Sharon Bolton odpowiedziała na wasze pytania!

LubimyCzytać
02.12.2019

Sharon Bolton to autorka popularnego i obsypanego nagrodami cyklu „Mistrz ceremonii”, którego drugi tom, zatytułowany „Truciciel”, niedawno ukazał się na rynku. Tłumaczona na ponad 20 języków pisarka odpowiedziała na pytania użytkowników lubimyczytać.pl. Opowiada o ulubionych literackich detektywach, planach na przyszłość oraz serialowej adaptacji swoich książek.

„Truciciel”Druga część trylogii „Mistrz ceremonii”.

[Opis wydawcy] Zabiła wcześniej. Zabije znowu.

Komisarz Florence Lovelady wraca do Sabden, by spełnić obietnicę daną umierającemu Larry’emu Glassbrookowi, seryjnemu mordercy, którego sama posłała do więzienia. W pobliżu domu dziecka znaleziono szkielety czwórki dzieci, a Larry uporczywie twierdzi, że szczątki nie pochodzą z dalekiej przeszłości. Larry umiera i jego córka Cassie może teraz bez przeszkód odwiedzić rodzinne miasteczko, aby na nowo podbić serce swojej miłości z dzieciństwa. Cassie nie cofnie się przed niczym, żeby odzyskać ukochanego.

Kiedy obie kobiety zjawiają się w miasteczku, w którym przed trzydziestu laty nieomal straciły życie, na jaw wychodzą skrywane od dawna tajemnice. Tajemnice, które mogą zniszczyć wszystkich…

Każda pani książka jest krwawa i przerażająca, a klimat, jaki w nich panuje, jest mocno realistyczny – wręcz namacalny. Zastanawia mnie, skąd się biorą u pani te mroczne pomysły? – Patriseria

Większość moich pomysłów pochodzi z codziennego życia, coś przykuwa moją uwagę, bo jest niezwykłe: to może być informacja w wiadomościach, historyjka opowiedziana przez przyjaciela albo nawet urywek z rozmowy usłyszanej w supermarkecie. Przez lata nauczyłam się pewnej sztuczki: polega ona na tym, żeby rozpoznać te pomysły: to cenne samorodki, które przy ciężkiej pracy i odrobinie szczęścia można przekształcić w świetną opowieść. Czasem jednak pomysł zjawia się znikąd. Kiedy przechodziłam z jednego pokoju do drugiego, nagle wymyśliłam kobietę zakochaną w seryjnym mordercy. Z tego pomysłu powstała „Stokrotka w kajdankach”.

Czy zdarza się pani inspirować prawdziwymi wydarzeniami? – Samara_Adrianna

Cały czas. Czasem wiadomościami, ale jeszcze częściej tym, co dzieje się w moim otoczeniu. Lot balonem na Serengeti zainspirował początek „Już jesteś martwa”; okropny wypadek na obwodnicy Oxfordu dał mi pomysł na „Małe mroczne kłamstwa”; i oczywiście seria „Mistrz ceremonii” została zainspirowana słynnymi procesami czarownic w Lancashire w XVII wieku.

Wszystkie pani książki to psychologiczne thrillery/kryminały. Czy myślała pani kiedyś o napisaniu utworu należącego do innej kategorii? Jeżeli tak, to do jakiej? – Aleksandra

Bardzo podoba mi się pomysł napisania czegoś zupełnie innego, ale w drogę wchodzą względy praktyczne. Zgodnie z umową mam do napisania książkę rocznie, co nie zostawia mi za dużo czasu na eksperymentowanie (dobra wiadomość dla fanów: w 2020 i 2021 roku planowane są po 2 nowe książki! – przyp. wyd.). Poza tym myślę, że aby odnieść sukces jako pisarz, trzeba pisać książki, które samemu kocha się czytać, a moją pierwszą miłością zawsze były mroczne, zagmatwane historie o złu tkwiącym w ludziach z delikatnym motywem nadnaturalnych mocy. Gdybym jednak miała dokonać zmiany, chciałabym napisać coś z magicznego realizmu. Według mnie takie powieści, jak „Czekolada”, „Wąż z Essex”, „Cyrk nocy” i „Syrena i pani Hancock”, są po prostu urzekające.

Kto według pani jest lepszym detektywem: Herkules Poirot czy Sherlock Holmes? – ogarbejbe

Szczerze mówiąc, nie jestem wielką fanką żadnego z nich, ani większości męskich detektywów w literaturze. Moją ulubioną literacką bohaterką jest cudowna Adelia Aguilar z „Mistrzyni sztuki śmierci” Ariany Franklin. Niestety ta wspaniała i bardzo utalentowana autorka zmarła krótko po wydaniu czwartej książki. Gdyby tak się nie stało, jestem przekonana, że Adelia zostałaby uznana za jedną z wielkich detektywów w literaturze.

Co według pani ma w sobie brytyjska powieść kryminalna, która od stuleci wciąż święci nieustannie triumfy na całym świecie? – Uleczkaa38

Myślę, że jest kilka przyczyn tego stanu rzeczy: w ciągu ostatnich stu lat brytyjska kultura wywarła znaczący wpływ na świat, co doprowadziło do ogólnoświatowego zainteresowania brytyjskim stylem życia i ludzie są zafascynowani rozbieżnością pomiędzy tym, co wygląda na powierzchni na bardzo cywilizowane społeczeństwo, ale skrywa mroczne przestępstwa i przemoc. Wydaje mi się, że brytyjskim pisarzom udało się też odnieść sukces dzięki wykorzystaniu naszej naturalnej przewagi: mieszkamy na mokrej i często dzikiej wyspie, dzięki czemu łatwiej jest snuć mroczne opowieści. I oczywiście Brytyjczycy zawsze byli innowacyjni. Potrafimy czerpać z tego, co było wcześniej, i skierować to w zupełnie nowym kierunku. Dlatego brytyjskie powieści kryminalne ciągle ewoluują, dają czytelnikom coś nowego i zaskakującego.

Co zainspirowało panią do napisania cyklu „Mistrz ceremonii”? Czy jest związany z pani doświadczeniami?

Wychowałam się na północy Anglii, w bardzo mrocznym miejscu. Przez lata mieliśmy naprawdę zbyt dużo seryjnych morderców, a w XVII wieku powieszono 12 kobiet za niedorzeczne oskarżenie o zabójstwo za pomocą czarów. Od najwcześniejszego dzieciństwa otaczały mnie opowieści o czarownicach, duchach i demonach, ludziach, którzy nieustannie walczą z ciemnymi siłami. To chyba nieuniknione, że pewnego dnia i ja zaczęłam snuć te opowieści. Trylogia „Mistrz ceremonii” jest oparta na moich wspomnieniach z dorastania w Lancashire w latach 60. Mizoginizm, którego doświadcza Florence od kolegów z policji, odzwierciedla moje doświadczenia zawodowe z lat 80., a jej związek z synem, Benem, jest bardzo podobny do mojego z Halem, moim synem.

Prawa do nakręcenia serialu na podstawie „Mistrza ceremonii” zostały kupione. Czy cieszy się pani na myśl, że książki ożywają na ekranie? Czy myśli pani, że można oddać ich niezwykły klimat i nastrój na ekranie?

Tak, myślę, że powinno się udać. Sid Gentle TV, firma, która kupiła prawa, jest wyjątkowo dobra i jestem spokojna, że ta adaptacja trafiła w dobre ręce. Problem z telewizyjnymi i filmowymi adaptacjami często polega na tym, że czytelnicy pokochali książkę i oczekują, że ekranizacja będzie wierną kopią nie tylko tego, jak książka została napisana, ale jak oni ją odebrali, co po prostu nie jest możliwe. Jeśli będziemy pamiętać, że książki i filmy to bardzo różne sposoby przekazu, przeniesienie na ekran powinno zakończyć się sukcesem.

Reklama

komentarze [1]

Sortuj:
Dodaj wypowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

2465
4
02.12.2019 09:18

Zapraszamy do dyskusji.


zgłoś błąd