Fantastyka bez ograniczeń – wywiad z Marcinem Mortką, autorem książki „Nie ma tego Złego”

Marcin Waincetel
09.03.2021

Czym charakteryzuje się fantastyka? Czy elfy mogą dogadywać się z ludźmi i krasnoludami? A wreszcie - w kogo wcieliłby się sam Marcin Mortka? Ceniony twórca - miłośnik RPG, autor powieści „Nie ma tego Złego”, postanowił, że zagra z oczekiwaniami odbiorców. W swojej książce porzucił dawne schematy i wzory - bohaterowie jego historii to drużyna prawdziwie ścierających się charakterów. Zaskakująca i nieoczywista książka, która przełamuje konwencje i gatunkowe schematy, ukazała się nakładem wydawnictwa SQN. Poznajcie specjalny fragment publikacji.

Fantastyka bez ograniczeń – wywiad z Marcinem Mortką, autorem książki „Nie ma tego Złego” Robert Łakuta

[OPIS WYDAWCY] Jedni mówią, że Złe to kraina za Gwiżdżącymi Górami.

Reklama

Inni utrzymują, że Złe to wszyscy, których Dolina wygnała, w tym magowie. Mieszkają w górach i hodują w sobie nienawiść, aż nie mogą jej znieść – wtedy sięgają po oręż i ruszają do ataku.

Są też tacy, co twierdzą, że Złe to moc. I że to ona zmienia ludzi w bestie.

Edmund zwany Kociołkiem, niegdyś żołnierz w armii księcia Stefana, dziś spełniony mąż i ojciec, a do tego karczmarz słynny na całe Wichrowiny, wdepnął w bagno, które podejrzanie zalatuje Złem. Razem ze swą drużyną do zadań specjalnych – socjopatycznym elfem, goblinem zwiadowcą, pełnym tajemnic guślarzem, charakternym krasnoludem i jednym z ostatnich prawdziwych rycerzy Doli – otrzymał zlecenie, które okazało się czymś więcej niż zwykłe dostarczanie przesyłek czy osłanianie karawan.

Karczemne bijatyki, dworskie spiski, nocne biesiadowanie, walka z potworami, a do tego kuchnia taka, że palce lizać!

Przekonaj się, co jeszcze czeka na Ciebie w Dolinie!

Bohater wrobiony w paskudną i ryzykowną misję. Synowie i córki króla w bratobójczej walce. Nie ma tego Złego to powieść fantasy z szyderczo-cynicznym humorem, w sam raz na długie wieczory! - Andrzej Pilipiuk

W najnowszej powieści Marcina Mortki fani awanturniczego fantasy poczują się jak w domu. A może raczej, jak w znajomej przydrożnej gospodzie. Nieco szalonej, zabawnej, pełnej gwaru, opowieści i bohaterów, z którymi chciałoby się wznieść toast i wyruszyć na wyprawę. Potrzebujesz barwnej przygodowej opowieści podlanej magią, mieczobiciem i humorem? Właśnie ją znalazłeś! - Paweł Majka

Po takie książki sięga się, kiedy chce się odwiedzić dawno niewidzianych przyjaciół. Drużyna, karczma, kolejna Mroczna Puszcza na mapie. Wydaje się, że już o tym gdzieś czytałeś. A mimo to od pierwszej strony wsiąkasz i dajesz się porwać na kolejną wyprawę. Bezpretensjonalna fantasy środka; dowcipny, inteligentny eskapizm. - Michał Cetnarowski, Nowa Fantastyka

Marcin Mortka, Nie ma tego Złego

Marcin Waincetel: Powiedz, proszę, kim jest dzisiaj Marcin Mortka przede wszystkim? Tłumaczem, nauczycielem, znawcą skandynawistyki czy jednak pisarzem?

Marcin Mortka: Na pewno nie jestem znawcą Skandynawii. Opiewam uroki tego zakątka Europy i nie kryję, że dostarczyły mi kilku wagonów inspiracji, ale, pomimo ukończenia filologii norweskiej, wciąż odnajduję tam nowe, piękne miejsca. I całe szczęście.

Ponad pozostałe trzy role życiowe wybija się inna – jestem przede wszystkim mężem i rodzicem, co chyba naturalnie doprowadziło mnie do stworzenia postaci Kociołka. Reszta zaś mocno chaotycznym wzorem wypełnia mi wszystkie wolne chwile. Prowadzę zajęcia, tłumaczę, piszę, a potem nagle uświadamiam sobie, że zbliża się godzina duchów.

Reklama

Jaki obszar jest ci zatem zawodowo najbliższy?

Trudno mi zadecydować. W pracy lektora lubię pozytywne emocje i kontakt z innymi ludźmi. Tłumaczenia to spokojne, przyjemne zajęcie, na ogół nie wymagające rozstrzygania dylematów, a pisarstwo, do którego najciężej się zmotywować, pociąga za sobą prawdziwą euforię, zwłaszcza gdy książki już się znajdują na półkach księgarń i odbieram życzliwe komentarze czytelników.

Marcinie, na wzór opowieści wybrałeś sobie gatunkowe fantasy. Formułę tak skonwencjonalizowaną, jak tylko można sobie wyobrazić. Dlaczego? Żeby było tym łatwiej, czy tym trudniej? Bo przecież, ostatecznie, „Nie ma tego Złego” schematyczne na pewno nie jest.

Wziąłem się za tradycyjne fantasy, bo trzeba iść za tym, co człowiekowi w duszy gra, a mnie to właśnie grało od zawsze. Ba, wyło i dudniło! Chowałem się na Smoczej Lancy, Baldur’s Gate, sesjach w Warhammerze i muzyce Blind Guardian, a coś takiego musiało się gdzieś we mnie odłożyć. Pisałem w życiu najrozmaitsze rzeczy, ale moje myśli zawsze krążyły wokół powrotu do absolutnych korzeni. Musiałem tylko wymyślić jakąś konwencję, bo przecież historii o pierścieniu, przepowiedniach i bohaterach wbrew własnej woli już było mnóstwo. I gdy do głowy przyszedł mi Kociołek, już wiedziałem, co należy dalej robić.

Jak wiadomo, przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę. Tak uczył nas swego czasu Piotr Fronczewski. Mamy więc żołnierza-karczmarza, socjopatycznego elfa, goblina zwiadowcę, tajemniczego guślarza, charakternego krasnoluda… podobno z rodziną wychodzi się na zdjęciach. A tobie udało się zaprzyjaźnić z tą bandą? I skąd pomysł na takie kontrasty?

Tu miałem dylemat innego typu. Niby założyłem sobie powrót do korzeni, a to wymaga pozbierania paru stereotypów. No bo co to za drużyna bez rycerza, elfa, czarodzieja, krasnoluda i włamyhobbita? Przygarnąłem ich więc na karty powieści, ale każdego uczyniłem jednocześnie bardziej groteskowym jak i bardziej swojskim. I tak oto główny bohater nie jest przyszłym wybawcą świata z mgłą w oczach i mieczem +20, ale karczmarzem z zawodu, antyterrorystą, z wyboru i pantoflarzem z powołania. Z krasnoluda zrobiłem upartego paskudę, z elfa kompletnego porąbańca, a zamiast włamyhobbita mamy poczciwego goblina. I uwierz mi, ale pokochałem ich. Z żadną ekipą tak się nie zżyłem jak z nimi, bo udało mi się – chyba głównie przez pomysł z Gryfem – nadać im serdeczności prawdziwej rodziny.

Załóżmy, że mógłbyś zostać jednym z bohaterów „Nie ma tego Złego” – jaką klasę postaci byś wybrał? Masz jakieś przypuszczenia, w jaki sposób mógłbyś odnaleźć się w tym świecie? No i jaką dynamikę wprowadziłbyś do grupy głównych bohaterów?

Rety… Pojęcia nie mam. Podczas sesji erpegowych chętnie wcielam się w niezłomnych kapłanów bądź rycerzy bez skazy, ale miejsca na to pierwsze w drużynie chyba nie ma, a z Urgo nie chcę rywalizować. Najchętniej więc zostałbym na przykład bartnikiem. Hodowałbym pszczoły przy Gryfie, a po powrocie drużyny z kolejnej roboty spisywałbym ich dzieje.

Popracujmy na konkretach. „Dla elfów seks i uwodzenie były sprawami równie naturalnymi, jak dla nas spluwanie czy przeklinanie… Ich domniemana swoboda oraz fantazja spędzały sen z powiek erotomanom płci obojga i stanowiły stały temat twórczości poetów, malarzy i rzeźbiarzy” – wizja daleka od tolkienowskiej. Co cię podkusiło do takiego zobrazowania majestatycznej rasy?

Reklama

U Tolkiena elfy to niemalże anioły, u Sapkowskiego przypominają północnoamerykańskich Indian, u Butchera to knujący czarownicy, a w Warhammerze rasa rzadko spotykana (przynajmniej te leśne). Każde uniwersum ma własny pomysł na elfy, a więc musiałem wykombinować coś nowego, co czytelnika zaintryguje i przyszło mi do głowy, że moje elfy może wyróżniać upodobanie do ars amandi. To nie zresztą wszystko – na razie nie było szczególnej okazji, by coś więcej o elfach napisać, a sam Eljah nie jest typowym przykładem przedstawiciela tego plemienia, ale mam w zanadrzu jeszcze kilka cech wyróżniających i to takich, przy których stracą wszelkie pretensje do miana „majestatyczna rasa”.

Niby twoja opowieść może być charakteryzowana w konwencji magii i miecza, a jednak: „Magii w Dolinie oficjalnie nie było. Zakazano jej jakieś czterdzieści lat temu dzięki, jeśli wierzyć legendom, wspólnej inicjatywie króla Rotgiera i kasty kapłanów Doli.” Łatwo jest przełamywać schematy?

Zbyt wiele schematów pociągnie za sobą nuuuudę. Ich łamanie łatwo nie przychodzi, ale warto. Zdecydowanie warto. Poza tym to, że czegoś zakazano, nie oznacza, że tego nie ma.

Nie brakuje w twojej książce humoru, ironii, ale także zaskakujących refleksji. Bo spójrzmy: „Nie nazywaj mnie tchórzem – szepnął. – Bo nie masz pojęcia, ile odwagi potrzeba, by zajechać do domostwa serdecznego przyjaciela i przekazać jego żonie i dzieciom wieść o śmierci ukochanego męża i ojca”.

Mam tyle lat, ile mam, a to oznacza, że częściej rozmyślam o sensie i treści życia, a również – o zgrozo – o śmierci. „Nie ma tego Złego” to humorystyczna opowieść, ale nie mogłem odciąć się od uniwersalnych dylematów. W życiu Kociołka – podobnie jak w moim – rodzina to absolutny priorytet i od początku do końca powieści próbuję pokazać, że każdy, kto ma rodzinę, z definicji nie bardzo nadaje się na bohatera.

Zastanawiam się, biorąc pod uwagę charakter książki „Nie ma tego Złego”, jakim czytelnikiem jest Marcin Mortka? Czego szukasz w literaturze spod znaku fantastyki. Eksperymentów? Eskapizmu? Zabawy tak z formą, jak i treścią? A może niewymuszonej, nieskrępowanej rozrywki?

Zacznijmy od tego, że mało czytam fantastyki. Wolę mocne powieści wojenne, historyczne i kryminalne, a w fantastyce nie znajduję już wiele dla siebie. Lubię SF, głównie dlatego, że książki i filmy z tego gatunku często nawiązują do moich własnych lęków cywilizacyjnych i czytanie o nich jest czymś na kształt katharsis. Przeżywam owe dylematy wraz z bohaterami opowieści i szukam rozwiązań i nadziei. Szukam też eskapizmu, jasne, choć jako czytelnik na ogół trafiam do światów, których jako człowiek za nic nie chciałbym odwiedzić.

Biorąc pod uwagę to, jak świadomym twórcą jesteś, podejrzewam, że jesteś też metodyczny w swoich literackich poszukiwaniach. Jakiego pisarza ze światowej, ale również polskiej fantastyki, mógłbyś uznać za swojego patrona?

Zawsze myślałem, że nigdy nie znajdę na naszym rynku nikogo lepszego od Sapkowskiego, które uznawałem za absolutnego mistrza. Tak było do czasu, gdy poznałem ogrom wizji Roberta Wegnera, który wbił mnie w wielkie kompleksy. Z pisarzy anglosaskich ubóstwiam Jima Butchera za humor i przebojowość oraz Jamesa Coreya (choć to think tank) za wizjonerstwo.

Fantastyka jest niezwykła dlatego, że…? Jaka jest twoja prywatna definicja gatunku? I jak mógłbyś, najprościej, ale najlepiej, zachęcić do przeczytania „Nie ma tego Złego”? Komu szczególnie poleciłbyś swoją książkę?

Fantastyka jest niezwykła dlatego, że nie stwarza ograniczeń. To plastyczna materia, którą można formować na własny sposób ku własnym celom. A co do „Nie ma tego Złego”, polecam tę książkę każdemu, kto ma ochotę na historię z humorem, klimatem i wykopem, a chciałbym przy tym naprawdę polubić głównego bohatera. Bo ja, szczerze powiedziawszy, bardzo chciałbym poznać Kociołka osobiście. I zjeść coś z jego kuchni.

Marcin Mortka – polski pisarz fantasy i autor książek dla dzieci. Absolwent skandynawistyki na wydziale neofilologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Z zawodu nauczyciel, pilot wycieczek, tłumacz. Zadebiutował w 2003 roku powieścią „Ostatnia saga”. Jego książka „Dom pod Pękniętym Niebem” została nominowana w Plebiscycie Książka Roku 2015 lubimyczytać.pl w kategorii literatura młodzieżowa, a „Żółte ślepia” zyskały nominację w Plebiscycie Książka Roku 2020 w kategorii Fantasy.

Przeczytacjcie specjalny fragment książki „Nie ma tego Złego”.

Nie ma tego Złego

Issuu is a digital publishing platform that makes it simple to publish magazines, catalogs, newspapers, books, and more online. Easily share your publications and get them in front of Issuu's millions of monthly readers.

Reklama

komentarze [8]

Sortuj:
53
47
12.03.2021 01:42

Znamienne, że pisarz lubujący się w fantastyce nie czytuje jej już zbyt wiele. Mam niestety tak samo, ponieważ teraz pojawiają się najczęściej rzeczy wtórne i miałkie. Ciekawym, czy są w planach tłumaczenia kolejnych tomów Patricka O'Briana.


0
0
14.03.2021 17:11

Coś w tym jest. Sam, jako miłośnik fantasy, od jakichś 2 lat nie sięgnąłem po prawie nic z tego gatunku, a jeśli już, to raczej powtarzałem pozycje już kiedyś przeczytane i sprawdzone. Co mnie zniechęca? W sumie nie ma miesiąca, kiedy nie ukazałoby się coś mniej lub bardziej dającego się określić mianem fantasy. Na pewno trafiają się w tych nowościach książki interesujące i...

więcej

4218
3978
09.03.2021 19:31

Kupię pod koniec marca /


822
48
09.03.2021 19:10

Przeczytam na pewno!


Reklama
1743
736
09.03.2021 18:31

Mam i przeczytam :)


79
16
09.03.2021 16:52

Przeczytam! :)


244
88
09.03.2021 14:39

Z autorem po raz pierwszy zetknęłam się przy okazji książek moich dzieciaków. I zarówno oni jak i ja bawiliśmy się świetnie w towarzystwie Tappiego. W następnej kolejności były książki fantasy w jego tłumaczeniu. Wiem już, że bez obaw mogę sięgać po powieści, gdzie widnieje jego nazwisko. Potem były "Żółte ślepia", a obecnie czytam tę właśnie nowość ;) Odbiór jak...

więcej

352
3
09.03.2021 13:41

Zapraszam do dyskusji.


zgłoś błąd