Bezdomność all inclusive

Okładka książki Bezdomność all inclusive autora Marcin Halski, 9788368177237
Okładka książki Bezdomność all inclusive
Marcin Halski Wydawnictwo: Wydawnictwo HM literatura obyczajowa, romans
326 str. 5 godz. 26 min.
Kategoria:
literatura obyczajowa, romans
Format:
papier
Data wydania:
2024-09-25
Data 1. wyd. pol.:
2024-09-25
Liczba stron:
326
Czas czytania
5 godz. 26 min.
Język:
polski
ISBN:
9788368177237
Średnia ocen

8,7 8,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Bezdomność all inclusive w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Bezdomność all inclusive

Średnia ocen
8,7 / 10
88 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Bezdomność all inclusive

avatar
911
799

Na półkach: , , ,

Cena przezroczystości – Marcin Halski o dramacie „Bezdomności all inclusive” i systemowej znieczulicy.

Często wydaje nam się, że bezpieczeństwo to fundament budowany latami. Tymczasem to tylko cienka tafla lodu, pod którą płynie nurt nieprzewidywalnych zdarzeń. Wystarczy jeden niefortunny krok, błędna decyzja lub brak wyciągniętej w porę dłoni, by to, co nazywamy „normalnością”, rozpadło się w drobny mak. Granica między posiadaniem stabilizacji a utratą twarzy jest znacznie cieńsza, niż odważymy się to przed sobą przyznać. W reportażu „Bezdomność all inclusive” Marcin Halski udowadnia, że za statystykami kryzysu mieszkaniowego kryją się dramaty jednostek. Takich jak Piotr G., których droga na dno nie była świadomym wyborem, lecz bolesnym skutkiem braku wsparcia w kluczowych momentach życia. Sam tytuł publikacji uderza bolesną ironią. „All inclusive” nie oznacza tu wakacyjnego luksusu, lecz przerażający, „pełny pakiet” wykluczenia, nędzy i upokorzenia, z którego nie ma ucieczki.

Pisarz zabiera nas w podróż śladami młodego człowieka, który zamiast upragnionej wolności i nowego startu na polskim wybrzeżu, odnajduje brutalną szkołę przetrwania na ulicach Włocławka. Śledzimy losy kogoś, kto, mając w plecaku jedynie marzenia i skradzione oszczędności, staje się ofiarą serii nieszczęśliwych zdarzeń. Spychają go one w stronę otchłani. To nie jest opowieść o statycznym trwaniu na marginesie, ale o powolnej degradacji i wymazywaniu jednostki przez aparat państwowy. Ten teoretycznie ma ratować, a w praktyce często zawodzi. Reportażysta, będąc świadkiem tego upadku, pisze językiem surowym. Momentami wręcz wulgarnym i pozbawionym literackich upiększeń. Ta narracyjna szorstkość uświadamia czytelnikowi, że w świecie Piotra G. nie ma miejsca na poezję. Jest tylko brutalna, naga walka o kolejny oddech.

Ta literacka sekcja zwłok polskiego wykluczenia demaskuje iluzję wolnej woli. Pokazuje bowiem, jak tragicznie dziedziczy się nieszczęście w cieniu przemocowych domów i pokoleniowych traum. Piotr G., chłopak z artystyczną duszą i pasją do muzyki, staje się w oczach świata jedynie kolejną anonimową postacią z butelką w dłoni. Pod warstwą brudu wciąż jednak pulsuje w nim niespełnione życie.

Jednocześnie autor z bolesną szczerością opisuje mechanizm „magazynowania” osób przez biurokratyczny aparat. Ten, zamiast leczyć duszę, wymaga jedynie posłuszeństwa. Często karze przy tym najbardziej poranionych za ich własną bezradność. W konsekwencji alkohol przestaje być tu grzechem. Staje się jedynym dostępnym znieczuleniem na mróz i wstyd, podczas gdy my – przechodnie – szlifujemy swój kunszt ignorancji.

Relacja łącząca autora z Piotrem G. wykracza poza ramy profesjonalnego dystansu. Staje się emocjonalnym jądrem książki. Obserwator nie występuje tu jedynie w swojej roli, lecz jako człowiek uwikłany w trudną, niemal braterską więź z kimś, kto systematycznie osuwa się w niebyt. To świadectwo naznaczone głębokim tragizmem bezsilności. Terapeuta, dysponując wiedzą i narzędziami, uderza w mur, którego nie potrafi przebić. Ta prywatna perspektywa uwypukla systemową niemoc, w której reportażysta czuje się jak kapitan tonącego statku z rękami związanymi przez sztywne paragrafy. Obnaża absurd instytucji oferujących pomoc jedynie tym, którzy potrafią dostosować się do nieludzkich rygorów. Kompletnie ignorują one przy tym psychikę złamaną przez lata odrzucenia.

Ostatecznie owa bezradność staje się tłem dla jeszcze mroczniejszego zjawiska – postępującej autodehumanizacji. Pisarz z chirurgiczną precyzją opisuje moment, w którym człowiek przestaje walczyć o powrót. Zaczyna bowiem wierzyć, że dno jest jego naturalnym miejscem. Ta psychiczna kapitulacja, wzmacniana przez społeczną wzgardę, jest barierą niemal nie do pokonania. Autor pokazuje, że bezdomność to przede wszystkim utrata wewnętrznego kompasu. To brak wiary, że jutro może przynieść cokolwiek poza próbą przetrwania. W tej perspektywie wsparcie materialne jest jedynie plastrem na otwartą ranę duszy, której system nie chce dostrzec.

Siła tej lektury tkwi w jej bezlitosnym autentyzmie. To zapis oparty na faktach, który wciąga w intymny, niemal klaustrofobiczny świat prawdziwej historii. Konstrukcja tekstu sprawia, że przestajemy być jedynie odbiorcami. Stajemy się bezpośrednimi świadkami czyjegoś znikania w systemie. Reportaż ten odbiera się niemal fizycznie. Surowy język wywołuje w czytelniku gwałtowny opór, który z czasem ustępuje miejsca bolesnemu zrozumieniu. Lektura zmusza do przewartościowania definicji sukcesu. Skłania do gorzkiej konkluzji, że sprawiedliwość społeczna bywa jedynie teoretycznym pojęciem. Zostajemy skonfrontowani z własnymi uprzedzeniami. Budzi to emocje oscylujące między bezsilnym gniewem a dojmującym smutkiem. To doświadczenie zostawia nas z refleksją, że najbardziej przerażająca w wykluczeniu nie jest utrata dachu nad głową. To moment, w którym człowiek staje się przezroczysty, tracąc prawo do własnej opowieści.

Należy oddać wyrazy najwyższego uznania dla autora za odwagę w podjęciu tak trudnego i bolesnego tematu. Jego reportaż to nie tylko literatura, ale przede wszystkim niezwykle ważny głos społeczny, stanowiący impuls do głębokich dyskusji oraz moralnych rozważań. Pozostaje mieć nadzieję, że ta publikacja stanie się iskrą zapalną do realnych zmian na lepsze – zarówno w systemie pomocy, jak i w naszych sercach.

Ten reportaż warto przeczytać przede wszystkim po to, by zburzyć mur własnych uprzedzeń. Trzeba zrozumieć, że bezdomność ma twarz człowieka, a nie tylko statystyki. Lektura ta stanowi bezcenną lekcję pokory. Uświadamia, jak niewiele dzieli nas od krawędzi i jak łatwo mechanizmy, w których pokładamy nadzieję, mogą obrócić się przeciwko nam. Polecam tę książkę każdemu, kto nie boi się trudnych pytań i szuka w literaturze prawdy bez filtra. Studentom socjologii, pracownikom socjalnym, ale przede wszystkim tym, którzy mijając drugiego człowieka na ulicy, czują instynktowny chłód. To pozycja dla czytelnika dojrzałego emocjonalnie. Gotowego na to, by po przeczytaniu ostatniej strony już nigdy nie spojrzeć na świat w ten sam sposób. W świecie, który wycenia nas przez pryzmat posiadania, empatia okazuje się ostatnim bastionem człowieczeństwa. Dopóki potrafimy dostrzec w drugim człowieku brata, dopóty nie pozwolimy mu zniknąć w absolutnej ciszy obojętności.

Pytania do refleksji:

Czy bezdomność może spotkać każdego? Jak lektura zmienia postrzeganie stabilizacji życiowej i „bezpiecznego jutra”?

Dlaczego odwracamy wzrok? Jakie mechanizmy psychologiczne sprawiają, że osoby bezdomne stają się dla nas „przezroczyste” i jak możemy to zmienić w sobie?

*W moim odczuciu reportaż ten jest lekturą dla czytelnika 16+.

(Materiał reklamowy).

Cena przezroczystości – Marcin Halski o dramacie „Bezdomności all inclusive” i systemowej znieczulicy.

Często wydaje nam się, że bezpieczeństwo to fundament budowany latami. Tymczasem to tylko cienka tafla lodu, pod którą płynie nurt nieprzewidywalnych zdarzeń. Wystarczy jeden niefortunny krok, błędna decyzja lub brak wyciągniętej w porę dłoni, by to, co nazywamy...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
66
66

Na półkach:

Czy jedna decyzja może zmienić całe życie? 🤔💔

Czasami wystarczy znaleźć się w złym miejscu o niewłaściwym czasie, by nasza codzienność legła w gruzach. Na te pytania odpowiada mocna i niezwykle potrzebna lektura.

Piotrek to młody chłopak, który ma przed sobą całą przyszłość. Marzy o nowym rozdziale, pakuje manatki i rusza na Hel, by zacząć od zera. Niestety, splot niefortunnych zdarzeń, w których główną rolę odgrywa alkohol, sprawia, że traci wszystkie oszczędności. 🌊💸

Nowe miasto, obcy ludzie i on – bez grosza przy duszy, bez dachu nad głową i bez drogi powrotnej. Piotrek poznaje świat, który dla większości z nas jest niewidzialny. Świat bezdomności, który wciąga go niczym bagno. Brud, głód i walka o przetrwanie stają się jego codziennością. 🏚️👣
Choć na swojej drodze spotyka dobrych ludzi, jak na przykład starszą panią, która podaje mu pomocną dłoń, to pytanie pozostaje jedno: czy z takiej pułapki da się jeszcze wyjść?

Autor w niesamowicie autentyczny sposób oddał problem bezdomności w Polsce. Chylę czoła, bo to książka, którą powinien przeczytać każdy młody człowiek. 👏
Dla mnie jest ona równie ważna i bolesna co kultowy „Pamiętnik Narkomanki” Barbary Rosiek. Takie pozycje powinny być obowiązkowe w szkołach! 🏫📚

Ta historia uczy nas, że każdy popełnia błędy, ale zawsze tli się nadzieja. Są instytucje, są dobrzy ludzie, ale przede wszystkim potrzebna jest siła walki. ✊💪

Czy jedna decyzja może zmienić całe życie? 🤔💔

Czasami wystarczy znaleźć się w złym miejscu o niewłaściwym czasie, by nasza codzienność legła w gruzach. Na te pytania odpowiada mocna i niezwykle potrzebna lektura.

Piotrek to młody chłopak, który ma przed sobą całą przyszłość. Marzy o nowym rozdziale, pakuje manatki i rusza na Hel, by zacząć od zera. Niestety, splot...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
338
335

Na półkach:

#bezdomnośćallinclusive #marcinhalski #wydawnictwohm #audiobook #recenzja
***
Piotrek pragnie się wyrwać ze środowiska, które nie daje mu żadnych perspektyw, niestety po raz kolejny zderza się z brutalną rzeczywistością. Choć ma jasne cele i szczerą chęć zmiany życia na lepsze, to w drodze na Hel, gdzie ma rozpocząć wszystko od nowa, zostaje pobity i okradziony. Optymistyczne plany młodego chłopaka spalają na panewce. Chce dotrzeć nad morze, jednak ląduje we Włocławku– mieście, które zamiast być przystankiem na drodze do realizacji marzeń, staje się pułapką. Bez pieniędzy i wsparcia Piotrek zmuszony jest walczyć o przetrwanie w lokalnej społeczności bezdomnych, których we Włocławku żyje bardzo wielu. Wkrótce odkrywa też, że gdy już raz spadnie się na dno– także to prywatne, osobiste– odbicie się od niego wcale nie jest takie proste.
***
Ta historia wydarzyła się naprawdę i w szokująco realny sposób pokazuje, jak nieprzewidywalny los i błędne decyzje mogą nas zaprowadzić w miejsca, w które nigdy nie chcielibyśmy trafić. Może pewnych błędów nigdy nie da się naprawić?
Audiobook wstrząśnie niejednego słuchacza. Nie da się zapomnieć o takiej historii. Na pewno pozostanie w Waszej pamięci na bardzo długo.
Autor sam osobiście wybrał się do Włocławka aby idealnie opisać to, co opowiedział mu Piotrek- główny bohater.
Polecam!
***

#bezdomnośćallinclusive #marcinhalski #wydawnictwohm #audiobook #recenzja
***
Piotrek pragnie się wyrwać ze środowiska, które nie daje mu żadnych perspektyw, niestety po raz kolejny zderza się z brutalną rzeczywistością. Choć ma jasne cele i szczerą chęć zmiany życia na lepsze, to w drodze na Hel, gdzie ma rozpocząć wszystko od nowa, zostaje pobity i okradziony....

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

147 użytkowników ma tytuł Bezdomność all inclusive na półkach głównych
  • 98
  • 46
  • 3
30 użytkowników ma tytuł Bezdomność all inclusive na półkach dodatkowych
  • 19
  • 5
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Słowiańskie strachy. Antologia opowiadań grozy. Część 4 Dagmara Adwentowska, Aleksandra Bednarska, Jarosław Dobrowolski, Marcin Halski, Daniel Jaśko, Marta Krajewska, Agnieszka Kuchmister, Małgorzata Lewandowska, Jacek Pelczar, Tomasz Siwiec, Agata Sobisz
Ocena 6,7
Słowiańskie strachy. Antologia opowiadań grozy. Część 4 Dagmara Adwentowska, Aleksandra Bednarska, Jarosław Dobrowolski, Marcin Halski, Daniel Jaśko, Marta Krajewska, Agnieszka Kuchmister, Małgorzata Lewandowska, Jacek Pelczar, Tomasz Siwiec, Agata Sobisz
Okładka książki Czarcie Runo - Antologia horroru słowiańskiego Dagmara Adwentowska, Maks Dieter, Zbigniew Golemienko, Marcin Halski, Agnieszka Kuchmister, Małgorzata Lewandowska, Kornel Mikołajczyk, Maciej Szymczak
Ocena 7,2
Czarcie Runo - Antologia horroru słowiańskiego Dagmara Adwentowska, Maks Dieter, Zbigniew Golemienko, Marcin Halski, Agnieszka Kuchmister, Małgorzata Lewandowska, Kornel Mikołajczyk, Maciej Szymczak
Okładka książki Miłość w czasach rozkładu D. B. Foryś, Marcin Halski
Ocena 6,1
Miłość w czasach rozkładu D. B. Foryś, Marcin Halski
Marcin Halski
Marcin Halski
Piekarzanin z rocznika '86, filozof z natury i wykształcenia (Uniwersytet Śląski),który w nietypowy sposób wykorzystuje swoją wiedzę – jako właściciel trzech wydawnictw: Hm, Nie powiem i Ailes. Debiutował w 2020 r. pseudoporadnikiem „Dlaczego szczęśliwy człowiek nie żeni się z kobietą,” zyskując uznanie czytelników dzięki odważnemu spojrzeniu na związki i relacje. W jego dorobku znajdują się m.in. powieść postapo „Chrystusowa Ziemia,” horror „Laleczki,” cykl „Zaślepieni" czy „Bezdomność all inclusive” – poruszającą książkę-reportaż o trudnych życiowych doświadczeniach.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Dalia Patrycja Dzień
Dalia
Patrycja Dzień
Napisanie powieści z wątkami dla dorosłych czytelników nie jest prostym zadaniem. Jeśli ma być czymś więcej niż tylko przedstawieniem czysto fizycznej relacji pomiędzy bohaterami, trzeba dodatkowo zadbać o wiele istotnych kwestii. W mojej ocenie przede wszystkim same postaci nie mogą być płaskie - a tak skonstruowane, by czytelnik chciał się dowiedzieć, co się pomiędzy nimi wydarzy. Otoczone odpowiednimi przeżyciami i okraszone właściwą dawką charakterystycznych cech, zdecydowanie zachęcą odbiorcę do poznania swoich losów. Jeśli autor zdecyduje się nadać im inteligentnego poczucia humoru - tym lepiej. Poza tym uważam, że rzadko kiedy w literaturze wywodzącej się z romansu teatr dwóch aktorów, czyli naczelnych sylwetek, okazuje się wystarczający. Doskonale zatem, jeśli dodatkowo wprowadzi się do narracji wątki rodzinne czy powiązane z przyjaciółmi. Czym barwniejsze, tym ciekawsze okazuje się książkowe tło - wszak jego wielowątkowość zawsze jest zaletą. Jeżeli są wartościowe - zaczynam uśmiechać się, tym razem nie makiawelicznie, jeszcze szerzej. Pewien ewenement, ponieważ podczas lektury „Dalii” Patrycji Dzień poczułam się nader zachęcona do jak najszybszego poznania dalszych stron historii już po przeczytaniu pierwszych kilkunastu stron. Główna bohaterka, pisarka Maria jest bowiem tak przykuwającą uwagę osobą, że niemalże od razu kradnie serce odbiorcy nader nietypową kreacją. Choć na co dzień tworzy udane fabuły fantasy, tym razem staje przed nią zupełnie inne wyzwanie: napisać erotyk. Początkowo narzeka na ten pomysł, kierując skargi do psa malamuta, który jest absolutnie uroczym towarzyszem, ale - jak to ma w zwyczaju, decyduje się na spróbowanie sił w nieznanym gatunku. Po krótkim ochłonięciu w przydomowym warsztacie, w jakim produkuje na zamówienie oryginalne, drewniane wyroby, zgadza się na cokolwiek szalony pomysł wydawcy - i odwiedziny pewnego klubu, który ma jej posłużyć za inspirację. I tu cały galimatias dopiero się rozpoczyna… Może bezpieczniej byłoby zostać przy fantastyce? 😉 „Jak mam niby wykreować z polotem fabułę w książce, której podstawą są dupy, dupa lub dupsko, łamane przez następną dupę? Okraszone serią kutasów w różnym rozmiarze? że opisy wyszukane, że może liryczne? Albo nietuzinkowo? Musi być przecież jakaś osnowa (…).” Zażywałaś właśnie spokojnej kąpieli słonecznej, dzięki której Twoja skóra ma ten godny pozazdroszczenia, oliwkowy odcień, kiedy odebrałaś cokolwiek wytrącający z równowagi telefon. Oto wszystko wskazuje na to, że Twojemu wydawcy i przyjacielowi coś definitywnie zaszkodziło. Zwariował - albo wpadł na naprawdę intratny pomysł, dzięki jakiemu jego biznes odniesie sukcesy na innych polach. Na standardowych, a właściwie tych fantastycznych, sama mu je przyniosłaś - wszak Twoje powieści naprawdę dobrze się sprzedają. Co jednak strzeliło mu do głowy, aby poszerzyć profil działalności akurat o książki dla dorosłych czytelników? W dodatku, jako że mężczyzna zna Twoje zwichrowanie oraz nietypowe podejście do życia, nie ma to być w żadnym razie powieść dla pensjonarek, którą te dalej czytają pewnie z wypiekami na twarzy pod kołdrą, aby nikt ich na tej obrazoburczej czynności nie przyuważył. Erotyk, jakiego wykreowanie właśnie zostało Ci zlecone, ma być czymś ożywczym w świecie podobnej literatury. Właśnie od jakichś piętnastu minut żalisz się na postawione przed Tobą wyzwanie jedynemu osobnikowi płci męskiej w Twoim życiu, z którym tworzysz udaną, stałą i pełną zabawnych, podnoszących na duchu momentów relację - wiernemu psu malamutowi, jaki wydaje się doskonale rozumieć Twoje rozterki. Patrząc na jego poczynania, też masz właśnie ochotę wykopać jakąś roślinę z Twojego ogrodu - i zająć jej miejsce, aby powąchać kwiatki od spodu. Jak Ty masz niby napisać powieść osiemnaście plus, skoro tego rodzaju literatura w ogóle nie jest Twoją bajką? Postanawiasz odreagować w pomieszczeniu, w jakim pobyt od zawsze Cię uspokaja i pozwala przemyśleć to, nad czym wcale dumać się nie chce. Zakładasz szary i aseksowny fartuch, przygotowujesz narzędzia i chwytasz w dłonie pierwszą deskę do obróbki. Twój drewniany interes rozwinął się tak, że już on sam pozwoliłby Ci na godne życie… Ale nie, szalonemu mózgowi, który od lat Cię męczy, jeszcze pisarką się być zachciało. Jakbyś mało miała na głowie - to, myślisz z przekąsem, masz jeszcze więcej. Z dystansem do siebie roztrząsasz w głowie możliwe sceny książki dla dorosłych i po chwili dochodzisz do wniosku, że to naprawdę poroniony pomysł, by Ci ją zlecać. No cóż… czyli właściwy. „Powiedz, już masz następny pomysł w głowie, prawda (…)?” Jak szybko się okazuje, na szczęście nie będziesz musiała wymyślić wszystkich elementów do nowej powieści sama. Twój wydawca umówił Cię bowiem z kimś, kto ma pełnić rolę podobną konsultantowi… i zabrać Cię w miejsce, z którego będziesz mogła czerpać natchnienie. Dalia bez wątpienia nie jest typowym klubem, o czym tajemniczo informuje Cię znajomy już na samym początku. Więcej dowiesz się już niebawem od Sebastiana Historyka, który tym nazwiskiem został Twoim zdaniem opatrzony przez samą ironię Losu - zarośniętemu i wielkiemu panu o aparycji Wikinga daleko bowiem do kogokolwiek pełniącego rzeczoną profesję. Pierwsze spotkanie z Twoim nowym współpracownikiem, który ma Cię wprowadzić do nieznanego świata wypada wręcz komicznie irytująco. Gdybyś miała określić go jednym słowem, pewnie zdecydowałabyś się na gbura. Na domiar złego takiego, którego z chęcią otrułabyś arszenikiem z uwagi na denerwującą osobowość. Rozważasz to zresztą na poważnie przez moment, kiedy szykujesz dla niego herbatę. Choć Twój wydawca utrzymywał, że ten zamknięty w sobie i cokolwiek dziwny jegomość zyskuje przy bliższym poznaniu, na razie nie widzisz ku temu żadnych przesłanek. Zachodzi Ci za skórę niemalże każdą ripostą, uśmiecha się ironicznie - czego domyślasz się po oczach, jako że resztę twarzy niemalże w całości zakrywają zarost i broda - a przy tym wydaje się raczej mało pomocny względem zadania, które Cię czeka. Skoro jednak zgodziłaś się podjąć rękawicę i spróbować napisać nietypowy dla Ciebie tekst, akceptujesz także wszystkie konsekwencje, które się z tym wiążą. Przed pierwszą wizytą w mającej posłużyć Ci za miejsce narodzin pisarskiej weny Dalii, jesteś nieco niespokojna. Nie do końca wiesz bowiem, czego się spodziewać - poza tym Historyk radził, byś wystroiła się tak, jak gdyby sam owiany złą sławą Markiz de Sade miał się z Tobą spotkać. Nie wyobrażasz sobie, by jakikolwiek klub, choć z niewielką ich ilością miałaś do tej pory do czynienia, a już na pewno nie w tym kształcie, sprawił, że oto pomysł na erotyczną fabułę zmaterializuje Ci się w szalonej głowie. Może jednak od dawna tam był - tylko Ty jeszcze go nie trafiłaś? Wszak niektóre przybytki służą odkryciom… i przekraczaniu granic. „Najważniejsze jest w życiu robienie tego, co się lubi, co sprawia Ci radość i pozwala się realizować. Nie robisz tego, może robiłeś, ale już nie robisz (…).” Szczerze napisawszy, aż trudno mi uwierzyć w to, że „Dalia” to debiut Patrycji Dzień. Choć nieco obawiałam się tej lektury - okazało się, że całkowicie niesłusznie. Po pierwsze, Pisarka kreacją głównej bohaterki i targającymi nią rozterkami wykazuje się wręcz zaskakującym poziomem autoironii. Zarówno Autorka jak i jej barwna, wielowymiarowa naczelna postać tworzą przecież literaturę dla dorosłych - a przy tym obie wykazują się względem niej dystansem. W tej powieści najbardziej urzekają mnie jednak jeszcze trzy kwestie. Elementy przeznaczone dla pełnoletnich czytelników, czyli sceny z rzeczonego klubu, przedstawione są realistycznie - przy czym Dzień skupia się nie tylko na blaskach, ale głównie na cieniach pracy w podobnych lokalizacjach. Poza tym, cała narracja może poszczycić się doskonałymi żartami sytuacyjnymi na bardzo dobrym poziomie, na skutek czego książka okazuje się naprawdę dobrą rozrywką, w jakiej poczucie humoru zasługuje wręcz na miano osobnego bohatera. A skoro już o nich - relacje rodzinne, przyjacielskie i właściwie wszystkie w tej powieści wielokrotnie mnie uśmiechnęły i rozbawiły. Trudno pisać tu o często dostrzegalnej w podobnych propozycjach literackich pustce, jako że ten „pierwszy raz” Pisarki jest zwyczajnie pełen wartości i wciągającej fabuły, dla jakiej warto spędzić z tą opowieścią czas. Treści dla odbiorców osiemnaście plus w żadnym razie nie dominują tekstu - stanowią jego dopełnienie i dodają historii odpowiednich rumieńców. Jeżeli gawędy erotyczne, w mojej ocenie złożone właśnie w taki sposób. Zapewniam Cię, że tego rodzaju bohaterki nie miałeś jeszcze okazji poznać, co polecam zmienić. Zaręczę także, że doprawdy niewtórny historyk jej się trafił. 😉 Nie mogę się doczekać kolejnego, może być nocnego, spotkania z twórczością Dzień. 8/10 - nader przyjemna rozrywka! „Chciałabym cofnąć czas, mieć dzisiejszy mózg i tamte czasy przed sobą. Zostałabym chyba szefową mafii.” instagram.com/thrillerly
Thrillerly - awatar Thrillerly
ocenił na88 dni temu
Podaruj mi uśmiech Dagmara Rek
Podaruj mi uśmiech
Dagmara Rek
"Niektórzy czekali na prezent, inni na ukochanego człowieka, a jeszcze inni na narodziny dziecka. Ja czekałam na moment, w którym ktoś podaruje mi uśmiech." Czasem tak niewiele trzeba, by obdarzyć kogoś uśmiechem. Wystarczy drobny gest, który sprawi, że nagle zza chmur wyjdzie słońce. Każdy z nas ma inne doświadczenia, jego życie wygląda zupełnie inaczej, stąd też i nasze pragnienia są różne. Bywa, że marzymy o dobrach materialnych, jednak czasem pragniemy po prostu spokoju, który umożliwiłby nam normalne życie. Takie bez wszechobecnego strachu, paraliżującego nas od środka. "Podaruj mi uśmiech" to trzecia z kolei książka Dagmary Rek, którą przeczytałam w ostatnim czasie. Rzadko mi się tak zdarza, że czytam pod rząd powieści tego samego autora - tym razem zadecydował przypadek. Jednak dzięki temu zbiegowi okoliczności miałam okazję zobaczyć jak rozwijał się warsztat pisarki. Przyznam, że pierwsza z książek - "Spotkanie po latach" - podobała mi się, lecz wyczuwałam w tym tytule pewną nieporadność. Pod względem treści, jak i formy, w jakiej została ona ukazana, zdecydowanie na prowadzenie wysuwa się pozycja "Podaruj mi uśmiech". Nie ukrywam, że duże znaczenie ma tutaj tematyka książki, trudniejsza, bardziej angażująca czytelnika, jednak poza tym dostrzegam również kilka innych pozytywnych zmian. Książka przedstawia losy Diany, która jako mała dziewczynka wychowywała się w dysfunkcyjnej rodzinie: ojciec wielokrotnie bił matkę, która nie widziała w tym nic złego. Przerażona dziewczynka obiecała sobie wtedy, że jej nigdy to nie spotka. Niestety mijają lata i bohaterka powiela dokładnie ten sam schemat: staje się wzrokiem treningowym dla swojego męża. Co więcej, choć zawsze obiecywała sobie, że nigdy nie pozwoli się tak traktować, teraz nie potrafi się wyrwać z tej spirali zła. Zupełnie nie umiem tego zrozumieć, choć zdaję sobie sprawę, że takie sytuacje mają miejsce. I nie chodzi tu wyłącznie o przemoc. Ogólnie, bardzo często nieświadomie powielamy schematy, z którymi mieliśmy styczność w dzieciństwie. Przyznam, że czytałam tę książkę z ogromnym poruszeniem. Na szczęście temat przemocy w rodzinie jest mi obcy, jednak zdaję sobie sprawę, że różne rzeczy dzieją się za zamkniętymi drzwiami domów. Rodziny zmagają z rozmaitymi problemami, którymi nie chcą się afiszować, wolą udawać, że one nie istnieją. W przypadku Diany były nimi przemoc i alkoholizm, nierozerwalnie związane ze sobą terminy. Niestety, jedno napędza drugie i bardzo trudno jest wyrwać się z tej spirali. Czy Dianie uda się odczarować rzeczywistość i zawalczyć o siebie? "Podaruj mi uśmiech" to emocjonująca walka kobiety zmagającej się z mężem tyranem. To trudna, zmierzająca ku wolności droga, którą Diana może pokonać wyłącznie sama. Choć nie udałoby się jej rozpocząć bez wsparcia z zewnątrz, ostateczny efekt zależy wyłącznie od decyzji ofiary. Moja ocena 8/10.
kasienkaj7 - awatar kasienkaj7
ocenił na85 dni temu
Thomas staje się wilkiem Dawid Przybysz
Thomas staje się wilkiem
Dawid Przybysz
Jeśli choć raz w życiu rozkminiałeś, jakby to było przez chwilę pooglądać świat oczami Twojego pupila, ta książka jest zdecydowanie dla Ciebie. 📚Thomas staje się wilkiem📚 to swoiste, ale jednocześnie lekkie połączenie młodzieżowego urban fantasy z science fiction. Nie wiem, czym inspirował się autor, ale przyznać trzeba, że dobrze mu to wyszło i tym sposobem książka nadaje się idealnie jako lektura dla młodszych, ale też starszych czytelników. Ta historia to nie moloch – liczy niespełna 250 stron oraz 30 krótkich rozdziałów, które czyta się lekko i przyjemnie. Mamy tu do czynienia z narracją trzecioosobową w czasie przeszłym. Teoretycznie opowieść poznajemy oczami głównego bohatera, towarzyszymy mu w różnych momentach życia, ale niekiedy też odrywamy się od Thomasa, by dowiedzieć się coś niecoś o innych postaciach, np. Sarze. Gra IconAnimal brzmi dla nas obecnie jak wyssana z palca opowiastka z gatunku kosmicznych wojaży lub podróży w czasie. I tu można uznać, że uczestnicy wyprawiają się w niezwykłą eskapadę. Odkrywają na nowo świat za pomocą urządzenia, które przenosi świadomość gracza do ciała wybranego zwierzaka, a jego obsługa jest banalnie prosta – ogarnąłby kilkulatek. Zamysł działania IconAnimal to świetna sprawa i autor naprawdę popisał się wyobraźnią, jednak sposób w jaki ugryzł temat, zasługuje na szczególną pochwałę. Wszystko ze sobą współgra, jakby takie urządzenie istniało naprawdę. Przede wszystkim zasady rozgrywki, a w zasadzie jeden istotny zakaz powtórzony dla rzekomego bezpieczeństwa wielokrotnie. Nie wolno przenosić świadomości do ciała nieudomowionych zwierząt! Szybko dowiadujemy się dlaczego, bo niestety Thomas – choć nie on jeden – błyskawicznie wyszedł z założenia, że zasady są po to, by je łamać. I tak oto jako gołębica niemal staje się obiadem kota. To, co zakazane, ponoć smakuje najlepiej. Tę prawdę odkrywa oraz testuje wielu graczy. Thomas z dnia na dzień przekonuje się, że nie tylko on i jego klasowy kolega wpadli na pomysł eksperymentowania. Raz dwa poznajemy watahę, w której oto tytułowy bohater stał się wilkiem oraz pełnoprawnym członkiem. Tylko… czy warto? Thomas nie ma lekkiego życia, a autor świetnie to ukazał, eksponując w książce wiele dziedzin życia: rodzina, szkoła, znajomi. Balansujemy więc między wirtualną rzeczywistością rozgrywaną w prawdziwym świecie oraz burą codziennością chłopca. Ojciec pijak i przemocowiec, matka – osoba współuzależniona, a ukochana ciotka ma problemy zdrowotne, także natury psychicznej. Do tego oceny chłopaka się sypią, a szkolne znajomości… cóż, leżą w gruzach, bo Tom popularny niestety nie jest. IconAnimal jest wysublimowaną pułapką. Autor z lekkością baletnicy pokazuje, jak łatwo zaciera się granica między dobrą zabawą a uzależnieniem. Thomas często popada ze skrajności w skrajność, ale nie można mu zarzucić głupoty. Jest on po prostu nastolatkiem, dla którego życiowe problemy oraz pragnienie zaimponowania innym wytycza ścieżkę życia. No i wiadomo… skoro można uciec od bieżących problemów, czemu tego nie zrobić? Age gap w nietuzinkowym wydaniu? W 📚Thomas staje się wilkiem📚 ten motyw również się pojawił, choć ciężko mówić o relacji to lovers. Co dostajemy? Wywarzony, sprawny opis tego, jak to różnica wieku wcale nie musi niszczyć relacji dwojga ludzi o odmiennych charakterach bądź przeżyciach. Książkę spisano lekkim językiem. Pewnie dlatego, że jest ona dedykowana czytelnikom 11+, więc siłą rzeczy górnolotność okazałaby się niewskazana. Niemniej jedna z postaci wyraża się w sposób nietuzinkowy oraz wyszukany, co dodaje smaczku całości. Wypowiedzi Sary są jak wisienka na torcie – cudowne dopełnienie starannie wywarzonej historii. Ponadto zabieg świetnie się sprawdził, by nadać specyficznego charakteru postaci, ale nie tylko Sara jest tutaj wyjątkowa. Ostatecznie książka skłania do refleksji na różnych płaszczyznach. Czytelnik ma okazję zastanowić się, ile można poświęcić, by spełnić marzenia bądź po prostu zaznać czegoś nowego. Historia daje też możliwość zaobserwowania pięknego ciągu przyczynowo-skutkowego, bo złamanie zakazów w instrukcji stwarza co prawda nowe perspektywy, ale zmusza do przyjęcia niekoniecznie komfortowych konsekwencji. Każde działanie ma efekt i autor zadbał, by nawet młody czytelnik mógł to dostrzec. Zakończenie… I tu też nie mogłabym przejść obojętnie. Wzrusza ono dogłębnie, nadaje całej opowieści wyrazistości, a także niesie nadzieję… w pewnych kwestiach. Bardzo polecam tę książkę. Jestem pewna, że każdy odkryje coś ciekawego dla siebie. Jednocześnie dziwię się, że 📚Thomas staje się wilkiem📚 nie stał się jeszcze hitem – choćby bookmediów na początek. To naprawdę świetna pozycja, co potwierdza fakt, że dosłownie połknęłam ją w kilka godzin. [współpraca recenzencka]
Alexia Berg - awatar Alexia Berg
ocenił na1022 dni temu
Defekt motyla Łukasz Głowacki
Defekt motyla
Łukasz Głowacki
„Defekt motyla” to debiutancki thriller psychologiczny, który w surowy sposób dotyka problemu międzypokoleniowej powtarzalności błędów. Autor prowadzi nas przez historię za pomocą dwóch przeplatających się perspektyw: syna (Krystiana) oraz jego ojca. To zestawienie pozwala czytelnikowi zobaczyć, jak historia lubi zataczać koło, stawiając kolejne pokolenie przed tymi samymi, dramatycznymi wyzwaniami. Głównym motywem książki są błędy młodości. Autor stawia ważne pytanie: gdzie leży granica bezpiecznej zabawy? W pewnym momencie zostaje ona przekroczona, a zło wdziera się w życie bohaterów, więżąc ich umysły na lata. Przerażające jest to, że wszystko wydaje się kwestią nieszczęśliwego przypadku, a nie świadomego wyboru. Jako czytelnicy zastanawiamy się: czy młody człowiek ma szansę zareagować w porę, skoro nie posiada jeszcze doświadczenia, by przewidzieć konsekwencje? Największą wartością tej pozycji jest obraz trudnych relacji rodzinnych. Książka daje nadzieję, pokazując, że na rodziców można liczyć w sytuacjach ostatecznych. Nawet jeśli ojciec nie zna ulubionej pizzy syna lub zbyt dużo czasu spędza w pracy, w obliczu tragedii staje się jedyną osobą, która może przynieść ocalenie. Autor podkreśla, że rodzice często posiadają mądrość zdobytą na własnych błędach – mądrość, która mogłaby zapobiec tragedii, gdyby tylko komunikacja między pokoleniami była łatwiejsza. Mimo że intryga jest dość przejrzysta, a liczba wątków ograniczona, „Defekt motyla” trzyma w napięciu. Czytelnik z jednej strony współczuje Krystianowi, a z drugiej kibicuje ojcu w jego desperackiej próbie ocalenia syna. To krótka, ale treściwa lektura, która skłania do refleksji nad tym, ile z naszych błędów jest wpisanych w nasz "kod genetyczny", a ile można powstrzymać dzięki szczerej rozmowie z najbliższymi.
Sylwia Sak - awatar Sylwia Sak
ocenił na63 miesiące temu
RAK. Wszystko do umorzenia Nadia Szagdaj
RAK. Wszystko do umorzenia
Nadia Szagdaj Grzegorz Filarowski
Potworów nie trzeba daleko szukać. Z pewnością znajdziemy je w horrorach napisanych przez największych twórców grozy, czy też w kryminałach stworzonych na podstawie bujnej wyobraźni autora, jednak te najbardziej przerażające istoty, które są w stanie wyniszczyć drugiego człowieka często mieszkają za ścianą naszego mieszania, w którym czujemy się nad wyraz bezpiecznie. Nigdy nie wiemy, co kryją w sobie ludzie mijani przez nas na ulicy, gdy idziemy na poranne zakupy. Czasami nawet zdarza się, że ci, których znamy latami, okazują się bestiami w ludzkiej skórze… „POTRAFIŁ OMOTAĆ KAŻDEGO. ULEGALI MU PO RÓWNO: MĘŻCZYŹNI I KOBIETY.” ☝️Iwo Rak - człowiek, który okradł wiele kobiety, upokarzając je i niszcząc to, na czym im zależało. Bezczelny, perfidny, nie mający żadnych skrupułów. Sprawiający niepozorne wrażenie, budzący zaufanie… Rak działa specyficznie. Zbiera „haki” na swoje ofiary, które potem ułatwiają mu nad nimi kontrolę. Działa sprawnie, lecz po cichu. Powoli zbiera żniwa, których skala wciąż rośnie. Wymiar sprawiedliwości rozkłada ręce. System jest bezradny. Obciążające go dowody okazują się zbyt słabe, ludzie, którzy dużo wiedzą - milczą, ponieważ kieruje nimi strach przed Rakiem. A on sam kłamie, mota, czy też zwala winę na ofiary… Pojawia się bezradność . Załamanie. Złość. I pytanie - co dalej? Są jednak ludzie, którzy są w stanie wiele poświęcić, aby doprowadzić w końcu szaleńca do mety, na jaką zasługuje. Tylko ile jeszcze to potrwa? Ile osób będzie musiało na tym jeszcze ucierpieć? Ta historia jest dowodem na to, że nie każda przemoc zostawia ślady, a nie każdy sprawca nosi w kieszeni nóż i ma szramy na twarzy. Jest to również ukazanie polskiego wymiaru sprawiedliwości w najprawdziwszej postaci, bez owijania w bawełnę. Tu człowiek poszkodowany ma mniejsze szanse i możliwości, niż sprawca. „Rak. Wszystko do umożenia” to bezpośrednia kontynuacja pierwszego tomu, która skłania do refleksji, a także powoduje, że człowiek uważniej przypatruje się innym. To także cicha nadzieja, że wśród nas są też ci uczciwi, którzy uparcie dążą do ukazania tej najboleśniejszej prawdy…
zaczytana__m - awatar zaczytana__m
ocenił na91 miesiąc temu
Żółty tulipan Natalia Kalisiak
Żółty tulipan
Natalia Kalisiak
Mogłam się spodziewać takiego zakończenia, ale jednak mnie zaskoczyło. Bardzo smutne, obciążająca psychikę historia. Żal mi Weroniki. Została... w sumie przez całe życie była sama, a to życie wcale nie miała lekkie. Ojca brak, matka ćpunka i dziwka, sadystka wobec własnego dziecka, starszy ukochany, który zachowywał się jak dużo młodszy od niej i niedojrzały emocjonalnie, mąż, który wydawał się wsparciem, a okazał zaborczym i słabym mężczyzną. Dziecko, wcale nue upragnione. Przynajmniej nie z tym mężczyzną. I w końcu przyjaciółka, która okazała się największym wrogiem. Żyć - nie umierać. Przygnębiła mnie ta lektura. Szukam w literaturze również pocieszenia, tutaj był tylko przerażający smutek i beznadzieja. Natrafiłam na dziwną recenzję, w której ktoś zarzucił Autorce brak zaznajomienia z tematem psychologii, medycyny. Nie popieram takich opinii. Widać, że ktoś nie umie czytać ze zrozumieniem. Przykład? Proszę bardzo. Zarzucono Autorce na przykład, że leki antydepresyjne nie uzależniają i nie ma takich objawów, jakie dotknęły Weronikę. Hola, moment! Gdyby ktoś czytał uważnie, to doszedłby do fragmentu, w którym Weronika kupuje leki od dilera. I tak naprawdę są to tablety wykonane przez tego dilera. Czyli sład jest chuj wie jaki, chemia i inne smrody toksyczne. To nie były LEKI. Ale Weronika o tym nie wiedziała. Myślała, że leki tak działają. A że brała nie jedną tabletę, a więcej... Popijała alkoholem. W sumie i tak dziwne, że nie wylądowała w szpitalu. Więc z taką krytyką to wal się. Nie umiesz czytać, to się nie wypowiadaj. Mnie jest po ludzku żal tej dziewczyny. Gdybym spotkała ją na swojej drodze, przytuliłabym i nie pozwoliłabym zrobić jej krzywdy. Już nigdy więcej. Kobiety! Bądźcie empatyczne wobec swojej płci i szanujcie inne dziewczyny. Siła jest Kobietą.
Barbara - awatar Barbara
oceniła na74 miesiące temu
Miał być spokój, są kłopoty Artur Kuchta
Miał być spokój, są kłopoty
Artur Kuchta
W sercu malowniczej mazurskiej wsi Podgórkowo rozgrywa się historia, która z pewnością przyciągnie miłośników kryminałów z dużą dawką humoru. "Miał być spokój, są kłopoty" to debiutancka powieść, w której autor zgrabnie łączy wątki śledcze z komediowymi, tworząc barwną opowieść o dwóch nieco niezdarnych, ale niezwykle uroczych detektywkach – Meli i Aldonie. Już od pierwszych stron książki wciąga nas atmosfera małej wsi, gdzie życie toczy się spokojnie, a każdy zna każdego. Jednak spokój zostaje zakłócony przez tajemnicze wydarzenia, które zmuszają nasze bohaterki do działania. Mela i Aldona, choć nowe w branży detektywistycznej, nie boją się stawić czoła zbrodni, nawet jeśli ich jedyną bronią jest pies i kot, a także wsparcie kolorowo ubranych pań ze sklepu spożywczego. Ta nietypowa drużyna dodaje książce lekkości i humoru, sprawiając, że czytelnik z uśmiechem towarzyszy im w ich przygodach. Mela i Aldona to nie tylko detektywki, ale także przyjaciółki, które wspólnie przeżywają wzloty i upadki, co czyni je bardzo autentycznymi. Ich interakcje są pełne dowcipu, a ich nieporadność w trudnych sytuacjach dodaje całej historii komediowego charakteru. Nie można też zapomnieć o zwierzętach, które wprowadzały dodatkowy element humoru i ciepła. Autor buduje napięcie w wątkach kryminalnych, a szalone pościgi i nieoczekiwane zwroty akcji trzymają czytelnika w niepewności. Choć zbrodnia przedstawiona jest w książce jako mało poważna, to jednak z każdą stroną widać, że walka z przestępczością ma swoje konsekwencje. To sprawia, że historia ta to więcej niż tylko lekka komedia – to historia o odwadze, przyjaźni i determinacji. Podsumowującj jest to idealna propozycja dla tych, którzy szukają wciągającej lektury z odrobiną humoru i kryminalnych zagadek. Książka z pewnością umili czas i sprawi, że uśmiech nie zniknie z twarzy podczas czytania.
aga_z_ksiazka aga_z_ksiazka - awatar aga_z_ksiazka aga_z_ksiazka
oceniła na83 miesiące temu
Własną drogą Izabela Skrzypiec-Dagnan
Własną drogą
Izabela Skrzypiec-Dagnan
Życie jest drogą, którą każdy z nas musi przejść.Dla jednych ta droga jest kręta i wyboista, dla drugich prostsza i przede wszystkim łatwiejsza. W życiu, na swojej drodze spotykamy różnych ludzi, naszym udziałem są różne sytuacje, z którymi radzimy sobie lepiej lub gorzej. Jedno jest pewne: życie jest niebywale kruche i przede wszystkim krótkie, nikt z nas nie wie kiedy ta droga dobiegnie kresu. Melania po emocjonalnej zdradzie swojego narzeczonego Rafała nie może znaleźć sobie miejsca we wspólnym domu. Czuje się zdradzona i oszukana, nie tylko nie potrafi wybaczyć, nie wie też co dalej robić i czy w ogóle chce walczyć o ten związek. Zabiera motocykl i udaje się w podróż, by wszystko przemyśleć, znaleźć sensowne rozwiązanie, ale przede wszystkim odzyskać równowagę emocjonalną. Boryka się z przedwczesną utratą brata i nie przepracowaną żałobą. Jest jej bardzo ciężko i trudno, sytuacja z narzeczonym potęguje negatywne emocje. W trasie spotyka Mirona, który nie tylko pomaga jej naprawić usterkę w Kawasaki, ale też swoją obecnością ją fascynuje i koi. Niefortunny epizod po raz drugi stawia życie dziewczyny i jej dalszy los pod znakiem zapytania. Jej dalsza droga przez życie nie jest łatwa, pozwala jednak na głęboką refleksję i odbudowanie utraconego zaufania dla płci przeciwnej. Dla niej wreszcie to droga do uporania się z traumą z przeszłości, która stoi cieniem na jej przyszłości i skutecznie blokuje drogę naprzód. To również droga Melani do odzyskania zdrowia i pełni sprawności fizycznej. Polecam serdecznie tę powieść, która dosadnie pokazuje ulotność i kruchość ludzkiego bytu, czasem wystarczy moment, chwila, błędna decyzja i można utracić najcenniejszą rzecz jaką mamy: zdrowie lub nawet życie. Warto nad tym aspektem zastanowić się już dzisiaj, teraz, bo jutra może nie być. Książkę przeczytałam dzięki Book Tour zorganizowanego przez Czytam dla przyjemności za co bardzo serdecznie dziękuję.
watolinka79 - awatar watolinka79
ocenił na810 miesięcy temu
Leśna obietnica Patrycja Żurek
Leśna obietnica
Patrycja Żurek
Macierzyństwo i słowiański klimat – tak krótko można podsumować powieść Patrycji Żurek pt. „Leśna obietnica”. Tematy dość lubiane. Czy zagwarantują one sukces tej książce? Czas pokaże. Ja postaram się nieco ją wam przybliżyć, abyście mogli ocenić, czy wpisuje się w wasz gust czytelniczy. Wbrew pozorom akcja powieści ma miejsce w XX wieku. Uciekając przed okropnościami wojny Żelisława zawiera pakt z Dziewanną. Bogini obiecuje chronić kobietę i jej córkę, ale nie za darmo. Panie osiedlają w leśnej chacie, dbają o porzucone sieroty, czczą starych bogów, a każdy urodzony chłopiec w ich rodzie ma zostać oddany Dziewannie w ofierze. Żaneta jest zrozpaczona, kiedy słyszy o zobowiązaniach matki. Ma żal, że poświęciła przyszłe pokolenia dla swojej wygody. Ale nie ma odwagi sprzeciwić się bogom. Pokornie spełnia oczekiwania poświęcając marzenia, miłość, rodzinę. Historia, jaką opowiada nam Patrycja Żurek jest świetna. Autorka nie oszczędza swoich bohaterek. Kolejnymi zwrotami akcji wręcz „kopie leżącego”. Z każdą stroną mamy coraz mniej nadziei, że życie Żanety jakoś się ułoży, chociaż pisarka dba, aby mały płomień optymizmu ciągle się tlił. Natomiast dzięki temu Żurek skutecznie porusza czytelnikiem, wywołuje współczucie wobec głównej bohaterki i sprawia, że chce się poznać jej dalsze losy. Zaskoczyło mnie, iż autorka poruszyła w „Leśnej obietnicy” temat niepełnosprawności. Jakiś czas temu prezentowałam wam powieść „Dusze niczyje” Pawła J. Sochackiego, w której autor nawiązuje do tzw. Akcji T4 i „oczyszczania” rasy aryjskiej z „wybrakowanych” jednostek. Niepełnosprawność nie wpisywała się również w doktrynę socjalizmu. Tworząc postać mieszkającą w lesie i opiekującą się dziećmi z dysfunkcjami autorka czyni z Żanety „rasową outsiderkę”. Kobietę żyjącą „pod prąd”. Natomiast z obserwacji Żanety wynika coś, co my już wiemy. Że takie osoby, czują, uczą się i potrzebują miłości. Niby to wiemy, ale czy trochę się ich nie boimy? Jak już wspominałam, fabuła tej powieści bardzo mi się podoba, jednak nie podpasował mi styl pisarki. Jak dowiedziałam się z biogramu autorki „kocha związany z pisaniem reasearch (…)”[1]. Cieszy, że jest taka skrupulatna, tylko, czy każdą ciekawostką trzeba się dzielić? Żaneta jest rządna wiedzy i wiele czyta, a Patrycja Żurek pozwala jej „szpanować” tą wiedzą. W efekcie dostajemy np. szybki przegląd historii ginekologii. Po co? Nie wiem. Jak was to nie interesuje to macie stronę mniej do czytania. Reasearch jest po to, aby fabuła byłą spójna i ciekawa, a nie po to, aby doszkalać czytelnika. Bohaterka ta dorabia jako położna. Lepiej sprawdziłby jakiś ciekawy przypadek, ale wszelkie opisy porodów wyglądają podobnie. Również kiedy bohaterki zbierają zioła dowiadujemy się, na co one pomagają, pomimo, że nikt akurat na tą przypadłość nie cierpi. Językowo jest raczej przeciętnie. Wyłapała tu sporo powtórzeń. Nie takich „bezczelnych” zdanie po zdaniu, ale podobne refleksje, wydarzenia są opisywane podobnymi słowami. Chociażby autorka często określa Żelisławę (córkę Żanety) jako krnąbrną, a ja nie widzę u niej tej cechy. Właściwie słabo widzę, jaka ona jest, bo kreacje postaci, ich charakterów i relacji też mogłyby być lepiej zarysowane. Jednak, kiedy miałabym powiedzieć coś więcej tej bohaterce, to opisałabym ją jako dziecko pozbawione uwagi, miłości. Dziewczynki żyjącej z matką goniącą za marzeniami, ambicjami i stabilizacją. Matką, która nie potrafiła być matką dla swojej córki. Wracając do kreacji bohaterów, to nie przymiotniki, a wydarzenia ich tworzą. O tym Patrycja Żurek zapomniała. Będąc przy języku wypomnę jeszcze pojedyncze potocyzmy. Tak, pojedyncze, ale tak samo jak walczę z niepotrzebnymi wulgaryzmami, tak samo będę walczyć z dziwnymi potocznymi wstawkami. Skoro bohaterki mówią poprawną, ładną polszczyzną – a tym bardziej narrator - tego się trzymajmy. Dla przykładu zaznaczyłam sobie jeden cytat: „Teraz nie miała możliwości zostawiać dzieci samych, nie, póki córka wisiała na cycu i potrzebowała opieki”[2]. Czy nie lepiej brzmiałoby: „dopóki karmiła piersią”. „Wiszenie na cycu” kojarzy mi się żartobliwie (a ten fragment nie ma takiego charakteru),albo desperacko (kiedy matka ma już dość wiecznie domagającego się piersi dziecka, do czego te słowa też nie nawiązują). Jeżeli miałabym krótko podsumować powieść „Leśna obietnica” powiedziałabym, że jest to bardzo ciekawa historia, ale przeciętnie napisana. Raczej dla miłośników obyczajówek, których porwą świetne zwroty akcji i poruszająca problematyka, niż dla tych kochających literaturę piękną i zachwycających się językowymi konstrukcjami. Nie wszystko w tej książce jest dopracowane (wręcz wiele nie jest),ale nie można odmówić autorce, że potrafi potrafi zrobić „trzęsienie ziemi” w życiu swoich bohaterów. [1] Patrycja Żurek, „Leśna obietnica”, wyd. Dragon, Bielsko-Biała 2024, okładka. [2] Tamże, s. 133.
Asia_czytasia - awatar Asia_czytasia
oceniła na611 miesięcy temu
Rzeźbiarz kości Wojciech Kulawski
Rzeźbiarz kości
Wojciech Kulawski
„Rzeźbiarz kości” to powieść, która zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. To książka z atmosferą, ciekawie poprowadzoną intrygą i oryginalnym połączeniem kryminału, tajemnicy oraz motywów matematycznych. Już od pierwszych stron czuć, że autor nie idzie utartą ścieżką, tylko proponuje czytelnikowi coś bardziej nietypowego. Głównym z głównych bohaterów jest policjant Mateusz Dafner, który – nie ma co ukrywać – trafia do Jaworzna trochę jak za karę. Z braku lepszych perspektyw przybywa do miasta, którego szczerze nie znosi i z którym nie wiąże żadnych pozytywnych nadziei. Sytuacja szybko się komplikuje, gdy dochodzi do makabrycznych odkryć: najpierw odnaleziony zostaje szkielet ułożony w gwiazdę Dawida, a później kolejny – tym razem w swastykę. Już te obrazy pokazują, że nie będzie to zwykły kryminał, lecz historia mocno osadzona w mrocznej przeszłości tego miejsca. Wydarzenia zaczynają prowadzić do dawnego obozu koncentracyjnego położonego nieopodal, który po II wojnie światowej był wykorzystywany przez Polaków do przetrzymywania Niemców. Autor nie buduje napięcia wyłącznie na współczesnym śledztwie, ale umiejętnie splata je z trudną i niejednoznaczną historię. Równolegle poznajemy Tomasza Wetlińskiego, programistę, który wprowadza się do dużego domu położonego niedaleko miasta, licząc na odpoczynek od miejskiego zgiełku. To bohater nietuzinkowy, bo jego życie w znacznym stopniu zdominowane jest przez liczby i potrzebę liczenia. W nowym domu odkrywa tajemnicze pomieszczenie pokryte matematycznymi twierdzeniami. Początkowo wydaje się to jedynie osobliwym elementem scenerii, ale z czasem zaczyna układać się w coraz bardziej logiczną i niepokojącą całość. W rozwiązaniu zagadki pomaga mu sąsiadka Lawenda – młoda, atrakcyjna kobieta pracująca w urzędzie miasta, która również okazuje się mieć wyjątkowy talent do matematyki. Dużym atutem tej książki jest właśnie to niezwykłe połączenie pozornie odległych elementów: brutalnej zbrodni, lokalnej historii, starego domu pełnego sekretów i matematycznych zagadek. Dzięki temu fabuła wyróżnia się na tle wielu innych thrillerów czy kryminałów. Na plus wypadają również bohaterowie. Są ciekawi, niejednoznaczni i mają własne bagaże doświadczeń, co sprawia, że nie są jedynie dodatkiem do intrygi. Fabuła prowadzona jest sprawnie, a autor umiejętnie podsyca zainteresowanie czytelnika. Kolejne odkrycia naprawdę zachęcają do dalszej lektury i sprawiają, że chce się poznać rozwiązanie tej zagadki. Podsumowując, „Rzeźbiarz kości” to bardzo dobra, nietuzinkowa i wciągająca powieść. Autor stworzył historię mroczną, intrygującą i oryginalną, a przy tym umiejętnie połączył kryminalną zagadkę z tłem historycznym i matematycznymi motywami. To jedna z tych książek, które potrafią naprawdę zainteresować i zostać w pamięci na dłużej. Zdecydowanie sięgnę po kolejne części tej serii. Czytajcie! 📚 Wpadasz na Bookstagrama? Jeśli lubisz książki i scrollowanie Insta w poszukiwaniu czytelniczych perełek – to zapraszam @mikroczytelnia :)
mikroczytelnia - awatar mikroczytelnia
oceniła na715 dni temu

Cytaty z książki Bezdomność all inclusive

Więcej
Marcin Halski Bezdomność all inclusive Zobacz więcej
Marcin Halski Bezdomność all inclusive Zobacz więcej
Marcin Halski Bezdomność all inclusive Zobacz więcej
Więcej