-
Artykuły
„Kawa z Mistrzem Zbrodni” – wygraj spotkanie z Wojciechem Chmielarzem z okazji Światowego Dnia Książki
LubimyCzytać1 -
Artykuły
"Przejścia. Którędy do miłości" Natalii de Barbaro. Mamy dla Was 40 egzemplarzy książki!
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Czytamy w weekend. 10 kwietnia 2026
LubimyCzytać442 -
Artykuły
Nadciąga Gwiazdozbiór Kryminalny!
LubimyCzytać8
Biblioteczka
Niestety zawsze musi być jakieś ALE i tak też jest w tym przypadku.
W ogóle fabuła tego tomu jest… nawet nie tomu a całej serii Burza wspomaganych… z jednej strony bardzo ciekawa a z drugiej tragicznie zła. Całość powinna się skupiać przede wszystkim na delfiniej załodze. I identyczne zarzuty mam do poprzednich tomów tego cyklu. Nie potrafię ubrać w słowa frustracji jaką mam w głowie a bardzo bym chciał.
Fabuła dzieje się w 3 miejscach z kilku perspektyw. Pierwsze miejsce to oczywiście Streaker. Drugim miejscem statek Jophurów, który goni Streakera oraz trzecie to stacja badawcza. Każde z miejsc ma kilku bohaterów.
Największą część książki raczej zajmuje wątek Delfinów. Powiedzmy, że 40% albo i więcej? Nie wiem ile to jest dokładnie. Rozdziały co chwilę zmieniają perspektywę bądź miejsce.
Wątek delfinów był super do około 53% (na czytniku mam tylko pokazane procenty) i oto nadchodzi owe ‘ale’… Jedno z kilku z resztą. Ale zaczęło się robić gorzej. Autor stwierdził nagle, że jego historia jest za prosta i dopisał coś zbędnie górnolotnego przesadzając kompletnie. Transcendencja. Cały wątek transcendencji, czyli miej więcej w przedziale około 53-88% nie podobał mi się kompletnie. Był to wątek kompletnie niepotrzebny. Wymęczył mnie i wynudził. Nie wiem, czy miał w ogóle większy wpływ na fabułę jako tako. Z wyjątkiem otwarcia drogi dla kolejnego nowego wątku, który to wątek też był zbędny i niezwiązany z delfinami. Autor niepotrzebnie chciał dodać więcej dziwności i dodać kolejne niepotrzebne nowe wątki.
Zakończenie książki nie było jakieś super dobre ani tym bardziej satysfakcjonujące, ale najpewniej Brin nie miał pomysłu jak wybrnąć z sytuacji którą sam stworzył. Czyli oblężenie ziemi, układu słonecznego przez potężne wrogie armie kontra ziemianie i ich sojusznicy, którzy nawet razem wzięci są dużo słabsi.
Tak czy siak, załoga delfinów to jest to co mi się w całej sadze wspomagania najbardziej podoba i najbardziej zależy.
Wątek związany ze statkiem goniącym Streakera:
Kontynuacja wątku Rety i Dwera. (Pomijam wątek Ewasx) To nie jest to o czym chciałem czytać książkę. Nie podobało mi się to w poprzednich tomach i podobnie jest tutaj. Nie uważam, że cały wątek był zły, częściowo mi się podobał, ale to nie było to. Nie obchodzą mnie te postacie.
Wątek stacji:
Nowy bohater – Harry, szympans. Znów to samo. O ile sam Harry nie był zły, tak nie mam ochoty o nim w ogóle czytać. Jego wątek był interesujący tylko w małym stopniu.
Brakowało bardziej rozbudowanego wątku części załogi, która opuściła Streakera. Nie pasują mi też nagłe przeskoki czasowe między rozdziałami. Nie są one per se duże, to dosłownie kilka/naście minut względem tego co działoby się w fabule, ale taki przeskok następuje. I nagle autor stawia nas przed faktem dokonanym czegoś, co w pierwszej kolejności jest nie do końca zrozumiałe, dlaczego tak się stało. Tylko po to, aby za kilka stron wyjaśnić, w opowieści jakiejś postaci, co się stało.
Zabrakło większej ilości POV samych delfinów. Za to właśnie pokochałem Gwiezdny przypływ.
Co koniec końców stało się z załogą pozostawioną na Kithrupie? Co się stało z Rothenami na Jijo? Jest sporo niewyjaśnionych wątków.
Nie pasowało mi do końca nagłe wprowadzanie nowych delfinich bohaterów w np 80% książki z imienia, kiedy wcześniej przez kilka książek byli tylko "załogą".
Mimo wszystko będę tęsknił za bohaterami. Za tymi z którymi się już pożegnaliśmy kilka tomów temu w Gwiezdnym przypływie oraz tymi którzy przeżyli wyprawę. Chciałbym przeczytać kolejny tom. Cykl Wspomaganie mimo znaczących wad uważam za dobry.
Creideki <3
Niestety zawsze musi być jakieś ALE i tak też jest w tym przypadku.
W ogóle fabuła tego tomu jest… nawet nie tomu a całej serii Burza wspomaganych… z jednej strony bardzo ciekawa a z drugiej tragicznie zła. Całość powinna się skupiać przede wszystkim na delfiniej załodze. I identyczne zarzuty mam do poprzednich tomów tego cyklu. Nie potrafię ubrać w słowa frustracji jaką...
Książkę można podzielić na dwie części.
Jedna część to kontynuacja poprzedniego tomu, czyli opowiada o tym co dzieje się na planecie Jijo.
Druga część to kontynuacja losów załogi Streakera.
Aczkolwiek im dalej, tym bardziej wszystko zaczyna się, że sobą łączyć.
Obie części się co jakiś czas zmieniają. Raz widzimy rozdział o jednych, a następnie o drugich.
Niestety część o Streakerze nie jest bezpośrednią kontynuacją, gdyż dzieje się około dwa lub trzy lata po wydarzeniach z Gwiezdnego przypływu.
Nagle zostajemy wrzuceni w ich przyszłe losy, kiedy są swoim statkiem na dnie morza, nie wiedząc, co się w zasadzie stało.
Co jakiś czas zostaje bardzo krótko wyjaśnione, co robili przez ten cały okres. Nagle się okazuje, że jeden z bohaterów nie jest już człowiekiem, dla przykładu. A to, co się z nim stało, jest zawarte w kilku zdaniach, w ogóle, że odwiedzili kilka miejsc w tym czasie nim znaleźli się na Jijo. Oczywiście cały czas ścigani. Wszystko powiedziane jako bardzo krótkie streszczenie na przestrzeni całej książki.
Autor powinien zrobić to inaczej. Przede wszystkim bardziej szczegółowo, poświęcić na to kilka rozdziałów.
Drugą część mógłbym nazwać, że opowiada o samej planecie Jijo i tym, co się na niej dzieje. Oczywiście mamy bohaterów z poprzedniego tomu.
Niestety to jest ta część, która mnie osobiście kompletnie nie obchodzi, bohaterowie mnie nie interesują za bardzo. Dopiero po 2/3 zaczęło być ciekawiej.
Wolałbym, aby większa część książki została poświęcona załodze Streakera.
Jojo jest planetą, gdzie zamieszkuje kilka ras. Które to rasy żyją w większej bądź mniejszej przyjaźni, ale w zdecydowanie większej niż ich galaktyczni odpowiednicy. Które to też rasy w dodatku wszystkiego nauczyły się od ludzi, którzy przywieźli ze sobą książki. Także jest to ciekawa odmiana, w której to, cała kultura jest oparta na ludzkich książkach, a nie, jak to ma miejsce w całej galaktyce, na kulturze galaktów.
W tym przypadku nie da się czytać serii od końca, tak jak to miało miejsce w pierwszym cyklu. Tutaj historia jest ze sobą powiązana a każdy kolejny tom, jest kolejną częścią. Co akurat w moim przypadku jest wadą, gdyż nie dałem rady przeczytać pierwszego tomu. Co za tym też idzie, część wydarzeń była niezrozumiała. No cóż, może za jakiś czas jeszcze raz spróbuję. (EDIT: Spróbowałem, nie dałem rady).
Mimo problemów poszczególnych tomów to świat wykreowany przez Davida zasługuje na więcej książek. Niestety połowa wątków mnie nie obchodzi.
Książkę można podzielić na dwie części.
Jedna część to kontynuacja poprzedniego tomu, czyli opowiada o tym co dzieje się na planecie Jijo.
Druga część to kontynuacja losów załogi Streakera.
Aczkolwiek im dalej, tym bardziej wszystko zaczyna się, że sobą łączyć.
Obie części się co jakiś czas zmieniają. Raz widzimy rozdział o jednych, a następnie o drugich.
Niestety...
Ciężko jest mi tę książkę ocenić. Uważam, że była dobra, lecz z drugiej strony nie czuję najmniejszej potrzeby, aby jeszcze raz ją przeczytać w przyszłości. Co też jest istotną rzeczą w ocenie dla mnie. Zwykle książki które mi się podobają, czytałem po kilka razy.
Drugą rzeczą jest to, że liczyłem, wręcz oczekiwałem, że będzie to kontynuacja delfiniej załogi. Chyba wszyscy na to liczyli, prawda? Niestety tak nie jest.
Z pewnością do wad można zaliczyć jej długość. Jest zdecydowanie za długa. Pod koniec już średnio chciało mi się ją czytać. Gdyby była krótsza, to nie sądzę, aby ten problem wystąpił. Tak o, chociażby i 50 stron.
Świat wykreowany jest ciekawy i daje wiele możliwości. Niestety, mimo iż książki są cyklem, to nie mają ze sobą wiele wspólnego. Chociaż po prawdzie najmniej wspólnego ma tom pierwszy. W przypadku drugiego to już występuje trochę informacji o delfiniej załodze. Ale to nie zmienia faktu, że wszystkie trzy pozycje można czytać od końca.
Książka też nie łączy się z cyklem Burza wspomaganych.
Ciężko jest mi tę książkę ocenić. Uważam, że była dobra, lecz z drugiej strony nie czuję najmniejszej potrzeby, aby jeszcze raz ją przeczytać w przyszłości. Co też jest istotną rzeczą w ocenie dla mnie. Zwykle książki które mi się podobają, czytałem po kilka razy.
Drugą rzeczą jest to, że liczyłem, wręcz oczekiwałem, że będzie to kontynuacja delfiniej załogi. Chyba wszyscy...
Nie zamierzałem nic pisać, ale jednak muszę.
Pierwszy tom fabularnie ma niewiele wspólnego z kolejnymi. Akcja drugiego tomu rozgrywa się 200 lat później. "Słoneczny nurek" może być tylko prologiem i wprowadzeniem do tego uniwersum, bo praktycznie cała jego historia nie ma wiekszego znaczenia dla kolejnych 5 książek.
Wspominam o tym, ponieważ jeśli komuś nie podobała się fabuła pierwszego tomu po przeczytaniu lub nie odpowiada mu sam opis, może zacząć czytać od tomu drugiego, nic na tym nie tracąc. Jest on znacznie lepszą książką.
Nie zamierzałem nic pisać, ale jednak muszę.
Pierwszy tom fabularnie ma niewiele wspólnego z kolejnymi. Akcja drugiego tomu rozgrywa się 200 lat później. "Słoneczny nurek" może być tylko prologiem i wprowadzeniem do tego uniwersum, bo praktycznie cała jego historia nie ma wiekszego znaczenia dla kolejnych 5 książek.
Wspominam o tym, ponieważ jeśli komuś nie podobała się...
Pierwsza część zdecydowanie lepsza.
Bardzo ładne wydanie. Świetna okładka, schludna z każdej strony.
"Dzieci Ruiny" mają zatrważającą ilość opisów. Nie pamiętam, jak to wyglądało w pierwszym tomie, ale dialogów tutaj jest bardzo mało. Nie lubię tylu opisów; uwielbiam dialogi i rozmowy bohaterów – to daje mi największą frajdę.
Jak się okazuje, ośmiornice to jeden z najgorszych możliwych gatunków, który mógłby zostać wyniesiony/upliftowany do poziomu gatunku rozumnego.
Lekko irytujące było, że ośmiornice na początku nie uważały Ludzi (przez duże "L") ani pająków za inteligentne gatunki. Kompletnie nie rozumiem dlaczego. Czy posiadanie statków kosmicznych nie jest wystarczającym wskaźnikiem?
Zastanawia mnie też, dlaczego na przestrzeni setek lat nie próbowały zgłębić w jakiś sposób języka ludzkiego. Miały przecież pełno nagrań i danych, które zostały po ekspedycji, która miała terraformować planetę – po ekspedycji, która je stworzyła.
Kolejny raz SF, gdzie to ludzie muszą uczyć się języka obcych, mimo iż obcy mieli do czynienia z ludźmi dużo wcześniej.
Książka dzieli się na dwie… części, można by powiedzieć. Kontynuacja poprzedniego tomu, gdzie mamy załogę pająków i Ludzi (przez duże "L"), którzy spotykają inteligentne ośmiornice, oraz druga część, dziejąca się w przeszłości i wyjaśniająca, jak doszło do tego, że akurat ośmiornice "urzędują" w kosmosie. Wątek wyjaśniający był trochę za długi. Bardziej byłem zainteresowany teraźniejszością.
Dość ciężko sobie wyobrazić, aby to ośmiornice, patrząc po tym, co robiły, w ogóle mogły stworzyć społeczeństwo. Nie wyglądało, aby były w stanie to zrobić z innego powodu niż dla fabuły książki. No cóż, wolałbym, aby zamiast ośmiornic występował tutaj inny gatunek.
Z tego też powodu nie ma tutaj żadnego ośmiorniczego bohatera, za którym można by podążać lub którego można by polubić. Ośmiornice po prostu istnieją.
Chciałbym, aby bohaterowie — pająki i Ludzie (przez duże "L") — spotkali innych ludzi (przez małe "l"), którzy nie mają w sobie wirusa.
Interesującą częścią fabuły był pasożyt przejmujący ciał a później symbiont działający dla dobra organizmu w którym był. Wydłużający życie i umożliwiający natychmiastowe zrozumienie wszystkiego, co druga osoba z tym samym symbiontem wie.
Końcówka książki bardzo zbliżona do pierwszego tomu. Koniec końców mamy symbiozę gatunków. Przynajmniej tym razem nie przez wirus, ale schemat jest bardzo zbliżony. Aczkolwiek to, w jaki sposób to się dzieje i jakie są tego następstwa, jest naprawdę ciekawe i wyróżniające się spośród innych dzieł.
Pierwsza część zdecydowanie lepsza.
Bardzo ładne wydanie. Świetna okładka, schludna z każdej strony.
"Dzieci Ruiny" mają zatrważającą ilość opisów. Nie pamiętam, jak to wyglądało w pierwszym tomie, ale dialogów tutaj jest bardzo mało. Nie lubię tylu opisów; uwielbiam dialogi i rozmowy bohaterów – to daje mi największą frajdę.
Jak się okazuje, ośmiornice to jeden z...
Jest to druga znana mi książka gdzie pająki są przedstawione jako kolejna cywilizacja. Jest to ciekawy motyw. W tej książce zdecydowanie mocniej zostało pokazane, że to są pająki. W tej o której wspominam — Głębia w niebie — czasem czytając jakiś rozdział można było całkowicie zapomnieć, że ów rozdział jest z perspektywy pająków, a nie ludzi.
Fabuła trochę za bardzo się ciągnie. Punkt kulminacyjny na który wszyscy czekają jest do dopiero pod koniec książki.
Część opisanych rzeczy które robiły pająki gdzieś po 2/3 książki była trudna w do wyobrażenia sobie. Bardziej brzmiało to jak fantasy, a nie SF.
Jedną z największych wad która strasznie irytowała to wszędobylski nacisk, że ludzie dążą tylko do eksterminacji siebie i innych istot... Ileż kur$% można.
Świetnie zostało pokazanie jak wygląda życie na statku który przemierza tysiące lat z perspektywy jednej postaci która co jakiś czas idzie pospać do kriokapsuły. To jak dla kogoś jakieś wydarzenia trwały ledwo tydzień temu, a dla innych to tylko legendy zamierzchłych czasów.
Niestety zakończenie mi się nie podobało. Sposób jaki konflikt między ludźmi i pająkami został rozwiązany. Oraz sam fakt, że był to już sam koniec książki, przez co nie można było zobaczyć jak chociażby oba gatunki żyją i się dogadują.
Zakończenie przypomina zakończenie Mass Effect 3. Gdzie do wyboru mam tylko zielone zakończenie, czyli narzuconą z góry symbiozę.
Jest to druga znana mi książka gdzie pająki są przedstawione jako kolejna cywilizacja. Jest to ciekawy motyw. W tej książce zdecydowanie mocniej zostało pokazane, że to są pająki. W tej o której wspominam — Głębia w niebie — czasem czytając jakiś rozdział można było całkowicie zapomnieć, że ów rozdział jest z perspektywy pająków, a nie ludzi.
Fabuła trochę za bardzo się...
Za książkę zabierałem się dwa razy.
Przy pierwszym podejściu poddałem się dosyć szybko. Uważałem książkę za nudną i zostawiłem ją, chcąc poznać resztę cyklu.
Po zapoznaniu się z cyklem wróciłem tu ponownie, aby jeszcze raz spróbować przeczytać to "dzieło". Niestety i tym razem nie dałem rady.
Przeczytałem jakieś 450 stron i mam serdecznie dość. W tej książce NIC A NIC się nie dzieje. Czytam o tych bohaterach i czytam i mam wrażenie, że kręcą się w kółko czy w ogóle stoją w miejscu i nic nie robią. Jest to strata czasu. Sądziłem, że to tylko początek był ciężki. NIE. Cała książka jest ciężka.
Nie podoba mi się też, że autor, zamiast skupić się na tym, na czym najpewniej każdy by chciał — Delfiniej załodze — skupia się na kolejnym nowym wątku i kolejnych nowych postaciach.
Za książkę zabierałem się dwa razy.
Przy pierwszym podejściu poddałem się dosyć szybko. Uważałem książkę za nudną i zostawiłem ją, chcąc poznać resztę cyklu.
Po zapoznaniu się z cyklem wróciłem tu ponownie, aby jeszcze raz spróbować przeczytać to "dzieło". Niestety i tym razem nie dałem rady.
Przeczytałem jakieś 450 stron i mam serdecznie dość. W tej książce NIC A NIC...
Książka składa się z dwóch perspektyw które co kilka rozdziałów skaczą między sobą. Pierwsza perspektywa to perspektywa ludzi — Queng Ho i Emergentów. Bardziej Queng Ho bo Emergenci raczej przedstawieni są jako ci źli. Oraz część bohaterów należy do Queng. Jest to również ta perspektywa która jest większa, dłuższa.
Druga perspektywa to perspektywa mieszkańców planety gdzie wybrali się ludzie — pająków.
Wątek pająków jest ciekawy. Ale książka zasługuje na bardzo dużego minusa, ze względu na to jak została przedstawiona ich perspektywa. Mianowicie chodzi mi o to, że praktycznie nie da się zobaczyć, że bohater jest pająkiem. Wszystko wygląda, jakby to był człowiek. Jedyne co na to może wskazywać to jakieś rzadkie wstawki typu "ruszył lewymi nogami" sugerujące, że postać ma więcej niż dwie nogi. Ale poza tym? Prawie nic. Dopiero dużo później w książce jest dużo lepiej odnośnie tego. Ale na początku w zasadzie ciężko stwierdzić, że to nie są ludzie.
Być może tym sposobem autor chciał pokazać, że pająki nie różnią się wcale tak bardzo od ludzi na pierwszym planie. I dopiero dużo dużo później zaczął te różnice mocniej pokazywać, że są bardziej obce, niż pierwotnie się wydawało.
Ale ja uważam to za wadę książki. Nie chcę czytać książki o kosmitach, gdzie kosmici zachowują się jak ludzie. Ale przynajmniej nie są dwunogami, także niby jakiś mały plus.
Wątek Queng Ho czy raczej ogólnie ludzi jest... tragicznie nudny. Do 1/4 książki czytałem go, licząc, że się przekonam. Nie przekonałem się. Dałem sobie z nim spokój przelatując szybko wzrokiem, aby jak najszybciej mieć go za sobą. Dopiero bliżej końca książki, kiedy już wątki bardziej się łączyły, wróciłem do niego.
Wątek ludzi jest niepotrzebnie rozdmuchany, skomplikowany. Niepotrzebne te wszystkie wojny, spiski i cała reszta. Zdecydowanie lepiej gdyby było to coś prostszego. Jedyna rzecz która z tego wątku mnie interesowała to momenty kiedy bohaterowie rozmawiali o pająkach. Lub ogólnie o sytuacjach na kartkach książki z pająkami związana. Cała reszta? Nie obchodziło mnie za bardzo. I przede wszystkim jest za duży. To wątek pająków powinien być tym większym.
Akcja książki co kilka rozdziałów skacze o kilka lat. Czyli dokładnie to samo co w poprzednim tomie. Niestety w obu przypadkach nie jestem dużym zwolennikiem tego. Bo zwykle gdzieś poza połową książki te przeskoki są trochę już za częste/za dużo ich. Nie do końca chciałbym czytać o postaciach które z biegiem książki, dużo dalej niż połowa, są już dużo starsze, bo akcja przeskoczyła o ile tam? 30 lat dla przykładu na przestrzeni całej fabuły.
Bardzo nie podoba mi się dość spora liczba dużych niedopowiedzeń związanych z dużymi wydarzeniami w fabule. Które to niedopowiedzenia zostają wyjaśnione na sam koniec książki w dialogu między bohaterami. Kilka razy myślałem, że pominąłem dużo wcześniej jakiś rozdział. Bo nie rozumiałem skąd nagle dzieje się to co się dzieje skoro wcześniej nie było żadnej wzmianki odnośnie tego. Ale nie, po prostu tego nie było. Nagle z dupy czegoś się dowiadujemy a na sam koniec jest to krótko wyjaśniane jak to się stało. Nie podoba mi się to.
Niektórzy powiedzieliby, że ocena bardzo niska. Mimo to chciałbym przeczytać kontynuację fabuły i poznać dalsze wydarzenia Queng Ho i pająków.
Książka składa się z dwóch perspektyw które co kilka rozdziałów skaczą między sobą. Pierwsza perspektywa to perspektywa ludzi — Queng Ho i Emergentów. Bardziej Queng Ho bo Emergenci raczej przedstawieni są jako ci źli. Oraz część bohaterów należy do Queng. Jest to również ta perspektywa która jest większa, dłuższa.
Druga perspektywa to perspektywa mieszkańców planety...
Jest to zarówno najlepszy tom w serii jak i największe rozczarowanie.
Najlepszy tom, bo po prostu jest świetny. Dużo się dzieje. Wszystko doszło do punktu kulminacyjnego. Ostatnie dni na powstrzymanie przeciwników naszych bohaterów.
Spora ilość zwrotów akcji.
A największe rozczarowanie przez to, że książka kończy się przed spotkaniem twarzą w twarz z innymi Kda. Nie poznajemy innych Kda. Nie widzimy z nimi rozmowy Jacka i Draycosa. Tak bardzo na to liczyłem!
Jest to zarówno najlepszy tom w serii jak i największe rozczarowanie.
Najlepszy tom, bo po prostu jest świetny. Dużo się dzieje. Wszystko doszło do punktu kulminacyjnego. Ostatnie dni na powstrzymanie przeciwników naszych bohaterów.
Spora ilość zwrotów akcji.
A największe rozczarowanie przez to, że książka kończy się przed spotkaniem twarzą w twarz z innymi Kda. Nie...
Lepsza od poprzednich. Mamy dwie perspektywy. Jacka z Draycosem oraz Alison z Taneem. Dzieje się więcej w różnych miejscach. Odkrywamy niektóre z sekretów przeszłości Jacka. Chociaż owe sekrety tam były przez wujka który nic chłopakowi nie powiedział.
Liczyłem, że Kda przybędą trochę wcześniej niż w ostatniej książce, aby i ich można było poznać. Mam nadzieję, że nie będzie to końcówka. Byłbym wtedy zawiedziony.
Za mało dialogów między naszymi bohaterami niezwiązanych z akcją.
Lepsza od poprzednich. Mamy dwie perspektywy. Jacka z Draycosem oraz Alison z Taneem. Dzieje się więcej w różnych miejscach. Odkrywamy niektóre z sekretów przeszłości Jacka. Chociaż owe sekrety tam były przez wujka który nic chłopakowi nie powiedział.
Liczyłem, że Kda przybędą trochę wcześniej niż w ostatniej książce, aby i ich można było poznać. Mam nadzieję, że nie...
O ile samą książkę uważam za lepszą od poprzedniego tomu tak tutaj widzę ogromne marnotractwo potencjału. Przez co jestem bardziej rozczarowany niż przy poprzedniej.
Głównym wątkiem jest ucieczka naszych bohaterów przez dżunglę, będąc ścigani przez żołnierzy. Jest to dość monotonne. Żołnierze atakują, bohaterowie walczą, pokonują ich. Oczywiście nie zabijają. Po pokonaniu udaje im się uciec na jakiś czas. Za jakiś czas, czyli następnego dnia znów to samo. Pościg, walka, ucieczka. Czy to środek dnia, czy noc. Powtórzyć kilka razu. Aż w końcu udaje im się uciec swoim statkiem.
W tym samym czasie bohaterowie uciekają z grupą innych istot — obcych zamieszkujących planetę, aby nie stała im się krzywda przez żołnierzy.
Drugim wątkiem, tym który uważam za straszne marnotractwo potencjału są właśnie te istoty które nasi bohaterowie znajdują. A mianowicie inne smoki. Tak, Draycos i Jack znajdują innych Kda. Nie są to ci sami których Draycos chce uratować a zwierzęta na które wpadli przypadkiem. Które jakoś od dawna żyją na tej planecie. Ciągną je przez las, aby nie wpadły w łapy żołnierzy. Nasze smoki-symbionty nie okazują żadnej inteligencji. Do czasu aż zmiana nosiciela na człowieka wybudza jednego ze smoków z letargu. Że tak to powiem. Powoli wraca jej inteligencja i zaczyna mówić.
Brakuje mi więcej interakcji z tą postacią. Rozmów Jacka czy szczególnie Draycosa. Ogólnie zdecydowanie więcej dialogów niebędących dialogami podczas akcji czy planowania. Zwykłych rozmów.
A tak mamy trochę ich dialogów i ucieczkę na przemian z walką. Nie potrafię pojąć, jak autor mógł stwierdzić, że walka i ucieczka itd będą ciekawsze niż dialogi między nową postacią/istotą.
O ile samą książkę uważam za lepszą od poprzedniego tomu tak tutaj widzę ogromne marnotractwo potencjału. Przez co jestem bardziej rozczarowany niż przy poprzedniej.
Głównym wątkiem jest ucieczka naszych bohaterów przez dżunglę, będąc ścigani przez żołnierzy. Jest to dość monotonne. Żołnierze atakują, bohaterowie walczą, pokonują ich. Oczywiście nie zabijają. Po...
Aktualnie najsłabszy tom. Długo się rozkręca i nie jest fabularnie jakoś super. Przez całą książkę mamy wątek niewolnictwa. Dosyć niedawno czytałem cykl "Strażnicy płomienia" gdzie główną osią fabularną było niewolnictwo. Tam mnie to wymęczyło. Nie licząc, że cykl nie był dobry. I teraz znów mamy podobne wątki które mnie nie interesują.
Nie podoba mi się fakt, że bohaterowie nie zabili ich głównego złego przeciwnika. Puścili go wolno, wiedząc, że przysporzy im jeszcze większych kłopotów. Tym bardziej teraz posiadając nowe i cenne informacje. Czyli to, że Draycos rzeczywiście żyje i że Jack jest tym który jest z nim związany. Ale hej, na szali jest tylko i wyłącznie życie całego gatunku.
Zdecydowanie za mało dialogów między naszymi bohaterami niezwiązanych z akcją.
EDIT SPOILERY
Po skończeniu całego cyklu wracam tutaj z chęcią powiedzenia, że w zasadzie ta książka jest zbędna. Tylko i wyłącznie najważniejsze rzeczy z tej pozycji mają wpływ na kolejną. Część wątków mogła zostać połączona z poprzedzającym lub kolejnym tomem. Uważam ją za niepotrzebny zapychacz czasu i obniżam ocenę.
Aktualnie najsłabszy tom. Długo się rozkręca i nie jest fabularnie jakoś super. Przez całą książkę mamy wątek niewolnictwa. Dosyć niedawno czytałem cykl "Strażnicy płomienia" gdzie główną osią fabularną było niewolnictwo. Tam mnie to wymęczyło. Nie licząc, że cykl nie był dobry. I teraz znów mamy podobne wątki które mnie nie interesują.
Nie podoba mi się fakt, że...
Niezmienna forma. Przyjemnie się czyta, ale wszystko jest za mało rozbudowane i za krótkie.
Kontynuacja fabuły naszych bohaterów. Te same wady i zalety co poprzedni tom. Aczkolwiek Draycos trochę zaczął mnie irytować swoim "kodeksem wojownika". Taki... trochę? trochę bardzo? Lawful good.
Zdecydowanie za mało dialogów między naszymi bohaterami niezwiązanych z akcją.
Niezmienna forma. Przyjemnie się czyta, ale wszystko jest za mało rozbudowane i za krótkie.
Kontynuacja fabuły naszych bohaterów. Te same wady i zalety co poprzedni tom. Aczkolwiek Draycos trochę zaczął mnie irytować swoim "kodeksem wojownika". Taki... trochę? trochę bardzo? Lawful good.
Zdecydowanie za mało dialogów między naszymi bohaterami niezwiązanych z...
Ciekawa książka z interesującym motywem przewodnim.
Mamy smoka który nie jest do końca takim smokiem jakiego można by sobie wyobrażać. Jego rasa pochodzi z odległej galaktyki. A oni sami, najprościej rzecz ujmując, są symbiontami.
Do życia dłużej niż kilka godzin wymagają nosiciela. W tym przypadku nie wykorzystują nosiciela z wyjątkiem części jego prywatności i większej części powierzchni skóry. Nasz symbiont-smok może przeistaczać się z formy dwuwymiarowej wyglądający jak ogromny tatuaż na skórze po formę trójwymiarową gdzie może "wyskoczyć z ciała" i stać się normalnie wyglądającym smokiem. W każdej chwili może też zmienić swojego nosiciela jeśli takowy by go nie chciał. Nie jest to przymus.
Sam smok nie lata, nie ma skrzydeł. Jest też wojownikiem ze swojej planety. W zamian za "zakwaterowanie" może bronić swojego nosiciela. Umie walczyć i ma bardzo ostre szpony tnące metal. Jest pełnoprawnym inteligentnym gatunkiem. Jest towarzyszem naszego bohatera, aczkolwiek kilka rozdziałów jest z jego perspektywy.
"You're faster, you're stronger, and you're probably smarter," he went on, pushing the panel back into place and starting to fasten the screws again. "You can turn two-dimensional and look through walls. And now I find out you can scratch metal, too. What can't you do?"
"We cannot live alone," Draycos said softly.
Jest to interesujący motyw. Nie powiem, abym go widział pierwszy raz, ale z pewnością jest bardzo rzadki. Coś podobnego było w serii "Zimne błyskotki gwiazd".
Książka niestety nie jest niczym więcej niż po prostu dobrą pozycją. Nie dlatego że jest zła czy źle napisania. Problemem jest prostota. Jest to prosto napisana powieść i moim problemem jest, że chciałbym, aby to było coś dużo bardziej rozbudowanego. To główny i chyba jedyny zarzut jaki mam.
Brakuje mi większej ilości scen, rozmów i przemyśleń obu bohaterów. Np co jeśli jego symbiont chciałby wymusić na nim posłuszeństwo? Czy rzeczywiście nic nie zabiera właścicielowi? Większej rozbudowy wszystkiego.
Jest też kilka rzeczy których nie do końca rozumiem. Czemu zostało to zrobione tak, a nie inaczej. Nasz bohater ma 13 lat. Kompletnie nie zachowuje się na 13-sto latka. Więc dlaczego autor dał mu tyle lat? Z drugiej strony mamy książkę którą niedawno czytałem "Smocze kryształy" gdzie bohaterka, mając około 22 lata, właśnie zachowuje się jak dziecko.
Nie pasuje mi też, że nasz smok-symbiont unika zabijania kiedy tylko może.
Zdecydowanie za mało dialogów między naszymi bohaterami niezwiązanych z akcją.
Ciekawa książka z interesującym motywem przewodnim.
Mamy smoka który nie jest do końca takim smokiem jakiego można by sobie wyobrażać. Jego rasa pochodzi z odległej galaktyki. A oni sami, najprościej rzecz ujmując, są symbiontami.
Do życia dłużej niż kilka godzin wymagają nosiciela. W tym przypadku nie wykorzystują nosiciela z wyjątkiem części jego prywatności i większej...
Nawet nie wiem, od czego tu zacząć… Książka jest bardzo złą kontynuacją, a jeszcze gorszym zakończeniem trzytomowego cyklu. Gdyby była to pozycja osobna, spin-off, byłaby "ok" i z pewnością bym jej nie czytał. Ale nie jest.
Książka skupia się na dwóch wątkach. Pierwszym z nich, tym krótszym, jest praktycznie to samo co w pierwszym tomie. Pozostałości dowódców po Anu pną się po szczeblach wojska chcąc dostać się jak najwyżej udając przyjaciół, a w międzyczasie szykować się do obalenia władzy. Dokładniej mówiąc jedna osoba, która też przekabaca pieniędzmi na swoją stronę „zwykłych” ludzi, którzy są na ważnych stanowiskach w Cesarstwie. Lub też współpracując z organizacjami terrorystycznymi. To jest ta część którą chciałem czytać.
Zaś drugi wątek, zdecydowanie dużo dłuższy skupia się na dzieciach najważniejszych postaci. Które to dostają się na planetę, gdzie władzę sprawuje kościół. I gdzie z ich powodu dochodzi do wojny, gdzie w wyniki różnych okoliczności zostają dowódcami armii, która walczy ze złym kościołem, który to ciemięży, bardziej lub mniej, ludzi. I tak wygląda większa część książki.
A gdzie wątek Achuultan? A no nie ma. O ile do pierwszego wątku nic nie mam, to do drugiego już mam wszystko. Byłem przekonany, że sięgam po kontynuację, gdzie to Colin i cała reszta będzie starali się zrobić coś z Achuultanami na ich planecie. Albo będą badać planety imperium, szukając jakiegokolwiek życia. Może natrafią na nowy gatunek istot.
Zamiast tego dostajemy nic niewnoszący do niczego wątek jak dzieciaki, no może nie takie dzieciaki, prowadzą wojska przeciwko złej władzy, starając się ją obalić. A tym samym wysłać komunikat, gdzie się znajdują czy raczej gdzie utknęli i wezwać pomoc. Bo główny komputer na planecie jest siedzibą kościoła. To nie jest coś, co chciałem zobaczyć w tym cyklu. Nie interesuje mnie walka na muszkiety. Nie po to sięgam po cykl SF. A tym bardziej robić z tego wątek główny książki jeszcze z nimi. Nie obchodzą mnie w ogóle te postacie. Zostały wprowadzone dopiero teraz. Chciałem bohaterów, do których już miałem jakąś sympatię. Może na zdecydowanie większy udział Achuultan którzy przejrzeli na oczy. Chciałem kontynuacji drugiego tomu.
Sam wątek perspektywy dzieciaków kończy się nim w ogóle dostają się do komputera z którego mogą wysłać sygnał. Dopiero xx stron dalej, na sam koniec książki, Dahak odbiera wezwanie pomocy. Ale nie zostało to już pokazane z ich perspektywy.
No po prostu nie. To nie miało tak wyglądać. Książka jest w zasadzie stratą czasu. Równie dobrze mógł to być cykl dwutomowy, bo ten tom jest zbędny. Tym bardziej że jest ostatni! Gdyby cykl był większą epopeją, 10 tomów, to co innego. Wtedy jak najbardziej by to może pasowało do historii która musi być rozwinięta i różnorodna, aby nie była nudna. Ale to koniec, nic już nie ma.
Na zakończenie dodam, że w cyklu pojawiają się ulepszone za sprawą technologi imperium psy. Które to mają zdecydowanie większą inteligencję i mogą mówić. Był to ciekawy watek, ale nie był praktycznie rozwinięty. Tak samo, jak stworzenie samicy Achuultan. Jest... rzadko się pojawia i to tyle, nie zostało to rozwinięte.
A, byłbym zapomniał, było dużo literówek.
Nawet nie wiem, od czego tu zacząć… Książka jest bardzo złą kontynuacją, a jeszcze gorszym zakończeniem trzytomowego cyklu. Gdyby była to pozycja osobna, spin-off, byłaby "ok" i z pewnością bym jej nie czytał. Ale nie jest.
Książka skupia się na dwóch wątkach. Pierwszym z nich, tym krótszym, jest praktycznie to samo co w pierwszym tomie. Pozostałości dowódców po Anu pną...
Z jednej strony lepsza a z drugiej gorsza. (Generalnie to najgorszy tom) Zaletą poprzednich tomów było kilka interesujących wątków. Każdy były inny od siebie i każdy na swój sposób interesujący. Oczywiście jedne bardziej a drugie mniej. Za to wadą była ich długość. Te książki były za krótkie. Każda z nich powinna być grubości ‘Niebiańskiej Rzeki’. Właśnie, aby wątki były odpowiednio rozbudowane.
Przechodząc do ‘Niebiańskiej Rzeki’. Niby sporo rzeczy naprawia, a jednak nie. W tym tomie są dwa wątki. Odnośnie nowej obcej cywilizacji i konflikcie w Bobwersum. Problemem jest, że pierwszy wątek był za długi, a drugi płytki.
Również ten tom nie przypomina tego co poprzednie. Czyli latanie w kosmosie, statki, intrygi, konflikty itd. Wszystko jest przyziemne. Co nie mówię, że jest wadą, ale warto to zaznaczyć.
Wątek Quinlanów, czyli obcej rasy, był za bardzo przeciągnięty. A zakończenie za szybkie, skończone na kilku stronach. Takie... "JEB" koniec. Również samo poprowadzenie całej historii trochę nużące. Bohater dociera od miasta do miasta, w którym czekają już na niego "ludzie", którzy go ścigają. I tak za każdym razem. Docieramy do miasta, ktoś nas znajduje i ściga, uciekamy. Ewentualnie łapie nas i dopiero później uciekamy. Powtórzyć razy ilość miast. Mówiąc w dużym uproszczeniu, bo sytuacje były różne. Ale schemat ten sam.
Mimo iż bohaterowie są komputerem, który w ciągu chwili może przeanalizować różne rzeczy, to tego nie robią za każdym razem. Czasem z własnej głupoty wpadają w tarapaty, kiedy jakiś czas wcześniej właśnie dzięki byciu komputerem znaleźli z wyjście, bo przeanalizowali wszystkie możliwe drogi.
Co do zakończenia, jak mówiłem, jeb, koniec. Kilka stron. Najbardziej oczekiwana rzecz, tajemniczy Administrator był właśnie rozczarowaniem przez to. Nie poświęcono mu większej uwagi.
Co do konfliktu w Bobiwersum. Nie wpływa za bardzo na przebieg fabuły. Znaczy... niby wpływa a niby nie. Niby jest tam w tle, ale był tak bardzo krótko przedstawiony, że równie dobrze mogło go nie być.
Zerowy wątek Deltan, i praktycznie zerowy Pawonisów.
Ogólnie rzecz biorąc najsłabszy tom, ale wciąż mi się podobało.
Z jednej strony lepsza a z drugiej gorsza. (Generalnie to najgorszy tom) Zaletą poprzednich tomów było kilka interesujących wątków. Każdy były inny od siebie i każdy na swój sposób interesujący. Oczywiście jedne bardziej a drugie mniej. Za to wadą była ich długość. Te książki były za krótkie. Każda z nich powinna być grubości ‘Niebiańskiej Rzeki’. Właśnie, aby wątki były...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Za książkę zabierałem się kilka lat. W podobnym czasie dowiedziałem się, że planowany jest film i postanowiłem zaczekać. Byłem w kinie — film mnie zachwycił. Książka też zachwyciła.
Za książkę zabierałem się kilka lat. W podobnym czasie dowiedziałem się, że planowany jest film i postanowiłem zaczekać. Byłem w kinie — film mnie zachwycił. Książka też zachwyciła.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to