-
Artykuły
Nie żyje Wiesław Myśliwski. Autor „Kamienia na kamieniu” i „Traktatu o łuskaniu fasoli” miał 94 lata
LubimyCzytać28 -
Artykuły
Zaczęłam od tajemnicy. Reszta przyszła sama - rozmowa z Małgorzatą Rogalą
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Czytamy w weekend. 27 marca 2026
LubimyCzytać441 -
Artykuły
Przeczytaj fragment książki „Zbrodnia w rezydencji“
LubimyCzytać1
Biblioteczka
2018-07-11
2017-01-04
2017-10-31
2017-10-06
Ból, tęsknota są wręcz namacalne, gdy czyta się książkę „Niczemu winne” Ani Krzyczkowskiej. Napisana subtelnym, przejmującym językiem książka sprawiła, że niejednokrotnie roniłam łzy. „Niczemu winne” to debiut, jaki naprawdę rzadko się zdarza.
Laura się uśmiecha. Ten udawany wyraz twarzy wpisał się na pokaz w jej styl życia. Ciągle udaje przed innymi, choć przed sobą nie potrafi. Nie jest w porządku. Nie jest szczęśliwa. Jej szczęście zostało pochowane jakiś czas temu kilka metrów pod ziemią i nie można o tym zapomnieć. Kobieta pogrąża się w smutku i żałobie, która nie mija z upływającym czasem. Przekorny los nie daje jej drugiej szansy na macierzyństwo.
Laura ma wszystko: wspaniałą pracę, pieniądze, przystojnego i cudownego męża u swego boku, namiętność, perspektywy… ale ta strata sprzed lat, przesłania jej cały świat i w niej się nieustannie pogrąża.
Nasza bohaterka ma siostrę Karolinę. Ta jest jej przeciwieństwem. Prowadzi się źle, pije, stwarza wiele problemów i nagle… zachodzi w ciąże. Laura opiekując się siostrzeńcem odnajduje w sobie namiastkę radości, choć nie o takie „macierzyństwo” jej chodziło. Czy jej marzenie się spełni? Czy zostanie matką? Szczęśliwą kobietą? Ania bardzo zaskakuje w tym jak potoczą się losy bohaterów. Ale… czasami tak po prostu bywa, że aby odnaleźć szczęście trzeba je najpierw pochować.
Dawno nie czytałam tak pięknej, głębokiej i jednocześnie przepełnionej smutkiem książki. Autora skłoniła mnie do zastanowienia się nad wartością życia i jego sensem. Co tak naprawdę mi daje radość i czy jestem spełniona pomimo tego co teraz mam? Pomimo tego, dokąd dotarłam pędzona gonitwą za sukcesem, pieniędzmi…
Niesposób zrozumieć kobietę, która traci swoje dziecko, jeśli samemu się tego nie przeżyło. Niemniej, Ania Krzyczkowska w subtelny i przejmujący sposób przybliża cierpienie tychże kobiet tak, że można w jakimś stopniu odczuć ich ból. Zrozumieć tym samym jak ważne jest aby kochać, samemu być kochanym.
Autorka swoją powieścią uświadamia mi jeszcze, że pomimo XXI wieku, gdzie wiele spraw utożsamia się z pieniędzmi i materializmem, niezmiennie od tysięcy lat to miłość matczyna jest największą siłą, pomimo że targają nią ból, cierpienie i tęsknota.
„Niczemu winne” Anny Krzyczkowskiej to piękna, przepełniona gamą wszystkich uczuć i emocji wartościowa powieść o upragnionym szczęściu, które przychodzi niekiedy w inny, niż chcielibyśmy sposób. Ale nie pomija nikogo z nas. To wspaniały debiut Aniu, gratuluję i zachęcam wszystkich do przeczytania książki.
Ból, tęsknota są wręcz namacalne, gdy czyta się książkę „Niczemu winne” Ani Krzyczkowskiej. Napisana subtelnym, przejmującym językiem książka sprawiła, że niejednokrotnie roniłam łzy. „Niczemu winne” to debiut, jaki naprawdę rzadko się zdarza.
Laura się uśmiecha. Ten udawany wyraz twarzy wpisał się na pokaz w jej styl życia. Ciągle udaje przed innymi, choć przed sobą nie...
2017-10-01
Moja pierwsza myśl po przeczytaniu książki Agaty Kołakowskiej "Pięć minut Raisy" - coś oryginalnego!
Podstawą dobrej powieści postawienie przed czytelnikiem interesującą postać. Siedemdziesięciokilkuletnia staruszka z pewnością taką jest! Raisa, uznana jest za najbardziej pechowego człowieka na świecie. Trudno się dziwić, skoro przeżyła uderzenie piorunem, katastrofę promu, atak szaleńca w Madrycie… ale dokładnie wczytując się w słowa książki, można szybko zrozumieć, że jej pech nie tylko na tym się kończy.
Choć miła staruszka, kochająca róże, wiedzie spokojne życie, nieoczekiwanie będzie musiała wrócić do przeszłości, która wywoła różnorodne emocje. Trudno wrócić do tego co boli, co chciałoby się zagrzebać w pamięci bezpowrotnie. A starała się to uczynić przez długi czas.
A wszystko za sprawą pewnej dociekliwej redaktorki, która chce przeprowadzić z nią wywiad. Raisa sądzi, że może opowieść o jej życiu i wyznanie wszystkiego pozwoli jej pogodzić się z tym, na co nie ma już wpływu. Życie jest jednak bardziej skomplikowane, niż może się wydawać Raisie czy Monice, redaktorce.
Książka bardzo mnie zaskoczyła – pozytywnie. Dawno nie czytałam tak dobrej lektury, która tematyką znacznie odbiegnie od większości tych, które dziś czytamy. Bohaterowie i fabuła osadzeni są w 2051 roku, ale nie jest to książka fantastyczna. Wręcz przeciwnie, autorka dobitnie ukazuje nieśmiertelność dwóch negatywnych i destrukcyjnych emocji i działań: plotek oraz zazdrości, które zawsze mają siłę niszczycielską. Ten rok 2051, również jest zaskakującym, ale ciekawym aspektem całej fabuły. Tym samym autorka podkreśla, że przeszłość potrafi wracać i drążyć w skale niczym woda. Rok ten więc jest dla mnie symbolem – nieuniknionych zmian które nastąpią w naszym życiu, i paradoksalnie niezmienności ludzkiego postępowania, które mimo upływu czasu często sieje zgorszenie.
Wszyscy bohaterowie są realni, prawdziwi i przekazują jednoznaczne emocje. Każdy z nich sugeruje coś innego, coś nowego czytelnikowi, co też sprawia, że czujemy się w obowiązku pomyśleć, zastanowić się nad sobą.
Proszę o więcej takich książek! Agatko, dziękuję, że dzięki Tobie spędziłam dwa miłe wieczory z niezwykłymi postaciami i cudowną fabułą książki!
Moja pierwsza myśl po przeczytaniu książki Agaty Kołakowskiej "Pięć minut Raisy" - coś oryginalnego!
Podstawą dobrej powieści postawienie przed czytelnikiem interesującą postać. Siedemdziesięciokilkuletnia staruszka z pewnością taką jest! Raisa, uznana jest za najbardziej pechowego człowieka na świecie. Trudno się dziwić, skoro przeżyła uderzenie piorunem, katastrofę promu,...
2017-09-15
Książki Magdaleny Majcher zawsze zawierają tematykę istotną, bardzo realną, dzięki temu bliską w zrozumieniu każdemu czytelnikowi. "Jesień" jest powieścią dojrzałą. Pełną wartościowego przekazu o tym, że życie choć nie jest łatwe, warte jest walki o to, co najlepsze.
Magdalena Majcher nie lubi prostych rozwiązań. Ambitnie podchodzi więc do tematów, które opisuje w swoich książkach. Za to ceni się dzisiaj autorów - a poprzeczka postawiona jest naprawdę wysoko. I Magda, sprostała temu wyzwaniu. Jej pierwsza powieść urzekła mnie szczerością bijącą z bohaterów. Autorka pokazała nam jednak, że nie trzeba pisać monotematycznie, o nudnej miłości, o zdradach powielających się w książkach czy zazdrości, by osiągnąć literacki sukces. Porusza trudne, współczesne tematy by podkreślić dobitnie, że świat to nie bajka. Ale możemy sami, podejmując działanie, uczynić go namiastką pięknej opowieści.
Jak więc zachowa się Hania zmęczona byciem żoną, matką na pełen etat? Porównywana do byłej, nieżyjącej już żony swojego obecnego męża traci poczucie własnej wartości. Czy to, że nastoletnia córka zaczyna oszukiwać rodziców, oznacza, że Hania jest złą matką? Czy problemy złączą rodzinę czy wręcz przeciwnie - rozdzielą ją... Myślę, że książka idealnie oddaje realia naszego życia.
Fabuła jaką stworzyła Magdalena, jest dynamiczna i dzięki temu, czyta się ją jednym tchem.
Bardzo zachęcam do przeczytania "Wszystkich pór uczuć". Zapowiada nam się wspaniała uczta! Ciekawa jestem, co przyniesie zima... ?
Książki Magdaleny Majcher zawsze zawierają tematykę istotną, bardzo realną, dzięki temu bliską w zrozumieniu każdemu czytelnikowi. "Jesień" jest powieścią dojrzałą. Pełną wartościowego przekazu o tym, że życie choć nie jest łatwe, warte jest walki o to, co najlepsze.
Magdalena Majcher nie lubi prostych rozwiązań. Ambitnie podchodzi więc do tematów, które opisuje w swoich...
2017-09-10
Czy można wytłumaczyć to, że niektóre ze zwierząt, niczego nieświadome posiadały predyspozycje zachowań i funkcjonowania oparte o chemię i fizykę, nim jeszcze gatunek ludzki zdążył je odkryć? Tak po prostu zostały stworzone. Nie da się jednak ukryć, że bez tychże powiązań z fizyką czy chemią, nie mogłyby funkcjonować w sobie przeznaczony sposób. Skąd więc ich umiejętność kamuflażu, spryt, odwaga? Intuicja czy może fizyka?
Chodzące po wodzie owady, rażący prądem węgorz elektryczny to zachowania dla tych zwierząt naturalne i dane gatunki nie zdają sobie nawet sprawy z tego, że konkretna dziedzina naukowa je skategoryzowała.
"Kudłata nauka" pełna jest zwierząt i opisanych ich umiejętności. Autor stara się wyjaśnić, na tyle na ile naukowcy odkryli, dlaczego zwierzęta zachowują się w taki, a nie inny sposób. i z czym wiąże się te zachowania, z czego wynikają.
Ponadto, w książce nie brakuje ciekawych informacji popartych badaniami naukowymi, ale opisanymi z lekkim przymrożeniem oka. Przez co są nieco zabawne, niekiedy przerażające, ale zawsze interesujące.
Dla przykładu, autor wyjaśnia dlaczego akurat komarzyca gryzie swoją ofiarę, co wspólnego z wysysaniem krwi, ma fizyka i rozważa jednocześnie nad tym, że życie takiej samicy, podobnie jak jej ofiary, która rano budzi się pogryziona... nie jest usłane różami. Wszak grozi jej wiele niebezpieczeństw, o których pisać nie będę, aby nie zepsuć czytelnikom dobrej zabawy podczas czytania.
Książka "Kudłata nauka" jest ciekawą propozycją dla osób szukających dowodów na coś, podstaw do czegoś. Jest pozycją naukową, jednak nieco mniej zagłębiającą się w samo meritum nauki, niż mogłoby się nam wydawać :)
Autor zadbał o to, aby przystępnym językiem, w zrozumiały sposób opisać zachowania różnych gatunków zwierząt odwołując się najczęściej do fizyki. Wyjaśnił wiele ich zachowań, a także zjawiska nawet tak proste jak te dlaczego paw rozkłada swoje piękne i długie pióra (a przyznam, że choć znałam skutek tego zachowania, dopiero teraz dowiedziałam się czemu to naprawdę służy i jak wiele dzięki fizyce musi się wydarzyć podczas tego zabiegu, by paw osiągnął swój cel - uwiedzenie samicy :))
Książka dała mi wiedzę, która pozwoli zrozumieć świat bardziej. Nie mogę jednak ukryć, że patrząc na zwierzęta nie będę doszukiwać się w nich naukowych powiązań z fizyką. Postrzegać je będę nadal jako niezwykłe istoty, z których ludzie powinni czerpać wiele umiejętności zarówno w zakresie naukowym jak i etycznym :)
Książkę szczerze polecam. To jedna z ciekawszych lektur opisujących świat, jakie przyszło mi ostatnio przeczytać.
Zapraszam na Czas na Książki na Facebooku - tam więcej recenzji :)
Czy można wytłumaczyć to, że niektóre ze zwierząt, niczego nieświadome posiadały predyspozycje zachowań i funkcjonowania oparte o chemię i fizykę, nim jeszcze gatunek ludzki zdążył je odkryć? Tak po prostu zostały stworzone. Nie da się jednak ukryć, że bez tychże powiązań z fizyką czy chemią, nie mogłyby funkcjonować w sobie przeznaczony sposób. Skąd więc ich umiejętność...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2017-09-10
Uciekając przed przeszłością wcale nie staniemy się od niej wolni. Magdalena Kordel w swojej najnowszej powieści świątecznej, słusznie zwraca uwagę na to, że tylko godząc się z przeszłością, nawet jeśli jest trudna do zaakceptowania, możemy odczuć spełnienie. prawdziwie też zauważa, że cuda się zdarzają. Naprawdę się zdarzają - jeśli tylko potrafimy patrzeć, dostrzeżemy je wszędzie. Małe, codzienne i te duże, wręcz magiczne...
Klementyna, Dobrochna, Doktor Piotr, Kuba, Babcia Agata, Julka i Imka – to postaci bardzo wyraziste. Każdy z nich wnosi do powieści wiele istotnych wartości dzięki którym, głównej bohaterce udaje się osiągnąć upragnione szczęście. Czytając powieść możemy bez problemu dopasować do nich odpowiednie cechy: opiekuńczość, dobroć, naiwność, tajemniczość, bezradność… Autorka spisała się na medal kreując tak bystre postaci, zapisujące się w pamięć.
Gdy poznajemy Klementynę jest ona kobietą pogubioną w życiu. Bardzo przypomina to życie jej babci Agaty, i nie tylko jej… Babcia Agata zwana jest Pogubioną Agatą. Jej wspomnienia są bardzo bolesne, a to też spowodowało, że ucieka ona w świat, w miejsce w którym nie musi o bólu myśleć. Klementyna jest bardzo opiekuńczą wnuczką, matką, przyjaciółką… i pomimo tego, że sama cierpi, dba o bliskich bardziej niż o siebie samą.
Kiedy jednak wypieka się jej pierwszy tegoroczny piernikowy domek, nagle wszystko się zmienia. Zmienia za sprawą wspomnień. Kobieta podejmuje decyzje, które wydawać by się mogły naiwne, ktoś osądzić by mógł wręcz, że błędne. Tak nawet sądzi jej przyjaciółka Imka. Los, Duch Świąt i Magia Piernikowych serc, wiedzą jednak lepiej, co dla dziewczyny jest dobre. Ta jedna decyzja odwraca jej życie do góry nogami. Pozwala odkryć rodzinny sekret, zrozumieć przeszłość, a co za tym idzie spełnić się jako wnuczce, kobiecie, matce.
Nie będę ukrywać, że moje serce najbardziej skradła Dobrochna! Ta dziewczynka, to dopiero bohaterka! Córka Klementyny, to bystra, dociekliwa i w swej dziecinności bardzo dojrzała dziewczynka. Zadziwiła mnie i rozbawiła do łez niejednokrotnie. Jestem pewna, że Wy też ją polubicie.
Powieść „Serce z piernika” to nie sielankowa bajka o miłości. To głęboka, pełna prawdziwych trudności życiowych historia, która mogła zdarzyć się w życiu każdego z nas. Dlatego wielu czytelnikom, stanie się bliska.
Magdalena Kordel rozbudowała główny wątek, opowieściami pobocznymi, które w mniejszym lub większym stopniu nadały sensu całej magicznej fabule. Ponownie okazuje się, że wszystko ma swój sens. Nic nie dzieje się przypadkowo. Każdy krok bohaterów ich decyzje, nawet te, które wydają się przypadkowe, bezsensowne mają swoje przeznaczenie i prowadzą bohaterów do właściwego miejsca o właściwym czasie.
Nie mogłabym nie napisać o kunszcie pisarskim Magdy! To, w jaki sposób opowiedziała nam tę historię, to mistrzostwo. Dawkowanie emocji, informacji spowodowało we mnie mocniejsze bicie serca i to… co w książkach lubię najbardziej.. drżenie rąk, aby już… już.. natychmiast dowiedzieć się co stanie się dalej. Powieść jest mocna, dobitna, bo ukazuje nam co w życiu jest ważne. I, że warto poddać się swojej intuicji, przeznaczeniu, które i tak nas nie ominie. Przy tym jednocześnie lekka jak woal, piękna, świeża...
Życie pisze najpiękniejsze historie. A Magda oddaje ich wielką wartość w swoich książkach.
Poza tym Święty Antoni, Franciszek… magia, magia i klimat świąt, który tak kocham, na każdej stronie, pachnący wręcz w całym moim domu słodkim zapachem pierników! Duch Świąt zagości w naszych domach i sercach dzięki tej powieści.
Zapraszam na Czas na Książki na FB! Tam więcej nowości :)
Uciekając przed przeszłością wcale nie staniemy się od niej wolni. Magdalena Kordel w swojej najnowszej powieści świątecznej, słusznie zwraca uwagę na to, że tylko godząc się z przeszłością, nawet jeśli jest trudna do zaakceptowania, możemy odczuć spełnienie. prawdziwie też zauważa, że cuda się zdarzają. Naprawdę się zdarzają - jeśli tylko potrafimy patrzeć, dostrzeżemy je...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2017-08-26
Bohaterowie najnowszej powieści Krysi Mirek, to słodko gorzkie postaci, które wbrew pozorom, ukazują bardziej realne życie i problemy XXI wieku, niż nam się może wydawać.
Kornelia, to kobieta dostrzegająca w sobie, a także w świecie, same negatywne rzeczy. Patrzy na siebie i innych przez pryzmat wyglądu. Autorka realistycznie oddała borykanie się Kornelii z jej problemem, pokuszę się o stwierdzenie - początkami depresji, wynikającymi z nadwagi. Łatwo stwierdzić, że jeśli człowiek bardzo krytycznie podchodzi do samego siebie, to może mu się wydawać, że każdy go postrzega w taki sposób. A przecież nie musi tak być.
Trzydziestoletnia kobieta sądzi, że jej wygląd, warunkuje szczęście. Problemy wynikają z ilości kilogramów, brak miłości, brak męża i dzieci, własnego mieszkania także są jej efektem. Problemy te, zajada zaś kolejnymi porcjami wysokokalorycznych batoników, które skrzętnie chowa w swoim pokoju, przed oczami rodziny. Jest niespełniona życiowo i zawodowo– jako samotna kobieta, ucząca fizyki z szkole. Nie przepadają za nią nawet uczniowie. To pewnie przez wygląd- myśli najczęściej.
Obrzydza ją jej własne ciało. Nie wyobraża sobie jak mógłby ją ktoś pokochać, skoro sama siebie nie akceptuje. Bohaterka zatraciła w sobie radość płynącą z życia i prostych chwil, które powodują szczęście. Zatraca się z dnia na dzień w swoim złożonym problemie i dlatego, dzieje się w jej życiu coraz gorzej. Do pewnego momentu… gdy przypadkowo wszystko może się zmienić. Może, ale nie musi. Los stawia przed nią możliwość wyboru, a także inny, ważniejszy problem. Chorobę. Czy jest to dolegliwość poważna, ma się okazać gdy przyjdą wyniki. Do tego czasu bohaterka żyje w ciągłym stresie i w obawie o swoją przyszłość. Szybko wtedy dociera do niej, że chce żyć. Mimo wszystko, są rzeczy ważniejsze niż wygląd. Zdrowie.
Tymczasem Leonard, ojciec jednego z uczniów Korneli, zabójczo przystojny, o twardym charakterze mężczyzna, mimowolnie stał się obiektem westchnień głównej bohaterki. Jego borykanie się z wychowaniem dzieci, po tym jak żona chcąc dać mu nauczkę, wyprowadziła się z domu, ewidentnie go przerasta. Wtedy to podejmując odważną decyzję, Kornelia, postanawia stać się częścią jego życia. Czy wyjdzie jej to na dobre? A może miłość ma zupełnie inny smak? Inne imię?
Kornelia, przestając się udręczać, odnajduje wreszcie smak w swoim życiu. Okazuje się, ze słodkość to nie tylko jej pyszne ciasteczka i batoniki skrywane pod łóżkiem. Ona naprawdę może być szczęśliwa. Tylko czy zechce?
Otwarcie się na nowe horyzonty pozwala nam zobaczyć więcej. To zawsze przyczynia się do odniesienia sukcesu.
Krysia pokazuje nam, że bierność do niczego nie prowadzi. Jeśli chcemy coś w naszym życiu osiągnąć musimy, ruszyć się z miejsca, podjąć decyzje, czasami radykalne, ale z pewnością odważne. Uśmiechnąć się do kogoś obcego, zadbać o siebie. Cieszyć się z drobnych, ale prawdziwych radości. W pędzie życia zatrzymać się na chwilę i znaleźć czas na małe przyjemności. A nawet na te duże! Czemu nie? Stojąc w jednym punkcie, nieustannie tkwimy w stagnacji. A przecież jeśli m nie zawalczymy o siebie, to nikt za nas tego nie zrobi.
W dzisiejszych czasach gdy liczy się stereotypowo „mieć” i „być” zatracamy to, co naprawdę wartościowe w nas samych. Przecież nie trzeba być najmodniejszą o rozmiarze „s” kobietą, aby udowodnić, że jest się pięknym czy inteligentnym.
Książka „Słodkie życie” przypomina nam swoją treścią, o problemie XXI wieku jakim jest poniżanie kogoś za wygląd, ale też problem nadwagi. Brak tolerancji i konstruktywnej krytyki wywołuje ciągłą agresję wśród ludzi, ofiary wpędzając w poczucie bezsilności. A powinno być wręcz odwrotnie. Powinniśmy się wspierać i dbać o siebie, nie zapominając przy tym, jak ważne jest wyciąganie pomocnej dłoni do drugiego człowieka.
Dodam tylko jeszcze, że już od pierwszych słów, zdań po rozpoczęciu czytania tej książki, rozpływałam się w rozkoszy czytelniczej. Krysia, jak mało kto potrafi tak pięknie dobierać słowa, że aż cieplutko się robi na sercu.
https://www.facebook.com/czasnaksiazki/
Bohaterowie najnowszej powieści Krysi Mirek, to słodko gorzkie postaci, które wbrew pozorom, ukazują bardziej realne życie i problemy XXI wieku, niż nam się może wydawać.
Kornelia, to kobieta dostrzegająca w sobie, a także w świecie, same negatywne rzeczy. Patrzy na siebie i innych przez pryzmat wyglądu. Autorka realistycznie oddała borykanie się Kornelii z jej problemem,...
Ta książka już samym tytułem i opisem przypadła mi do gustu. Przywodzą one na myśl najbardziej klimatyczne książkowe miasteczka, do których czytelnik chętnie ucieka w literackim świecie. I jak sama fabuła miała dla mnie wielki potencjał, tak nielinearny styl pisania i sposób dobierania słów, sposób formułowania zdań do mnie nie przemówiły. Mówiąc kolokwialnie 😊 książkę czytało mi się ciężko z powodu sposobu jej napisania. Na próżno było w niej szukać rozbudowanych i przyjemnych w czytaniu składni zdań. A to, dla mnie ma ogromne znaczenie. Dla czytelnika bez większych wymagań warsztatowych polecam te książkę. Sama fabuła się broni. Ciekawa zagadka podparta wieloma kłamstwami w sieci których splatają się losy Nicolette i pozostałych bohaterów zapada w pamięć. Autorka pozwala wraz z upływem czasu, rozwiązywać zagadkę miasteczka wraz z nią, niemniej nie pozostawia nas nienasyconych informacjami. Z ostatnimi stronicami dowiadujemy się dokładnie jak brzmi rozwiązanie fabuły. Umęczyło mnie czytanie tej książki, ale nie do końca był to czas stracony.
Ta książka już samym tytułem i opisem przypadła mi do gustu. Przywodzą one na myśl najbardziej klimatyczne książkowe miasteczka, do których czytelnik chętnie ucieka w literackim świecie. I jak sama fabuła miała dla mnie wielki potencjał, tak nielinearny styl pisania i sposób dobierania słów, sposób formułowania zdań do mnie nie przemówiły. Mówiąc kolokwialnie 😊 książkę...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2017-05-09
Od premiery dzielą nas godziny, ale ja jestem już po lekturze drugiego tomu Sagi Cantendorfów, Krystyny Mirek.
Już pierwszą częścią autorka zaciekawiła mnie losami bohaterów osadzonych w klimatycznej fabule, rozgrywającą się na starym zamku. Czekałam zniecierpliwiona na drugi tom i oto jest.
„Cena szczęścia” doskonale odzwierciedla ile jesteśmy w stanie zapłacić za poczucie spełnienia i osiągnięcie celu. Autorka ukazuje także drugą stronę medalu. Jedni bohaterowie zyskują choć nie powinni, gdy pozostali, warci największego szczęścia, tracą. Jedno jest pewne. Cena szczęścia może mieć różną wartość.
Atmosfera na zamku robi się niebezpiecznie napięta. Komuś bardzo zależy aby uczucie, które pojawiło się pomiędzy hrabią Aleksandrem i Kate, przestało rosnąć w siłę. Relacje między nimi są zagrożone, ale zakochani nie poddają się łatwo. Wiemy przecież, że miłość jest najcenniejszym uczuciem, które człowiek z otwartym sercem może posiadać. Hrabia i Kate również o tym wiedzą. Niemniej, w książce poznajemy inne osobowości, dla których nie miłość, a pieniądze stanowią największą wartość. Hrabia Aleksander jest zatem „łupem” do zdobycia. Czy bohaterów zgubią te przekonania? Czy pędząc za materializmem zatracą swoją ludzkość? Do czego może być zdolny człowiek, który za wszelką cenę chce dotrzeć do celu? I jeszcze jedno… czy hrabia da się omamić i zrezygnuje z miłości?
O tym przekonacie się czytając najnowszą powieść Krystyny Mirek.
Autorka, stworzyła świat, nieco fantastyczny, a jednak realny. Z mojego punktu widzenia, podczas czytania potrafiłam przypisać cechy poszczególnych bohaterów, do osób które znam osobiście czy z mediów. Wykreowani na osoby wrażliwe inni zadufani w sobie, których karmi żądza pieniądza. Potwierdza to moją tezę, odnoszącą się do książek Krysi. Potrafi ona przenieść rzeczywistość do książki. Dlatego jej dzieła są tak piękne i chętnie się je czyta.
Saga Cantendorfów jest napisana w zupełnie innym klimacie niż dotychczasowe książki Krystyny. Ciekawa odskocznia gatunkowa, utwierdziła mnie w przekonaniu, że ta zdolna autorka poradzi sobie w każdym gatunku literackim i skradnie nasze serca.
Serdecznie polecam Wam książkę i czekam na kontynuację!
Od premiery dzielą nas godziny, ale ja jestem już po lekturze drugiego tomu Sagi Cantendorfów, Krystyny Mirek.
Już pierwszą częścią autorka zaciekawiła mnie losami bohaterów osadzonych w klimatycznej fabule, rozgrywającą się na starym zamku. Czekałam zniecierpliwiona na drugi tom i oto jest.
„Cena szczęścia” doskonale odzwierciedla ile jesteśmy w stanie zapłacić za poczucie...
2017-05-08
Natura została stworzona w taki sposób, że aby mnożyć owoce, dzieło swego bytu, nie może być samotna. Toteż czereśnie muszą być dwie, aby wydawały owoce. Jakże trafne jest to spostrzeżenie, które niebywale łatwo można odnieść do ludzkiego życia. Aby człowiek mógł rozkwitać, nie może iść przez życie w pojedynkę. Potrzebuje przyjaciela, partnera dzięki któremu mnoży owoce życia, w szeroko pojętym znaczeniu.
Na najnowszą powieść Magdaleny Witkiewicz czekał ogrom czytelniczek. W tym i ja. Bardzo ciekawiła mnie historia, która miała ukazać się na kartach tej książki. Czy będzie w sobie miała to coś? Czy porwie mnie w swoją fabułę?
„Czereśnie zawsze muszą być dwie” to wzruszająca powieść o odkrywaniu siebie. Okazuje się bowiem, że szczęście, będące czasem na wyciągniecie dłoni nie jest łatwym łupem do zdobycia. Ile razy staramy się dosięgnąć radości, a one umykają jak tęcza za którą pędzi się autostradą. Choć Magdalena Witkiewicz znana jest z happy endów, tak w tej powieści na szczęśliwe zakończenie kazała nam długo czekać. Ale to dobrze. Zobrazowała nam tym samym prawdę, która spotyka nas każdego dnia. A mianowicie: należy cieszyć się małymi radościami, bo nie wiadomo kiedy i czy przyjdą duże szczęścia. Jeśli więc przychodzi happy end doceniamy go bardziej, bo jest wyczekany, upragniony.
W „Czereśniach” jest coś niezwykłego. Magiczna aura otaczająca całą fabułę i ich bohaterów wywołała u mnie przyjemny i ciepły ucisk w brzuchu. Klimatyczna willa w Rudzie Pabianickiej, czereśnie, odkrywanie przyjaźni, pierwsza miłość. Tak wiele spotkała naszą główną bohaterkę Zosię.
Doceniam to jako czytelnik, że autorka nie wykreowała prostej i ckliwej dziewczyny, ale bystrą młodą kobietę, której motywem przewodnim jest podróż. Musi ona przebrnąć przez naprawdę wyboistą drogę, by wreszcie osiągnąć to, co upragnione. Czy jednak uda się jej dotrzeć do celu swej podróży? Tego Wam nie zdradzę. Nie mogę przecież zabrać czytelnikom radości z odkrywania tej magicznej lektury samodzielnie.
Wiem Madziu, że czekałaś na nasze recenzje. Ta książka była dla Ciebie bardzo ważna. Cóż mogę Ci więcej napisać? To naprawdę Twoja najlepsza powieść, pełna uroku, którym literatura kobieca powinna się szczycić. Fabuła jest niezwykle dojrzała, postaci barwne i ujmujące - jak te dwie czereśnie o których mówimy. Chętnie wrócę kiedyś do tej książki, a już teraz serdecznie polecam ją wszystkim miłośnikom książek obyczajowych. Dzięki za te książkę!
Zapraszam na facebooka! oraz www.czasnaksiazki.eu
Natura została stworzona w taki sposób, że aby mnożyć owoce, dzieło swego bytu, nie może być samotna. Toteż czereśnie muszą być dwie, aby wydawały owoce. Jakże trafne jest to spostrzeżenie, które niebywale łatwo można odnieść do ludzkiego życia. Aby człowiek mógł rozkwitać, nie może iść przez życie w pojedynkę. Potrzebuje przyjaciela, partnera dzięki któremu mnoży owoce...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Nie można wyobrazić sobie lepszej fabuły, by ukazać magię Świąt Bożego Narodzenia. Gdy wszystko wydaje się stracone, gdy życie rzuca nieustannie kłody pod nogi , a przeszłość nie daje o sobie zapomnieć, targając nasz spokój ducha niepewnością... magia świąt, jest dobrym powodem, by rozwikłać gryzące nas sprawy. A może one same się rozwiązują dzięki tej niecodziennej aurze?
Pokochałam bohaterów książki Krysi Mirek od samego początku. Fabuła jest idealnie świąteczna i oddaje cały czar związany z nadchodzącym powoli Bożym Narodzeniem.
Światło w cichą noc- jest symbolem nadziei, że rodzi się nowe i piękne. Książka napisana jak zwykle w wykonaniu Krysiu, płynnym, uroczym językiem, dzięki czemu wprowadza nas autorka w swój cudowny, realny wydawać by się mogło, świat.
Serdecznie polecam Wam " Światło w cichą noc" jako lekturę obowiązkową na świąteczny, pełen miłości i nadziei czas. To będzie moja kolejna ulubiona książka tej autorki.
Nie można wyobrazić sobie lepszej fabuły, by ukazać magię Świąt Bożego Narodzenia. Gdy wszystko wydaje się stracone, gdy życie rzuca nieustannie kłody pod nogi , a przeszłość nie daje o sobie zapomnieć, targając nasz spokój ducha niepewnością... magia świąt, jest dobrym powodem, by rozwikłać gryzące nas sprawy. A może one same się rozwiązują dzięki tej niecodziennej...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to