Członkowie pewnego klubu czytelniczego przeczytali książkę! Zajęło im to dużo czasu
W Kalifornii, a konkretnie w Los Angeles działa nietypowy klub czytelniczy, do którego pewnie większość osób teoretycznie chciałaby się zapisać – mowa o klubie nazywanym przez samych czytelników prokrastynacyjnym. Rzeczywiście z przeczytaniem pierwszej książki w ramach działalności klubu zdecydowanie się nie śpieszono.
Zdjęcie po lewej: Dariusz Sankowski (https://pixabay.com/users/1441456/), via Canva, zdjęcie po prawej: Wikimedia Commons (Alex Ehrenzweig, modifications made by Missionary)
Założycielem klubu jest Gerry Fialka. Jak mówi anglojęzyczna Wikipedia to amerykański twórca filmów eksperymentalnych, ale również pisarz, kurator, wykładowca. Jeśli o to ostatnie chodzi – Fialka prowadzi warsztaty z filmu eksperymentalnego, awangardowych nurtów w muzyce i pozostałych gałęziach sztuki, a także zajęcia poświęcone m.in. Jamesowi Joyce’owi. „LA Weekly”, wydawana co tydzień gazeta poświęcona sztuce alternatywnej, nazwała nawet Fialkę „kulturowym rewolucjonistą”. Nic więc dziwnego, że człowiek ten założył nietypowy klub czytelniczy – taki, którego członkom i członkiniom z lekturą się zdecydowanie nie spieszy.
Prawie 30 lat czytania Joyce’a
Pierwszą (i jak do tej pory jedyną) książką w całości przeczytaną przez „prokrastynacyjny” klub czytelniczy jest „Finneganów tren” – Fialka i pozostali czytelnicy zaczęli jego lekturę… w roku 1995, a ostatnią ze stron przeczytali 3 października 2023 roku, czyli całe 28 lat później. Trzeba jednak przyznać, że lekturę klub wybrał sobie nie najłatwiejszą. Joyce znany jest przecież jako twórca powieści trudnych, eksperymentalnych – „Finneganów tren” nazywany jest również (np. w opisie polskiego wydawcy, Wydawnictwa Ha!art) publikacją jeszcze bardziej radykalną niż „Ulisses”.
Co więcej:
Jak głosi jedna z wielu prób interpretacji, ostatnia książka Joyce’a to podróż w głąb ludzkiej, boskiej czy kosmicznej, pogrążonej we śnie zbiorowej jaźni, dla której irlandzki pisarz wynalazł specjalną mowę – symfonię skomponowaną z neologizmów i wielojęzycznych kalamburów. Z czasem ten oniryczny, wzniesiony na ruinach wieży Babel wszechświat urósł do rangi prawdziwego mitu, mającego swych zaprzysięgłych zwolenników i równie nieprzejednanych wrogów. Żaden utwór literacki nie wzbudził tylu kontrowersji – po dziś dzień „Finneganów tren” uchodzi za najbardziej tajemniczą książkę XX wieku, a być może i całej literatury.
Peter Coogan, który dołączył do grupy czytelniczej w 2002 roku, nazywa swoje członkostwo w niej „literacką przygodą” i podziwia zapał Fialki do zagłębienia się w meandry twórczości Joyce’a:
Wielu badaczy twierdzi przecież, że celem autora książki wcale nie było zaoferowanie czytelnikom prostego, przyjemnego doświadczenia, przedstawienie prostej historii. A wręcz przeciwnie: chciał on, by podczas lektury czuli się zagubieni, zależało mu na wzbudzeniu podobnego odczucia, jakie wywołują w człowieku osoby pojawiające się w jego snach. Ta książka jest niezrozumiała, bo i życie, w tym sny właśnie, często takimi pozostają.
Od Joyce’a do Jaya-Z i „nie spotykamy się już na żywo, bo jesteśmy za starzy”
Początkowo klub czytelniczy spotykał się raz w miesiącu w bibliotece w Los Angeles. Podczas każdego ze spotkań – po przeczytaniu jednej strony – trwały dwugodzinne dyskusje poświęcone temu, co na niej przedstawiono. (Powolnego) zapału czytelników nie ostudził nawet COVID-19 – w czasie pandemii grupa spotykała się online i ta forma spotkań obowiązuje do dzisiaj. Jak mówi Gerry Fialka:
Mógłbym powrócić do spotkań na żywo, ale nie zamierzam tego robić, bo wszyscy jesteśmy już na to za starzy. A tak, siedząc w domu, nie musimy nigdzie jechać, parkować, ja nie muszę rozstawiać krzeseł. A przez te 40 lat ustawiałem krzesła na wszystkich organizowanych przeze mnie wydarzeniach i mam już tego serdecznie dość.
Dyskusje nad „Finneganów trenem” trwały tak długo również dlatego, że odnosiły się nie tylko do samego dzieła, ale i licznych nawiązań, dygresji, także tych, wydawałoby się, zaskakujących. Czytelnicy wspominali bowiem nie tylko Williama Blake’a czy Philipa K. Dicka, ale i Jaya-Z. Założyciel klubu nazywa utwór irlandzkiego twórcy „mozaiką”, dodając: „Studiujesz wzory i zastanawiasz się, które elementy ze sobą połączyć”.
Na poniższym wideo możecie zobaczyć, w jaki sposób Gerry Fialka angażuje się w dyskusje nad książkami:
Jaka będzie następna lektura klubu czytelniczego? Zaskakująca (bądź nie)
„Finneganów tren” w oryginale, podobnie jak w polskim tłumaczeniu książki autorstwa Krzysztofa Bartnickiego, ma 628 stron. Jednak cała książka kończy się w połowie zdania, a jej kontynuację znaleźć można... na pierwszej stronie tekstu. Jest to więc utwór „cykliczny”, który nigdy się nie kończy. Dlatego też prokrastynacyjny klub książki z Los Angeles żadnej nowej lektury nie zaczyna. A właściwie zaczyna – znów tę samą, „Finneganów tren”.
Mielibyście cierpliwość do uczestniczenia w tak oryginalnym klubie książki? Ile czasu najdłużej czytaliście konkretny tytuł?
Źródło: foxnews.com
komentarze [12]
Podobno ciężko o powieść cięższą do przeczytania od "Ulissesa". Tyle że udało się takową napisać samemu Joyce'owi :D
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
