam zawarcie małżeństwa jako uroczystość wyłącznie radosną, zapowiadającą długą, prostą, wspólną drogę. Wydawało mi się, że teraz pokonane zostały już wszelkie trudności i nowożeńcy, tak jak w bajkach, będą żyli długo i szczęśliwie. Czemuż więc płakać? Jakoś nie przychodziło mi wówczas do głowy, że w osobie Pana Młodego może się trafić na przykład utracjusz, pijak i hazardzista taki jak Jack McNulty, o innych ewentualnych negatywnych wariantach nie wspominając. W opisie na stronie wydawnictwa ArtRage możemy przeczytać, że „Tymczasowy dżentelmen” „to portret zwykłego człowieka i prześladujących go demonów” z czym, po bliższym poznaniu bohatera, trudno jest mi się zgodzić. To moja refleksja już po przeczytaniu, ale na początku powieści nie można się jeszcze domyślić, że Jack ze swoją nieomal bohaterską (brytyjską i afrykańską) wojenną przeszłością nie był „zwykłym” Irlandczykiem. A był w pewnym sensie niezwykły - wręcz ponadprzeciętnie nieodpowiedzialny i samolubny, a prześladujące go demony przeszłości, były niczym innym jak wyrzutami sumienia. Mimo upływu lat i próby dokonania podsumowania swojej drogi życiowej, jaką jest spisywany przez niego pamiętnik - forma autoterapii, Jack McNulty niewiele widzi swojej winy w wydarzeniach, które rozegrały się w czasie minionym i zdaje się nie dostrzegać (nie wyłącznie, ale w znacznym stopniu) w sobie źródła niepowodzeń w jego małżeństwie, błędów w rodzicielstwie. Wiele hipokryzji jest w jego wzniosłym pytaniu: „Chciałbym zapytać Boga, a jeśli nie Boga, to jakiegoś dobrotliwie nastawionego anioła, o odpowiedź na pytanie, dlaczego Mai Kirwan przypadł w udziale taki los, dlaczego spośród wszystkich kobiet na świecie, jej właśnie zapisano taką przyszłość, choć zaczynała tak pełna obietnic i szczodrych darów”. Wśród nieszczęśliwych zbiegów okoliczności i być może choroby, której początków nie zauważono odpowiednio wcześnie, Mai Kirwan trafił się właśnie Jack McNulty, którego pokochała i (tu nie mamy podstaw sądzić, że tak nie było) który pokochał ją również miłością zapewne prawdziwą, ale bardzo niedoskonałą. To kolejna bardzo dobrze opowiedziana historia. Sebastian Barry potrafi przy użyciu pierwszoosobowej narracji i nielinearnej struktury powieści przykuwać uwagę czytelników i sprawiać, że nawet z reguły mało angażująca forma pamiętnikarska staje się pasjonująca. Mimo niewielkiej (naprawdę niewielkiej) sympatii dla głównego bohatera, to było moje drugie – bardzo udane spotkanie z autorem. Idąc jednak śladem metody sędziowskiej używanej w sportach walki – będzie to remis ze wskazaniem na „Czas starego boga”. Niedługo, bo 8 czerwca 2026 r. spodziewana jest premiera kolejnej części Sagi o rodzinie McNulty - „Przypadki Eneasa McNulty'ego” w tłumaczeniu Dawida Czecha.
Iksja - awatar Iksja
oceniła na76 dni temu
Spowita całunem María Luisa Bombal
Spowita całunem
María Luisa Bombal
Książka "Spowita całunem" to kilka opowiadań, z których dwa zdają się mieć punkt wspólny, tj. bohaterowie, z tym że inna postać zdaje się mieć w nich największe znaczenie. Niestety opowiadania okazały się dla mnie dość nużące, a momentami, nie ukrywam, wręcz irytujące. Dla mnie najbardziej interesujące okazało się tytułowe opowiadanie, bo z dość ciekawym i oryginalnym zamysłem, polegającym na tym, że narratorką jest kobieta, która zmarła, jednak w niejasnych okolicznościach, i czeka na pochówek, spowita właśnie tytułowanym całunem. Bliscy ludzie mają okazję się z nią pożegnać, co staje się przyczynkiem do wspominania przez narratorkę wspólnych historii z tymi ludźmi, rozmyślań nad podejmowanymi niegdyś decyzjami, nad własnym zachowaniem oraz uczuciami. Tematem wspólnym tych opowiadań zdaje się miłość kobiety do mężczyzny i może to było dla mnie największym problemem, bo niekiedy uczucie to było przedstawione jako nieracjonalne, dziecinne, infantylne wręcz, nie mające uzasadnienie w rzeczywistości (bo kobieta może zakochać się w mężczyźnie, z którym nigdy nie rozmawiała i może w ogóle nie istnieje). Kobieta ukazana jest jako osoba efemeryczna istota, która podąża za swoimi niejasnymi popędami, jej zachowania są niezrozumiałe, a miłość do mężczyzny okazuje się najważniejszym, formującym doświadczeniem życiowym. Kobieta w tym opowiadania traci niekiedy nawet swoją podmiotowość na rzecz mężczyzny. Trudno współcześnie czytać książki tak uprzedmiatawiające kobietę, pozbawiające ją sprawczości i tożsamości. Choć pojawiają się w tej książce ciekawe momenty, lektura tej książki nie przyniosła mi satysfakcji oraz jakichś wartościowych odkryć, na co liczyłam, biorąc książkę do ręki.
melissa - awatar melissa
oceniła na61 dzień temu

Cytaty z książki Rzeczy robione specjalnie

Więcej

Kontakty międzyludzkie mają to do siebie, że spacer przy ścianie bywa najlepszym momentem wieczoru.

Kontakty międzyludzkie mają to do siebie, że spacer przy ścianie bywa najlepszym momentem wieczoru.

Emilia Konwerska Rzeczy robione specjalnie Zobacz więcej
Więcej