Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/rozmowy/10953/z-kristina-sabaliauskait-po-lesie-rzeczy

Z Kristiną Sabaliauskaitė po „lesie rzeczy”

Autor: 
7 wartościowy tekst

„W tej książce jest cały barok” – zachwycali się litewscy recenzenci. „Prawdziwy literacki Mozart” – pisali o autorce, Krisitinie Sabaliauskaitė. Nominowana do Nagrody Angelus, urodzona w Wilnie pisarka powraca w olśniewającej sadze o burzliwych dziejach szlacheckiej rodziny na tle wielkiej wojny północnej – Silva rerum II. Z pisarką wywiad przeprowadziła Barbara Lekarczyk-Cisek.

Kristina Sabaliauskaitė – doktor historii sztuki, dziennikarka – debiutowała w 2008 roku powieścią historyczną Silva rerum. Utwór stał się na Litwie prawdziwym wydarzeniem literackim. Doceniony przez krytyków i badaczy historii kultury, czytelników urzekł obrazowością i bogactwem języka, jakim autorka opowiada o atmosferze i autentycznych wydarzeniach z XVII wieku (lata 1659–1667). Zręczne pióro publicystki, oko historyka sztuki wyczulone na piękno i detal, uwaga humanistki skierowana na duchową historię epoki – oto elementy składowe rozpoznawalnego stylu pisarki, gwarantujące przyjemność wielowarstwowej lektury.
 
Powieść „Silva rerum" została w 2008 roku wyróżniona Nagrodą im. Jurgi Ivanauskaitė i trafiła na ogłoszoną przez Instytut Literatury Litewskiej listę dwunastu najbardziej wartościowych pod względem artystycznym książek. W 2009 roku czytelnicy przyznali jej tytuł Litewskiej Książki Roku, a krytycy oficjalnie uznali ją za jedną z najlepiej zapamiętanych książek dekady. Polski przekład znalazł się w finale Nagrody Literackiej Europy Środkowej Angelus. W 2015 roku Kristina Sabaliauskaitė została Kobietą Roku na Litwie. Otrzymała także zaszczytną nagrodę św. Krzysztofa od miasta Wilna.
 
Barbara Lekarczyk-Cisek: W Wydawnictwie Literackim miała niedawno miejsce premiera drugiego tomu Pani tetralogii „Silva rerum”. Ponieważ upłynęły aż trzy lata od publikacji pierwszego, chciałabym, aby na początku naszej rozmowy przypomniała Pani polskim czytelnikom, jakie były okoliczności powstania sagi.

Kristina Sabaliauskaite: To był bodaj rok 2001, podczas którego odbywałam staż naukowy z historii sztuki na Uniwersytecie Warszawskim. Poświęcałam czas żmudnym zajęciom polegającym na sprawdzaniu różnych źródeł pisanych, oglądaniu setek mikrofilmów, listów, pamiętników i nagle z tych wszystkich źródeł zaczęły wyłaniać się ludzkie losy, pojedyncze historie. Tak zrodził się pomysł na współczesną powieść historyczną opartą na źródłach. Idea ta dość długo we mnie dojrzewała, ponad dziesięć lat. W moim życiu wszystko wspaniale się układało i zaczęłam zastanawiać się nad tym, jakie jest moje największe marzenie, które chciałabym zrealizować. Wtedy właśnie doszłam do wnioski, że chciałabym napisać powieść historyczną. Od razu miałam pomysł na tetralogię. Każdy tom miał być historią jednego pokolenia tej samej rodziny, więc główni bohaterowie zmieniają się, a jednak są zależni od losów swoich rodziców. Opowieść zaczyna się od potopu, a kończy rozbiorami.

Nie bała się Pani tak ogromnego wyzwania?

Trochę się obawiałam, dlatego na wszelki wypadek podczas ukazywania się kolejnych tomów na Litwie nigdy nie reklamowano następnych. Okazało się to słuszne, bo przez te dziesięć lat, kiedy pisałam tetralogię, dwukrotnie omal mnie to nie wykończyło. Kiedy jednak zakończyłam pisanie w 2016 roku, miałam przyjemne poczucie satysfakcji, że tak wielka praca została szczęśliwie zakończona.

To niesłychane, zważywszy, że był to Pani debiut!

Tak, to był mój pisarski debiut. Byłam znana jako dziennikarka, a także jako autorka tekstów dotyczących historii sztuki. Opowiadania napisałam dopiero między drugą a trzecią częścią trylogii, jestem także autorką książki „Danielius Dalba i inne historie” (oryg. „Danielius Dalba & kitos istorijos”).

Czy talent do opowiadania historii odziedziczyła Pani po kimś z rodziny?

Literatów w rodzinie nie mieliśmy. Moi antenaci zajmowali się polityką, prawem, naukami ścisłymi i sztuką. Brat mojej babci był obiecującym rzeźbiarzem, absolwentem Akademii Sztuk Pięknych w Wilnie, podobnie jak ja. Niestety, druga wojna światowa zmarnowała jego karierę. Ze strony ojca zawsze byli to ludzie książek, ale nie literaci – przeważnie wydawcy i drukarze. Jeden z moich krewnych jest nawet wydawcą we Wrocławiu. Na czym polega dobre opowiadanie, zrozumiałam dzięki swemu dziadkowi, który uzyskał bardzo dobre wykształcenie w przedwojennym gimnazjum, a po jego ukończeniu znał aż osiem języków. Deklamował Owidiusza po łacinie, Homera po grecku, opowiadał także cały korpus światowej literatury: mitologię grecką, dramaty szekspirowskie, „Pieśń o Nibelungach”… Kiedy miałam siedem lub osiem lat, klasyka światowej literatury dotarła do mnie po raz pierwszy właśnie w formie ustnej, czyli jego niezwykle atrakcyjnych opowiadań.

Czy pojawiający się na kartach Pani powieści bohaterowie mają swoje pierwowzory historyczne, czy też wymyśliła ich Pani?

Rodzina Narwojszów jest autentyczna – jej potomkowie nadal żyją na Litwie. Najsłynniejszy z całej dynastii jest Franciszek Ksawery Narwojsz – jezuita, wolnomularz, filozof, matematyk, astronom, żyjący pod koniec XVIII wieku, upamiętniony tablicą na dziedzińcu Uniwersytetu Wileńskiego. Niezwykle przy tym barwna postać! Pięć lat spędził w Londynie, ale nie powiem, co tam robił, bo o nim piszę w czwartej części „Silva rerum”. Przetrwała korespondencja niektórych członków tej rodziny, zachowały się podstawowe fakty biograficzne. Kiedy czyta się takie źródła, bada różne wątki, wtedy historia tej osoby się rozwija. W przypadku Franciszka Ksawerego posunęłam się w badaniach biograficznych dalej niż jego oficjalni biografowie. Dysponuję warsztatem badacza, który próbuje połączyć naukę historii z literaturą.

Czy to jest trudne?

Dla mnie nie. Najtrudniejsza dla pisarzy zajmujących się powieścią historyczną jest rezygnacja z fascynujących niekiedy detali historycznych, które się w czasie badań odkrywa. Najważniejsza jest dbałość o narrację i bezlitosne odrzucanie wszystkiego, co jej nie służy, nawet jeśli samo w sobie jest fascynujące. Istnieje ogromna liczba faktów i historii, które nie trafiły na strony moich powieści.

A czy zdarzyło się, że opowiadając historię któregoś z bohaterów, dała się Pani ponieść wyobraźni?

Nie powiedziałabym, że dałam się ponieść, ale zauważyłam, iż czasami czuję, jak postaci powieściowe ożywają, choć nie nazwałabym tego życiem niezależnym. Pewnych faktów nie da się jednak odwrócić. Ludzkie losy są tak ciekawe, że zadaniem pisarza zajmującego się powieścią historyczną staje się „tylko” nadanie życia ich biografiom, prawdy egzystencjalnej, a nie wymyślanie ich na nowo. Ważne jest nadanie emocji faktom historycznym, bo nauka nie zajmuje się takimi zagadnieniami jak rola emocji w historii. Ja natomiast uważam, że nie należy bagatelizować momentów irracjonalnych czy emocjonalnych, które mają czasami ogromny wpływ na wydarzenia historyczne. Zdarzało się przecież, że jakiś wódz postępował irracjonalnie i kierując się nienawiścią, wyrządzał szkodę sobie i innym.

Kiedy czyta się Pani książki, często odnosi się wrażenie, że mamy do czynienia z żywymi ludźmi, podobnymi do nas, a nie z postaciami historycznymi. Trudno jest utożsamić się z takimi bohaterami jak Kmicic czy Baśka Wołodyjowska, o ileż łatwiej poczuć się w skórze takich bohaterów jak Urszula Birontowa z Narwojszów. Rozbawiło mnie, kiedy czytałam, że będąc starszą panią, lubiła słuchać muzyki, a z ludźmi wolała obcować korespondencyjnie, bo z bliska bywają męczący – zobaczyłam siebie w tej charakterystyce (śmiech).

W przypadku bohaterów Sienkiewicza ta historyczność została jeszcze bardziej wzmocniona językiem staropolskim. Dlatego właśnie zrezygnowałam z dialogów, bo nie chciałam archaizować języka. Moją intencją było wykreować atmosferę, iluzję barokowości, ale innymi środkami literackimi. Obraz ludzi, który wyłaniał się ze źródeł, utwierdzał mnie w przekonaniu, jak mało zmienia się ludzka natura. Doświadczamy tych samych problemów, napięć egzystencjalnych, tylko inaczej to nazywamy. Dawniej nie było psychoanalizy, ale była spowiedź, nikt nie mówił o depresji, ale bardzo często posługiwano się określeniem „melancholia”.

Czytając drugi tom „Silva rerum”, miałam wrażenie, że szczególną sympatią darzy Pani żydowskiego lekarza Aarona Gordona – w Pani opowieści właściwie nie ma wad, ludzkich słabości, jakie mają inni bohaterowie. Domyślam się, że to świadomy zamysł…

W postaci Aarona najważniejsze jest to, że jest obcy, na wszystko patrzy z pewnego dystansu, jest innego wyznania i przez to wydaje się bardziej krytyczny. Najważniejsza jego cecha to pasja, jaką darzy swoje rzemiosło i naukę.

A czy jego notatki, sposoby leczenia i traktowania chorych również zaczerpnęła Pani z archiwalnych źródeł?

Pisząc o tym, miałam bardzo dobrych konsultantów – historyków medycyny z Litwy. Na początku XVIII wieku badania medyczne były bardzo ograniczone, nie było na przykład możliwości zrobienia sekcji zwłok, także z powodów religijnych. Fascynowało mnie, że mimo to dążono do poszerzenia wiedzy medycznej, a lekarze zaczynali zapisywać obserwacje i badania. W drugim tomie powieści widzimy z jednej strony, jak kwitną zabobony dotyczące chorób, a z drugiej – jak w tych czasach silne są także dążenia do ich opisania i skatalogowania. Pod koniec XVIII wieku wynaleziono szczepionkę przeciw ospie! To jest także temat czwartej części powieści.

Pod wpływem lektury obu tomów zauważyłam, że różne są ich światopoglądy. W pierwszym dominuje temat śmierci, Eros i Tanatos oraz poczucie kruchości istnienia, tak typowe dla baroku. W drugim natomiast przewija się temat losu – rozważania o jego nieuchronności albo przeciwnie – przypadkowości… Czy każdy z tomów zawiera taką przewodnią myśl?

Cieszy mnie, że to jest czytelne, bo kiedy pisałam te powieści, dążyłam do tego, aby były wielowarstwowe. W pierwszym tomie nawiązuję do filozofii Kartezjusza – ciało i duch, drugi jest interpretacją myśli Barucha Spinozy: czym jest los, predestynacja? Część trzecia, której akcja rozgrywa się w połowie XVIII wieku, nawiązuje do kabały, ukazując w ten sposób fascynację wszystkim tym, co irracjonalne, ucieczką w wymyślone światy. A czwarta część dotyczy wyznawanego przez oświecenie racjonalizmu.

A skoro już o tym mowa, to czego możemy się spodziewać po kolejnych tomach powieści?

Bohaterem trzeciej części jest Piotr Antoni Narwojsz – postać historyczna, człowiek bardzo majętny, który był prawą ręką Michała Kazimierza Radziwiłła, „Rybeńki”, a w centrum wydarzeń umieściłam skandal związany z osobą Marcina Mikołaja Radziwiłła, który podobno przeszedł na judaizm. Co ciekawe, ta postać pojawia się również w „Księgach Jakubowych” Olgi Tokarczuk. Okazało się, że zupełnie o tym nie wiedząc, pisałyśmy w tym samym czasie o tym samym okresie, a nawet o tych samych postaciach. Z kolei bohaterem czwartej części jest wspomniany już przeze mnie Franciszek Ksawery Narwojsz. Akcja powieści przenosi się ponadto z Rzeczypospolitej Obojga Narodów do Europy – rozgrywa się nie tylko w Wilnie, Warszawie, Krakowie, ale również w Amsterdamie, Paryżu i Londynie.

Czy nadal można zwiedzać Wilno, mając Pani powieść za przewodnik?

Tak, zapraszam serdecznie!

Dziękuję za rozmowę.


Pokaż wszystkie rozmowy
Komentarze
Autor:  Lissa |  wypowiedzi: 6  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 186
Lissa
12-10-2018 13:28
Zapraszam do dyskusji.
książek: 6674
allison
13-10-2018 21:35
Świetne uzupełnienie bogatych refleksji po lekturze "Silva rerum II".
książek: 8
Eskarina
14-10-2018 18:48
Bardzo ciekawy wywiad. Miło wiedzieć, kiedy Autorkę naszła myśl o napisaniu tej świetnej książki. I słuszna uwaga, że pisarze mają problemy z przesiewaniem zdobytych informacji i często chcą pisać o wszystkim naraz :)

Przy okazji, piękna z niej kobieta.
książek: 157
Piratka
14-10-2018 20:23
Nie pojmuję tych zachwytów.
"Owego upalnego lata roku Pańskiego 1659 Kazimierz i Urszula Narwojszowie pierwszy raz zobaczyli śmierć. Śmierć towarzyszyła im wprawdzie już od kilku tygodni, ale dopiero teraz te mające dziesięć wiosen bliźnięta po raz pierwszy zajrzały jej w oczy osadzone w szarej niespokojnej twarzy i można powiedzieć, że to spotkanie, trwające zaledwie kilka chwil, zaważyło na...
Nie pojmuję tych zachwytów.
"Owego upalnego lata roku Pańskiego 1659 Kazimierz i Urszula Narwojszowie pierwszy raz zobaczyli śmierć. Śmierć towarzyszyła im wprawdzie już od kilku tygodni, ale dopiero teraz te mające dziesięć wiosen bliźnięta po raz pierwszy zajrzały jej w oczy osadzone w szarej niespokojnej twarzy i można powiedzieć, że to spotkanie, trwające zaledwie kilka chwil, zaważyło na dalszych losach ich obojga.
Wszystko zaczęło się parę tygodni wcześniej, kiedy zdechł ich ukochany kot Maurycy – pręgowane, utuczone stworzenie, które było z nimi od kołyski i cierpliwie, schowawszy pazury, ze stoickim spokojem znosiło każdą ich psotę. Z wyjątkiem tej najbardziej przez dzieci lubianej: kiedy jedno go miętosiło, a drugie boleśnie ciągnęło za ogon. Przydybany znienacka Maurycy postępował zgodnie ze swą kocią naturą – zapominał o okazywanej zazwyczaj malcom pobłażliwości i potwornie się wijąc, drapał tego, kto akurat trzymał go w objęciach."
Rety...
pokaż więcej
książek: 552
Maciek
14-10-2018 21:18
A co jest nie tak z tym fragmentem?
Użytkownicy oznaczyli ten post jako spam
książek: 26
Livia
15-10-2018 08:13
"Najtrudniejsza dla pisarzy zajmujących się powieścią historyczną jest rezygnacja z fascynujących niekiedy detali historycznych, które się w czasie badań odkrywa. Najważniejsza jest dbałość o narrację i bezlitosne odrzucanie wszystkiego, co jej nie służy, nawet jeśli samo w sobie jest fascynujące."
Ta uwaga wydaje mi się niezwykle trafna ;)
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie

Opinie czytelników


O książce:
Felek i Tola

Napisane prostym językiem przygody Toli i Felka bardzo przypadły do gustu mojej córce. Śmieszne historie, szczera przyjaźń między Tolą , Felkiem i Hen...

zgłoś błąd zgłoś błąd