-
Artykuły
Czytamy w weekend. Książki Roku 2025. 20 marca 2026
LubimyCzytać223 -
Artykuły
Za nami Gala Książka Roku 2025 – rekordowe głosy i zwycięzcy 11. edycji Plebiscytu Lubimyczytać
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Od królewskich dworów do Hollywood
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Crime Story: pierwsze takie wydarzenie autorskie w Polsce
LubimyCzytać4
Biblioteczka
Zachwyty nad tą książką wyrobiły chyba we mnie niepotrzebne oczekiwania, bo spodziewałam się czegoś na miarę innych japońskich twórców a dostałam… Dostałam coś w stylu light-novelki z alubialnymi głupiutkimi postaciami, słabym stylem (to nie może być kwestia tłumaczenia - wiecznie te same skromne opisy), nielogicznymi wydarzeniami i lekko nudnymi momentami. Sam motyw kawiarni jako portalu czasowego wzbudził we mnie duże zainteresowanie, niestety bohaterowie zamienili je jedynie w oczekiwanie końca (bardzo zresztą przewidywalnego). Tytuł książki roku mocno przesadzony.
Zachwyty nad tą książką wyrobiły chyba we mnie niepotrzebne oczekiwania, bo spodziewałam się czegoś na miarę innych japońskich twórców a dostałam… Dostałam coś w stylu light-novelki z alubialnymi głupiutkimi postaciami, słabym stylem (to nie może być kwestia tłumaczenia - wiecznie te same skromne opisy), nielogicznymi wydarzeniami i lekko nudnymi momentami. Sam motyw...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Krótko, mrocznie i bezkrwawo , czyli o gotyckim przodku współczesnych wampirów odmienianych przez wszystkie przypadki. „Carmilla” przybyła do mnie w nowym wydaniu, którego warstwa graficzna pięknie komponuje się z treścią.
Wszystko tu jest subtelne jak narratorka, by zaraz potem wziąć zakręć i wpaść w aurę otaczającą Carmillę - kobietę (nomen omen) wampa, która elektryzuje z każdej strony powieści i nie daje o sobie zapomnieć. Jest tajemnicza, zmysłowa i skrywa więcej sekretów, niż jakikolwiek nieproszony gość.
Narracja świetnie oddaje gotycki klimat, który pochłania czytelnika w tej (niestety!) krótkiej lekturze. Miałam wrażenie, że przyjaciółka streszcza mi ostatnie wydarzenia. Bohaterowie są dobrze skrojeni, bez przesady w żadną ze stron. W końcu to arystokraci.
Jako osoba niewrażliwa na gatunek gore (mityczny chłód i takie tam) nie mogę nie docenić tego, jak „Carmilla” powoduje niepokój bez rozlewu krwi! Na próżno w niej szukać drastycznych scen czy oczekiwać gęsiej skórki - nie jest to „typowy” na obecne standardy horror. Tutaj uczucie spięcia wywołuje cały klimat wraz z bohaterami, z którymi autor i tłumaczka poradzili sobie świetnie.
https://instagram.com/p/C7XGbXOIssA/
Krótko, mrocznie i bezkrwawo , czyli o gotyckim przodku współczesnych wampirów odmienianych przez wszystkie przypadki. „Carmilla” przybyła do mnie w nowym wydaniu, którego warstwa graficzna pięknie komponuje się z treścią.
Wszystko tu jest subtelne jak narratorka, by zaraz potem wziąć zakręć i wpaść w aurę otaczającą Carmillę - kobietę (nomen omen) wampa, która elektryzuje...
2024-03-22
Sięgnęłam po książkę za sprawą filmu, który wywarł na mnie niegdyś ogromne wrażenie i od paru lat pozostaje w osobistej topce.
Naturalistyczne opisy (nie chcę nawet pisać, o które sceny chodzi - nie chcę nawet do nich wracać wspomnieniami...) są w "Trainspotting" serwowane na dzień dobry. Nie ma tu ugrzecznień, przebierania w słowach ani cenzury. Mimo niesamowicie wciągającej historii nie byłam w stanie wziąć tej książki na raz ze względu na ciarki obrzydzenia, a do osób wrażliwych na opisy nie należę. Jestem pod wielkim wrażeniem warsztatu Welsha (oraz polskiego przekładu!) i jego kreacji bohaterów. Mimo początkowego chaosu w połapaniu się, kto jest kim, szybko weszłam w całe uniwersum i bawiłam się sama ze sobą w analizowaniu, który bohater wychodzi na prostą i wyraża się bardziej zrozumiale.
Welsh zaserwował historię autentyczną z bohaterami, z którymi mogłam się utożsamić (pomimo abstynencji od używek) i których wnętrze pochłonęło mnie bez reszty. Mamy tu trudne relacje damsko - męskie, brudną przyjaźń między chłopakami, dziwnych rodziców i jedną historię, która swym okrucieństwem mogłaby dorównać produkcjom typu gore. "Trainspotting" nie jest obrazem ani idealizującym używki, ani typową antynarkotykową kampanią, które serwują nam nieporadne media. "Trainspotting" to relacja osób uzależnionych osadzonych w PRAWDZIWYM życiu, w codziennych sytuacjach - zawodowych, domowych, towarzyskich. Siedzimy w głowach bohaterów, którzy mogliby być naszymi sąsiadami (dla mnie rówieśnikami) szukającymi zleceń albo świeżo po rzuceniu studiów, którzy chcą po prostu odnaleźć swoje miejsce w świecie.
Mimo dobrego wybrnięcia z problemu przekładu szkockiego dialektu, jestem zawiedziona tłumaczeniem ksyw. O Marku Rentonie w polskiej wersji mówi się Mark, Renton i... Czynsz. Nie jestem nogą z angielskiego, ale długo zajęło mi dojście do tego, że w oryginale skrótowo wołanego nań "Rent", co z niezrozumiałego dla mnie powodu zostało przetłumaczone dosłownie, podobnie jak inne pseudonimy. Jest to wprowadzanie zbędnego zamętu, a dziwnej niekonsekwencji jest w tej książce więcej - jedne tytuły piosenek tłumaczone są na polski, inne nie.
Sięgnęłam po książkę za sprawą filmu, który wywarł na mnie niegdyś ogromne wrażenie i od paru lat pozostaje w osobistej topce.
Naturalistyczne opisy (nie chcę nawet pisać, o które sceny chodzi - nie chcę nawet do nich wracać wspomnieniami...) są w "Trainspotting" serwowane na dzień dobry. Nie ma tu ugrzecznień, przebierania w słowach ani cenzury. Mimo niesamowicie...
Jak na bohatera „nielubiącego pi*rdolenia” Jacek wyraża na 10 akapitów swoje myśli w wybitnie nudny sposób. Wystarczy 5 stron, aby wiedzieć, że mamy tu do czynienia z chłodnym typem, co to ma swoją artystyczną stronę, słabość w postaci kobiety, jest n razy sprytniejszy niż każdy inny, ma kij w tylnej części i zdradzi swoje „ideały” na koniec (bo jego szacunek do kobiet podkreślony 30 razy wcześniej magicznie pryska, gdy znajduje się w pobliżu jedynej, do której rzekomo coś czuł, no ale ona jest „k*rwą j*baną, jak zresztą każda wg męskich postaci). Może i jest tu kilka ciekawych scen, ale trudno ich nie przeoczyć w potoku myśli głównego bohatera, który musi skomentować każdy centymetr swojego otoczenia mając jednocześnie dosyć ograniczony słownik metafor i porównań. Momentalnie jeździłam już po tekście oczami bez rejestrowania go, bo wiedziałam, że kolejny akapit to też opis „napompowanych c*p, które opowiadają kolegom, kto wsadzał k*tasa w ich koleżanki”. Ja nie mam nic do stylizacji językowej, ba, wręcz jej oczekuję, gdy autor przedstawia półświatek, ale tutaj po prostu zamiast popychać fabułę do przodu mamy same zapychacze bez znaczenia dla niczego. Może w formie serialowej to się sprawdza, ale 520 stronom lania wody i porównań do rozmokłego kisielu mówię nie. Nie ma tu nic odkrywczego, zarówno w prozie polskiej, jak i zagranicznej to wszystko kiedyś było i nie męczyło.
Nie czuję się zachęcona do sprawdzenia, czy serial wyszedł ciekawiej. Ale może jakbym od niego zaczęła, książkę łatwiej by było przetrawić.
Jak na bohatera „nielubiącego pi*rdolenia” Jacek wyraża na 10 akapitów swoje myśli w wybitnie nudny sposób. Wystarczy 5 stron, aby wiedzieć, że mamy tu do czynienia z chłodnym typem, co to ma swoją artystyczną stronę, słabość w postaci kobiety, jest n razy sprytniejszy niż każdy inny, ma kij w tylnej części i zdradzi swoje „ideały” na koniec (bo jego szacunek do kobiet...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to