-
Artykuły
„Odpowiedź kryje się w tobie” – Katarzyna Wolwowicz zdradza, jak ją odnaleźć
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Nowa karkonoska powieść Sławka Gortycha! „ŚWIĘTO KARKONOSZY”- już wkrótce! KONKURS
LubimyCzytać43 -
Artykuły
Wielkanocna chwila odpoczynku z literaturą – okazje na ebooki do -95% i ranking top tytułów
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Nie żyje Wiesław Myśliwski. Autor „Kamienia na kamieniu” i „Traktatu o łuskaniu fasoli” miał 94 lata
LubimyCzytać48
Biblioteczka
Na wstępie, z okazji Dnia Pisarza i Pisarek, życzę wszystkim autorom (a zwłaszcza Jakubowi!) niekończącej się weny i morza cierpliwości do nas – czytelników. A skoro świętujemy, to czas na moją opinię o książce, która ostatnio wpadła mi w ręce. Dziś pod lupę trafia „Mintari” Jakuba Styczyszyna.
Pierwsze wrażenia? Okładka to czyste złoto (i to dosłownie)!
Muszę o tym wspomnieć na początku, bo XD – ta okładka jest genialna. Nie tylko świetnie wygląda, ale jest tak fajna, dotykowa i sensoryczna, że człowiek ma ochotę ją głaskać przez pół wieczoru przed samym czytaniem. Wielki plus za wydanie, bo robi robotę na półce i w dłoniach.
Co w środku?
Jeśli chodzi o samą treść, to bawiłam się naprawdę dobrze. Świat wykreowany przez autora ma w sobie to „coś”, co wciąga. Oczywiście, żeby nie było zbyt słodko: pojawiają się drobne niedociągnięcia. Tu i ówdzie coś zgrzytnęło, a momentami zdarzało mi się lekko „ubić” (niektóre fragmenty mogłyby być odrobinę dynamiczniejsze), ale absolutnie nie zepsuło mi to ogólnego funu z lektury.
Werdykt:
Mimo tych małych potknięć, historia zostaje w głowie i czuję niedosyt. Autor zostawił mnie z kilkoma pytaniami, na które muszę poznać odpowiedzi, więc chętnie sięgnę po tom 2, gdy tylko się pojawi!
Moja ocena: Solidne 7/10 (z dużym plusem za doznania dotykowe!).
Na wstępie, z okazji Dnia Pisarza i Pisarek, życzę wszystkim autorom (a zwłaszcza Jakubowi!) niekończącej się weny i morza cierpliwości do nas – czytelników. A skoro świętujemy, to czas na moją opinię o książce, która ostatnio wpadła mi w ręce. Dziś pod lupę trafia „Mintari” Jakuba Styczyszyna.
Pierwsze wrażenia? Okładka to czyste złoto (i to dosłownie)!
Muszę o tym...
„Zbiór Legend Niezwykłych” to literacka podróż, która zasługuje na wysoką ocenę. Ta antologia jest nie tylko pięknie wydana i bogata w ilustracje, ale przede wszystkim oferuje lekką i wciągającą lekturę.
To, co wyróżnia ten zbiór, to odejście od sztampowych legend na rzecz nowych, magicznych historii osadzonych w autentycznych miejscach Polski. Dzięki temu czytelnik ma szansę odkrywać nieznane zakątki, co nadaje lekturze wymiar edukacyjny.
„Gwiezdny Kruk i Posiadłość zatrzymana w czasie” to dla mnie najmocniejszy punkt zbioru. Jako fanka fantastyki doceniam tę konkretną historię, choć pojawiły się pojedyncze trudniejsze słowa, co dla dorosłego czytelnika nie stanowi bariery. Dla dzieci myślę, że to też plus, bo mogą dopytać! Całość jest przyjemna w odbiorze i stanowi inspirującą lekturę dla całej rodziny.
„Zbiór Legend Niezwykłych” to literacka podróż, która zasługuje na wysoką ocenę. Ta antologia jest nie tylko pięknie wydana i bogata w ilustracje, ale przede wszystkim oferuje lekką i wciągającą lekturę.
To, co wyróżnia ten zbiór, to odejście od sztampowych legend na rzecz nowych, magicznych historii osadzonych w autentycznych miejscach Polski. Dzięki temu czytelnik ma...
Ho, ho, ho. Dawno nie pisałam recenzji.
Niedawno skończyłam czytać Tom 1 „Powiernika” autorstwa Franciszka Piątkowskiego.
To historia młodego mecenasa, który od zawsze interesował się mitologią słowiańską, aż pewnego – z pozoru zwyczajnego – dnia w jego życiu pojawia się dziwny, nieco zakręcony staruszek.
Początek jest raczej spokojny, momentami wręcz zbyt zachowawczy. Trochę zabrakło mi konkretnych „lekcji”, pokazania, jak bohater faktycznie był przygotowywany do przejęcia roli Powiernika i na czym ta funkcja naprawdę polega. Trochę taki uczeń czarnoksiężnika, czy coś, by się przydał. Wszystko dzieje się jakby odrobinę za szybko.
Potem historia naprawdę się rozkręca. Świat zaczyna nabierać głębi, mitologia słowiańska wchodzi coraz śmielej, a fabuła łapie rytm, który wciąga. Styl jest lekki, przystępny, momentami z humorem, bez zadęcia i bez udawania encyklopedii wierzeń. Czyta się to po prostu dobrze.
Podsumowując: książka mi się podobała. Ma swoje niedociągnięcia, zwłaszcza na starcie, ale nadrabia klimatem i pomysłem. To solidny początek serii, który z każdym rozdziałem nabiera pewności siebie. Chętnie sięgnę po kolejny tom. Czuję, że najlepsze dopiero przed nami.
Ho, ho, ho. Dawno nie pisałam recenzji.
Niedawno skończyłam czytać Tom 1 „Powiernika” autorstwa Franciszka Piątkowskiego.
To historia młodego mecenasa, który od zawsze interesował się mitologią słowiańską, aż pewnego – z pozoru zwyczajnego – dnia w jego życiu pojawia się dziwny, nieco zakręcony staruszek.
Początek jest raczej spokojny, momentami wręcz zbyt zachowawczy....
Po książkę Paweł Kopijera sięgnęłam z czystej ciekawości — facet chyba jest wszędzie i trudno go nie zauważyć, gdy chodzi o polskie self-publishingowe fantasy. Pierwszy tom — „Mrok we krwi” — nie jest zły. Po lekturze odnoszę jednak wrażenie, że całą Trylogię Mitrys można by było zmieścić w jednym, porządnym, grubym tomie — idealnym dla geeków takich jak ja, którzy lubią książki-cegły. Podział na trzy części wygląda mi raczej jak zabieg marketingowy niż fabularna konieczność.
Z bohaterów — bardziej polubiłam Norana niż Skrę. Czułam, że to jego postać miała większy potencjał — momentami brakowało mi jego obecności, bo to właśnie jego losy ciekawiły mnie najbardziej. Oboje są interesującymi postaciami, ale zdecydowanie jestem „team Noran”. Tym bardziej, że Norana długo nie ma — i kiedy wreszcie się pojawia… książka się kończy. Zostawia to uczucie niedosytu.
Mimo tych zastrzeżeń — jestem ciekawa kontynuacji i na pewno sięgnę po drugi tom, by przekonać się, jak dalej potoczą się losy bohaterów. Jeśli ktoś lubi fantasy z magią, intrygami, ciemnymi sekretami — „Mrok we krwi” mogę polecić.
Po książkę Paweł Kopijera sięgnęłam z czystej ciekawości — facet chyba jest wszędzie i trudno go nie zauważyć, gdy chodzi o polskie self-publishingowe fantasy. Pierwszy tom — „Mrok we krwi” — nie jest zły. Po lekturze odnoszę jednak wrażenie, że całą Trylogię Mitrys można by było zmieścić w jednym, porządnym, grubym tomie — idealnym dla geeków takich jak ja, którzy lubią...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Drugi tom „Daru Anomalii” Pawła Zbroszczyka nie wszedł mi tak gładko jak pierwszy. Choć fabuła rozwija się w interesującym kierunku, a świat przedstawiony wciąż intryguje swoją złożonością, tym razem nie poczułam tego magnetyzmu, który towarzyszył mi podczas lektury debiutu.
Zacznę jednak od pochwał. Od strony językowej i stylistycznej widać wyraźny rozwój warsztatu autora. Styl stał się bardziej wyważony, pozbawiony nadmiaru ozdobników, a jednocześnie zachowuje poetycki rytm tam, gdzie wymaga tego nastrój scen. Zbroszczyk coraz odważniej eksperymentuje z rytmem narracji — nie zawsze równo, ale z wyczuwalną świadomością tego, co chce osiągnąć.
Pojawiają się nowe elementy świata. A jednak… mam wrażenie, że tym razem zabrakło mi głębi emocji, tej iskry, która w pierwszym tomie budowała więź z bohaterami. Choć postać skórownika Styksa jest interesująca i niesie w sobie sporo potencjału, z jednym z głównych bohaterów – Brenem – nie potrafiłam nawiązać nici sympatii.
Zaskoczenie pozostawione na końcu książki pozwala jednak przypuszczać, że autor celowo wstrzymuje pewne emocjonalne akcenty, by mocniej wybrzmiały w trzecim tomie. Pożyjemy, zobaczymy, dokąd poprowadzi nas dalej ta niepokojąca, mroczna, brutalna i pełna tajemnic opowieść.
Drugi tom „Daru Anomalii” Pawła Zbroszczyka nie wszedł mi tak gładko jak pierwszy. Choć fabuła rozwija się w interesującym kierunku, a świat przedstawiony wciąż intryguje swoją złożonością, tym razem nie poczułam tego magnetyzmu, który towarzyszył mi podczas lektury debiutu.
Zacznę jednak od pochwał. Od strony językowej i stylistycznej widać wyraźny rozwój warsztatu...
2025-09-21
Bezdomność All-Inclusive to książka autorstwa Marcina Halskiego. Już na wstępie muszę przyznać, że tematyka bardzo różni się od tego, co zwykle czytam – i od tego, po co zazwyczaj sięgają czytelnicy. Jedni lubią bale i pachnące damy w romansach historycznych, ja wolę silne czarodziejki w fantastyce, inni sięgają po obyczajówki czy literaturę faktu. Tutaj mamy coś pomiędzy: opowieścią fabularną, a jednocześnie dokumentalną, bo opartą na prawdziwej postaci – znajomym autora.
Książka porusza problem bezdomności i pokazuje, jak wygląda ludzki upadek. Piotrek, bohater tej historii, dorastał w trudnej rodzinie. Ojciec alkoholik znęcał się nad nim i jego matką. Chłopak nigdy nie potrafił wybaczyć matce, że nie stanęła w jego obronie i nie odeszła od tyrana, który zniszczył mu dzieciństwo. Ona sama poświęcała się mężczyźnie, który był katem dla syna od najmłodszych lat.
Potem następuje przeskok w czasie. Piotrek jest już młodym mężczyzną, pracuje i dobrze radzi sobie w zawodzie. Niespodziewanie postanawia jednak porzucić dotychczasowe życie – wyrwać się z rodzinnego piekła, nie informując nikogo i nie zostawiając po sobie śladu. Zbliżał się sezon wakacyjny, więc planował dorobić nad morzem. Był o krok od zmiany swojego życia. Wyruszył w podróż, ale w pociągu spotkał dwóch mężczyzn, którzy wykorzystali jego naiwność – pobili go i okradli. Tak trafił do szpitala we Włocławku.
Na początku nie traktował sytuacji zbyt poważnie – nigdzie mu się nie spieszyło, postanowił więc pożyć chwilą i pozwiedzać miasto. Włocławek sprzed dwudziestu lat opisany jest w książce sugestywnie: pełen pustostanów, sypiących się budynków, zaniedbanej starówki i nierównych chodników. To miasto, w którym problem bezdomności był widoczny na każdym kroku. I nie tylko Włocławek zmagał się z tym zjawiskiem – sama pamiętam, jak we Wrocławiu na dworcach czy w klatkach schodowych bezdomni byli codziennym widokiem. Zdarzało mi się podzielić z nimi jedzeniem, o ile nie byli pijani i agresywni.
Piotrek jednak bezdomnym staje się z własnego wyboru. Z czasem poznaje parę pijaczków – Cyganina i jego partnerkę – i zaczyna się staczać coraz szybciej. Alkohol staje się codziennością, dni zaczynają się zlewać, a świadomość coraz częściej go opuszcza. Choć bywa, że ma przebłyski refleksji i wstydu, konsekwentnie nic nie robi, by się podnieść – przeciwnie, sam mówi o sobie „menel” i toczy się coraz niżej po równi pochyłej.
Narracja pierwszoosobowa sprawia, że możemy spojrzeć na świat jego oczami. To mocna perspektywa – pozwala czytelnikowi wejść w sposób myślenia człowieka, który żyje na ulicy. W książce pojawiają się też ludzie, którzy próbują mu pomóc, ale Piotrek tę pomoc odrzuca.
Jak kończy się jego historia, nie zdradzę – lepiej, by każdy odkrył to sam. Uprzedzam jednak: nie jest to książka dla wrażliwych na brutalność czy sceny obrzydliwe. Uważam to jednak za duży atut – Halski nie bał się pokazać rzeczywistości w całej jej surowości, nawet jeśli oznacza to opisy odrzucające. Dzięki temu książka jest szczera i prawdziwa.
To nie opowieść o pachnących księżniczkach. To historia człowieka, który z własnej woli zszedł na dno, i obraz martwego miasta, które było świadkiem jego upadku. Lektura jest szybka, ale zostawia ślad. Dodatkowo książkę uzupełniają ciekawe cytaty i ilustracje przedstawiające Włocławek, które wzmacniają odbiór.
Polecam – to trudna, ale wartościowa książka.
Bezdomność All-Inclusive to książka autorstwa Marcina Halskiego. Już na wstępie muszę przyznać, że tematyka bardzo różni się od tego, co zwykle czytam – i od tego, po co zazwyczaj sięgają czytelnicy. Jedni lubią bale i pachnące damy w romansach historycznych, ja wolę silne czarodziejki w fantastyce, inni sięgają po obyczajówki czy literaturę faktu. Tutaj mamy coś pomiędzy:...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-09-14
Zaczęłam Czwarte Skrzydło sceptycznie. Główna bohaterka, Violet, wydaje się być kobiecą wersją papierowego samobójcy: krucha, chorowita, ciągle ostrzegana, że jeśli nie opuści skrzydła jeźdźców smoków, to umrze. Wszyscy wokół mówią: „Nie pchaj się w to gipsu”, a ona i tak leci prosto w ogień. I dobra — miałam ochotę rzucić książką, mówiąc „no co wy znowu z tym romantasy”.
Ale wiecie co? Z każdą kartką Violet pokazuje, że siła niekoniecznie oznacza mięśnie czy tarczę. To siła metaforyczna, psychiczna, honoru, odwaga. W chwili, kiedy mogłaby się poddać albo obrazić się, że świat jest niesprawiedliwy, ona walczy. I tu Yarros naprawdę daje radę — bohaterka nie jest jednowymiarową wojowniczką, która wszystko rozwiązuje mieczem, ale też nie jest płaczkiem, który tylko jęczy, że świat jej nie dał szansy.
Potem wchodzi enemy to lovers (tak, przewidywalne, ale czasem dobrze przewidzieć coś, co się sprawdzi), pojawiają się sceny erotyczne — całkiem szczegółowe — więc jeśli ktoś jest na takie rzeczy wrażliwy/a, ostrzegam: nie jest to książka dla ciebie. Ale jeśli lubisz, kiedy napięcie między bohaterami iskrzy (i to dosłownie), to może być bardzo satysfakcjonujące.
Końcówka? Otwarte drzwi — daje pole do popisu w kolejnych tomach.
Lubię, jak książka nie boi się być brutalna, nie uwielbi bohaterów, tylko pozwala im upadać, tracić i cierpieć, a tu trup ściele się gęsto. W sumie ginie jedna z moich ulubionych postaci, ale nie będę spoilerować :)
Zaczęłam Czwarte Skrzydło sceptycznie. Główna bohaterka, Violet, wydaje się być kobiecą wersją papierowego samobójcy: krucha, chorowita, ciągle ostrzegana, że jeśli nie opuści skrzydła jeźdźców smoków, to umrze. Wszyscy wokół mówią: „Nie pchaj się w to gipsu”, a ona i tak leci prosto w ogień. I dobra — miałam ochotę rzucić książką, mówiąc „no co wy znowu z tym...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-09-12
„Magia wyklęta” to kontynuacja przygód Elgana, Dorady i Mirosława, a tym razem wyraźniej rozwija się też wątek Zorzanny. Bardzo podoba mi się, że autorka postawiła na wielowątkowość, dzięki czemu możemy spojrzeć na świat przedstawiony z różnych perspektyw.
Z jednej strony to duży plus, bo fabuła staje się bogatsza, bardziej złożona i wciągająca. Z drugiej — przez kompaktową objętość książki czuć lekki niedosyt. Brakuje trochę przestrzeni, żeby mocniej zżyć się z bohaterami i ich emocjami. W pierwszym tomie ta lekkość działała świetnie, ale tu, przy większej liczbie wątków, chciałoby się jeszcze kilku dodatkowych stron.
Najbardziej jednak boli mnie co innego — Kamila Szczubełek to ogromny, a w pewnym sensie zmarnowany potencjał. Sytuacja z zawieszeniem jej książek mocno zahamowała rozwój serii i naprawdę szkoda, że nie wiemy, ile przyjdzie nam czekać na trzeci tom i kolejne powieści spod jej „pióra”.
Mimo wszystko to nadal bardzo przyjemne fantasy — pełne magii, słowiańskich demonów i folkloru — i mam ogromną nadzieję, że kiedyś doczekamy się ciągu dalszego.
„Magia wyklęta” to kontynuacja przygód Elgana, Dorady i Mirosława, a tym razem wyraźniej rozwija się też wątek Zorzanny. Bardzo podoba mi się, że autorka postawiła na wielowątkowość, dzięki czemu możemy spojrzeć na świat przedstawiony z różnych perspektyw.
Z jednej strony to duży plus, bo fabuła staje się bogatsza, bardziej złożona i wciągająca. Z drugiej — przez...
2025-08-19
Muszę przyznać, że „Ziemia winowajców” zrobiła na mnie spore wrażenie. To nie jest lektura lekka ani szybka – wymaga cierpliwości, szczególnie w momentach, kiedy bohaterowie przemierzają lasy i ścieżki bez końca. Te fragmenty mogą nużyć, ale mają też swój klimat. Warto przez nie przebrnąć.
Główna bohaterka... cóż, jej nieustanny altruizm momentami mnie irytował. Odnosiłam wrażenie, że za wszelką cenę chce zbawiać świat. Z drugiej strony, właśnie ta cecha odróżnia ją od reszty postaci.
Największe wrażenie zrobiła na mnie końcówka – świetny zwrot akcji, który całkowicie zmienia spojrzenie na historię. Dla samego finału naprawdę warto sięgnąć po tę książkę.
Muszę przyznać, że „Ziemia winowajców” zrobiła na mnie spore wrażenie. To nie jest lektura lekka ani szybka – wymaga cierpliwości, szczególnie w momentach, kiedy bohaterowie przemierzają lasy i ścieżki bez końca. Te fragmenty mogą nużyć, ale mają też swój klimat. Warto przez nie przebrnąć.
Główna bohaterka... cóż, jej nieustanny altruizm momentami mnie irytował. Odnosiłam...
2025-05-25
Link do audiobooka dostałam od Autora – dzięki. Odsłuchałam. Przemyślałam. I… cóż, nie do końca mnie porwało.
Główne bohaterki to trzy dziewczynki – Monika, Paulina i Ola – mieszkające w Gdańsku. Ich życie zmienia się, gdy ratują tajemniczego sąsiada, który w podziękowaniu wręcza im magiczny amulet. Ten otwiera portal do innego świata, gdzie dziewczynki otrzymują zadanie: przemienić człowieka o zatwardziałym sercu. Tym człowiekiem jest Lukas – bezwzględny biznesmen, skoncentrowany wyłącznie na materialnych wartościach.
Bohaterowie? Niestety, trochę jak z gotowego szablonu. Brakowało mi głębi, autentyczności i emocji, które nie ograniczałyby się do papierowego „och” i „ach”.
Momentami akcja zwyczajnie się dłuży. Odnosiłam wrażenie, że niektóre sceny można by skrócić bez szkody dla fabuły. Zdarzyło mi się słuchać bez słuchania – a to nigdy nie jest dobry znak.
Mimo wszystko doceniam przesłanie, spokojne tempo oraz prosty, przystępny język, dostosowany do młodszych czytelników. Dla dorosłego odbiorcy może to być lektura zbyt naiwna – ale dla dzieci: przyjemna i z morałem.
Link do audiobooka dostałam od Autora – dzięki. Odsłuchałam. Przemyślałam. I… cóż, nie do końca mnie porwało.
Główne bohaterki to trzy dziewczynki – Monika, Paulina i Ola – mieszkające w Gdańsku. Ich życie zmienia się, gdy ratują tajemniczego sąsiada, który w podziękowaniu wręcza im magiczny amulet. Ten otwiera portal do innego świata, gdzie dziewczynki otrzymują zadanie:...
2025-04-20
Trzeci tom Wojny Makowej zaskoczył mnie bardzo pozytywnie. Wbrew opiniom, że seria traci z tomu na tom, dla mnie właśnie ten finał był najmocniejszy. Pojawia się Trójca Doskonałych – i szybko okazuje się, że z doskonałością mają niewiele wspólnego. Su Daji, postrzegana jako silna kobieta, w rzeczywistości jest przerażona i zagubiona. Mistrz Ciang ujawnia swoje mroczne, brutalne alter ego, a Smoczy Cesarz... no cóż – władcy z legend to on raczej nie przypomina.
Rin i Nezha osiągają punkt kulminacyjny swojej wzajemnej nienawiści. A jednak w tym wszystkim Nezha kieruje się czymś więcej niż osobistą urazą – próbuje ocalić coś większego. Kitaj... ach, Kitaj. Do końca stoi przy Rin, choć jej pragnienie władzy go przeraża. Pokornie znosi wszystko – fizyczny ból, ogień feniksa, kolejne rany. To więź jednostronna – Rin bierze, Kitaj daje. Liczyłam na więcej – na bliskość, może nawet romans. Tymczasem Kitaj stał się dla Rin tylko narzędziem.
Mocny finał. Brutalny, emocjonalny, niepozbawiony rozczarowań – ale może właśnie dzięki temu tak bardzo zapadający w pamięć.
Trzeci tom Wojny Makowej zaskoczył mnie bardzo pozytywnie. Wbrew opiniom, że seria traci z tomu na tom, dla mnie właśnie ten finał był najmocniejszy. Pojawia się Trójca Doskonałych – i szybko okazuje się, że z doskonałością mają niewiele wspólnego. Su Daji, postrzegana jako silna kobieta, w rzeczywistości jest przerażona i zagubiona. Mistrz Ciang ujawnia swoje mroczne,...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-02-27
Przyznaję bez bicia, że trzeci tom serii męczyłam i jakoś do mnie nie przemówił. Nie zdołałam polubić nowych postaci, poza Rowanem. Interesowały mnie wyłącznie wątki z Celaeną i jej próbami podniesienia się z upadku, a także dalsze losy Doriana i Chaola. Akcja nabiera tempa dopiero pod koniec, i to właśnie dla tych ostatnich stron warto przeczytać książkę – przynajmniej jeśli jest się fanem tego uniwersum. Autorka przybliża rasę Fae oraz okrutne wspomnienia z dzieciństwa Celaeny, czy raczej Aelin. Najgorzej zniosłam rozdziały z wiedźmami – te zupełnie mnie nie wciągnęły.
Przyznaję bez bicia, że trzeci tom serii męczyłam i jakoś do mnie nie przemówił. Nie zdołałam polubić nowych postaci, poza Rowanem. Interesowały mnie wyłącznie wątki z Celaeną i jej próbami podniesienia się z upadku, a także dalsze losy Doriana i Chaola. Akcja nabiera tempa dopiero pod koniec, i to właśnie dla tych ostatnich stron warto przeczytać książkę – przynajmniej...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025
Drugi tom trylogii "Midraj" Szymona Hełmeckiego przerasta swojego poprzednika zarówno narracyjnie, jak i fabularnie, oferując bardziej złożone postaci i dojrzalszą konstrukcję świata. Narracja staje się dojrzalsza, bardziej wielowymiarowa. Widać ewolucję warsztatu autora.
Pierwsza Midraju, koncentrująca się na Sajmonelli, przyciąga mroczną atmosferą i wprowadza do świata żerców, gdzie brutalność i magia splatają się w duszną aurę dark fantasy. Jego wewnętrzne rozterki oraz decyzje nadają tej części emocjonalnej głębi.
Druga część tomu otwiera przed czytelnikami nową perspektywę dzięki Grafitowemu Dziedzicowi.
Słowiańskie odniesienia, złożoność postaci i umiejętność budowania napięcia przez autora to elementy to największe atuty tej części. Jeśli pierwszy tom zachęcał do eksploracji tego świata, drugi całkowicie zatapia w jego tajemnicach i emocjach.
Drugi tom trylogii "Midraj" Szymona Hełmeckiego przerasta swojego poprzednika zarówno narracyjnie, jak i fabularnie, oferując bardziej złożone postaci i dojrzalszą konstrukcję świata. Narracja staje się dojrzalsza, bardziej wielowymiarowa. Widać ewolucję warsztatu autora.
Pierwsza Midraju, koncentrująca się na Sajmonelli, przyciąga mroczną atmosferą i wprowadza do świata...
2024-12-08
Elżbieta Cherezińska to autorka, która w polskiej literaturze historycznej zdążyła wyrobić sobie markę mistrzyni opowiadania o przeszłości w sposób świeży, żywy i angażujący. Jej książka "Królowa" to kolejny dowód na jej talent do ożywiania historii, oparty na faktach, ale z nutą literackiej fantazji, która sprawia, że wydarzenia sprzed wieków stają się bliskie i zrozumiałe współczesnemu czytelnikowi.
Postać Świętosławy fascynuje od pierwszych stron. Jest to kobieta, która żyła w świecie brutalnych władców i bezwzględnych intryg, lecz nigdy nie pozostawała w cieniu mężczyzn. U Cherezińskiej jawi się jako postać pełna kontrastów – z jednej strony twarda i bezwzględna, z drugiej oddana swojej rodzinie i wierna własnym wartościom. Jej ambicje nie znają granic: pragnie władzy, bezpieczeństwa i przyszłości dla swoich dzieci, ale jednocześnie pozostaje wierna samej sobie.
Świętosława w interpretacji Cherezińskiej to symbol kobiecej siły w epoce, gdy kobietom przypisywano jedynie rolę matek i żon.
Elżbieta Cherezińska to autorka, która w polskiej literaturze historycznej zdążyła wyrobić sobie markę mistrzyni opowiadania o przeszłości w sposób świeży, żywy i angażujący. Jej książka "Królowa" to kolejny dowód na jej talent do ożywiania historii, oparty na faktach, ale z nutą literackiej fantazji, która sprawia, że wydarzenia sprzed wieków stają się bliskie i zrozumiałe...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2024
Po dramatycznych wydarzeniach z pierwszej części Rin staje przed nowymi wyzwaniami, zmagając się z wewnętrznymi demonami oraz konsekwencjami swoich decyzji. Słyszałam wiele negatywnych opinii o tej części serii. Mówi się, że „Wojna Makowa” to tendencja spadkowa z tomu na tom. Nie jest jednak tak źle. Owszem, akademia z pierwszej części miała swój urok, i trudno się pogodzić z tym, że było jej tak mało. Historia poszła w zupełnie innym kierunku.
W tej części autorka przenosi czytelników w brutalny świat wojny, gdzie akcja goni akcję, a większość wydarzeń odbywa się na wodzie. Książka jest bardziej polityczna w porównaniu z „Wojną makową”, ukazując złożone intrygi oraz strategiczne potyczki. Rin przechodzi znaczącą przemianę, stając się postacią targaną emocjami. Choć „Republika Smoka” momentami mi się dłużyła, ta część nadal mi się podobała. Coraz bardziej lubię Kitaja, natomiast Nezhą jestem dogłębnie rozczarowana. Widać, że Rin skłania się ku tym, którzy ją fizycznie i duchowo sponiewierają. Sama bohaterka bywała momentami... dzika, nieokrzesana? Niekonsekwentna. Jej pochopne decyzje odbijają się na przyjaciołach i Cike.
Mimo pewnych mankamentów „Republika smoka” to wciągająca lektura. Fani militarnej fantasy powinni docenić tę pozycję i z niecierpliwością czekać na kolejny tom cyklu.
Po dramatycznych wydarzeniach z pierwszej części Rin staje przed nowymi wyzwaniami, zmagając się z wewnętrznymi demonami oraz konsekwencjami swoich decyzji. Słyszałam wiele negatywnych opinii o tej części serii. Mówi się, że „Wojna Makowa” to tendencja spadkowa z tomu na tom. Nie jest jednak tak źle. Owszem, akademia z pierwszej części miała swój urok, i trudno się pogodzić...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2024
„Jak dawniej jadano” to podróż przez historię kulinariów, zaczynająca się od czasów plemion słowiańskich i prowadząca aż do epoki PRL-u. Autor zabiera nas w wędrówkę przez różne epoki, ukazując, jak zmieniały się tradycje kulinarne i co królowało na stołach kolejnych pokoleń.
Książka napisana jest w przystępnym, łatwo przyswajalnym języku, co czyni ją atrakcyjną dla szerokiego grona czytelników – zarówno dla tych, którzy interesują się historią, jak i dla miłośników kulinariów. Andrzej Fiedoruk nie skupia się jedynie na posiłkach elit. Znajdziemy tu bogaty przekrój przez różne warstwy społeczne – od diety chłopskiej, robotniczej, przez mieszczańską, magnacką, sarmacką po wykwitną, dworska. Przedstawia różnorodność kulinarną, jaka kształtowała codzienne życie w Polsce na przestrzeni wieków.
Fiedoruk umiejętnie wplata opisy, które nie tylko przybliżają dawne smaki, ale także oferują spojrzenie na życie codzienne w minionych wiekach. Co więcej, w książce znajdziemy także fragmenty kronik, takich jak te spisane przez Galla Anonima, wierszy, kart menu, co dodaje autentycznego charakteru opisom i wzbogaca całość o dodatkowy kontekst historyczny.
Książka udziela odpowiedzi na pytania takie jak np.
*Jak wyglądał zjadłospis Krzyżaków?
*Ile przejedzono na uczcie weselnej Jagiellonów i ile wydano na to pieniędzy w przeliczeniu na współczesne czasy?
*Jak wyglądały stoły u Mikołaja Reja i Jana Kochanowskiego?
*Jak jadali Słowacki i Mickiewicz oraz czym się zachwycali?
*Jaka panowała etykieta przy stole ostatniego króla Polski, Stanisława Augusta Poniatowskiego?
*Kiedy pojawiły się pierwsze eleganckie restauracje i jak wyglądały?
Fiedoruk omawia również rozwój cukierni, lokali oraz herbaciarni, gdzie toczyło się towarzyskie życie dawnych epok, a także odkrywa temat herbacianych oszustów, którzy próbowali fałszować ten luksusowy napój. Z tych opisów dowiadujemy się o ciekawostkach, które z pewnością zainteresują każdego, kto fascynuje się kulturą tamtych czasów.
Dodatkowo autor szeroko omawia tradycje związane ze świętami, takimi jak Wigilia i Wielkanoc. Dowiadujemy się, jakie potrawy królowały na świątecznych stołach, jakie były ich symboliczne znaczenia oraz jak świętowanie tych okazji kształtowało społeczne więzi.
Warto zwrócić uwagę na rozdziały dotyczące dietetyki, w tym archaicznej diety dziecięcej, która z perspektywy współczesnych standardów mogłaby wydawać się szokująca. To skłania do refleksji nad zmianami w podejściu do żywienia na przestrzeni wieków.
Pojawia się też rozdział poświęcony żywieniu powstańców, ukazujący, jak w trudnych warunkach, takich jak powstania, starano się zachować podstawowe zasady żywienia oraz po co sięgali w desperacji.
Jedynym mankamentem jest umiejscowienie przypisów na końcu książki. Choć może to być nieco irytujące, gdy jakieś słowo lub wiersz przykują uwagę podczas lektury, zrozumiały jest graficzny zamysł – w przeciwnym razie treść mogłaby sprawiać wrażenie chaotycznej.
„Jak dawniej jadano” – to literacka podróż przez wieki, w której tradycje kulinarne przeplatają się z historią, poezją i obyczajami. To pozycja, która zachwyci miłośników historii, kulinariów oraz literatury.
„Jak dawniej jadano” to podróż przez historię kulinariów, zaczynająca się od czasów plemion słowiańskich i prowadząca aż do epoki PRL-u. Autor zabiera nas w wędrówkę przez różne epoki, ukazując, jak zmieniały się tradycje kulinarne i co królowało na stołach kolejnych pokoleń.
Książka napisana jest w przystępnym, łatwo przyswajalnym języku, co czyni ją atrakcyjną dla...
2024
Krzysztof Drozdowski w książce „Sowieckie tajemnice II wojny światowej” eksploruje mało znane działania Związku Radzieckiego podczas tego konfliktu, przedstawiając je w sposób przystępny i pełen literackiego wyrafinowania.
Jego styl charakteryzuje się zwięzłością i klarownością, co sprawia, że nawet najbardziej skomplikowane zagadnienia historyczne stają się łatwe do zrozumienia. Dla takiego laika jak ja, ale zapewne również dla bardziej wymagających czytelników. Autor unika zbędnych ozdobników, pozwalając czytelnikowi skupić się na meritum – faktach i analizie, bez niepotrzebnych dygresji.
Drozdowski skutecznie łączy suche fakty historyczne z porywającymi opowieściami, które nadają pracy dynamiczny charakter. Każda poruszana kwestia jest precyzyjnie osadzona w kontekście, a kolejne wydarzenia są logicznie powiązane, co nadaje narracji płynność i uporządkowanie.
Książka nie unika trudnych tematów, a opisy brutalnych wydarzeń, jak te związane z działaniami Majranowskiego, przyciągają uwagę swoją bezkompromisowością. Drozdowski odważnie podejmuje wątki, które często są marginalizowane w mainstreamowych opracowaniach, co nadaje książce autentyczności i pozwala czytelnikowi odkryć mroczne karty historii.
Szczególnie poruszający był dla mnie rozdział o oblężonym Leningradzie, gdzie autor kontrastuje życie ludności cywilnej z luksusem, w jakim żyli sowieccy oficjele. To zderzenie skrajnych realiów długo pozostaje w pamięci.
Moim ulubionym fragmentem była historia Filipa Dadajewa, tancerza, który został sobowtórem Stalina. To niezwykły przykład opowieści, którą Drozdowski snuje z lekkością, mimo jej absurdalności. To jedna z licznych historii, które czynią książkę pasjonującą i godną uwagi.
„Sowieckie tajemnice II wojny światowej” to solidna publikacja historyczna, która dzięki połączeniu rzetelnej analizy z fascynującą narracją, nie tylko uczy, ale i intryguje.
Krzysztof Drozdowski w książce „Sowieckie tajemnice II wojny światowej” eksploruje mało znane działania Związku Radzieckiego podczas tego konfliktu, przedstawiając je w sposób przystępny i pełen literackiego wyrafinowania.
Jego styl charakteryzuje się zwięzłością i klarownością, co sprawia, że nawet najbardziej skomplikowane zagadnienia historyczne stają się łatwe do...
2024
„Sajmarskie bajania” Szymona Hełmeckiego to nietuzinkowa pozycja na polskiej scenie literatury fantasy, łącząca w sobie awanturniczą narrację, humor i specyficzny pastisz polskiego średniowiecza. Hełmecki swobodnie sięga po motywy literatury szlacheckiej, nadając im nowy wymiar poprzez spolszczone nazwy i wplecenie groteskowych, często absurdalnych elementów. To połączenie jednych zachwyci, a innych może nieco przytłoczyć.
Na uwagę zasługuje język, którym operuje autor. To nie tylko staropolszczyzna wzbogacona współczesnymi naleciałościami, ale także bogaty styl pełen archaizmów i neologizmów, przywołujący atmosferę niczym z kart „Krzyżaków”. Jednakże, ta oryginalna forma bywa wyzwaniem — dla części czytelników stylizacja językowa okaże się barierą, wymagającą większego skupienia, a może nawet słownika pod ręką. Wyrafinowane metafory, choć często przejaskrawione, stanowią zarówno atut, jak i potencjalną wadę, balansując na granicy przesady. Autor umiejętnie wprowadza również neologizmy, które zaskakują i bawią, jak niezapomniany „Al Kapłone” czy „kawura”, dodając powieści oryginalności i kolorytu.
Fabuła, choć początkowo obiecująca, nie w pełni realizuje swój potencjał. Wątki szpiegowskie i przygodowe, pełne dynamicznych scen akcji i specyficznego humoru, momentami ustępują miejsca formie, która dominuje nad treścią. Świat powieści, choć teoretycznie bogaty, pozostaje ledwo zarysowany. Brakuje głębszego spojrzenia na Gildię Fajterów czy postać Wielkiego Gajowniczka, co pozostawia uczucie niedosytu. Zamiast zanurzyć się w pełni w wykreowanym uniwersum, czytelnik obserwuje je z oddali, jak zza mgły.
Bohaterowie również budzą mieszane odczucia. Sajmonella i Arunia Paladynowicz, mimo kolorowych imion i wyrazistych ról, nie wyróżniają się na tyle, by zdobyć pełną sympatię czytelnika. Ich przygody, choć pełne humoru i tragikomicznych zwrotów, bywają chaotyczne, a ich osobowości, choć zarysowane, nie do końca przekonują. Postaci te pełnią głównie funkcję nośników fabuły i żartu, rzadko angażując emocjonalnie.
Mocną stroną książki jest narracja, w której dynamiczne opisy i nieprzewidywalne perypetie bohaterów splatają się z ironicznymi komentarzami, nadając całości lekkości i kpiarskiego tonu. Mimo pewnych niedociągnięć, zakończenie powieści jest satysfakcjonujące, a książka na pewno nie pozostawia obojętnym. „Sajmarskie bajania” to utwór, który zaskakuje, bawi do łez, ale i momentami nuży nadmiarem formy. To historia dla czytelników otwartych na eksperyment, gotowych na wyzwanie i dużą dawkę humoru.
Podsumowując, powieść ma swój urok i niewątpliwy potencjał, choć pozostawia więcej pytań niż odpowiedzi. Może właśnie w tym tkwi jej siła — w nieoczywistości i nieprzewidywalności, które każą się zastanowić, co jeszcze kryje się za rogiem tego dziwnego, literackiego świata.
Czekam na tom 2!
„Sajmarskie bajania” Szymona Hełmeckiego to nietuzinkowa pozycja na polskiej scenie literatury fantasy, łącząca w sobie awanturniczą narrację, humor i specyficzny pastisz polskiego średniowiecza. Hełmecki swobodnie sięga po motywy literatury szlacheckiej, nadając im nowy wymiar poprzez spolszczone nazwy i wplecenie groteskowych, często absurdalnych elementów. To połączenie...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2024
Drugi tom „Więzi krwi” to prawdziwa gratka dla miłośników fantasy, którzy pokochali przygody Cassidy Hervor i jej dawnej Gildii Zabójców. Książka przenosi nas do nowego, jeszcze bardziej skomplikowanego świata, gdzie bohaterowie stają przed wyzwaniem stworzenia własnej gildii kupieckiej w nieprzyjaznym portowym mieście Hawarii. Autorka wplata Cassidy w sieć dworskich intryg i politycznych rozgrywek.
Brutalne walki, dziwne stwory i magia to stałe elementy tej opowieści. Emilia Kolosa balansuje pomiędzy humorem i ciętym językiem. Pojawiają się również emocjonujące momenty, które tworzą wyjątkowy klimat.
W tym tomie odklejamy się wreszcie od pleców Cassidy dzięki wątkowi z Mereid i czarną magią, który wprowadza do fabuły dodatkową warstwę tajemnicy i mroku. Wyprawy Kyle’a i Sorchy pozwalają również na chwilę wytchnienia. Miłośników rudzielca, czeka nie lada niespodzianka. Bywają chwilę, że zabójczyni jest ciężko.
Z niecierpliwością czekam na trzeci, ostatni tom.
Drugi tom „Więzi krwi” to prawdziwa gratka dla miłośników fantasy, którzy pokochali przygody Cassidy Hervor i jej dawnej Gildii Zabójców. Książka przenosi nas do nowego, jeszcze bardziej skomplikowanego świata, gdzie bohaterowie stają przed wyzwaniem stworzenia własnej gildii kupieckiej w nieprzyjaznym portowym mieście Hawarii. Autorka wplata Cassidy w sieć dworskich intryg...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Powrót do świata stworzonego przez Holly Black to dla mnie zawsze ogromna frajda, ale przy "Następcy tronu" mam dosyć mieszane uczucia, choć ostatecznie bawiłam się dobrze.
Co mi "zagrało"?
Przede wszystkim postać Dęba. Holly Black idealnie oddała to, kim stał się ten chłopak: czarujący, nieco manipulujący, taki "mini-Cardan", który potrafi owinąć sobie każdego wokół palca. Czytanie o nim to czysta przyjemność i zdecydowanie najmocniejszy punkt tej książki.
Suren (Wren): Bardzo miło było do niej wrócić. Pamiętam ją doskonale jako tę małą królową z serii Okrutny książę – już wtedy zapadła mi w pamięć. To ciekawa, niejednoznaczna postać.
Sam klimat Elfhame wciąż zachwyca – jest mrocznie, brudno i magicznie zarazem.
Czego mi zabrakło?
Niestety, muszę zgodzić się z głosami krytycznymi – w tej relacji zabrakło mi namiętności. Między Suren a Dębem niby coś iskrzy, ale w porównaniu do ognia, jaki płonął między Jude a Cardanem, tutaj mamy zaledwie letnią temperaturę. Czekałam na większe napięcie, na ten charakterystyczny dla autorki "pazur" w relacjach, a dostałam dość powolną wędrówkę, która momentami mi się dłużyła.
Werdykt
Fabuła rozkręca się powoli, ale zakończenie... wow! Ten plot-twist na końcu totalnie ratuje sprawę i sprawia, że mimo braku tej chemii, o którą aż się prosiło, chcę natychmiast sięgnąć po drugi tom.
Powrót do świata stworzonego przez Holly Black to dla mnie zawsze ogromna frajda, ale przy "Następcy tronu" mam dosyć mieszane uczucia, choć ostatecznie bawiłam się dobrze.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCo mi "zagrało"?
Przede wszystkim postać Dęba. Holly Black idealnie oddała to, kim stał się ten chłopak: czarujący, nieco manipulujący, taki "mini-Cardan", który potrafi owinąć sobie każdego wokół...