Należę do autorów słuchających swoich bohaterów – wywiad z Anną Szepielak

LubimyCzytać
15.08.2019

Ta niezwykle klimatyczna i nietuzinkowa powieść przenosi czytelników w czasie. „Wybór Julianny”, czyli drugi tom cyklu „Dziedzictwo rodu”, rzuca więcej światła na skomplikowane losy Zarzewskich i Laskowiców. Rozmawiamy z autorką o „naszych małych historiach”, czyli rodzinnych opowieściach, o których nie można zapominać.

Należę do autorów słuchających swoich bohaterów – wywiad z Anną Szepielak

[Opis wydawcy] Julianna przez wiele lat starała się z godnością i oddaniem wypełniać obowiązki pani domu. Nie umiała jednak nazwać domem zimnej rezydencji w odległym Wielkim Księstwie Litewskim. Choć jej małżeństwo nie należało do udanych, nie skarżyła się, znajdując pociechę w roześmianych oczach ukochanej córki Felicji. Gdy pewnego dnia zrozumiała, że dla jej porywczego męża szczęście jedynaczki nie ma żadnego znaczenia, postawiła wszystko na jedną kartę…
Po przeszło stu trzydziestu latach, dzięki skrzyni pełnej starych dokumentów, potomkini Julianny, Barbara Laskowic, odkrywa, że przeszłość rodu Zarzewskich kryje znacznie więcej dramatów, niż się jej wydawało. 
Czy uda się jej dokończyć opowieść o przodkach? Kogo mogłaby poprosić o pomoc w odkrywaniu rodowych sekretów? Pochłoniętą pracą i macierzyństwem Julię, zakochaną i bujającą w obłokach Aurelię czy ciekawską i niepokorną Krysię Natejko, która po swoich przodkach odziedziczyła skłonność do łamania zasad…

Justyna Chaber*: Kiedy myślę „Anna J. Szepielak”, przed oczami staje mi obraz bardzo skrupulatnej, pełnej pasji i odrobinę romantycznej autorki, która nie wpisuje się w prawidła rynku wydawniczego. Cztery powieści rocznie to chyba nie twój cel?

Anna J. Szepielak: Zdecydowanie nie. (śmiech) Oczywiście zazdroszczę troszeczkę autorom, którzy potrafią pracować w takim tempie i jeszcze czerpać z tego satysfakcję. Ja nie mam takich zdolności. Powiem więcej: zawsze wydaje mi się, że poświęciłam książce zbyt mało czasu, choć pracuję zwykle około 12 miesięcy nad każdą z nich. Są dni, kiedy zatracam się w świecie swoich bohaterów i potrafię napisać nawet kilkanaście stron, ale to rzadkość. Najczęściej kilka stron od rana do ciemnej nocy to już bardzo dobry wynik, zwłaszcza jeśli są to dialogi, które potrafię poprawiać bez końca, próbując pokierować rozmową bohaterów w innym kierunku, niż sama płynie. Ktoś kiedyś powiedział, że należę do nielicznego dziś rodzaju autorów słuchających swoich bohaterów, ponieważ większość pisarzy doskonale panuje nad swoim światem przedstawionym i pracuje według planu. To zapewne bardziej profesjonalne, jednak ja lubię swój styl pracy, choć jest bardzo czasochłonny. Poza tym to również kwestia gatunku literackiego. Mnie od początku ciągnęło do historii, a powieść z wątkami historycznymi, nawet jeśli to tylko tło, jak w moim cyklu francuskim, wymaga żmudnego etapu dokumentacyjnego, który zajmuje nawet kilka miesięcy. Tak właśnie wygląda praca nad historycznym cyklem „Dziedzictwo rodu”, którego drugim tomem jest premierowy „Wybór Julianny”. W tym roku po raz pierwszy ukazały się dwie moje powieści, ale tylko dlatego, że jedna z nich, czyli „Młyn nad Czarnym Potokiem”, jest wznowieniem, wydanym tym razem przez Wydawnictwo Filia. Na prośbę moich czytelniczek mają też ukazać się kolejne części tej popularnej sagi małopolskiej, nie wiem jednak kiedy dokładnie. Natomiast „Wybór Julianny”, jak na premierową powieść przystało, jest moją jedyną nową książką w tym roku. Właśnie pracuję nad ostatnią częścią tego cyklu.

Rozumiem, że w każdą powieść wkładasz wiele pracy, robisz research historyczny, ale twoje powieści wyróżnia też niezwykłe dopracowanie językowe. Można powiedzieć, że przenosisz czytelników w czasie. Czy to wciąż jest dla ciebie wyzwanie?

Przenieść czytelników w czasie? To olbrzymie wyzwanie. Samą siebie potrafię przenieść bez trudu, więc często sprawiam wrażenie osoby bujającej w obłokach. Jednak sprawić, by czytelnicy również dali się ponieść wyobraźni i zobaczyli to, co ja, poczuli smak potraw, zapach otaczającego bohaterów świata czy fakturę dotykanych przedmiotów, a także usłyszeli głosy moich bohaterów, ich styl mówienia i emocje – to olbrzymie wyzwanie. Uważam, że stylizacja językowa jest jak kostium – dla każdego bohatera musi być uszyta osobno i wyróżniać się choćby drobiazgiem. Bawi mnie zastanawianie się, jak dany bohater mówi i dlaczego. Zwłaszcza w wątkach historycznych to szalenie ważne, bo na język ma wpływ nie tylko wykształcenie i pozycja społeczna, lecz także przyzwyczajenia czy nawet doświadczenie życiowe. To ciekawe, ale trudne zadanie, bo ze stylizacją nie można przesadzić, by współczesny czytelnik nie poczuł się nią znużony. W tym na szczęście pomagają mi niezmordowane redaktorki, na przykład pani Kinga Gąska, która przekopała się przez tekst „Wyboru Julianny” z olbrzymim wyczuciem językowym, a przy tym z szacunkiem dla mojej pracy. Napisać i wyszlifować dialogi osiemnastowiecznych bohaterów tak, by współczesny czytelnik czytał je zupełnie swobodnie i z przyjemnością dał się wciągnąć w świat przedstawiony, to prawdziwe wyzwanie.

Zostańmy chwilę przy temacie stylu. Jak reagujesz na porównania chociażby do powieści Jane Austen?

O! To akurat dla mnie spory komplement. Ludzie przecież zaczytywali się jej powieściami i wciąż to robią. Sama kocham powieści Jane Austen, a w pewnym momencie próbowałam nawet czytać je w oryginale, ale to już było dla mnie karkołomne zadanie, więc odpuściłam. Dobre tłumaczenie ma jednak wielki urok, a jego przygotowanie jest chyba znacznie trudniejszym wyzwaniem, niż stworzenie własnej powieści. Mówił o tym jeden z moich bohaterów – lubiany przez wielu tłumacz starej daty, pan Ryszard z „Francuskiego klejnotu”. Austen żyła w innej epoce i innych warunkach obyczajowych niż my, współczesne Polki, a jednak czytelnicy nadal potrafią wzruszać się jej opowieściami, choć niektórzy znawcy uznają je za zbyt sentymentalne, ckliwe i romansowe. A przecież Austen pisała o psychologicznej motywacji ludzkich wyborów, o uniwersalnych emocjach, choć uwikłanych w obyczajowe ograniczenia swojej epoki. Ponadto jestem chyba znacznie bardziej staroświecka, niż sądzę, i pewnie dlatego tak dobrze czuję się w świecie moich bohaterek.

W powieści, która właśnie się ukazała – „Wybór Julianny” – czytelnicy mają okazję spotkać bohaterów znanych z „Przekroczyć rzekę”, a także poznać ich przodków. Czy to powieść pełna tajemnic? O czym przeczytamy na jej kartach?

Pozornie to powieść znacznie mniej tajemnicza niż pierwszy tom. O ile „Przekroczyć rzekę” jest czymś w rodzaju obyczajowego kryminału retro – w którym wyjaśnienie tajemniczych wydarzeń sprzed lat było kluczowe dla uratowania życia bohaterów – o tyle „Wybór Julianny” to chyba bardziej powieść awanturniczo-psychologiczna, jak stwierdziła moja przyjaciółka i pierwsza recenzentka. Głównym motywem zaś tej powieści jest tym razem macierzyństwo. Czytelnicy spotkają zarówno znanych już bohaterów – opisanych w dość pogodnych wątkach z roku 1904 – jak i nowych, którzy żyli w trudnych czasach stanisławowskich. Cykl „Dziedzictwo rodu” wymyśliłam jako coś w rodzaju częściowej retrospekcji – każdy tom sięga coraz głębiej w przeszłość rodziny Zarzewskich i Laskowiców, byśmy mogli ostatecznie odkryć, co tak naprawdę ich łączy. W drugiej części czytelnicy będą mieli okazję towarzyszyć ważnej antenatce obu rodów – Juliannie, polskiej starościance wydanej za mąż za litewskiego szlachcica. Razem z Barbarą Laskowicową odkryją kawałek po kawałku, że losy przodków toczyły się zupełnie inaczej, niż sądziła. Znacznie bardziej dramatycznie.

Uważasz, że jeżeli nie zadbamy o poznanie przeszłości, zapomnienie może dopaść najpierw naszych przodków, a później nas samych? Że podtrzymywanie przy życiu rodzinnych historii jest ważne?

Tak właśnie sądzę. Bakcyla genealogii połknęłam już przy pisaniu mojej debiutanckiej powieści pt. „Francuskie zlecenie” i chyba nie uwolniłam się od tego do tej pory. W pewnym sensie Barbara, rozmawiając o tym ze swoim mężem – bo twoje pytanie nawiązuje przecież do konkretnego dialogu w powieści – wypowiada to, co ja sama myślę o naszych małych historiach, czyli rodzinnych opowieściach. Skoro nosimy w sobie geny naszych przodków, to chyba dobrze jest wiedzieć, kim byli choćby ci najbliżsi. I nie mam na myśli tylko nazwisk czy dat, lecz historie ich życia. Oczywiście każdy człowiek ma wiele tajemnic, a tym bardziej przodkowie, ale trzeba doceniać to, co pozytywnego wnieśli do naszych rodzin. Dlatego tak żal, gdy czasem te historie przepadają wraz ze śmiercią najstarszych członków naszych rodzin. W czasach Barbary przywiązywało się do tego znacznie więcej wagi. Myślę, że aby tworzyć lepszą teraźniejszość i przyszłość, trzeba po prostu znać dobre i złe strony przeszłości. I nie mówię tu o jakiejś gloryfikacji, a jedynie i aż – o szacunku oraz o pamięci. Jeśli sami nie chcemy być zapomniani i zlekceważeni przez następne pokolenie.

Czy historia opisana w powieści jest całkowicie fikcją literacką? A może pisząc, opierałaś się na materiałach źródłowych?

Oczywiście jest to całkowicie dzieło mojej wyobraźni, jednak akcja umieszczona w czasach historycznych wymaga zbudowania tła na prawdziwych podstawach, dlatego zdecydowałam się umieścić tym razem w powieści przypisy. Czytelnikom mniej obeznanym z osiemnastym wiekiem i jego obyczajowością pomogą lepiej zrozumieć moich bohaterów. A jednym z ciekawszych wydarzeń historycznych, które pomogło mi spoić w całość wymyśloną fabułę, jest motyw porwania króla Stanisława Augusta Poniatowskiego.

Ta rozmowa rozbudziła we mnie ciekawość, mam nadzieję, że w czytelnikach też… Czy każdy tom serii „Dziedzictwo rodu” można czytać oddzielnie? Zdaje się, że szykujesz dla czytelników kontynuację?

O ile moją sagę małopolską można czytać każdą osobno, o tyle „Dziedzictwo rodu” to kolejne elementy układanki. Oczywiście można je przeczytać w innej kolejności, ale sądzę, że straci się wtedy wiele smaku, jakie niosą ze sobą rodowe tajemnice. Jak wspomniałam, pracuję obecnie nad trzecim, ostatnim tomem, który z jednej strony sięgnie głębiej w przeszłość, a z drugiej doprowadzi nas do współczesności. Choć sama jeszcze nie jestem pewna, co odkryję, tropiąc losy moich bohaterów.

*Justyna Chaber – prowadząca blog czytelniczy Ona Czyta (facebook.com/ONACZYTA)

Artykuł sponsorowany

Reklama

komentarze [4]

Sortuj:
39
26
16.08.2019 16:02

Też bardzo lubię książki pani Szepielak. Wybór Julianny jeszcze przede mną.


1679
201
15.08.2019 15:55

Moja ulubiona książka Pani Anny to "Francuskie zlecenie". Polecam


4052
3812
15.08.2019 15:03

Czytałem książki,piękne.


2802
4
14.08.2019 16:27

Zapraszamy do dyskusji.


zgłoś błąd