Roztrzaskane lustro - Upadek cywilizacji zachodniej

Okładka książki Roztrzaskane lustro - Upadek cywilizacji zachodniej
Wojciech Roszkowski Wydawnictwo: Biały Kruk publicystyka literacka, eseje
560 str. 9 godz. 20 min.
Kategoria:
publicystyka literacka, eseje
Wydawnictwo:
Biały Kruk
Data wydania:
2019-02-20
Data 1. wyd. pol.:
2019-02-20
Liczba stron:
560
Czas czytania
9 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788375532609
Tagi:
antropologia etnologia publicystyka kulturoznawstwo cywilizacja zachodnia
Inne
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Oceny

Średnia ocen
6,0 / 10
107 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
198
69

Na półkach:

Bardzo dobra pozycja. Czytać i jeszcze raz czytać.

Bardzo dobra pozycja. Czytać i jeszcze raz czytać.

Pokaż mimo to

avatar
485
440

Na półkach:

Ceniłam dotąd autora za „Najnowszą historię Polski” i nie ukrywam, „Lustro” bardzo mnie rozczarowało. A szkoda...
Wygląda na straszny groch z kapustą.

„Przez stulecia cywilizacja zachodnia opierała się na porządku moralnym wynikającym z monoteizmu etycznego. W centrum tego porządku była wiara w Boga i uznanie świętości życia ludzkiego, stworzonego na obraz i podobieństwo Boga. Od końca Średniowiecza kolejne pokolenia myślicieli i artystów stopniowo podważały ten porządek. Obecnie obserwujemy osuwanie się resztek gruzów tego porządku. (…) Ludzie Średniowiecza zabijali się z chciwości, żądzy władzy lub z powodu poglądów religijnych, lecz nie w imię postępu. Zabijanie w imię postępu stało się wynalazkiem ery nowożytnej.” (s. 8)
Zatem, jak przyznaje, w dawnych, dobrych czasach też nie całkiem dobrze było. Tylko czemu zabijanie z powodów religijnych ma być usprawiedliwione? Jeżeli nie miał na myśli, że usprawiedliwione, to jakoś tego nie zaznaczył.

„7 maja 1794 roku lider jakobinów Maximilien de Robespierre (1758 – 1794) wygłosił mowę, w której podkreślił rolę kultu masońskiej Najwyższej Istoty dla państwa i stwierdził, że prawdziwym kapłanem Najwyższej Istoty jest Natura. Jego rozumienie prawa natury było jednak bliższe prawu dżungli niż Dekalogowi. Pierwszym krokiem w kierunku przyjęcia ateizmu jako doktryny państwowej był kult Najwyższej Istoty w czasach rewolucji francuskiej. Adherenci kultu Najwyższej Istoty prześladowali wszystkich, którzy sprzeciwiali się zwierzchnictwu państwa nad wiarą obywateli.” (s. 8)
Pomieszanie z poplątaniem. W mowie Maxa widać przeciwstawienie ateizmu (który potępia) i owego kultu. Mowa była wprawdzie popisem beblania „sans contrainte, sans persécution, toutes les sectes doivent se confondre d’elles-mêmes dans la religion universelle de la nature” (bez przymusu i prześladowań wszystkie sekty powinny się same stopić w uniwersalnej religii Natury, tłum. Jan Baszkiewicz) a uchwalony dekret wewnętrznie sprzeczny, wedle art. 1 „Le peuple français reconnaît l’existence de l’Être-Suprême et l’immortalité de l’âme” (Lud francuski uznaje istnienie Najwyższej Istoty i nieśmiertelność duszy), wedle art. 2 „Il reconnaît que le culte digne de l’Être-Suprême est la pratique des devoirs de l’homme” (uznaje, że godne czczenie Istoty Najwyższej jest wykonywaniem obowiązków człowieka), wedle 11 „La liberté des cultes est maintenue, conformément au décret du 18 frimaire” (zachowana jest wolność obrzędów zgodnie z dekretem z 18 Frimaire [8 grudnia 1793], dekret ów był ogólnikowy i można wątpić, by cokolwiek chronił).

Paweł Jasienica w „Rozważaniach o wojnie domowej” skomentował to: „Upłynęło wiele niełatwych wieków historii, zanim w niektórych – nielicznych! – krajach na globie przemogło przekonanie, że można z pożytkiem reformować politykę, gospodarkę, społeczeństwo, uprawiać nawet naukę, nie wypowiadając się wcale na temat istnienia Boga, Jego natury i atrybutów. Gdzie indziej jednak aż do dni naszych dotrwała teza, iż nie wystarczy wierzyć lub nie wierzyć, gdyż należy to jeszcze czynić w sposób przepisowy.” Roszkowski nie wprowadza takich rozróźnień.

Bezpośrednio po Maxie
„Darwin zdawał sobie sprawę, że jego teoria podważa nie tylko chrześcijańską wizję stworzenia człowieka, ale także autonomię jego woli i tworzy podstawy relatywizmu moralnego.” (s. 8)
Zaraz po tym „Teorie Freuda w istocie zredukowały człowieczeństwo do funkcji czysto biologicznych. Człowiek Freuda nie posiada bowiem wolnej woli.” (tamże)
Od tego zaś przejście do futurystów nawołujących do palenia bibliotek z konkluzją „Niszczenie tradycji i przełamywanie tabu stawały się wspólnym mianownikiem większości ruchów intelektualnych i artystycznych w XX wieku.” (tamze)
Można by pomyśleć, że to dopiero wynalazkiem XX wieku, zabójstwa Hypatii i spalenia Biblioteki Aleksandryjskiej nie było?

„Ateńczyk Platon (427-347 r. p.n.e.) był uczniem Sokratesa. Po śmierci mistrza wiele podróżował, między innymi do Egiptu, Italii i na Sycylię. Po powrocie do Aten założył poza murami tego miasta słynną szkołę filozoficzną nazwaną Akademią od imienia boga-herosa Akademosa, opiekuna zakupionego tam gruntu. W licznych dialogach Platon krytycznie przeanalizował cały niemal wcześniejszy dorobek filozoficzny. Rzecznikiem swej nauki o ideach uczynił Platon Sokratesa. Ustami Sokratesa rozróżnił dwa światy: świat wiecznych i niewidzialnych idei (νοούμενα) oraz zależnych od nich widzialnych czy też postrzegalnych widm doczesnych (ὁρώμενα). Platon dowodził nieśmiertelności duszy, między innymi poprzez rolę idei. Skoro idee są jedynymi przyczynami wszystkiego, co istnieje, to dusza uczestniczy w idei życia i to uczestnictwo stanowi jej istotę. Platońskie idee mogły być ze sobą zgodne albo sobie przeciwne. Na przykład idea zimna, w której uczestniczy śnieg, jest przeciwna idei gorąca, w której uczestniczy ogień. To, co uczestniczy w danej idei, nic może uczestniczyć w idei jej przeciwnej, gdyż zginie, tak jak śnieg z powodu gorąca. Ze wszystkich idei najwyższe miejsce przyznawał dobru. Świat musiał, jego zdaniem, powstać w wyniku działania Demiurga, porządkującego chaos wedle odwiecznych idei. Platon niezwykle rozwinął filozofię polityczną, analizując wcielanie idei sprawiedliwości w państwie. Wcieleniem tej idei był dlań sprawiedliwy człowiek, ale także sprawiedliwe państwo, w którym widział trzy stany: mądrych zwierzchników, odważnych i bitnych żołnierzy oraz pracowitych rolników i rzemieślników.” (s. 33)

Trudno byłoby się z tego domyślić, że Platon twierdził też coś takiego:
„w państwie, które ma być urządzone idealnie, wspólne powinny być kobiety i wspólną własnością dzieci” („Państwo” 543 A tłum. Władysław Witwicki) „kobiety wszystkie powinny być wspólną własnością tych mężczyzn, a prywatnie, dla siebie, żaden nie powinien mieszkać z żadną. I dzieci też powinny być wspólne, i ani rodzic nie powinien znać swego potomka, ani syn rodzica” (tamże, 457 C)
Wprawdzie Platon później zarzucił ten pomysł, za to wymyślił jak inaczej uszczęśliwiać obywateli swego idealnego państwa:
„Dla prawodawstwa dwie [odmiany ludzi] wchodzą w rachubę : obłudnicy, których grzechy są tak wielkie, że śmierć dwukrotnie nawet poniesiona przez nich, gdyby to było możliwe nie odkupiła by ich winy (οὐχ ἑνὸς οὐδὲ δυοῖν ἄξια θανάτοιν ἁμαρτάνον) i drudzy, którym potrzebne jest pouczenie i kara więzienia. W taki sam sposób podzielić się dają na dwie grupy ci, którzy nie wierzą, ze bogowie opiekują się wszystkim i na dwie również ci, którzy twierdzą, ze pozyskać ich można darami. Uwzględniając ten podział skaże sędzia tych, którzy zgrzeszyli z braku rozumu i wykazują złych popędów ani cech charakteru, na pobyt w domu poprawy (σωφρονιστήριον) i okres trwania kary ustali zgodnie z prawem na pięć lat co najmniej. Nikt z obywateli nie będzie mieć w tym czasie do nich przystępu prócz członków Nocnego Zgromadzenia (νυκτερινός σύλλογος), którzy będą ich odwiedzać dla udzielania im zbawiennych pouczeń i ratowania ich duszy. Po upływie czasu kary będzie wolno temu, kto, jak można sądzić, żywi już zdrowe myśli, przebywać z tymi, którzy kierują się zdrową myślą; jeśliby jednak się okazało, że jest inaczej i po raz drugi wytoczona by mu była skarga o bezbożność, ukarany zostanie śmiercią.” („Prawa” 908E, tłum. Maria Maykowska)

Roszkowski zamiast to omówić (s. 80 jedna niejasna wzmianka „O projekcie społeczeństwa idealnego lub innymi słowy raju na ziemi, myślano już w starożytności. Być może pierwszym autorem takiej utopii był Platon”) przechodzi do Arystotelesa: „Arystoteles był entuzjastą Platona, później coraz częściej samodzielnie analizował fakty, aby w końcu uczynić doświadczenie podstawą swej filozofii. Dla Arystotelesa źródłem wiedzy były zmysłowe wrażenia i wyobrażenia człowieka, czyli ἐμπειρία, samą zaś wiedzą – umysłowe zrozumienie istoty tych wrażeń i wyobrażeń. Arystoteles wyróżnił dziesięć kategorii opisowych: substancję (οὐσία), ilość (πόσον), jakość (ποιος), relację (πρός τι), miejsce (ποῦ), czas (πότε), pozycję (κεῖσθαι), posiadanie (ἔχειν), czynność (ποιεῖν) oraz doznawanie (πάσχειν). W opozycji do Platona doszedł do wniosku, że przedmioty zmysłowe nie zależą od idei, lecz z nimi współistnieją. W substancji, czyli bycie, Arystoteles odróżnił materię, czyli rzecz konkretną, od formy, czyli pojęciowego uogólnienia rzeczy. Materia, forma, przyczyna i cel – to były dlań cztery zasady wyjaśniania. W rzeczach jednostkowych pragnął odnajdywać ich istotę. Wedle Arystotelesa, świat przypadkowy, niedoskonały i zależny wskazuje na istnienie bytu koniecznego, doskonałego i absolutnego. Uważał on, że w człowieku jest umysł bierny i śmiertelny (νοῦς παθητικός) oraz umysł czynny lub boski (νοῦς πυελικός), zdolny do poznania boga. Najwyższym celem etycznym człowieka była dlań εὐδαιμονία, czyli duchowa doskonałość, dająca szczęście.” (s. 33n)
Rzeczywiście Stagiryta napisał coś takiego:
„Każda nie połączona wypowiedź [λόγος] oznacza albo substancję, albo ilość, albo jakość, albo stosunek, albo miejsce, albo czas, albo położenie, albo stan, albo działanie, albo doznawanie. Przykładem substancji jest – mówiąc ogólnie – człowiek, koń; ilości – dwułokciowy, trzyłokciowy: jakości – biały, gramatyczny; stosunku – podwójny, połowa, większy; miejsca – w Liceum, na rynku; czasu – wczoraj, ubiegłego roku; położenia – leży, siedzi; stanu – obuty, uzbrojony; działania – tnie, pali; doznawania – jest krajany, jest palony.” („Kategorie” tłum. Kazimierz Leśniak)
Tylko jaki to ma związek tematem tej ksiązki?
Arystoteles tworzył pod wyraźnym wpływem Platona, nawet gdy się z nim nie zgadzał, przesadą mówić o entuzjazmie, należałoby wspomnieć inne jego dokonania, jak:
„niewolnik jest żyjącym narzędziem, a narzędzie nieożywionym niewolnikiem” (δοῦλος ἔμψυχον ὄργανον, τὸ δ᾽ ὄργανον ἄψυχος δοῦλος „Etyka Nikomachejska” 8, 11, 1161b tłum. Daniela Gromska).
Dla porządku wypada zaznaczyć, iż nie były to poglądy powszechnie uznawane, skoro wedle scholii do „Retoryki” Arystotelesa 1373b Alkidamas z Elai w „Mowie za Messyńczykami” (Μεσσηνιακὸς λόγος) nauczał: ἐλευθέρους ἀφῆκε πάντας θεός: οὐδένα δοῦλον ἡ φύσις πεποίηκεν co znaczy „Bóg wszystkich ludzi uczynił wolnymi, natura nie uczyniła nikogo niewolnikiem” (tłum. Henryk Podbielski).

O niewolnictwie ksiązka traktuje pokrętnie, np. „papieże wielokrotnie potępiali handel niewolnikami (bulle i encykliki z lat 1482, 1639, 1741 oraz 1839)” (s. 54 i 433) pomija pismo Świętego Oficjum z 20 czerwca 1866 „sunt tusti aliqui tituli seu causae, ex quibus potest servus libertate sua legitime privari” (istnieją pewne słuszne tytuły lub przyczyny, dzięki którym niewolnik może zostać legalnie pozbawiony wolności).

Podobnie o inkwizycji.
„Zasięg działań tych sądów był stosunkowo niewielki, a liczba wyroków, w tym kar śmierci, była podobnie niewielka w stosunku do wyroków sądów świeckich. Sposób traktowania podsądnych, nierzadko okrutny, nie różnił się od okrucieństw stosowanych nagminnie przez sądy świeckie. (…) Nie zmienia to oczywiście negatywnej oceny nadużyć sądowych, które rzeczywiście miały miejsce, jak na przykład w sprawie Jana Husa czy Joanny d’Arc.” (s. 432)
Inkwizycja jako taka była prawidłowa, tylko zdarzały się nadużycia.

Grzegorz Ryś (na którego „Inkwizycję” autor powołuje się w przypisie): „Gdyby wszystkie te cyfry zsumować, będzie to liczba znacząca. Ale nawet gdyby jeden człowiek został spalony, to jest o jednego za dużo i jest to zbrodnia w imię fałszywie pojętej prawdy.”
za: https://m.katolik.pl/rozmowa-o-inkwizycji,55,416,cz.html
Można by pomyśleć, że o jakiejś innej inkwizycji mowa.

W nowomowie pisarz amerykański wyśmiewający wady Ameryki jest przenikliwym demaskatorem, pisarz radziecki wyśmiewający wady ZSRR nikczemnym oszczercą (Piotr Wierzbicki „Struktura kłamstwa” Aneks 1987 s. 44). Przypomniało mi się to przy czytaniu, jak Fiodor Dostojewski opisując rewolucjonistów był demaskatorem („Mętne umysły rosyjskich nihilistów-rewolucjonistów, ożywionych nienawiścią do Boga i ludzi, znakomicie sportretował Fiodor Dostojewski w "Biesach"” s. 80), zaś opisując inkwizytorów oszczercą („Stereotyp strasznej władzy kościelnej inkwizycji, która torturowała i mordowała tysiące ludzi na podstawie sfingowanych procesów, jaki ugruntował Fiodor Dostojewski w "Braciach Karamazow", nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością” s. 432). O tym, że pisarz ten był przede wszystkim wielkorosyjskim szowinistą, który o Polakach nie był w stanie pisać inaczej niż o „Polaczkach”, chociaż nic go do tego nie zmuszało (cenzor mógł coś wykreślać, lecz nie pisać za niego), wydumał też połączenie wyrazów „Polska, wyzwolona przez cara” („Польша, освобожденная царем”) już ani słowa. Cyt. za:
https://fedordostoevsky.ru/works/diary/1877/10/10/

Po za tym traktowanie czyichś wizji artystycznych jako prawdy niezbitej sprawia wrażenie dziwne.

Roszkowski piętnuje antysemityzm
„antysemityzm stał się potężną siłą rozkładową cywilizacji zachodniej” (s. 97)
ostrzega przed neonazistami
„W 2004 roku do krajowych landtagów we wschodnich Niemczech dostały się po raz pierwszy neonazistowska NPD oraz nacjonalistyczna Niemiecka Unia Ludowa. Lider NPD Udo Voigt nie ukrywa, że chciałby rewizji granic z Polską, rozluźnienia Unii Europejskiej oraz likwidacji NATO. (…) Otwarcie nazistowskie poglądy głosili też niektórzy politycy austriaccy, tacy jak Siegfied Kampl ze współrządzącej Wolnościowej Partii Austrii (Freiheitliche Partei
Ósterreichs).” (s. 543)
równocześnie cytując (za stroną bibuła znaną z powielania tekstów antysemickich etc) Jacka Bartyzela jako autorytet w sprawach masonów i temuż podobnież, pomija, iż swego czasu Bartyzel wznosił toast za SSmanów http://zanotowane.pl/508/1897/9473,593.php p. też
http://niepoprawni.pl/blog/1530/obled-bartyzela (nie zgadzam się ze wszystkim, co twierdzą na tej stronie).

Jeszcze coś takiego:
„Terror jakobiński też miał swo oje granice: kolejny przewrót z 28 lipca 1794 roku obalił Dyrektoriat Konwentu, a Robespierre został stracony. Rewolucja zaczęła się stabilizować. We wrześniu 1795 roku uchwalono nową konstytucję i ograniczono rozmiary terroru.” (s. 75)
Z taką wiedzą można być wykładowcą?
Przewrót termidoriański z 28 lipca uchodzi za koniec rządów terroru (choć jeszcze przez kilka dni jedni z byłych zwolenników Maxa ścinali jego innych zwolenników), Dyrektoriat zaś powstał na podstawie tej konstytucji z 1795 uchwalonej przez Konwent.
Być może zamiast „Dyrektoriat” miała być „dyktatura”, ale nie Konwentu, a Komitetu Ocalenia Publicznego, której Konwent, dotąd posłuszny, odmówił posłuszeństwa. Jednak trudno uznać to za błąd w druku.

Ceniłam dotąd autora za „Najnowszą historię Polski” i nie ukrywam, „Lustro” bardzo mnie rozczarowało. A szkoda...
Wygląda na straszny groch z kapustą.

„Przez stulecia cywilizacja zachodnia opierała się na porządku moralnym wynikającym z monoteizmu etycznego. W centrum tego porządku była wiara w Boga i uznanie świętości życia ludzkiego, stworzonego na obraz i podobieństwo...

więcej Pokaż mimo to

avatar
168
160

Na półkach:

Ta książka to intelektualny szwindel - tak jest zawsze, gdy czyjeś indywidualne poglądy (do których niby autor ma prawo, piszę "niby", bo jego poglądy są krzywdzące dla wielu ludzi) są przedstawiane jako fakty i nauka. Trzeba jasno powiedzieć: fakty w tej książce są dobrane tendencyjnie i jeszcze bardziej stronniczo interpretowane. Insynuowanie, że Iron Maiden to jeden z symboli upadku kultury to typowe ględzenie starszego pana, który nie lubi nowości w muzyce i dorabia do tego ideologię - nic więcej. Kiedyś seniorzy gorszyli się jazzem, potem bluesem, rock-and-rollem - teraz metalem i hip-hopem. Krytyka in vitro w wydaniu Roszkowskiego to szyderstwo z naukowej rzetelności, która obliguje to analizy wszystkich aspektów danego zjawiska. Nie da się również udowodnić, że odejście od religii (jak wiemy, tym bardziej ekstensywne, im bardziej przestępczo postępował Kościół w danym kraju) to przyczyna demoralizacji społeczeństwa - jakoś nie słychać o wzroście przestępczości w państwach zlaicyzowanych.
Po zaledwie kilku przykładach widać, że ta książka to nie żaden wkład w humanistykę tylko skrajnie stronnicza wykładnia zjawisk, które autorowi się nie podobają - i tyle. Prawicowi blogerzy piszą codziennie mnóstwo tekstów o podobnej wartości. Jako felietonistyka - dla zainteresowanych i mających podobne poglądy - niech sobie będzie. Ale żadnej wnikliwej analizy zjawisk społecznych w tej księdze nie ma.
P.S. Druga gwiazdka - za jakość edytorską pozycji

Ta książka to intelektualny szwindel - tak jest zawsze, gdy czyjeś indywidualne poglądy (do których niby autor ma prawo, piszę "niby", bo jego poglądy są krzywdzące dla wielu ludzi) są przedstawiane jako fakty i nauka. Trzeba jasno powiedzieć: fakty w tej książce są dobrane tendencyjnie i jeszcze bardziej stronniczo interpretowane. Insynuowanie, że Iron Maiden to jeden z...

więcej Pokaż mimo to

Reklama
avatar
104
51

Na półkach:

Co to jest? Nowe "Protokoły Mędrców Syjonu"?

Co to jest? Nowe "Protokoły Mędrców Syjonu"?

Pokaż mimo to

avatar
1
1

Na półkach: ,

Założyłem konto specjalnie by napisać tę recenzję z pozycji konserwatysty o wielkim szacunku dla Kościoła Katolickiego, ale nie fanatyka.
Czego można oczekiwać od książki napisanej przez doktora ekonomii, profesora nauk humanistycznych, członka PAN, rady Muzeum Historii Polski i rady Muzeum Narodowego, która zdobyła nagrodę im. Józefa Mackiewicza? Na pewno nie impertynencji, banałów, luźno powiązanej faktografii, gdzie krytyka poglądów przeciwnych autorowi sprowadza się do inwektyw i kontrargumentacji z pozycji prawdy objawionej. Ta książka to niestety doktrynerski manifest, który nie powinien był wyjść spod ręki profesorskiej.
Dałem radę dojść do końca rozdziału 5 (str. 211/540) i dalej nie mam ochoty. Lepiej raczej nie będzie. Do tej pory uderzyły mnie 3 rzeczy które uważam osobiście za błędy w sztuce:
- Autor ze znanych sobie tylko powodów wciska wątki żydowskie niczym netflix gejów (oczywiście tylko w kontekście pozytywnym) - od wspólnych "judeochrześcijańskich" początków (co w ujęciu cywilizacyjnym jest manipulacją), po deklarację że antysemityzm jest przyczyną upadku zachodu (co jest już kompletną bzdurą). Tę kwestię podsumujmy cytatem: "Chrześcijaństwo spięło 3 wielkie tradycje - Grecji, Rzymu i Izraela" - jeśli ktoś obchodzi Purim i Boże Narodzenie to jest to z pewnością książka dla niego. Kto praktykuje prawo plemienne niech pierwszy rzuci kamień.
- Książka traktuje "cywilizację zachodnią" jako jedność bez względu na tło historyczne, religię (do dziś różnice wyznaniowe dzielą kraje europy) i traktuje jako jedną wielką zachodnią judeochrześcijańską rodzinę. Nie wiedzieć dlaczego autor odmawia tej przynależności katolickim krajom Afrykańskim i Ameryce Łacińskiej jako niegodnym.
- autor kontestuje ewolucję niczym amerykański purytanin. Straciłem nadzieję gdy uznał Darwina jako jednego z winnych ludobójstwom XX w.
Daję 3 bo faktografia jest w porządku. I druk też jest dobry.

Założyłem konto specjalnie by napisać tę recenzję z pozycji konserwatysty o wielkim szacunku dla Kościoła Katolickiego, ale nie fanatyka.
Czego można oczekiwać od książki napisanej przez doktora ekonomii, profesora nauk humanistycznych, członka PAN, rady Muzeum Historii Polski i rady Muzeum Narodowego, która zdobyła nagrodę im. Józefa Mackiewicza? Na pewno nie...

więcej Pokaż mimo to

avatar
181
59

Na półkach:

Dawno nie czytałem tak pretensjonalnej książki. Sam mam poglądy na świat liberalne gospodarczo i centrowe w ujęciu kwestii społecznych oraz światopoglądowych. Niektóre aspekty konserwatyzmu są mi również bliskie. Książka jest napisana z pozycji ultrakonserwatywnych, gloryfikujących chrześcijaństwo, z niechęcią dla ludzi głoszących inne niż "jedynie słuszne" poglądy autora. Prawdę mówiąc nie dałem rady przeczytać całej, dość obszernej i jak dla mnie zbyt szczegółowej treści. To 500 stron bardzo często odnoszących się do poglądów, postaw, uczynków, praktycznie nieznanych szerszemu audytorium, osób. To swoista manipulacja pokazująca w sposób zwulgaryzowany zło czyichś poglądów i katastrofalne skutki innej postawy niż ultrachrześcijańska jedyna słuszna ideologia autora. Przeczytałem 40% tej lektury i chyba nigdy nie czułem się tak zmęczony różnymi wykwitami intelektualnymi autora. Zdaję sobie sprawę, że moje poglądy są zdecydowanie niekompatybilne z poglądami autora ale mimo wszystko poziom mojej niezgody na formułowane przez niego tezy zdarzył mi się pierwszy raz w życiu. Wiedziałem, że sięgam po książkę autora posiadajacego odmienne widzenie świata od mojego, zrobiłem to świadomie chcąc poszerzać swoje horyzonty myślowe, ale mimo wszystko dawka jadu zawarta przez autora w jego dziele odstręczyła mnie od przeczytania całości tego "dzieła"

Dawno nie czytałem tak pretensjonalnej książki. Sam mam poglądy na świat liberalne gospodarczo i centrowe w ujęciu kwestii społecznych oraz światopoglądowych. Niektóre aspekty konserwatyzmu są mi również bliskie. Książka jest napisana z pozycji ultrakonserwatywnych, gloryfikujących chrześcijaństwo, z niechęcią dla ludzi głoszących inne niż "jedynie słuszne" poglądy...

więcej Pokaż mimo to

avatar
52
23

Na półkach:

Niestety Rewolucja Francuska rozpoczęła upadek cywilizacji śródziemnomorskiej. Uczyli tego nawet pokrętnie na marksistowskich uniwersytetach. Koniecznie trzeba zapoznać się treścią książki, nawet gdy jest się innego zdania, a może własnie dlatego.

Niestety Rewolucja Francuska rozpoczęła upadek cywilizacji śródziemnomorskiej. Uczyli tego nawet pokrętnie na marksistowskich uniwersytetach. Koniecznie trzeba zapoznać się treścią książki, nawet gdy jest się innego zdania, a może własnie dlatego.

Pokaż mimo to

avatar
1
1

Na półkach:

"Roztrzaskane lustro" nie jest książką stricte historyczną, raczej publicystyczną. Pierwsza część jest zgrabnym podsumowaniem historii kultury tzw. cywilizacji zachodniej (z lekko konserwatywnym zabarwieniem) i czyta się dobrze, niestety - potem robi się gorzej. Prof. Roszkowski nie kryje się ze swoimi sympatiami i antypatiami, jeśli chodzi o postaci historyczne, w nieco infantylny sposób nielubianym przez siebie bohaterom historii wypominając np. matkę-okultystkę lub kunktatorstwo w posłudze kapłańskiej (skąd ta wiedza?). Wskazuje, co jest dobre i mądre, a co złe i głupie, aby czytelnik nie musiał się już trudzić własnymi osądami, ale to jeszcze jest nawet zabawne. Od mniej więcej połowy książki prof. Roszkowski proponuje nam wyłączenie krytycznego myślenia i podróż wraz z nim w świat zgorzkniałego konserwatyzmu, który dawno wyrobił sobie już zdanie o wszystkich i wszystkim, nie zaprzątając sobie już posiwiałej głowy dochodzeniem głębszych przyczyn zjawisk kulturowych (być może dlatego, że pokazywanie odcieni szarości i skomplikowanych zależności nie cieszy się szacunkiem w skrajnych środowiskach, czy konserwatywnych, czy lewicowych; pod tym względem ta książka przypominała mi "Boga urojonego" Dawkinsa). Treść książki jest przewidywalna; jej ogólnego przesłania zdradzał nie będę, ale wystarczy poczytać sobie tygodniki konserwatywno-katolickie, jak "Fronda" czy "Niedziela", albo pójść do kościoła w podkarpackiej wsi, by odnieść to samo wrażenie, nie musząc przebijać się przez 600 stron nieudanej prozy. Książka jest słaba warsztatowo, co mnie zawiodło najbardziej, cytaty i argumenty są dobierane pod tezę, nie pokazuje się ogólnego obrazu, tylko zjawiska skrajne, podlane sensacyjnymi wypowiedziami i zjawiskami. Wiele z tez postawionych w książce jest wartych głębszej refleksji, a nie przeciwstawienia wyrwanym z kontekstu wypowiedziom dziennikarzy "Bilda" czy Iggy Popa. Czytając ją czułem się, jakby na ławce w parku dosiadł się do mnie niezadowolony staruszek, zrzędzący na upadek obyczajów, nastawiony wyłącznie na monolog i kompletnie niezainteresowany argumentami nie pasującymi do jego światopoglądu. Smutne, co nawet z profesorami robi starość.

"Roztrzaskane lustro" nie jest książką stricte historyczną, raczej publicystyczną. Pierwsza część jest zgrabnym podsumowaniem historii kultury tzw. cywilizacji zachodniej (z lekko konserwatywnym zabarwieniem) i czyta się dobrze, niestety - potem robi się gorzej. Prof. Roszkowski nie kryje się ze swoimi sympatiami i antypatiami, jeśli chodzi o postaci historyczne, w nieco...

więcej Pokaż mimo to

avatar
1
1

Na półkach:

Rozczarowanie. Przeczytanie tej pozycji traktuję jako próbę zrozumienia obcych mi poglądów (jako reprezentant zepsutej już młodzieży). Dziwią mnie pozytywne Państwa opinie opisujące "wnikliwą analizę". Ja sam analizy nie uświadczyłem. Proszę dla porównania zerknąć na (poniekąd teologiczny) tekst o definicji prawdy, w którym autor kładzie fundament dopiero pod analizę. Na każdej stronie jest więcej obiektywnych przypisów niż w całej objętości dzieła Pana Profesora. Jest również przyczynkiem do definicji "prawdy" - słowa tak często używanego przez Pana Profesora. Szkoda, że zabrakło blisko 600 stron na definicję jego znaczenia.

https://repozytorium.amu.edu.pl/bitstream/10593/8271/1/19_Edward_Sienkiewicz_Zagadnienie%20prawdy%20w%20filozofii_309-325.pdf

Rozczarowanie. Przeczytanie tej pozycji traktuję jako próbę zrozumienia obcych mi poglądów (jako reprezentant zepsutej już młodzieży). Dziwią mnie pozytywne Państwa opinie opisujące "wnikliwą analizę". Ja sam analizy nie uświadczyłem. Proszę dla porównania zerknąć na (poniekąd teologiczny) tekst o definicji prawdy, w którym autor kładzie fundament dopiero pod analizę. Na...

więcej Pokaż mimo to

avatar
54
35

Na półkach:

Smutna, bolesna, prawdziwa...

Smutna, bolesna, prawdziwa...

Pokaż mimo to


Cytaty

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Roztrzaskane lustro - Upadek cywilizacji zachodniej


zgłoś błąd