Napisanie powieści z wątkami dla dorosłych czytelników nie jest prostym zadaniem. Jeśli ma być czymś więcej niż tylko przedstawieniem czysto fizycznej relacji pomiędzy bohaterami, trzeba dodatkowo zadbać o wiele istotnych kwestii. W mojej ocenie przede wszystkim same postaci nie mogą być płaskie - a tak skonstruowane, by czytelnik chciał się dowiedzieć, co się pomiędzy nimi wydarzy. Otoczone odpowiednimi przeżyciami i okraszone właściwą dawką charakterystycznych cech, zdecydowanie zachęcą odbiorcę do poznania swoich losów. Jeśli autor zdecyduje się nadać im inteligentnego poczucia humoru - tym lepiej. Poza tym uważam, że rzadko kiedy w literaturze wywodzącej się z romansu teatr dwóch aktorów, czyli naczelnych sylwetek, okazuje się wystarczający. Doskonale zatem, jeśli dodatkowo wprowadzi się do narracji wątki rodzinne czy powiązane z przyjaciółmi. Czym barwniejsze, tym ciekawsze okazuje się książkowe tło - wszak jego wielowątkowość zawsze jest zaletą. Jeżeli są wartościowe - zaczynam uśmiechać się, tym razem nie makiawelicznie, jeszcze szerzej. Pewien ewenement, ponieważ podczas lektury „Dalii” Patrycji Dzień poczułam się nader zachęcona do jak najszybszego poznania dalszych stron historii już po przeczytaniu pierwszych kilkunastu stron. Główna bohaterka, pisarka Maria jest bowiem tak przykuwającą uwagę osobą, że niemalże od razu kradnie serce odbiorcy nader nietypową kreacją. Choć na co dzień tworzy udane fabuły fantasy, tym razem staje przed nią zupełnie inne wyzwanie: napisać erotyk. Początkowo narzeka na ten pomysł, kierując skargi do psa malamuta, który jest absolutnie uroczym towarzyszem, ale - jak to ma w zwyczaju, decyduje się na spróbowanie sił w nieznanym gatunku. Po krótkim ochłonięciu w przydomowym warsztacie, w jakim produkuje na zamówienie oryginalne, drewniane wyroby, zgadza się na cokolwiek szalony pomysł wydawcy - i odwiedziny pewnego klubu, który ma jej posłużyć za inspirację. I tu cały galimatias dopiero się rozpoczyna… Może bezpieczniej byłoby zostać przy fantastyce? 😉
„Jak mam niby wykreować z polotem fabułę w książce, której podstawą są dupy, dupa lub dupsko, łamane przez następną dupę? Okraszone serią kutasów w różnym rozmiarze? że opisy wyszukane, że może liryczne? Albo nietuzinkowo? Musi być przecież jakaś osnowa (…).”
Zażywałaś właśnie spokojnej kąpieli słonecznej, dzięki której Twoja skóra ma ten godny pozazdroszczenia, oliwkowy odcień, kiedy odebrałaś cokolwiek wytrącający z równowagi telefon. Oto wszystko wskazuje na to, że Twojemu wydawcy i przyjacielowi coś definitywnie zaszkodziło. Zwariował - albo wpadł na naprawdę intratny pomysł, dzięki jakiemu jego biznes odniesie sukcesy na innych polach. Na standardowych, a właściwie tych fantastycznych, sama mu je przyniosłaś - wszak Twoje powieści naprawdę dobrze się sprzedają. Co jednak strzeliło mu do głowy, aby poszerzyć profil działalności akurat o książki dla dorosłych czytelników? W dodatku, jako że mężczyzna zna Twoje zwichrowanie oraz nietypowe podejście do życia, nie ma to być w żadnym razie powieść dla pensjonarek, którą te dalej czytają pewnie z wypiekami na twarzy pod kołdrą, aby nikt ich na tej obrazoburczej czynności nie przyuważył. Erotyk, jakiego wykreowanie właśnie zostało Ci zlecone, ma być czymś ożywczym w świecie podobnej literatury. Właśnie od jakichś piętnastu minut żalisz się na postawione przed Tobą wyzwanie jedynemu osobnikowi płci męskiej w Twoim życiu, z którym tworzysz udaną, stałą i pełną zabawnych, podnoszących na duchu momentów relację - wiernemu psu malamutowi, jaki wydaje się doskonale rozumieć Twoje rozterki. Patrząc na jego poczynania, też masz właśnie ochotę wykopać jakąś roślinę z Twojego ogrodu - i zająć jej miejsce, aby powąchać kwiatki od spodu. Jak Ty masz niby napisać powieść osiemnaście plus, skoro tego rodzaju literatura w ogóle nie jest Twoją bajką? Postanawiasz odreagować w pomieszczeniu, w jakim pobyt od zawsze Cię uspokaja i pozwala przemyśleć to, nad czym wcale dumać się nie chce. Zakładasz szary i aseksowny fartuch, przygotowujesz narzędzia i chwytasz w dłonie pierwszą deskę do obróbki. Twój drewniany interes rozwinął się tak, że już on sam pozwoliłby Ci na godne życie… Ale nie, szalonemu mózgowi, który od lat Cię męczy, jeszcze pisarką się być zachciało. Jakbyś mało miała na głowie - to, myślisz z przekąsem, masz jeszcze więcej. Z dystansem do siebie roztrząsasz w głowie możliwe sceny książki dla dorosłych i po chwili dochodzisz do wniosku, że to naprawdę poroniony pomysł, by Ci ją zlecać. No cóż… czyli właściwy.
„Powiedz, już masz następny pomysł w głowie, prawda (…)?”
Jak szybko się okazuje, na szczęście nie będziesz musiała wymyślić wszystkich elementów do nowej powieści sama. Twój wydawca umówił Cię bowiem z kimś, kto ma pełnić rolę podobną konsultantowi… i zabrać Cię w miejsce, z którego będziesz mogła czerpać natchnienie. Dalia bez wątpienia nie jest typowym klubem, o czym tajemniczo informuje Cię znajomy już na samym początku. Więcej dowiesz się już niebawem od Sebastiana Historyka, który tym nazwiskiem został Twoim zdaniem opatrzony przez samą ironię Losu - zarośniętemu i wielkiemu panu o aparycji Wikinga daleko bowiem do kogokolwiek pełniącego rzeczoną profesję. Pierwsze spotkanie z Twoim nowym współpracownikiem, który ma Cię wprowadzić do nieznanego świata wypada wręcz komicznie irytująco. Gdybyś miała określić go jednym słowem, pewnie zdecydowałabyś się na gbura. Na domiar złego takiego, którego z chęcią otrułabyś arszenikiem z uwagi na denerwującą osobowość. Rozważasz to zresztą na poważnie przez moment, kiedy szykujesz dla niego herbatę. Choć Twój wydawca utrzymywał, że ten zamknięty w sobie i cokolwiek dziwny jegomość zyskuje przy bliższym poznaniu, na razie nie widzisz ku temu żadnych przesłanek. Zachodzi Ci za skórę niemalże każdą ripostą, uśmiecha się ironicznie - czego domyślasz się po oczach, jako że resztę twarzy niemalże w całości zakrywają zarost i broda - a przy tym wydaje się raczej mało pomocny względem zadania, które Cię czeka. Skoro jednak zgodziłaś się podjąć rękawicę i spróbować napisać nietypowy dla Ciebie tekst, akceptujesz także wszystkie konsekwencje, które się z tym wiążą. Przed pierwszą wizytą w mającej posłużyć Ci za miejsce narodzin pisarskiej weny Dalii, jesteś nieco niespokojna. Nie do końca wiesz bowiem, czego się spodziewać - poza tym Historyk radził, byś wystroiła się tak, jak gdyby sam owiany złą sławą Markiz de Sade miał się z Tobą spotkać. Nie wyobrażasz sobie, by jakikolwiek klub, choć z niewielką ich ilością miałaś do tej pory do czynienia, a już na pewno nie w tym kształcie, sprawił, że oto pomysł na erotyczną fabułę zmaterializuje Ci się w szalonej głowie. Może jednak od dawna tam był - tylko Ty jeszcze go nie trafiłaś? Wszak niektóre przybytki służą odkryciom… i przekraczaniu granic.
„Najważniejsze jest w życiu robienie tego, co się lubi, co sprawia Ci radość i pozwala się realizować. Nie robisz tego, może robiłeś, ale już nie robisz (…).”
Szczerze napisawszy, aż trudno mi uwierzyć w to, że „Dalia” to debiut Patrycji Dzień. Choć nieco obawiałam się tej lektury - okazało się, że całkowicie niesłusznie. Po pierwsze, Pisarka kreacją głównej bohaterki i targającymi nią rozterkami wykazuje się wręcz zaskakującym poziomem autoironii. Zarówno Autorka jak i jej barwna, wielowymiarowa naczelna postać tworzą przecież literaturę dla dorosłych - a przy tym obie wykazują się względem niej dystansem. W tej powieści najbardziej urzekają mnie jednak jeszcze trzy kwestie. Elementy przeznaczone dla pełnoletnich czytelników, czyli sceny z rzeczonego klubu, przedstawione są realistycznie - przy czym Dzień skupia się nie tylko na blaskach, ale głównie na cieniach pracy w podobnych lokalizacjach. Poza tym, cała narracja może poszczycić się doskonałymi żartami sytuacyjnymi na bardzo dobrym poziomie, na skutek czego książka okazuje się naprawdę dobrą rozrywką, w jakiej poczucie humoru zasługuje wręcz na miano osobnego bohatera. A skoro już o nich - relacje rodzinne, przyjacielskie i właściwie wszystkie w tej powieści wielokrotnie mnie uśmiechnęły i rozbawiły. Trudno pisać tu o często dostrzegalnej w podobnych propozycjach literackich pustce, jako że ten „pierwszy raz” Pisarki jest zwyczajnie pełen wartości i wciągającej fabuły, dla jakiej warto spędzić z tą opowieścią czas. Treści dla odbiorców osiemnaście plus w żadnym razie nie dominują tekstu - stanowią jego dopełnienie i dodają historii odpowiednich rumieńców. Jeżeli gawędy erotyczne, w mojej ocenie złożone właśnie w taki sposób. Zapewniam Cię, że tego rodzaju bohaterki nie miałeś jeszcze okazji poznać, co polecam zmienić. Zaręczę także, że doprawdy niewtórny historyk jej się trafił. 😉 Nie mogę się doczekać kolejnego, może być nocnego, spotkania z twórczością Dzień. 8/10 - nader przyjemna rozrywka!
„Chciałabym cofnąć czas, mieć dzisiejszy mózg i tamte czasy przed sobą. Zostałabym chyba szefową mafii.”
instagram.com/thrillerly
OPINIE i DYSKUSJE o książce Bezdomność all inclusive
Cena przezroczystości – Marcin Halski o dramacie „Bezdomności all inclusive” i systemowej znieczulicy.
Często wydaje nam się, że bezpieczeństwo to fundament budowany latami. Tymczasem to tylko cienka tafla lodu, pod którą płynie nurt nieprzewidywalnych zdarzeń. Wystarczy jeden niefortunny krok, błędna decyzja lub brak wyciągniętej w porę dłoni, by to, co nazywamy „normalnością”, rozpadło się w drobny mak. Granica między posiadaniem stabilizacji a utratą twarzy jest znacznie cieńsza, niż odważymy się to przed sobą przyznać. W reportażu „Bezdomność all inclusive” Marcin Halski udowadnia, że za statystykami kryzysu mieszkaniowego kryją się dramaty jednostek. Takich jak Piotr G., których droga na dno nie była świadomym wyborem, lecz bolesnym skutkiem braku wsparcia w kluczowych momentach życia. Sam tytuł publikacji uderza bolesną ironią. „All inclusive” nie oznacza tu wakacyjnego luksusu, lecz przerażający, „pełny pakiet” wykluczenia, nędzy i upokorzenia, z którego nie ma ucieczki.
Pisarz zabiera nas w podróż śladami młodego człowieka, który zamiast upragnionej wolności i nowego startu na polskim wybrzeżu, odnajduje brutalną szkołę przetrwania na ulicach Włocławka. Śledzimy losy kogoś, kto, mając w plecaku jedynie marzenia i skradzione oszczędności, staje się ofiarą serii nieszczęśliwych zdarzeń. Spychają go one w stronę otchłani. To nie jest opowieść o statycznym trwaniu na marginesie, ale o powolnej degradacji i wymazywaniu jednostki przez aparat państwowy. Ten teoretycznie ma ratować, a w praktyce często zawodzi. Reportażysta, będąc świadkiem tego upadku, pisze językiem surowym. Momentami wręcz wulgarnym i pozbawionym literackich upiększeń. Ta narracyjna szorstkość uświadamia czytelnikowi, że w świecie Piotra G. nie ma miejsca na poezję. Jest tylko brutalna, naga walka o kolejny oddech.
Ta literacka sekcja zwłok polskiego wykluczenia demaskuje iluzję wolnej woli. Pokazuje bowiem, jak tragicznie dziedziczy się nieszczęście w cieniu przemocowych domów i pokoleniowych traum. Piotr G., chłopak z artystyczną duszą i pasją do muzyki, staje się w oczach świata jedynie kolejną anonimową postacią z butelką w dłoni. Pod warstwą brudu wciąż jednak pulsuje w nim niespełnione życie.
Jednocześnie autor z bolesną szczerością opisuje mechanizm „magazynowania” osób przez biurokratyczny aparat. Ten, zamiast leczyć duszę, wymaga jedynie posłuszeństwa. Często karze przy tym najbardziej poranionych za ich własną bezradność. W konsekwencji alkohol przestaje być tu grzechem. Staje się jedynym dostępnym znieczuleniem na mróz i wstyd, podczas gdy my – przechodnie – szlifujemy swój kunszt ignorancji.
Relacja łącząca autora z Piotrem G. wykracza poza ramy profesjonalnego dystansu. Staje się emocjonalnym jądrem książki. Obserwator nie występuje tu jedynie w swojej roli, lecz jako człowiek uwikłany w trudną, niemal braterską więź z kimś, kto systematycznie osuwa się w niebyt. To świadectwo naznaczone głębokim tragizmem bezsilności. Terapeuta, dysponując wiedzą i narzędziami, uderza w mur, którego nie potrafi przebić. Ta prywatna perspektywa uwypukla systemową niemoc, w której reportażysta czuje się jak kapitan tonącego statku z rękami związanymi przez sztywne paragrafy. Obnaża absurd instytucji oferujących pomoc jedynie tym, którzy potrafią dostosować się do nieludzkich rygorów. Kompletnie ignorują one przy tym psychikę złamaną przez lata odrzucenia.
Ostatecznie owa bezradność staje się tłem dla jeszcze mroczniejszego zjawiska – postępującej autodehumanizacji. Pisarz z chirurgiczną precyzją opisuje moment, w którym człowiek przestaje walczyć o powrót. Zaczyna bowiem wierzyć, że dno jest jego naturalnym miejscem. Ta psychiczna kapitulacja, wzmacniana przez społeczną wzgardę, jest barierą niemal nie do pokonania. Autor pokazuje, że bezdomność to przede wszystkim utrata wewnętrznego kompasu. To brak wiary, że jutro może przynieść cokolwiek poza próbą przetrwania. W tej perspektywie wsparcie materialne jest jedynie plastrem na otwartą ranę duszy, której system nie chce dostrzec.
Siła tej lektury tkwi w jej bezlitosnym autentyzmie. To zapis oparty na faktach, który wciąga w intymny, niemal klaustrofobiczny świat prawdziwej historii. Konstrukcja tekstu sprawia, że przestajemy być jedynie odbiorcami. Stajemy się bezpośrednimi świadkami czyjegoś znikania w systemie. Reportaż ten odbiera się niemal fizycznie. Surowy język wywołuje w czytelniku gwałtowny opór, który z czasem ustępuje miejsca bolesnemu zrozumieniu. Lektura zmusza do przewartościowania definicji sukcesu. Skłania do gorzkiej konkluzji, że sprawiedliwość społeczna bywa jedynie teoretycznym pojęciem. Zostajemy skonfrontowani z własnymi uprzedzeniami. Budzi to emocje oscylujące między bezsilnym gniewem a dojmującym smutkiem. To doświadczenie zostawia nas z refleksją, że najbardziej przerażająca w wykluczeniu nie jest utrata dachu nad głową. To moment, w którym człowiek staje się przezroczysty, tracąc prawo do własnej opowieści.
Należy oddać wyrazy najwyższego uznania dla autora za odwagę w podjęciu tak trudnego i bolesnego tematu. Jego reportaż to nie tylko literatura, ale przede wszystkim niezwykle ważny głos społeczny, stanowiący impuls do głębokich dyskusji oraz moralnych rozważań. Pozostaje mieć nadzieję, że ta publikacja stanie się iskrą zapalną do realnych zmian na lepsze – zarówno w systemie pomocy, jak i w naszych sercach.
Ten reportaż warto przeczytać przede wszystkim po to, by zburzyć mur własnych uprzedzeń. Trzeba zrozumieć, że bezdomność ma twarz człowieka, a nie tylko statystyki. Lektura ta stanowi bezcenną lekcję pokory. Uświadamia, jak niewiele dzieli nas od krawędzi i jak łatwo mechanizmy, w których pokładamy nadzieję, mogą obrócić się przeciwko nam. Polecam tę książkę każdemu, kto nie boi się trudnych pytań i szuka w literaturze prawdy bez filtra. Studentom socjologii, pracownikom socjalnym, ale przede wszystkim tym, którzy mijając drugiego człowieka na ulicy, czują instynktowny chłód. To pozycja dla czytelnika dojrzałego emocjonalnie. Gotowego na to, by po przeczytaniu ostatniej strony już nigdy nie spojrzeć na świat w ten sam sposób. W świecie, który wycenia nas przez pryzmat posiadania, empatia okazuje się ostatnim bastionem człowieczeństwa. Dopóki potrafimy dostrzec w drugim człowieku brata, dopóty nie pozwolimy mu zniknąć w absolutnej ciszy obojętności.
Pytania do refleksji:
Czy bezdomność może spotkać każdego? Jak lektura zmienia postrzeganie stabilizacji życiowej i „bezpiecznego jutra”?
Dlaczego odwracamy wzrok? Jakie mechanizmy psychologiczne sprawiają, że osoby bezdomne stają się dla nas „przezroczyste” i jak możemy to zmienić w sobie?
*W moim odczuciu reportaż ten jest lekturą dla czytelnika 16+.
(Materiał reklamowy).
Cena przezroczystości – Marcin Halski o dramacie „Bezdomności all inclusive” i systemowej znieczulicy.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzęsto wydaje nam się, że bezpieczeństwo to fundament budowany latami. Tymczasem to tylko cienka tafla lodu, pod którą płynie nurt nieprzewidywalnych zdarzeń. Wystarczy jeden niefortunny krok, błędna decyzja lub brak wyciągniętej w porę dłoni, by to, co nazywamy...
Czy jedna decyzja może zmienić całe życie? 🤔💔
Czasami wystarczy znaleźć się w złym miejscu o niewłaściwym czasie, by nasza codzienność legła w gruzach. Na te pytania odpowiada mocna i niezwykle potrzebna lektura.
Piotrek to młody chłopak, który ma przed sobą całą przyszłość. Marzy o nowym rozdziale, pakuje manatki i rusza na Hel, by zacząć od zera. Niestety, splot niefortunnych zdarzeń, w których główną rolę odgrywa alkohol, sprawia, że traci wszystkie oszczędności. 🌊💸
Nowe miasto, obcy ludzie i on – bez grosza przy duszy, bez dachu nad głową i bez drogi powrotnej. Piotrek poznaje świat, który dla większości z nas jest niewidzialny. Świat bezdomności, który wciąga go niczym bagno. Brud, głód i walka o przetrwanie stają się jego codziennością. 🏚️👣
Choć na swojej drodze spotyka dobrych ludzi, jak na przykład starszą panią, która podaje mu pomocną dłoń, to pytanie pozostaje jedno: czy z takiej pułapki da się jeszcze wyjść?
Autor w niesamowicie autentyczny sposób oddał problem bezdomności w Polsce. Chylę czoła, bo to książka, którą powinien przeczytać każdy młody człowiek. 👏
Dla mnie jest ona równie ważna i bolesna co kultowy „Pamiętnik Narkomanki” Barbary Rosiek. Takie pozycje powinny być obowiązkowe w szkołach! 🏫📚
Ta historia uczy nas, że każdy popełnia błędy, ale zawsze tli się nadzieja. Są instytucje, są dobrzy ludzie, ale przede wszystkim potrzebna jest siła walki. ✊💪
Czy jedna decyzja może zmienić całe życie? 🤔💔
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzasami wystarczy znaleźć się w złym miejscu o niewłaściwym czasie, by nasza codzienność legła w gruzach. Na te pytania odpowiada mocna i niezwykle potrzebna lektura.
Piotrek to młody chłopak, który ma przed sobą całą przyszłość. Marzy o nowym rozdziale, pakuje manatki i rusza na Hel, by zacząć od zera. Niestety, splot...
#bezdomnośćallinclusive #marcinhalski #wydawnictwohm #audiobook #recenzja
***
Piotrek pragnie się wyrwać ze środowiska, które nie daje mu żadnych perspektyw, niestety po raz kolejny zderza się z brutalną rzeczywistością. Choć ma jasne cele i szczerą chęć zmiany życia na lepsze, to w drodze na Hel, gdzie ma rozpocząć wszystko od nowa, zostaje pobity i okradziony. Optymistyczne plany młodego chłopaka spalają na panewce. Chce dotrzeć nad morze, jednak ląduje we Włocławku– mieście, które zamiast być przystankiem na drodze do realizacji marzeń, staje się pułapką. Bez pieniędzy i wsparcia Piotrek zmuszony jest walczyć o przetrwanie w lokalnej społeczności bezdomnych, których we Włocławku żyje bardzo wielu. Wkrótce odkrywa też, że gdy już raz spadnie się na dno– także to prywatne, osobiste– odbicie się od niego wcale nie jest takie proste.
***
Ta historia wydarzyła się naprawdę i w szokująco realny sposób pokazuje, jak nieprzewidywalny los i błędne decyzje mogą nas zaprowadzić w miejsca, w które nigdy nie chcielibyśmy trafić. Może pewnych błędów nigdy nie da się naprawić?
Audiobook wstrząśnie niejednego słuchacza. Nie da się zapomnieć o takiej historii. Na pewno pozostanie w Waszej pamięci na bardzo długo.
Autor sam osobiście wybrał się do Włocławka aby idealnie opisać to, co opowiedział mu Piotrek- główny bohater.
Polecam!
***
#bezdomnośćallinclusive #marcinhalski #wydawnictwohm #audiobook #recenzja
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to***
Piotrek pragnie się wyrwać ze środowiska, które nie daje mu żadnych perspektyw, niestety po raz kolejny zderza się z brutalną rzeczywistością. Choć ma jasne cele i szczerą chęć zmiany życia na lepsze, to w drodze na Hel, gdzie ma rozpocząć wszystko od nowa, zostaje pobity i okradziony....
📚Książka „Bezdomność all inclusive” Marcina Halskiego zrobiła na mnie ogromne wrażenie i mocno mną wstrząsnęła.Pewnie dlatego że jest opisem prawdziwych zdarzeń. Jakiś czas temu mignęła mi jej recenzja i wtedy pomyślałam, że bardzo chcę po nią sięgnąć. Później jednak o tym zapomniałam, aż w końcu nadarzyła się okazja do zrecenzowania audiobooka — i byłam z tego bardzo zadowolona.
To historia trudna, mocna i całkowicie pozbawiona lukru. Autor pokazuje kryzys bezdomności młodego chłopaka, Piotrka, który ucieka z Piekar Śląskich od przemocowego ojca i biernej, obojętnej matki. Trafia do Włocławka, gdzie zaczyna się jego bezdomne życie. Warunki, w jakich funkcjonują osoby bezdomne, zostały ukazane surowo i realistycznie — brak stabilnego miejsca do spania, problemy z jedzeniem i higieną, życie na marginesie społeczeństwa. Nic nie jest tu upiększone.
📌Wraz z Piotrkiem poznajemy też innych bohaterów — Ryśka, Grażynę, Wieśka — i każda z tych postaci niesie ze sobą własną historię. Ta książka bardzo dobitnie pokazuje, że za każdym bezdomnym kryje się jakaś opowieść i konkretne doświadczenia, które doprowadziły go do takiej, a nie innej sytuacji. Doskonale oddają to słowa:
🌟„Mijamy codziennie dziesiątki ludzi w autobusach, na chodnikach, w sklepach czy parkach. Spokojnych, opanowanych, idących pewnie w swoją stronę. Jednak to, co znajduje się przed naszymi oczami, nie zawsze jest prawdą — nie wiemy, z jakimi demonami walczą ci, którzy żyją obok.”
Piotrek wpada w sidła nałogu i mimo że na swojej drodze spotyka ludzi, którzy chcą mu pomóc — jak Kinga czy pani Zosia — nie potrafi tej pomocy wykorzystać. Pieniądze przepija, stacza się coraz bardziej i nie umie zebrać się w sobie, by realnie zawalczyć o zmianę swojego życia.
Ta książka jest bardzo emocjonalna i wzbudzała we mnie skrajne uczucia wobec Piotrka. Z jednej strony ogromnie mu współczułam i było mi go po prostu żal. Z drugiej — momentami czułam złość i bezsilność, bo miałam wrażenie, że mógłby wziąć się w garść i spróbować coś zmienić. Jednocześnie mam świadomość, że to bardzo łatwe osądy z perspektywy czytelnika.
Bardzo polecam
📚Książka „Bezdomność all inclusive” Marcina Halskiego zrobiła na mnie ogromne wrażenie i mocno mną wstrząsnęła.Pewnie dlatego że jest opisem prawdziwych zdarzeń. Jakiś czas temu mignęła mi jej recenzja i wtedy pomyślałam, że bardzo chcę po nią sięgnąć. Później jednak o tym zapomniałam, aż w końcu nadarzyła się okazja do zrecenzowania audiobooka — i byłam z tego bardzo...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka ta pozwoliła mi spojrzeć na ludzi w kryzysie bezdomności zupełnie innym okiem. Każdy człowiek to inna historia. Bardzo przykro się czyta, ale książka bardzo potrzebna.
Książka ta pozwoliła mi spojrzeć na ludzi w kryzysie bezdomności zupełnie innym okiem. Każdy człowiek to inna historia. Bardzo przykro się czyta, ale książka bardzo potrzebna.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMarcin Halski, znany dotychczas głównie z literatury fantastycznej, stworzył dzieło, które ląduje na zupełnie innym biegunie jego twórczości. To nie jest „przeciętna rozrywka”. To brutalne, brudne i boleśnie szczere świadectwo upadku, od którego nie da się odwrócić wzroku.
Autor bierze na warsztat autentyczne losy Piotrka - młodego chłopaka ze Śląska, który uciekając przed domowym piekłem, przemocą ojca i biernością matki, paradoksalnie wpada w jeszcze większą otchłań. Historia zaczyna się od naiwnego planu poprawy bytu, a kończy na włocławskim peronie, gdzie pobity i okradziony bohater zostaje odarty z godności. Halski mistrzowsko kreśli proces, w którym bezdomność nie jest „wyborem”, lecz splotem fatalnych decyzji i tragicznych okoliczności.
To, co uderza najbardziej, to obraz Włocławka sprzed lat - miasta opisanego niemal w konwencji postapokaliptycznej. Szarość, niszczejące kamienice i „zombie” snujący się po ulicach tworzą duszny, klaustrofobiczny klimat. W tym anturażu alkohol przestaje być używką, a staje się jedynym dostępnym mechanizmem obronnym, znieczuleniem na rzeczywistość, w której „sztywne od brudu spodnie” stają się codzienną normą.
Pod względem literackim książka zaskakuje dojrzałością. Narracja pierwszoosobowa jest tu kluczowa - pozwala nam wejść bezpośrednio do głowy człowieka, który sam o sobie mówi „menel”. Styl autora idealnie rezonuje z opisywanymi zdarzeniami: jest dosadny, surowy, pozbawiony zbędnych upiększeń, a jednocześnie płynny.
Szczególne uznanie należy się za dbałość o detale: Rychu czy Grażynka nie są tylko tłem; to pełnokrwiste, tragiczne postacie, które mają własną tożsamość i ciężar gatunkowy. Cytaty z utworów hip-hopowych na początku rozdziałów oraz artystyczne ilustracje dodają całości unikalnego, miejskiego sznytu i podkreślają pasje bohatera, które mogłyby być jego biletem do lepszego świata, gdyby los potoczył się inaczej. Czuć, że autor rzetelnie przygotował się do tematu, osobiście poznając topografię włocławskiego półświatka.
Książka nie bierze jeńców - opisy brudu, głodu i fizjologicznych aspektów życia na ulicy są odpychające, ale właśnie dzięki temu prawdziwe. Halski nie ocenia, nie poucza. Pokazuje mechanizm uzależnienia jako ucieczkę od traumy, a nie jedynie defekt charakteru. To lektura, która fizycznie boli i zmusza do przewartościowania spojrzenia na każdego człowieka mijanego na dworcu czy w pustostanie.
Można odnieść wrażenie, że pewne etapy życia bohatera zasługiwały na szersze rozwinięcie, by jeszcze mocniej zarysować jego transformację przed finałem. Dla osób szczególnie wrażliwych poziom brutalności opisu „dna” może być chwilami trudny do udźwignięcia w jednej dawce.
Twórczość Halskiego w tym wydaniu to emocjonalny wstrząs; historia, która brutalnie wyrywa ze strefy komfortu i nie pozwala o sobie zapomnieć, redefiniując nasze spojrzenie na drugiego człowieka - po niej nie da się już spojrzeć na bezdomnego z obojętnością czy pogardą. Mimo wszechobecnego mroku, autorowi udaje się przemycić cichą nadzieję, że nawet z grobu, który nie stał się miejscem ostatecznym, można próbować się wygrzebać. To zdecydowanie najlepsza pozycja w dorobku Marcina Halskiego.
Marcin Halski, znany dotychczas głównie z literatury fantastycznej, stworzył dzieło, które ląduje na zupełnie innym biegunie jego twórczości. To nie jest „przeciętna rozrywka”. To brutalne, brudne i boleśnie szczere świadectwo upadku, od którego nie da się odwrócić wzroku.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAutor bierze na warsztat autentyczne losy Piotrka - młodego chłopaka ze Śląska, który uciekając przed...
Długo się przed nią wzbraniałam - z jakiegoś powodu wmawiałam sobie, że nie będzie to powieść dla mnie. Nawet nie tyle, że przytłoczy mnie ta tematyka - bo nie są mi straszne kwestie ciężkie i bardzo chętnie się nimi "przygniatam" - tylko po prostu, że mi nie podejdzie. Nie wiem, co spowodowało takie odczucie i próżno mi teraz szukać logicznego uzasadnienia. Może to za sprawą licznych, nieprzyjemnych doświadczeń, a może przyczyny należałoby szukać zupełnie gdzie indziej. Nie ma to teraz najmniejszego znaczenia. W końcu zmieniłam zdanie. Niespełna tydzień temu poświęciłam trochę wieczoru na jej lekturę. I nie żałuję ani minuty.
O ile dotychczas jedyne przeczytane przeze mnie dzieło Marcina, "Czas zaślepionych" nie było niczym odkrywczym i w ogólnym rozrachunku można było je traktować jako przeciętną, grzeszną rozrywkę w ramach odsapki od poważniejszych tytułów, o tyle to już leży po zupełnie drugiej stronie tego spektrum. To brudna, dosadnie prawdziwa historia o upadku człowieka, który od początku nie miał lekko. Który zdawał sobie poniekąd sprawę ze swojego brodzenia po dnie, ale jednocześnie ciągle łudził, że jeszcze nie jest z nim tak źle, że zawsze mogło być gorzej. I z każdym kolejnym upadkiem przychodziła bolesna świadomość, że w sumie to nie zna lepszego życia, w lepszych warunkach, z lepszymi perspektywami - że nic ciekawszego nie mogło go i tak spotkać. I ta para sztywnych od brudu spodni, kilka browarów, czy łyków spirytusu w ciągu dnia, to w sumie dobry scenariusz. A potem nagły przebłysk i chwilowa wola zmian, a to za sprawą osób trzecich, a to poprzez bycie naocznym świadkiem, czy nawet bezpośrednią ofiarą totalnego odarcia z człowieczeństwa. Każdy kolejny dzień to wachlarz różnorakich odczuć, ale też paradoksalnie, mimo licznych kolei losu - ten sam schemat funkcjonowania.
Nie jest to sytuacja jednostkowa. Postacie poboczne potrafią zagrać pierwsze skrzypce, każda z nich ma solidnie rozrysowany charakter i nie stanowi jedynie szarego tła do głównego wątku. I wszyscy są równie mocno dotknięci przez los, jedni w większych, inni w ciut mniejszych życiowych tarapatach. Grają do tej samej bramki, choć podejmują różne decyzje, niosące ze sobą różnorakie konsekwencje. Podkreślić w tym miejscu należy, że takie a nie inne koleiny egzystencjonalne nie są nigdy wynikiem jednej, błędnej decyzji - tylko całego ich ciągu.
Cholernie smutnym jawi się fakt, że główny bohater spadł w tej drabinie społecznej, próbując wyrwać się ze swoich czterech ścian, które nie były dostatecznie bezpieczne i otulające. Piotrka poznajemy w momencie, gdy jako ofiara przemocy domowej, ucieka z rodzinnego kąta, żeby pracować nad morzem, na Helu. W pociągu zostaje pobity i okradziony. I tak ląduje w malowniczym Włocławku, miejscu pełnym możliwości... To oczywiście ironia. Bardziej jednak tragiczne w tym wszystkim jest to, że to prawdziwa historia. Autor spisał dzieje realnego mężczyzny, nie wygładzając żadnych faktów.
I w sumie to chyba ta autentyczność i biograficzny charakter tak mnie odstręczał. Obawiałam się przestojów i niezbyt wartkiej akcji. Okrutny punkt widzenia, biorąc pod uwagę to, z jaką historią przyszło mi się mierzyć, czyż nie? Należałoby jednak mimo to podkreślić, że nic takiego nie miało tu miejsca. Narracja snuje się płynnie, styl Marcina idealnie rezonuje z kolejnymi zdarzeniami, czuć tu taką naturalność, jakiej nie mają w sporej mierze fikcyjne opowieści.
Tak naprawdę, nie mam jej nic do zarzucenia. To było ogromne zaskoczenie, oczywiście w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Gorąco więc zachęcam Was do sięgnięcia po książkę Halskiego.
"Znalazłem się na dnie, ale to jeszcze nie był mój grób."
Pełny, oryginalny wpis na temat tej książki:
https://www.instagram.com/p/DSE5oPMDRZe/?img_index=1
Długo się przed nią wzbraniałam - z jakiegoś powodu wmawiałam sobie, że nie będzie to powieść dla mnie. Nawet nie tyle, że przytłoczy mnie ta tematyka - bo nie są mi straszne kwestie ciężkie i bardzo chętnie się nimi "przygniatam" - tylko po prostu, że mi nie podejdzie. Nie wiem, co spowodowało takie odczucie i próżno mi teraz szukać logicznego uzasadnienia. Może to za...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNaprawdę dobra książka - polecam każdemu!
Naprawdę dobra książka - polecam każdemu!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMarcina Halskiego dość często spotykałem na różnych imprezach targowych, lecz dopiero w zeszłym roku udało mi się poznać go bliżej. Dlatego też podczas zeszłorocznych targów w Rzeszowie zakupiłem sobie jego ostatnią książkę pt. "Bezdomność all inclusive". Do lektury książki zachęciła mnie rekomendacja serwisu Granice.pl. Książkę tę zacząłem czytać 22 marca 2025 roku.
Głównym bohaterem tej pozycji jest Piotrek, który wyrusza nad polskie morze, gdzie zamierza znaleźć pracę i jednocześnie wyrwać się ze środowiska, które nie daje mu perspektyw. Podróż jest jego nowym początkiem, lecz mężczyzna nigdy nad morze nie dociera. Niestety spotkał go pech, w efekcie którego Piotrek trafia do Włocławka. Po tym jak został okradziony i pobity, zaczyna od nowa, ale nie jest to taki start jaki sobie wymarzył, gdyż zostaje on bezdomnym.
Marcin Halski bez upiększeń pokazuje nam ten świat, jego zasady i coś absolutnie najgorszego, czyli to, że stamtąd naprawdę ciężko się wydostać. Jest to bardzo smutna historia, lecz z zakończeniem dającym nadzieję. Jak zakończyła się historia Piotrka, kogo spotkał na swojej drodze i co z tego wszystkiego wynikło dowiecie się z kart książki.
Tę czytało mi się bardzo dobrze. Na przeczytanie 325 stron potrzebowałem czterech dni i czterech posiedzeń. Wynik taki plasuje tytuł ten na 54 miejscu wśród 329 książek Przeczytanych na tronie. Polecam tę historie, która zasługuje na poznanie.
https://www.facebook.com/czytamnatronie
Marcina Halskiego dość często spotykałem na różnych imprezach targowych, lecz dopiero w zeszłym roku udało mi się poznać go bliżej. Dlatego też podczas zeszłorocznych targów w Rzeszowie zakupiłem sobie jego ostatnią książkę pt. "Bezdomność all inclusive". Do lektury książki zachęciła mnie rekomendacja serwisu Granice.pl. Książkę tę zacząłem czytać 22 marca 2025...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBezdomność All-Inclusive to książka autorstwa Marcina Halskiego. Już na wstępie muszę przyznać, że tematyka bardzo różni się od tego, co zwykle czytam – i od tego, po co zazwyczaj sięgają czytelnicy. Jedni lubią bale i pachnące damy w romansach historycznych, ja wolę silne czarodziejki w fantastyce, inni sięgają po obyczajówki czy literaturę faktu. Tutaj mamy coś pomiędzy: opowieścią fabularną, a jednocześnie dokumentalną, bo opartą na prawdziwej postaci – znajomym autora.
Książka porusza problem bezdomności i pokazuje, jak wygląda ludzki upadek. Piotrek, bohater tej historii, dorastał w trudnej rodzinie. Ojciec alkoholik znęcał się nad nim i jego matką. Chłopak nigdy nie potrafił wybaczyć matce, że nie stanęła w jego obronie i nie odeszła od tyrana, który zniszczył mu dzieciństwo. Ona sama poświęcała się mężczyźnie, który był katem dla syna od najmłodszych lat.
Potem następuje przeskok w czasie. Piotrek jest już młodym mężczyzną, pracuje i dobrze radzi sobie w zawodzie. Niespodziewanie postanawia jednak porzucić dotychczasowe życie – wyrwać się z rodzinnego piekła, nie informując nikogo i nie zostawiając po sobie śladu. Zbliżał się sezon wakacyjny, więc planował dorobić nad morzem. Był o krok od zmiany swojego życia. Wyruszył w podróż, ale w pociągu spotkał dwóch mężczyzn, którzy wykorzystali jego naiwność – pobili go i okradli. Tak trafił do szpitala we Włocławku.
Na początku nie traktował sytuacji zbyt poważnie – nigdzie mu się nie spieszyło, postanowił więc pożyć chwilą i pozwiedzać miasto. Włocławek sprzed dwudziestu lat opisany jest w książce sugestywnie: pełen pustostanów, sypiących się budynków, zaniedbanej starówki i nierównych chodników. To miasto, w którym problem bezdomności był widoczny na każdym kroku. I nie tylko Włocławek zmagał się z tym zjawiskiem – sama pamiętam, jak we Wrocławiu na dworcach czy w klatkach schodowych bezdomni byli codziennym widokiem. Zdarzało mi się podzielić z nimi jedzeniem, o ile nie byli pijani i agresywni.
Piotrek jednak bezdomnym staje się z własnego wyboru. Z czasem poznaje parę pijaczków – Cyganina i jego partnerkę – i zaczyna się staczać coraz szybciej. Alkohol staje się codziennością, dni zaczynają się zlewać, a świadomość coraz częściej go opuszcza. Choć bywa, że ma przebłyski refleksji i wstydu, konsekwentnie nic nie robi, by się podnieść – przeciwnie, sam mówi o sobie „menel” i toczy się coraz niżej po równi pochyłej.
Narracja pierwszoosobowa sprawia, że możemy spojrzeć na świat jego oczami. To mocna perspektywa – pozwala czytelnikowi wejść w sposób myślenia człowieka, który żyje na ulicy. W książce pojawiają się też ludzie, którzy próbują mu pomóc, ale Piotrek tę pomoc odrzuca.
Jak kończy się jego historia, nie zdradzę – lepiej, by każdy odkrył to sam. Uprzedzam jednak: nie jest to książka dla wrażliwych na brutalność czy sceny obrzydliwe. Uważam to jednak za duży atut – Halski nie bał się pokazać rzeczywistości w całej jej surowości, nawet jeśli oznacza to opisy odrzucające. Dzięki temu książka jest szczera i prawdziwa.
To nie opowieść o pachnących księżniczkach. To historia człowieka, który z własnej woli zszedł na dno, i obraz martwego miasta, które było świadkiem jego upadku. Lektura jest szybka, ale zostawia ślad. Dodatkowo książkę uzupełniają ciekawe cytaty i ilustracje przedstawiające Włocławek, które wzmacniają odbiór.
Polecam – to trudna, ale wartościowa książka.
Bezdomność All-Inclusive to książka autorstwa Marcina Halskiego. Już na wstępie muszę przyznać, że tematyka bardzo różni się od tego, co zwykle czytam – i od tego, po co zazwyczaj sięgają czytelnicy. Jedni lubią bale i pachnące damy w romansach historycznych, ja wolę silne czarodziejki w fantastyce, inni sięgają po obyczajówki czy literaturę faktu. Tutaj mamy coś pomiędzy:...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to