„Tylko w powieści mogę być prawdziwym autorem." – mówi Jarosław Sokół, autor książki „Wyspa zero“

LubimyCzytać
15.07.2020

Jarosław Sokół, scenarzysta, powieściopisarzem i autor wydanej właśnie przez Wydawnictwo Dolnośląskie „Wyspy zero” opowiada o pracy nad najnowszą książką, sentymencie do rodzinnego Świnoujścia i o kolejnych planach literackich. Zdradza również, że jego żywiołem jest książka, a nie film.

„Tylko w powieści mogę być prawdziwym autorem." – mówi Jarosław Sokół, autor książki „Wyspa zero“

Jarosław Sokół Wyspa Zero[OPIS WYDAWCY] Jest maj 1945. Poniemieckie Świnoujście na wyspie Uznam leży w gruzach. Na ulicach grasują bandy uzbrojonych szabrowników. Brakuje wody i prądu. Panuje głód, chaos i strach.

Miastem rządzi żelazną ręką sowiecki komendant Osipowicz. Ale nawet on nie jest w stanie powstrzymać narastającej fali zbrodni. Ktoś zabija byłych więźniów obozów koncentracyjnych – Polaków, Rosjan, Niemców. Tylko jeden człowiek może pomóc w schwytaniu mordercy. Jest nim Kostrzewa, przedwojenny polski policjant, którego detektywistyczne umiejętności okazują się towarem deficytowym. Jego dotychczasowym celem była ucieczka do Argentyny śladem miłości swojego życia. Teraz jednak będzie musiał zmierzyć się nie tylko z psychopatycznym zabójcą, ale także z koszmarami własnej wojennej przeszłości.

Aleksandra Zastępa: Książki z serii „Czas honoru” napisał Pan po produkcji serialu. Jak zrodził się pomysł na „Wyspę zero”?

Jarosław Sokół: Zacząłem je pisać w trakcie emisji serialu, ale to już zamierzchła historia. Historia najnowsza to „Wyspa zero”, książka otwierająca nowy cykl, tym razem kryminalny. Fabuła rozgrywa się w pierwszych tygodniach po zakończeniu drugiej wojny światowej w niemieckim miasteczku Swinemünde, które ma zostać przyłączone do Polski.

Z myślą o kim pisał Pan „Wyspę zero”? Kogo zainteresuje seria z Adamem Kostrzewą?

Nie piszę z myślą o wielbicielach powieści historycznej. Konkretna epoka dostarcza mi jedynie wiarygodnych realiów i klimatu. Właściwie opowiadam o współczesności, tyle że przebranej w kostium. Staram się wciągnąć czytelnika w nieznany mu świat i skłonić do zastanowienia, jak zachowałby się w tamtych realiach. Czy postępowałby szlachetnie, czy po prostu starał się przeżyć za wszelką cenę. Współczesność nie stawia nam zbyt wysokich wymogów ani moralnych, ani emocjonalnych. Co innego historia – tu bohater musi dosłownie walczyć o siebie każdego dnia.

Urodził się Pan w Świnoujściu, czyli tam, gdzie toczy się akcja powieści. To z sentymentu postanowił Pan opisać swoje miasto czy miały znaczenie także inne czynniki?

Sentyment jest słabym motorem działania. Fakt, że urodziłem się w Świnoujściu, znacznie ułatwia sprawę – znam topografię i klimat tego miasta, a to zawsze pomaga. Po prostu pewnego dnia zdałem sobie sprawę, że historyczne Swinemünde to idealna sceneria dla mrocznego cyklu kryminalnego – położone na wyspie, odcięte od świata, wielonarodowe, pogrążone w atmosferze strachu i niepewności.

Jaki jest Adam Kostrzewa i kim się Pan inspirował, tworząc tego bohatera? Za co czytelnicy mogą go polubić?

Adam Kostrzewa to właściwie każdy z nas – człowiek, który wpadł w potworny wir historii i desperacko próbuje się z niego wydobyć. Nie znamy jego prawdziwego nazwiska. Ukrywa się. Jedzie do Swinemünde w nadziei, że tam uda mu się na dobre porzucić przeszłość. Niestety, będzie musiał raz za razem stawiać jej czoła, ścigany, osaczony i samotny. To emocje, których w pewnej skali doświadcza każdy z nas.

Kostrzewa czy Osipowicz – po czyjej stronie jest Pańska sympatia? Oczywiście Kostrzewa to główny i pozytywny bohater historii kryminalnej ze Świnoujścia. Ale sugestywnie i inteligentnie zarysowana postać jego antagonisty – pułkownika Osipowicza – może skłaniać do refleksji, że jednak nie jest autorowi książki całkiem niemiła.

Wierzę, że antagonista musi być równie wiarygodny psychologicznie – i skomplikowany – jak główny bohater. W przeciwnym wypadku nie będzie stanowił prawdziwego zagrożenia. Zresztą, budując jakąkolwiek postać, nigdy z góry nie przypisuję jej ujemnego znaku. Nawet mordercom i psychopatom nadaję ludzkie odruchy. Współczuję im wszystkim po prostu.

Czy napisanie takiej książki wymagało od Pana specjalnego przygotowania, na przykład dotarcia do archiwaliów? Jeżeli tak, to na czym ono polegało?

Jak przy każdym projekcie osadzonym w historycznych realiach sporo musiałem poczytać o czasach powojennych, historii Świnoujścia itd. Zawsze skupiam się na dziennikach i pamiętnikach z epoki. Bardziej niż to, co powiedział Churchill czy Stalin, interesuje mnie, jakie papierosy palili wtedy sowieccy żołnierze albo jakiej marki kawa znajdowała się w paczkach Czerwonego Krzyża. Wyłuskiwanie takich szczegółów zwykle trwa kilka miesięcy, czasem pół roku. Potem zabieram się do „zaplątywania” fabuły – kolejne kilka miesięcy. Wreszcie siadam do pisania – znów cztery miesiące. Podziwiam pisarzy, którzy potrafią wyprodukować kilka książek rocznie. Nie dałbym rady.

Jarosław Sokół pisarz

Zdradzi nam Pan, czy następne tomy serii są już w planach? Jakie dalsze losy szykuje Pan dla bohatera?

Napisałem już drugi tom cyklu. Ukaże się na początku przyszłego roku nakładem Wydawnictwa Dolnośląskiego. Akcja toczy się w tym samym świnoujskim uniwersum, z udziałem bohaterów, którzy będą już czytelnikowi znani. Tym razem Kostrzewa wpadnie na trop zbrodni, która poważnie zachwieje jego wiarą w nadejście nowego, lepszego świata po wojnie. Obecnie piszę trzecią część, w której dojdzie do ostatecznej konfrontacji między Kostrzewą a komendantem Osipowiczem.

Czy myślał Pan już o adaptacji książki na serial, a może film?

W tym jednym różnię się od większości powieściopisarzy – ponieważ zarabiam na życie jako scenarzysta, ekranizacja nie jest dla mnie żadnym spełnieniem marzeń. Kiedy jednak pojawi się poważny partner, chętnie usiądę do stołu jako producent.

I ostatnie pytanie: książka czy film? Co jest Pana żywiołem?

Pisanie scenariuszy nie jest twórczością. To działalność usługowa. Scenarzysta w kinie czy TV jest kimś takim jak copywriter w reklamie. Płacą mu, żeby dostarczał innym pomysłów i nie wychodził ze swojej roli. Poza tym cała masa rozmaitych funkcyjnych – redaktorów, dyrektorów, kierowników itd. – trzyma go za rękę, mówiąc, co i jak ma pisać. Tylko w powieści mogę być prawdziwym autorem. Nikt nie przysyłał mi w środku nocy maili, jaki powinien być Kostrzewa i jak powinna mieć na imię jego kobieta. Krótko mówiąc – najchętniej pisałbym tylko książki, ale nie mogę sobie na to pozwolić.

Wyspa zero

Issuu is a digital publishing platform that makes it simple to publish magazines, catalogs, newspapers, books, and more online. Easily share your publications and get them in front of Issuu's millions of monthly readers. Title: Wyspa zero, Author: Lubimyczytać.pl, Name: Wyspa zero, Length: 10 pages, Page: 1, Published: 2020-07-15

Reklama

komentarze [1]

Sortuj:
2674
4
15.07.2020 09:48

Zapraszamy do dyskusji.


zgłoś błąd