Życie po życiu

Okładka książki Życie po życiu
Raymond A. Moody Wydawnictwo: Zysk i S-ka inne
Kategoria:
inne
Tytuł oryginału:
Life After Life
Wydawnictwo:
Zysk i S-ka
Data wydania:
2016-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1975-01-01
Język:
polski
ISBN:
9788372989857
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Poczekaj, szukamy dla Ciebie najlepszych ofert

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
6,4 / 10
1299 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
108
102

Na półkach:

Spodziewałam się więcej po tej książce, ale uzmysłowiłam sobie, że jej pierwsze wydanie miało miejsce w 1975 roku. Od tego czasu wiele się zmieniło w nauce, a sam autor podkreśla, że przekazuje tylko doświadczenia ludzi, którzy otarli się o śmierć oraz własne przemyślenia, nie poparte badaniami naukowymi. Więc moje oczekiwania były na wyrost. Opisywane doświadczenia mają bardziej charakter transcendentny, nawet ezoteryczny, wiele jest sugestii dotyczących Boga (w różnych z resztą religiach), niż podstaw naukowych. Książkę przeczytałam z zainteresowaniem, ale moje pragnienie wiedzy popartej nauką nie zostało zaspokojone. Jednak polecam tę pozycję do przeczytania.

Spodziewałam się więcej po tej książce, ale uzmysłowiłam sobie, że jej pierwsze wydanie miało miejsce w 1975 roku. Od tego czasu wiele się zmieniło w nauce, a sam autor podkreśla, że przekazuje tylko doświadczenia ludzi, którzy otarli się o śmierć oraz własne przemyślenia, nie poparte badaniami naukowymi. Więc moje oczekiwania były na wyrost. Opisywane doświadczenia mają...

więcej Pokaż mimo to

2
avatar
8
7

Na półkach:

Sięgnęłam po tę książkę z czystej ciekawości. Przede wszystkim chcąc się dowiedzieć, czy są to dywagacje osoby religijnej o życiu pozagrobowym, czy inny twór. Zakładałam także czysto filozoficzną rozprawę światopoglądową w ujęciu dalekim od moich wierzeń i przekonań. Okazało się, że jest to praca (ale nie naukowa, jak podkreśla sam autor) oparta na relacjach osób, które przeżyły śmierć kliniczną lub były w bliskim niebezpieczeństwie utraty życia (np w czasie wypadku).

Autor to filozof, psycholog i dokor nauk medycznych. Stara się być neutralnym narratorem przedstawianych historii. Przytacza ogrom wypowiedzi swoich licznych rozmówców. Autor zwraca uwagę na powtarzalność pewnych elementów opowiadanych historii. Zarówno to, jak i fakt, iż osoby badane nie znały się, miały różne podejście do wiary, były wychowawane w innym światopoglądzie, itp. potwierdzają prwdziwość przedstawionych przeżyć. R. Moody odnosi się do ewentualnych zarzutów oszustwa i stara sie podać kontrargumenty.

Książka składa się z 6 rozdziałów, a następnie z podrozdziałów. Czyta ją się szybko i lekko. Przeważające część to ta poświęcona przedstawieniu osobistych historii osób badanych. Czasem zdawało mi się, że już jest tego zbyt dużo, jednak rozumiem intencję takiego układu tekstu.

W moim odczuciu i dla mnie osobiście książka potwierdza istnienie życia pozagrobowego. Odsłania rąbka tajemnicy z tego, co będzie po śmierci. Zwraca uwagę na to, co powinno być w tym życiu dla nas najważniejsze. Skłania do refleksji odnośnie własnego postępowania, ponieważ każdego z nas czeka moment, kiedy umrze.

Polecam każdemu, zwłaszcza sceptykom istnienia życia po śmierci. Nie wiem, czy to ich przekona, bowiem te osoby zawsze będą badać świat "szkiełkiem i okiem", ale może zasieje chociaż jakąś wątpliwość co do ich osobistych przekonań. Ja po tej lekturze mniej boję się śmierci ;)

Sięgnęłam po tę książkę z czystej ciekawości. Przede wszystkim chcąc się dowiedzieć, czy są to dywagacje osoby religijnej o życiu pozagrobowym, czy inny twór. Zakładałam także czysto filozoficzną rozprawę światopoglądową w ujęciu dalekim od moich wierzeń i przekonań. Okazało się, że jest to praca (ale nie naukowa, jak podkreśla sam autor) oparta na relacjach osób, które...

więcej Pokaż mimo to

2
avatar
1651
315

Na półkach: , ,

Książka wydana w 1975 roku od razu staje się bestsellerem światowym i otwiera drogę innym podobnym tematycznie badaniom.

Doktor psychiatrii Raymond Moody przedstawia uporządkowane informacje. Są one wkomponowane w przemyślaną strukturę książki – widzę tu sens, naukowe podejście rzetelnego badacza i próbę najlepszego ukazania głębi tematu w ówczesnym stanie wiedzy. Książka opracowana na podstawie raportu z badania jakościowego (właśnie takie cenię sobie o wiele bardziej niż badanie ilościowe, które jest szczególnie popularne w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej, ale na szczęście nie w Polsce) na temat doświadczeń z pogranicza śmierci.

Fakt śmierci klinicznej pozostawia ślad na psychice. "Później próbuje nawet opowiedzieć o swym przeżyciu innym ludziom, ale napotyka trudności. Po pierwsze – nie znajduje słów odpowiednich, żeby opisać owe doznania. Poza tym często bywa wyśmiany i dlatego przestaje o tym mówić. A jednak to, czego doświadczył, ma głęboki wpływ na jego życie, zwłaszcza na poglądy na śmierć i jej związek z życiem".

Dwie ważne kwestie jakimi trzeba nacechować naszą egzystencję to miłością do ludzi oraz stałym zdobywaniem i pogłębianiem wiedzy. Takie są najszczersze rady świadków – to wynika z ich osobistego doświadczenia śmierci klinicznej – jest to zadziwiające i zarazem bardzo ciekawe, dające zaczyn do refleksji nad życiem. Okazuje się jak w stosunkach interpersonalnych bardzo istotne jest kierowanie się miłością (nie chodzi o spłyconą miłość fizyczną, chociaż ona jest istotna w relacjach małżeńskich jako pewnego rodzaju spoiwo). Wszyscy, którzy wracają do życia, to stanowczo potępiają akt samobójstwa!

Przedstawiam poniżej spory fragment tekstu, który jest dla mnie bardzo wymowny:
Znam kilka przypadków, kiedy próba samobójcza była przyczyną widomej "śmierci". Wszystkie te doświadczenia zostały określone jako bardzo przykre.
Jak to powiedziała pewna kobieta: "Jeśli ktoś był tu udręczoną duszą, będzie nią również i tam". Krótko mówiąc, niedoszli samobójcy twierdzili, że te problemy, od których próbowali uciec targnąwszy się na życie, nie opuściły ich, kiedy "umarli", a nawet pogłębiły się. Oderwani od ciała nie byli w stanie swych kłopotów rozwiązać i musieli patrzeć na opłakane skutki, jakie ich czyn spowodował.
Mężczyzna, który w rozpaczy po śmierci żony strzelił do siebie, "umarł" i był reanimowany, powiedział:
Nie poszedłem tam, gdzie była [moja żona]. Znalazłem się w okropnym miejscu... Natychmiast zrozumiałem, jaki błąd popełniłem... Pomyślałem sobie: "Żałuję, że to zrobiłem".
Inni, którzy przebywali w okropnej "otchłani", mieli uczucie, iż zostaną tam przez dłuższy czas. Miała to być kara za to, że "złamali prawo", próbując uwolnić się przedwcześnie od tego, co było ich zadaniem: osiągnięcia pewnego celu w życiu.

Książka wydana w 1975 roku od razu staje się bestsellerem światowym i otwiera drogę innym podobnym tematycznie badaniom.

Doktor psychiatrii Raymond Moody przedstawia uporządkowane informacje. Są one wkomponowane w przemyślaną strukturę książki – widzę tu sens, naukowe podejście rzetelnego badacza i próbę najlepszego ukazania głębi tematu w ówczesnym stanie wiedzy. Książka...

więcej Pokaż mimo to

42
Reklama
avatar
252
140

Na półkach: ,

Fascynująca.

Fascynująca.

Pokaż mimo to

0
avatar
162
49

Na półkach:

Będąc jeszcze dzieckiem pamiętam, że robiło to na mnie wrażenie.

Będąc jeszcze dzieckiem pamiętam, że robiło to na mnie wrażenie.

Pokaż mimo to

0
avatar
21
20

Na półkach:

Dość dobra, ale tylko w kilku momentach.
Autor pozuje na "neutralnego i bez uprzedzeń", ale już na samym początku przyznaje się do wychowania w rodzinie neoprezbiteriańskiego pastora. I ten protestancki duch straszy przez całą książkę. Bez przerwy odwołuje się do Boga, Biblii, Jezusa. Jakoś mało wspomina o pacjentach-ateistach...

Podobały mi się "świadectwa" pacjentów, ale zostały zbite w jeden zlepek, tak że zdanie pisane przez starszą kobietę, która wyszła z ciała w trakcie operacji, zlewa się ze zdaniem młodego chłopaka, który rozbił się na drzewie podczas jazdy samochodem, i również wyszedł z ciała.

Rozumiem, że autora obowiązuje tajemnica zawodowa, ale nie można było przed każdym akapitem zaznaczyć, że to są różni ludzie? Np. "kobieta, 61 lat: (...treść wspomnienia...)". Następny akapit: "mężczyzna, 34 lata: (...treść wspomnienia...)". To wprowadziłoby nieco porządku do tych chaotycznych wspomnień.

Ponadto, jeżeli autor chce być odebrany poważnie, powinien zachowywać się poważnie i naukowo, to znaczy trzymać się suchych faktów i nie silić się na ich interpretację, oczywiście w duchu neoprezbiteriańskim. "To na pewno był Jezus, bo w którymś fragmencie Nowego Testamentu powiedział: Ja jestem światłem". Kto zatem "przeprowadzał" w zaświaty dusze Izraelitów? Też Jezus, który jeszcze nie zdążył się narodzić?

Według przedchrześcijańskich filipińskich legend, które nie zostały całkowicie wytępione przez konkwistadorów, przed śmiercią przychodzą do nas duchy zmarłych krewnych i ukochanych, aby nas "przeprowadzić". Te legendy mogą pochodzić od ludzi, którzy wrócili "stamtąd", lub w trakcie procesu umierania nie byli sami (np. rodzina słyszała umierającego przemawiającego do dawno nieżyjących rodziców). Jestem w stanie uwierzyć, że każdy z nas ma swojego "doręczyciela" na drugą stronę. Ale to niekoniecznie musi być Jezus!

Słowa Jezusa "Ja jestem światłem" mogą raczej dowodzić tego, że sam Jezus - będąc człowiekiem, śmiertelnikiem - doświadczył wyjścia z ciała. W pewnym momencie życia spędził ponad miesiąc na pustyni, zaniedbując potrzebę jedzenia i wystawiając się na niekorzystne warunki atmosferyczne (nocą na pustyni jest zimno!).
Nowy Testament był wielokrotnie przekazywany ustnie, kopiści zaś często woleli fantazję zamiast wierności... Gdyby zaś czterej ewangeliści naprawdę byli autorami przypisywanych im dzieł, musieliby żyć ok. 200 lat, tak bowiem datuje się wiek Ewangelii. Również Apokalipsa przypisywana św. Janowi została napisana jakieś sto lat po czasach, w których żył...
Stąd hipotetyczne słowa Jezusa "Ja tam byłem i widziałem światło" mogły zostać przeinaczone tak, aby brzmiały bardziej wiarygodnie dla nowo utworzonej religii.

Śmierć kliniczna mogła również przydarzyć się Mahometowi. Pierwsza część to podróż na skrzydlatej klaczy, w trakcie której trafił na niebios. Druga część to rozmowa ze świetlistą istotą, którą określił jako archanioła Gabriela. Świetlista istota mówiła Mahometowi, jak ma żyć. Brzmi znajomo?

Najprawdopodobniej, śmierci klinicznej w pewnym momencie doświadczył również Budda. I właśnie to spowodowało jego oświecenie. Oficjalnie, przemiana Buddy zaczęła się po tym, kiedy ujrzał starość, chorobę i śmierć, ale nie jest to prawda. To jedynie zapoczątkowało proces myślenia nad bezsensem próżniaczego życia królewicza, co sprawiło że uciekł z pozłacanej pałacowej klatki.
Przez pewien czas był ascetą, co wiązało się ze skrajnym zaniedbywaniem potrzeb ciała. Głód, pragnienie, deprywacja snu - mogą doprowadzić człowieka do zgonu.
Być może skrajne wyczerpanie organizmu sprawiło, że Budda otarł się o śmierć, doznając przebudzenia jako nowy i lepszy człowiek, wprowadzający nowe zasady moralne i przestrzegający ich.

Dlatego dziwi mnie, że autor, pozujący na eksperta od śmierci klinicznej, nie potrafił rozpoznać jej u swojego ulubionego proroka, którego postać tak często przywołuje.

Jeden plus za przytoczenie tybetańskiej Księgi Zmarłych oraz dzieł Platona - historia żołnierza brzmi wiarygodnie.

Podobnie jak niektórzy inni czytelnicy, nie zgadzam się z "karą po śmierci" dla samobójców bądź ludzi, którzy zabili człowieka. Czasami istnieją sytuacje gorsze od śmierci. Domyślam się, że autor zapewne nigdy nie doświadczył żadnego nieszczęścia, skoro sądzi ludzi, nie będąc na ich miejscu.

Rozumiem, że tysiące samurajów przestrzegających Drogi Shinto, było w błędzie? Zabijali wrogów, aby chronić swojego pana - to obowiązek żołnierza i rycerza. Popełniali seppuku, aby nie wpaść w ręce wroga i uniknąć tortur (numer jeden na liście rzeczy gorszych od śmierci). Kobiety-samurajki w takiej sytuacji również zabijały się, aby uniknąć hańby (oprócz tortur groził im również gwałt - numer dwa na owej liście).
Zresztą nie tylko samuraje i samurajki, przestrzegający Drogi, "dopuszczali się" samobójstwa lub zabójstwa w samoobronie. Rycerze i żołnierze istnieli zawsze, i zabijali zawsze. Dziewice, broniące swej czci, które wolały skok z wieży niż zbiorowy gwałt, również istniały w wielu kulturach.
Kolejną rzeczą gorszą od nagłej śmierci jest nieuleczalna choroba, powodująca cierpienie fizyczne (np. ból nowotworowy), odbierająca godność (brak kontroli nad własnymi zwieraczami w niektórych schorzeniach neurologicznych), władze umysłowe (Alzheimer). Jeżeli ktoś poznaje diagnozę i wie, jaki koszmar go czeka, ma prawo sam skrócić sobie cierpienie.
Tak samo nikt nie ma prawa osądzać ludzi, którzy zabili się na skutek depresji opornej na leki. Nie twierdzę, że takim ludziom należy proponować eutanazję jako alternatywę leczenia. ale nie wolno tych ludzi karać!!! Jeżeli u mordercy stwierdzono chorobę psychiczną, jest on niepoczytalny i nie podlega karze. Ta sama amnestia powinna dotyczyć osób w depresji, która jest przecież chorobą jak każda inna.

W "piekle dla samobójców" znajdowały się też dusze pokutujące za inne "przestępstwa". Jakie? Tego już autor nie raczył napisać.

Autor pomija też inne niewygodne fakty, jak np. podróż do piekła w wykonaniu osób, które nie były zbrodniarzami.
Mam tu na myśli artykuł na temat pewnego amerykańskiego emeryta, byłego oficera marynarki. Doznał on zawału serca i przeszedł operację kardiochirurgiczną. W trakcie tych wydarzeń zaliczył "zły trip" do piekła i z powrotem. Opisywał demony, które w wymyślny sposób torturowały i wykorzystywały seksualnie swoje ludzkie ofiary. Były marine nie był jedyną osobą, która miała "złą podróż". Takich osób było więcej, i nie byli to seryjni mordercy, tylko zwykli ludzie z sąsiedztwa, często lubiani przez otoczenie, określani jako łagodni i sympatyczni.

Zgadzam się z tym, że śmierć kliniczna nie musi być sprzecza z ideą reinkarnacji. Świetlista istota pyta, czy byłeś zadowolony ze swego życia, i czy jesteś gotowy pójść dalej. To "dalej" nie musi oznaczać nieba, a kolejne wcielenie. Ponadto w większości odłamów buddyzmu, dusza potrzebuje czasu przed kolejnym wcieleniem, a czas ten zależny jest od wielu czynników, głównie stopnia dojrzałości owej duszy.

Nie zgadzam się jednak z "poznawaniem" poprzednich wcieleń w hipnozie. Sama uczestniczyłam w takim zabiegu, jednak użyteczny jest on jedynie w leczeniu nerwic i lęków (powoduje rozluźnienie i odstresowanie). Ale nic więcej.
Ludzka podświadomość to nie zabawa, zwłaszcza jeżeli nie poznaliśmy jeszcze dokładnie tajników ludzkiego mózgu (to tak, jakby amisz bawił się suszarką w wannie). Jeżeli mamy do czynienia z amnezją o charakterze psychologicznym, to wywleczenie drastycznych wspomnień (w hipnozie) może spowodować nawrót traumy u przebudzonego pacjenta, skonfrontowanego z owymi wspomnieniami.

Ponadto... Osoba zahipnotyzowana jest podatna na sugestie hipnotyzera, więc i jej "wspomnienia" mogą być zasugerowane, jak również sam "pacjent" może puścić wodze fantazji, która w hipnozie jest mniej skrępowana. Stąd te "wspomnienia" z "życia przed życiem" są kompletnie niewiarygodne.

Układ nerwowy staje się zdolny do gromadzenia wspomnień dopiero ok. 2 roku życia, więc niepodobieństwem jest posiadać wspomnienia sprzed tego okresu, np. z życia płodowego.

Podobnie jak wspomnienia z poprzedniego życia - wg badań prof. Stevensona są wiarygodne jedynie gdy spełnione są niektóre warunki. Muszą występować: 1) "na trzeźwo", 2) jedynie we wczesnym dzieciństwie, 3) jedynie przez pewien czas (potem zanikają), i
4) tylko wtedy gdy można to potwierdzić ("tak, istniał taki mężczyzna, który zmarł na krótko przed narodzinami chłopca", "tak, istnieją tacy i tacy krewni i znajomi zmarłego oraz inne fakty, które chłopiec podał, a nie miał prawa ich znać").

To, co pisze Szalonooki Moody w innych swoich książkach, jest bełkotem pisanym pod publikę. Natomiast ta pierwsza książka, jako jedyna, nosi przynajmniej jakieś ślady naukowej bezstronności. Szkoda, że tylko ślady.

Dość dobra, ale tylko w kilku momentach.
Autor pozuje na "neutralnego i bez uprzedzeń", ale już na samym początku przyznaje się do wychowania w rodzinie neoprezbiteriańskiego pastora. I ten protestancki duch straszy przez całą książkę. Bez przerwy odwołuje się do Boga, Biblii, Jezusa. Jakoś mało wspomina o pacjentach-ateistach...

Podobały mi się "świadectwa" pacjentów, ale...

więcej Pokaż mimo to

0
avatar
560
28

Na półkach: ,

Ta książka, pokazuje śmierć jako początek, a nie koniec jak wielu uważa. Często miewam poczucie zwątpienia we własną wiarę, ponieważ nikt nie potrafi przytoczyć mi konkretnych argumentów, co kryje się za naszą wiarą czy tego w co tak naprawdę wierzymy, natomiast tu autor nadał życiu po śmierci nowego znaczenia. Uważam, że warto przeczytać tę książkę, jeśli chce się zrozumieć, iż może wcale nie mamy czego się obawiać w związku ze śmiercią. W chwili kiedy wątpimy - daje do myślenia.

Ta książka, pokazuje śmierć jako początek, a nie koniec jak wielu uważa. Często miewam poczucie zwątpienia we własną wiarę, ponieważ nikt nie potrafi przytoczyć mi konkretnych argumentów, co kryje się za naszą wiarą czy tego w co tak naprawdę wierzymy, natomiast tu autor nadał życiu po śmierci nowego znaczenia. Uważam, że warto przeczytać tę książkę, jeśli chce się...

więcej Pokaż mimo to

0
avatar
418
237

Na półkach:

Zbiór relacji osób, które doświadczyły śmierci klinicznej.

Zbiór relacji osób, które doświadczyły śmierci klinicznej.

Pokaż mimo to

82
avatar
363
23

Na półkach: ,

Lubię takie historie, bo czytając je mam niezachwianą pewność, że są prawdziwe; że istnieją ludzie, którym dane było zobaczyć i doświadczyć więcej, a w końcu... że nie zwariowałam - z tym co czuję, słyszę, odbieram.
Nie podobała mi się jedynie postawa autora, który w mowie końcowej przybrał ton obronny... Jakby nie chciał podpisać się pod tym co usłyszał. Najpierw deklarując otwarość i ciekawość, następnie podważa, wątpi, wypiera.
Dla tych jednak, którym życie po życiu jest tematem oczywistym, znanym i bliskim - polecam. Sceptycy po tej lekturze, najprawdopodobniej nadal sceptyczni zostaną...

Lubię takie historie, bo czytając je mam niezachwianą pewność, że są prawdziwe; że istnieją ludzie, którym dane było zobaczyć i doświadczyć więcej, a w końcu... że nie zwariowałam - z tym co czuję, słyszę, odbieram.
Nie podobała mi się jedynie postawa autora, który w mowie końcowej przybrał ton obronny... Jakby nie chciał podpisać się pod tym co usłyszał. Najpierw...

więcej Pokaż mimo to

13
avatar
220
1

Na półkach:

Wypożyczyłem z biblioteki nieświadomy tego, co biorę. Teraz aż mi wstyd przed bibliotekarkami, że mogą zobaczyć ten tytuł w mojej karcie. Ta książka to stek bzdur, niby to spisanych opowieści różnych ludzi, a jakimś cudem tak bardzo wtórnych, tak bardzo powielających identyczne przywiązanie do schematów i detali nieistotnych dla historii, że każdy rozsądny czytelnik po prostu musi uznać ten paździerz za fantazję twórcy tego "dzieła". Nawet wiejski gawędziarz postarałby się, żeby te historie bardziej się różniły.

Wypożyczyłem z biblioteki nieświadomy tego, co biorę. Teraz aż mi wstyd przed bibliotekarkami, że mogą zobaczyć ten tytuł w mojej karcie. Ta książka to stek bzdur, niby to spisanych opowieści różnych ludzi, a jakimś cudem tak bardzo wtórnych, tak bardzo powielających identyczne przywiązanie do schematów i detali nieistotnych dla historii, że każdy rozsądny czytelnik po...

więcej Pokaż mimo to

1

Cytaty

Więcej
Raymond A. Moody Życie po życiu Zobacz więcej
Reklama
Więcej
Reklama
zgłoś błąd