Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Konkursy LubimyCzytać.pl
Oficjalna grupa serwisu LubimyCzytać.pl. W grupie tej przeprowadzamy rozmaite książkowe konkursy z bardzo ciekawymi nagrodami. Aby uczestniczyć w konkursach LubimyCzytać.pl trzeba być zapisanym do tej grupy.
780886 czytelników
1631 dyskusji
105074 wypowiedziPokaż ostatnią
[Zakończony] Ucieczka z domu - wygraj książkę "Fałszywy pocałunek".

Ucieczka z domu - wygraj książkę "Fałszywy pocałunek".

Księżniczka Lia jest pierwszą córką domu Morrighan, królestwa przesiąkniętego tradycją, poczuciem obowiązku i opowieściami o minionym świecie. W dniu swojego ślubu ucieka, uchylając się od obowiązków - pragnie wyjść za mąż z miłości, a nie w celu zapewnienia sojuszu politycznego. Ścigana przez licznych łowców, znajduje schronienie w odległej wsi, gdzie rozpoczyna nowe życie. Gdy do wioski przybywa dwóch przystojnych nieznajomych, w Lii rozbudza się nadzieja. Nie wie, że jeden z nich jest odtrąconym księciem, a drugi to zabójca, który ma za zadanie ją zamordować.

 
Współcześni książęta i księżniczki! Czy w dzieciństwie zdarzyło się Wam pod wpływem złości wpaść na szalony pomysł spakowania całego dobytku i wyruszenia w nieznane, gdy nie zgadzaliście się ze zdaniem rodziców? Co było przyczyną takiego zamiaru? Jak rozwiązała się ta sytuacja?  


Czekamy na teksty o długości nieprzekraczającej 1500 znaków ze spacjami.   


Nagrody

Autorzy pięciu najciekawszych tekstów otrzymają egzemplarz książki.

Fałszywy pocałunek - Jacek Skowroński

Fałszywy pocałunek

Autor: Mary E. Pearson

Księżniczka Lia jest pierwszą córką domu Morrighan, królestwa przesiąkniętego tradycją, poczuciem obowiązku i opowieściami o minionym świecie. W dniu swojego ślubu ucieka, uchylając się od obowiązków - pragnie wyjść za mąż z miłości, a nie w celu zapewnienia sojuszu politycznego. Ścigana przez licznych łowców, znajduje schronienie w odległej wsi, gdzie rozpoczyna nowe życie. Gdy do wioski przybywa dwóch przystojnych nieznajomych, w Lii rozbudza się nadzieja. Nie wie, że jeden z nich jest odtrąconym księciem, a drugi to zabójca, który ma za zadanie ją zamordować. Wszędzie czai się podstęp. Lia jest bliska odkrycia niebezpiecznych tajemnic - i jednocześnie odkrywa, że się zakochuje.

Regulamin
  • Konkurs trwa od 8 września do 17 września włącznie. W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce.
  • Odpowiedzi muszą być napisane samodzielnie. Kopiowanie części lub fragmentów tekstów, recenzji innych osób jest zabronione. Teksty nie mogą przekraczać 1500 znaków ze spacjami.
  • Każdy użytkownik może zgłosić tylko jedną pracę.
  • Zwycięzców wybiera administracja serwisu lubimyczytać.pl. Decyzja jest nieodwołalna.
  • Dane adresowe zostaną wykorzystane przez serwis lubimyczytać.pl i Wydawnictwo Initium.
  • Adres zwycięzcy powinien zostać nadesłany do dwóch tygodniu od daty ogłoszenia wyników konkursu. Po tym terminie administracja lubimyczytać.pl dopuszcza wybór kolejnego laureata lub nieprzyznanie nagrody.
liczba postów na stronie: 
książek: 1499
LubimyCzytać
08-09-2017 15:16
Fałszywy pocałunek Fałszywy pocałunek
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 0
klaudia1
08-09-2017 22:31
Zdarzało i to często. Zwykle przez faworyzacje mnie i mojej siostry, ponieważ rodzice uważali że powinnam we wszystkim jej ustępować tylko dlatego,że jestem starsza. Uciekałam wtedy najczęściej do sadu sąsiada i wdrapywałam się na drzewo. Podziwiałam wtedy okolicę, nuciłam sobie lub po prostu siedziałam. Jedak po dłuższej przerwie zawsze wracałam do domu. Do tej pory nikomu nie powiedziałam... Zdarzało i to często. Zwykle przez faworyzacje mnie i mojej siostry, ponieważ rodzice uważali że powinnam we wszystkim jej ustępować tylko dlatego,że jestem starsza. Uciekałam wtedy najczęściej do sadu sąsiada i wdrapywałam się na drzewo. Podziwiałam wtedy okolicę, nuciłam sobie lub po prostu siedziałam. Jedak po dłuższej przerwie zawsze wracałam do domu. Do tej pory nikomu nie powiedziałam gdzie wtedy przebywałam.
pokaż więcej
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 999
evi
08-09-2017 15:36
Gdy nie zgadzałam się ze zdaniem rodziców, wbrew pozorom wcale nie miało to miejsca w fazie buntu w liceum, a dopiero, jak już weszłam w dorosłe życie, skończyłam studia i zaczęłam funkcjonować samodzielnie, po prostu nie zgadzałam się z ich zdaniem. I robiłam swoje. Raz wyszło mi to na dobre, innym razem zapisałam to jako dodatkowe doświadczenie i z perspektywy czasu pewnie bym się z rodzicami jednak zgodziła. Natomiast chęć, by wszystko rzucić, spakować walizkę i wyjechać gdzieś daleko, przychodzi od czasu do czasu tak po prostu. Gdy pogoda nie nastraja pozytywnie, jest brzydko, ponuro, zimno i leje. Myśl, by rzucić wszystko w diabły i wyemigrować tam, gdzie wiecznie jest lato, pojawia się ni stąd, ni zowąd. Albo gdy mam mnóstwo pracy w robocie lub roboty w pracy i nie wiem, w co ręce włożyć. Zastanawiam się: czy naprawdę mi to do szczęścia potrzebne? Może by tak spakować się i wyjechać do Nowej Zelandii, założyć tam szkółkę jogi i niczym się nie przejmować? I tak myśli podobne pojawiają się od czasu do czasu, ale tak szybko, jak się pojawiły, tak szybko znikają. Wracam, jak co dzień, do pracy, do domu i o dziwo! wcale tego nie żałuję. Pomarzyć, by rzucić wszystko - dobra rzecz, ale tak naprawdę nie chciałabym tego. Dobrze mi w moim życiu.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 667
Ola
08-09-2017 15:39
Ja byłam księżniczką jak najprawdziwszą. W przedszkolu mianowali mnie bowiem Księżniczką Grymaselą. Nie było na mnie silnych. Wszak wszelkie rozkazy i nakazy mnie nie dotyczyły. Tak samo było wobec rodziców. Toż jakim prawem śmią wydawać mi rozkazy. I to do tego zjedzenia zupy! POMIDOROWEJ! A ja nie mam ochoty! Jeść nie będę! Zabieram psinę (moja przytulanka), ulubione kapcie i ruszam w długą w poszukiwaniu krainy, w której moje rozkazy będą brane na poważnie. Rodzice znaleźli mnie mniej więcej w połowie drogi do tej krainy czyli jakieś 70m od domu. Moje marzenia legły w gruzach. Tamtej krainy nie znalazłam do dziś.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 43
Klops
08-09-2017 17:43
Nigdy nie uciekłam z domu, ale pewna kłótnia z rodzicami spowodowała, że schowałam się na dość długi czas w łóżku. Miałam wtedy okazję usłyszeć, jak zrzucali na siebie odpowiedzialność za moje zniknięcie, jak się denerwowali moją nieobecnością, wreszcie przekonałam się, że mnie nadrawdę kochają.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 0
amber_1404
08-09-2017 18:42
Zawsze moją ulubioną księżniczką była Arielka z Małej Syrenki. Ubóstwiałam ją i wodę, w której starałam się spędzać jak najwięcej czasu. Pewnego razu błagałam rodziców, żeby pozwolili mi pójść nad rzeczkę, płynącą niedaleko naszego domu – myślałam, że jeśli codziennie będę nad wodą, przemienię się w syrenkę. Rodzice kategorycznie zabronili, z racji, że padał wtedy deszcz. Uznałam, że ich decyzja zrujnuje moje marzenia i przyszłość, dlatego postanowiłam, że już nie będę ich słuchać. Zdecydowałam, że popłynę rzeczką do Arielki i się z nią zaprzyjaźnię. Spakowałam do plecaka z misiem gumową kaczkę, bluzeczkę, którą wycięłam tak, żeby miała kształt muszelki (ku późniejszym przerażeniu mojej mamy) i słoik sosu pomidorowego, którym pragnęłam zmienić kolor włosów na rudy, jak u Arielki. Niestety z mojego planu nic nie wyszło, ponieważ rodzice złapali mnie, kiedy tylko przekroczyłam próg domu. Uparcie protestowałam przed wejściem z powrotem do środka, ale przekupiona przez tatę ciastem czekoladowym, musiałam ulec. Nazajutrz zachorowałam na anginę i nigdy nie próbowałam już uciec z domu.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 1210
Dominka1
08-09-2017 19:21
Nigdy nie byłam typem buntowniczki, ale w rodzinie do dzisiaj krąży anegdota o pewnej ucieczce. Mój kuzyn pewnego razu zabrał swojego pluszowego misia, książeczkę z bajkami , zapas słodyczy i opuścił dom. Rodzina, przyjaciele, znajomi szukali go wytrwale, a rodzice Marcinka -szczególnie mama-odchodzili od zmysłów. W końcu mały uciekinier został zlokalizowany w ogrodzie dziadków, którzy mieszkali 20 minut drogi od wnuka. Maluch nie zamierzał wracać do domu, dopóki ....będzie w nim jego mała siostra. Ciotka i wujek musieli użyć całej swojej sztuki trafnej argumentacji, żeby przekonać syna. Przedsiębiorczy maluch poniekąd wymusił większą dawkę atencji i całe miesiące po tym zdarzeniu traktowany z szczególną delikatnością i uwagą. Historia przeszła do rodzinnych opowieści, które poznałam nawet ja, urodzona dobrych parę lat po te dramatycznej próbie ucieczki.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 1648
weyra
08-09-2017 21:46
- ... i zobaczysz! Jeszcze jeden wybryk, a zamiast do liceum w mieście będziesz chodzić do naszego - tu na miejscu. - grzmiała mama.
- Nigdy!
-Nie będziesz miała wyboru! Nie opłacę internatu i na dojazdy nie dam! A jeśli w naszej szkole też będą problemy to kupię stado gęsi i będziesz miała zajęcie. - Z poważną miną zagroził ojciec!
- Pięknej przyszłości mi życzycie! Nie wierzę! Jesteście okropni!
- Masz wybór. Uspokój się, siądź do nauki a przede wszystkim żaden Woodstok!
_ I tak pojadę! A potem nie wrócę i mam w nosie wasze gęsi i liceum! Nie dam się szantarzować! Dam sobie radę! - i pobiegłam na górę pakować plecak.

To było jakieś 20 lat temu. Oj działo się. Spakowałam się, trzaśnięciem drzwiami pożegnałam rodziców i...po 40 minutach wróciłam do domu. Zorientowałam się, że wyszłam z domu w kapciach. Kiedy stałam w przedpokoju i ubierałam buty emocje opadły już na tyle, że na spokojnie mogliśmy porozmawiać o egzaminie komisyjnym i planach na wakacje. Kapcie uratowały moją przyszłość. A na mój pierwszy Woodstock pojechałam rok później w nagrodę.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 2579
Ela
08-09-2017 22:11
Byłam za dużym tchórzem żeby gdziekolwiek uciekać, ale chciałam żeby rodzice odczuli, że to mogłoby się wydarzyć kiedy bardzo się zdenerwowałam. To na pewno była jakaś bardzo ważna sprawa, miałam w końcu z 5 lat. Mój problem został całkowicie zignorowany, ja poczułam się odrzucona. Napisałam na kartce (tak! w wieku 5 lat umiałam już pisać) moim kulfoniastym stylem UCIEKŁAM Z DOMU, kartkę położyłam na środku pokoju na dywanie i weszłam za biurko. I czekałam aż ktoś wejdzie do pokoju i wpadnie w panikę, bo ja uciekłam! I siedziałam tam jakieś 15 minut, nikt się nie zainteresował moją "ucieczką". Zajęła mnie jakaś inna rzecz, zapomniałam o złości i wróciłam. Kartkę pokazałam mamie, że ja uciekłam z domu, a ona sobie z tego nic nie zrobiła. Ta przygoda trwała tak długo, że nawet nie zdążyła zauważyć. Byłam najgrzeczniejszym i najnudniejszym dzieckiem na świecie.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 287
mizantropka
09-09-2017 10:32
Pomysł ucieczki z domu zamajaczył w głowie, przypuszczam, około 80% nastolatkom. Wątek ten pojawia się w literaturze, filmie, nawet w sztuce. Ucieczka jest symbolem zerwania ze światem, niegodzenia się z przyjętymi normami. Przecież wielu twórców mówi o świadomej banicji.

Mnie myśli o porzuceniu aktualnej rzeczywistości przychodzą bardzo często. Naprawdę. Dlaczego tylko nastolatkowie mają prawo do buntu? Ja wciąż czuję się nieprzystosowany do wymogów narzucanych mi przez społeczeństwo. Brzydzę się wszechobecnymi konsumpcjonizmem i hipokryzją. Ale skoro pytacie o przeżycia młodzieńcze, chętnie o nich opowiem.

W wieku osiemnastu lat, w momencie szczytu "buntu" pewien incydent przelał czarę goryczy mojej cierpliwości. Jednego z letnich, wakacyjnych wieczorów wybuchła zagorzała kłótnia pomiędzy mną, a moim ojcem. Powód wydawać się może błahy, otóż, szanowny mój ojciec wyrzucił, bardzo cenną dla mnie kolekcję płyt. Nigdy nie byłem jeszcze tak zdenerwowany. Wartość kolekcji nie była duża, z łatwością i za niewielką cenę kupiłem ją w ciągu miesiąca. Ale to były m o j e płyty, których bez pozwolenia nikt ruszać nie mógł. Wściekałem się oto, że człowiek, w tym przypadku mój ojciec, nie zwraca uwagi na czyjąś własność, nie obchodzi go, że dla kogoś rzecz bezwartościowa może coś znaczyć. O godzinie piątej rano, po nieprzespanej z powodu wściekłości, nocy zostawiłem na ławie w kuchni list (Uciekłem z domu. Nie szukajcie mnie.), do kieszeni włożyłem dwa batony, chwyciłem butelkę wody, wsiadłem na rower i ruszyłem w kierunku południa. Jak daleko zajechałem? W ciągu paru godzin przejechałem 238 kilometrów ze średnią 24 km/h. Dokąd dojechałem? Do mojej cioci, mieszkającej w dzisiejszych Czechach. Czego się nauczyłem? Nie wiem. Może tego, że ucieczki, niewiadome jak daleko i niewiadome jak desperackie nie mają sensu. Może tego, że nie warto walczyć ze wszystkimi ludźmi. Może tego, że muszę pogodzić się z tym, co mam, inaczej będę nieszczęśliwy. Nie wiem. Może.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 105
PinkFox
09-09-2017 12:36
Nie raz ani nie dwa tak bywało. O co były kłótnie? Nie pamiętam. Pewnie o bałagan, który nie chciał się posprzątać w magiczny sposób albo o lekcje które niestety nie odrabiały się same. Jak na tamte czasy to były moje jedyne i największe problemy.
Kiedy czegoś mi zabraniano pragnęłam tego jeszcze bardziej. Nawet jeśli wiązało się to z trzaśnięciem drzwiami i pójściem przed siebie bez wyznaczonego celu. Nic nie pakowałam. Brałam telefon i to co zawsze czyli jakieś pieniądze, dokumenty i klucze.
Chodziłam drogami, które dobrze znałam. Nie kombinowałam, nie chciałam się zgubić i martwić o drogę powrotną.
Wychodziłam bo chciałam się uspokoić, wyciszyć, dać sobie i rodzicom czas na przemyślenia i na spojrzenie na całą sytuację z innej perspektywy.
Czy to było dobre? Nie wiem. Ale pomagało.
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie
Moderatorzy
Książki w tej dyskusji
zgłoś błąd zgłoś błąd