Zła nie można rozgrzeszać, ale warto je poznać. Rozmowa z Adrianem Bednarkiem, autorem „Inspiracji”

Ewa Cieślik
08.06.2020

Do księgarń trafiła właśnie kolejna książka, w której Adrian Bednarek udowadnia, że potrafi wciągnąć czytelnika do swojego literackiego świata. Mroczny thriller „Inspiracja” to mocny początek trylogii z Oskarem Blajerem - bohaterem, który zaskoczył nawet samego pisarza. Adrian Bednarek opowiada o przygodzie, jaką było pisanie cyklu, erotyce obecnej w tworzonych przez niego historiach oraz krzywdzie, która tworzy kolejne krzywdy. 

Zła nie można rozgrzeszać, ale warto je poznać. Rozmowa z Adrianem Bednarkiem, autorem „Inspiracji”

[Opis wydawcy] Kiedy miłość jest inspiracją dla zbrodni...

Pisanie opowiadań kryminalnych jest dla 23-letniego Oskara formą terapii pomagającą zapomnieć mu o dramacie z przeszłości. W poszukiwaniu inspiracji młody mężczyzna udaje się na pogrzeb brutalnie zamordowanej nastolatki. Tam poznaje Luizę, piękną dziewczynę z wyższych sfer, która wkrótce odmieni jego życie.

Świat zła Adriana Bednarka fascynuje od samego początku!
Mroczna rozrywka, która nie pozwala nawet na chwilę oddechu.

Ewa Cieślik: Skończył pan Akademię Ekonomiczną. Marzył pan o karierze w finansach? I jak to się stało, że zaczął pan pisać?

Adrian Bednarek: Za młodu nie należałem do ludzi grzeszących odpowiedzialnością. Kiedy szykowałem się do matury i przyszedł czas wybierać uczelnie, bardziej byłem skupiony na typowo nastoletnich rozrywkach niż planowaniu przyszłości. Postawiłem na Akademię Ekonomiczną, ponieważ nieźle odnajdowałem się w cyferkach i wydawało mi się to naturalne. Natomiast pisać zacząłem dość późno, bo w wieku 28 lat. Od pewnego czasu czułem, że czegoś mi brakuje, że nie znajduję w pracy elementu pasji. Mroczne historie natomiast intrygowały mnie od dawna. W głowie miałem dużo pomysłów na własne, ciągle przychodziły mi nowe, uwielbiałem czytać i któregoś dnia postanowiłem sprawdzić, czy odnajdę się w pisaniu. Po pierwszej napisanej powieści już wiedziałem, że to jest to co chcę robić zawsze. Do dziś nie zmieniłem zdania.

Zdobył pan popularność „Pamiętnikiem diabła”, pierwszym tomem cyklu o Kubie Sobańskim. Później napisał pan kilka osobnych książek – w tym niedawne „Córeczki”. „Inspiracja” to zaś książka, która otwiera nowy cykl, dzieki któremu Oskar Blajer zostanie z czytelnikami na dłużej. Na Instagramie podzielił się pan z fanami zdjęciem ukazującym koniec prac nad ostatnią częścią trylogii. Jakie uczucia towarzyszyły panu podczas tworzenia tej serii?

Przede wszystkim zaskoczenie. Kiedy zaczynałem „Inspirację”, nie miałem pojęcia, że historia Oskara rozwinie się do trzech części. Początkowo miał to być kolejny jednotomowy thriller, a wyszło coś znacznie poważniejszego. Zaskoczyłem samego siebie podejściem do postaci Oskara, natomiast on zaskakiwał mnie z każdym kolejnym tomem. Jego charakter, motywacja i czyny wymykały się spod kontroli. Po napisaniu cyklu o Kubie nie czułem potrzeby wiązania się z nowym bohaterem na dłużej. Wydaje mi się, że Oskar sam zadecydował. Tak jak Kuba pojawił się spontanicznie, zawładnął moją głową i zapewnił niesamowitą przygodę.

Pomysł na „Córeczki” pojawił się w pana głowie podczas pobytu w Hiszpanii, gdy ze znajomymi zaczął pan wymyślać pewną mroczną grę. A co stało za pomysłem na fabułę „Inspirację”?

Tym razem okoliczności nie były tak gorące i plażowe. Pomysł przyszedł podczas jednej z wieczornych rozmów z żoną. Od razu zaznaczę, że nie graliśmy w mroczne gry. (śmiech) To była zwykła rozmowa, w jej trakcie poczułem impuls. Głos w głowie podpowiedział pewien schemat. Od niego zaczął się rozwijać pomysł na Inspirację.

„Inspiracja” to nietypowy kryminał – główna rola nie przypadła bowiem w udziale policjantowi prowadzącemu śledztwo, nie śledzimy też poczynań mordercy, jak miało to miejsce w serii z Sobańskim. Skąd ta decyzja, by bohaterem uczynić młodego chłopaka, który w sprawę zabójstw wplątuje się nieco przypadkowo? Dodajmy, że dla Oskara Blajera zagłębianie się w tę historię ma wymiar terapeutyczny… Choć chyba więcej nie możemy zdradzić o głównym bohaterze, żeby nie psuć czytelnikom niespodzianki.

Jak wspomniałem wcześniej, miałem w głowie pewien schemat. Zakładał, że głównym bohaterem będzie młody chłopak, który pozna dziewczynę i w ten sposób wplącze się w kłopoty. W moich książkach zazwyczaj głównymi bohaterami są mordercy, złodzieje, porywacze, gangsterzy, w skrócie – czarne charaktery. Tym razem miałem ochotę przeżyć nieco inną przygodę, nie wczuwać się w zbrodniarza, tylko kogoś kogo zbrodnia brzydzi, ale jednocześnie fascynuje. Więcej detali dotyczących charakteru Oskara zdecydowanie nie powinniśmy zdradzać. Lepiej nie zabierać czytelnikom niespodzianki.

Oskar Blajer interesuje się zbrodniami, a do tego nieźle pisze – ma spore grono czytelników na Wattpadzie. Czy między nim a panem są jakieś podobieństwa? Pan dość mocno interesuje się seryjnymi mordercami…

Myślę, że każdy pisarz w swoich bohaterach zostawia część siebie. Nawet kiedy tego nie chce. Interesuję się seryjnymi mordercami, sam wymyśliłem już kilku, swoje pierwsze teksty publikowałem właśnie na Wattpadzie. Stąd pewne inspiracje które dobrze pasują do fabuły.

Natomiast cechy charakteru głównych bohaterów to już zupełnie inna sprawa. Oni żyją własnym życiem, rozwijają się i zmieniają. Oskar stanowi dobry przykład zmieniającego się charakteru.

„Inspiracja” to opowieść o skrzywdzonych ludziach, na których decyzje ma wpływ tragiczna przeszłość. Zgodziłby się pan z tym stwierdzeniem? A może zła nie można rozgrzeszać?

Jak najbardziej. To stwierdzenie dobrze opisuje charakter bohaterów „Inspiracji”. Choć uważam, że zła nie można rozgrzeszać, to warto poznać jego motywację. Mnie zawsze interesowało, w jaki sposób krzywda rodzi w człowieku chęć zadawania jeszcze większej krzywdy.

Adrian Bednarek i nowa książka pt.

Wcześniej umieszczał pan akcję swoich książek w znanych panu miastach – był już Kraków oraz rodzinna Częstochowa. Akcja „Inspiracji” toczy się jednak w nieokreślonym miasteczku. Chciał pan uciec od ograniczeń, jakie narzuca konkretne miasto?

Uznałem, że ponieważ akcja toczy się w miejscach, jakie można spotkać praktycznie w każdym mieście, lepiej będzie pozostawić lokalizację nieokreśloną i zwiększyć pole manewru dla wyobraźni czytelników. Każdy może poczuć, że to dzieje się tuż obok niego, w miejscach, które zna, odwiedza czy nawet w bezpośrednim sąsiedztwie. Według mnie są historie, które aż się proszą o określenie lokalizacji, ale są też takie, których klimat wymaga większej swobody dla wyobraźni czytających. Według mnie „Inspiracja” zalicza się do drugiej grupy.

Reklama

W „Inspiracji” sporo jest dosadnych opisów przemocy – to na pewno nie jest książka dla czytelników o słabych nerwach. Nie stroni pan także od odważnych opisów scen intymnych. Czy w przyszłości planuje pan książki, w których cechy charakterystyczne dla thrillera mocniej połączą się z erotyką?

Ja poziom „bednarkowej brutalności” oceniłbym w „Inspiracji” (trzymając się skali lubimyczytać.pl) na siedem. Zdarzyło mi się być o wiele brutalniejszym. (śmiech) Sceny intymne bardzo lubię pisać, choć to też zależy od bohaterów. Uważam, że niektórzy po prostu na nie zasługują. Sam świetnie się bawię pisząc takie sceny i zawsze jestem ciekaw jak odbiorą je czytelnicy.

Nie planuję, bo… mam już taką książkę napisaną i zredagowaną. „Ona” to thriller bardzo mocno połączony z erotyką, w którym gwarantuję mocno pokręconego głównego bohatera. Jest to mój pisarski eksperyment. Literatura erotyczna jest bardzo intrygująca, nie mógłbym sobie odpuścić i nie sprawdzić się w takim miksie gatunkowym.

Ma pan napisanych już kilka książek, które czekają na wydanie. Jakie są pana dalsze plany wydawnicze i jak dużo pisze pan dziennie, by osiągnąć takie imponujące tempo?

Książek napisanych mam w sumie dwadzieścia trzy. Liczę te, które już są opublikowane, te które czekają w kolejce do publikacji, te które dopiero wyślę do wydawcy i te, których nigdy nie będę chciał wydać. Nie piszę na czas. Ustalam sobie minimum dziesięć stron tygodniowo, które często zaliczam już we wtorek. Potem w ogóle niczego nie liczę, tylko bawię się fabułą i bohaterami, i tak do piątku. Zawsze wychodzi sporo stron. Oczywiście to tempo się zmienia, ale myślę, że utrzymuję je na wysokim poziomie dlatego, że pisanie jest czystą przyjemnością. Praca zaczyna się podczas poprawek i redagowania tekstu.

Planów wydawniczych mamy dużo. W tej chwili w kolejce do publikacji czeka pięć zatwierdzonych książek, w tym wspomniana „Ona”. Priorytetem jest obecnie trylogia Oskara Blajera. Co pojawi się potem i w jakiej kolejności, na razie nie chcę zdradzać.

Co stanowi większą pasję w pana życiu – pisanie czy… żużel?

Są to dwie zupełnie inne pasje – jedna towarzyszy mi od niedawna, druga jest ze mną od wczesnego dzieciństwa. Obie zapewniają solidne wyładowanie emocji i oderwanie od problemów rzeczywistości. Obie dają mi radość, czasem smutek, obu poświęcam mnóstwo czasu. Ciężko jest je porównywać. Często mówię, że żużel to dla mnie odmiana religii. Jestem jej wiernym wyznawcą. Ale gdybym miał wybierać, postawiłbym na pisanie. Pisząc, przestaję być obserwatorem, wchodzę w centrum akcji. Pisanie jest pasją, którą zbudowałem sobie od zera, czymś w pełni moim. Teraz przeżywam rekordowo długi okres dziewięciu miesięcy bez żużla. Tęsknię i nie mogę się doczekać inauguracji ligi, ale jakoś daję radę. Nie wyobrażam sobie takiego samego okresu bez pisania i całej otoczki z tym związanej.

Reklama

komentarze [1]

Sortuj:
185
13
08.06.2020 10:54

Zapraszam do dyskusji.


zgłoś błąd