-
Artykuły
Milion euro dla pisarki i burza w branży. Nagroda „Aena de Narrativa“ rozpala emocje
LubimyCzytać1 -
Artykuły
„Kawa z Mistrzem Zbrodni” – wygraj spotkanie z Wojciechem Chmielarzem z okazji Światowego Dnia Książki
LubimyCzytać8 -
Artykuły
"Przejścia. Którędy do miłości" Natalii de Barbaro. Mamy dla Was 40 egzemplarzy książki!
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Czytamy w weekend. 10 kwietnia 2026
LubimyCzytać446
Biblioteczka
2026-04-12
2026-04-08
2026-03-22
Maja i czas motyli to książka dla dzieci napisana przez Radka Raka. Przepiękne ilustracje do jej wnętrza wykonała Aleksandra Krzanowska, a całość wydało Wydawnictwo Powergraph. Było to moje pierwsze spotkanie z twórczością autora i zdecydowanie należało do udanych.
Maja i czas motyli to książka, która opowiada o chodzącej do piątej klasy Mai. W jej życiu zaszły wielkie zmiany przez rozstanie rodziców i dziewczynka spędza tydzień u mamy na nowoczesnym osiedlu, a tydzień u taty w wynajmowanym pokoju w domu pod lasem. Próbując odnaleźć się w tej nowej sytuacji, w nowym miejscu oraz z nowymi emocjami, zaczyna zauważać piękno ukryte w naturze.
Ta książka to nie tylko historia Mai, pełna emocji oraz pięknych ilustracji, ale również ogromna dawka wiedzy na temat otaczającego nas świata. Autor przemyca do narracji multum informacji o zwierzętach, głównie owadach. Do tego pomiędzy rozdziałami pojawiają się karty rodem z atlasów przyrodniczych – z zachwycającymi ilustracjami, opisami oraz nazwami łacińskimi gatunków. Wszystko okraszone komentarzem od autora, którym próbuje pobudzić dziecięcą ciekawość i przekazać czytelnikom miłość do wszystkiego, co żywe.
Osobiście byłam oczarowana sposobem, w jaki Radek Rak przedstawiał świat przyrody. Połączenie go z dziecięcą ciekawością, która pokonuje początkową niechęć, stanowiło genialny zabieg. Sprawiło to, że czytelnikowi łatwiej było się otworzyć na wiedzę oraz odkrywanie natury, bo robił to razem z główną bohaterką. Przekazywane informacje oraz drobne przygody, które przeżywała Maja związane z małymi zwierzątkami oraz owadami sprawiły, że i we mnie budziła się ciekawość i wręcz dziecięcy zachwyt.
Wzmacniają to cudowne ilustracje Aleksandry Krzanowskiej. Jest ich naprawdę sporo, a każda z nich po prostu zachwyca. Łapałam się na tym, że zamiast czytać dalej, przypatrywałam się mniej lub bardziej barwnym ilustracjom. Nie mogłam oderwać od nich wzroku. Doskonale uzupełniały historię i zachęcały, by się dalej w nią zagłębiać. Bardzo mi się podobało, że przy rysunkach roślin czy zwierząt pojawiały się również ich nazwy łacińskie, jak w prawdziwym, przyrodniczym atlasie.
W kwestii historii, to jest ona bardzo bogata. Autor porusza wiele tematów tak bardzo ważnych w świecie dzieci wchodzących powoli w wiek nastoletni. Świetnie pokazał dynamikę grupy rówieśniczej oraz jak łatwo jest wypaść z łask i stać się odludkiem w szkolnej klasie. Pokazał emocje, które przerastają dzieci, oraz bezradność dorosłych, którzy chcą pomóc, ale nie wiedzą, jak najlepiej to zrobić. Niejednokrotnie się przy tej pozycji wzruszałam, nieraz ścisnęło mnie za serce, ale były też chwile, gdy uśmiechałam się sama do siebie bądź zwyczajnie śmiałam.
Maja i czas motyli to książka naprawdę niezwykła. Jest pełna ciepła, jednocześnie porusza trudne, ale jak najbardziej realne problemy czy tematy. To pozycja, która sprawdzi się nie tylko idealnie do wspólnej lektury z dziećmi czy do polecenia młodszym, ale również może otworzyć oczy starszym. Bo jeśli jest jakaś lekcja, którą z niej wyniosłam, to to, by, tak jak Maja, nauczyć się obserwować naturę. Ma ona wiele do zaoferowania.
Recenzja powstała w ramach współpracy z wydawnictwem.
Maja i czas motyli to książka dla dzieci napisana przez Radka Raka. Przepiękne ilustracje do jej wnętrza wykonała Aleksandra Krzanowska, a całość wydało Wydawnictwo Powergraph. Było to moje pierwsze spotkanie z twórczością autora i zdecydowanie należało do udanych.
Maja i czas motyli to książka, która opowiada o chodzącej do piątej klasy Mai. W jej życiu zaszły wielkie...
2026-03-24
Beksa to najnowsza powieść Agnieszki Kulbat, od której zdarzyło mi się sięgnąć zarówno po fantastykę, jak i thillery młodzieżowe. To tej drugiej grupy zalicza się również Beksa, wydana przez Wydawnictwo Book4YA.
Autorka już nie raz udowodniła, że bardzo dobrze sobie radzi w powieści. Tworzy dobrą fantastykę, ale jej thrillery młodzieżowe to zupełnie inna klasa. To petardy. Jestem co prawda laikiem gatunku i mało która pozycja mi podchodzi, ale Beksa była, krótko mówiąc, genialna. Fenomenalna. Gdybym mogła, przeczytałabym ją na raz – z żalem jednak odkładałam na bok, psiocząc pod nosem, że muszę spać (a raczej się wyspać).
Beksa opowiada historię Kaliny, która musiała szybko dorosnąć. Przez nieobecność rodziców przejęła na siebie obowiązek nie tylko wychowania młodszej siostry, ale również zapewnienia jej domu. Jej życie komplikuje się, w chwili, gdy poznaje Tymka – chłopaka, który szuka swojej zaginionej matki. I okazuje się, że jej zniknięcie ma coś wspólnego ze zniknięciem matki Kaliny sprzed lat. Stąd akcja już pędzi i to w taki sposób, że porywa czytelnika ze sobą.
Jeśli to nie wybrzmiało wcześniej, powtórzę – ta książka wciąga i naprawdę bardzo trudno jest się od niej oderwać. Autorka bardzo pomysłowo prowadzi narrację, która pozwala czytelnikowi odkrywać krok po kroku całą intrygę. Razem z bohaterami poznaje kolejne tajemnice oraz pogrzebane w przeszłości sekrety. Specyficznego uroku temu wszystkiemu dodaje również klimat starego blokowiska, gdzie rozgrywa się znacząca większość akcji. Były momenty, w których bez problemu mogłam sobie wyobrazić, że siedzę przy kuchennym stole obok Kaliny i Tymona, próbując rozwikłać zagadkę.
Bohaterowie, których wykreowała autorka, byli naprawdę dobrze skonstruowani. Od pierwszych chwil ich pojawienia się jasne było, co ich napędza oraz co jest dla nich najważniejsze – a co bardziej istotne, ukazywało się to w każdym ich działaniu. Kalina jako osoba z trudną przeszłością stanowiła bardzo dobrze przedstawioną postać mierzącą się z traumą, a jednocześnie próbującą być „twardą”, dla siostry. Z kolei Tymon, jako osoba w żałobie po stracie ojca, doskonale przejawiała oznaki samotności oraz potrzeby odpowiedzi.
Jak sama akcja i fabuła usnuta przez Agnieszkę Kulbat porywa, tak warto zwrócić również uwagę na pewne lekcje, płynące z tej historii. Przez różne koleje losu dwójka bohaterów nie tylko się do siebie zbliża, ale również odsłania swoje wnętrza. Beksa stanowi doskonały przykład ukazania świata, który wydaje się być pełen „twardych” ludzi, a jednocześnie jest w nim miejsce na wrażliwość i emocje. Do tego nie piętnuje ich, nie wzmacnia obrazu spychania smutku czy bezsilności na bok, a daje im miejsce i pozwala wybrzmieć. Jest to ważna lekcja nie tylko dla młodzieży, która wciąż uczy się mierzyć z własnymi emocjami, ale również dla dorosłych, którzy mogli zapomnieć, że czasami trzeba sobie na nie pozwolić.
Beksa to naprawdę warta uwagi pozycja, przy której łatwo zarwać nockę. Może stanowić świetną rozrywkę dla osób chcących zacząć czytać thrillery, ale także dla tych, którzy poszukują pełnej emocji pozycji z dawką zagadek kryminalnych. Zagwarantować mogę to, że przy tej książce nie ma mowy o nudzie.
Beksa to najnowsza powieść Agnieszki Kulbat, od której zdarzyło mi się sięgnąć zarówno po fantastykę, jak i thillery młodzieżowe. To tej drugiej grupy zalicza się również Beksa, wydana przez Wydawnictwo Book4YA.
Autorka już nie raz udowodniła, że bardzo dobrze sobie radzi w powieści. Tworzy dobrą fantastykę, ale jej thrillery młodzieżowe to zupełnie inna klasa. To petardy....
2026-03-20
Poławiacze sunu to niezwykła książka osadzona na morzu, którą napisał Michał Organiściak. Jest to powieściowy debiut, o którym bym nie powiedziała, że jest debiutem. Książkę wydało Wydawnictwo Fabryka Słów.
Poławiacze sunu to morska opowieść o dwóch braciach, którzy muszą mierzyć się z różnymi przeciwnościami losy. Starszy, Marten, to żeglarz będący o krok od objęcia roli kapitana okrętu, który mierzy się z skrywanym w tajemnicy uzależnieniem. Z kolei młodszy, Cobar, to student prawa, którego bardziej interesują romanse niż nauka, przez co pakuje się w kłopoty. Ich losy zbiegają się i wprowadzają czytelnika w opowieść pełną magii, morza i morskich potyczek.
Pierwszym, co skrada uwagę przy tej pozycji, jest sunu. To narkotyk wyławiany z dna morskiego, który nie tylko uzależnia na zawsze, ale również daje potężne moce – od wyostrzonych zmysłów, przez supersiłę, aż do magii. Jest to naprawdę świetny zabieg światotwórczy. Nie dość, że nakłada ograniczenia na użytkowników magii, to jeszcze zmusza ich do ponoszenia potężnej ceny. Stanowi to bardzo dobrze przemyślany element świata, który stworzył autor i już za samo to należy mu się uznanie.
Postacie są bardzo ciekawie skonstruowane. Czytelnik z łatwością może je polubić i to niezależnie od tego, czy podziela ich przekonania lub wspiera decyzje. Nie jest też ich wiele, dzięki czemu nie tylko nie sposób się pośród nich pogubić, ale również można każdego bohatera poznać lepiej. Sporo ułatwia tutaj także styl autora, który jest naprawdę przyjemny, a do tego bardzo obrazowy. Przez książkę się płynie i kolejne rozdziały mijają w mgnieniu oka.
Jeśli chodzi o fabułę, może się wydawać, że wiele jej elementów się ze sobą nie łączy, ale to tylko pozory. Autor zadbał, by nie zostawiać niczego przypadkowi. Każde przedstawione na kartach powieści wydarzenie jest tam nie bez powodu, niczym kawałek układanki, której pełen obraz pojawia się dopiero przy złożeniu w całość. Igra to z umysłem czytelnika, ale równocześnie przynosi mnóstwo satysfakcji, gdy kolejny kawałek wpada na swoje miejsce i następuje moment „aha!”.
Akcja jest naprawdę warta. Nawet w chwilach, które funkcjonują jako mała dygresja od głównej osi fabularnej, tempo jest zachowane i żaden rozdział nie odbiega od narzuconego rytmu. I chociaż narracja prowadzona jest z kilku punktów widzenia, nie ma poczucia chaosu czy przesycenia. Autorowi udało się zachować wszystkie elementy w niemal idealnej równowadze. Sprawia to, że książkę naprawdę trudno jest wyrzucić z głowy. W ciągu dnia łapałam się na tym, że myślałam o ostatnich punktach fabularnych i nie mogłam się doczekać, aż znów usiądę do lektury.
Świat przedstawiony w Poławiaczach sunu to świat magiczny. Zostały w nim wprowadzone różne stworzenia, które ożywiają całość i nadają mu różnorodności. Wszechobecna magia, nawet jeśli niesie ze sobą wielką cenę, działa w tym świecie dobrze. Stawki są jasne od początku, a do tego napędzają sobą motywacje bohaterów. Chociaż muszę przyznać, że mam pewne wątpliwości co do rozwiązania problemu uzależnienia, który w pewnym momencie został dość mocno złagodzony. Oczywiście, rozwiązanie funkcjonuje w myśl zasady coś za coś, ale nie jestem fanką wiadomości, którą to wysyła czytelnikowi, a mianowicie, że uzależnienie można wyleczyć przez działanie drugiej osoby.
Michał Organiściak stworzył naprawdę dobrze dopracowaną powieść, przy której bawiłam się fenomenalnie. Zostawił przy tym na tyle szeroko otwarte zakończenie, że czytelnik ma spore podstawy oczekiwać ciągu dalszego. Jestem naprawdę ciekawa, co jeszcze autor ma w zanadrzu i liczę, że pozwoli na powrót do świata Martena oraz Cobara.
Recenzja powstała w ramach współpracy z wydawnictwem.
Poławiacze sunu to niezwykła książka osadzona na morzu, którą napisał Michał Organiściak. Jest to powieściowy debiut, o którym bym nie powiedziała, że jest debiutem. Książkę wydało Wydawnictwo Fabryka Słów.
Poławiacze sunu to morska opowieść o dwóch braciach, którzy muszą mierzyć się z różnymi przeciwnościami losy. Starszy, Marten, to żeglarz będący o krok od objęcia roli...
2026-03-05
Słońce Londynu to drugi i finałowy tom dylogii Imperium Kolibra napisanej przez Żanetę Siemsię-Pindur. Książka wydana przez Wydawnictwo Spisek Pisarzy opowiada historię świata, gdzie Aztekowie podbili Europę, a ich bogowie okazują się prawdziwi – i głodni ofiar.
Minęło sporo czasu, odkąd czytałam pierwszy tom i chociaż wiele rzeczy zostało mi w głowie, z sporą ulgą powitałam podsumowanie poprzedniej części. Pomogło mi się to odnaleźć w zbudowanym przez autorkę świecie, a także odkopać w pamięci wszystko, co było mi potrzebne do powrotu do lektury skupionej na losach Eztliego oraz Toltecatla. Sięgnęłam po ten tom bardzo podekscytowana, że w końcu poznam ich dalszą historię.
Trzeba przyznać autorce, że wykonała świetną robotę z przeniesieniem kultury Azteków do Europy, zbudowaniem silnie podzielonego społeczeństwa i zmierzeniem się z konsekwencjami takich decyzji światotwórczych. Podział między ludźmi w Londynie widać na każdym kroku – wystarczy spojrzeć na imiona bohaterów. Sam Eztli de Garlande, jeszcze przed całą spiralą wydarzeń z pierwszego tomu, nie miał łatwo przez swoje mieszane pochodzenie. Ten tom idzie jednak dalej i mocniej zagłębia się nie tylko w brutalne rządy Azteków, ale również w rewolucyjne działania Europejczyków.
Cała książka przesycona jest ciężką atmosferą. Jest to spowodowanie nie tylko stawkami, o jakie toczy się fabuła, ale również srogą zimą panującą nad miastem. Pradawny i niebezpieczny bóg wciąż czeka na swoją ofiarę, a im dłużej czeka, tym poważniejsza staje się sytuacja. Czytelnik ma okazję śledzić wydarzenia z dwóch różnych frontów, zarówno ze strony kapłanów, jak i strony rewolucjonistów. Nadaje to całej powieści ciekawej dynamiki, która sprawia, że trudno się od niej oderwać.
Nie będę ukrywać, że to właśnie rewolucja będąca naturalnym wynikiem panowania Azteków była tym, co mnie w książce najbardziej zainteresowało. Książka nikogo nie szczędziła i przedstawiła brutalną rzeczywistość walki uciskanych klas społecznych z władzą i religią tych, którzy mimo upływu lat wciąż zostali w ich oczach najeźdźcami. Najciekawszym aspektem ich działań był fakt, że wśród rewolucjonistów nie znajdowali się tylko Europejczycy, a motywacje Azteków były naprawdę różnorodne. Można było wyczytać z tych postaci mnóstwo o ludzkiej naturze.
Jeśli chodzi o główną fabułę, czyli historię Eztliego i Toltecatla, to trzeba przyznać, że obie postaci przechodzą ogromne przemiany. Naprawdę niewiele przypominają siebie z początku pierwszego tomu czy nawet i tego. Z fascynacją czytałam o tym, jak zmieniało się ich podejście i jak zmuszali samych siebie do działań, by chronić najbliższych oraz samych siebie oraz to, jak to na nich wpływało.
Autorka naprawdę zwinnie prowadziła fabułę, a jednocześnie bardzo wiele zostawiała czytelnikowi do odkrycia. Wiele rzeczy nie zostało powiedzianych wprost, przynajmniej początkowo, co zostawiało mnóstwo przestrzeni do namysłów i snucia własnych teorii. Część moich podejrzeń się sprawdziła, ale w wielu aspektach odczułam spory szok. Samo zakończenie było dla mnie niespodziewane. Cały wątek boga okazał się być dużo bardziej zawiły, niż początkowo zakładałam, co podziałało na plus. Dodało całości głębi i sprawiło, że po lekturze miałam do czego wracać myślami.
Słońce Londynu to zaskakujący finał dylogii, który przynosi mnóstwo satysfakcji, jak i całą gamę innych emocji. Autorka nie bierze jeńców wśród swoich postaci, ale także wśród czytelników. Sprawia tym samym, że książka jest fascynującą lekturą, od której naprawdę trudno jest się oderwać. I chociaż zakończenie jest kompletne, tak został we mnie pewien żal, że nadszedł czas pożegnać się z tą historią oraz światem. Cieszę się jednak, że dane mi było poznać tę dylogię.
Recenzja powstała w ramach współpracy z wydawnictwem.
Słońce Londynu to drugi i finałowy tom dylogii Imperium Kolibra napisanej przez Żanetę Siemsię-Pindur. Książka wydana przez Wydawnictwo Spisek Pisarzy opowiada historię świata, gdzie Aztekowie podbili Europę, a ich bogowie okazują się prawdziwi – i głodni ofiar.
Minęło sporo czasu, odkąd czytałam pierwszy tom i chociaż wiele rzeczy zostało mi w głowie, z sporą ulgą...
2026-02-28
Bogowie otchłani to pierwszy tom nowej serii napisanej przez Andreę Stewart. Książka opowiada historię dwóch sióstr, które przez działania wielorękiego bóstwa zostały rozdzielone w pełnym niebezpieczeństw świecie. W Polsce książka została wydana przez Wydawnictwo Fabryka Słów.
Ta książka była moim pierwszym spotkaniem z twórczością autorki i pod wieloma względami jest bardzo pozytywnie zaskoczona. Od samego początku byłam zachwycona światem, który zbudowała Andrea Stewart. Przedstawiła świat po katastrofie sprowadzonej częściowo przez człowieka, a częściowo przez bogów. Świat podzielony za pomocą barier z eteru na części, którym grozi odnowienie przez wielorękiego boga. I chociaż odnowa zniszczonych terenów brzmi dobrze, nie jest to takie piękne, jak się może wydawać. Nie wszyscy są w stanie ją przeżyć, a ci, którym się to uda, sami ulegają przemianie.
Taki koncept świata pozwolił bardzo dobrze zalśnić innym pomysłom autorki. Każdy fragment wiedzy na temat bogów, ich Podświata oraz losów przyjmowałam z ogromną ciekawością i wręcz głodem. Wypływający stamtąd eter również pozwolił na stworzenie naprawdę intrygującego systemu magicznego, do którego dostęp zyskali nie tylko przemienieni, ale również śmiertelnicy za pomocą magicznych kamieni. W kwestii światotwórczej wszystko spinało mi się w bardzo dopracowaną, bardzo zgraną i świetnie działającą całość. Jednak nie wszystko w tej książce zadziałało.
Bogowie otchłani to książka opowiedziana z kilku perspektyw. Czytelnik poznaje rozdzielone przez odnowę siostry, Hakarę oraz Rashę, zmierzającego przez podziemia do Podświata Mulla, próbującą ocalić upadający ród Sheuan oraz ma okazję poznać losy bogów w rozdziałach o jednym z nich, Nioanenie opowiadających o przeszłości. I jest ich sporo, a nie wszystkie wątki są ze sobą na etapie tego tomu silniej splecione. I, jak to była przy wielu wątkach, niektóre są bardziej ciekawe od innych.
Historia Mulla była w moim odczuciu nijaka. Trochę było rzeczy ciekawych, ale przeważało schodzenie w głąb jaskiń, które były kompletnie oderwane od wydarzeń na powierzchni. I o ile Mull stał się moim ulubionym bohaterem, jego historia stanowiła przerywnik od głównej fabuły. Z kolei wątek Sheuan był dla mnie wręcz zbędny. O ile jej znaczenie w głównej fabule jest spore, tak jej własne działania i plany stanowiły wydarzenia tła, które miały na celu wprowadzić chyba tylko politykę kraju, w którym rozgrywała się część akcji. I nie zrobiły tego dobrze.
Najważniejszym elementem całej powieści są jednak wątki rozdzielonych sióstr. O ile Hakara jest ciekawą postacią, tak nie sposób było mi jej polubić. Rasha była dużo bardziej intrygująca, zwłaszcza że trafiła na drugą stronę sporu i wprowadzała mnóstwo informacji na temat Wielorękiego oraz bogobójców i życia w odnowionych krainach. Tylko jej motywacje były dla mnie grubymi nićmi szyte.
To wszystko sprowadza się do tego, że w tej książce postacie są po prostu płaskie. Brak im głębi, która sprawiłaby, że dałoby się je bardziej polubić albo zżyć z ich losami. Przez większość czasu były tak obojętne, jak bohaterowie drugo- czy trzecioplanowi. Z tego powodu też trudniej było mi się zaangażować w fabułę, a kreowane przez autorkę relacje były naciągane na siłę. Zwłaszcza że opierały się głównie na zasadzie powiedzenia czytelnikowi o nich, zamiast pokazania ich. Drażniło to w szczególności w kontekście relacji romantycznych, które wzięły się wręcz z powietrza.
Widać, że autorka poświęciła najwięcej czasu na stworzenie świata, sporu bogów oraz systemu magicznego, ale przez to ucierpiały postacie. W rezultacie trudno im jest pociągnąć fabułę, która naprawdę mogłaby być ciekawa. Finał jest jednak obiecujący. Daje nadzieję, że w kolejnym tomie bohaterowie się mocno rozwiną i będzie tylko lepiej.
Recenzja powstała w ramach współpracy z wydawnictwem.
Bogowie otchłani to pierwszy tom nowej serii napisanej przez Andreę Stewart. Książka opowiada historię dwóch sióstr, które przez działania wielorękiego bóstwa zostały rozdzielone w pełnym niebezpieczeństw świecie. W Polsce książka została wydana przez Wydawnictwo Fabryka Słów.
Ta książka była moim pierwszym spotkaniem z twórczością autorki i pod wieloma względami jest...
2026-02-23
Love Story. Tak i wspak to historia ze świata The Inheritance Games, której akcja rozgrywa się lata przed główną fabułą serii, ale ma dla niej ogromne znaczenie. Książkę napisała Jennifer Lynn Barnes, a w Polsce wydało ją Wydawnictwo Must Read.
Jest to książka, która łączy w sobie dwa spojrzenia na te same wydarzenia. Czytelnik ma okazję poznać perspektywy głównych bohaterów, czyli Hannah oraz Toby’ego. Zostało to rozwiązane w dość sprytny sposób, bo każda z perspektyw wydrukowana jest w inną stronę. By odczytać obie, książkę należy w połowie odwrócić. Jest to ciekawy zabieg, chociaż osobiście nie jestem jego fanką głównie z powodów wizualnych.
Sięgając po tę pozycję, miałam w pamięci, że perspektywa Hannah już się ukazała w jednej z książek z serii, a dokładniej w Games Untold, czyli zbiorze opowiadań. Przeczytałam ją więc już wcześniej i teraz jedynie sobie ją przypomniałam. Muszę jednak przyznać, że było to ciekawe doświadczenie. Sporo rzeczy pamiętałam, ale wiele też odkryłam na nowo. Już wtedy należał do moich ulubionych, więc powrót do niego przyniósł mi zaskakująco dużo przyjemności.
Historia z perspektywy Hannah jest bardzo dobrze ułożona. Pozwala nie tylko poznać bohaterkę, ale również jej skomplikowaną sytuację rodzinną, która buduje główną motywację jej jako postaci – chęć wyjechania z miasta. Czyta się ją dobrze i dość szybko, a jednocześnie jest dość spokojna. Paradoksalnie, bardzo łatwo się w niej zatracić, bo najzwyczajniej w świecie wciąga. A potem przyszła kolej na odwrócenie książki i poznanie wersji Toby’ego.
Trochę się tego obawiałam. Zbyt często zdarza się, że wprowadzenie perspektywy drugiego głównego bohatera w historii, gdzie nie ma aż tak wiele do rozwinięcia (przez stosunkową prostotę fabuły i formę opowiadania) kończy się tym, że wszystko się powtarza i trudno znaleźć w tym coś nowego. Na szczęście Barnes znalazła sposób, by tego uniknąć. Przede wszystkim dopisała mnóstwo interesujących scen, które uzupełniły luki z perspektywy Hannah. Nie były to skomplikowane sceny, a raczej dialogi, które pozwoliły dodatkowo poznać obu bohaterów.
Największym zaskoczeniem dla mnie był fakt, że autorka wplotła w historię Toby’ego inne tajemnice. Pokazała postać drugoplanową, Jacksona, w zupełnie innym świetle, co było bardzo ciekawe i nieoczekiwane. Ale przede wszystkim pokazała, co się działo z Tobym po głównych wydarzeniach opowiadania. I chociaż zrobione to zostało bez większej głębi, bo nie taki też był cel tekstu, pozwoliło to dużo lepiej zrozumieć postać Toby’ego oraz powody, dla których trzymał się z daleka od Hannah przez te wszystkie lata.
Z całą pewnością należy powiedzieć, że Love Story. Tak i wspak jest pozycją interesującą. Bardzo dobrze uzupełnia historię znaną z The Inheritance Games, a do tego odpowiada na pytania, o których istnieniu czytelnik mógł nawet nie zdawać sobie sprawy. Sprawia to, że jest to naprawdę dobry dodatek do serii, który może świetnie podpasować fanom twórczości autorki.
Recenzja powstała w ramach współpracy z wydawnictwem.
Love Story. Tak i wspak to historia ze świata The Inheritance Games, której akcja rozgrywa się lata przed główną fabułą serii, ale ma dla niej ogromne znaczenie. Książkę napisała Jennifer Lynn Barnes, a w Polsce wydało ją Wydawnictwo Must Read.
Jest to książka, która łączy w sobie dwa spojrzenia na te same wydarzenia. Czytelnik ma okazję poznać perspektywy głównych...
2026-02-09
Posoka to książka napisana przez Agatę Sobisz, którą w iście bogatej oprawie wydało Wydawnictwo Nine Realms. Książka w gruncie rzeczy stanowi zbiór opowiadań, których akcja rozgrywa się w ciągu różnych lat, a łączą je dwie rzeczy – miejsce i ludzie.
Posoka to zbiór dwunastu opowiadań osadzonych na Podlasiu, w których ścieżki zwykłych ludzi przecinają się z drogami istot z mitów i wierzeń słowiańskich. Przez karty tej książki przewijają się topielce, kikimora, południca i wiele innych. Przede wszystkim pojawia się również leszy – uzurpator w Czartoryskiej puszczy, który w gruncie rzeczy wypowiedział wojnę ludziom.
Każde z opowiadań osadzone jest w innych czasach. Dało to okazję dla autorki, by nie tylko pokazać uroki wsi na przestrzeni lat, lecz także podkreślić zmiany oraz stałe w życiach mieszkańców regionu. Trzeba przyznać, że z każdego opowiadania wylewa się atmosfera typowa dla czasu akcji. A do tego taki rozstrzał czasowy sprawia, że całość ma niepowtarzalny klimat, który silnie czuć przy lekturze.
To właśnie tym klimatem czaruje autorka. Połączenie Podlasia, jego historii, religii prawosławnej oraz słowiańskich demonów jest po prostu niezwykłe. Do tego sam styl autorki, który jest zaskakująco prosty, sprawia, że przez całość się płynie. Mówiąc szczerze przy lekturze nie miałam pojęcia, kiedy pochłonęłam grubo ponad połowę i żałowałam, że muszę iść spać i nie mogę dokończyć.
Autorka, oprócz malowania niesamowitego klimatu, porusza także wiele trudnych tematów. Wydawać się, że żaden ludzki problem nie jest dla niej zbyt straszny, by godnie osadzić go w fabule i życiach bohaterów z Czartajewa i okolic. I, co może wydawać się paradoksalne, wagi tych problemów nie czuć w lekturze. Czytelnik oczywiście zdaje sobie sprawę, że nie jest to ważka tematyka, jednak prosty język tworzy iluzję, której łatwo jest się poddać.
Nie działa to w żadnym wypadku na szkodę dla tematów. Każde z opowiadań opiera się na założeniu, że nie wszystko jest czytelnikowi zdradzone. Od samego początku zmusza go to nie tylko do aktywnych prób odnalezienia się w wytworzonym świecie, ale również do łączenia wątków i myślenia. I w czasie lektury przez głowę przepływa cały potok myśli na temat fabuły, ale również i głębszych przemyśleń. Muszę przyznać, że największą satysfakcję przy lekturze miałam w chwilach, gdy udawało mi się połączyć to, co pozostawało niewypowiedziane.
Posoka to naprawdę nietuzinkowa pozycja. W gruncie rzeczy brak w niej głównego bohatera – choć tak, takowego można wytypować w każdym z opowiadań. Jednak przez to, jak bardzo powiązane są ze sobą te opowiadania, żaden z nich nie dominuje jako główna postać całości. A mimo to wszelkie powiązania między nimi są jasne. Nie będę ukrywać jednak, że kilka razy zdarzało mi się zerkać do zamieszczonego z tyłu książki drzewa genealogicznego, by sobie to połapywanie się ułatwić.
Czy warto przeczytać Posokę? Jak dla mnie zdecydowanie. To książka, która zachwyca na wielu płaszczyznach i wydaje mi się, że każdy jest w stanie znaleźć w niej coś dla siebie. I chociaż jest to książka z wątkami fantastycznymi, nie czuć ich na każdym kroku, więc może stanowić też świetny wstęp do gatunku dla osób z nim jeszcze nie zaznajomionych. Ogólnie jednak mówiąc, Posoka to niezwykle udany debiut, po lekturze którego nie mogę się doczekać na to, co jeszcze szykuje dla czytelników autorka w Trylogii Czartajewskiej.
Posoka to książka napisana przez Agatę Sobisz, którą w iście bogatej oprawie wydało Wydawnictwo Nine Realms. Książka w gruncie rzeczy stanowi zbiór opowiadań, których akcja rozgrywa się w ciągu różnych lat, a łączą je dwie rzeczy – miejsce i ludzie.
Posoka to zbiór dwunastu opowiadań osadzonych na Podlasiu, w których ścieżki zwykłych ludzi przecinają się z drogami istot z...
2026-02-03
Czarna szabla to książka historyczna Jacka Komudy, której akcja osadzona jest w złotych czasach polskiej szlachty. Miałam okazję przeczytać najnowsze wznowienie tej pozycji wydane przez Fabrykę Słów.
Z twórczością Jacka Komudy nigdy wcześniej nie miałam przyjemności się spotkać, choć wiele jego książek znajduje się w mojej rodzinnej biblioteczce, zostawione tam przez moich braci. Nie jednokrotnie na nie zerkałam, jednak nigdy się nie zdecydowałam po nie sięgnąć przez inne lektury. W końcu okazja nadarzyła się sama i miałam przyjemność zapoznać się z prozą autora przy pozycji Czarna szabla.
Czarna szabla to w gruncie rzeczy zbiór opowiadań, które łączą się jedną postacią – Jackiem nad Jackami, najemnikiem i awanturnikiem z siedemnastego wieku. Pojawia się on niemal w każdym tekście z większą lub mniejszą rolą, raz nawet w formie przodka głównego bohatera. Poza tym teksty nie są ze sobą mocniej powiązane, a przynajmniej ja tych powiązań nie dostrzegam.
Jeśli miałabym wskazać, który z tekstów był dla mnie najciekawszy, musiałabym podzielić pierwsze miejsce na dwa. Trudno jest mi wybrać pomiędzy „Jeruzalem” a „Nobile verbum”. Obie te pozycje wydały mi się najżywsze pod względem akcji, a także pozwoliły najlepiej zaprezentować się bohaterom, ukazując ich najszczersze twarze. Czytało mi się je najprzyjemniej i najbardziej do mnie przemawiają.
Komuda bardzo barwnie gra językiem. Bez wahania stosuje stylizację tekstu, a także jego archaizację, by nadać mu brzmienie typowe nie tylko dla opisywanych czasów, ale również dla pochodzenia bohaterów. Zwłaszcza na początku może to stanowić wyzwanie dla czytelnika, w szczególności dla osób, które nie są przyzwyczajone do takiego języka. Osobiście potrzebowałam sporo czasu, by się w tym odnaleźć i przez to pierwsze opowiadanie czytało mi się trudno.
Muszę przyznać, że obraz, który przedstawia autor, jest naprawdę ciekawy. Jego teksty czytało się dobrze, gdy już przyzwyczaiło się do języka, a przedstawione historie potrafią wciągnąć. Do tego można dzięki nim lepiej poznać to, co próbowały przekazać lekcje historii – a mianowicie kulturę polskich szlachciców w siedemnastego wieku. Stanowi ona nieodłączny element opowiadań i zmusza czytelnika, by się w niej odnalazł, ale bez podtykania odpowiedzi pod nos.
Ogólnie Czarną szablę czyta się dobrze. Daleko mi do powiedzenia, że polubiłam się ze stylem autora – stylizacja języka zawsze stanowiła dla mnie problem w odbiorze i stanowi w moich oczach pewien minus, nawet jeśli gra istotną rolę w budowaniu klimatu całości. Książka jest ciekawa i myślę, że stanowić będzie naprawdę udaną lekturę dla fanów powieści historycznej oraz fanów epoki.
Czarna szabla to książka historyczna Jacka Komudy, której akcja osadzona jest w złotych czasach polskiej szlachty. Miałam okazję przeczytać najnowsze wznowienie tej pozycji wydane przez Fabrykę Słów.
Z twórczością Jacka Komudy nigdy wcześniej nie miałam przyjemności się spotkać, choć wiele jego książek znajduje się w mojej rodzinnej biblioteczce, zostawione tam przez moich...
2026-02-01
Tatuaże i krew to trzecia część serii fantastycznej Kroczący wśród cieni napisanej przez Jarosława Kukiełkę. Książkę wydało wydawnictwo SQN Imaginatio.
Lektura trzeciego tomu przypadła w moim wypadku dość świeżo po przeczytaniu poprzednich. Z tego powodu bardzo łatwo było mi na nowo odnaleźć się w świecie Kroczącego wśród cieni, zwłaszcza że fabularnie książka rusza z niemal tego samego miejsca.
Po drugim tomie czułam spory niedosyt, zwłaszcza że w moim odczuciu wiele wątków wprowadzonych w tomie pierwszym nie doczekało się kontynuacji. Na szczęście w tej części się to zmienia – wracamy do problemu Arevii, nawet jeśli dzieje się to bardziej pod koniec. Jednak przynosi obietnicę, że w przyszłości będzie tego więcej. Już samo to sprawia, że ten tom wypada dużo lepiej niż jego poprzednik.
Jeśli chodzi jednak o wydarzenia z konkretnie tego tomu czytało się je dobrze. Akcja była może nie bardzo szybka, by ciągle coś się działo, ale autor bardzo zręcznie przeplótł wątki polityczne, wojenne, dawne sekrety oraz bieżące problemy Vartika. Cieszyło mnie też, że skończyło się tak silne skupienie na Sueziankach, bo trochę się obawiałam, że się przeciągnie i na tą część. Fabuła wciąż kręci się wokół nich, ale przez to, że autor skończył przedstawiać ich społeczeństwo oraz codzienność, czego odczułam w pewnym momencie przesyt, byłam dużo bardziej zainteresowana wydarzeniami wokół nich.
Muszę przyznać, że dużo łatwiej było mi się odnaleźć w postaciach. Wcześniej bohaterowie rozgrywający istotne role w wątkach polityki Sevenii zlewali mi się nieco w jedno, choć to pewnie jest spowodowane moim niezbyt wielkim zamiłowaniem do tego typu wydarzeń w książkach. Mimo to Kukiełka rozpisuje je całkiem nieźle i nawet laik oraz mało zainteresowanymi nimi czytelnik, jak ja, jest w stanie śledzić je bez większych problemów.
Czytało mi się to bardzo dobrze. W gruncie rzeczy pochłonęłam całą książkę na raz i zdałam sobie z tego sprawę dopiero kiedy zobaczyłam epilog. Kartki same się przewracały, a po skończeniu poczułam żal, że to już wszystko i muszę czekać na kolejny tom. Prozę autora czyta się płynnie i bez problemów. Ma bardzo przyjemny styl, który nie tylko pasuje do wykreowanego przez niego świata, ale równocześnie ma w sobie dość aspektów współczesnego języka, by nie być męczący dla czytelnika.
Chociaż jestem nieco zaskoczona, że ta historia nie zamknie się w trylogii (czego się trochę spodziewałam, bo trylogia to dość częsty zabieg), to równocześnie się cieszę, że to nie będzie koniec mojej przygody z Vartikiem – czy też Kavlem, bo bohater ma tendencję do zmiany imienia, co potrafi być nieco konfundujące. Nie zmienia to jednak faktu, że z niecierpliwością będę wyczekiwać kolejnego tomu.
Tatuaże i krew to trzecia część serii fantastycznej Kroczący wśród cieni napisanej przez Jarosława Kukiełkę. Książkę wydało wydawnictwo SQN Imaginatio.
Lektura trzeciego tomu przypadła w moim wypadku dość świeżo po przeczytaniu poprzednich. Z tego powodu bardzo łatwo było mi na nowo odnaleźć się w świecie Kroczącego wśród cieni, zwłaszcza że fabularnie książka rusza z...
2026-01-25
Gideon z Dziewiątego to książka fantastyczna łącząca w sobie elementy sci-fi, która napisała Tamsyn Muir. Książka jest pierwszym tomem serii nekromantycznej Zapieczętowany Grobowiec, a w Polsce wydało ją Wydawnictwo Filia.
Książka już kiedyś pojawiła się na rynku i wówczas bardzo mnie zainteresowała, ale nie udało mi się po nią sięgnąć. Dlatego wieść o wydaniu u nowego wydawcy bardzo mnie ucieszyła i nie wahałam się przed lekturą. Otworzyłam książkę z radością i prędko zaczęłam czytać. I ogólnie mówiąc, pochłonęłam książkę bardzo szybko.
Muszę jednak przyznać, że początek nie należał do najłatwiejszych. Autorka stworzyła naprawdę rozbudowany świat rozłożony na kilka planet z sporym systemem magicznym oraz społecznym, w którym trzeba było się odnaleźć. Czytelnik jest zarzucony masą informacji i to bardzo szybko i odnalezienie się w nich jest niemałym wyzwaniem. Może to sprawić, że wdrożenie się w książkę będzie dla niektórych trudne bądź nawet nudne, chociaż osobiście byłam tym wszystkim bardzo zainteresowana – jedynie odrobinę przeładowana informacjami.
W moich oczach książka ma dwa ogromne plusy. Po pierwsze, nekromacja, która jest odpowiednio obrzydliwa i przerażająca, a po drugie – wątek kryminalny z motywem zamkniętego pokoju. Nie spodziewałam się tutaj morderstw z ograniczoną grupą podejrzanych rodem z książek Agaty Christie. Muir zbudowała cały ten wątek bardzo dobrze, co umożliwiło mi typowanie podejrzanych oraz snucie pomysłów, co się naprawdę wydarzyło. Bardzo rozmyślnie zostawiała po drodze okruszki dla czytelnika i wodziła go za nos, by mącić mu w głowie, a na sam koniec zaskoczyć.
W kwestii nekromancji również byłam zachwycona. Może nie wszystkie zasady sytemu były dla mnie oczywiste od razu, ale im dalej wchodziłam w książkę, tym więcej rozumiałam. Autorka świetnie opisywała walki trupów oraz wykorzystywanie mocy przez nekromantów, korzystając przy tym z zabiegu, że główna bohaterka wcale nekromantką nie była. Wytworzyło to ciekawy kontrast, który pozwolił czytelnikowi łatwiej uwierzyć w przedstawione wydarzenia. A ich opisy, normowane przez bohaterów, dla czytelnika były momentami naprawdę odrażające czy obrzydzające – zgodnie z zamysłem.
Gideon jest naprawdę ciekawym bohaterem. Przez sporą część książki jest raczej bierna – często traktowana jest wręcz jak narzędzie Harrowhark, ale nie znalazł się moment, w którym by mi to przeszkodziło. Jako postać jest barwna, wyszczekana i zabawna, a jej motywacje bardzo jasne. Sprawia to, że bardzo naturalnie wpisuje się w narzuconą jej rolę i ta bierność ma sens. Widać jednak bardzo jasno, że jej zaangażowanie, gdy następuje, wychodzi w pełni od niej i zależy tylko od tego, jakim jest człowiekiem.
Jeśli miałabym wskazać jakiś minus, jest nim niestety język. Książka jest wypełniona powtórzeniami, co wytrącało mnie z rytmu czytania. Zwłaszcza gdy jedno słowo pojawiało się pięć czy sześć razy w jednym akapicie, choć istniały do niego synonimy. Trochę mi się to gryzło z niektórymi naprawdę nieźle skonstruowanymi wypowiedziami, dotyczącymi głównie żartów Gideon, które z pewnością były wyzwaniem do tłumaczenia.
Mimo to genialnie się bawiłam przy lekturze Gideon z Dziewiątego, a zakończenie tej książki uważam za niezwykle udane. Nie pamiętam, kiedy ostatnio finał opowieści tak bardzo mnie usatysfakcjonował. Stanowił nie tylko dobry punkt wyjścia dla kolejnych tomów, ale również idealnie wpasował się w historię głównej bohaterki. Sprawia to, że niecierpliwie będę wyczekiwać kolejnego tomu, a historia Gideon miejscowi się bardzo wysoko w moim rankingu przeczytanych książek.
Gideon z Dziewiątego to książka fantastyczna łącząca w sobie elementy sci-fi, która napisała Tamsyn Muir. Książka jest pierwszym tomem serii nekromantycznej Zapieczętowany Grobowiec, a w Polsce wydało ją Wydawnictwo Filia.
Książka już kiedyś pojawiła się na rynku i wówczas bardzo mnie zainteresowała, ale nie udało mi się po nią sięgnąć. Dlatego wieść o wydaniu u nowego...
2026-01-21
Stalowe Skrzydła to nowa książka autorki Angeliki Grajek. Jest ona opowieścią osadzoną w fantastycznym świecie w wieku wynalazków, w którym obok ludzi żyją mityczne stworzenia. Książkę wydało Wydawnictwo Mięta.
Przy tej pozycji najbardziej żałuję, że nie zarejestrowałam (albo mnie ominęła) informacji, że to nie jest jednotomówka. Bo właśnie z takim przeświadczeniem zaczęłam czytać książkę i tak czytałam, czytałam, a gdy zostało mi już niewiele do końca i uświadomiłam sobie, że będą kolejne tomy, to poczułam małe rozczarowanie. Głównie przez to, że Stalowe skrzydła są przede wszystkim wprowadzeniem do głównej historii – przedstawieniem postaci, zarysowaniem problemów, z którymi będą się mierzyć. To ta część backstory, która rzadko kiedy dostaje swoją własną książkę, by się zaprezentować.
Nie znaczy to, że była to zła pozycja – wręcz przeciwnie, bawiłam się przy niej bardzo dobrze i pochłonęłam ją w zasadzie na raz. Autorka ma bardzo przyjemny styl, który ułatwia lekturę, choć i tak potrzebowałam chwili, by zacząć go doceniać. Bardzo pasuje do realiów, w których osadzona jest powieść, czyli inspirowanych erą neowiktoriańską i pewną rewolucją techniczną, przywodzącą na myśl początek steampunku. To się łączy bardzo dobrze, a mityczne stworzenia typu centaury czy pixie wpasowują się tam zaskakująco łatwo.
Stalowe skrzydła świetnie wprowadziły bohaterów, czyli córkę bankrutującego arystokraty Edlynne, oraz porwanego do niewoli centaura Karhu. Przy czym, przynajmniej w moich oczach, postać dziewczyny jest dużo bardziej rozwinięta niż postać centaura. Odniosłam też wrażenie, że na niej częściej skupia się narracja, co czasami mi przeszkadzało. Niestety, postać Edlynne w moich oczach była głównie irytująca i nie jestem w stanie tego wytłumaczyć. Część jej zachować rozumiem, zwłaszcza biorąc pod uwagę jej przeszłość i przeżycia. Ale i tak zdarzyło mi się przewrócić oczami w reakcji na jej działania. Lub słowa.
Pod względem fabuły, akcja jest spokojna, a tempo dobrze dobrane do wydarzeń. Nie ma w książce momentów dłużenia się, ale też brakuje, zwłaszcza przy końcówce, tych bardziej intensywnych chwil pełnych wydarzeń. Jest to spowodowane baśniowym klimatem, który co jakiś czas przypomina o swoim istnieniu. Wbrew pozorom książka też nie nudzi, zwłaszcza że niemal każdy jej fragment wprowadza jakieś informacje czy to o postaciach, czy to o świecie.
Najbardziej urzekły mnie w Stalowych skrzydłach wątki nierówności oraz, niestety, typowo ludzkiego postrzegania „inny znaczy gorszy”. Razem z tym, jak się toczy fabuła, budują obietnicę, że w przyszłości będzie to dalej eksplorowane, co bardzo mnie cieszy, zwłaszcza w kontekście historii Karhu. Chociaż pojawiła się też informacja, która jest zwiastunem potencjalnego zakończenia i mam szczerą nadzieję, że autorka nigdy nie pójdzie w jego kierunku.
Ogólnie rzecz biorąc, Stalowe skrzydła to ciekawa pozycja, którą bardzo dobrze się czyta. Wprowadza ciekawy świat i obiecuje bardzo dużo na przyszłość. Historia jest w sporym stopniu wciągająca i przyjemna w odbiorze, mimo że porusza sporo trudnych tematów. Jestem ciekawa, jak dalej rozwinie ją autorka i będę wyczekiwać kolejnych tomów.
Stalowe Skrzydła to nowa książka autorki Angeliki Grajek. Jest ona opowieścią osadzoną w fantastycznym świecie w wieku wynalazków, w którym obok ludzi żyją mityczne stworzenia. Książkę wydało Wydawnictwo Mięta.
Przy tej pozycji najbardziej żałuję, że nie zarejestrowałam (albo mnie ominęła) informacji, że to nie jest jednotomówka. Bo właśnie z takim przeświadczeniem...
2026-01-19
Posmak to powieściowy debiut Darii Lavelle, który łączy w sobie jedzenie, żałobę, duchy oraz światek restauracyjny Nowego Jorku. Powieść wydało w Polsce Wydawnictwo Prószyński i S-ka.
Uwielbiam jedzenie i uwielbiam historie o jedzeniu. Dlatego gdy tylko poznałam koncept tej historii – jedzenie przywołujące i dające spokój duchom – byłam kupiona. Nie spodziewałam się jednak, że ta książka dostarczy mi o wiele więcej atrakcji, które porwą mnie kompletnie. Posmak to pozycja, która łączy w sobie nostalgię i elementy grozy, miłość oraz żałobę, tęsknotę i ambicję, a także pokazuje kuchnię od… cóż, kuchni.
Książka opowiada o życiu Konstantina Duhovnego, znanego jako Kostia. Czytelnik poznaje go jako małego chłopca i razem z nim przemierza ulice Nowego Jorku, gdy młody bohater dorasta i mierzy się z różnymi problemami. Wspólnie odkrywają smaki nawiedzające Kostię niczym duchy oraz poznają kulinarny światek słynnego, amerykańskiego miasta. Autorka bawi się językiem i porównaniami gastronomicznymi z taką łatwością, że można poczuć opisywane potrawy, a przy okazji samemu zrobić się głodnym.
Warto dokładniej przyjrzeć się systemowi zaświatów, który wykreowała Lavelle. Sama idea głodnych duchów i żałoby porównywanej do resztek z uczty jest bardzo pomysłowa. Autorka zwinnie połączyła zaświaty, niedokończone sprawy oraz rozpacz trzymającą żywych z gotowaniem, tworząc naprawdę ciekawy, zaskakująco mało skomplikowany system, który ma wiele do zaoferowania. A do tego bardzo łatwo jest w niego uwierzyć.
Zarówno po postaci Kostii, jak i po samej książce, widać bardzo dokładnie, że autorka pisała nie tylko o tym, na czym się zna, ale także o tym, co sama kocha. Jej pasja do jedzenia, potraw i restauracji wylewa się z każdej strony. Czyni to lekturę o wiele przyjemniejszą i sprawia, że czyta się ją bardzo szybko. Wciągnięcie to tylko kwestia kilku stron. Chociaż zdecydowanie warto mieć przy czytaniu jakieś przekąski.
Posmak porusza wiele tematów, a niektóre z nich mogą być trudne dla części czytelników. W wielu miejscach jest dość mroczna przez swoją tematykę oraz jej ciężar, jednak ostatecznie czuć bardzo wyraźnie, że jest pełna nadziei, a finałowe przesłanie pozostawia w czytelniku mnóstwo refleksji i myśli do rozważenia. Nie jest to książka dla każdego. Nie ma w sobie nigdy nie ustającej akcji czy kradnących całą uwagę wątków romantycznych. Jest spokojna, momentami powolna, ale przede wszystkim, mimo wątku paranormalnego, jest realistyczna.
Nie będę ukrywać, że autorka bardzo mocno kupiła mnie językiem. Już wspominałam o jej porównaniach gastronomicznych, ale całościowo książka napisana jest pięknie, a jedocześnie dość prosto. Czyta się ją przyjemnie, a akapity wywołują całą masę emocji. Jedyne, czego mi zabrakło, to przypisy przy wielu nazwach francuskich, które przewijają się przez światek restauracyjny i dla laików brzmią kompletnie obco.
Podział rozdziałów na różne perspektywy ułatwia odnalezienie się w przedstawionym świecie, ale równocześnie sprawia, że fabuła bardzo stopniowo otwiera się przed czytelnikiem. Wielu rozwiązań dało się w jakimś stopniu domyślić, jednak nie odebrało to przyjemności z czytania ani z odkrywania, co się faktycznie dzieje. A wszystko prowadzi do finału, który jest bardzo satysfakcjonujący, w szczególności dla mnie, jako że pokazuje, że chociaż działania mają swoje konsekwencje, i tak można odnaleźć w nich szczęście oraz mnóstwo nadziei.
Posmak nie jest książką dla każdego, jednak uważam, że to zdecydowanie pozycja godna przeczytania, w szczególności dla osób uwielbiających wątki kulinarne. To pozycja, przy której można płakać, śmiać się, którą momentami czyta się z zapartym tchem, a po odłożeniu książki potrzeba chwili, by pozbierać się na nowo. Jest to jedna z nielicznych powieści, o których myślę, że w przyszłości naprawdę warto wrócić.
Posmak to powieściowy debiut Darii Lavelle, który łączy w sobie jedzenie, żałobę, duchy oraz światek restauracyjny Nowego Jorku. Powieść wydało w Polsce Wydawnictwo Prószyński i S-ka.
Uwielbiam jedzenie i uwielbiam historie o jedzeniu. Dlatego gdy tylko poznałam koncept tej historii – jedzenie przywołujące i dające spokój duchom – byłam kupiona. Nie spodziewałam się...
2025-12-11
Mintari Księga 1: Kargynis to książka otwierająca serię fantasy autorstwa Jakuba Styczyszyna. Książka została wydana przez autora.
Początek tej książki jest dość specyficzny, zwłaszcza że dość długo trzeba czekać na to, co obiecuje opis. Autor długo buduje podstawy pod właściwą fabułę, ale w tej pozycji nie stanowi to wady – wręcz przeciwnie, każdy element zostaje odpowiednio w ten sposób rozwinięty, a później wykorzystany. Do tego angażuje czytelnika emocjonalnie i sprawia, że z łatwością przywiązuje się do przedstawionych postaci.
Świat Mintari jest ciekawy i z całą pewnością ma wiele do zaoferowania, chociaż nie odczułam, jakby autor przedstawił wszystkie jego elementy. W czasie lektury rodziło się we mnie wiele pytań dotyczących władzy czy polityki, a także powiazań między miastami i na wiele z nich nie znalazłam odpowiedzi w tekście. Jednocześnie nie były to elementy niezbędne do rozumienia fabuły czy konfliktu, chociaż nie ukrywam, że znajomość powiązań między dwoma miastami, w których rozgrywa się najwięcej akcji, mogłaby sporo wyjaśnić.
Na największą uwagę zasługuje system magiczny, który stworzył autor. Magia oparta na kamieniach mocy Mintari i duszach (jak to zrozumiałam) jest naprawdę ciekawa, chociaż nie zawsze była dla mnie w pełni jasna. Zabrakło mi w całości takiego elementu wykładu, który bardzo dobrze wpisałby się w relację Shumiego oraz Vagsaika. Zamiast tego jako czytelnik musiałam zbierać wszelkie informacje rozsypane po całym tekście i samodzielnie uzupełniać luki. Sprawiło to, że momentami się gubiłam w stworzonym systemie. Do tego pojawiające się nowe elementy nie uzupełniały pustych przestrzeni, a jedynie rozszerzały, więc i kreowały kolejne pytania.
W kwestii bohaterów również trzeba przyznać, że jest dobrze. Po stronach Mintari przewija się wiele postaci, więc nie sposób oczekiwać, że każda z nich będzie równo rozbudowana. Jednak te najważniejsze są wykreowane w sposób jasny i przejrzysty, a ich motywacje pokrywają się z działaniami. Stanowią ciekawe osobistości, o których się dobrze czyta, nawet jeśli się ich nie polubiło – co w niektórych przypadkach z całą pewnością było zamiarem autora.
Pod względem stylu i języka czytało się książkę dobrze. Opisy były co prawda niekiedy, jak na mój gust, nieco zbyt rozległe, ale trzeba przyznać, że nie zaburzały rytmiki akcji. Autor ma przyjemne pióro, a do tego często sięga po bardzo poetycki język. Niekiedy to kontrastowało z prostymi słowami, chociaż nie w sposób rażący. Dopiero przy finale odczułam pewne problemy w tym temacie – nieco zbyt filozoficzne akapity nie pasowały mi do żywych scen bitewnych.
Uważam, że Mintari to całkiem udany debiut, po który warto sięgnąć, jeśli jest się fanem literatury fantastycznej. Książka wiele obiecuje na przyszłość i stawia wysoką poprzeczkę dla kontynuacji. Jestem naprawdę ciekawa, jak dalej potoczą się losy bohaterów oraz jakie jeszcze sekrety skrywają tytułowe Mintari.
Mintari Księga 1: Kargynis to książka otwierająca serię fantasy autorstwa Jakuba Styczyszyna. Książka została wydana przez autora.
Początek tej książki jest dość specyficzny, zwłaszcza że dość długo trzeba czekać na to, co obiecuje opis. Autor długo buduje podstawy pod właściwą fabułę, ale w tej pozycji nie stanowi to wady – wręcz przeciwnie, każdy element zostaje...
2025-12-01
Błysk nadziei to drugi tom serii opowiadającej o Innym Królestwie stworzonej przez Heather G. Harris. W Polsce wydało ją Wydawnictwo Miasto Książek.
Akcja książki rozgrywa się jakiś czas po wydarzeniach z pierwszego tomu. Jinx, główna bohaterka, próbuje się odnaleźć nie tylko w nowym mieście, ale również w nowym świecie. Odkąd otworzyło się dla niej Inne Królestwo jej życie jest inne, ale jakby pełniejsze. Początek Błysku nadziei pokazuje właśnie, jak udało jej się znaleźć własne miejsce w świecie magicznym, wnosząc do niego to, co wychodzi jej najlepiej, czyli pracę prywatnego detektywa.
Tylko jak to bywa w książkach urban fantasy, długo spokojnie być nie może. Jinx zajmuje się sprawą morderstwa, które bardzo przypomina śmierć jej własnych rodziców i prędko odkrywa, że nic nie jest takie, jak się pozornie wydaje. I jakoś w to wszystko zamieszane są krwiożercze potwory – jednorożce – oraz smoki. Znów pakuje się w sam środek akcji.
Autorka z łatwością prowadzi wymyśloną przez siebie fabułę. I chociaż nie jest ona wielce zawiła, znajduje się w niej miejsce na drobne odskocznie. Te odskocznie nawiązują do wątków z pierwszego tomu albo do przeszłości głównej bohaterki, która jest odkrywana przed czytelnikiem. Harris zwinnie łączy nicie wydarzeń i splata je w jeden sznur, który bez większych problemów można śledzić, a do tego robić to ze sporą dozą przyjemności.
Sama sprawa kryminalna, czyli sprawa morderstwa, która przemienia się w działania mające na celu powstrzymanie kartelu narkotykowego, jest bardzo ciekawa. Zwłaszcza kiedy w sprawę włącza się Emory, czyli istny król smoków. Może nie jest to najbardziej żywiołowa postać z bogatą historią i charakterem, ale idealnie zgrywa się on z Jinx, a przez co świetnie wpasowuje się w fabułę.
Nie mam wielkich oczekiwań po książkach urban fantasty. Są to pozycje, które odznaczają się bardzo specyficzną kalką powielającą się w większości przypadków. Silna, sprytna główna bohaterka męczona przeszłością, seksowna męska postać, masa magii, sprawa o wielkiej wadze – Harris dostarcza tego wszystkiego, a przy tym nie ma się wrażenia, że gdzieś już się coś takiego czytało. Sprytnie prowadzi narrację, przez co można znaleźć w niej niejedno zaskoczenie.
Książka napisana jest prostym, dość przyjemnym stylem. Jest to przede wszystkim książka rozrywkowa, więc nie powinno się po niej oczekiwać wielkiej głębi, choć i tak nie jest jałowa w tym zakresie. Zawarte w niej uniwersalne prawdy może nie są wielce odkrywcze, ale bardzo dobrze wpisują się w całość i wcale nie wyglądają na wciskane na siłę czy wymuszone.
Ogólnie rzecz biorąc, Błysk nadziei to naprawdę ciekawa pozycja i świetna kontynuacja, która jedynie bardziej wciąga w serię. Z całą pewnością będę wyczekiwać kolejnych przygód Jinx, a także odpowiedzi na pytania, które dręczą główną bohaterkę. Autorka wykreowała intrygujący świat, po którym widać, że ma wiele do zaoferowania i nie mogę się doczekać, aż jeszcze lepiej go poznam.
Błysk nadziei to drugi tom serii opowiadającej o Innym Królestwie stworzonej przez Heather G. Harris. W Polsce wydało ją Wydawnictwo Miasto Książek.
Akcja książki rozgrywa się jakiś czas po wydarzeniach z pierwszego tomu. Jinx, główna bohaterka, próbuje się odnaleźć nie tylko w nowym mieście, ale również w nowym świecie. Odkąd otworzyło się dla niej Inne Królestwo jej...
2025-11-29
Gdzieś za morzem to wyczekiwana przeze mnie kontynuacja Domu nad błękitnym morzem autorstwa TJ Klune’a. Książkę wydało Wydawnictwo Muza pod logiem Akurat.
Dom nad błękitnym morzem skradł moje serce, gdy czytałam go lata temu i dlatego z największą przyjemnością sięgnęłam po ciąg dalszy tej historii. W międzyczasie miałam okazję przeczytać kilka innych książek autora, więc wiedziałam, że po nim zawodu raczej nie mam co oczekiwać. I oczywiście go nie znalazłam.
Gdzieś za morzem to historia, która spokojnie może stać się moją komfortową książką. Chociaż jest mroczniejsza niż jej poprzedniczka i porusza naprawdę trudne oraz ciężkie tematy, czuć wylewającą się z niej miłość, która wprowadza potrzebną równowagę. W całości można odnaleźć istny balans – gdy trzeba jest poważnie. Albo zabawnie. Albo głupkowato. Ale też ciepło, rodzinnie i są momenty kiedy wręcz czuć, jak książka otula czytelnika niczym koc.
O ile poprzedni tom skupiał się na Linusie i dzieciach, tak ten opowiada wszystko z perspektywy Arthura. Osobiście jestem tym zachwycona, jako że czułam pewien niedosyt związany z jego postacią w pierwszej części. W Gdzieś za morzem ma on szansę w pełni przedstawić swoje odczucia, przemyślenia, a także trudną przeszłość bez wypaczeń innej perspektywy. Autorowi bardzo wyraźnie udało się pokazać całą jego osobę, idealnie zgraną z magicznym bytem feniksa, a także przedstawić wewnętrzną walkę, która rozgrywała się na przestrzeni całej książki.
Fabularnie książka wydaje się być bardzo prosto skonstruowana. Czytelnik śledzi główny wątek skupiony wokół inspekcji domu, w którym mieszka grupa magicznych dzieci. Od samego początku wiadomo jest, że inspektor jest uprzedzony i ma wyraźny cel – zabrać nieletnich spod opieki Arthura i Linusa. Jednak na każdym kroku każdy z bohaterów pokazuje, że nie tak łatwo jest rozdzielić silnie związaną rodzinę.
Książka stanowi naprawdę dobrze przemyślaną metaforę na temat opresji, jakie tworzy społeczeństwo i władza na mniejszościach. I chociaż fabuła skupia się na problemach, jakich doświadczają magiczni, te problemy niestety znajdują odzwierciedlenie w prawdziwym świecie i zmagają się z nimi rzesze ludzi. Klune świetnie przemyca w książce nie tylko ukazanie siły przeciwko prześladowaniom oraz przędzeniom, ale także komentarz społeczny oraz swoje własne stanowisko nie tylko do opisywanych wydarzeń, ale i tych prawdziwych. Widać to choćby w konstrukcji głównego antagonisty, Jeanine Rowder.
Całość przepełniona jest nie tylko miłością, ale i nadzieją, gdy mimo wszelkich przeciwności bohaterowie trzymają się razem i nie poddają się, nawet jeśli znajdują się blisko krawędzi. Klune utkał historię o jedności w świecie opartym na budowaniu podziałów, gdzie niewielkie miasteczko staje się kolebką zmian, które mogą rozejść się po świecie wielką falą. To opowieść, z której można wysnuć wielkie wnioski o małych rzeczach początkujących zmiany na lepsze.
Gdzieś za morzem czytało się naprawdę dobrze. Wywoływała we mnie wszelkie emocje, od łez smutku po łzy radości, gdy czytałam o kolejnym wybryku magicznych dzieci. Nie jeden raz chwyciła mnie za serce, nie jeden raz wywołała bunt. Klune zręcznie gra na emocjach czytelników i bardzo dobrze wie, jak je wykorzystać w swoich historiach. Jeśli jest coś, co utrudniło mi nieco lekturę, to język. Momentami tekst był dziwny, jakby przetłumaczony dosłownie, słowo w słowo, bez zachowania poprawnego znaczenia. Te momenty mocno zgrzytały i trudno było mi przejść nad nimi obojętnie.
Opowieść Klune’a to cudowna opowieść. Jest to jedna z tych książek, które czarują przy pierwszym czytaniu, a po czasie człowiek odkrywa w sobie chęć, by do niej wrócić. Jest to też pozycja, która z pewnością zostanie ze mną na dłużej i będę ją ciepło wspominać.
Gdzieś za morzem to wyczekiwana przeze mnie kontynuacja Domu nad błękitnym morzem autorstwa TJ Klune’a. Książkę wydało Wydawnictwo Muza pod logiem Akurat.
Dom nad błękitnym morzem skradł moje serce, gdy czytałam go lata temu i dlatego z największą przyjemnością sięgnęłam po ciąg dalszy tej historii. W międzyczasie miałam okazję przeczytać kilka innych książek autora, więc...
2025-11-28
Erethreis. Opowieści 1 to pierwsza część opowiadań stworzonych przez S. J. Brennenstuhla oraz K. W. Janoskę okraszona świetnymi ilustracjami @beshauke. Książka, choć niezależna od historii Vasharoth, rozgrywa się w tym samym świecie co główna seria, a poznani w niej bohaterowie pojawiają się na kartach sagi.
W książce znajdują się cztery opowiadania: Geniusz, Obietnica, Major oraz Lustro. Pokazują one to, czego do tej pory w głównej sadze zbyt wiele nie było – spojrzenie na inne rasy, na ich kulturę oraz przeszłość, której skutki w mniejszym lub większym stopniu przewijają się przez serię. Każde z nich opowiada o innej postaci, a kończy się słowami „Koniec części pierwszej”, co sugeruje, że to dopiero początek ich historii.
Może właśnie tutaj znajduje źródło pewne moje rozczarowanie – czuję niedosyt. Nie sposób zaprzeczyć, że każda z opowieści jest skonstruowana w sposób sprawny, by mogła funkcjonować samodzielnie bez ciągu dalszego. Jednak jako czytelnik mam ogromną ochotę zagłębić się w historiach tych bohaterów całkowicie, bez ucinania rozdziału. I chociaż z jednej strony rozumiem, dlaczego zostało to skonstruowane w taki a nie inny sposób, nie potrafię pozbyć się tego niewielkiego zawodu, który we mnie siedzi, mimo że bawiłam się przy lekturze naprawdę dobrze.
Nie lubię pisać recenzji zbiorów opowiadań, bo opowiadania prawie nigdy nie są sobie równe. Tutaj jednak w jakimś stopniu są. Każde z nich jest na tyle bogate w wydarzenia, światotwórstwo, emocje oraz barwne postacie, że nie jestem w stanie wybrać ulubionego. Cała czwórka mi się bardzo podobała i przy każdym jak zaczynałam czytać, to czytałam aż do informacji, że to na razie koniec. Autorzy wykonali świetną robotę, budując nie tylko genialne postacie, ale również więź między nimi a czytelnikiem w niewielkiej, w gruncie rzeczy, objętości tekstu.
W każdym z tekstów znalazłam coś dla siebie. Każdy z tekstów był też dokładnie tym, czego oczekiwałam po autorach i ich dotychczasowej twórczości. Geniusz przyniósł mi nowe ulubione magiczne stworzonko, ale też nieco lepsze zrozumienie Gildii Poszukiwaczy (która z każdą książką staje się dla mnie coraz mniejszą enigmą). Obietnica dała mi świetny opis arystokracji świata Erethreis oraz historię miłosną, którą śledziłam z przyjemnością – nawet jeśli początek opowiadania nie wróżył takiego stanu rzeczy. Major zagwarantował dużo lepsze poznanie rasy orków oraz ich społeczeństwa, a Lustro opowiedziało o początkach tajemniczej postaci, którą czytelnicy kojarzą z głównej serii.
Nie sposób mówić o książkach ze świata Erethreis bez zachwycania się nad umieszczonymi w środku ilustracjami. Już sama okładka przykuwa wzrok, przedstawiając każdą z postaci, wokół których skupiają się opowiadania. Każde z opowiadań doczekało się również własnej ilustracji tytułowej, a do tego pojawiło się kilka przepięknych dzieł sztuki oddających niektóre z opisanych scen. Do moich ulubieńców zdecydowanie należy ilustracja ze sceny tańca z Obietnicy – wracałam do niej chyba z pięć razy, zarówno w trakcie lektury opowiadania, jak i po tym, gdy przeszłam już do kolejnych. I za każdym razem zachwyca mnie niezmiennie.
Erethreis. Opowieści to nie tylko świetny dodatek do głównej serii, ale również książka, od której można w tym świecie się zakochać. I chociaż widać, oraz czuć, że jest to późniejsza pozycja w dorobku artystów, to z całą pewnością jeśli ktoś zaczyna przygodę w Erethreis od tej lektury, odnajdzie mnóstwo przyjemności w lekturze głównej sagi. Chociaż osobiście polecałabym sięgnąć po opowiadania znając przynajmniej część serii Vasharoth, zdecydowanie łatwiej będzie się w całości połapać.
Erethreis. Opowieści 1 to pierwsza część opowiadań stworzonych przez S. J. Brennenstuhla oraz K. W. Janoskę okraszona świetnymi ilustracjami @beshauke. Książka, choć niezależna od historii Vasharoth, rozgrywa się w tym samym świecie co główna seria, a poznani w niej bohaterowie pojawiają się na kartach sagi.
W książce znajdują się cztery opowiadania: Geniusz, Obietnica,...
2025-11-22
Legenda o Łowczyni Demonów to książka napisana przez koreańską autorkę Esther Park. W Polsce książkę wydało wydawnictwo Time4YA.
Na samym początku bardzo trudno było mi się wgryźć w tę książkę, głównie przez wizję długich rozdziałów liczących sobie kilkadziesiąt stron. Nie ułatwiał mi czytania również bardzo specyficzny styl autorki, do którego musiałam przywyknąć. I przyznam, że po pierwszym rozdziale byłam dość zniechęcona, ale nie zamierzałam tej książki skreślać, więc czytałam dalej.
Styl autorki jest naprawdę specyficzny – bardzo konkretny, mało opisowy, bardziej skupiony na przedstawieniu faktów niż wejściu w nie „głębiej”. Książka wypełniona jest prostymi zdaniami i bardzo często krótkimi akapitami, a do tego bohaterowie zdają się mówić sami do siebie. Mam na myśli, że ich słowa zapisane są jako kwestia dialogowa, gdy nikogo wokół nich nie ma. I to nie jest jednorazowa sytuacja, przypomina to bardziej monolog wewnętrzny, tylko wypowiadany na głos. Momentami mnie to mieszało i czytałam fragmenty raz jeszcze, by ustalić, do kogo postać mówi. Dość szybko się jednak do tego stylu przyzwyczaiłam i zaczęłam dostrzegać jego uroki.
Dzięki niemu autorka była w stanie przedstawić swoją historię w sposób bardzo uporządkowany. Intencje i motywacje bohaterów są jasne, ich domysły czy podejrzenia czytelnik zna na wylot, a do tego ma szasnę ich lepiej w ten sposób poznać. Choć muszę przyznać, że przeskoki narracyjnego skupienia między postaciami z akapitu na akapit bywały irytujące, ale nigdy tego nie lubiłam, więc to bardziej kwestia personalna.
Historia w Legendzie o Łowczyni Demonów jest prosta, ale nie do końca taka, jak można się spodziewać po przeczytaniu opisu z tyłu książki. Przyznam, że nawet teraz, po lekturze, mam problem ze stwierdzeniem, czyja tak naprawdę jest to opowieść: Bin, tytułowej łowczyni, czy Eunho, królewskiego doradcy, któremu, mam wrażenie, autorka poświęciła znacznie więcej uwagi. Całość wydarzeń rozłożona jest między ich dwójkę, a do tego wprowadzone są jeszcze perspektywy kilku innych bohaterów, gdzie dwoje z nich pełni funkcję antagonistów.
Jeśli chodzi o fabułę, jest naprawdę ciekawa i trudno mi było się od niej oderwać, jak już wgryzłam się w całość. Historia, jak wspomniałam, nie jest wielce skomplikowana, więc z łatwością się ją śledzi, a jednocześnie widzi, że w główną oś fabularną wplecione jest wiele dodatkowych rzeczy, które są z nią ściśle powiązane. Urozmaicają całość i wprowadzają sytuacje epizodyczne, które popychają główną akcję do przodu. Co więcej, historia wcale nie jest przewidywalna i wiele elementów może czytelnika zaskoczyć.
Jedną z większych uwag, które mam, i nad którymi trudno jest mi przejść do porządku dziennego, jest bardzo ogólnikowe potraktowanie wątku demonów. Zabrakło mi głębszego wejścia w mitologię i wyjaśnienia niektórych procesów. Może to kwestia różnic kulturowych i dla czytelników koreańskich te rzeczy są jasne i oczywiste, jednak dla czytelników z innych krajów są zbyt enigmatyczne. Demony same w sobie też nie są zbyt rozbudowane. Brakuje ich bardziej szczegółowych opisów nie tylko wyglądu, ale również zachowań, by móc powiedzieć o nich coś więcej niż że są. Nie będę ukrywać, że właśnie tego elementu książki wyczekiwałam najbardziej i trochę się zawiodłam.
Nie zmienia to faktu, że finalnie bardzo dobrze się na tej książce bawiłam i uważam, że mimo początkowych trudności, jest naprawdę dobra. Może nie jest tym, czego można oczekiwać, ale fabuła oraz finał porządnie się bronią i sprawiają, że z całą pewnością warto sięgnąć po tę pozycję.
Legenda o Łowczyni Demonów to książka napisana przez koreańską autorkę Esther Park. W Polsce książkę wydało wydawnictwo Time4YA.
Na samym początku bardzo trudno było mi się wgryźć w tę książkę, głównie przez wizję długich rozdziałów liczących sobie kilkadziesiąt stron. Nie ułatwiał mi czytania również bardzo specyficzny styl autorki, do którego musiałam przywyknąć. I...
Smocza iskra to pierwszy tom serii Spark the Flames napisanej przez Ivy Asher. Ta pozycja to połączenie smoków z futurystycznym wielkim miastem oraz całą masą dworskich zagrywek. W Polsce książkę wydało Wydawnictwo MustRead.
Początkowo miałam spory problem z tą książką – nijak nie mogłam się w nią wgryźć. Nie jestem fanką prowadzenia narracji w czasie teraźniejszym, co jeszcze dodatkowo mnie odrzucało i potrzebowałam czasu, by się do tego przyzwyczaić. Ale główną przeszkodą był wstępny chaos. Działo się dużo, trochę nawet za dużo i trudno mi było się połapać w tym, gdzie się dzieje akcja, co się dokładnie dzieje i kim właściwie jest główna bohaterka.
Trudno mi powiedzieć, kiedy coś po prostu kliknęło. Nagle zdałam sobie sprawę, że jest pierwsza w nocy, a ja nie mam najmniejszej ochoty odkładać książki. Kolejnego razu ocknęłam się z lektury grubo po trzeciej i to tylko dlatego, że historia się skończyła. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz siedziałam nad książką do tak później pory – ani kiedy ostatnio nie zdawałam sobie sprawy, że siedzę do późna nad książką. Bo Smocza iskra wciągnęła mnie i to poważnie.
Czy jest to prześwietna pozycja, którą polecę każdemu? No nie. Jest ciekawa, to na pewno. Nie powiedziałabym, że jest jedyna w swoim rodzaju, ale mimo bazowania na typowych dla romantasy motywach nie czułam wtórności. Autorka zdołała je tak wzbogacić szerokim wachlarzem możliwości, dzięki czemu czytało się to bardzo dobrze i bez frustracji w formie déjà vu.
To jednak jest typowe romantasy i książka nie daje o tym zapomnieć. Dla fanów gatunku może się okazać świetna. Pozostałe elementy, takie jak futurystyczne miasto, mnóstwo nadnaturalnych stworzeń, magia, dworskie intrygi, tajemnice z przeszłości, to przede wszystkim otoczka, która jest wykorzystywana umiejętnie, ale przede wszystkim na potrzeby głównych wątków. Czyli relacji Even z Aesonem oraz eksplorowania problemów Ever.
Autorka tworząc historię ze zmiennokształtnymi smokami, wykreowała naprawdę ciekawy system społeczny. Jej smoki, choć nie pojawiają się zbyt mocno jako potężne bestie, a raczej głównie w swojej ludzkiej postaci, to dokładnie takie istoty, jak można się było spodziewać. Przeniosła typowo smocze i zwierzęce zachowania na ludzi i sprawiła, że wszystkie warczenia, zaborczość typowe dla romantasy nie tylko nabrały sensu, ale również wybrzmiewały dobrze. Momentami było to dziwne w odbiorze, ale zarysowała obrazy tej rasy tak jasno, że czytelnik przez cały czas miał świadomość, że nie czyta o ludziach (co często się zaciera przy innych nadnaturalnych rasach).
Jeśli chodzi o fabułę poza wątkiem relacji głównych bohaterów, wciągnęła mnie. Świat smoków okazał się być naprawdę bogatym miejscem. I pomimo początkowego chaosu później odnalazłam się w opowiadanej historii świetnie. Motywacje Ever były jasne, jej oderwanie od rzeczywistości smoków wyjaśnione, jej nieufność oraz ukrywany strach znajdowały solidne podstawy – w skrócie Asher w głównej osi fabularnej zbudowała potężny fundament pod kolejne tomy.
Jednocześnie wielu rzeczy mi zabrakło. Pojawiło się w książce kilka rzeczy, które zostały na ten moment porzucone. I o ile jest jasne, że część z nich będzie kontynuowana, tak mam wrażenie, że inne są zbyt małe, by o nich znów wspomnieć. Dało to jednak pewne poczucie niejasności i dysonansu, bo zdarzało się, że bohaterka mówiła, że musi coś zrobić, ale do tego już nigdy nie wróciła. Mimo że wydawało się ważne.
Smocza iskra to nie jest lektura dla każdego, ale uważam, że fani romantasy, smoków czy typowo kobiecego urban fantasy mogą się w niej dobrze odnaleźć. Trzeba jednak pamiętać, że jest to lektura dla dojrzałego czytelnika nie tylko ze względu na oczywiste dla gatunku sceny zbliżeń, ale również wulgarny język oraz często pojawiające się dwuznaczności (głównie w żartach). Przede wszystkim jest to lektura, która stanowi naprawdę dobrą oraz angażująca rozrywkę, a po odłożeniu pierwszego tomu nie mogę się doczekać, aż sięgnę po kolejny.
Smocza iskra to pierwszy tom serii Spark the Flames napisanej przez Ivy Asher. Ta pozycja to połączenie smoków z futurystycznym wielkim miastem oraz całą masą dworskich zagrywek. W Polsce książkę wydało Wydawnictwo MustRead.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPoczątkowo miałam spory problem z tą książką – nijak nie mogłam się w nią wgryźć. Nie jestem fanką prowadzenia narracji w czasie teraźniejszym, co...