Niekoniecznie najlepsze komiksy 2019 roku

Bartek Czartoryski
06.01.2020

Koniec roku to czas podsumowań. Jakie komiksy zasłużyły na miano najlepszych w zeszłym roku? Jest z czego wybierać. Samo wydawnictwo Egmont wydało w minionym roku ćwierć setki powieści graficznych. Na pytanie, które z nich zasługują na większą uwagę, spróbował odpowiedzieć Bartek Czartoryski.

Niekoniecznie najlepsze komiksy 2019 roku

Moja pielęgnowana latami awersja do cyklicznie pojawiających się z końcem roku podsumowań wynika z przyczyny dość prozaicznej. Przeglądając rozciągnięte na setki linijek listy minionych premier, zdaję sobie boleśnie sprawę, ilu potencjalnie ciekawych rzeczy jeszcze nie przeczytałem i nie obejrzałem, ile gier pozostało mi do skończenia, płyt do przesłuchania i tak dalej.

Bieżące stulecie, o ile na tej steranej nami planecie zostanie ktokolwiek, żeby się na podobną refleksję zdobyć, zapewne zostanie zapamiętane jako era nadmiaru. Cierpimy bowiem na przesyt, jesteśmy nieustannie atakowani rozmaitymi bodźcami i dziennie przewalamy całe tony informacji, coraz częściej mając irracjonalne poczucie winy, że nie nadążamy za literaturą czy kinem. Posłużę się wymownym przykładem: skoro sam Egmont wydał w ubiegłym roku bodaj przeszło ćwierć setki komiksów, to chyba możemy spokojnie założyć, że ogółem wyszło ich u nas akurat tyle, aby można było czytać sobie jeden dziennie. Oczywiście przy założeniu, że ma się i czas, i fundusze.

Dlatego też zdecydowałem się nie kompilować listy „najlepszych” komiksowych premier 2019 roku, lecz przedstawić tematyczną i formalną różnorodność tego, co się u nas ukazuje, a dzieje się sporo. Ucinając już ten przydługi wstęp, zapowiem jedynie zestawienie pozycji z ostatnich dwunastu miesięcy, które uważam za istotne z uwagi na ich artystyczne walory, jednocześnie zaznaczając, że z łatwością mógłbym dobrać drugie tyle. A to satysfakcjonująca konstatacja.

Kolejność przypadkowa

„Encyklopedia Wczesnej Ziemi”, Isabel Greenberg (wyd. Kultura Gniewu)

Komiks brytyjskiej debiutantki to rzecz absolutnie wyjątkowa, bezpretensjonalna i pozbawiona cynizmu, jedynie delikatnie flirtująca z nostalgią dorosłego czytelnika za czytanymi niegdyś baśniami ze świata, bo jednak przeznaczona także i dla młodziutkiego odbiorcy. Rama szkatułkowej opowieści snutej przez Greenberg traktuje o miłości niemogącej doczekać się cielesnego spełnienia. Dotkniętych nią chłopca i dziewczynę los od siebie odpycha, każde bowiem narodziło się na innym ziemskim Biegunie. Greenberg trawestuje historię Szeherezady, Biblię i rozmaite mitologie, doprawiając wszystko swoją niebywale sugestywną wyobraźnią.

„Blankets”, Craig Thompson (wyd. Timof Comics)

Miałem nie zamieszczać nowych wydań, rzeczy dodrukowanych oraz tych przez siebie tłumaczonych, ale zrobię jeden wyjątek, bo lista ta nie byłaby pełna bez autobiograficznego komiksu Craiga Thompsona. Zwłaszcza że od polskiej premiery minęło trzynaście lat. Thompson opisał tu tyleż kameralną i prostą, co chwytającą za serducho historię pierwszej miłości, nie siląc się przy tym na rozwikłanie zaklętej w uczuciach tajemnicy. „Blankets” to jednak nie żaden romans per se, a raczej niepozbawiona intencji terapeutycznej historia emancypacji od rodzinnych oczekiwań wobec obranej przez człowieka drogi, od religii i od kulturowych uwarunkowań.

„Promethea”, Alan Moore, J.H. III Williams, Mick Gray (wyd. Egmont)

Choć komiks o młodej studentce, która staje się wcieleniem zapomnianej i potężnej istoty, będący przy tym istnym wykładem Alana Moore’a na tematy okultystyczne to pozycja wyjątkowa, ten punkt na liście potraktowałem hurtowo, chcąc docenić całokształt pracy Brytyjczyka. Ubiegły rok przyniósł przecież również znakomitą serię „Providence”, gdzie Moore bierze na warsztat prozę klasyka literatury grozy, H.P. Lovecrafta, oraz „Burzę”, czyli finałowy tom serii „Liga Niezwykłych Dżentelmenów”, a zarazem ostatni komiks napisany przez brytyjskiego scenarzystę, który udaje się na zasłużoną emeryturę. Zresztą chybić nie można, po cokolwiek Moore’a się nie sięgnie.

„Eileen Grey. Dom pod słońcem” Charlotte Malterre-Barthes, Zosia Dzierżawska (wyd. Marginesy)

Marginesy, dotychczas kojarzone z literaturą, nie z komiksem, pojawiają się na liście nie z poczucia obowiązku, ale z uwagi na interesującą strategię wydawniczą, która stanowić może istne antidotum na seryjnie wydawane opowieści o superbohaterach. Skupiając się na pozycjach biograficznych, wydawnictwo dba o taki wybór oferty, aby przedstawiana historia była podparta rozmaitymi kontekstami, nadającymi im treściowej głębi. Nie inaczej jest w przypadku „Eileen Grey. Domu pod słońcem”, gdzie życiorys artystki stanowi fundament do nakreślenia bogatej panoramy lat dwudziestych zeszłego stulecia i przybliżenia francuskiego świata artystycznego.

„Mity Cthulhu”, Alberto Breccia (wyd. Non Stop Comics)

Niech niełatwa dla dzisiejszego czytelnika forma, praktycznie pozbawiona tradycyjnego komiksowego dymku, gdzie narracja toczy się głównie niemalże poza kadrem, nie zniechęci potencjalnego odbiorcy do zmierzenia się z komiksem południowoamerykańskiego mistrza rysunku. Bo jego „Mity Cthulhu”, czyli autorskie, acz niespecjalnie udziwnione adaptacje klasycznych opowiadań H.P. Lovecrafta, stanowią dzieło dlań partnerskie. O co przecież niełatwo, bo amerykański autor częstokroć polegał na niedookreśleniu, stąd też podobne projekty polegają w dużej mierze na inwencji twórcy. Znakomity pretekst, by powrócić do znanych historii.

„Criminal”, Ed Brubaker, Sean Phillips (wyd. Mucha Comics)

Duet Ed Brubaker/Sean Philips, dzięki paru niezmiennie znakomitym pozycjom z gatunku czarnego kryminału, uchodzi za zespół ekspercki w temacie opowieści o skorumpowanych gliniarzach, złodziejach o gołębich sercach i kobietach zdolnych zaciągnąć człowieka do samego piekła (całkiem dosłownie). Ich seria „Criminal” to rzecz, a jakże, niezbyt radosna, gdzie noc nie ustępuje pola świtowi, a uśmiechy goszczą tylko na wykrzywionych przez rigor mortis ustach trupa. Brubaker tka luźno powiązane z sobą – miejscem, czasem lub drugoplanowym bohaterem – fatalistyczne opowieści z miasta grzechu, gdzie zbrodnia rozprzestrzenia się jak choroba.

„Doom Patrol”, Grant Morrison, Richard Case, Dougie Braithwaite, John Nyberg (wyd. Egmont)

Jako że pisałem swojego czasu na łamach lubimyczytać.pl tekst o Grancie Morrisonie, pozwolę sobie na mały recykling i przywołam swoje słowa na temat „Doom Patrol”. Tytułowa grupa to nie superbohaterowie per se, lecz udręczeni pechowcy o mocach, które są ich przekleństwem, a nie wybawieniem. Komiks ten stał się dla Morrisona wymarzonym poligonem doświadczalnym, gdzie mógł eksperymentować z rozmaitymi technikami narracyjnymi i swobodnie operować surrealizmem. Dość powiedzieć, że pierwszy tom rozpoczyna historia o zmaganiach z istotami z nożyczkami zamiast rąk, wycinającymi ludzi z rzeczywistości. Im dalej, tym weselej.

„Wilson”, Daniel Clowes (wyd. Kultura Gniewu)

Tytułowy bohater komiksu Daniel Clowesa, osobistości amerykańskiego komiksu niezależnego, to mizantrop i zwyczajny buc, zgorzkniały i zmęczony życiem. Pomyślany niekonwencjonalnie, bo każda strona to osobna miniatura, nierzadko narysowana odmiennie od poprzedniej, świetny album Clowesa to tragikomiczna, nieoczywista opowieść o człowieku żałosnym, mającym żal do świata o wszystko, co mu się przydarza, ale niewidzącym w tym swojej winy. Wilson jest patologicznie szczery; mówi, co myśli, dając wyraz swojej nieskrywanej socjopatii. Wydanie rzeczonego komiksu zbiegło się z reedycją kultowego „Ghost World” tegoż autora. Też warto.

„Odyseja Hakima”, Fabien Toulmé (wyd. Non Stop Comics)

Rozpięta pomiędzy reportażem a komiksem biograficznym, „Odyseja Hakima” to pierwszy tom trylogii przedstawiającej ucieczkę młodego syryjskiego uchodźcy z kraju rozdartego wojną ku lepszemu życiu w Europie. Toulmé zachwyca lekkim piórem i ołówkiem, relacjonując czytelnikowi opowieść Hakima jego własnymi słowami, dając głos wykluczonemu. Pod pewnymi względami autor jest rewersem Guya Delisle’a, który patrzy na często egzotyczny dla nas świat oczyma człowieka Zachodu, podczas gdy omawiany komiks oferuje spojrzenie tubylcze na pewne sprawy natury politycznej, społecznej i kulturowej. A kolejne tomy przeniosą akcję bliżej naszych granic.

„Tamara Łempicka”, Virginie Grenier, Daphne Collignon (wyd. Marginesy)

Komiks Grenier i Collignon chwyta moment w życiorysie polskiej malarki, kiedy jej małżeństwo ledwie zipie, lecz kariera zawodowa osiąga punkt szczytowy. Stosunkowo krótki album przedstawia, pokrótce, poszukiwanie przez Łempicką modelki idealnej, ale na tę oś fabularną nanizano i inne koraliki. Artystka bowiem porusza się tanecznym krokiem przez francuskie lata dwudzieste (na tej płaszczyźnie tytuł ten niejako koresponduje z „Eileen Grey”) i, nie przejmując się konwenansami, szuka inspiracji — oraz doznań cielesnych — pośród paryskich elit. Do komiksu dołączone jest niedługie opracowanie przybliżające sylwetkę i sztukę Łempickiej.

Jak napomknąłem powyżej, to zaledwie ułamek interesujących pozycji, które ukazały się na naszym rynku, ale i zarazem niezły punkt wyjścia do tego, żeby nadgonić lektury obowiązkowe. A z tym trzeba się śpieszyć, bo kolejne godne uwagi komiksy niebawem polecą do drukarni.

Tym samym życzę przeczytanego 2020 roku.

Fotografia otwierająca: kadr z komiksu „Tamara Łempicka”


komentarze [5]

Sortuj:
Dodaj wypowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

40
0
03.01.2020 10:24

Zapraszam do dyskusji.


2904
136
06.01.2020 19:40

Mmmm, powieść graficzna o Tamarze Łempickiej... ło1 To może być dobre.


89
4
07.01.2020 10:16

Przy okazji "Odysei Hakima" przed oczami stanął mi komiks "Persepolis". I "Dziennik Anny Frank" przerobiony na powieść obrazkową. Powinno być więcej takich pozycji!


3975
68
07.01.2020 22:16

Och, ileż smakowitości... ale racja, dałoby się jeszcze wieeeele komiksów dołożyć do tej skromnej listy... Trochę szkoda, że nie ma nic z 'mangowego' światka, ale przyznajmy, że jest bardziej specyficzny i trudniej do niego zachęcić.

Ja od siebie dodałabym tylko jeden komiks do tej listy: 'Porozmawiajmy o czymś przyjemniejszym' Roz Chast (Publicat) - ze wszystkich komiksów...

więcej

793
375
12.01.2020 11:58

Czytałem głównie komiksy, które nie wyszły w Polsce. Poza tym nie lubię sugerować się datą wydania. Ciekawa, zróżnicowana lista, choć ,,Criminal'' lekko na wyrost. Schematyczny scenariusz, przez to, że Brubaker wciąż się chwyta swoich sztuczek, które znam z innych dzieł. Trafił na tę listę chyba tylko z jednego powodu - braku czarnych kryminałów. ,,Wilsona'' znam z...

więcej

zgłoś błąd