Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/publicystyka/11611/pytanie-o-przyszlosc-filmow

Pytanie o przyszłość filmów?

8 wartościowy tekst

Netflix czy kino? Choć może się zdawać, że to pytanie podobne do „książka elektroniczna czy tradycyjna?”, to w dobie zmian w kulturze nieuniknione jest starcie platform streamingowych i tradycyjnej kultury kinowej.

Po ostatnim rozdaniu Oscarów wiele osób komentowało fakt nagrodzenia trzema statuetkami „Romy” Alfonsa Cuaróna („Najlepszy reżyser”, „Najlepszy film nieanglojęzyczny” i „Najlepsze zdjęcia”). Nie chodziło bynajmniej o to, że krytycy kwestionowali zasadność przyznania tych nagród – przeciwnie, większość raczej zgadzała się co do tego, że „Roma” to kino w najlepszym gatunku.

Poszło o coś zgoła innego. Obraz ten powstał pod szyldem Netflixa, czyli platformy streamingowej, pompującej ostatnio w produkcję filmową gigantyczne kwoty. O fenomenie serwisów typu VOD (ang. video on demand – wideo na żądanie), takich jak Netflix, Hulu czy Amazon, napisano już sporo. Przeprowadziły one w końcu niemałą rewolucję, udostępniając za niewygórowaną kwotę tysiące tytułów i pozwalając na oglądanie wszystkich odcinków seriali naraz – co razem wzięte pozostawiło tradycyjną telewizję nieco w tyle. Wprowadzane przez te serwisy zmiany zachodzą dziś jednak nie tylko w modelu odbioru treści wizualnych, lecz także ich produkcji i dystrybucji. Właśnie z tego powodu mówi się, że streaming może zagrozić nawet kinom.

Kto chce Oscara?

Podobno pierwszym, który tak zdecydowanie przeciwstawia się temu, by produkcje Netflixa były godne Oscarów, jest Steven Spielberg. Podobno, bo nie ma oficjalnej wypowiedzi reżysera, tylko przecieki dotyczące niezwykle krytycznych uwag, jakimi twórca „Szeregowca Ryana” miał podzielić się w swym przemówieniu podczas posiedzenia władz Akademii Filmowej. Spielberg nie zgadza się na to, by obrazy Netflixa czy Amazona były traktowane na równi z filmami produkowanymi przez tradycyjne studia filmowe i mogły stawać wyścigu o najbardziej prestiżową nagrodę w świecie X muzy – Oscara. Aby bowiem film mógł ubiegać się o tę statuetkę, według regulaminu musi być dystrybuowany w amerykańskich kinach i tylko dlatego właśnie „Romę” można było wyświetlać na dużym ekranie. Netflix pokazywał „Romę” w niewielu miejscach i przez krótki czas wykorzystując przepis, który jeszcze kilka lat temu miał służyć niewielkim producentom niezależnych filmów. Gdyby nie ten wymóg, widzowie zapewne mogliby dzieło Cuaróna oglądać tylko w zaciszu swojego domu (a na takim odbiorze na pewno straciłyby choćby jej wspaniałe zdjęcia). Jakiś czas temu także organizatorzy festiwalu w Cannes nie zgodzili się, by tak produkowane filmy brały udział w konkursie głównym. Czy więc Oscary będą następne?

Kino domowe XXI wieku

Nie ma wątpliwości co do tego, że za Oscarami stoją wielkie pieniądze – zarówno te, które trzeba zainwestować w promocję, bez której o statuetce nie ma co marzyć, jak i te, które nagroda (i wiążące się z nią zainteresowanie widzów) może przynieść. Spielberg więc (i inni hollywoodzcy twórcy), pragnąc wyeliminować konkurencję w postaci Neflixa, walczy o własne interesy. Jednocześnie trudno nie przyznać mu słuszności w tym, że popularność platform streamingowych może zagrażać tradycyjnej kulturze kinowej – bo kto oprócz garstki zapaleńców będzie w przyszłości chodzić do kin, jeśli w domu będzie miał dostęp do najlepszych, nagradzanych na festiwalach obrazów, za którymi stoją duże budżety i znane gwiazdy? Czy wtedy nie stałoby się tak, że przetrwają tylko multipleksy, wyświetlające na swych wielkich ekranach wysokobudżetowe blockbustery, a kina studyjne stracą widzów, którzy ambitniejsze, nagradzane obrazy będą poznawać, siedząc na kanapie we własnym domu? A może nie powinniśmy się tym martwić, bo w kulturze tak jak w przyrodzie powinni przetrwać najsilniejsi, a zmiany są czymś naturalnym i nieuniknionym?

Czym jest telewizja?

Spielberg uważa, że filmy Amazona i Netflixa nie powinny mieć prawa, by ubiegać się o Oscary, a co najwyżej o nagrody telewizyjne, takie jak Emmy (oczywiście wiadomo, że nagrodami Emmy widzowie nie emocjonują się tak jak Oscarami). Ale czy nie jest tak, że Netflix z samej swej definicji telewizją nie jest? A jeśli nie jest, to może powinna zaistnieć jakaś nowa nagroda, o którą ubiegać mogłyby się wyłącznie najlepsze filmy platform VOD? Może zyskałaby należny sobie prestiż oraz uwagę widzów i krytyków, jeśli dalej powstawałyby obrazy na tak wysokim poziomie, jak „Roma”, „Ballada o Busterze Scruggsie” braci Cohen czy „Mudbound” Dee Rees? Choć pewnie do Oscarów, które powszechnie postrzega się jako nagrody wyróżniające najlepsze filmy, a nie tylko te dystrybuowane w kinach, i tak byłoby jej daleko.

Te straszne e-booki

Trudno jednak w dyskusji o przyszłości kina nie pomyśleć o literaturze. Podobnie zaniepokojone głosy podnoszono wtedy, gdy e-druk stawał się coraz popularniejszy. Wieszczono rychły koniec epoki papieru, obawiano się bankructwa tradycyjnych wydawnictw, alarmowano o spadku czytelnictwa. Dziś wiemy, że nic takiego się nie stało, a e-książki raczej podniosły komfort czytania i otworzyły współczesnego odbiorcę na słowo pisane. Dlaczego by więc nie cieszyć się zmianami, jakie przynosi nam technologia? Niewątpliwie sporo z nich jeszcze przed nami, a skoro teraz walka trwa głównie o widza (i czytelnika!), możemy być spokojni o jej wynik.

Powiązane treści:
Oscar dla książki, czyli o oscarowej literaturze

„Jeżeli znajduję to w literaturze, to jest to dla mnie wielka literatura, jeżeli w kinie, to jest to dla mnie wielkie kino” – pisał w swych autobiograficznych przemyśleniach Krzysztof Kieślowski. Czego szukał nasz nieodżałowany mistrz? Czy takim samym kryterium kierują się członkowie Akademii przy rozdawaniu Oscarów? Zwłaszcza, choć nie tylko, tych literackich. Pomyślmy.



więcej
Czytanie przez oglądanie, czyli tegoroczne oscarowe scenariusze

Czy scenariusz to literatura? A czy człowiek to ssak, czy zwierzę, jak pytali niegdyś najwyraźniej cokolwiek skonfundowani członkowie Polskiego Związku Łowieckiego?



więcej

Pokaż wszystkie teksty publicystyczne.
Komentarze
Autor:  Ewa |  wypowiedzi: 25  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 886
owca626
10-03-2019 19:24
Testuje od blisko roku HBO GO i mimo początkowego zachwytu teraz jestem bardzo zawiedziony. Główne chodzi o "nowości" filmowe. Jest kilka seriali, które spełniają moje kryteria jak chociażby "Gra o tron", ale same filmy to tragedia.

Dla 5 filmów roczne, które są faktyczne nowościami kompletnie nie warto wydawać pieniędzy na tą platformę. Według mnie film z 1972 roku już z samej definicji nie...
Testuje od blisko roku HBO GO i mimo początkowego zachwytu teraz jestem bardzo zawiedziony. Główne chodzi o "nowości" filmowe. Jest kilka seriali, które spełniają moje kryteria jak chociażby "Gra o tron", ale same filmy to tragedia.

Dla 5 filmów roczne, które są faktyczne nowościami kompletnie nie warto wydawać pieniędzy na tą platformę. Według mnie film z 1972 roku już z samej definicji nie może być "nowością" w serwisie. Przeglądam co jakiś czas zapowiedzi odnośne tego co się będzie w danym miesiącu dostępnie w HBO i jak się trafi film z tego stulecia to już sukces.

Po zakończeniu "Gry o Tron" planuję zrezygnować z usługi i zacząć testować Netlix'a. Dużo seriali i przynajmniej filmy, które się ukazują są faktyczne nowościami. Choć nie ukrywam że najpierw poszukać kogoś do współdzielenia konta, aby taniej wyszło.

Od czasu do czasu lubię się wybrać do kina, ale zawsze wybieram seanse o takich godzinach kiedy wiem że będzie na sali tylko kilka osób. Straszne się ogląda filmy z pełną salą... co tu dużo pisać - ludzie do świnie. W domu oglądasz kiedy chcesz, z kim chcesz i jak chcesz.

Film to film. Czy będzie dostępny natychmiast w serwisie steamingowych czy też najpierw przez 4 miesiące tylko w kinie tego nie zmieni. To tak samo jakby o jakości filmu miał decydować budżet a nie gra aktorka czy też sama fabuła
pokaż więcej
książek: 6351
Róża_Bzowa
10-03-2019 20:28
Film to film, zgadzam się. Nie ma dla mnie znaczenia jak wysoki miał budżet ani kto go produkował - bardziej liczy się dla mnie czy coś we mnie poruszył, skłonił do refleksji, zainspirował lub pozwolił zweryfikować spojrzenie na jakąś kwestię.

Miałam przez chwilę dostęp do Netflixa i zrezygnowałam po obejrzeniu interesujących mnie filmów.

Uwielbiam chodzić do kin studyjnych: cenię ambitne,...
Film to film, zgadzam się. Nie ma dla mnie znaczenia jak wysoki miał budżet ani kto go produkował - bardziej liczy się dla mnie czy coś we mnie poruszył, skłonił do refleksji, zainspirował lub pozwolił zweryfikować spojrzenie na jakąś kwestię.

Miałam przez chwilę dostęp do Netflixa i zrezygnowałam po obejrzeniu interesujących mnie filmów.

Uwielbiam chodzić do kin studyjnych: cenię ambitne, artystyczne kino, lubię być w otoczeniu ludzi, którzy nie jedzą w czasie seansu popcornu (nie cierpię! i ten silny zapach!), a ceny biletów są bardzo przystępne (np. 30 zł za karnet na dowolne 3 filmy w ciągu danego roku kalendarzowego). Nic nie zastąpi mi tej kinowej atmosfery, momentu, gdy gaśnie światło i zaczyna się magia...
pokaż więcej
książek: 37
Piotr-Pietia
11-03-2019 10:05
Nie podoba mi się tytuł artykułu: "Pytanie o przyszłość filmów?". Tu raczej chodzi o sposób ich dystrybucji, niż same filmy, co do których nic nie wskazuje, żeby miały zginąć. Czy śmierć kin miałaby z punktu widzenia odbiorcy być problemem? Są specyficzne obrazy stworzone w technologii 3D lub wielkie widowiska z masą efektów specjalnych (Star Wars itp.), które niewątpliwie zyskują na wielkim... Nie podoba mi się tytuł artykułu: "Pytanie o przyszłość filmów?". Tu raczej chodzi o sposób ich dystrybucji, niż same filmy, co do których nic nie wskazuje, żeby miały zginąć. Czy śmierć kin miałaby z punktu widzenia odbiorcy być problemem? Są specyficzne obrazy stworzone w technologii 3D lub wielkie widowiska z masą efektów specjalnych (Star Wars itp.), które niewątpliwie zyskują na wielkim ekranie i tu możliwość obejrzenia w kinie ze specjalnymi okularami oraz otaczającymi ze wszystkich stron głośnikami ma sens. Ale zupełnie inaczej jest w przypadku ambitnego i kameralnego kina obyczajowego, gdzie dla mnie osobiście rozmiar ekranu nie ma przesadnie wielkiego znaczenia. Wystarcza mi nawet ekran laptopa o ile rozdzielczość nie schodzi poniżej 480p, a najlepiej jak obraz jest utrzymany w rozdzielczości Full HD.
pokaż więcej
książek: 134
_Magnolia_
11-03-2019 19:00

Podobno pierwszym, który tak zdecydowanie przeciwstawia się temu, by produkcje Netflixa były godne Oscarów, jest Steven Spielberg. Podobno, bo nie ma oficjalnej wypowiedzi reżysera

Ciekawe, podkreśla się "podobno" by następnie rozwijać artykuł jakby co powiedział było faktem. Ale jeżeli jest prawdą, to moim zdaniem ma rację, że Oscar nie może dostać film z platformy VOD. Według mnie powinny...

Podobno pierwszym, który tak zdecydowanie przeciwstawia się temu, by produkcje Netflixa były godne Oscarów, jest Steven Spielberg. Podobno, bo nie ma oficjalnej wypowiedzi reżysera

Ciekawe, podkreśla się "podobno" by następnie rozwijać artykuł jakby co powiedział było faktem. Ale jeżeli jest prawdą, to moim zdaniem ma rację, że Oscar nie może dostać film z platformy VOD. Według mnie powinny istnieć nagrody dla platform VOD, tak jak istnieją właśnie dla filmów, które nie ukazały się w kinach, tylko w telewizji.

Raczej kino nie przestanie funkcjonować. Rozumiem, że ktoś może mieć traumę, że przychodzi do kina i za plecami ktoś cały czas siorbie Colę i chrupie pop-cornem jakby przed seansem nie mógł się porządnie najeść, przez co zabarykadowanie się w domu jest dla niego rozwiązaniem by mieć święty spokój, ale bez przesady. Obecnie jest trend na filmy/seriale Netflixa ale myślę, że to minie, bo i tym można się przejeść, a poza tym przy takim popycie koszt abonamentu może się zwiększyć i zniechęcić do dalszego korzystania z usługi.

Z e-bookami nigdy nie wątpiłam, że będzie straszną konkurencją dla książki papierowej, ponieważ różnica cenowa bywa niewielka, a książka potrafi być dekoracją w biblioteczce.
pokaż więcej
książek: 621
Rossellinique
12-03-2019 17:04
Nie ma co porównywać wg mnie chodzenia do kina/oglądania w domu do kupowania książek papierowych/ebooków. Książki czy ebooki można kupić przez internet i ma się dostawę pod drzwi, to się równoważy. W przypadku oglądania filmu, jeśli chcemy to zrobić w kinie to nie ma teleportacji czy innych alternatyw,trzeba się ruszyć z domu, a dla wielu osób dziś wygodniej jest zasiąść choćby na kanapie... Nie ma co porównywać wg mnie chodzenia do kina/oglądania w domu do kupowania książek papierowych/ebooków. Książki czy ebooki można kupić przez internet i ma się dostawę pod drzwi, to się równoważy. W przypadku oglądania filmu, jeśli chcemy to zrobić w kinie to nie ma teleportacji czy innych alternatyw,trzeba się ruszyć z domu, a dla wielu osób dziś wygodniej jest zasiąść choćby na kanapie przed własnym ekranem i włączyć to na co ma się właśnie ochotę o której się chce, można zrobić sobie przerwę kiedy się chce, no i ceny. Jeden bilet do kina to miesięczny dostęp do całej platformy.
Co do nagród się nie wypowiem bo te od dawna nie mają dla mnie znaczenia, zbyt dużo razy się zawiodłam na filmie obsypanym mnóstwem statuetek, ale stworzenie odrębnych dla stacji typu Netflix czy HBO Go wydaje się ciekawą opcją.
pokaż więcej
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie

Opinie czytelników


O książce:
We dwoje

Początek lekko mnie zniechęcił do tej książki, dlatego też podchodziłam do niej dwa razy. Kiedy zaczynałam drugi raz i przebrnęłam przez dość nudny p...

zgłoś błąd zgłoś błąd