Żółte światło

Okładka książki Żółte światło
Jerzy Pilch Wydawnictwo: Wielka Litera literatura piękna
160 str. 2 godz. 40 min.
Kategoria:
literatura piękna
Wydawnictwo:
Wielka Litera
Data wydania:
2019-09-18
Data 1. wyd. pol.:
2019-09-18
Liczba stron:
160
Czas czytania
2 godz. 40 min.
Język:
polski
ISBN:
9788380323766
Tagi:
literatura polska
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Poczekaj, szukamy dla Ciebie najlepszych ofert

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
5,9 / 10
253 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
462
34

Na półkach:

Nie była to najlepsza powieść. Obawiam się, że niedługo zapomnę o jej istnieniu. Nie zmienia to jednak faktu, że styl pisania Pilcha przypadł mi do gustu. Jestem ciekawa jego innych pozycji. Tę traktuję jako wstęp do dalszej twórczości. Było kilka ciekawych wątków, choć jednocześnie zabrakło mi tutaj rozbudowania fabuły, bohaterów i chyba przede wszystkim celu: dokąd zmierzała ta historia?

Nie była to najlepsza powieść. Obawiam się, że niedługo zapomnę o jej istnieniu. Nie zmienia to jednak faktu, że styl pisania Pilcha przypadł mi do gustu. Jestem ciekawa jego innych pozycji. Tę traktuję jako wstęp do dalszej twórczości. Było kilka ciekawych wątków, choć jednocześnie zabrakło mi tutaj rozbudowania fabuły, bohaterów i chyba przede wszystkim celu: dokąd...

więcej Pokaż mimo to

8
avatar
148
145

Na półkach:

Pilch to kategoria sama w sobie. I tak trzeba do tej książki podejść, strawić ją, wyrzucić z głowy i potem sobie przypominać. Pilchowszczyzna uwodzi.

Pilch to kategoria sama w sobie. I tak trzeba do tej książki podejść, strawić ją, wyrzucić z głowy i potem sobie przypominać. Pilchowszczyzna uwodzi.

Pokaż mimo to

0
avatar
116
110

Na półkach:

To moje nie pierwsze podejście do prozy Pilcha. Jeszcze w okresie studiów ktoś mi go szczególnie rekomendował ze względu na wyznanie. Poczułem się wręcz w obowiązku jako niekatolik, by sięgnąć po książki tak cenionego ewangelickiego pisarza. Było to jednak na tyle dawno temu, że nie jestem w stanie przypomnieć sobie nawet tytułów przeczytanych pozycji, nie mówiąc o ich treści. Pamiętam jedynie, że coś w prozie Pilcha mi zgrzytało na tyle, że po kolejne książki nie sięgałem przez całe lata.

Czy coś się zmieniło w moim odbiorze? Muszę przyznać, że po „Żółtym świetle” ciężko zebrać mi myśli. Czy to dobra książka? Bezpieczniej byłoby stwierdzić, że to dobrze napisana książka. Nadal jednak coś mi u Pilcha „nie pasowało”.

Wiem, że jedni wychwalają go pod niebiosa , gdy drudzy, w tym samym czasie, nie mogą go zdzierżyć. Mi „Żółte światło” czytało się dobrze, choć to książka na wskroś smutna. Nie mogę się pozbyć odczucia, że Pilch znacznie lepiej radził sobie ze słowem niż z życiem.


CZY (NIE)WINNY SIĘ TŁUMACZY ?

Dziwna to książka. Niby to powieść pełna fikcji, a jednak aż nazbyt czytelne jest, że Pilch pisze długimi fragmentami autobiografię. Zestarzał się i znajduje w sobie (momentami wręcz perwersyjną) potrzebę tłumaczenia się. Rzecz w tym, że ciężko rozgraniczyć co jest wspomnieniem, a co fikcją. Co zmyślnie ukutą fantazją, a co przeinaczoną prawdą. Gdzie kończy się Ariel Poschulak, a gdzie zaczyna Jerzy Pilch? Tak wiele ich łączy, że ciężko zorientować się co ich różni.

„Historia ta jest opowieścią o różnicy wieku i wszelkich wynikających stąd konsekwencjach. Jest trudną lekcją pisania, bo wątki ściśle autobiograficzne sąsiadują tu z zupełnie fantastycznymi, trzeba dokładnie uzgodnić tonację, a to jest tylko dla lekkomyślnych autorów łatwe.”

W sieci nie znajdziemy zbyt wiele informacji o życiu prywatnym Jerzego Pilcha. Cenił sobie swoją prywatność, a jednak w „Żółtym świetle” żali się na to, że przez całe życie musiał udawać i sam cenzurować swoje książki, by pisząc o prawdziwych wydarzeniach, otoczyć je nimbem fikcji. Przepraszam, to nie autor narzeka, a Ariel Poschulak, który – tak się złożyło – również jest pisarzem, i również miał trudne relacje ze swoimi rodzicami, i również się rozwiódł, a następnie związał z przeszło 40 lat młodszą kobietą. Z tego wszystkiego Ariel się tłumaczy, a może tłumaczy się Jerzy Pilch. Ciężko jednoznacznie to stwierdzić.

„Wybierał literaturę – zdawało mu się, że z tego festynu poszkodowanych nikt go nie wyrzuci. Książkami nikt z domowników specjalnie się nie interesował i Ariel łudził się, że będzie mógł pisać, co zechce. Łudził się, ale i coś przeczuwał: na własną rękę szukał miejsc, które trudne będą do skontrolowania.
Fama, że opisuje swoje strony, swoich krewnych i przodków, ich wybryki i ekscesy, rozeszła się szybko. O dziwo, nie wytykano mu niedostatków literackich, prawdopodobnie nikt tego nie zauważył, najpewniej zaś zgrzebna forma ułatwiała wulgarną lekturę. Wszystko, co napisał, poddane zostało dogłębnej i radykalniejszej niż zwykle kontroli. Jak łatwo się domyślić, rezultaty były żałosne. Ojcu nie podobała się postać ojca, matce postać matki, starce postać starki, itp. Itd. Niezadowolenie pierwowzorów postaci było powszechne, nawet nieboszczycy kręcili zwietrzałymi nosami.”


ŻÓŁTE ŚWATŁO OSTRZEGAWCZE

Żółte światła kojarzą mi się z ostrzeżeniem. Każdy kierowca wie, że to sygnał aby zwolnić i się zatrzymać, albo przygotować się do tego, że zaraz będzie trzeba ruszać. Pojazdy wszelakich służb migają do nas żółtymi światłami ku przestrodze, abyśmy omijali je szerokim łukiem. Zastanawiam się czy w podobny sposób nie ostrzega nas Jerzy Pilch w swojej książce. Nie sposób sprawdzić to u źródeł, bo zmarł w niespełna rok po jej wydaniu, jednak „Żółte światło” wciąż się świeci. I ono mówi do mnie, abym zwolnił, zastanowił się, zatrzymał. Jerzy Pilch (być może przez towarzyszącą mu w ostatnich latach chorobę) zdaje się być życiem znużony. Rozpoczyna od rozważań na temat samobójstwa, a to nigdy nie będzie otwarcie książki kogoś, kto czerpie z życia pełnymi garściami. Co więcej – autor jest tego zupełnie świadomy:

„W czytaniu o samobójstwie jest coś głęboko niestosownego. W pisaniu jeszcze gorzej. Autor zdaje się mówić: byłem tam, znam te stany ducha i te sytuacje; byłem tam, ale dzięki temu, że piszę, ocalałem. Szantaż? Jak najbardziej. Spójrzcie na stronnice zapisane zdaniami, co samośmierć przegoniły. Zdania kruche jak zdania anioła i jak rurociąg twarde. Zdania korespondenta wojennego z frontu wojny o samego siebie jakie mogą być?”


Przez książkę płynie się szybko. Nie do końca wiadomo gdzie zmierza ta quasi-powieść, będąca też swoistą spowiedzią pisarza. Choć jako ewangelik nie przywykł do wyznawania grzechów w konfesjonale, jednak odsłania przed nami to co boli jego duszę. Choć owija to w fikcję i przykrywa warstwami ironii, zdaje się, że potrzebuje pozbyć się kilku – ewidentnie gniotących go od lat – głazów. Jak na tak niedługą książkę dotyka naprawę wiele niełatwych tematów, choć części z nich ledwie sygnalizuje. „Żółte światło” mówi o niełatwych relacjach z rodzicami, o poczuciu winy, o miłości, o wierze, o zmaganiu z chorobą oraz świadomością kończącego się czasu:

„Zdawał się kompletnie nie zauważać, że matka infantylizuje go ile wlezie, ponieważ sama przez to jest wiecznie młoda! Tak jest! Im dłużej trwa jego młodość, a zwłaszcza dzieciństwo, tym ona jest młodsza! Pamiętajcie o tym nieszczęsne ofiary waszych matek! One trzymają was w dziecięcym pokoju, bo póki tam jesteście, działa ich jedyna skuteczna kuracja odmładzająca! Nie miejcie im, na Boga, tego za złe.”

„Być synem żołnierza Wehrmachtu to może jest jakiś dramat, ale być synem żołnierza Wehrmachtu, który milczy jak zaklęty, to komedia niewątpliwa, upadek straszliwy, znikąd ratunku! Wzywasz pomocy – milczenie jest ci odpowiedzią. Na dobrą sprawę z kim byś pogadał? Z kim? Z księdzem jakimś? Wierzący księża to coraz większa rzadkość. Z domorosłym ewangelistą? Z prorokiem samoukiem? Z rabinem?”

„Wiedział, że niczemu nie jest winien, i zarazem czuł, jak wzbiera w nim przypisane mu na wieki poczucie winy. Miał sekrety przed przyjaciółmi, przed przełożonymi, w rzeczywistości nie miał przyjaciół ani przełożonych; z krewniakami nie kultywował relacji, owszem, w zasadzie wszyscy wymienieni traktowali go z ledwo skrywaną wzgardą, co trochę poprawiało sytuację, ale tylko trochę.”

„Dzieliła ze mną życie w sensie najściślejszym, nie rozstawaliśmy się na chwilę. Tym dramatyczniejsze okazywały się chwile, gdy Weronika milkła, zapadała się w sobie, nie było z nią kontaktu. Bałem się wtedy nieludzko. Czego się bałem? Tego co zawsze? Że mnie zostawi? Tego powinienem bać się przede wszystkim, cóż w końcu jest pospolitszego niż młoda kobieta odchodząca od starca? Najpierw ulegająca jego mylącemu i w najlepszym razie krótkotrwałemu urokowi, później niedająca rady jego – w sprinterskim tempie rosnącej – nieporadności. Mało która młodość wie, że starość, z jaką się wiąże, rychło obróci się w teoretycznie żyjące, ale praktycznie już martwe i nadpsute mięso. Kochać to śliniące się, pierdzące, zaszczane mięso?”

Czy Jerzy Pilch zdecydował się na rachunek sumienia? Czy rozmyślając o nieuniknionym końcu, postanowił wejść w rolę mędrca, który zapala „żółte światła” ostrzegawcze? Czy między słowami mówi nam, że niektóre z dróg, które przebył, okazały się ślepe?


KOPALNIA CYTATÓW

„Żółte światło” to proza wyższej próby. Pilch bawi się słowem. Reguluje tempo narracji, celowo zmieniając jej kierunki aż zakręci się nam w głowie. Po kilku nienajlepszych książkach jakie ostatnio czytałem, proza Pilcha była jak solidny posiłek po długotrwałym karmieniu się zupkami chińskimi. Może był to niekoniecznie ulubiony obiad, niekoniecznie każdy element na talerzu mi pasował – ale na pewno przygotowany ze wszelką starannością.

Książka roi się od pięknie utkanych zdań. Wiem, że w wielu punktach nie zgadzam się z Pilchem. O wielu sprawach myślę zupełnie inaczej. Jednak oddaję mu to, że umie pisać. I choć książka jest smutna, to w wielu jej fragmentach naprawdę potrafiła mnie rozbawić:

„Dziś mieć psa, który nie jest parodią, to hańba? Jak wiadomo przyszłością ludzkości jest parodia – kto mógł przypuszczać, że parodyjny wiek od skracania psiej anatomii się zacznie? Dawniej człowiek miał psa po to, by ten bronił go w razie jakieś opresji. Teraz ma (rzekomego) psa po to, by gnać z nim do weterynarza, gdy atak psiej depresji idzie za daleko. Dziś – niepodobna tak nie pomyśleć – istnieją tylko dwa rodzaje psów: wynaturzone miniatury o zboczeńczych imionach – na przykład Humphrey, Coco, Buddy – i w konspiracji hodowane ludojady, które z czasem obejmą władzę na planecie”.

Znajdziemy tu fragmenty zabawne. Znajdziemy też fragmenty smutne. W końcu, znajdziemy między nimi, bardzo trafne obserwacje dotyczące społeczeństwa:

„Nowych bogów przyjmujemy z ochotą i ostentacją – naprawdę rządzą starzy. Starzy bogowie rządzą, bo znają architekturę naszego strachu.”


Nie jest to książka, która skradła moje serce. Wciąż mi z Jerzym Pilchem nie do końca po drodze. Cenię jednak jego warsztat, i na pewno za jakiś czas zrobię kolejne podejście do jego twórczości. Jeśli coś szczególnie polecacie, to poproszę o wasze rekomendacje.

PS. Zapraszam też na bloga: atypowy.com
oraz IG:@cien_mgly

To moje nie pierwsze podejście do prozy Pilcha. Jeszcze w okresie studiów ktoś mi go szczególnie rekomendował ze względu na wyznanie. Poczułem się wręcz w obowiązku jako niekatolik, by sięgnąć po książki tak cenionego ewangelickiego pisarza. Było to jednak na tyle dawno temu, że nie jestem w stanie przypomnieć sobie nawet tytułów przeczytanych pozycji, nie mówiąc o ich...

więcej Pokaż mimo to

1
Reklama
avatar
48
12

Na półkach:

Fajne, daje radę, ale są lepsze pozycje Pilcha

Fajne, daje radę, ale są lepsze pozycje Pilcha

Pokaż mimo to

1
avatar
225
146

Na półkach:

Pisarz się odsłania - ciekawie. Pisarz się tłumaczy - niepotrzebnie. Ja zawsze znakomity język.

Pisarz się odsłania - ciekawie. Pisarz się tłumaczy - niepotrzebnie. Ja zawsze znakomity język.

Pokaż mimo to

2
avatar
1183
1163

Na półkach:

Ciężko mi się to czytało, tym bardziej wiedząc, że to ostatnia książka Pilcha, że zachwalana, że sam Pilch przecież jest super. No niestety, bardzo mi przykro, zachwytów nie będzie. Po raz kolejny przekonuję się już, że pisarz nawet jeśli ma wspaniały umysł, potrafi poruszać się w literackich labiryntach (w przypadku "Żółtego światła" może lepiej powiedzieć "szachownicy" ze względu na okładkę), to nie oznacza to wcale, że jego pisanie porwie tłumy. Nie mówię, że Pilchowi czegoś brakuje, w tym właśnie problem, absolutnie nie. Zwyczajnie nasza perspektywa spoglądania na rzeczy jest inna, widzę spory konflikt pokoleń, no jest trochę zdziadziale. Nie są to moje realia, rozważania. Opisane naprawdę zacnie, wiele razy można śmiechnąć wewnętrznie, w ogóle cała książka pełna jest materiałów na doskonałe cytaty (najlepsze to te o poczuciu winy, jeden z bohaterów jest ich znawcą; lubię też o tym, że "wisielczyni" nie znajduje miejsca w języku polskim), zabaw słowem jest sporo i wszystkie zaliczam do udanych, nie ma tutaj w ogóle żadnej żenady, było mi po prostu zwyczajnie. Czytało się czytało, ale nie czułam się porwana, ani zachęcona do czytania innych książek Pilcha. Pewnie i tak przeczytam, ale entuzjazm na ten moment z tym związany jest zerowy (czasem zapominam, dlaczego ktoś mi się nie podobał i czytam coś ponownie, czasem przypominam sobie dlaczego i utrwalam na dłużej, a czasem... "polubiam"). Będzie testowane, na pewno, na teraz to słabo.

Wyzwanie czytelnicze LC maj 2021: Przeczytam opowiadanie lub zbiór opowiadań (7).

Ciężko mi się to czytało, tym bardziej wiedząc, że to ostatnia książka Pilcha, że zachwalana, że sam Pilch przecież jest super. No niestety, bardzo mi przykro, zachwytów nie będzie. Po raz kolejny przekonuję się już, że pisarz nawet jeśli ma wspaniały umysł, potrafi poruszać się w literackich labiryntach (w przypadku "Żółtego światła" może lepiej powiedzieć...

więcej Pokaż mimo to

54
avatar
963
138

Na półkach:

https://taktoczytam.blogspot.com/2021/04/zote-swiato-jerzy-pilch.html

https://taktoczytam.blogspot.com/2021/04/zote-swiato-jerzy-pilch.html

Pokaż mimo to

1
avatar
251
219

Na półkach:

Szkoda, że już nigdy nic..

Szkoda, że już nigdy nic..

Pokaż mimo to

6
avatar
935
793

Na półkach: , , ,

Bardzo lubię pióro Jerzego Pilcha. Fikcja pomieszana z wątkami biograficznymi. Bardzo podobało mi się opowiadanie gdzie wątkiem były szachy. Super, że mogłam tą książkę przeczytać. Tylko niekiedy mam wrażenie, że autor tak pisał, że w niektórych momentach można się pogubić.

Bardzo lubię pióro Jerzego Pilcha. Fikcja pomieszana z wątkami biograficznymi. Bardzo podobało mi się opowiadanie gdzie wątkiem były szachy. Super, że mogłam tą książkę przeczytać. Tylko niekiedy mam wrażenie, że autor tak pisał, że w niektórych momentach można się pogubić.

Pokaż mimo to

17
avatar
891
136

Na półkach: ,

Bardzo lubię książki Pilcha i znowu nie zawiodłem się. Oczywiście niejeden czytelnik może po lekturze "Żółtego światła" utyskiwać: "O czym to jest? Znowu fikcja wymieszana z autobiografią? Kolejne wyznania lubieżnika?" Otóż owszem, tak, właśnie tak. Kto budzi większe zaufanie, komu wierzy się bardziej? Pisarzowi tworzącemu fikcję literacką opartą na własnych zmyśleniach, czy autorowi, który tworzy fikcję literacką opartą na własnych doświadczeniach? Dla mnie godny zaufania jest ten drugi przypadek, a Jerzy Pilch jako autor książek należy bezsprzecznie do tej właśnie kategorii. Pozwolę sobie nie zdradzać, jak się to teraz modnie mówi, treści książki. Ta będzie dla ortodoksyjnych miłośników zwykłej narracji i tak nie do przyswojenia, dla zawziętych zwolenników przewagi akcji nad refleksją także, a dla Pilchowych wyznawców będzie bez znaczenia akcja, ważne będą uwagi, obserwacje, komentarze Pilcha do zjawisk, które spotkały podmiot liryczny książki. Jej wisielczy - że pozwolę sobie tak ją określić - humor to u Pilcha zawsze gorzki komentarz naszej rzeczywistości. Z jednego przypadku potrafi wycisnąć sporo. Opis starań o ślub cywilny jest już z sam w sobie pyszną satyrą na biurokrację, ale przy okazji dostaje się też zaściankowości, wścibskości, konserwatywnym poglądom i chyba także zawiści, kiedy okazuje się, że panna młoda jest młodsza od swego wybrańca o kilkadziesiąt lat. Takie i inne uwagi tworzą obraz naszego polskiego społeczeństwa i naszych charakterów oraz przywar. Warto się z siebie pośmiać, bo to zdrowa reakcja świadcząca o dystansie do siebie i dobrze jest śmiejąc się z innych wiedzieć, że nikt nie jest bez winy, więc po co rzucać kamienie? Pilch próbuje nam to właśnie przekazać: rób swoje i daj żyć innym, bo życie to i tak niełatwy owoc do zgryzienia.

Bardzo lubię książki Pilcha i znowu nie zawiodłem się. Oczywiście niejeden czytelnik może po lekturze "Żółtego światła" utyskiwać: "O czym to jest? Znowu fikcja wymieszana z autobiografią? Kolejne wyznania lubieżnika?" Otóż owszem, tak, właśnie tak. Kto budzi większe zaufanie, komu wierzy się bardziej? Pisarzowi tworzącemu fikcję literacką opartą na własnych zmyśleniach,...

więcej Pokaż mimo to

5

Cytaty

Więcej
Jerzy Pilch Żółte światło Zobacz więcej
Jerzy Pilch Żółte światło Zobacz więcej
Jerzy Pilch Żółte światło Zobacz więcej
Więcej
Reklama
zgłoś błąd