Wiek czerwonych mrówek

Okładka książki Wiek czerwonych mrówek
Tania Pjankowa Wydawnictwo: Mova powieść historyczna
312 str. 5 godz. 12 min.
Kategoria:
powieść historyczna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Вік червоних мурах
Data wydania:
2023-01-18
Data 1. wyd. pol.:
2023-01-18
Liczba stron:
312
Czas czytania
5 godz. 12 min.
Język:
polski
ISBN:
9788383211534
Tłumacz:
Marek S. Zadura
Średnia ocen

8,1 8,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Wiek czerwonych mrówek w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki Wiek czerwonych mrówek i



Przeczytane 938 Opinie 343 Oficjalne recenzje 653

Opinia społeczności książki Wiek czerwonych mróweki



Książki 14647 Opinie 425

Oceny książki Wiek czerwonych mrówek

Średnia ocen
8,1 / 10
476 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Wiek czerwonych mrówek

avatar
1346
1346

Na półkach: , ,

Wielki Głód w Ukrainie w latach 1932-1933 nie był klęską żywiołową ale precyzyjnie zaplanowaną zbrodnią polityczną, która miała na celu złamanie oporu ukraińskiego chłopstwa i narzucenie mu kolektywizacji. Szacuje się, że Hołodomor, według najnowszych szacunków, pochłonął blisko 4 miliony ofiar. Określany jako zbrodnia ludobójstwa jest jedną z najmroczniejszych kart XX wieku.

Tanja Pijankowa w swojej książce "Wiek czerwonych mrówek" podejmuje się zadania niemal niemożliwego nadając tej masowej zbrodni ludzką twarz. Wielką historię zamyka w losach trójki bohaterów rzucając czytelników w sam środek tego piekła. Buduje opowieść o granicach ludzkiej wytrzymałości i moralności w czasach, gdzie ideologia staje się ważniejsza od ludzkiego życia. Książka jest lekturą wstrząsającą, brutalnie naturalistyczną a poszczególne sceny zostają w głowie długo po odłożeniu lektury.
Autorka kontrastuje ze sobą dwa skrajnie odmienne światy: umierającą z głodu wieś i partyjne elity żyjące w dostatku i traktujące chłopów z pogardą i obrzydzeniem.

Główna oś fabularna skupia się na losach postaci, których tragedie wzajemnie się dopełniają. Historia Jawdochy, młodej wiejskiej dziewczyny, jest naznaczona głodem i walką o przetrwanie każdego kolejnego dnia. To tutaj Tanja Pijankowa nie szczędzi czytelnikowi scen i opisów, które porażają: puchnących ciał, jedzenia rzeczy niejadalnych czy aktów kanibalizmu.
Z kolei postać Swyryda, przedstawiciela wiejskiej władzy to ucieleśnienie człowieka złamanego przez system, któremu sam służył. Jako lojalny aparatczyk jest trybikiem w tej maszynie. Jego lojalność wobec partii i ślepe posłuszeństwo powodują, że traci on resztki człowieczeństwa, pokazując jak ideologia potrafi zaślepić człowieka.
Mnie najbardziej poruszył jednak wątek Soli, żony radzieckiego komisarza, która zostaje wysłana do zamkniętego sanatorium dla elit aby przejść kurację odchudzającą. Ironia jest tu porażająca: gdy miliony ludzi marzą o choćby o kromce chleba, ona zmaga się z otyłością, która jednak nie jest wynikiem zwykłego łakomstwa a formą ucieczki. Kobieta zajada ból po stracie dziecka. Jedzeniem wypełnia emocjonalną pustkę. Ta historia unaocznia jak totalitaryzm izoluje elity od rzeczywistości.

"Wiek czerwonych mrówek" to proza gęsta, mroczna i duszna. Tanja Pijankowa udowadnia, że o tragedii narodu można pisać używając do tego nie statystyk a historii pojedynczych bohaterów. Jedzenie w tej powieści to nie paliwo dla organizmu a narzędzie władzy.
Książka ta to wstrząsające świadectwo tamtych wydarzeń, pozwalająca zrozumieć skalę okrucieństwa, jakie człowiek potrafi zgotować drugiemu człowiekowi.
Choć ta lektura bolała, nie mogłam się od niej oderwać. Polecam!

Audiobook (czytali: Hanna Chojnacka, Kim Grygierzec oraz Maciej Jabłoński)

Wielki Głód w Ukrainie w latach 1932-1933 nie był klęską żywiołową ale precyzyjnie zaplanowaną zbrodnią polityczną, która miała na celu złamanie oporu ukraińskiego chłopstwa i narzucenie mu kolektywizacji. Szacuje się, że Hołodomor, według najnowszych szacunków, pochłonął blisko 4 miliony ofiar. Określany jako zbrodnia ludobójstwa jest jedną z najmroczniejszych kart XX...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
110
20

Na półkach:

No wali tym kontrastem jak cepem. Trudno krytykować, bo tragedia, ale strasznie siermiężne, nawet pomimo poetyckiego języka.

No wali tym kontrastem jak cepem. Trudno krytykować, bo tragedia, ale strasznie siermiężne, nawet pomimo poetyckiego języka.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
58
31

Na półkach:

Książka, po przeczytaniu której trudno wrócić do znanej nam codzienności. W mojej pamięci zostanie na długo, o ile nie na zawsze. Choć to fikcja literacka, trafnie obrazuje rzeczywistość tamtych czasów i tamtego miejsca. Niewyobrażalne okrucieństwo opowiedziane pięknym językiem. Jest mi niekomfortowo z uczuciem, że jestem zachwycona jakością powieści mówiącej o nieludzkim bestialstwie, ktore nigdy nie powinno mieć miejsca.

PS Tylko dla ludzi o mocnych nerwach: W trakcie lektury zaczęłam weryfikować i zagłębiać temat. Kiedy zobaczyłam w internecie zdjęcia przedstawiające Hołodomor, nie potrzebowałam już żadnych wyjaśnień.

Książka, po przeczytaniu której trudno wrócić do znanej nam codzienności. W mojej pamięci zostanie na długo, o ile nie na zawsze. Choć to fikcja literacka, trafnie obrazuje rzeczywistość tamtych czasów i tamtego miejsca. Niewyobrażalne okrucieństwo opowiedziane pięknym językiem. Jest mi niekomfortowo z uczuciem, że jestem zachwycona jakością powieści mówiącej o nieludzkim...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1299 użytkowników ma tytuł Wiek czerwonych mrówek na półkach głównych
  • 755
  • 528
  • 16
173 użytkowników ma tytuł Wiek czerwonych mrówek na półkach dodatkowych
  • 57
  • 38
  • 18
  • 18
  • 18
  • 12
  • 12

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Oliva Denaro Viola Ardone
Oliva Denaro
Viola Ardone
Sycylia, lata 60. Oliva to radosna dziewczynka, uwielbia się uczyć i biegać. Jest jednak coś, czego się obawia: dorastania. Wie, że od tego momentu jej życie nie będzie już takie samo. Coraz większe zainteresowanie mężczyzn, konieczność ochrony przed złem tego świata oraz panująca tradycja pierwszeństwa zamążpójścia, to wszystko zaczyna ją przytłaczać. Niestety tragedia zmienia życie Olivy i jej rodziny w koszmar. Z jednej strony bliscy muszą zachować twarz, aby nie zostać wykluczeni, a z drugiej walczą o dobre imię córki, bo jak można wybaczyć gwałt? „Oliva Denaro” to niezwykła opowieść o bolesnych tradycjach i narzucaniu ról społecznych już od nastoletnich lat. To także historia o bezczelnej bezkarności oprawców. Bardzo podobała mi się relacja ojca z córką. Jest on świadomy grożącego im wykluczenia społecznego, ale dla Olivy staje do walki ze złem. Zaczyna rozumieć, że najwyższa pora powiedzieć „nie” obyczajom i dać sygnał innym, że tak trzeba. Chłopcy i dziewczynki powinni mieć takie same prawa. A zasada „kobieta jest jak misa – kto ją stłucze, musi ją wziąć” nie powinna istnieć. Przerażające jest to, że taka rzeczywistość naprawdę istniała. To nie jest żaden wymysł autorki. Jeszcze niedawno kobiety na Sycylii były traktowane jak przedmiot, przekazywany z rąk jednego mężczyzny (ojca) do rąk drugiego (męża). A jeszcze bardziej bolesne jest to, że nadal są miejsca na świecie, gdzie podobne praktyki wciąż mają miejsce.
agatatusczyta - awatar agatatusczyta
oceniła na713 dni temu
Cukier na duszy Marcin Grzelak
Cukier na duszy
Marcin Grzelak
Kolejna książka autora i kolejny zachwyt. Nie mogę wyjść z podziwu, że można tak fenomenalnie pisać, tak konstruować zdania, tak trafiać słowami w sam środek duszy. Coś niebywałego. Czytanie tej książki to czysta przyjemność obcowania z literaturą a jednocześnie ból, smutek, łzy i emocje nie do opisania. To gula w gardle i ciarki na plecach. Tę historię przeżywa się całym sobą. Dżony – chłopak, który po pożarze nie był już ta samą osobą i mimo, że był dziwakiem po tym jak poszedł do jeziora na jego na pogrzeb przyszły tłumy. Co kryło się w dzienniku, który nosił ze sobą? Tragiczną historią tego chłopca zaczyna się ta książka, ale autor skupia się w niej przede wszystkim na grupie nastolatków z małej miejscowości, którzy codzienną monotonię lat dziewięćdziesiątych urozmaicają sobie narkotykami, alkoholem i szemranymi interesami z których ciężko wybrnąć, gdy zajdzie się za daleko. Wśród nich jest Stefan dla którego przyjaźń ze znanym wszystkim w okolicy Mrówą jest spełnieniem marzeń. Czytając o jego życiu sporo rzeczy mi w tym wszystkim nie grało, dziwne, mało realne zlecenia, brak informacji o rodzinie itp. Nawet przeszła mi taka myśl, że chyba autor tu trochę przekombinował. I nagle dostajemy jak obuchem, szok, niedowierzanie i wszystkie puzzle wskakują na właściwe miejsce. I nagle wszystko się zgadza, a człowiek myśli: jak on to wymyślił? Genialne. To w jaki sposób została napisana ostatnia część tej książki to jakieś mistrzostwo. Sposób prowadzenia narracji sprawia, że całkowicie oddajemy się uczuciom i emocjom towarzyszącym bohaterom. Bezsilność, ból, strach, niezrozumienie – chyba nigdy nie odczuwałam tego tak bardzo jak przy tej pozycji a zwłaszcza na ostatnich jej stronach. Myśli galopowały a ja próbowałam je jakoś poukładać, zrozumieć to wszystko o czym przeczytałam. Polecam z całego serca
kurka_czyta Kurek - awatar kurka_czyta Kurek
ocenił na101 miesiąc temu
Spaleni w ogniu Jaume Cabré
Spaleni w ogniu
Jaume Cabré
Po lekturze wcześniejszych monumentalnych dzieł Jaume Cabré, takich jak "Wyznaję" czy "Głosy Pamano" trudno mi było uwierzyć, że jedna z najnowszych powieści tego katalońskiego pisarza jest tak krótka a przez to bardziej kameralna. Jak większość czytelników mam problem z jednoznaczną oceną tej powieści. To lektura, która przypomina gęsty, duszny sen, z którego trudno się wybudzić. Jak każda powieść autora jest gęsta od emocji i literackich gier, jednak koniec końców bardziej mnie zmęczyła niż zachwyciła. Bohaterem tej historii jest Ismael, człowiek, którego życie poznajemy jedynie fragmentarycznie. Poznajemy tego cichego nauczyciela łaciny, gdy w pasmanterii przypadkowo spotyka swoją koleżankę z dzieciństwa Leo. To spotkanie uruchamia lawinę zdarzeń, która prowadzi do tragicznego wypadku. Od tego momentu fabuła staje się labiryntem, po którym błądzi czytelnik. Ismael budzi się w szpitalu, nie wiedząc kim jest. Jaume Cabré po mistrzowsku oddaje ten stan amnezji, gdzie każde wspomnienie jest ulotne, na pograniczy snu i jawy. Czytelnik dryfuje razem z bohaterem. W jednym akapicie jesteśmy w szpitalnej sali, by za chwilę znaleźć się w przeszłości Ismaela lub obserwować surrealistyczne wędrówki stadka dzików, które to staje się niemym świadkiem jego zmagań z życiem. Fabuła jest jak rozsypane puzzle. Czujemy się zagubieni tak samo jak bohater "Spalonych w ogniu". Zaciera się granica między "tu i teraz" a "kiedyś", co jest charakterystyczne dla śnienia. Wszystko dzieje się naraz, a logika zdarzeń ma tu najmniejsze znaczenie. Zamiast jasnej puenty autor zostawia nas z pytaniem kim jest człowiek, gdy odbierze mu się jego wspomnienia. Książka ta to pozycja wymagająca, która wzbudza intelektualny niepokój. Nie daje łatwych odpowiedzi, wciągając czytelnika w grę, która jednak może zmęczyć. Audiobook (czytał Filip Kosior)
Jeżynka - awatar Jeżynka
oceniła na616 dni temu
Chwile wieczności Kjersti Anfinnsen
Chwile wieczności
Kjersti Anfinnsen
Prawdziwa. Niepozostawiająca złudzeń. Przygnębiająca. O starości. I nieodłącznych jej towarzyszach. Samotności. Codziennej utracie cząsteczki siebie. Rosnącej bezradności. „Znikaniu kolejnych dni”. Narastających ograniczeniach. I walce o godność w świecie, który nie jest światem dla starych ludzi. Ta starość nie jest ładna. Ani sentymentalna. Choć jest tu, wydaje się, wszystko (lub bardzo wiele),co bohaterka mogła z tego stanu „wyciągnąć” dla siebie. Króciutkie rozdziały. Jak przepływające myśli. Raz dotyczące tu i teraz, innym razem skupiające się na jakimś fragmencie przeszłości. Czasami zajmujące kilkanaście sekund, czasem kilka minut. Słownictwo proste, surowe. Obraz bezradności człowieka wobec czasu. Mnie poruszył. „Upływ czasu jest trudnym zagadnieniem. I wcale nie robi się coraz łatwiej.” „Gdzie się podziało to wszystko - śmiech, łzy, krzyki? Wszystko już beze mnie.” „Nigdy nie potrafiłam wstrzelić się w obowiązującą modę. Gdy byłam dzieckiem, nikt nie uznawał dzieci za ważne. Kiedy studiowałam i pracowałam, stawiano raczej na mężczyzn. A teraz, gdy dożyłam prawdziwej starości, na świecie liczy się najwyraźniej młodość.” „Samotność to jedna z najbardziej odrażających rzeczy na świecie. Człowiek zatraca siebie. W moim otoczeniu nie ma nic, co wcielałoby mnie w szeregi jakiejkolwiek wspólnoty. Sąsiedzi, ludzie w sklepach i innych przybytkach, których jestem klientką, widzą tylko starą kobietę.” „Gdy ktoś porzuca bliskich, umierając ze starości, to jest w tym przynajmniej jakaś przyzwoitość. Cóż, czasem to nawet wybaczalne. Okazuje się, że miłość bywa z wiekiem jeszcze mniej bezwarunkowa.” „Śmierć kładzie przynajmniej kres starości. Lepiej o parę lat za wcześnie niż parę lat za późno.” „Luki w pamięci są niczym mocne ciosy w twarz, duże fragmenty moich wspomnień zostały oderwane i przepadły, na jakimś etapie pamięta się właściwie tylko to, że jest się strasznie starym. Poznikały mi gdzieś całe pory roku, zwłaszcza lato. Długa jesień, krótka wiosna, nie wiem już nic poza tym, że czas się rozpuszcza i ginie.” „Ludzie nie słuchają tego, co mówią im starcy, tylko kiwają głowami, przybierając pełną empatii minę, i udają, że do nich dociera, ale tak naprawdę myślą o czymś zupełnie innym. Mam dość bycia niewidzialną i niedocenianą. Mam dość tego, że nikt mnie nie słucha. Nie mam już ochoty być zupełnie sama.” „Aby zupełnie nie zwariować z bezsilności, wytwarzamy sobie filtr ochronny, który umieszczamy między sobą a beznadzieją świata. W ten sposób dochodzi do stopniowego znieczulenia.” „Na szczęście nadal potrafimy się trochę okłamywać. Inaczej życie stałoby się nie do wytrzymania.” „Któryś raz zawsze musi być ostatni.” 7/10 w kategorii: Literatura
beata - awatar beata
oceniła na72 miesiące temu
Nim dojrzeją maliny Eugenia Kuzniecowa
Nim dojrzeją maliny
Eugenia Kuzniecowa
W powieści „Nim dojrzeją maliny” Eugenii Kuzniecowej centrum wszechświata stanowi stary, tonący w zieleni dom babci na ukraińskiej prowincji. To tutaj, w poszukiwaniu ratunku przed życiowym chaosem, zjeżdżają się trzy kuzynki: Mia – sprawia wrażenie najbardziej poukładanej, jednak ucieka przed wizją stabilizacji i ostatecznych decyzji w swoim związku. W wiejskim ogrodzie szuka odpowiedzi na pytanie, czy „dorosłość” musi oznaczać rezygnację z wolności. Marta – matka dwójki dzieci, która próbuje odnaleźć siebie na nowo po rozpadzie małżeństwa. Jest zmęczona rolami, jakie narzuca jej społeczeństwo, i pragnie jedynie ciszy, którą oferuje dom z dzieciństwa. Lalka – najmłodsza, buntownicza i nieco ekscentryczna, wnosi do relacji nutę świeżości, ale i ona skrywa pod maską pewności siebie lęk przed niepewną przyszłością. Babcia (Teodora) – milcząca, niezwykle silna nestorka rodu, która swoją obecnością spaja te trzy rozchwiane biografie. Jest strażniczką rytuałów, które dają dziewczynom poczucie bezpieczeństwa. Sytuacja kobiet jest zawieszeniem w próżni – to „wakacje od życia”, podczas których kuzynki zajmują się gotowaniem, doglądaniem ogrodu i niekończącymi się rozmowami. W tle jednak pobrzmiewają echa współczesności: nieobecni mężczyźni, zmiany społeczne i wiszące w powietrzu poczucie, że ten letni azyl nie może trwać wiecznie. Największą siłą prozy Kuzniecowej jest jej niezwykła zmysłowość. Autorka operuje językiem w taki sposób, że czytelnik niemal fizycznie czuje zapach konfitur, upał letniego popołudnia i chłód starych murów. To literatura „haptyczna”, niezwykle plastyczna i sugestywna. Kolejnym atutem jest mistrzowskie kreowanie relacji. Kuzniecowa unika taniego sentymentalizmu; więzi między kobietami są pokazane w sposób autentyczny – pełen drobnych złośliwości, humoru, ale i bezgranicznego wsparcia. Styl autorki jest lekki, błyskotliwy i przesycony specyficznym, ciepłym sarkazmem, który sprawia, że mimo braku wartkiej akcji, od lektury trudno się oderwać. Książka świetnie oddaje też ducha współczesnej Ukrainy, łącząc tradycyjną mentalność z nowoczesnymi dylematami młodego pokolenia. Przyznając ocenę 7/10, muszę wskazać na znaczną statyczność narracji. Dla czytelnika przyzwyczajonego do wyraźnych punktów zwrotnych, „Nim dojrzeją maliny” może wydać się książką o „niczym”. Fabuła jest tu jedynie pretekstem do odmalowania nastroju, co sprawia, że w środkowej części powieść nieco traci impet i zaczyna dreptać w miejscu. Niektóre wątki poboczne, zwłaszcza te dotyczące mężczyzn w życiu bohaterek, wydają się potraktowane po macoszemu – są zaledwie naszkicowane, co pozostawia pewien niedosyt informacyjny. Można odnieść wrażenie, że autorka tak bardzo skupiła się na budowaniu atmosfery ogrodu, że momentami zapominała o domknięciu konstrukcyjnych ram opowieści. „Nim dojrzeją maliny” to powieść-kołdra. Jest ciepła, otulająca i daje czytelnikowi poczucie bezpieczeństwa, którego wszyscy czasem szukamy w literaturze. To hołd złożony kobiecej sile i rodzinnym korzeniom, napisany z ogromną klasą i wyczuciem. Mimo braku spektakularnych zwrotów akcji, książka Eugenii Kuzniecowej zostaje w pamięci jako piękny, literacki pocztówka z miejsca, do którego każdy z nas chciałby wrócić przynajmniej na jedno lato.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na71 miesiąc temu
Ruda Kejla Isaac Bashevis Singer
Ruda Kejla
Isaac Bashevis Singer
W młodości zaczytywałam się w prozie Izaaka Bashevisa Singera. Jako świat żydowskiej Warszawy był dla mnie czymś magnetycznym, pełnym życia i barw. Zanurzałam się w nim oczarowana bogactwem kultury żydowskiej, zwyczajów i licznych świąt, których opisy na długo zostały w mej pamięci. Zapragnęłam to przeżyć raz jeszcze, dlatego sięgnęłam po książkę "Ruda Kejla", której pierwszy polski przekład ukazał się zaledwie kilka lat temu, bo w 2022 roku. Widzimy w tej powieści Warszawę, której już nie ma. Ulica Krochmalna, gdzie czytelnik czuje zapach rynsztoku i słyszy gwar jidysz to centrum żydowskiego półświatka, miejsce pełne kontrastów, gdzie obok siebie żyją pobożni Żydzi, biedni rzemieślnicy oraz przedstawiciele półświatka. Tam też poznajemy Rudą Kejlę, byłą prostytutkę oraz jej męża Jarmego, złodzieja, który właśnie wyszedł z więzienia. Para ma marzenia aby zacząć uczciwe, spokojne życie, najchętniej za oceanem, jednak jak się okazuje przeszłość nie daje im o sobie zapomnieć. Trudno zmienić swoje życie, gdy jest się uwięzionym w klatce własnych instynktów, nawyków i społecznych oczekiwań. Dla mnie "Ruda Kejla" to przede wszystkim opowieść o przejmującej samotności. Choć warszawskie ulice tętnią życiem, krzykiem handlarzy czy szmerem modlitw to nad wszystkim postaciami unosi bezwzględne uczucie osamotnienia. Bohaterka, mimo swoich relacji z mężczyznami pozostaje w gruncie rzeczy sama ze swoimi lękami. To samotność kogoś, kto czuje, że nigdzie tak naprawdę nie pasuje, ani do świata porządnych ludzi, ani do rynsztoka, z którego próbuje się wyrwać. Głównym motywem, który uderza podczas czytania jest całkowita niemożność zmiany własnego życia. Autor ukazuje bohaterów, którzy szarpią się z losem, planują nowe otwarcie, chcą być kim innym, by ostatecznie wrócić do punktu wyjścia. Widzimy postacie, którym brakuje siły, by zerwać ze starymi nawykami, co pokazuje, że środowisko w którym żyjemy, bezlitośnie determinuje to kim jesteśmy. Izaak Bashevis Singer pokazuje, że dom, ulica na której dorastamy, ludzie z którymi się na co dzień spotykamy wbijają nas w konkretne role, będące niewidzialnym więzieniem, w którym tkwimy. "Ruda Kejla" to lektura, która zostawia czytelnika z pytaniem, czy faktycznie mamy jakikolwiek wpływ na swoje życie. To mocna, surowa książka, która przypomniała mi jak brutalnie prawdziwa potrafi być proza autora. Polecam! Audiobook (czytał Marcin Popczyński)
Jeżynka - awatar Jeżynka
oceniła na71 miesiąc temu
Doll story Michał Paweł Urbaniak
Doll story
Michał Paweł Urbaniak
Kiedyś trafiłam na polecajkę tej książki na bookmediach. Chcąc realizować swoje postanowienie wyczytywania "chciejek" sięgnęłam po e-booka. Początek książki nie zwiastował jakiejś nadzwyczajnej lektury, ale jednocześnie czułam, że ta książka ma ogromny ładunek emocjonalny i porusza współczesne problemy ludzi. Fabuła jest z jednej strony bardzo prosta, ale z drugiej tak abstrakcyjna, że powodowała w pewnych momentach moją konsternację. Bo oto rodzina, jak się okazuje mocno dysfunkcyjna, decyduje się wziąć udział w projekcie "Maskotka". Na etat do pracy w domu zatrudniony zostaje bowiem 17-letni Mariusz, który ma pełnić funkcję przyjaciela dla nastoletniego syna Wolfganga. Brzmi absurdalnie, ale wydaje się być dobrym remedium na samotne życie chłopaka, którego matka w swojej zaborczej opiekuńczości po przebytej chorobie zamknęła w domu, jak w więzieniu. To, jak bardzo Wolfgang jest spragniony towarzystwa rówieśników, jak bardzo wielka tęsknota i samotność w nim siedzi jest porażające. Książka w swym pomyśle fabularnym ale też i tej płaszczyźnie emocjonalnej jest fantastycznym, choć przerażającym studium samotności człowieka. To, jaki dramat bije od tej rodziny i jak bardzo symbolicznym wydaje się wszystko, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami bogatego domu, przyprawia o zawrót głowy. Bo jest tam przemoc psychiczna, jest alkoholizm, jest zakłamywanie rzeczywistości, życie na pokaz i dla świata, dla których matka i ojciec kreują idealny świat. A rzeczywistość to prostu patologia, dysfunkcje, które dotyczą czasami nas samych i tego, jak mocno próbujemy sobie wmówić, że wszystko jest ok. Maskotka w postaci Mariusza miała przynieść ukojenie przede wszystkim dla Wolfganga, ale Mariusz spełnia w tej historii dużo większą rolę, niekoniecznie dobrą, bo sam nosi w sobie traumę dzieciństwa i swoje lęki. Książkę czyta się trochę jak reportaż. Autor genialnie rysuje obraz współczesnej rodziny. Zarówno dialogami ale i opisami życia codziennego, rodzinnych awantur i absurdalnych scen niczym ze szpitala dla psychicznie chorych. Książka wciąga i trochę daje nadzieję na dobre zakończenie. A ono jest najmocniejszym punktem całej historii, bo niczym pętla zaciska się na tej rodzinie i na jej historii i wcale nie jest dobre. Autor z doskonałą precyzją pokazuje nam współczesny świat, problem relacji ludzkich, życie na pokaz i za pieniądze. Czyż każdy z nas nie jest poniekąd przykładem, że za pieniądze kupujemy coś za czym tęsknimy, co daje nam złudne poczucie, że nie jesteśmy sami? Polecam, choć nie spodziewajcie, że ta książka jest przyjemna i łatwa i w odbiorze. Jest bolesna i zmusza do refleksji. Ale chyba takie jest też zadanie literatury.
madeline - awatar madeline
ocenił na82 miesiące temu
Kobieta, która kochała owady Selja Ahava
Kobieta, która kochała owady
Selja Ahava
Selja Ahava w "Kobiecie, która kochała owady" konstruuje opowieść, w której czas przestaje być linearny, a staje się narzędziem poznania. Nielinearność pozwala obserwować przemianę świata z perspektywy jednej, niezwykle uważnej świadomości — Marii, bohaterki zawieszonej między rytmem natury a rytmem cywilizacji. Owady żyją w cyklach, człowiek w historii, a ona… w przestrzeni pomiędzy, gdzie metamorfoza staje się jedyną stałą. Ahava wykorzystuje tę konstrukcję, by zderzyć trwałość natury z kruchością ludzkiego doświadczenia. Motyw przemiany — biologicznej, duchowej, egzystencjalnej — oplata całą powieść, czyniąc z niej medytację nad wiedzą, ciałem, pasją i sposobami patrzenia na świat. Jednocześnie czas pełni funkcję krytyczną: odsłania, jak konsekwentnie marginalizowano kobiece doświadczenie. Wpisując Marię w nurt herstorii, autorka przywraca głos tym, które patrzyły na świat z naukową wnikliwością, lecz zostały pominięte w oficjalnych dziejach. Inspiracją jest tu życie Marii Sibylli Merian — przyrodniczki, artystki i prekursorki entomologii, etymolożki w renesansowym sensie: badaczki źródeł i przemian natury. Jej los staje się figurą ceny, jaką płaci się za wybór nieoczywistej ścieżki. Ahava pokazuje też, jak pasja potrafi pochłonąć całe istnienie i jaką cenę trzeba czasem za to zapłacić. W jednym z najbardziej wymownych momentów Maria mówi: „Są chwile, w których nie ma we mnie miejsca na nic innego jak obserwowanie i niezbędne do niego skupienie.” (s. 80) To powieść, która nie opowiada o czasie — czasem się posługuje, by odsłonić głębsze prawdy o naturze, wolności i człowieczeństwa. Subtelna, poetycka, a zarazem intelektualnie odważna, staje się laboratorium przemyśleń dla czytelnika, który szuka w literaturze nie tylko historii, lecz także sensu.
Agnieszka Beresińska - awatar Agnieszka Beresińska
oceniła na72 miesiące temu

Cytaty z książki Wiek czerwonych mrówek

Więcej
Tania Pjankowa Wiek czerwonych mrówek Zobacz więcej
Tania Pjankowa Wiek czerwonych mrówek Zobacz więcej
Tania Pjankowa Wiek czerwonych mrówek Zobacz więcej
Więcej