Sto lat, Herculesie Poirot! Czyli (komiksowe) adaptacje prozy Agathy Christie

Bartek Czartoryski
19.01.2020

Królowa kryminału Agatha Christie nie zamierza abdykować. Choć jej powieści często klasyfikuje się jako literaturę nadającą się jedynie do urozmaicenia podróży pociągiem, czytelnicy głosują portfelami nieprzerwanie już od stu (!) lat. Bo to w 1920 roku narodził się niejaki Hercules Poirot, belgijski detektyw, zdolny przy pomocy samej elokwencji rozwiązać nawet i węzeł gordyjski.

Sto lat, Herculesie Poirot! Czyli (komiksowe) adaptacje prozy Agathy Christie
Reklama

Ale to nie będzie tekst urodzinowo-rocznicowy, bo zasiadając do pisania tegoż artykułu, nie miałem nawet pojęcia, że to już. Lecz nie odmówię sobie przyjemności skrupulatnego odnotowania, że przez ten czas Agatha Christie sprzedała na świecie grubo ponad dwa miliardy książek. Ponoć od jej powieści lepiej schodzą tylko dzieła Szekspira oraz Biblia, a napisana przez nią sztuka „Pułapka na myszy” wystawiana jest na londyńskim West Endzie nieprzerwanie od 1952 roku. Przywołując owe ciekawostki, nie mam na celu udowadniać skali komercyjnego sukcesu brytyjskiej pisarki, bo to zbędne komunały, lecz jedynie podkreślić globalny zasięg jej dzieł. Bo tego nigdy za dużo. Proza mistrzyni kryminału szaradziarskiego może wydawać się cokolwiek archaiczna, dzisiaj gatunek porusza przecież, obok postawienia klasycznego pytania o to, kto zabił, problemy społeczne o niebagatelnym znaczeniu, lecz salonowe intrygi nie zatraciły nic ze swojej rozrywkowej atrakcyjności, nie zmurszała też zamaszysta fraza. Christie z prowadzonych nie tylko przez Poirota dochodzeń uczyniła istną zabawę polegającą na ciągłym dialogu z czytelnikiem, który polegał na nieustannych przekomarzankach, ciętych ripostach i docinkach. Lekturze towarzyszyło niewypowiedziane pytanie, czy tym razem uda się przechytrzyć autorkę i rozwikłać sprawę, zanim sama ujawni nam rozwiązanie. Dobre sobie, czcze nadzieje.

Reklama

O adaptacjach prozy Agathy Christie słów kilka

Podobnie też, jak chciałbym wierzyć, wyglądają zmagania tych, którzy adaptują intrygi wymyślone przez angielską pisarkę niemal od samego początku jej literackiej kariery, chcących raz jeszcze zmierzyć się z lubianym materiałem, a także plastycznie go wymodelować. Chętnych nie brakowało. Filmy z marszu kręcili i Brytyjczycy, i Francuzi, i Niemcy, i Amerykanie, i Sowieci, a nawet i Bengalczycy, nierzadko próbując coś tam przy książkowej fabule pogmerać. Ale ostatecznie połapano się, że bodaj najskuteczniejszą formułą na przeniesienie Christie na ekran jest pozostać jej jako tako wiernym. Stąd do dziś miłośnicy talentu pisarki wzdychają do Davida Sucheta, który wykreował modelowego Poirota, występując w telewizyjnych adaptacjach bodaj wszystkich kanonicznych powieści i opowiadań królowej kryminału. Oczywiście nawet i ten, nie bójmy się tego słowa, kultowy serial, zatytułowany u nas po prostu „Poirot”, nie trzymał się niewolniczo prozy Christie. Stopniowo, z biegiem lat, rezygnował z niemalże sielskiej atmosfery i lekkiego humoru na rzecz cięższego klimatu, co wyrażono poprzez ciemniejszą paletę kolorystyczną oraz podjęcie tematyki u Brytyjki nieobecnej, związanej z palącymi kwestiami społecznymi. Bo dzieła Christie mogą posłużyć za chłonne płótno, na które da się nanieść i inne treści, pozostając przy tym jak najbardziej w duchowej zgodzie z oryginałem.

Na przestrzeni dekad filmowcy wykonywali rozmaite fikołki, żeby urozmaicić znany i lubiany świat salonowej zbrodni, chociażby wyekspediowano Poirota z jego własnych intryg i zastąpiono równie zaradną i kompetentną panną Marple („Morderstwo w hotelu Gallop”, „Morderstwo najgorszego sortu”), nakręcono fabułę zupełnie oryginalną, acz z powyższą bohaterką („Ahoj, zbrodnio”), graną wtedy przez Margaret Rutherford, a ostatnimi laty dopisano belgijskiemu detektywowi zaskakującą biografię („A.B.C.”). Przykłady można mnożyć, ale konia z rzędem temu, kto obejrzał wszystkie adaptacje i jeszcze rozpisał, gdzie i co rozjeżdża się z literackim pierwowzorem, bo żeby owe produkcje zliczyć, nie wystarczą palce obu rąk, bynajmniej. Ale fakt faktem, że mówi się przede wszystkim o tych filmach czy serialach, których bohaterami są Poirot i Marple, a chyba najlepszym znanym mi dziełem wywiedzionym z prozy Christie jest „Świadek oskarżenia”, nie kryminał per se, ale dramat sądowy wyreżyserowany przez Billy’ego Wildera na podstawie sztuki teatralnej z 1953 roku. Gwarantuję, że dostarczy emocji nie mniejszych niż inne szarady Christie.

Poirot na łamach komiksu? Mon Dieu!

Ale, rzecz jasna, nie tylko kino i telewizja interesowały się kryminalnymi zagadkami brytyjskiej literatki, tyle że nadal czekamy na porządną grę — Sherlock Holmes się ich dorobił — a słuchowiska radiowe realizowane przez BBC były poza naszym zasięgiem. Tyle dobrego, że spragnieni coraz to nowych doświadczeń lada dzień będą mogli sięgnąć po coś świeżego, bo pod koniec miesiąca ukażą się u nas komiksowe adaptacje książek Christie. Oczywiście nie jest to pierwsze podobne przedsięwzięcie, lecz spora seria wydawana mniej więcej przed dekadą nakładem Euro Comics India nigdy do nas nie dotarła. Frankofońskie zeszyty, które wyjdą niebawem dzięki Egmontowi, to całkiem niezły wycinek z portfolio pisarki, bo każda z trzech pozycji opowiada o innych detektywach. Siłą rzeczy nie mogło zabraknąć Herculesa Poirota i słynnego „Morderstwa w Orient Expressie”; można by rzec, że to wybór aż zbyt konwencjonalny i bezpieczny, ale niejako konieczny. Równolegle ukaże się również mniej znany „Trup w bibliotece” i tę sprawę rozwiąże panna Marple (to adaptacja drugiej powieści z jej udziałem; co ciekawe, polski tytuł książki mówił jedynie o „nocy”, a nie o zwłokach). Bohaterami trzeciego komiksu, „Pana Browna”, są Beresfordowie, najmniej znani detektywi z dorobku Christie, co nie czyni ich jednak nieciekawymi. Tommy’emu i Tuppence przybywa bowiem lat, poznajemy ich jako mających się ku sobie młodych ludzi, a żegnamy starzejące się małżeństwo. A skoro wydane zostaną rzeczone komiksy, można się spodziewać, że „Śmierć na Nilu” i „Rendez-vous ze śmiercią” także.

Poirot za to się nie starzeje, choć, jak wspominałem, stuknęła mu setka. Ba, w tym roku znowu zawita do kin z twarzą i sumiastymi wąsiskami Kennetha Branagha. Nie próżnuje też BBC, które parę lat temu wykupiło wyłączne prawa telewizyjne do dzieł Christie i zapewne niebawem zobaczymy kolejny miniserial. No i jest jeszcze przecież brytyjska autorka Sophie Hannah, namaszczona przez rodzinę Christie na kontynuatorkę jej dzieła; jak nic niebawem podpisze się pod następną nową sprawą Herculesa Poirota. Ale im więcej królowej kryminału, tym głośniejsze są opinie, że czytając, wystarczy po prostu wytypować najmniej prawdopodobnego podejrzanego i to on zwykle okaże się winowajcą, a salonowy kryminał to ramota. Ba, swego czasu Christie krytykował nawet i Raymond Chandler, lecz może nie psujmy Poirotowi urodzin.

Najlepszego.

------

Konkurs!

Wygraj pakiet komiksów „Agatha Christie. Beresfordowie. Tajemniczy przeciwnik”, „Agatha Christie. Miss Marple. Noc w bibliotece”, „Agatha Christie. Hercules poirot. Morderstwo w Orient Expressie”

Odpowiedz na proste pytanie i wygraj publikacje. Szczegóły tutaj. Konkurs trwa do 29 stycznia.

Fot. otwierająca: mat. pras. wyd. Egmont

Reklama

komentarze [8]

Sortuj:
Dodaj wypowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

40
0
17.01.2020 16:07

Zapraszam do dyskusji.


47
41
19.01.2020 14:27

Sugeruje Pan, że kryminały Agaty Christie to "ramota" i proza "cokolwiek archaiczna". Zupełnie się z tymi określeniami nie zgadzam. Klasyka ma to do siebie, że opiera się upływowi czasu i jako taka jest właśnie ponadczasowa, a nie przestarzała. Po czym poznajemy utwory wybitne? M.in. po tym, że są wciąż wydawane, komentowane, żyją w wyobraźni kolejnych pokoleń czytelników....

więcej

0
1026
20.01.2020 06:49

Zgadzam się. Książki w żadnym wypadku się nie zestarzały. To fakt, nie są modne w sensie akcji, strzelanek, ale postacie, ich problemy, zagadka są aktualne, ponadczasowe. Chodzi o to, że jak się zaczyna je czytać, to się człowiek rozpływa w treści.


1003
11
20.01.2020 19:06

Dziwne jest dla mnie, że to, co stanowi istotę geniuszu Christie - zwięzłość opisów, kondensacja akcji, to, że kilkoma zdaniami potrafiła nakreślić sytuację/postać tak, że czytelnik ją niemal czuje i widzi - jest uważane za wadę, staroświeckość. Przecież na tym polegał jej styl którego jak do tej pory chyba nikomu nie udało się podrobić - ona NIE POTRZEBOWAŁA 50 stron...

więcej

47
41
20.01.2020 20:04

Pełna zgoda. U Christie każde słowo waży, każda fraza ma znaczenie. Jej proza jest oszczędna (o czym Pani wspomniała), a zarazem bardzo sugestywna. Wystarczy jej kilka zdań, żeby wytworzyć jedyny w swoim rodzaju nastrój i uruchomić naszą wyobraźnię. Kto dziś tak umie pisać? I rzeczywiście – określenie "retro" jest w tym przypadku chybione. Bardzo trafna uwaga.


Dodaj odpowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

3857
3618
19.01.2020 14:41

Chyba trzeba znowu coś poczytać


538
14
19.01.2020 19:17

Sto lat? To już?


499
401
19.01.2020 23:29

Uwielbiam książki Agaty Christie i uwielbiam ich ekranizacje. David Suchet zagrał fenomenalnie H.P/ Ten duet sprawdził się perfekcyjnie.
Niedziela na wsi. Pięć małych świnek. Morderstwo w Orient Expressie. Kurtyna to majstersztyk. Zapada w pamięci na długo. Ten moment kiedy Suchet opuszcza pociąg( Morderstwo w Orient Expressie) idzie ku policjantom za nim...

więcej

zgłoś błąd