Oficjalne recenzje użytkownika

Więcej recenzji
Okładka książki Najpiękniejsza. Opowiadania z nieoczekiwanym zakończeniem Jerzy Gruza
Ocena 5,6
Recenzja Pozszywane z (nie)rzeczywistości

Opowiadania z nieoczekiwanym zakończeniem nie mogłyby być zatytułowane inaczej. Sam bowiem już tytuł mówi w zasadzie wszystko. Nie należy doszukiwać się żadnych przenośni, głębszych filozofii czy ukrytych sensów. Po prostu: zakończeń nie sposób przewidzieć, bo nie są ani typowe, ani...

Okładka książki Żona mormona Irene Spencer
Ocena 7,1
Recenzja A mówią, że od przybytku głowa nie boli

Jeśli jesteś mężczyzną, powiesz pewnie, że czasem jedna żona to aż nadto.

Jeśli jesteś matką, powiesz być może, że czasem nie możesz nadążyć za jednym dzieckiem, a co dopiero mieć ich dwoje.

To co? Podnosimy poprzeczkę? Mężczyzno, a co powiesz na dziesięć żon? Jednocześnie! Matko, co...

Opinie użytkownika

Filtruj:
Wybierz
Sortuj:
Wybierz

Na półkach: , ,

Ależ to miało potencjał! Po pierwszych stronach napaliłam się jak szczerbaty na suchary... i połamałam zęby.
Od pewnego momentu czytałam pamiętnik zakochanej nastolatki. Język bardzo nierówny: czasem płytki, sprawiający wrażenie zapychacza stron, czasem zaskakujący jakimś porównaniem lub ripostą. Bohaterka też rozchwiana, a co do akcji to zbyt często tłukło mi się po głowie pytanie po co, dlaczego, co to wnosi lub poczucie, że to, co bohaterowie robią nie ma sensu.

I naprawdę mi żal, że taki potencjał zmarnował się na książkę dla czytelnika na poziomie emocjonalnym nastolatków.

Ależ to miało potencjał! Po pierwszych stronach napaliłam się jak szczerbaty na suchary... i połamałam zęby.
Od pewnego momentu czytałam pamiętnik zakochanej nastolatki. Język bardzo nierówny: czasem płytki, sprawiający wrażenie zapychacza stron, czasem zaskakujący jakimś porównaniem lub ripostą. Bohaterka też rozchwiana, a co do akcji to zbyt często tłukło mi się po...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Nie umiem ocenić książki w oderwaniu od jej wydania. I tu wydawnictwu Prozami podziękuję, nigdy więcej. To, że autor robi błędy lub pisze czasem niezgrabnie, jest akceptowalne, jego zadanie jest inne. Ale redakcja bierze kasę za poprawienie tych błędów, wyłapanie nieścisłości, potknięć, wygładzenie tego tekstu.
Nie notowalam wszystkiego, w którymś momencie już tylko brnęłam do końca, starając się nie analizować każdego zdania, a skupić na treści:

"Nogi naciskały na pedała."
"Upuściła siatkę, tucząc zielony znicz."
"Miałam dość podążania zgodnie z regułami patriarchalnego świata." (Podąża się za, można postępować zgodnie z).
"Jedynie dziesięć procent ludzi posiadało taki guzek. Szansa, że znajdzie się druga osoba o podobnych uszach z tym samym zgrubieniem była nikła, wręcz zerowa". (10% to wręcz zero???).
"Jego nozdrza ukuł ciężki, dławiący zapach."

I tak dla mnie kończy się przygoda z tym autorem. Niekoniecznie z autora winy.

Nie umiem ocenić książki w oderwaniu od jej wydania. I tu wydawnictwu Prozami podziękuję, nigdy więcej. To, że autor robi błędy lub pisze czasem niezgrabnie, jest akceptowalne, jego zadanie jest inne. Ale redakcja bierze kasę za poprawienie tych błędów, wyłapanie nieścisłości, potknięć, wygładzenie tego tekstu.
Nie notowalam wszystkiego, w którymś momencie już tylko brnęłam...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

I znowu tendencyjne, czasem aż bzdurne, dialogi i małostkowi bohaterowie. Potykanie się o te dziwne tory myślowe raz za razem totalnie zdusiło impakt finału.
Jednocześnie zakończenie w postaci "a teraz wam wszystko po kolei wyjaśnię" trąca motywem deus ex machina i nie jest moją ulubioną formą zakończenia lektury.
Chyba czas mi wykreślić autorkę z ulubionych.

I znowu tendencyjne, czasem aż bzdurne, dialogi i małostkowi bohaterowie. Potykanie się o te dziwne tory myślowe raz za razem totalnie zdusiło impakt finału.
Jednocześnie zakończenie w postaci "a teraz wam wszystko po kolei wyjaśnię" trąca motywem deus ex machina i nie jest moją ulubioną formą zakończenia lektury.
Chyba czas mi wykreślić autorkę z ulubionych.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Świetny pomysł, ale realizacja trochę dziurawa. Zabrakło czasem podbudowy do odczuć czy decyzji bohaterów.
I jedna strzelba, która nie wypaliła. Kilka razy. I chyba przez to w końcu przestałam płynąć, a zaczęłam brnąć do końca.

Świetny pomysł, ale realizacja trochę dziurawa. Zabrakło czasem podbudowy do odczuć czy decyzji bohaterów.
I jedna strzelba, która nie wypaliła. Kilka razy. I chyba przez to w końcu przestałam płynąć, a zaczęłam brnąć do końca.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Nigdy bym po tę książkę nie sięgnęła, żeby nie błędne zakatalogowanie przez Legimi do powieści przygodowej i historycznej - to nawet nie stało ani przy przygodowej, ani tym bardziej przy historycznej!
Nie czytam romansów, bo nigdy nie zrozumiem, co jest fajnego w wulgarności i dosłowności.
Jednak dość późno zorientowałam się, że coś jest nie tak, czekałam na jakąś akcję (nie łóżkową), a do tego pewne partie dialogowe miały potencjał, i tylko dlatego brnęłam dalej, niestety.
Było płytko i monotonnie do samego końca: ile razy można powtarzać, że ktoś ma fajny tyłek?

Nigdy bym po tę książkę nie sięgnęła, żeby nie błędne zakatalogowanie przez Legimi do powieści przygodowej i historycznej - to nawet nie stało ani przy przygodowej, ani tym bardziej przy historycznej!
Nie czytam romansów, bo nigdy nie zrozumiem, co jest fajnego w wulgarności i dosłowności.
Jednak dość późno zorientowałam się, że coś jest nie tak, czekałam na jakąś akcję...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Droga autorko, przyszli wydawcy: bardzo brakuje jakiegoś drzewa genealogicznego, rozrysowania postaci i ich wzajemnych zależności czy pokrewieństwa. Zbyt krótko znamy większość z nich, żeby je jakoś zahaczyć w tym wszystkim, dlatego taka wizualna podpowiedź bardzo by pomogła. Tak bardzo się już gubiłam, że przestałam śledzić, kto-co-jak-z-kim, po prostu czytałam bezmyślnie. A nie bardzo tak lubię.

Poza tym nie mam zastrzeżeń. Lubię takie klimaty, to zdecydowanie moja bajka, czekam na więcej.

Droga autorko, przyszli wydawcy: bardzo brakuje jakiegoś drzewa genealogicznego, rozrysowania postaci i ich wzajemnych zależności czy pokrewieństwa. Zbyt krótko znamy większość z nich, żeby je jakoś zahaczyć w tym wszystkim, dlatego taka wizualna podpowiedź bardzo by pomogła. Tak bardzo się już gubiłam, że przestałam śledzić, kto-co-jak-z-kim, po prostu czytałam bezmyślnie....

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Nie potrafię wystawić oceny.
Książka jest wg mnie koszmarnie nierówna.
Zaczyna się wielkim WOW. I ciągnie na tym poziomie mniej więcej do połowy.
Potem zaczyna się zjazd: za dużo gadania, za dużo przeciągających się opisów, które niewiele wnoszą. Za dużo powtórzeń.
Do tego przewidywalne dla mnie zakończenie, reakcje bohaterów ni z gruszki ni z pietruszki i rzeczy niewyjaśnione, które w takim układzie w ogóle nie powinny były zaistnieć.

Ponadto książka powinna być zakwalifikowana jako triller, bo z fantastyką i sci-fi - bo w takim katalogu znajduje się obecnie - nie ma nic wspólnego.

Nie potrafię wystawić oceny.
Książka jest wg mnie koszmarnie nierówna.
Zaczyna się wielkim WOW. I ciągnie na tym poziomie mniej więcej do połowy.
Potem zaczyna się zjazd: za dużo gadania, za dużo przeciągających się opisów, które niewiele wnoszą. Za dużo powtórzeń.
Do tego przewidywalne dla mnie zakończenie, reakcje bohaterów ni z gruszki ni z pietruszki i rzeczy...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Bardzo słaby debiut.
Nie ocenię treści, bo nie doczytałam, szkoda mi czasu.
Styl, natomiast, kojarzy mi się z pierwszymi próbami pisarskimi licealistki, która bardzo chce już brzmieć, jak pisarka z prawdziwego zdarzenia. Ale nie brzmi. Brzmi... cóż, gdyby to był obraz: jak pięciolatka ubrana w sukienkę i szpilki mamy, ze szminką rozmazaną po twarzy, która próbuje udawać dorosłą.
Do tego słaba korekta: redakcja nie zna zasad polskiej interpunkcji w dialogach (!) i nie potrafi wyłapać zbędnych słów, wygładzić powtórzeń.

Raczej nie polecam. Ani dorosłym, ani nastolatkom. Autorka może i ma potencjał, jak sugerują niektóre opinie, ale warsztatowo jest tu jeszcze ocean pracy, bo nawet obsługi młotka trzeba się nauczyć.

Bardzo słaby debiut.
Nie ocenię treści, bo nie doczytałam, szkoda mi czasu.
Styl, natomiast, kojarzy mi się z pierwszymi próbami pisarskimi licealistki, która bardzo chce już brzmieć, jak pisarka z prawdziwego zdarzenia. Ale nie brzmi. Brzmi... cóż, gdyby to był obraz: jak pięciolatka ubrana w sukienkę i szpilki mamy, ze szminką rozmazaną po twarzy, która próbuje udawać...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Przebrnęłam przez jedną piątą i szkoda mi marnować czas na dalszą lekturę.
Dramat. Językowy bełkot z błędami gramatycznymi. Do tego błędy logiczne (w Polsce pełnoletność osiąga się po ukończeniu 18 lat i nie potrzeba wówczas zgody rodziców na ślub). Bohater to, mówiąc wprost, palant i bubek.
Całość (w każdym razie ta część, przez którą przebrnęłam) jest utrzymana na poziomie wynurzeń 16-latka z wybujałym ego i ograniczonym zasobem słownictwa, któremu się wydaje, że epatowanie rynsztokowym słownictwem doda mu punkty do bycia cool.
Nie doda.

Nie wiem, do kogo ta książka ma trafić, ale na pewno nie trafiła do mnie. Nie zdołała mnie zainteresować niczym poza tematem, a to niestety za mało, by brnąć przez kolejne strony i mieć nadzieję, że może się rozkręci. Nie ten sposób podania.

Przebrnęłam przez jedną piątą i szkoda mi marnować czas na dalszą lekturę.
Dramat. Językowy bełkot z błędami gramatycznymi. Do tego błędy logiczne (w Polsce pełnoletność osiąga się po ukończeniu 18 lat i nie potrzeba wówczas zgody rodziców na ślub). Bohater to, mówiąc wprost, palant i bubek.
Całość (w każdym razie ta część, przez którą przebrnęłam) jest utrzymana na...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Rewelacja. Ciekawe spojrzenie na kwestie, o których każdy z nas przynajmniej raz w życiu pomyślał lub pomyśli. Jak zwykle Brown balansuje na granicy, niczego nie przesądzając. Wręcz przeciwnie, dając alternatywę, prowokuje do jeszcze intensywniejszego do myślenia.

Rewelacja. Ciekawe spojrzenie na kwestie, o których każdy z nas przynajmniej raz w życiu pomyślał lub pomyśli. Jak zwykle Brown balansuje na granicy, niczego nie przesądzając. Wręcz przeciwnie, dając alternatywę, prowokuje do jeszcze intensywniejszego do myślenia.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

(A imię jego) Czterdzieści i cztery. Gdzieś dzwoni? A mówią wam coś nazwiska: Juliusz Słowacki, Andrzej Towiański, Ada Lovelace, Eliza Żmijewska? W porządku, ta ostatnia to nie bardzo, chociaż uszyta jest na miarę kilku znanych kobiet tej epoki. Bo "Czterdzieści i cztery" to historyczno-fantastyczny kogel mogel. W zasadzie bardziej fantastyczny, ale stworzony z faktów jak najbardziej historycznych. Czasem tylko odrobinę poprzesuwanych w czasie i przestrzeni, trochę ponaginanych, trochę zmienionych...

No dobra, czasem całkowicie zmyślonych.

Smaczki i niuanse to drugie dno powieści, a ich wyszukiwanie to zadanie na co najmniej drugą lekturę, bo jest ich cała masa, która tonie w wartkim nurcie akcji. Ja ograniczyłam się do zaglądania postaciom w biogramy, z ciekawości, jak bardzo alternatywne życie autor im zgotował. Dość rzec, że lord Byron dożył starości, Emilia Plater zginęła w powstaniu na Litwie od ran zadanych przez... zaskakuny, a Słowacki razem z Radą Emigracyjną nasłał zabójczynię na pierwowzór mickiewiczowskiego Konrada Wallenroda.

"Czterdzieści i cztery" to pomieszanie z poplątaniem, które chwilami ciężko ogarnąć, zwłaszcza osobie, która w historii orientuje się słabo - czyli mnie. Ale, o, dziwo, nie umniejszyło to radości z lektury i zagłębiania się w zwichrowany fantazją autora alternatywny świat. A raczej jeden z nich.

Rok 1844 był rokiem wielkich zmian. Nie tylko dla Polski i Litwy, ale i dla całego świata - i to w dwójnasób. To rok, kiedy przeszłość dogania teraźniejszość, a przeszła przyszłość ratuje... przyszłość. Uprzedzałam, że to zagmatwane?

I jeszcze jedno: Mickiewicz czy Słowacki? Jak by to...

"Przy kolacji rozmawiali o dawnych czasach, a Słowacki pokazał jej fragment swojego nowego dzieła: Genezis z Ducha. Wydało się Elizie ciekawe, choć nieco mętne".

"- Co w zasadzie będziesz robić? - spytała niepewnie Józefa.
- Dziady.
- Jak u Mickiewicza?
- Nie. Mickiewicz połowę wynotował z błędami, a połowę zmyślił - odparła".

PS. I jeszcze jedno: rewelacyjna okładka!


http://zksiazkapodrodze.blogspot.co.uk

(A imię jego) Czterdzieści i cztery. Gdzieś dzwoni? A mówią wam coś nazwiska: Juliusz Słowacki, Andrzej Towiański, Ada Lovelace, Eliza Żmijewska? W porządku, ta ostatnia to nie bardzo, chociaż uszyta jest na miarę kilku znanych kobiet tej epoki. Bo "Czterdzieści i cztery" to historyczno-fantastyczny kogel mogel. W zasadzie bardziej fantastyczny, ale stworzony z faktów jak...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Nie zamierzałam sięgać po ten tytuł. Debiut autorki, czyli "Dziewczyna z pociągu", mocno mnie zirytował i nie miałam ochoty na powtórkę. Okazuje się jednak, że pierwsze śliwki robaczywki i "Zapisane w wodzie", chociaż napisane w tym samym stylu, całościowo jest o wiele lepsze: logiczniejsze i z sensowniejszym zakończeniem.

Sam sposób prowadzenia akcji - naprzemiennie przez kilkoro bohaterów - daje poczucie oglądania fragmentów układanki. Wprawdzie nie mam tendencji do prób samodzielnego rozwiązania zagadek kryminalnych, ale wyraźnie czułam rosnące napięcie, kiedy coraz więcej szczegółów wychodziło na jaw i elementy całości powoli wskakiwały na swoje miejsce. Takie klasyczne "po nitce do kłębka": tu ktoś powie słowo za dużo, tam ktoś sypnie na całego; wszystko jednak dobrze wyważone i nie na siłę.

Chociaż brak jej zakończenia z przytupem (nie uważam tego za ujmę, aczkolwiek czasem lubię być zaskakiwana nagłą zmianą kierunku), książka zdołała utrzymać moje zainteresowanie do samego końca. A to niełatwe, bo nie należę do cierpliwych czytelników.

Dlaczego Topielisko tak przyciąga kobiety? Cóż, mają tajemnice, a woda... płynie, zagłusza i oczyszcza.

http://zksiazkapodrodze.blogspot.co.uk

Nie zamierzałam sięgać po ten tytuł. Debiut autorki, czyli "Dziewczyna z pociągu", mocno mnie zirytował i nie miałam ochoty na powtórkę. Okazuje się jednak, że pierwsze śliwki robaczywki i "Zapisane w wodzie", chociaż napisane w tym samym stylu, całościowo jest o wiele lepsze: logiczniejsze i z sensowniejszym zakończeniem.

Sam sposób prowadzenia akcji - naprzemiennie przez...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Najpierw urzekła mnie okładka.
Później zainteresował mnie fragment recenzji Marty porównujący "Martwe ciało..." do twórczości Pratchetta.
I tyle wystarczyło. Od obrazu przez słowo do pierwszego rozdziału.

Rzeczywiście, czuć delikatny oddech Terry'ego Pratchetta, z czym autorka się zresztą nie kryje. Sama jednak pewnie bym na takie porównanie nie wpadła, bo Świat Dysku jest aż przeładowany językową ekwilibrystyką, natomiast u Anny Kapes skupienie na akcji jest nieco większe niż na cięciu i gięciu słów.

Bardzo mi się podobał humor sytuacyjny i inteligentne - lub czasem nie bardzo... - pyskówki. Jednocześnie starałam się nie przywiązywać wagi do elementów mniej radosnych, których chcąc nie chcąc nie da się uniknąć: w końcu całość traktuje o pewnej formie nie-życia, co samo w sobie zabawne nie jest. Chyba że kogoś bawi, jak mu na przykład ręka odpada. Albo nos się przesuwa. Lub jeśli ktoś lubi być garnkiem.

Znajdą się tu fragmenty potencjalnie refleksyjne, ale to trochę zależy to od typu czytelnika, jego nastroju i chęci szukania drugiego dna lub głębszej głębi. Ja szukałam humoru i na tym poprzestałam. I bardzo chcę przeczytać coś nowego spod pióra autorki.

Myślę, że ci, którzy są zmęczeni tematyką wampirów czy zombie, śmiało mogą po tę pozycję sięgnąć. To tak naprawdę tylko skutek uboczny życia i temat marginalny. Jeśli tylko temat marginalny może być w centrum...

A najbardziej polecam tym, którzy lubią się pośmiać z trącącej fantastyką abstrakcji. Albo trącącej abstrakcją fantastyki...

https://zksiazkapodrodze.blogspot.co.uk/

Najpierw urzekła mnie okładka.
Później zainteresował mnie fragment recenzji Marty porównujący "Martwe ciało..." do twórczości Pratchetta.
I tyle wystarczyło. Od obrazu przez słowo do pierwszego rozdziału.

Rzeczywiście, czuć delikatny oddech Terry'ego Pratchetta, z czym autorka się zresztą nie kryje. Sama jednak pewnie bym na takie porównanie nie wpadła, bo Świat Dysku jest...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

Bajeczna, magiczna, niepokojąca.
Zostawi was z poczuciem (nie)realności życia. Będziecie się zastanawiać, ile was jest w was.

Pewnie żaden autor nie lubi być porównywany do kogoś innego, ale jako zaawansowany czytelnik miewam czasem skojarzenia i nic na to nie poradzę. Chociaż myślę, że akurat za porównanie do Neila Gaimana autorka by się nie obraziła. Jego powieści również są skryte za mgłą, niedopowiedziane, niedoprecyzowane. A ty, czytelniku, weź teraz kombinuj, co autor tam sobie uroił.

Nie jestem fanką analiz i interpretacji. Nie lubię werbalizować tego, co tli mi się gdzieś na skraju świadomości. To trochę jak z moim pisaniem: dopóki nie próbuję używać słów, mam wszystko w głowie. Kiedy stawiam pierwsze litery, staje się chaos i myśli uciekają, nie mogę znaleźć dla nich odpowiednich słów.

I taka jest właśnie moja "Olga i osty". Boję się zanurzyć w nią bardziej, żeby nie prysł czar, żeby słowa nie zniszczyły tego ulotnego poczucia istnienia czegoś, czegoś niemal nieuchwytnego stępiałymi zmysłami. Jestem piaskomyślna i nic, co powiem, nie jest w stanie oddać tego, co widzę i myślę, zwłaszcza, że widzę mało, a myślę niewiele więcej.

"Olga i osty" to świetny kawałek prozy. Skupiony przede wszystkim na treści i uczuciach, akcję traktuje w zasadzie jedynie jako wsparcie. I jest obrzydliwie prawdziwy: nie zliczę, ile razy myślałam, że znam to, rozumiem, też tak mam albo też nie rozumiem. W porządku, do pewnego stopnia prawdziwy. A w każdym razie, tak się wydaje, że tylko do pewnego stopnia...

Dajcie się wciągnąć w bajkowy początek, a reszta zadzieje się już sama. Wam pozostanie tylko nadążać (czytanie krótkimi zrywami niewskazane, można nie dotrzymać kroku).

Jest tylko jedna rzecz, której autorce nie wybaczę: kromki czerstwego razowca "made by Młynarka". Wątroba mi się od tego owinęła wokół nerek, czknęła i zakwiliła, bynajmniej nie cicho. I od tego czasu jakoś dziwnie milczy.

https://zksiazkapodrodze.blogspot.com/2017/07/olga-i-osty-agnieszka-haas.html

Bajeczna, magiczna, niepokojąca.
Zostawi was z poczuciem (nie)realności życia. Będziecie się zastanawiać, ile was jest w was.

Pewnie żaden autor nie lubi być porównywany do kogoś innego, ale jako zaawansowany czytelnik miewam czasem skojarzenia i nic na to nie poradzę. Chociaż myślę, że akurat za porównanie do Neila Gaimana autorka by się nie obraziła. Jego powieści...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Życie bywa wystarczająco przygnębiające, żebym chciała o jego niedoskonałościach czytać w książkach, po które sięgam. Tym razem jednak nie żałuję, bo, okazuje się, można trudne sprawy ująć w sposób nienarzucający się, a nawet nieprzygnębiający. Raczej refleksyjny, a opakowany w humor - nawet jeśli ironiczny i w gruncie rzeczy... nieśmieszny.

Taka jest ta książka. Kiedy opadną kąciki ust, przychodzi refleksja, otwiera się drugie dno. Nie na długo, jednak. Nie chodzi przecież o to, żeby utonąć w rozpaczy. Życie to radosne zjazdy z górki i mozolna wędrówka w górę. Lub nostalgiczny spacer pod górę i niekontrolowane staczanie się w dół. Niejednoznaczne, nieprzewidywalne.

Nigdy nie wiadomo, czy to jeszcze koniec, czy już początek; gdzie jest granica.

"Tak bardzo się boisz, że życie znowu sprawi ci ból, że wolisz nie przeżyć go wcale". Ile siły trzeba, żeby zostawić za sobą coś, co na dobrą sprawę już dawno nie trzyma nas w miejscu, i pójść dalej?


http://zksiazkapodrodze.blogspot.com/2017/04/o-matko-alejandro-palomas.html

Życie bywa wystarczająco przygnębiające, żebym chciała o jego niedoskonałościach czytać w książkach, po które sięgam. Tym razem jednak nie żałuję, bo, okazuje się, można trudne sprawy ująć w sposób nienarzucający się, a nawet nieprzygnębiający. Raczej refleksyjny, a opakowany w humor - nawet jeśli ironiczny i w gruncie rzeczy... nieśmieszny.

Taka jest ta książka. Kiedy...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Nietypowa historia tak jakby miłosna. Z naciskiem na "tak jakby".

Niedługa, treściwa i nieco dziwna. Skonstruowana tak, że chociaż długo nie wiadomo, o co właściwie chodzi i dokąd zmierza, to finał przychodzi mimo wszystko jako logiczny wynik wydarzeń poprzedzających.

Naprawdę "tak jakby" miłosna. Nie spodziewajcie się romansów, rozdzierających wyznań, wynurzeń emocjonalnych. Właściwie to nawet trudną ją nazwać miłosną. A jednak coś w tym jest.

I świetne jest w niej też to, że autor wiedział dokładnie, kiedy powinna się skończyć. Ani słowa wcześniej, ani słowa dalej.

http://zksiazkapodrodze.blogspot.com/2017/03/lektor-z-pociagu-627-jean-paul.html

Nietypowa historia tak jakby miłosna. Z naciskiem na "tak jakby".

Niedługa, treściwa i nieco dziwna. Skonstruowana tak, że chociaż długo nie wiadomo, o co właściwie chodzi i dokąd zmierza, to finał przychodzi mimo wszystko jako logiczny wynik wydarzeń poprzedzających.

Naprawdę "tak jakby" miłosna. Nie spodziewajcie się romansów, rozdzierających wyznań, wynurzeń...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Świetnie wykorzystany potencjał pewnego... tramwaju. Bardzo podobał mi się zarówno pomysł, jak i jego realizacja.

Niejaką satysfakcję dawała mi również obserwacja, jak niedopowiedzenia i domysły potrafią nie tylko skrzywić, ale wręcz zmienić naszą rzeczywistość. Ku przestrodze.

Świetnie wykorzystany potencjał pewnego... tramwaju. Bardzo podobał mi się zarówno pomysł, jak i jego realizacja.

Niejaką satysfakcję dawała mi również obserwacja, jak niedopowiedzenia i domysły potrafią nie tylko skrzywić, ale wręcz zmienić naszą rzeczywistość. Ku przestrodze.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Masakra. O ile na początku czytałam z zapałem, o tyle im dalej, tym bardziej miałam wrażenie, że ktoś pisał pracę magisterską i nie mógł dobrnąć do minimalnej wymaganej liczby stron.
Zwłaszcza irytowało nagminne powtarzanie tych samych informacji, faktów z życia reportera lub jego przekonań. I często miałam odczucie, że autorce brakuje już czasu lub chęci na dokończenie tego, co zaczęła, więc wciska na szybko zakończenia rozdziałów, żeby miały jakieś tam ręce i nogi. Efekt jest taki, że się powtarza albo nawiązuje do tematu bardzo ogólnie - schemat rodem z artykułu prasowego.
Zdecydowanie nie polecam.
Do szybkiego zapoznania się z sylwetką Kapuścińskiego wystarczy Wikipedia, która dostarczy wielu informacji, a nie będzie udawała dzieła literackiego. I mam wrażenie, że tam panuje większy porządek.

Masakra. O ile na początku czytałam z zapałem, o tyle im dalej, tym bardziej miałam wrażenie, że ktoś pisał pracę magisterską i nie mógł dobrnąć do minimalnej wymaganej liczby stron.
Zwłaszcza irytowało nagminne powtarzanie tych samych informacji, faktów z życia reportera lub jego przekonań. I często miałam odczucie, że autorce brakuje już czasu lub chęci na dokończenie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Wyraźna inspiracja Agathą Christie. Chociaż nie bardzo mogę się zdecydować, czy pozytywnie, czy negatywnie, to zakończenie mnie jednak zaskoczyło. Być może spodziewałam się czegoś bardziej w stylu Christie.
Prawdę mówiąc, mam ochotę to potraktować jako wprawkę w pisaniu kryminałów niż jako pełnoprawny kryminał.

Wyraźna inspiracja Agathą Christie. Chociaż nie bardzo mogę się zdecydować, czy pozytywnie, czy negatywnie, to zakończenie mnie jednak zaskoczyło. Być może spodziewałam się czegoś bardziej w stylu Christie.
Prawdę mówiąc, mam ochotę to potraktować jako wprawkę w pisaniu kryminałów niż jako pełnoprawny kryminał.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

Po świetnej Trylogii czasu ("Czerwień rubinu", "Błękit szafiru", "Zieleń szmaragdu") nazwisko autorki trafiło do puli tych, po których książki sięgam bez wahania.

Dlatego "Silver - księgi snów" kupiłam od razu oba dostępne tomy (na trzeci trzeba czekać prawdopodobnie do maja 2017 roku). I nie dość, że się nie zawiodłam, to do szału doprowadza mnie, że nie mogę sięgnąć po kolejny. I kolejny.
I kolejny.

Tak, wiem, "Silver" to trylogia, więc na jednym "ikolejnym" się skończy, co już teraz mnie przygnębia.

Co mnie tak kręci w tej literaturze młodzieżowej? Po pierwsze: pomysł. Niesztampowy, oryginalny, intrygujący. Po drugie: wykonanie. Książki są zwarte w treści, nieprzegadane, zaopatrzone tylko w te szczegóły, które są potrzebne. Nie znoszę rozwlekłych opisów, w których tonie akcja. Tonie w sensie dosłownym, tak, że nie dycha. A potem nie dycham i ja, bo wykańcza mnie próba zapamiętania, na czym stanęły wydarzenia, zanim bohater zaczął szczegółowo opisywać, co jadł na śniadanie. Przez dwie strony.

Gier ma wyczucie, na ile można wstrzymać akcję, żeby nie przegiąć. I świetnie dawkuje tajemnice. Nie irytująco i nie nachalnie, chociaż, przyznaję, dość często uchyla tylko ich rąbek, co jest dość ryzykowne, bo łatwo przesadzić. Część z nich rozwiązuje się w poszczególnych częściach, na pozostałe - wiążące serię - musimy poczekać do ostatniego tomu.

I bohaterowie. Tu również Gier okazała się litościwa, bo na pierwszy plan wysunęła ten nieirytujący typ nastolatków, stereotypowy posłużył w zasadzie wyłącznie za kontrast i tło. Liv Silver zachowuje się więc sensownie, nie odbiegając jednak przy tym jakoś specjalnie od zachowań przeciętnej młodzieży. No, może tej rozsądniejszej ich części. Niemniej wykazuje przy tym również duże poczucie humoru, więc jej dialogi są lekkostrawne, a i to, co przemilcza, trzyma się kupy i nie dzieli włosa na czworo.

Naprawdę z niecierpliwością czekam na trzeci tom i na kolejne serie tej autorki. Co po podróżach w czasie i świadomym śnieniu jeszcze wymyśli?

http://zksiazkapodrodze.blogspot.co.uk

Po świetnej Trylogii czasu ("Czerwień rubinu", "Błękit szafiru", "Zieleń szmaragdu") nazwisko autorki trafiło do puli tych, po których książki sięgam bez wahania.

Dlatego "Silver - księgi snów" kupiłam od razu oba dostępne tomy (na trzeci trzeba czekać prawdopodobnie do maja 2017 roku). I nie dość, że się nie zawiodłam, to do szału doprowadza mnie, że nie mogę sięgnąć po...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to