Odrobina radości - wywiad z Anetą Jadowską

AMisz
03.12.2016

Aneta Jadowska nie lubi być nazywana królową polskiej urban fantasy, w ogóle nie lubi przyklejania etykietek. Nie cierpi, gdy ktoś ją pyta, czy jej bohaterki to jej alter ego i z którym ze swoich bohaterów chciałaby się przespać. Dlatego w tym wywiadzie w ogóle nie będzie o tym mowy. Porozmawiamy o podróżach, o tym, kim są jej bohaterowie, o literaturze gatunkowej i oczywiście o „Dziewczynie z Dzielnicy Cudów”.

Z serią o Dorze Wilk czytelnicy pożegnali się dwa lata temu. Nie było to (na szczęście) pożegnanie z samą bohaterką, bo Dora wróciła również na kartach Ropuszek oraz Szamańskiego bluesa. We wrześniu premierę miała Dziewczyna z Dzielnicy Cudów – początek nowej serii o Nikicie z alternatywnej Warszawy. Kilka dni temu wydawnictwo SQN ogłosiło, że drugi tom już też jest gotowy i ma ukazać się na wiosnę. No był dobry moment, żeby porozmawiać z Anetą Jadowską.

Anna Misztak: Życie pisarza jest podróżą – że tak zacznę niemalże filozoficznie. Co widzę Twoje wpisy na FB, to jesteś albo w pociągu, albo w autobusie, albo w samochodzie... Nie męczy Cię to ciągłe przemieszczanie się?

Aneta Jadowska: To taka dziwna mieszanka zmęczenia i entuzjazmu. Oczywiście, że męczy, bo każdy odczuwałby zmęczenie, gdyby w ciągu kilku tygodni czy miesięcy, co chwilę jeździł na drugi koniec Polski, spędzał po kilkadziesiąt godzin w pociągach tygodniowo, na kolejnych dworcach, peronach, hotelach. Trochę życie w trasie. Z drugiej strony – gdybym tego nie lubiła, byłabym jednym z tych autorów, którzy nie jeżdżą, przecież nie ma obowiązku jeżdżenia tylko dlatego, że ktoś napisał powieść czy dziewięć. Ale ja lubię to, co jest na końcu podróży – spotkania i rozmowy z czytelnikami są czymś, co sprawia mi mnóstwo przyjemności i dostarcza dość energii, bym dalej jeździła na kolejne. Poza tym, niewiele jest przyjemniejszych rzeczy od powrotu do domu po długiej podróży – bez wyjazdów ta przyjemność byłaby mi nieznana.

Niesamowicie bawią mnie Twoje wpisy – dochodzę do wniosku, że albo pisarzom przydarzają się same interesujące rzeczy, albo po prostu jesteście bardziej wyczuleni na rzeczywistość, albo też ubarwiacie to, co Wam się przydarza. Z chęcią bym poczytała więcej takich Twoich wpisów z podróży – może jakiś mały tomik chociaż?

Sama się zastanawiam, czy my to przyciągamy, czy wszyscy mają takie akcje dookoła siebie, ale to właśnie pisarz wyłapie i opisze, utrwalając je dla innych. Bez wątpienia zauważam rzeczy, które innym umykają, ale to chyba dlatego, że się rozglądam, przyglądam ludziom, obserwuję sytuacje, robię notatki, podsłuchuję dialogi. Bycie obserwatorem jest częścią mnie. I na dziesiątki czy setki sytuacji jakiś procent trafia na moją ścianę fejsbookową – i te, które trafiają wyróżniają się czymś na tyle, że nie potrzebują ubarwiania. Dla mnie to takie ulotne chwile, obrazki z podróży w formie anegdot, więc nigdy nie myślę o tym, by je zbierać i wydawać w jakiejś trwalszej formie – myślę, że część uroku polega właśnie na ich ulotności.

Literacko też sporo podróżujesz – sama mieszkasz w Toruniu, Dora podróżuje między Toruniem a Trójmiastem – a wydaje to Fabryka Słów z Warszawy. Nikita za to mieszka w Warszawie, a wydaje ją wydawnictwo z Krakowa...

Fabryka Słów to zarówno Warszawa, jak i Lublin. Ale faktycznie, moi bohaterowie lubią się rozbijać po Polsce, może dlatego, że podróż niesie ze sobą pewne napięcie fabularne i zmianę? Z każdym rokiem poznaję troszkę lepiej Polskę, różne miasta i miasteczka, to też wpływa na to, gdzie zawędrują moi bohaterowie. Ostatnio rozmawiałyśmy z Magdą Babińską o czymś nowym, wciąż dość tajemniczym, co będzie się rozgrywało najpewniej w Ustce, którą odwiedziłam kilka razy w tym roku i bardzo mi tam było dobrze. Teraz, w ramach researchu mam powód, by zajrzeć tam jeszcze raz. Podobnie było z Norwegią – Nikita zawita do niej w drugim tomie. Ale prawda jest taka, że muszę poznać, wyczuć, odczytać ducha miejsca, by móc o nim pisać, więc te moje podróże są mi potrzebne także po to.

Nikita – nowa główna bohaterka, nowa seria, nowe wydawnictwo – początek nowej drogi życia? Porzucasz Fabrykę Słów na dobre, czy zostaniesz tam, żeby dokończyć serię o Witkacym?

Zaczyna się mój okres poliamorii wydawniczej, jak lubię nazywać związek z dwoma wydawcami. Na chwilę obecną Witkacy zostaje w Fabryce, ale Nikita i jej seria ma się świetnie w SQN i bardzo się z tego cieszę. Myślę, że skorzystają na tym również moi czytelnicy – bo mają całkiem wiarygodną gwarancję dwóch książek rocznie. Jak się to rozwinie, czas pokaże.

A propos poliamorii – to trzeba przyznać, że dość odważnie poczynasz sobie w kwestii wyborów życiowych swoich bohaterów – Dora mieszka z dwoma mężczyznami i otwarcie przyznaje, że kocha ich obu, oni zresztą ją też – Nikita jest byłą partnerką Dory. Nie boisz się w obecnych czasach tak pisać?

Nie boję się. Ba, odczuwam prawdziwą przyjemność, kiedy dostaję mail od dziewczyny, lesbijki, która mi dziękuje za to, że pierwszy raz w polskiej prozie popularnej doświadczyła reprezentacji. Miałam też maile od kobiety żyjącej w poliamorycznym związku, z uwagami. Zawiodłam ją chyba odrobinę tym, że Joshua ostatecznie znalazł miłość gdzie indziej, ale jednocześnie była zachwycona tym, że tak po prostu pisałam o czymś, co ona zna i co jest niezbyt popularne a dla wielu wstydliwe. Moim zdaniem świat po to jest różnorodny, by nie udawać, że jest inaczej. Ludzkie emocje i typy relacji są zbyt złożone, by udawać, że da się je ująć pojedynczym wzorem. Kwestie orientacji seksualnej czy prywatnych wyborów moich bohaterów nie są kluczowe, nie są też pretekstowe – nie próbuję wprowadzać jakiś elementów na siłę, ale stanowią część tego, co uważam za ich osobowość, charakter, istotę. Jeśli wiem, że Dora jest biseksualna, a Nikita jest zdeklarowaną lesbijką, to co? Mam udawać? Omijać temat? Komu to da cokolwiek dobrego? Nie spotkałam się z żadną istotną sytuacją, kiedy ktoś miałby mi to za złe. Spotkałam się za to z sytuacjami, kiedy ktoś mi mówi, że to dla nich bardzo ważne, dziękują mi, że przedstawiłam to w taki, a nie inny sposób. Mam przyjaciół i czytelników identyfikujących się w taki, czy inny sposób ze społecznością LGTB. Robię, co w mojej mocy, by moi bohaterowie byli jak najprawdziwsi i wielowarstwowi. Nie będę maskować ich seksualności tylko po to, by Fronda miała recenzję krótszą o jeden akapit, skoro i tak nie czytam recenzji na tym portalu.

Chyba sporo czasu zajęło Ci zbieranie materiałów i pisanie „Dziewczyny...”, bo pamiętam, że Ula Słonecka z Fabryki wspominała mi o nowej serii jakieś wieki temu...

Jestem jednym z tych pisarzy, którzy myślą latami i seriami, a plany robią z dużym wyprzedzeniem. Więc tak, notatki do Nikity robiłam od co najmniej trzech lat, równolegle z pisaniem Dory czy Witkaca. Dzięki temu, że myślę o historii długo i poświęcam researchowi sporo czasu, gdy już przychodzi do pisania idzie mi to całkiem sprawnie. Ula na pewno wiedziała z wyprzedzeniem o wszystkim, bo jest jednym z moich ulubionych ludzi na świecie, a Nikita jest jej dedykowana nie przypadkiem – troszkę nieświadomie, ale jednak ona i jej rodzina przyłożyli się do mojej warszawskiej kwerendy.

Co było największym problemem przy pisaniu o alternatywnej stronie Warszawy?

Niezłym wyzwaniem było to, jak różne są alternatywne miasta Wars i Sawa od realnego miasta. Przy pisaniu o Thornie – realny Toruń był wzorem, punktem wyjścia, przy tworzeniu miasta alternatywnego. W przypadku Warsa i Sawy takiego ułatwienia nie miałam. Wymagały solidnej dawki kreacji i pomysłowości, co zresztą było najfajniejszą częścią pracy nad tą historią. Stresujące było też to, że chciałam pisać o mieście, w którym jestem przecież gościem, nie mam go w krwiobiegu, jak Torunia. Martwiłam się, jak przyjmą je warszawiacy. Myślę, że docierające do mnie reakcje, w przeważającej części bardzo entuzjastyczne, uspokoiły mnie trochę – bo najwyraźniej wykonałam swoją robotę dobrze.

Wspomniałaś przed chwilą o dwóch książkach rocznie – czyli na wiosnę nowa Nikita, a na jesień Witkacy? Czy odwrotnie?

Plan jest taki, by Nikita 2 czyli „Akuszer bogów” pojawił się w marcu, a „Szamańskie tango” czyli Witkacy 2 na Copernicon. Jakoś mi toruńska premiera bardziej pasuje do Witkacego. Oby się wszystko udało. W tym roku miałam mnóstwo poślizgów zdrowotnych i innych, więc nauczyłam się ostrożnie szacować siły na zamiary.

Okładka „Dziewczyny” jest zachwycająca – podczas naszego wiosennego spotkania w empiku opowiadałaś, że to było tak rzutem na taśmę, zmiana w ostatniej chwili.

To prawda. Magda Babińska jest kobietą, która nie poprzestaje na „jest dobrze” i choć wcześniejszy projekt został już zaklepany i naprawdę był dobry, to ona wciąż szukała, aż była naprawdę zadowolona z tego, co wymyśliła i narysowała. I jestem jej ogromnie wdzięczna, bo choć pierwsza okładka była dobra, ta mnie podbiła całkowicie. Uwielbiam tę grafikę, witraż, światło, kolory, całość.

Literatura gatunkowa vs. tzw. literatura wysoka – czy zdarzało Ci się usłyszeć, że tworzysz literaturę gorszego sortu?

Och, regularnie. Snobizm jest chorobą wieku. Coś jak dorosła wersja grzebania z niesmakiem w talerzu, odsuwaniu zielonych warzyw, by nie dotykały, broń boże kotleta. Tymczasem wszystko jest dla ludzi. Nie każdego dnia ma się ochotę na ciężki stek. Czasami po prostu masz ochotę na spaghetti czy warzywa, kolorowe, ekscytujące i pyszne. Albo karmelową babeczkę, słodką do bólu brzucha. Monodiety nie są najzdrowsze, także te intelektualne, lepiej sobie przeplatać lektury. Nie mam problemu z tym, że po Miłoszu, dziennikach Virginii Woolf czy biografii Dahla sięgam po Norę Roberts, Jo Nesbo, Gaimana, czy Butchera. Dla mnie dorosłość polega między innymi na tym, że czytam i piszę dokładnie to, na co mam ochotę, nie przejmując się specjalnie tym, co ktoś ma na ten temat do powiedzenia. I polecam tę czytelnicza dietę każdemu.

Zresztą, może to nie tylko snobizm, a kompleksy. Bo to właśnie literaturę gatunkową ludzie chcą czytać, tam się dzieje najwięcej – nie tylko fabularnie. To ona ląduje na listach bestsellerów, to z nią najsilniej wiążą się czytelnicy, ją najchętniej wybierają z księgarskich półek.

I gdy przychodzi do mnie czytelnik czy czytelniczka, by powiedzieć, że zarwali noc, bo tak się wciągnęli w lekturę, nie mogą się doczekać kolejnego tomu i aż ich nosi z emocji, to jest dla mnie ważniejsze od tego, jaką etykietkę przykleja mojemu gatunkowi jeden z drugim smutny pan. Świat jest zwykle dość smutnym miejscem, więc robię co mogę, by dodać do niego odrobinę radości.

Właśnie odkryłam, że nie przeczytałam jeszcze „Ropuszek”, tak więc mam co nadrabiać w oczekiwaniu na „Akuszera bogów” - i mam nadzieję, że tak jak było w przypadku „Dziewczyny...” przy tej lekturze też zarwę noc lub dwie. Bo już nie mogę się doczekać kolejnej wyprawy na Ślicznotce do Warsa. Przy okazji, na wiosnę chcę robić prawo jazdy na moto... Jakoś tak mi się skojarzyło, że Twoje bohaterki są do mnie dość podobne, albo ja do nich :-)

Reklama

komentarze [16]

Sortuj:
6630
628
07.12.2016 16:33

Czytałem jakieś opowiadania. Chłam najgorszego sortu.


930
91
06.12.2016 09:27

Mnie niestety autorka nie oczarowała swoją twórczością. Zaczęłam od serii o Dorze Wilk i niestety utknęłam w połowie pierwszej części. Nie jestem w stanie tego dalej czytać, chciałam zrobić sobie wstęp przed Nikitą. Byłam bardzo zainteresowana nową serią... Teraz wątpię czy kupię i przeczytam :)


322
35
04.12.2016 18:09

W tej chwili bardziej jednak czekam na Nikitę. W przypadku Witkaca niezupełnie odpowiada mi jego obecnie najbliższe towarzystwo (żeby jakoś wybrnąć i nie rzucać spoilerami, gdyby ktoś jeszcze nie czytał...). Oczywiście przeczytam "Szamańskie tango", ale to nie ten sam typ ekscytacji, niestety. No ale zobaczymy co jeszcze z tego wyjdzie, może zdanie zmienię, nie ukrywam, że...

więcej

Reklama
1328
44
04.12.2016 14:30

"Dziewczyny z dzielnicy cudów" nie miałam jeszcze okazji przeczytać, zawsze było coś przed lub po prostu brak funduszy, jednak pamiętam z jakim zaangażowaniem i entuzjazmem czytałam "Heksalogię o Wiedźmie", która z resztą bardzo mi się spodobała i trafiła do kanonu ulubionych cykli. Mam nadzieję, że na Witkacego nie będziemy musieli długo czekać, gdyż z niecierpliwością...

więcej

1069
82
04.12.2016 14:28

Moja ulubiona autorka <3 Żadnych książek nie czytałem tak wnikliwie jak jej <3 Mam za sobą tylko całą sagę o Dorze, ale nie jestem pewien czy jestem emocjonalnie gotowy na Ropuszki, Szamański Blues i Nikitę.


34
0
04.12.2016 19:07

Vah nie mów tak, jak była u nas, ze znajomymi zastanawialiśmy się czy Ci książki z dedykacją od niej nie kupić, tak bardzo chcę Twoją recenzję przeczytać.

Pospiesz się z deka, proszę:)


1069
82
05.12.2016 21:37

Czasem naprawdę wzrusza mnie odbiór tych recenzji ;)


669
293
05.12.2016 22:21

Twoje recenzje sprawiają, ze warto było brnąć przez tę nieszczęsną Dorę :3 Przyznam się, że również wyczekuję ;)


844
300
06.12.2016 08:07

Potwierdzam! xD
Właściwie czekam na recenzje bardziej niż na przeczytanie książki. :D


1039
397
07.12.2016 14:13

Ja też chcę!


1701
56
07.12.2016 18:25

Czekam ;)


0
1509
10.12.2016 15:14

Nie wszyscy bohaterowie noszą peleryny :3


588
38
10.12.2016 16:22

Dokładnie. Vaherem czekamy na ropuszki ;) Ja się jakoś przez nie przebiłam. Ty też dasz radę.


1945
69
03.12.2016 22:20

Najbardziej nie mogę się doczekać powrotu Witkacego. Tak bardzo zakochałam się w jego przygodach. Z niecierpliwością czekam na kolejną część :)


456
224
03.12.2016 21:10

Przeczytałam autorki tylko ,,Dziewczyna..." , ale uwielbiam i nie mogę doczekać się kolejnej części! Wprost kipię entuzjazmem i boli mnie serce, że muszę czekać tak długo, ale wiem, że nie zawiodę się, więc warto :)!


700
229
02.12.2016 11:43

Zapraszam do dyskusji.


zgłoś błąd