-
Artykuły
Wielka Wiosenna Wyprzedaż w Matras.pl: tysiące książek nawet 80% taniej
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Jon Frederickson i jego książka „Kłamstwa, którymi żyjemy”, czyli o poznaniu samych siebie oczami psychoterapeuty
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Czytelnicy wybrali Książki Roku 2025. Oto zwycięzcy
LubimyCzytać97 -
Artykuły
Czytamy w weekend. 13 marca 2026
LubimyCzytać512
Biblioteczka
2026-03-14
2026-03-13
„Bardzo ciekawa”
Druga książka Łukasza Kamieńskiego za mną i jestem zadowolony. Mimo dość poważnego tematu i wysokiego stopnia „naukowości” czytało się świetnie. Stoi za tym styl autora, który doskonale przekazuje wiedzę, nawet jeżeli jesteś zielony w temacie.
Zaczynamy od poznania cech doskonałego żołnierza. Jest to podane na konkretnym przykładzie dawnego wojownika doskonałego – Achillesa.
Można też prześledzić, jak zmieniały się te cechy z upływem czasu i doskonaleniem metod zabijania przeciwnika. Autor nie stroni od ciekawych fragmentów „psychro-profilu” wojskowego – np. rozwija temat strachu. Zdziwił mnie dogmat, że żołnierz nie boi się śmierci tak bardzo, jak zabicia innego człowieka. W tym momencie szczęka mi opadła, nie sądziłem, że jest to prawda.
Potem przechodzimy do modyfikacji cech człowieka poprzez elektryczne stymulowanie mózgu.
I tutaj zaczyna się jazda bez trzymanki. Temat jest obszerny i autor stara się jak najwięcej nam przekazać. Czyni to umiejętnie i nie jesteśmy zalewani mnóstwem informacji, ale wybranymi przykładami z życia, które mogą przydać się w wojsku. Niekiedy za pomocą cytatów z książek SF pisarz udowadnia, że już kiedyś przewidziano taki przebieg zdarzeń, ale zbyt niedojrzała nauka nie pozwoliła zrealizować wizji.
Nie interesowała mnie neurochirurgia dopóki nie przeczytałem tej książki. Teraz jestem zafascynowany możliwościami i jednocześnie przerażony odpowiedzią na pytanie „dokąd to zmierza”. Autor podał odpowiedź w tytule – mimowolne cyborgi.
Na koniec podnosimy kwestie moralną całego zagadnienia. Zgody na zmiany i ewentualne ich cofniecie. Poznajemy ewentualne skutki regulacji naszego „ego”. Zadajemy sobie pytanie: „czy człowiek po neurochirurgicznych zmianach jest jeszcze tym samym człowiekiem, czy kimś zupełnie innym?
Wydanie w miękkiej oprawie na dobrym papierze.
Ze swojej strony bardzo polecam wyżej opiniowaną lekturę. Nie jest to łatwa książka na jeden wieczór, ale jak wdepniecie między jej okładki, prędko tego świata nie opuścicie. Każdy może przekonać się, jak łatwo jest programować człowieka i ocenić „dokąd to zmierza” ?
„Bardzo ciekawa”
Druga książka Łukasza Kamieńskiego za mną i jestem zadowolony. Mimo dość poważnego tematu i wysokiego stopnia „naukowości” czytało się świetnie. Stoi za tym styl autora, który doskonale przekazuje wiedzę, nawet jeżeli jesteś zielony w temacie.
Zaczynamy od poznania cech doskonałego żołnierza. Jest to podane na konkretnym przykładzie dawnego wojownika...
2026-03-01
„Dobre, ale nie wszystkie”
Niewielki, bo zawierający raptem 5 opowiadań Bartosza Biedrzyckiego zbiór „Kołysanka stop”, zaciekawił. Opowiadania weszły szybko i nie potrzebowały kultowej „popitki”. Choć nie wszystkie mi się podobały, całość oceniam jako bardzo dobry zbiór.
„Czarne światło…” - pomysłowa „love story” oparta na przesyconej technologią sieciowej rozgrywce. Trzymało w napięciu do samego końca, trochę naiwnego ale akceptowalnego.
„Confirmatio…” - też bardzo dobre, poruszające obecnie nasz nurtujące problemy z kulturą obecnych obyczajów. Rodzi się pytanie do czego to wszystko zmierza i kiedy runą mury sztucznych wyborów płciowych. Podczas czytania, z tyłu głowy jako tło, przewijał mi się kultowy film „Seksmisja”…
„Kołysanka stop” – najgorsze opowiadanie w zbiorze. Przez sposób w jaki zostało napisane, traci ciągłość i popada w chaos. Dla mnie niezrozumiałe… a może „co ja tam wiem?”.
„Jak smakuje benzyna” – bardzo dobre, najlepsze opowiadanie w książce. Poprawnie rozegrane, choć koniec zmienił się w „Teleexpress”. Świetny pomysł, choć uzasadnienie nie do końca przekonuje. Czyta się bez problemu i ciężko oderwać uwagę.
„Najlepsza” – ponure zakończenie całości. Przygnębiające i mroczne. Depresyjne…
Ale kto powiedział, że rzeczywistość jest tylko różowa. Najgorsze jest to, że opisywana sytuacja występuje w kilku krajach i powinniśmy o niej pamiętać kupując towary z nich sprowadzane. To dla nas Kombinat buduje, zabija i wykorzystuje…
Wydany w miękkiej oprawie na bardzo dobrym papierze. W moim mniemaniu warto, go sobie przeczytać i przemyśleć
„Dobre, ale nie wszystkie”
Niewielki, bo zawierający raptem 5 opowiadań Bartosza Biedrzyckiego zbiór „Kołysanka stop”, zaciekawił. Opowiadania weszły szybko i nie potrzebowały kultowej „popitki”. Choć nie wszystkie mi się podobały, całość oceniam jako bardzo dobry zbiór.
„Czarne światło…” - pomysłowa „love story” oparta na przesyconej technologią sieciowej rozgrywce....
2026-02-15
„Standard zachowany”
Niedawno ukazało się kolejne wydanie „Atlasu Tramwajów”. W stosunku do poprzedniego zaszły kosmetyczne zmiany – wywalono np. WKD i trolejbusy. W zamian za to mamy Warszawskie Metro.
Stan posiadania tramwajów i sieci jest na początek roku 2025, czyli aktualny (zmieni się to najbliżej za dwa lata). Sam układ atlasu jest zachowany – zaczynamy od historii, budowy i sieci tramwajowych. W tym ostatnim rozdziale omówiono sieci czynne, jak i te, które przykrył kurz czasu. Co ciekawe ujęto dwa miasta na kresach wschodnich. Później mamy skonsolidowany opis poszczególnych typów wozów eksploatowanych w naszym kraju. Nie zapomniano o tramwajach zabytkowych i replikach udających oryginały. Do tego są jeszcze zaawansowane statystyki i… koniec.
Książka jest pięknie wydana – w twardej lakierowanej oprawie i na kredowym papierze. Wszystko szyte. Stanowi zmasowane kompendium wiedzy, dla wszystkich którzy choć trochę miłują te „miejskie pociągi”. Polecam.
„Standard zachowany”
Niedawno ukazało się kolejne wydanie „Atlasu Tramwajów”. W stosunku do poprzedniego zaszły kosmetyczne zmiany – wywalono np. WKD i trolejbusy. W zamian za to mamy Warszawskie Metro.
Stan posiadania tramwajów i sieci jest na początek roku 2025, czyli aktualny (zmieni się to najbliżej za dwa lata). Sam układ atlasu jest zachowany – zaczynamy od historii,...
2026-02-15
„Bardzo dobra”
„Byliśmy żołnierzami” nie jest łatwą książką ze względu na swoją plastyczność i brak anonimowości. Opowiada o jednej z bitew w wojnie wietnamskiej z pozycji amerykańskiego żołnierza. Bitwa ta nie była zabawą, ale wystawiła realną fakturę w ofiarach po obu stronach linii frontu. Zresztą jej pośrednim celem, założonym przez jedną ze stron było ów krwawy bilans uczynić jak największym. Wojna to okrutna matka i rządzi się swoimi prawami. Odbiera tylko, nie daje. Dotyka swoimi długimi palcami nie tylko bezpośrednich uczestników starcia, ale ich bliskich i dalekich krewnych. Piekło na ziemi stworzone przez bezpośrednią wymianę ognia, patrząc wrogowi w oczy, nie jest dla każdego. Ten który to wytrzyma będzie pamiętał do końca życia i obciążony tym ciężarem umrze niespokojny. To wszystko dla ojczyzny i z patriotycznym wezwaniem na ustach. Autor podaje nazwiska, więc nie ma anonimowych bohaterów, nie ma też anonimowych kawałków zwłok rozerwanych przez wybuch, nieraz własnej artylerii. Autor przestawia życiorys i powrót w ciasnej skrzyni przepasanej flagą do najbliższych. I nie są to pojedyncze skrzynie – ich liczbę podaje się w setkach. Setkach łez, nieprzespanych nocy i strachu. Bohaterowie też go odczuwają, niekiedy jest on przyczyną ich odejścia z tego świata. Wszystko to dzieje się w zielonym lesie, gdzieś na końcu świata. W którym ciało wroga i kolegi zaczyna cuchnąć tym samym smrodem zaraz po śmierci. Jeśli tam trafiłeś musisz zabijać, by nie zostać zabitym. I nie jest to wprost napisany antywojenny manifest, ale pełni taką rolę. Książka opisuje robotę jaką wykonuje żołnierz, kiedy Ty bezpiecznie śpisz w swoim łóżku. Żebyś mógł śnić jak najdłużej… Bardzo plastyczny obraz zmagań, pozostanie z czytelnikiem na długo po skończeniu lektury i nie będą to przyjemne obrazy. Wojna pokazana w „Byłyśmy żołnierzami” różni się od obrazów kreowanych w filmach. Człowiek dopiero po tej lekturze, orientuje się jak bardzo. Książka zawiera listę nazwisk uczestników, wybrane biogramy i ciągnie swoją historię długo po zakończeniu działań wojennych. Stajemy na rozstaju obrazów pola bitwy i normalnego życia. Należy pamiętać, że jest to tylko malowidło made in USA, bo dla drugiej strony pole bitwy było normalnym życiem. Duży plus dla autora, że zadbał o odrobinę empatii i pamięci dla przeciwnika. Docenił skuteczność walki o swój kraj. Ze swojej strony namawiam do przeczytania tej książki – warto.
„Bardzo dobra”
„Byliśmy żołnierzami” nie jest łatwą książką ze względu na swoją plastyczność i brak anonimowości. Opowiada o jednej z bitew w wojnie wietnamskiej z pozycji amerykańskiego żołnierza. Bitwa ta nie była zabawą, ale wystawiła realną fakturę w ofiarach po obu stronach linii frontu. Zresztą jej pośrednim celem, założonym przez jedną ze stron było ów krwawy bilans...
2026-01-25
„Dobra !”
Kiedy przeczytałem we wstępie do książki, iż jest mieszanka fantastyki naukowej z weird fiction podzielał z całym sercem obawy piszącego w kwestii „to się nie uda”. Z ogromnym respektem podszedłem do pierwszego opowiadania i skarciłem sam siebie – „dobre to jest - marudo pseudo recenzencie i niszczycielu czytelniczych światów”
Haczyk w postaci naukowej fantastyki zadziałał, gdyż w większości opowiadań otwierano ogień z fantastycznych nie „weirdowych” pocisków. Większość opowiadań ma podobny do siebie szkielet, zaczynamy z dość wysokiego pułapu, najczęściej jest fantastyka naukowa a kończymy z weird fiction. I przyznam szczerze o ile te początki bywały ekscytujące to większość końców była podobna – nihilizm i pytania, śmierć i autospowiedź. Być może moje pojmowanie świata i nieporadne poruszanie się w weirdowej mgle dawało takie odczucia? Nie wiem ale przypuszczam. Często wydawało mi się, że weird działał jak dwutlenek węgla gasił ogień opowiadania.
Jest to kolejny zbiór z tej serii i muszę przyznać, że chyba najlepszy. Jakość opowiadań – zaczynamy od bardzo dobrych a kończymy na dobrych.
Ciekawym pomysłem byłoby odwrócenie kolejności – najpierw weird a potem fantastyka naukowa.
By końcówki poróżnić między sobą.
Całość wydana bardzo starannie – czyli w standardzie Wydawnictwa IX.
Ze swojej strony polecę spróbować. Zawsze możecie powiedzieć, że jedliśmy ale nie smakowało. A może wciągnie Was wir weird ? Końcówka brzmi jak pytanie Niemca o samopoczucie. :-)
„Dobra !”
Kiedy przeczytałem we wstępie do książki, iż jest mieszanka fantastyki naukowej z weird fiction podzielał z całym sercem obawy piszącego w kwestii „to się nie uda”. Z ogromnym respektem podszedłem do pierwszego opowiadania i skarciłem sam siebie – „dobre to jest - marudo pseudo recenzencie i niszczycielu czytelniczych światów”
Haczyk w postaci naukowej fantastyki...
2026-01-10
„Trochę opowieść z postacią w tle”
„Karadzić rzeźnik Bośni” Roberta J. Donii miał być w założeniu biografią tego polityka. Z początku nawet ją przypomina, w miarę upływu tekstu staje się opowieścią z Karadzicem w tle. Oczywiście tego ostatniego jest w niej dużo i stanowi on trzon historii. Autor przed każdym rozdziałem robi streszczenie w kwestii „co będzie chciał pokazać”. Potem to czyni najczęściej z pozytywnym skutkiem. Większość ról i przydomków „Rzeźnika Bośni” nadała zachodnia propaganda. Brakuje mi tu szerszego odniesienia do Serbskiego Narodu i porównania tego obrazu z zachodnim. Autor przeprowadził rzetelną kwerendę w dokumentacji. Warto zaznaczyć, że swoje badania opiera na udokumentowanych zdarzeniach odrzucają mity narosłe z zachodnich i Serbskich opowieści. Kluczową zbrodnią jest Masakra w Srebrenicy, dowód na takie działanie, pominięto oskarżenia o zbrodnie, które nie są udokumentowane.
Czyta się dobrze, mimo dość suchej narracji. Praca pozwoli dowiedzieć się dlaczego wybuchła wojna, i podzielić działania Karadzica na te genialne i te w których puścił poręcz rzeczywistości.
Jednak w całości jest to zaledwie wstęp do tematu i rys biograficzny.
Książkę mogę polecić zainteresowanym pod warunkiem, że potraktują ją jako przedmowę do dalszych badań.
Wydanie staranne w twardej oprawie na dobrym papierze.
„Trochę opowieść z postacią w tle”
„Karadzić rzeźnik Bośni” Roberta J. Donii miał być w założeniu biografią tego polityka. Z początku nawet ją przypomina, w miarę upływu tekstu staje się opowieścią z Karadzicem w tle. Oczywiście tego ostatniego jest w niej dużo i stanowi on trzon historii. Autor przed każdym rozdziałem robi streszczenie w kwestii „co będzie chciał pokazać”....
2026-01-11
„Bardzo Dobra”
Druga część przygód Barbarzyńcy Conana przeczytana. Niewiele różni się od pierwszej. Może opowiadania są trochę lepsze. Książka przyciąga jak magnes – mimo że scenariusz kolejnych historii jest bardzo przewidywalny – Conan zwycięży. Otoczka złożona z elementów niesamowitych, tajemniczych i wymykających się prawom nauki jest jednym z biegunów tego magnetyzmu. Drugim jest kreowana postać, silnego i rozwiązującego problemy według schematu „jeśli agresją nie udało Ci się wybrnąć z opresji – znaczy było jej zbyt mało”. Facet po prostu jest nieobliczalny i ZUS go znienawidzi. Opowiadania nie zmuszają nas do zbytniej intelektualnej orki i jest ich zaleta. Nie zawsze lubię się katować czymś arcytrudnym. I to chyba kolejna zaleta tej księgi.
Wydanie jest staranne, twarda szyta oprawa z interesującą grafiką. W środku ilustracje. Vesper robi dobrą robotę i jest kolejnym wydawnictwem, które dba o czytelnika.
Ze swej strony polecam każdemu.
„Bardzo Dobra”
Druga część przygód Barbarzyńcy Conana przeczytana. Niewiele różni się od pierwszej. Może opowiadania są trochę lepsze. Książka przyciąga jak magnes – mimo że scenariusz kolejnych historii jest bardzo przewidywalny – Conan zwycięży. Otoczka złożona z elementów niesamowitych, tajemniczych i wymykających się prawom nauki jest jednym z biegunów tego magnetyzmu....
2025-12-26
„Dobra”
Kler katolicki był składową nazistowskiego systemu władzy III Rzeszy. Oczywiście nie cały, ale i tak spora liczba księży wielbiła Adolfa Hitlera. Nie było to czyste uwielbienie, ale i czyny. Poparte antysemickimi uczuciami wyrządzały wiele złego. Oprócz poparcia holocaustu i innych zbrodni nazizmu, dokonywali oni zmian w światopoglądzie katolickim udowadniając na przykład, że Jezus nie był Żydem, czy pacyfistą.
Część władz kościoła próbowała zapobiegać zjawisku, nakładając kary na swoje brunatne owieczki, część milczała bojąc się konsekwencji.
Autor obiektywnie przedstawia problem. Na kilku charakterystycznych przykładach (losach zwolenników Hitlera) pokazuje wszystkie aspekty zjawiska. Udziela odpowiedzi na pytania – „dlaczego i jak?”
Wszystko pisane jest dość interesująco i mimo niszowego tematu od książki nie można się oderwać.
W tle losów mamy ogromną ilość teologicznych rozważań – głównie tych po brunatnej stronie. Autor na szczęście prostuje meandry nazistowskiej wykładni kościoła.
Bardzo ciekawym jest rozdział losów powojennych zwolenników Hitlera i problem denazyfikacji. Opór jaki stawiał kościół katolicki w tej materii był zadziwiający. Skończyło się jak zawsze w wielu przypadkach – przeniesieniem do innej parafii (podobnie jak w przypadku pedofilii).
Na końcu dostajemy biogramy około 300 brunatnych księży.
Wady publikacji to przede wszystkim pokazanie wąskiego pasa czynów, które wspierały III Rzesze. Nic nie ma o szlaku szczurów, czyli organizacji przez Watykan ucieczek wielu nazistowskich zbrodniarzy.
Wydanie bardzo staranne. W twardej oprawie, szyty grzbiet. Rzetelna biografia.
Polecam ze swojej strony, warto poznać wkład kleru katolickiego w zbrodniczy system hitlerowski.
„Dobra”
Kler katolicki był składową nazistowskiego systemu władzy III Rzeszy. Oczywiście nie cały, ale i tak spora liczba księży wielbiła Adolfa Hitlera. Nie było to czyste uwielbienie, ale i czyny. Poparte antysemickimi uczuciami wyrządzały wiele złego. Oprócz poparcia holocaustu i innych zbrodni nazizmu, dokonywali oni zmian w światopoglądzie katolickim udowadniając na...
2025-12-19
„Bardzo dobra klasyka”
Conan to klasyka, którą dopiero teraz przyszło mi przeczytać. Może to i lepiej, bo jako dojrzały (przejrzały raczej ;-) czytelnik mogłem w pełni docenić jej walory. Co do tłumaczenia, to z początku miałem trudności w składaniu zbyt „przesłodzonych językowo” zdań złożonych. Na szczęście ta przypadłość szybko minęła i mogłem czerpać przyjemność w kompletowaniu kolejnych fraz. Książka jest mieszaniną „Wyspy skarbów” i dużej dozy Lovecrafta. Do tego jeszcze bohater, który nie potrzebuje wiele. Otoczony pięknymi kobietami, takimi które nań lecą, lub innymi które sobie wziął, pali grabi i bogaci się. Dla tych co pytają, nie pracuje w Urzędzie Skarbowym, chociaż należy do tego samego klanu – jest Barbarzyńcą. Moja ulubiona postać z Diablo II – tylko kobiet nie mogłem sobie porywać.
Kolejne opowiadania są jak ciosy miecza. Następują znienacka i tną mocno. Od książki nie sposób się oderwać. Mimo dość sporej naiwności niektórych, są ciekawe i dobrze napisane.
Zakończenie, co tu dużo pisać – Conan rules !!!
I dobrze.
Wydanie staranne w twardej oprawie z ciekawymi grafikami w środku. Tylko mapa wyblakła, mogła mieć zwiększony kontrast. Vesper się postarał.
Polecam bo to naprawdę kawał dobrego fantasy.
„Bardzo dobra klasyka”
Conan to klasyka, którą dopiero teraz przyszło mi przeczytać. Może to i lepiej, bo jako dojrzały (przejrzały raczej ;-) czytelnik mogłem w pełni docenić jej walory. Co do tłumaczenia, to z początku miałem trudności w składaniu zbyt „przesłodzonych językowo” zdań złożonych. Na szczęście ta przypadłość szybko minęła i mogłem czerpać przyjemność w...
2025-11-29
„Bardzo dobra”
Kolejna część opowieści o Mussolinim Antonio Scurati nie ustępuje poziomowi pozostałym. Mamy tutaj najbardziej dramatyczny okres władzy dyktatora, wejście do wojny do momentu lądowania aliantów we Włoszech. Historia to nadal wybrane przez autora urywki z życia samego Mussoliniego, ale i osób pobocznych. Pojawiają się wspomnienia żołnierzy, ze wszystkich frontów, polityków i osób wpływowych. Większość odtworzono na podstawie oryginalnych dokumentów, wspomnień, ale zdarzają się i napisane na podstawie podsłuchanych rozmów telefonicznych (Dyktatora i jego kochanki). Styl w jakim napisana jest książka, sprawia wrażenie dziennikarskiego reportażu. Ma swoje zalety i wady. Zalety dominują. Przede wszystkim autorowi udało się zachować szybką dynamikę akcji. Dzięki temu nie grzęźniemy w gabinetach, wychodząc z kolejnego napięcie i rozterki rosną. Duże brawa za niepomijanie zbrodni ludobójstwa, zarówno trójkolorowych jak i hitlerowskiej watahy. Wady to pewna subiektywna wyrywkowość podanych faktów. Książka stanowi przedostatni tom opowieści. Czyta się doskonale. Wydanie jest staranne w twardej oprawie i na dobrym papierze. Polecam cały cykl wraz z tym tomem.
„Bardzo dobra”
Kolejna część opowieści o Mussolinim Antonio Scurati nie ustępuje poziomowi pozostałym. Mamy tutaj najbardziej dramatyczny okres władzy dyktatora, wejście do wojny do momentu lądowania aliantów we Włoszech. Historia to nadal wybrane przez autora urywki z życia samego Mussoliniego, ale i osób pobocznych. Pojawiają się wspomnienia żołnierzy, ze wszystkich...
2025-11-29
„Dobrze się czytało”
Czasami cenię książki proste, takie „by dobrze się czytało”. Nie szukam w nich błędów, nieścisłości, tylko raduję się przyjemnością pochłaniania kolejnych słów. Taka jest według mnie „Wojna Starego Człowieka”. Zaczynam od genialnego pomysłu i pewnej teorii, która pośrednio dotyczy mojej osoby. Zaczynam być stary. Stary w naszym obecnym środowisku oznacza „wyrzucony za margines życia”, potem „niepotrzebny” i „obciążeniem dla sytemu”. John Scalzi daje rozwiązanie i przerywa ten łańcuch kolejnych kryzysów wieku zaawansowanego. Czyni to, bez podtekstów i w zadziwiająco prosty sposób. Nie muszę myśleć, choć powinienem, o moralnej kwestii militarnego zarządzenia i grabieży kolejnych kolonii. Zakładam, że jest to słuszne i ktoś nad tym panuje. Rozwiązane znane z pewnego kraju po 1933 roku. Opisów militarnych jest niewiele, ale wystarczająco. Akcja nie stoi w miejscu. Chce się przewracać kolejne strony. Pozostaje tylko odpowiedź na pytanie „Czy chcę wrócić do świata Johna Scalzi?”. Niestety muszę udzielić negatywnej odpowiedzi. Świat raz poznany pozostaje, odkryty, jak naga bezpruderyjna kobieta. Ja wolę książki, ze strzępkiem bielizny, żeby w kolejnym czytaniu móc odkryć coś jeszcze.
Ze swojej strony polecam, choćby na jeden raz. Bo to dobra fantastyka retro.
„Dobrze się czytało”
Czasami cenię książki proste, takie „by dobrze się czytało”. Nie szukam w nich błędów, nieścisłości, tylko raduję się przyjemnością pochłaniania kolejnych słów. Taka jest według mnie „Wojna Starego Człowieka”. Zaczynam od genialnego pomysłu i pewnej teorii, która pośrednio dotyczy mojej osoby. Zaczynam być stary. Stary w naszym obecnym środowisku...
2025-11-13
„Trzyma poziom”
„Wrocławskie Browary i Piwiarnie” trzyma poziom ustanowiony przez poprzednie wydawnictwa tej serii. Sprawdzony schemat, reprint pocztówki z lewej strony i opis z prawej, zastosowano tutaj również. Dzięki temu czytając, możemy jednocześnie podziwiać obraz przedstawiony po lewej stronie i wyodrębniać z niego detale. A jest co oglądać.
Wiadomości o browarach i piwach ważonych w ówczesnym Breslau są obfite i rzeczowe. Inaczej być nie mogło, jeśli do współpracy zaproszono ekspertów między innymi takich jak Tomasz Kopyra.
Wydanie jest też staranne i pięknie zbilansowane. Doskonale dobrany format pozwala cieszyć się wyraźnymi ilustracjami i sporą porcją wiadomości.
Ze swojej strony polecam.
„Trzyma poziom”
„Wrocławskie Browary i Piwiarnie” trzyma poziom ustanowiony przez poprzednie wydawnictwa tej serii. Sprawdzony schemat, reprint pocztówki z lewej strony i opis z prawej, zastosowano tutaj również. Dzięki temu czytając, możemy jednocześnie podziwiać obraz przedstawiony po lewej stronie i wyodrębniać z niego detale. A jest co oglądać.
Wiadomości o browarach i...
2025-11-09
„Świetnie się czyta”
„Wojna Koreańska…” to książka z gatunku „cegła” którą świetnie się czyta. Język autora jest przystępny, a sposób pisania potrafi wciągnąć czytelnika. Publikacja opisuje całość konfliktu od linii frontu po gabinety przywódców. Jest to uogólniony opis, jednak zawierający wszystkie ważne wydarzenia, które miały wpływ na Wojnę Koreańską. Autor przy każdym z nich nieco zwalnia i pozwala sobie na analizę tego co się stało. Dzięki temu czytelnik poznaje dodatkowe składowe, takie jak dymisja głównodowodzącego, które modelowały starcie. Autor przedstawia nam też postacie z imienia i nazwiska, ich wspomnienia i przeżycia. Pozwala to całości zdarzeń nie być anonimowymi i mieć swoich bohaterów. Pisarz zwraca uwagę na cierpienia ludności cywilnej i efekt zderzenia kultur zachodniej i azjatyckiej, który to był pośrednią przyczyną wybuchu wojny. Niezrozumienie mentalności narodu koreańskiego doprowadziło do tragedii. Bardzo ciekawy jest wątek straszaka atomowego i który zadziałał głównie na Europę, która lękała się eskalacji konfliktu. Nie jest pominięty wątek jeńców obu stron. Niezmiernie interesującym jest wątek obozów jenieckich ONZ na którymi, po przeniknięciu doń komunistycznych agentów, nikt nie był wstanie do końca zapanować.
Wielką wadą książki jest brak jakichkolwiek map. Trzeba wspomagać się innymi, co nie ułatwia czytania. W środku znajdziemy kilka zdjęć i to wszystko.
Wydanie jest starannie w twardej oprawie, szyte, na dobrym papierze.
Książkę polecam każdemu, kto interesuje się historią tego konfliktu i Azji.
„Świetnie się czyta”
„Wojna Koreańska…” to książka z gatunku „cegła” którą świetnie się czyta. Język autora jest przystępny, a sposób pisania potrafi wciągnąć czytelnika. Publikacja opisuje całość konfliktu od linii frontu po gabinety przywódców. Jest to uogólniony opis, jednak zawierający wszystkie ważne wydarzenia, które miały wpływ na Wojnę Koreańską. Autor przy każdym z...
2025-11-01
„Poprawny i ładnie wydany atlas”
„Okręty Reichsmarine i Kriegsmarine” to według autorów atlas prezentujący większość okrętów służących w obu formacjach. Pominięto dużą liczbę jednostek pomocniczych (moim zdaniem szkoda), gdyż nie pozwalał na to skromny format publikacji. W środku znajdziemy trzon oby marynarek od okrętów liniowych po niszczyciele czy okręty szkolne. O ile większe jednostki są omówione prawie wszystkie, łącznie z karierą bojową, o tyle mniejsze są zamknięte w opisie typu. Dość kuriozalnym jest fakt pominięcie jednostek utraconych w bitwie, po wcześniejszej deklaracji, że do strat nie doszło. Dobrze, że tłumacz obnażył błąd autorów książki.
Jeśli chodzi o wydanie to jest ono wzorowe zarówno pod względem merytorycznym jak i graficznym. Format A4 zamyka twarda lakierowana oprawa, karty są z bardzo dobrej jakości papieru kredowego. W środku oprócz tekstu głównego znajdziemy starannie dobrane i piękne zdjęcia jednostek. Zdarzają się powtórki takich samych fotografii np. str 163-164. Na szczęście jest ich niewiele. Wszystko jest przedstawione według jednego schematu. Najpierw opis całej klasy (typu) jednostek, potem przebieg służby poszczególnych jej przedstawicieli. Miejscami autorzy opisują ważne wydarzenia (bitwy i katastrofy), które dotyczą charakteryzowanych okrętów. Mamy też krótki przewodnik po odznakach Kriegsmarine. Całość charakteryzuje się dość przystępnym językiem, i jest przeznaczona zarówno dla osób początkujących jak i siedzących w temacie. Te drugie mogą delektować się dobrymi fotografiami.
Ze swej strony polecam publikacje Almapress, bo to naprawdę piękna książka.
„Poprawny i ładnie wydany atlas”
„Okręty Reichsmarine i Kriegsmarine” to według autorów atlas prezentujący większość okrętów służących w obu formacjach. Pominięto dużą liczbę jednostek pomocniczych (moim zdaniem szkoda), gdyż nie pozwalał na to skromny format publikacji. W środku znajdziemy trzon oby marynarek od okrętów liniowych po niszczyciele czy okręty szkolne. O ile...
2025-10-23
„Trochę za dużo filozofii”
„Karabiny AR” to historia uniwersalnego systemu strzeleckiego, posiadającego zaletę głębokiej modyfikacji w zależności od potrzeby użycia. Zaczynamy od rozdziału wstępnego, by przejść do uwarunkowań powstania karabinu M16. Później zapoznajemy się z pierwszymi doświadczeniami zastosowania tej broni z naciskiem na Wietnam. Nie może zabraknąć porównania AR i AK, chociaż autor dochodzi do zaskakujących wniosków. Warto sobie ten rozdział przeczytać dokładnie. Reszta książki to różne rozważania na temat samego systemu AR, prezentowanych rozwiązań, części składowych czy zastosowania.
Wadą całości jest mania „filozofowania” autora. Często grzęźniemy w rozważaniach zgodnych z tematem, ale zupełnie niepotrzebnych. Zamiast nich przydało by się więcej danych technicznych prezentowanej broni.
Książka jest starannie i pięknie ilustrowana. Zdjęcia są wyraźne duże i właściwie dobrane. Brawa dla wydawcy. Samo wydanie jest wzorowo, twarda lakierowana oprawa i kredowy papier.
Publikacje warto przeczytać, choćby dla uzmysłowienia sobie, że M16 jest klockiem w wielkiej machinie całego sytemu AR. „Karabiny AR” zmieniły moje postrzeganie tej broni z pojedynczych egzemplarzy na system, który jest genialny w swojej prostocie i głęboko modyfikowalny.
„Trochę za dużo filozofii”
„Karabiny AR” to historia uniwersalnego systemu strzeleckiego, posiadającego zaletę głębokiej modyfikacji w zależności od potrzeby użycia. Zaczynamy od rozdziału wstępnego, by przejść do uwarunkowań powstania karabinu M16. Później zapoznajemy się z pierwszymi doświadczeniami zastosowania tej broni z naciskiem na Wietnam. Nie może zabraknąć...
2025-10-19
„Trochę lakoniczna”
Autor zebrał swoje wcześniejsze publikacje w jednym miejscu, w książce „Koleje Cukrownicze na Pomorzu Zachodnim”. Jest to starannie wydana (twarda lakierowana oprawa, kredowy papier) publikacja zawierająca sto osiem stron. Na początku dostajemy krótką charakterystykę kolei cukrowniczych – tych normalnotorowych i wąskich. Dalej przechodzimy do historii przemysłu cukrowniczego na Pomorzu Zachodnim. Kolejno poznajemy koleje cukrowni Kluczewo, Szczecin i Gryfice. Ostatnim rozdział prezentuje zmierzch cukrowniczych kolejek wąskotorowych.
Patrząc na charakterystykę kolei cukrowniczych jest położony nacisk na tabor, ale bez jego dokładniejszego opisu. Przykładowo dowiadujemy się, że koleje eksploatowały parowozy T2C i to jest wszystko. Brakuje głębszej analizy, poza wskazaniem, że niektóre parowozy były słabe. Niestety rozdziały nie prezentują żadnych zbiorczych danych technicznych (czasami jest podana moc), czy szczegółów budowy. Ot pobieżna wycieczka. Rozdziały o rozwoju przemysłu cukrowniczego są poprawne. Również te prezentujące poszczególne cukrownie w kwestii infrastruktury. Natomiast opisy taboru skupiają się na statystyce i nic poza tym.
Dużym plusem książki są zdjęcia i masa dużych planów torowych cukrowni. Tutaj autor odrobił lekcje i owe plany czy zdjęcia stanowią podporę przy czytaniu tekstu głównego. Można wczuć się w klimat czy obserwować zmiany. Brawo.
Książka stanowi niezły wstęp do dalszych badań tematu i gdyby poszerzyć ją o dokładniejsze opisy taboru wyszła by z tego niezła monografia.
Mimo wad, ze swej strony polecam, bo brakujące dane techniczne można znaleźć. A warto spojrzeć na historię prezentowanych cukrowni.
„Trochę lakoniczna”
Autor zebrał swoje wcześniejsze publikacje w jednym miejscu, w książce „Koleje Cukrownicze na Pomorzu Zachodnim”. Jest to starannie wydana (twarda lakierowana oprawa, kredowy papier) publikacja zawierająca sto osiem stron. Na początku dostajemy krótką charakterystykę kolei cukrowniczych – tych normalnotorowych i wąskich. Dalej przechodzimy do historii...
2025-10-18
„dobra”
„Historia Piractwa” to książka po raz pierwszy opublikowana w 1932 roku. Daje się to odczuć, po specyficznym języku autora. Mnie on na początku drażnił, ale szybko się przyzwyczaiłem i od tego momentu lektura stała się prawdziwą przyjemnością. Publikacja należy do nurtu popularnonaukowego, więc nie ma w niej obciążających umysł technikaliów i pojęć z zakresu morskiego. W zamian za to otrzymujemy ciekawą, przeplataną nazwiskami historię rozbójników spod czarnej bandery. Pisarz podzielił swoją opowieść geograficznie. Zaczynamy od korsarzy berberyjskich, potem ruszamy na północ by spotkać Wikingów, piratów angielskich itp. W trzeciej części udajemy się na zachód, nęcą nas Karaiby i Ameryka Północna. Na końcu wędrujemy na wschód poprzez wybrzeże Afrykańskie do Chin i Japonii.
Pisarz przedstawiając nam poszczególne składowe przyjął następujący schemat:
-krótkie streszczenie historyczne,
-najważniejszy przedstawiciele,
-upadek.
Taki podział poszczególnych rozdziałów sprawdza się znakomicie i ułatwia poruszanie się po niuansach pirackiej ballady. Tak jak wspomniałem wcześniej wiele opowieści jest wzbogaconych o zeznania świadków, raporty czy nawet pieśni chwalebne i wiersze. Ubarwia to i tak ciekawą już lekturę. Skończywszy przechodzimy do aneksów, które też są bogate. Pierwszy z nich opowiada o klasycznych piratach od czasów Homera. Kolejne dwa to autentyczne historie osób, które na swoje nieszczęście miały spotkać bandytów morskich. Później mamy rozprawę „piraci i wymiar sprawiedliwości”. Kolejno „Dziennik Edwarda Barlowa” – fragment. Przedostatni aneks to dyskusja na temat skutecznych środków zdławienia piractwa. Ostatni zaś opowiada o współczesnych (1932) chińskich piratach dość szczegółowo.
Autor dystansuje się od romantycznego obrazu pirata, pokazuje ogrom zbrodni i cierpienia, nazywając prawdę po imieniu i obdzierając ją z mitów. To ogromny plus tej historii.
Wydanie jest jak na Napoleona V przystało - staranne. Twarda lakierowana oprawa, szyty grzbiet i dobry papier. Czcionka duża nie męczy oczu.
Ze swojej strony polecam tą książkę. Ciekawa historia otwierająca oczy na pewne kwestie piractwa na morzu. Czyta się wyśmienicie.
„dobra”
„Historia Piractwa” to książka po raz pierwszy opublikowana w 1932 roku. Daje się to odczuć, po specyficznym języku autora. Mnie on na początku drażnił, ale szybko się przyzwyczaiłem i od tego momentu lektura stała się prawdziwą przyjemnością. Publikacja należy do nurtu popularnonaukowego, więc nie ma w niej obciążających umysł technikaliów i pojęć z zakresu...
2025-10-06
„Dobra i ciekawa”
„Księga Krwi tomy 4-6” to klasyk i kontynuacja poprzednich. Wraz z kolejnym tomem opowiadania wydają mi się dojrzalsze i bardziej dopracowane. Ciężar przeniesiono z „gore” na subtelny strach i niesamowitości. W niektórych czuć fascynację innymi siewcami lęku (np. Lovecraft). Inne poruszają ważne dla współczesnych problemy (pozbywanie się plemion z ich ziemi). Napisane są bez zbędnego owijania w bawełnę. Nie ma tu np. typowego dla Stephena Kinga gaworzenia na tematy poboczne. Od razu przechodzimy do sedna sprawy i rozpoczyna się akcja. Niekiedy absurdalność pomysłów szokuje i trochę śmieszy (bunt rąk i nóg). Inne powodują uciechę szarych komórek. Zbiór przeczytałem z bardzo dużym zainteresowaniem. Przyznaję, że tłumaczenie w obecnym wydaniu jest o niebo lepsze niż w Amberowskim pierwowzorze, który posiadałem. Wydanie staranne w twardej oprawie, szyte – papier ekonomiczny jasno żółty. Książka posiada zakładkę wstążkę, co jest moim ulubionym gadżetem. Warto posiadać i przeczytać. Ze swojej strony polecam.
„Dobra i ciekawa”
„Księga Krwi tomy 4-6” to klasyk i kontynuacja poprzednich. Wraz z kolejnym tomem opowiadania wydają mi się dojrzalsze i bardziej dopracowane. Ciężar przeniesiono z „gore” na subtelny strach i niesamowitości. W niektórych czuć fascynację innymi siewcami lęku (np. Lovecraft). Inne poruszają ważne dla współczesnych problemy (pozbywanie się plemion z ich...
2025-09-27
„Klasyka serii”
Kolejna książeczka z serii „Panorama Techniki Wojskowej” przeczytana. Nie odbiega schematem od pozostałych. Jest przeznaczona do szybkiego znalezienia podstawowych informacji o zaprezentowanych samolotach. Każdemu modelowi przypisana jest okrojona historia, jest on pokazany na jednej lub kilku barwnych ilustracjach, czasami zaprezentowana przekrój maszyny, bądź jej zdjęcia. Publikacja podzielona jest na następujące rozdziały:
-myśliwce pierwszej fazy wojny,
-myśliwce późniejszego etapu wojny,
-ciężkie myśliwce,
-myśliwce lotnictwa pokładowego,
-samoloty odrzutowe.
Oprócz tego dostajemy wstęp i skorowidz.
W publikacji opisano następujące myśliwce:
-Curtiss Hawk III, CW-21 Demon, P-36, Hawk Model 75, P-40 Warhawk,
-Boening P-26 Peashooter,
-Seversky P-35,
-Republic P-43 Lancer, P-47 Thunderbolt,
-Bell P-39 Aircobra, P-63 Kingcobra, YFM-1 Airacuda, P-59 Airacomet,
-Vultee P-66 Vanguard,
-North American P-51 Mustang,
-Supermarine Spitfire,
-Bristol Beaufighter
-de Havilland Mosquito,
-Douglas P-70 Havoc,
-Lockheed P-38 Lightning, P-80 Shooting Star,
-Northrop P-61 Black Widow
-Brewster F2A Buffalo,
-Grumman F4F Wildcat, F6F Hellcat, F7F Tigercat, F8F Bearcat,
-Vought F4U Corsair
-Ryan FR-1 Fireball
Wydanie na dobrym papierze w miękkiej klejonej oprawie.
Książki używam do szybkiego znalezienia podstawowych informacji. Ponadto lubię bogato ilustrowane przewodniki. Jeżeli ktoś ma podobne potrzeby, lub jest początkujący śmiało sięgajcie po tą publikację.
„Klasyka serii”
Kolejna książeczka z serii „Panorama Techniki Wojskowej” przeczytana. Nie odbiega schematem od pozostałych. Jest przeznaczona do szybkiego znalezienia podstawowych informacji o zaprezentowanych samolotach. Każdemu modelowi przypisana jest okrojona historia, jest on pokazany na jednej lub kilku barwnych ilustracjach, czasami zaprezentowana przekrój maszyny,...
„Przerażająca historia”
„Ostatni dzień Howarda Phillipsa Lovecrafta” to graficzna powieść o dniu odejścia jednego z największych pisarzy grozy. Oczywiście całkowicie fikcyjna, oparta na listach i fragmentach życiorysu pisarza. Zmusza do wielu przemyśleń nad losem „Samotnika” i swoim. Jeśli chodzi o tekst, to jest trochę zawiły i enigmatyczny. Cytowane listy sprawiały mi trudność w odczytaniu, ze względu na czcionkę. Ilustracje komiksowe są dostosowane do historii i stanowią doskonałe dopełnienie przekazu. Zmieniają się w zależności od kontekstu i dotyczy to nie tylko otoczenia, ale i cech osobowych ludzi. Komiks zawiera dodatki w postaci ciekawego posłowia i fragmentów warsztatu grafika. Jest pięknie wydany twardej oprawie i na lakierowanym papierze. Całość polecam fanom Mistrza, reszta może się trochę pogubić.
„Przerażająca historia”
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Ostatni dzień Howarda Phillipsa Lovecrafta” to graficzna powieść o dniu odejścia jednego z największych pisarzy grozy. Oczywiście całkowicie fikcyjna, oparta na listach i fragmentach życiorysu pisarza. Zmusza do wielu przemyśleń nad losem „Samotnika” i swoim. Jeśli chodzi o tekst, to jest trochę zawiły i enigmatyczny. Cytowane listy sprawiały mi...