Odwiedziny z zaświatów

Okładka książki Odwiedziny z zaświatów
Raymond A. Moody Wydawnictwo: ezoteryka, senniki, horoskopy
228 str. 3 godz. 48 min.
Kategoria:
ezoteryka, senniki, horoskopy
Tytuł oryginału:
Reunions: Visionary Encounters with Departed Loved Ones
Wydawnictwo:
Data wydania:
1994-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1994-01-01
Liczba stron:
228
Czas czytania
3 godz. 48 min.
Język:
polski
ISBN:
8371290691
Tłumacz:
Anna Minczewska-Przeczek
Tagi:
ezoteryka życie po śmierci inne
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu
Średnia ocen
6,2 6,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Poczekaj, szukamy dla Ciebie najlepszych ofert

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
6,2 / 10
97 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
112
44

Na półkach:

Jak świat daleki i szeroki wiele można wymieniać pozycji w literaturze podejmujących temat zjawisk paranormalnych i nadprzyrodzonych. Znacząca ich część orbituje po torze dalekim od obiektywizmu i rzetelności w prezentowanym temacie, przez co - zamiast przyciągać – zraża czytelnika, odczuwającego zimną rękę kuglarza wyciągającą portfel z kieszeni na ulicznym festynie. Trudno ocenić, jak wiele jest jeszcze podobnych książek, jednak niewątpliwie „Odwiedziny z zaświatów” dają sporą nadzieję, że gdzieś wciąż istnieje ta właściwa strona badań Drugiego Świata.
Książka jest zbiorem zapisków z wielu lat badań prowadzonych przez pewnego naukowca zafascynowanego psychologią, który postanowił przetrzeć jej niezbadane dotąd szlaki, w poszukiwaniu lekarstwa dla ludzi o chorej duszy i zbłąkanym umyśle. Czy jednak na pewno niezbadane?
Już z pierwszych rozdziałów, gdzie autor przytacza kolejne doniesienia, dowiadujemy się, że technika wpatrywania się w zwierciadło (której poświęcone zostały książka i badania) znana była od tysiącleci, a jej dokładna geneza jest praktycznie niemożliwa do określenia. Mitologia grecka, starożytna poezja, klasyczna literatura… Wszędzie tam znaleźć można odniesienia do wykorzystania techniki zwierciadeł, jako wrót przywoływania zjaw zmarłych osób.
Badacz przyjął postawę klasyczną i w odpowiedni sposób właściwą naukowcowi, podejmującemu badania, których wyniki większość z nas może z ręką na sercu określić jako przedstawione rzetelnie. Nie znajdziemy tu backstory tajemniczych miejsc czy wydarzeń, poprzez które narodziły się upiory nękające bezbronnych ludzi. Wnioski układane są pod wyniki, a nie odwrotnie – jak to ma miejsce w wielu podobnych „projektach”. Doktor przedstawił konkretne efekty i - z elementarną dokładnością - drogę, która do nich doprowadziła.
Na szczególną uwagę zasługują tu również przytoczone relacje pacjentów, którzy uczestniczyli w przeprowadzanych badaniach i dobrowolnie zgłosili się do udziału w eksperymencie. Byli wśród nich zwykli, szarzy ludzie, jakich możemy spotkać za każdymi drzwiami, a także wysoko wykształceni badacze, psycholodzy i lekarze, a nawet sami studenci prowadzonych przez doktora zajęć. U wszystkich efekt był praktycznie identyczny, a żaden z uczestników nie wspomniał o choćby cieniu wątpliwości co do autentyczności doświadczonych wizji, mówiąc otwarcie o tym, czego byli świadkami, a ostatecznie - co sami odczuli. Doktor dokumentował to skrupulatnie, aby w książce móc wprost cytować pełne relacje badanych ludzi.
Nie chciałbym zawierać tu zbyt wielu szczegółów z samych „Odwiedzin”, gdyż stałoby się to w dużej mierze przepisywaniem obserwacji i komentowaniem wniosków. Autor wstrzymał się od tego drugiego, więc i ja na tym poprzestanę. Myślę, że właśnie to może przesądzić o właściwym odbiorze badań doktora. Stawia on pytania i prezentuje efekty pracy, wysnuwając jedynie schematy dalszych możliwości i ich zastosowania dla swych odkryć, powstrzymując się przed teoretyzowaniem ich dokładnego podłoża – bez względu na to, z którego świata pochodzi.

https://skoliotyk.pl/recenzje/56-odwiedziny-z-za%C5%9Bwiat%C3%B3w-raymond-a-moody.html

Jak świat daleki i szeroki wiele można wymieniać pozycji w literaturze podejmujących temat zjawisk paranormalnych i nadprzyrodzonych. Znacząca ich część orbituje po torze dalekim od obiektywizmu i rzetelności w prezentowanym temacie, przez co - zamiast przyciągać – zraża czytelnika, odczuwającego zimną rękę kuglarza wyciągającą portfel z kieszeni na ulicznym festynie....

więcej Pokaż mimo to

0
avatar
146
22

Na półkach: ,

Psycholog Raymond Moody, najbardziej znany ze swojej książki „Życie po życiu”, dotyczącej doświadczeń bliskich śmierci, w niniejszym tytule porusza temat wizji i kontaktowania się ze zmarłymi. Robi nawet więcej, gdyż osobiście stawia się w roli przewodnika, który przy pomocy specjalnie przygotowanego zwierciadła, umożliwia żyjącymi nawiązać kontakt z tymi, którzy odeszli. Tylko czy na pewno?
Podchodząc do „Odwiedzin z zaświatów” naprawdę starałem się zachować otwarty umysł, mobilizując swoje pokłady tolerancji. Naprawdę starałem się nie ulegać efektowi pewności wstecznej i nie odnosić się zbytnio do dzisiejszych badań (książka została po raz pierwszy wydana w 1994 roku). Za wszelką cenę chciałem zachować równowagę między zdrowym sceptycyzmem a chęcią poznania nowych idei, wystrzegać się błędów poznawczych, schematów myślowych, dogmatów i złośliwości, podważania wszystkiego dla zasady. Naprawdę… Niestety już we wstępie autor uderzył mnie wyrwanym z kontekstu cytatem Carla Sagana o słyszeniu głosów swoich zmarłych rodziców. Przekręcenie słów innych ludzi, by udowodnić swoją tezę nie jest może grzechem śmiertelnym, jednak powinno zapalić ostrzegawczą lampkę w głowie czytelnika. Tak więc, zwalczając niechęć, pchany nadzieją, a może zwykłą naiwnością, czytałem dalej. Szczytny cel badania zjawisk paranormalnych – wizji, rozmów ze zmarłymi i ogólnie życia po śmierci – w racjonalny sposób, oraz nawiązania do metody naukowej nieco mnie uspokoiły. W końcu każde, nawet z pozoru najbardziej szalone idee należy badać, a chyba nic by tak nie uszczęśliwiło zatwardziałego sceptyka, jak empiryczne dowody na istnienie zjawisk wykraczających poza współczesną naukę.
Tyle że przedstawione przez Moody’ego dowody nie są tak naprawdę nawet cieniem dowodu, i nie ma tu znaczenia nasza otwartość, tolerancja czy ciekawość świata. Na początek autor raczy nas dawką historii, co samo w sobie jest dobrym pomysłem, jednak przytoczone opowieści z minionych wieków są co najwyżej dowodami anegdotycznymi, mitami lub opowiastkami z dreszczykiem. Przedstawiona jest nam chociażby wizja jakiej rzekomo miał doświadczyć sam Abraham Lincoln. Abstrahując od odwoływania się do autorytetu, Moody „zapomniał” dodać, że wiek XIX, był rozkochany w spirytyzmie, którym zresztą parała się żona Lincolna. Ogólnie dla Moody’ego przekonującymi dowodami są baśnie, mity, przypowieści, święte pisma i różnego rodzaju „świadectwa”, jak sam je nazywa. Na pewno nie można zaprzeczyć bogactwu antropologicznych ciekawostek dotyczących wykorzystywania zwierciadeł i innych lustrzanych powierzchni w magicznych obrzędach przez różne kultury. Pod tym względem zebrane w książce informacje robią wrażenie, niestety nie można tego samego powiedzieć o sposobie, w jaki Moody tę wiedzę wykorzystuje i jakie wnioski z niej wyciąga. Podobnie jak wielu innych autorów poruszających tematykę paranormalną (chociażby Ian Wilson w „Życiu po śmierci”, żeby wymienić jednego) tak i on występowanie podobnych praktyk i wierzeń w różnych, odległych od siebie kulturach uważa za bezsprzeczny dowód na istnienie zaświatów, nie natomiast jako skutek budowy mózgu, takiej samej u wszystkich ludzi.
Opowieści i podania historyczne to jednak nie wszystko. Dla Moody’ego dowodem na życie po śmierci jest chociażby to, że wiele osób, nawet na co dzień racjonalnie myślących, doświadcza spotkań ze zmarłymi, utwierdzających ich w przekonaniu o istnieniu zaświatów. Cóż, jak dla mnie jest to argumentum ad populum (wielu ludzi tego doświadczyło i w to wierzy, więc to musi być prawda) oraz rażące ignorowanie faktu, że omamy potrafią być niezwykle przekonujące i realistyczne. Kolejnym niezaprzeczalnym – zdaniem autora – dowodem są wizje zbiorowe, bo przecież wielu ludzi nie może doświadczać takich samych halucynacji, prawda? Tu z kolei nie zostało wzięta pod uwagę zbiorowa histeria czy tzw. paranoja indukowana (by nie iść na skróty, odrzućmy zmowę i oszustwo).
Żeby jednak oddać sprawiedliwość autorowi, muszę wspomnieć o wymienieniu przez niego racjonalnych wyjaśnień wizji i spotkań z duchami. Tyle że nie! Bo obok pareidolii i omamów hipnagogicznych wymienia on inkubację snów, prowadzącą do ustąpienia objawów choroby (tu znowu „dowodami” są przypowieści biblijne, teksty ze starożytnej Grecji czy starożytnej i średniowiecznej Japonii; ani słowa o efekcie placebo), oraz wywoływanie zjaw poprzez wpatrywanie się w zwierciadło, co z kolei jest okraszone osobistą historią autora. Mniej więcej w tym samym miejscu autor wyjaśnia czytelnikowi, czym jest metoda naukowa, by zaraz potem dobitnie pokazać, że w ogóle nie ma pojęcia, czym ta naukowa metoda jest. Pisze o „wierze” naukowców oraz ich pogardzie i „odrzucaniu z założenia” niektórych twierdzeń, o sparaliżowanej percepcji, sztywnych poglądach i obsesji.
Po tym przydługim wstępie przechodzimy do crème de la crème, czyli sprawozdań z sesji z lustrem z udziałem zwerbowanych przez Moody’ego ludzi. Ale jeszcze zanim to się stanie autor sumiennie informuje nas, że nie spotkamy się tu z fenomenem mediów czy seansów spirytystycznych. I rzeczywiście tak jest, o ile mamy na myśli matactwa, triki i kuglarskie sztuczki towarzyszące tym praktykom. Niestety zamiast tego jesteśmy świadkami psychologicznych manipulacji, wykorzystywania bólu i nadziei pogrążonych w żałobie ludzi oraz wpływanie na ich percepcję. Bo właśnie do tego zdaje się sprowadzać owe wywoływanie duchów, jeśli dobrze przyjrzymy się całej sprawie. Ale po kolei...
Jak wspominałem na samym początku przywoływanie zjaw odbywa się poprzez wpatrywanie się w zwierciadło umieszczone w specjalnym pomieszczeniu zwanym psychomanteum. Jest to doprawdy klimatyczne miejsce udrapowane czarnymi zasłonami, z wygodnym fotelem ustawionym naprzeciwko wielkiego zwierciadła. Nim jednak ochotnicy do niego wejdą, odbywają długie rozmowy z Moody’m, obcują ze sztuką i spirytystyczną literaturą, przeglądają fotografie i pamiątki po zmarłych, stosują techniki relaksacyjne - to doprawdy znamienne, że sam autor przyznaje, że decydującym czynnikiem przy przywoływaniu zjaw jest odpowiednie nastawienie zainteresowanego, odmienny od codziennego sposób myślenia i wpływ otoczenia na nastrój. Dopiero po tym „procesie ułatwiania wizji”, jak to jest ładnie określone, zasiadają w fotelu i odcięci od wszelkich bodźców zewnętrznych, wpatrują się w lustro. Jeśli wszystko dobrze poszło ich oczom ukazuje się zjawa zmarłego bliskiego.
Po tych ogólnikach zaczyna się opisywanie poszczególnych przypadków. Jest ich niemało, co uważam za plus. Niestety na tym koniec pozytywów, bo powieści te co prawda różnią się od siebie, ale tylko powierzchownie, wszystkie są łzawe i tendencyjne. Najciekawsze jest, że rzekome zjawy mówią to, co ludzie chcieliby usłyszeć: że są szczęśliwe, że nie czują bólu, że są dumne ze swoich bliskich, wybaczają błędy i aprobują ich decyzje życiowe. Żadna z przywołanych dusz nie cierpi, nie opowiada o wiecznych katuszach i nie wytyka bliskim ich przywar. Kolejna sprawą jest to, że oprócz relacji samych ochotników, nie mamy żadnych dowodów na prawdziwość przeżywanych przez nich zdarzeń. Nie ma wzmianki o żadnych próbach rejestracji opisywanych zjawisk czy monitorowania aktywności mózgowej. Nie wspomina się też o stresie, sile sugestii i mogącej towarzyszyć długiemu wpatrywaniu się w lustro, przy jednoczesnym odcięciu się od zewnętrznego świata deprywacji sensorycznej, mogących skutkować ewentualnymi halucynacjami.
Tutaj jeszcze mała dygresja. Przed sesją Raymond Moody przeprowadzał z ochotnikami długą rozmowę, dzięki której dowiadywał się mnóstwa szczegółów o zmarłej osobie, jest też mowa o asystencie przebywającym w przylegającym do psychomanteum pokoju. Czy uzbrojony w taką wiedzę oraz współpracownika mógł wpływać na wynik eksperymentu lub nawet posuwać się do świadomego oszustwa? Nie znam odpowiedzi, nie są to także oskarżenia, po prostu dzielę się swoimi przemyśleniami.
Podsumowując, przy niewielkim wysiłku umysłowym można wytknąć potknięcia i niedopatrzenia w wywodach autora, nielogiczności i luki w przedstawianych historiach, a także znaleźć racjonalne wyjaśnienia przedstawionych fenomenów. Mamy tu ignorowanie jednych faktów i eksponowanie innych, często z naciąganiem tych drugich; w miejscach, gdzie opowieść jest nieprecyzyjna pada znamienne stwierdzenie „można założyć”, co jest ewidentnym przykładem myślenia życzeniowego. Są mniej lub bardziej świadome sugestie i manipulacje, silny efekt potwierdzenia, łatwowierność, przyjmowanie rzeczy na słowo, mylenie przyczyny ze skutkiem, ignorowanie różnorodności omamów, nierozumienie wpływu deprywacji sensorycznej na mózg, mylenie halucynacji z rzeczywistością, w końcu przekładanie przeżyć wewnętrznych na prawdziwe życie z częstymi odniesieniami do freudowskich teorii podświadomości, okraszone dodatkowo parapsychologicznym bełkotem.
Z przykrością muszę stwierdzić, że „Odwiedziny z zaświatów” mają bardzo mało wspólnego z prawdziwą nauką, i to wcale nie przez omawiany temat, a przez sposób, w jaki Raymond Moody do niego podszedł. Skrupulatność w przygotowaniach i późniejszym przedstawieniu danych na nic się zdały przy dowodach o tak miernej jakości. Smutne jest, że autor gubi się i zaprzecza samemu sobie, w jednym miejscu mówiąc o wewnętrznej, czysto psychicznej naturze przeżyć, a w innym ewidentnie skłaniając się ku realności zaświatów. Podobnie jest ze zbyt mocnym przywiązaniem do historycznych podań. Także głoszony przez niego szczytny cel niesienia pomocy ludziom pogrążonym w żałobie zatraca się gdzieś, gdy czytamy o sesjach polegających w zasadzie na rozdrapywaniu ran. Milczeniem skwituję propozycje Moody’ego, by sesje terapeutyczne z psychiatrą zastąpić patrzeniem się w taflę srebrzonego szkła. Rzekome naukowe zacięcie i zachęcanie innych do badania technik wpatrywania się w zwierciadło też wypada blado, gdy przypomni się ogólny stosunek autora do nauki. Koniec końców, zwolennicy parapsychologii zapewne będą zachwyceni tą lekturą i utwierdzą się w swoich przekonaniach, jednak wątpię, by bardziej racjonalni czytelnicy znaleźli tu coś wartościowego, a tym bardziej diametralnie zmieniającego ich światopogląd. Kolejna tendencyjna pozycja z dziedziny pseudonauki. Szkoda.

Psycholog Raymond Moody, najbardziej znany ze swojej książki „Życie po życiu”, dotyczącej doświadczeń bliskich śmierci, w niniejszym tytule porusza temat wizji i kontaktowania się ze zmarłymi. Robi nawet więcej, gdyż osobiście stawia się w roli przewodnika, który przy pomocy specjalnie przygotowanego zwierciadła, umożliwia żyjącymi nawiązać kontakt z tymi, którzy odeszli....

więcej Pokaż mimo to

6
avatar
387
179

Na półkach: ,

Dość interesująca lektura, nie jest to jednak książka o zjawiskach paranormalnych jak zdaje się sugerować tytuł. W rzeczywistości jest to bardziej książka o psychologi/parapsychologii. Autor zdaje się odrzucać nadprzyrodzone aspekty na rzecz racjonalnego tłumaczenia, że wszystkie opisane w książce zjawiska to tak naprawdę dzieło naszej świadomości.

Mimo wszystko była to interesująca lektura.

Dość interesująca lektura, nie jest to jednak książka o zjawiskach paranormalnych jak zdaje się sugerować tytuł. W rzeczywistości jest to bardziej książka o psychologi/parapsychologii. Autor zdaje się odrzucać nadprzyrodzone aspekty na rzecz racjonalnego tłumaczenia, że wszystkie opisane w książce zjawiska to tak naprawdę dzieło naszej świadomości.

Mimo wszystko była to...

więcej Pokaż mimo to

4
Reklama
avatar
292
187

Na półkach: ,

Dostałam, przeczytała kilka stron i nie dałam rady skończyć, pomimo kilku prób....całkowicie nie moje klimaty..wrr

Dostałam, przeczytała kilka stron i nie dałam rady skończyć, pomimo kilku prób....całkowicie nie moje klimaty..wrr

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

4
avatar
35
16

Na półkach: ,

polecam dla ludzi balansujących na krawedzi zycia.

polecam dla ludzi balansujących na krawedzi zycia.

Pokaż mimo to

6

Cytaty

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Odwiedziny z zaświatów


Reklama
zgłoś błąd