Konkursy LubimyCzytać.pl
Oficjalna grupa serwisu LubimyCzytać.pl. W grupie tej przeprowadzamy rozmaite książkowe konkursy z bardzo ciekawymi nagrodami. Aby uczestniczyć w konkursach LubimyCzytać.pl trzeba być zapisanym do tej grupy.
862572 czytelników
1932 dyskusji
120612 wypowiedziPokaż ostatnią
[Zakończony] [Zakończony] Tak zadecydowałam/łem! - wygraj książkę "Czerwony parasol".

Tak zadecydowałam/łem! - wygraj książkę "Czerwony parasol".

Zimowa Moskwa. Siedemnastoletnia Tatiana, wracając z treningu gimnastyki, nie wie jeszcze, że jej życie za chwilę zmieni się nieodwracalnie. Kiedy w swoim domu, w zamożnej dzielnicy miasta, znajduje brutalnie zamordowanych rodziców i siostrę, nie pozwala sobie na rozpacz. Działa instynktownie, wiedziona twardym sportowym charakterem. Zabezpieczona przez ojca, odkrywa w domowej skrytce tajemnicze ampułki i pendrive’a. Los nie dał jej wyboru − musi dorosnąć, musi podejmować decyzje, od których zależy jej życie i dużo, dużo więcej. Czy wykaże się bezwzględnością?

Młoda bohaterka powieści „Czerwony parasol” musi zacząć podejmować dorosłe decyzje. Czy pamiętacie, jaka była pierwsza Wasza poważna decyzja z lat dziecięcych, w której nie brali udziału opiekunowie? Czy tym przełomowym momentem było rozdysponowanie kieszonkowego od babci?
Czekamy na teksty o długości nieprzekraczającej 1500 znaków ze spacjami.

Nagrody

Autorzy pięciu najciekawszych tekstów otrzymają egzemplarz książki.

Czerwony Parasol - Jacek Skowroński

Czerwony Parasol

Autor: Wiktor Mrok

Zimowa Moskwa. Siedemnastoletnia Tatiana, wracając z treningu gimnastyki, nie wie jeszcze, że jej życie za chwilę zmieni się nieodwracalnie. Kiedy w swoim domu, w zamożnej dzielnicy miasta, znajduje brutalnie zamordowanych rodziców i siostrę, nie pozwala sobie na rozpacz. Działa instynktownie, wiedziona twardym sportowym charakterem. Zabezpieczona przez ojca, odkrywa w domowej skrytce tajemnicze ampułki i pendrive’a. Los nie dał jej wyboru − musi dorosnąć, musi podejmować decyzje, od których zależy jej życie i dużo, dużo więcej. Czy wykaże się bezwzględnością? Czy będzie potrafiła zabić z zimną krwią? Liczy się wykonanie zadania. Czerwony Parasol to oparta na faktach historia, wyciągnięta z tajnych akt służb specjalnych. Od początku do końca trzyma czytelnika w niesłabnącym napięciu, zaskakując nagłymi zwrotami akcji. Wyraźne wątki polityczno-historyczne stanowią mocne tło szpiegowskiej, kryminalnej akcji, która toczy się w różnych krajach i na różnych kontynentach. Książka odsłania tajne metody działania służb specjalnych, zachowując jednocześnie lekkość przekazu i barwny, często dowcipny styl. Powierzając młodej dziewczynie rolę głównej postaci, autor w odważny sposób przełamuje stereotyp bohatera powieści sensacyjnej, dbając przy tym o zachowanie konwencji gatunku.

Regulamin
  • Konkurs trwa od 20 lutego do 27 lutego włącznie. W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce.
  • Odpowiedzi muszą być napisane samodzielnie. Kopiowanie części lub fragmentów tekstów, recenzji innych osób jest zabronione. Teksty nie mogą przekraczać 1500 znaków ze spacjami.
  • Każdy użytkownik może zgłosić tylko jedną pracę.
  • Zwycięzców wybiera administracja serwisu lubimyczytać.pl. Decyzja jest nieodwołalna.
  • Dane adresowe zostaną wykorzystane przez serwis lubimyczytać.pl i Wydawnictwo Initium.
  • Adres zwycięzcy powinien zostać nadesłany do dwóch tygodniu od daty ogłoszenia wyników konkursu. Po tym terminie administracja lubimyczytać.pl dopuszcza wybór kolejnego laureata lub nieprzyznanie nagrody.
liczba postów na stronie: 
książek: 1983
LubimyCzytać
20-02-2018 15:32
Czerwony Parasol Czerwony Parasol
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 968
lenka
20-02-2018 17:37
Pamiętam bardzo wyraźnie pierwszą samodzielnie podjętą decyzję, bo było to dla mnie straszne przeżycie.
Miałam wtedy 8 lat i chodziłam do szkoły podstawowej. Po skończonych zajęciach, tak jak zwykle, opiekunka przyprowadziła nas do pomieszczenia znajdującego się przy samym wyjściu ze szkoły, zaraz obok szatni. Po obu stronach tego pomieszczenia poustawiane były rzędy krzesełek, na których na swoje pociechy oczekiwali rodzice. Mojej mamy nie było, ale czasem rodzice się spóźniali, więc usiadłam na jednym z tych krzesełek i czekałam.

Czekałam. I czekałam.

Prawie wszyscy uczniowie się porozchodzili do domów, zostały jakieś niedobitki ale i one w końcu zostały odebrane. Wszystkie krzesełka opustoszały, zostałam sama. Nie mam pojęcia ile czasu to trwało - ale wtedy wydawało mi się, że wieczność. Nikogo z pracowników placówki nie było.
Widziałam tylko dwa możliwe rozwiązania: dalej czekać lub spróbować samodzielnie dotrzeć do domu. Droga nie była jakaś skomplikowana i daleka, jednak do tej pory zawsze ktoś mi towarzyszył, moi koledzy również zawsze byli odbierani przez rodziców, rodzeństwo lub dziadków. W dzisiejszych czasach pewnie nawet przedszkolaki mają telefony komórkowe ale wtedy nikt o czymś takim nawet nie myślał.
"Na pewno mi się uda!" - wstałam, zarzuciłam plecak na ramię i ruszyłam.
Gdzieś tak w połowie drogi zobaczyłam biegnącą w moim kierunku zziajaną mamę krzyczącą: "Zapomniałam!".
Byłam tak zestresowana, że prawie w ogóle się do niej nie odzywałam.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 835
Flusz
20-02-2018 18:04
Moją pierwszą dorosłą decyzją była wyprowadzka... Zrobiłam to w wieku 6 lat!

Spakowałam cały swój najważniejszy dobytek (czyt. zabawki) do wielkiej, czerwonej, plastikowej skrzyni na kółkach, przewiązałam ją skakanką, żeby ciągnąć ją za sobą, ubrałam się w szlafrok(!) i otworzyłam drzwi, oznajmiając rodzicom, że wyprowadzam się do babci!

Chwilę stali osłupieni i zdążyłam wyjść już na klatkę, ale oczywiście zaraz do mnie dobiegli i jakoś wyperswadowali mi ten pomysł.

Ale nikt mi teraz nie powie, że nie byłam na 100% zdecydowana na tak poważny krok! ;)
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 169
Cień_człowieka
20-02-2018 18:26
Ta wiadomość spadła na wszystkich trzecioklasistów podstawówki jak grom z jasnego nieba: "Pani od matematyki zachorowała i nie będzie ostatniej lekcji. Poczekajcie na swoich rodziców w świetlicy"

Hmm... Czekać prawie godzinę na mamę? Ech... no przecież i tak prędzej czy później będę musiała SAMA chodzić i wracać ze szkoły! Zdawałam sobie sprawę, że pewnie wszyscy mieliby problemy gdyby coś mi się stało... i dlatego była to jedna z poważniejszych decyzji wtedy przeze mnie podjętych... Nie czekam! Idę!
Na szczęście cała i zdrowa wróciłam do domu. Czy mama była zła na mnie, że podjęłam taką decyzję?
No cóż... Jej zadowolenie, że nie rozjechała mnie po drodze jakaś śmieciarka wygrało ze złością :)
To były piękne czasy... Nie było komórek, ale za to była większa odwaga!
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 134
EWA2323
21-02-2018 10:15
Moją pierwszą dorosłą decyzją jaką sama podjęłam, był wyjazd na kolonie na cale 12 dni w wakacje, po pierwszej klasie podstawówki.
Do tej pory pamiętam jaki entuzjazm w klasie wywołało ogłoszenie naszej wychowawczyni, że będą organizowane takie kolonie. O dziwo ja wcale tego entuzjazmu nie podzielałam . Jak to ? Tyle dni bez rodziców? Sama? Tak daleko od domu? Bez mojego ukochanego psa i kota, bez moich zabawek? To było dla mnie nie do wyobrażenia!
Napisałam, że sama musiałam podjąć decyzję gdyż moi mądrzy rodzice, zostawili tę decyzje mnie, mówiąc, że jeśli chce jechać i dam sobie rade sama przez tyle dni, to nie ma sprawy, wykupią mi te kolonie. Ale do niczego mnie nie namawiali, wiedzieli, że o tym czy chce jechać musze zadecydować sama. Oczywiście trochę pod presją koleżanek ze szkoły, które oczywiście wszystkie bardzo się cieszyły na wyjazd, zdecydowałam, że jadę. Były to jedne z najlepszych kolonii w moim życiu! Wszystko było nowe, ekscytujące, niezapomniane. Nie powiem, bo czasami wieczorem zdarzało się ze zapłakałam w poduszkę tęskniąc za domem. Ale jaka dumna byłam z siebie ze wytrzymałam 12dni, sama bez rodziców, podczas gdy te koleżanki które najgłośniej się cieszyły na wyjazd, zostały odebrane przez rodziców dużo wcześniej, przed zakończeniem kolonii, gdyż okazało się, że ich entuzjazm nie sprostał rzeczywistości. Także to była moja pierwsza samodzielna decyzja. Nauczyła mnie ona by nigdy nie pozwalać by strach przed nieznanym nas ograniczał. Zawsze trzeba stawiać mu czoła!
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 1612
syla50
21-02-2018 10:49
Moją samodzielną decyzją było zrobienie ciasta. Miałam jakieś 8-9 lat i byłam sama w domu. Narobiłam okropnego bałaganu, a ciasto wyszlo zakalcowate. Pamiętam akurat to zdarzenie, bo gdy mama wróciła z pracy, zamiast oczekiwanej pochwały, dostałam burę (to byłyczasy PRL, więc ciężko było z dostaniem skladników). Mama była zła, ja płakałam, a ciasto wylądowało w koszu na śmieci. Na długo ostudziło to wydarzenie, moje zapędy w kuchni. Dopiero mając swoje dzieci zaczełam gotować i piec ciasta :).
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 15
patka
21-02-2018 10:59
Pewnego dnia postanowiłam wyręczyć swoja mamę i pomóc jej... prasować. Miałam jakieś 7-8 lat, ale o prasowaniu wiedziałam wszystko! Przecież zawsze obserwowałam jak mama to robi. Wystarczy tylko kręcić pokrętłem na żelazku i gotowe. Nie miałam pojęcia do czego służy pokrętło, ale wiedziałam, że co jakiś czas należy nim poruszać.
No i zaczęłam. Wzięłam rzeczy do prasowania, ale postanowiłam zacząć od moich wspaniałych wstążek do włosów. Były bardzo cienkie i potrzebowały niewielkiej temperatury. Pokręciłam pokrętłem i zaczęłam prasowanie. Z miejsca przywarło! Byłam na tyle odpowiedzialna, że wyciągnęłam wtyczkę z gniazdka i zapłakana czekałam na powrót mamy. Żelazko stygło z prawie rozpuszczoną kokardą przyklejoną do niego...
Mam tylko nadzieję, że mojej małej córeczce nigdy nie przyjdzie do głowy pomagać mi pod moją nieobecność :)
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 1151
Aga
21-02-2018 11:45
Moja pierwszą samodzielną decyzją było na co przeznaczyć kilka tysięcy (to były wczesne lata 90te, więc jeszcze stare pieniądze), które podarowała mi babcia. Nie pamiętam tej historii, ale mój tata ją opowiada często, świadczy ona bowiem jak bardzo rozgarniętym dzieckiem byłam. A mianowicie było to tak:
Miałam jakieś 2 i pół roku i pewnego dnia poszłam z tatą na bazarek, chciałam bowiem kupić prezent dla mojej nowo narodzonej siostrze za pieniądze, które dostałam od babci. Na jednym ze stoisk dostrzegłam grzechotkę, która mi się spodobała, podeszłam więc i powiedziałam:
- Ile to kosztuje?
Sprzedającym był pan zza naszej wschodniej granicy, odpowiedział mi podając kwotę (nikt już nie pamięta ile to było, na pewno kilka tysięcy złotych). Na co ja odrzekłam poważnym tonem:
-Drogo!
Chodziłam wcześniej często na bazarek z moją mamą, więc wiedziałam mniej więcej jak się targuje, niemniej musiało to komicznie brzmieć, toteż pan sprzedający zaśmiał się i obniżył mi cenę :)
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 377
Mystery
21-02-2018 12:06
Moją pierwszą samodzielną decyzją było...pójście na wagary.
Jako dwunastolatka w końcu postanowiłam, że sprawdzę, czy faktycznie fajnie jest uciec ze szkoły i włóczyć się po mieście.
To była dla mnie wielka sprawa- ja, przykładna uczennica w końcu zadecydowałam o sobie!:)
Chciałabym rzec,że było super ,ale...wynudziłam się ogromnie te 6 godzin. Obeszłam chyba pół miasta, w końcu stwierdziłam, że pora wracać do domu i do wszystkiego się przyznać.
Mimo obaw mama przyjęła to ze spokojem. Stwierdziła, że każdemu czasem należy się mały odpoczynek:) I wypisała mi usprawiedliwienie. Taka mama to skarb, a ja postanowiłam już więcej nie uciekać ze szkoły, w końcu to nic fajnego :)
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 40
Gosiaczek
21-02-2018 12:15
Moja pierwszą poważną decyzją było zadecydowanie o wyprowadzce w wieku...4 lat!
Dostałam wraz z siostrą psa, miał mieszkać z nami w domu, ale z zastrzeżeniem, że śpi w korytarzu na przygotowanym dla niego posłaniu. Początkowo tez tak chciałam, ale jak już z nami zamieszkał niczego bardziej nie pragnęłam jak tego, aby mógł ze mną spać. Kiedy któregoś dnia zabrałam go do swojego łóżka rodzice zagrożeniem oddania psa. Byłam oburzona i postanowiłam się wyprowadzić, oczywiście zabierając ze sobą Pluta.
Spakowałam ulubionego misia i czekoladę w plecak, a Pluta na smycz i razem wyruszyliśmy do babci, która mieszkała kilometr dalej:-)
Oczywiście tego samego dnia po południu odebrali nas rodzice u stanęło na tym, że tak było początkowo ustalone Pluto śpi w korytarzu, ale dzięki temu nie trzeba go nigdzie oddawać.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie
Moderatorzy
Książki w tej dyskusji
zgłoś błąd zgłoś błąd