Zapomnieć Hucka Finna

Zuzanna Mądrzak
30.05.2021

Kiedy zostałam mamą, bardzo zależało mi na pokazaniu dziecku części moich literackich ulubieńców z młodości. Zaczęłam od znalezienia nowego wydania „Lokomotywy" z ilustracjami Szancera. Doskonale pamiętałam ostatnią stronę tego krótkiego zbioru wierszy Tuwima. Z nostalgią zaczęłam go wertować  jest „Ptasie radio" i pointa: "Przyfrunęła ptasia policja. I tak się skończyła ta leśna audycja". Zaraz, moment  POLICJA? Nawet mój edytor tekstu sugeruje, że to błąd.

Zapomnieć Hucka Finna lubimyczytać.pl

Oczywiście, na pewnym poziomie rozumiem decyzję wydawcy o uwspółcześnieniu tekstu i usunięciu z niej milicji. To tylko drobna, kosmetyczna poprawka, która pozwala gładko przyswoić małym odbiorcom treść. Zaczęłam się jednak zastanawiać jak daleko można się posunąć w takich ingerencjach. Czy mamy do tego prawo? Czy to potrzebne? Czy w momencie, kiedy rocznie ukazują się dziesiątki nowych, wartościowych tytułów, czytanie dzieciom uwspółcześnionych klasyków ma jeszcze sens?

A co to jest milicja?

O ile na etapie poznawania mowy ważny jest sam fakt czytania, o tyle u starszych dzieci archaiczne zwroty i niezrozumiałe konteksty mogą stanowić rzeczywistą barierę i prowadzić do braku zainteresowania lekturą. Sama pamiętam, jak we wczesnej podstawówce ja – dziecko czytające łapczywie wszystko, co było w zasięgu ręki – nie byłam w stanie dokończyć „O krasnoludkach i sierotce Marysi”, bo co chwilę trafiałam na słowo, którego nie rozumiałam. Nie wątpię też, że moje dziecko może za parę lat mieć problem z takim łapczywym zanurzeniem się w jednej z moich ulubionych książek z dzieciństwa: „W kogo ty się wdałeś, Rafał” Krystyny Boglar. Akcja dzieje się na dopiero budowanym PRL-owskim blokowisku, trzypokoleniowa rodzina ciśnie się w małym mieszkanku, a kiedy babci nie ma w domu, to znaczy, że jest w kolejce. W moim kodzie kulturowym to oczywiste. Dla współczesnego dziesięciolatka – abstrakcja.

Reklama

Z drugiej strony jest oczywiście aspekt edukacyjny. Z książek czerpiemy przecież nie tylko przyjemność, ale również wiedzę o przeszłości, różnorodności kultur – i to w najprostszy sposób – przez osmozę. Młodzi (i nie tylko) czytelnicy przyjmują też światy przedstawione jako oczywiste. Mało kto podważa przecież zasady rządzące światem baśni – one po prostu są. W tym kontekście ingerencja w tekst celem uwspółcześnienia realiów wydaje się być bardzo zachowawczym – jeśli nie szkodliwym – działaniem. Idąc taką drogą można by przecież przenieść w XXI wiek Anię z Zielonego Wzgórza, Karolci dać do kieszeni smartfona, a gumkę-myszkę z „Plastusiowego Pamiętnika” przerobić na taką w kształcie cytrynki, pachnącą owocami. Żeby dzieci na pewno zrozumiały kontekst i przypadkiem nie musiały o coś dopytać.

Zrobiliśmy to baśniom

Co czytać dzieciom? Baśnie, oczywiście. Tę o Czerwonym Kapturku i o Królewnie Śnieżce, gdzie dobro zwycięża, a zło zostaje przykładnie ukarane – to przecież znane klasyki, głęboko osadzone w naszej kulturze. Nie jest jednak tajemnicą, że oryginalnie baśnie to często brutalne, pełne przemocy opowieści ludowe o działaniu dydaktycznym i terapeutycznym, oswajające traumy i przestrzegające przed niebezpieczeństwami. W zbiorze „Bajki Babci Gąski” Charlesa Perraulta, gdzie historia Czerwonego Kapturka pierwszy raz ukazała się w druku, nie występuje myśliwy ratujący dziewczynę i jej babcię. Kobiety zostają pożarte, a baśń kończy się morałem:

„(...)że obcych ludzi pogaduszki

należy puszczać mimo ucha.(...)”

Oczywistym jest, że dzieci w pewnym wieku należy chronić przed drastycznymi treściami. Jednocześnie wartość morałów jest niepodważalna. Pytanie: czy złagodzenie klasycznych baśni i wprowadzenie ich do kanonu literatury dziecięcej jest najlepszą możliwą opcją na przekazanie dzieciom pozytywnych wartości? Czy jednak w pewien sposób skrzywdziło – zarówno dzieło, jak i odbiorców, a miejsce okaleczonych baśni spokojnie mogły zająć inne, dostosowane do wieku czytelników, opowieści?

Reklama

A kto głupi jest?

Wraz ze wzrostem wiedzy psychologicznej i świadomości społecznej zmienia się podejście do wychowywania dzieci. Rzeczy, które kiedyś uznawano za oczywiste, dzisiaj budzą nie tylko wątpliwości, ale wręcz jawną krytykę. W tym kontekście również dezaktualizują się dziecięce klasyki literatury. Jak w czasach, kiedy coraz większą popularność zyskuje wychowanie bez kar i nagród (nie mylić z wychowaniem bez wyciągania naturalnych konsekwencji z zachowań!) usprawiedliwić ciągłe odsyłanie Emila Svenssona (Astrid Lindgren „Emil ze Smalandii”) do drewutni, jako karę za różne wybryki? Jak pogodzić wychowywanie dzieci w duchu szacunku do drugiego człowieka z prześmiewczymi – a wręcz pogardliwymi – wierszykami o beksie, samochwale, skarżypycie, Basi-płaczce czy Zosi-samosi? Co z tym zrobić? Nie czytać? Zapomnieć?

A może czytać i rozmawiać? Wykorzystać te nieco archaiczne dzieła jako przygotowanie dziecka do życia w społeczeństwie, w którym przecież w końcu zetkną się z wyśmiewaniem, pogardą, brakiem szacunku wobec swoich przekonań i uczuć. Najprawdopodobniej w porywie emocji nawet nazwą kogoś głupim (być może nawet rodzica). To naturalny element rozwoju i – po prostu – życia. Usunięcie z pola widzenia dzieci książek o niezgodnej ze współczesnymi nurtami myślenia treści nie spowoduje automatycznie, że całe społeczeństwo się zmieni.

Kali i inne stereotypy

Jest jeszcze jeden powód, dla którego modyfikuje się treść dzieł lub wycofuje np. z kanonu lektur szkolnych – zwiększająca się różnorodność kultur w obrębie społeczeństwa i zmieniająca się wrażliwość społeczna. W Stanach Zjednoczonych od lat trwa dyskusja na temat rasizmu w klasycznej powieści przygodowej – „Przygodach Hucka Finna” Marka Twaina (pierwszy raz książkę usunięto z listy lektur szkolnych za treści uwłaczające osobom czarnoskórym w 1957 roku). W Polsce kontrowersje na tym tle budzi „W pustyni i w puszczy” Sienkiewicza. Wątpliwe z dzisiejszej perspektywy jest również to, jak mieszkańców innych kontynentów przedstawili Makuszyński i Walentynowicza w przygodach Kozioła Matołka. Głośno było też o sprawie szkoły w Barcelonie, która w 2019 roku postanowiła usunąć ze swojej biblioteki około 200 książek ze względu na utrwalanie w nich stereotypów płciowych.

Rzecz w tym, że wiele dzieł uznawanych za klasyki – również literatury dziecięcej – powstawało w konkretnym kontekście kulturowym. „Bambo” Tuwima jawił się jako niewinna historyjka o chłopcu z innego kraju. Kiedy Astrid Lindgren w latach 40. XX wieku wkładała w usta Pippi Pończoszanki historie o jej (białym) tacie, który został „królem Murzynów”, nie było w tym kontrowersji. Nie ma wątpliwości, że te dzieła oddają ówczesną mentalność. Jednak dzieci chłoną treści jak gąbka – krytycznego myślenia uczą się z czasem i przy wsparciu dorosłych. Bez dyskusji, zamiast podważać stereotypy ukazane w książkach, po prostu je normalizują na wczesnym etapie życia.

Nie ma jednej dobrej odpowiedzi na pytanie co zrobić z nieprzystającymi do współczesności treściami w książkach, na których się wychowaliśmy. Nie jesteśmy w stanie po prostu anulować kawałka historii naszej kultury. Nie mamy możliwości ciągłego kontrolowania, z jakimi przekonaniami i wzorcami zachowań zetkną się poza domem. Możemy starać się dać im narzędzia do krytycznej oceny i samodzielnych decyzji – które elementy tej kulturowej układanki przygarną jako własne.

Reklama

komentarze [36]

Sortuj:
Aby napisać wiadomość zaloguj się
nordvargr 17.06.2021 16:24
Czytelnik

To jest katastrofa - Canceled Culture w rozkwicie, jak każda rewolucja zje najpierw własny ogon, potem własne dzieci. 10 lat temu wmawiano nam, że geje się po prostu tacy urodzili, sprawa nawet genetyczna. Dziś już mówi się, że płeć jest częścią kultury i można ja dowolnie wybierać, a łącznie z nią orientacje seksualną.  Klasyki literatury feministycznej jak "Monologi...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post więcej
nela363 06.06.2021 21:20
Czytelniczka

Uważam, że nie powinno zmieniać się literatury. Jeśli słowo stało się nieaktualne istnieje coś takiego jak przypis. Są dobrem kulturalnym, z którego możemy się uczyć historii. Niekoniecznie te książki powinny być dla dzieci. Może po prostu trzeba do nich dojrzeć, żeby móc je analizować. Dziecko, które przeczyta w książce o "Indianinie", może być dorosłym używającym tego...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post więcej
Mateusz Cioch 04.06.2021 10:37
Czytelnik

Po raz nie wiem który powtarzam: "Przygody Hucka" to najbardziej antyrasistowska powieść wszechczasów.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Wojtek Kusiński 04.06.2021 03:13
Czytelnik

A jeśli współczesne poglądy ktoś kiedyś uzna za krzywdzące i stereotypowe? Co wówczas stanie się z dzisiejszą literaturą? Powędruje na śmietnik? To, co jest poprawne w jednej epoce, w innej może być uznane za skandal. I odwrotnie. Taka jest natura rzeczywistości społecznej. A ci wszyscy inżynierowie dusz zmieniający gorliwie historię niczym się nie różnią od swych...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post więcej
Van 02.06.2021 09:28
Czytelnik

Dzień dobry, przypominam sprawę niedawnego ocenzurowania "Piekła" Dantego w Holandii, SMUTNE.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Ania 01.06.2021 13:30
Czytelniczka

Jeśli ktoś (tu wpisz konkretną osobę/osoby) wszędzie szuka dziury w całym, to większość literatury dziecięcej należałoby zmienić. Rodziców "Dzieci z Bullerbyn" należałoby pozbawić praw rodzicielskich za brak kontroli nad szalonymi dzieciakami, "Pana Kleksa" można by posądzić o pedofilskie skłonności (?), u „Pippi” można by się doszukać zaniedbań w nauczaniu szkolnym,...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post więcej
Adalbert 01.06.2021 08:24
Czytelnik

Przede wszystkim trzeba z dziećmi rozmawiać i zachęcać do zadawania pytań. Dalej trzeba/należy(do wyboru) na te pytania odpowiadać. Nikt nie ma takiego wpływu na nasze dzieci, jak my sami i to od naszego zaangażowania w proces poznawania świata przez dziecko zależy najwięcej.
Jakakolwiek odgórna interwencja, odnośnie do korekty treści utworzonych w przeszłości nie wróży...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post więcej
a_jacqueline 31.05.2021 21:19
Bibliotekarka

szczerze nienawidzę wiadomo-którego klasyka Juliana Tuwima i "W pustyni i w puszy". ogromnie mnie to cieszy, że to obrzydliwe słowo wychodzi z użycia w przypadku książek. szkoda że zajęło to aż tyle czasu ale wiadomo że wiadomo że w takich np. Stanach rasizm bynajmniej nie jest czymś abstrakcyjnym, w Polsce - jak najbardziej tak. no i powszechnie białym autentycznie wydaje...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post więcej
jatymyoni 31.05.2021 16:55
Bibliotekarz

"Jak pogodzić wychowywanie dzieci w duchu szacunku do drugiego człowieka z prześmiewczymi – a wręcz pogardliwymi – wierszykami o beksie, samochwale, skarżypycie, Basi-płaczce czy Zosi-samosi? Co z tym zrobić? Nie czytać? Zapomnieć?" - to jest wspaniały przykład, że mona szanować drugiego człowieka nie pochwalając jego czynów. W tych wierszykach pokazywane jest jak nie...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post więcej
Piotrek75 31.05.2021 11:58
Czytelnik

A ja ostatnio mimo tego że nie jestem specjalnym miłośnikiem powieści Agathy Christie wypatrzyłem i kupiłem "Dziesięciu Murzynków" bo już niedługo ta wersja będzie unikatem i jednocześnie prohibitem.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
landrynkowa 31.05.2021 12:20
Czytelniczka

Brawo! Ciekawe jak to uwspółcześnią...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Jerico 31.05.2021 15:47
Czytelnik

Biorąc pod uwagę, że "murzyn" jest teraz słowem pogardliwym, to pewnie "Dziesięciu młodych czarnoskórych".

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Piotrek75 31.05.2021 20:18
Czytelnik

@landrynkowa, "I nie było już nikogo".

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
landrynkowa 31.05.2021 21:25
Czytelniczka

@Piotrek75, przypuszczam, że to możliwe :)

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Aby napisać wiadomość zaloguj się
zgłoś błąd