-
Artykuły
Czytamy w święta. 3 kwietnia 2026
LubimyCzytać327 -
Artykuły
Weź udział w konkursie i wygraj pakiet książek Callie Hart!
LubimyCzytać24 -
Artykuły
„Odpowiedź kryje się w tobie” – Katarzyna Wolwowicz zdradza, jak ją odnaleźć
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Nowa karkonoska powieść Sławka Gortycha! „ŚWIĘTO KARKONOSZY”- już wkrótce! KONKURS
LubimyCzytać131
Biblioteczka
2026-03-18
2026-03-06
Klasyczna zagadka w stylu starych kryminałów. Odcięta od świata wyspa, grupa osób uwięzionych przez sztorm i tajemnicza śmierć, która od początku wydaje się… zbyt idealna, by była przypadkowa. W centrum wydarzeń znajduje się Hopalong Basil – aktor, który przez lata wcielał się na ekranie w detektywa inspirowanego Sherlockiem Holmesem. Kiedy dochodzi do zbrodni, postanawia wykorzystać filmowe doświadczenie i spróbować rozwikłać zagadkę.
To właśnie ten pomysł jest chyba najciekawszym elementem książki. Granica między fikcją a rzeczywistością zaczyna się zacierać – aktor grający detektywa próbuje stać się nim naprawdę. Autor wyraźnie bawi się konwencją klasycznego kryminału i widać w tym dużą znajomość gatunku. Są zamknięta przestrzeń, podejrzani, alibi i powolne odkrywanie kolejnych elementów układanki.
Czyta się to dobrze. Historia jest uporządkowana, logiczna, a sama zagadka skonstruowana całkiem sprytnie. Widać też, że autor ma dużą przyjemność z prowadzenia tej intelektualnej gry z czytelnikiem.
Z drugiej strony nie miałam poczucia, że to książka, która na długo zostanie w mojej pamięci. Jest dobra, solidnie napisana, ale nie wywołuje aż tak silnych emocji. Bardziej przypomina elegancki hołd dla klasycznych kryminałów niż historię, która naprawdę potrafi zaskoczyć czy wstrząsnąć czytelnikiem.
To jednak wciąż przyjemna lektura dla osób, które lubią tradycyjne zagadki detektywistyczne i klimat historii w stylu Agathy Christie – spokojne tempo, dużo rozmów i dedukcji oraz stopniowe odkrywanie prawdy.
7/10 – dobra, sprawnie napisana książka, choć raczej taka, którą czyta się z przyjemnością tu i teraz, ale niekoniecznie pamięta jeszcze długo po zakończeniu.
Klasyczna zagadka w stylu starych kryminałów. Odcięta od świata wyspa, grupa osób uwięzionych przez sztorm i tajemnicza śmierć, która od początku wydaje się… zbyt idealna, by była przypadkowa. W centrum wydarzeń znajduje się Hopalong Basil – aktor, który przez lata wcielał się na ekranie w detektywa inspirowanego Sherlockiem Holmesem. Kiedy dochodzi do zbrodni, postanawia...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-02-25
Mały chłopiec znaleziony nocą przy drodze. Brak rodziców, brak odpowiedzi, tylko cisza i pytania, które latami nie dają o sobie zapomnieć. Po latach poznajemy Kornela — cenionego autora reportaży, który wraz z rodziną przyjeżdża w Bieszczady. Oficjalnie, by zadbać o zdrowie żony i odpocząć. Nieoficjalnie — by zamknąć sprawę z przeszłości. Bo są rany, które nigdy się nie zabliźniły, i są rachunki, które ktoś w końcu musi wyrównać.
To była moja pierwsza książka Marcela Mossa i zupełnie nie wiedziałam, czego się spodziewać — zwłaszcza że opinie są bardzo podzielone. U mnie skończyło się na mocnym 7/10.
Przede wszystkim bardzo dobrze mi się to czytało. Fabuła wciąga, rozdziały są krótkie, napięcie budowane konsekwentnie. Najbardziej podobały mi się retrospekcje. To one nadają tej historii głębi i pozwalają zrozumieć, dlaczego Kornel jest taki, jaki jest. Nie jest bohaterem jednoznacznym. Jest w nim gniew, żal, poczucie niesprawiedliwości, ale też ogrom bólu. I choć nie zawsze zgadzałam się z jego wyborami, to rozumiałam, skąd się biorą.
Motyw zemsty został tu pokazany w sposób dość brutalny, momentami niewygodny. Autor zadaje pytanie, czy przeszłość rzeczywiście można zamknąć, czy raczej ona zawsze znajdzie sposób, by do nas wrócić. I czy wymierzona „sprawiedliwość” faktycznie daje ukojenie. To nie jest lekka lektura, ale też nie epatuje przesadnie — raczej trzyma w napięciu i stopniowo odkrywa kolejne elementy układanki.
Czy było wielkie „wow”? Nie. Nie jest to thriller, który przewrócił mój czytelniczy świat do góry nogami. Ale to nadal kawał porządnej literatury. Dobrze skonstruowana historia, wyraźnie zarysowany bohater i emocje, które — choć może nie nokautują — to jednak są wyczuwalne.
I co najważniejsze: zakończenie zostawia przestrzeń na więcej. A ja chętnie sprawdzę, w którą stronę to wszystko pójdzie dalej.
Mały chłopiec znaleziony nocą przy drodze. Brak rodziców, brak odpowiedzi, tylko cisza i pytania, które latami nie dają o sobie zapomnieć. Po latach poznajemy Kornela — cenionego autora reportaży, który wraz z rodziną przyjeżdża w Bieszczady. Oficjalnie, by zadbać o zdrowie żony i odpocząć. Nieoficjalnie — by zamknąć sprawę z przeszłości. Bo są rany, które nigdy się nie...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-02-23
Jordan, Minneapolis. Dzielnica, w której łatwiej zginąć niż spokojnie dożyć starości. Wojny gangów, handel bronią, narastająca przemoc. W tym wszystkim cyniczny detektyw Bob Oz, który prowadzi śledztwo w sprawie zamachu na handlarza bronią. Sprawa z pozoru wydaje się jedną z wielu, ale szybko okazuje się, że pod powierzchnią kryje się coś więcej — a im głębiej Oz w to wchodzi, tym bardziej zaczyna to przypominać historię, od której próbował uciec.
To mroczna, momentami bardzo brutalna opowieść o spirali przemocy. O tym, jak cienka jest granica między ofiarą a sprawcą. I jak łatwo człowiek może uwierzyć, że działa w imię „czegoś większego”. Nesbø jak zwykle nie idealizuje bohaterów — są pogubieni, pełni gniewu, popełniają błędy. To nie jest komfortowa lektura, raczej taka, która zostawia z niepokojem.
Czytało mi się dobrze. Fabuła jest dynamiczna, klimat ciężki, a autor potrafi budować napięcie. Ale… czegoś mi zabrakło. Może większego zaskoczenia, może mocniejszego uderzenia emocjonalnego. To solidny kryminał, jednak nie taki, który zostanie ze mną na bardzo długo.
Mam jednak sentyment do Nesbø. Za stworzenie Harry’ego Hole — jednej z moich ulubionych postaci literackich. I być może właśnie dlatego oczekiwania były trochę wyższe.
7/10 — całkiem okej, dobrze napisany, ale bez tego efektu, który sprawia, że myśli się o książce jeszcze długo po odłożeniu jej na półkę.
Jordan, Minneapolis. Dzielnica, w której łatwiej zginąć niż spokojnie dożyć starości. Wojny gangów, handel bronią, narastająca przemoc. W tym wszystkim cyniczny detektyw Bob Oz, który prowadzi śledztwo w sprawie zamachu na handlarza bronią. Sprawa z pozoru wydaje się jedną z wielu, ale szybko okazuje się, że pod powierzchnią kryje się coś więcej — a im głębiej Oz w to...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-02-22
To powieść, która od początku uderza emocjami, ale robi to w sposób bardzo wyważony. Autorka splata tu dwie perspektywy czasowe i dwa światy — Polskę ogarniętą wojną oraz Afrykę, która staje się dla bohaterki przestrzenią pozornego ukojenia. Amelia to postać niezwykle poruszająca. Artystka, kobieta zmuszona do podejmowania decyzji, których nie da się jednoznacznie ocenić. Jej talent staje się jednocześnie ratunkiem i przekleństwem, a sztuka — jedynym sposobem, by nie rozsypać się całkowicie.
Miłość opisana w tej książce wymyka się wszelkim ramom. Przekracza narodowość, przynależność, granice moralne i społeczne. To uczucie trudne, niewygodne, takie, które boli i zmusza do stawiania sobie pytań: gdzie kończy się zdrada, a zaczyna walka o przetrwanie? Jak wiele można wybaczyć — i czy w ogóle wolno? Autorka nie daje prostych odpowiedzi i właśnie za to najbardziej ją cenię.
Ogromnym atutem jest klimat — ciężki, momentami duszny, a jednocześnie bardzo intymny. Wojna nie jest tu tylko tłem, ale realną siłą niszczącą ludzi, relacje i poczucie bezpieczeństwa. A mimo to w tej historii jest też czułość, tęsknota i nadzieja — krucha, ale niezbędna.
To książka, która zostaje w głowie na długo po przeczytaniu ostatniej strony. Skłania do refleksji nad tym, jak cienka bywa granica między dobrem a złem i jak łatwo oceniać cudze wybory z bezpiecznej perspektywy.
9/10 — za emocje, za odwagę w opowiadaniu o miłości „niemożliwej” i za styl, który po raz kolejny mnie nie zawiódł.
To powieść, która od początku uderza emocjami, ale robi to w sposób bardzo wyważony. Autorka splata tu dwie perspektywy czasowe i dwa światy — Polskę ogarniętą wojną oraz Afrykę, która staje się dla bohaterki przestrzenią pozornego ukojenia. Amelia to postać niezwykle poruszająca. Artystka, kobieta zmuszona do podejmowania decyzji, których nie da się jednoznacznie ocenić....
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-02-20
Moje pierwsze spotkanie z Keigo Higashino i… całkiem udane, choć bez efektu „wow”.
To thriller oparty bardziej na intelektualnej grze niż na dynamicznej akcji. Od początku wiemy więcej, niż zazwyczaj w klasycznych kryminałach, i to właśnie ten zabieg jest tutaj kluczowy. Nie chodzi o to, kto zabił, ale jak udało się to tak sprytnie ukryć. I trzeba przyznać — konstrukcja intrygi robi wrażenie. Matematyczna precyzja, chłodna kalkulacja, misternie ułożone alibi… wszystko jest dopracowane.
Podobało mi się to napięcie budowane w ciszy. Bez pościgów, bez brutalnych scen, bez tanich zwrotów akcji. To raczej spokojna, psychologiczna rozgrywka między bohaterami. Momentami wręcz chłodna, zdystansowana — bardzo „w stylu japońskim”, co samo w sobie było dla mnie ciekawe.
Jednak czegoś mi tu zabrakło. Może większego ładunku emocjonalnego, może silniejszego przywiązania do bohaterów. Historia była dobra, ale nie porwała mnie tak, jak najlepsze thrillery, które miałam okazję czytać.
Mimo to cieszę się, że sięgnęłam po tę książkę. To inne spojrzenie na kryminał, bardziej analityczne niż sensacyjne. I na pewno nie wykluczam kolejnego spotkania z autorem.
7/10 — solidny, inteligentny thriller, który czyta się dobrze, choć bez większego zachwytu.
Moje pierwsze spotkanie z Keigo Higashino i… całkiem udane, choć bez efektu „wow”.
To thriller oparty bardziej na intelektualnej grze niż na dynamicznej akcji. Od początku wiemy więcej, niż zazwyczaj w klasycznych kryminałach, i to właśnie ten zabieg jest tutaj kluczowy. Nie chodzi o to, kto zabił, ale jak udało się to tak sprytnie ukryć. I trzeba przyznać — konstrukcja...
2026-02-10
Sięgnęłam po tę książkę z dużą ciekawością, bo bardzo lubię cykl o Lipowie pani Puzyńskiej i miałam wobec „Nic takiego” całkiem spore oczekiwania. No i… Było dobrze. Po prostu dobrze. Ale jednak nie aż tak, jak się po cichu spodziewałam.
Fabuła jest solidna, przemyślana, a zagadka kryminalna skonstruowana w taki sposób, że chce się ją rozwiązywać razem z bohaterami. Są anonimowe listy, jest morderstwo, są tajemnice z przeszłości i wyraźnie zaznaczony wątek psychologiczny. To wszystko działa i trzyma w napięciu, choć momentami miałam wrażenie, że tempo mogłoby być nieco lepsze, a niektóre fragmenty — odrobinę krótsze.
Podobała mi się konstrukcja postaci, szczególnie to, że nie są jednoznaczne. Każdy coś ukrywa, każdy ma swoje demony i własne motywacje. Relacje między bohaterami są ciekawie zarysowane, choć… zabrakło mi tego „czegoś”, co tak bardzo kochałam w Lipowie. Tam czułam więź z miejscem i ludźmi niemal od pierwszych stron. Tutaj było bardziej poprawnie niż emocjonalnie.
Nie jest to zła książka — wręcz przeciwnie. To dobry, rzetelny kryminał, który czyta się z zainteresowaniem i bez poczucia straconego czasu. Po prostu, znając możliwości autorki i pamiętając, jak bardzo wciągnął mnie wcześniejszy cykl, liczyłam na mocniejsze uderzenie.
7/10 — bo historia jest wciągająca i dobrze napisana, ale do ukochanego Lipowa jednak trochę jej brakuje. Mimo wszystko chętnie sprawdzę, w jakim kierunku ta seria będzie się dalej rozwijać.
Sięgnęłam po tę książkę z dużą ciekawością, bo bardzo lubię cykl o Lipowie pani Puzyńskiej i miałam wobec „Nic takiego” całkiem spore oczekiwania. No i… Było dobrze. Po prostu dobrze. Ale jednak nie aż tak, jak się po cichu spodziewałam.
Fabuła jest solidna, przemyślana, a zagadka kryminalna skonstruowana w taki sposób, że chce się ją rozwiązywać razem z bohaterami. Są...
2026-01-27
Świetna książka. Taka, która wciąga od pierwszych stron i bardzo długo nie pozwala się odłożyć. Mroczny klimat, zagadka sprzed lat i poczucie, że pod warstwą śniegu, ciszy i pozornego spokoju kryje się coś znacznie gorszego.
Historia oparta jest na tajemnicy zniknięcia, która nigdy nie została wyjaśniona, i na pytaniach, które wracają po dwudziestu pięciu latach. Bardzo podobało mi się to, jak autor buduje atmosferę – Las Ponury jest tu właściwie osobnym bohaterem. Duszny, zimny, niepokojący, pełen niedopowiedzeń. Czuć, że to miejsce ma swoje sekrety i nie odda ich łatwo.
Fabuła jest dobrze poprowadzona, stopniowo odkrywa kolejne warstwy historii, a nowe fakty nie upraszczają sprawy, tylko ją komplikują. Do tego dochodzi wątek rodzinny, emocjonalny ciężar całej sprawy i pytanie o to, kim naprawdę był człowiek, którego wszyscy opłakiwali przez lata.
To nie jest tylko kryminał o zbrodni. To też książka o konsekwencjach, o życiu w cieniu niewyjaśnionej tragedii, o prawdzie, która czasem potrafi być bardziej bolesna niż niewiedza.
Bardzo dobra, wciągająca, z klimatem i napięciem. Zdecydowanie jedna z tych historii, które zostają w głowie po zamknięciu książki.
Świetna książka. Taka, która wciąga od pierwszych stron i bardzo długo nie pozwala się odłożyć. Mroczny klimat, zagadka sprzed lat i poczucie, że pod warstwą śniegu, ciszy i pozornego spokoju kryje się coś znacznie gorszego.
Historia oparta jest na tajemnicy zniknięcia, która nigdy nie została wyjaśniona, i na pytaniach, które wracają po dwudziestu pięciu latach. Bardzo...
2026-01-15
„Czerwone jezioro” to solidny, dobrze napisany kryminał sensacyjny, który czyta się sprawnie i bez bólu, ale który – przynajmniej dla mnie – nie wszedł na poziom „wow, będę o nim myśleć jeszcze tygodniami”. To raczej książka, która robi swoje i robi to poprawnie.
Najmocniejszą stroną powieści jest atmosfera. Autorka bardzo dobrze operuje mrokiem, niedopowiedzeniem i poczuciem, że pod elegancką, luksusową fasadą kryje się coś bardzo nieczystego. Motyw przyjęcia weselnego rosyjskiego oligarchy, starej radzieckiej przeszłości i legendy Czerwonego Jeziora buduje ciekawy, momentami naprawdę niepokojący klimat. Jest duszno, niekomfortowo, chwilami wręcz lepko od sekretów – i to zdecydowanie działa na plus.
Główny bohater, Kuba Krall, to postać dość klasyczna, ale nie irytująca. Złamany fotoreporter, trauma wojenna, alkohol, poczucie wypalenia – znamy ten schemat, ale został on tu poprowadzony przyzwoicie. Krall nie jest ani przesadnie heroiczny, ani zupełnie papierowy. Jego spojrzenie fotografa, skupienie na detalach i obrazach to ciekawy zabieg, który pasuje do fabuły i motywu „prawdy ukrytej w zdjęciach”.
Fabuła rozwija się logicznie, tempo jest w większości dobre, a wątek kryminalny trzyma poziom. Nie ma chaosu, nie ma dziur fabularnych, wszystko się domyka. Jednocześnie… właśnie ta poprawność sprawia, że książka momentami wydaje się zbyt bezpieczna. Brakuje mi tu czegoś, co naprawdę wytrąciłoby z równowagi – jakiegoś fabularnego ryzyka, mocniejszego twistu albo emocjonalnego uderzenia, które zostawiłoby mnie z poczuciem „kurczę, to było mocne”.
Postacie drugoplanowe są funkcjonalne, ale raczej nie zapadają głęboko w pamięć. Spełniają swoje role w historii, jednak niewiele z nich zostaje po zamknięciu książki. Podobnie z wątkami pobocznymi – ciekawe, momentami intrygujące, ale nie zawsze w pełni wykorzystane.
Jest to dobra, solidna książka. Wciąga, ma klimat, jest sprawnie napisana i bez wstydu można ją polecić fanom kryminałów i sensacji. Jednocześnie nie jest to tytuł, który wywraca gatunek do góry nogami czy zostaje w głowie na długo.
Dla mnie uczciwe 7/10 – z przewagą plusów nad minusami, ale też z poczuciem, że potencjał był jeszcze trochę większy.
„Czerwone jezioro” to solidny, dobrze napisany kryminał sensacyjny, który czyta się sprawnie i bez bólu, ale który – przynajmniej dla mnie – nie wszedł na poziom „wow, będę o nim myśleć jeszcze tygodniami”. To raczej książka, która robi swoje i robi to poprawnie.
Najmocniejszą stroną powieści jest atmosfera. Autorka bardzo dobrze operuje mrokiem, niedopowiedzeniem i...
2026-01-11
„Gołoborze” to książka, która od pierwszych stron wciąga w świat mroczny, gęsty od tajemnic, przesądów, gniewu i krwi. Świat, w którym przeszłość nigdy nie umiera, a stare krzywdy są pielęgnowane jak świętość. I właśnie to zrobiło na mnie ogromne wrażenie – tu historia nie jest tłem, ona jest siłą napędową wszystkiego.
Motyw dwóch zwaśnionych rodów jest poprowadzony fenomenalnie. To nie jest zwykły konflikt. To dziedzictwo, obowiązek, przekazywana z pokolenia na pokolenie potrzeba zemsty. Honor ważniejszy niż życie. Wyrok wymierzany osobiście. Nożem. Bez litości. Bez wyjścia.
Ogromnym atutem tej książki jest klimat. Świętokrzyskie lasy, Łysa Góra, gołoborza, stara wieś, w której wciąż wierzy się w klątwy, czary i znaki. Czuć tu duszność, zamknięcie, strach przed innością, ale też specyficzną wspólnotę. To miejsce żyje własnymi prawami. I właśnie dlatego ta historia działa tak mocno – bo wszystko wydaje się w niej niepokojąco możliwe.
Wątek zakazanej miłości między dziewczyną i chłopakiem ze zwaśnionych rodzin tylko dolewa oliwy do ognia. Jest piękny, tragiczny, pełen napięcia i bezsilności. Tu nie ma łatwych wyborów. Każde uczucie oznacza zdradę kogoś innego. Każdy krok w stronę miłości to krok w stronę katastrofy.
Bardzo podobało mi się też to, jak autor prowadzi historię przez różne okresy – jak przeszłość wdziera się w teraźniejszość, jak dawne decyzje domagają się zapłaty po latach. Ta książka ma w sobie coś z rodzinnej sagi, coś z thrillera, coś z powieści historycznej i coś z ludowej, mrocznej legendy.
I jeszcze bohaterowie – niejednoznaczni, twardzi, poranieni, często uwikłani w role, których sami nie wybrali. Tu nikt nie jest czysto dobry ani czysto zły. Są tylko ludzie ulepieni z tego, co dostali od swoich ojców i dziadków.
„Gołoborze” to majstersztyk klimatu, historii i emocji. Opowieść o nienawiści silniejszej niż rozsądek, o miłości silniejszej niż strach i o tym, że niektóre wojny nie kończą się nigdy – tylko zmieniają twarze.
Moja pierwsza książka Macieja Siembiedy – i już wiem, że na pewno nie ostatnia. Bezdyskusyjne 10/10!
„Gołoborze” to książka, która od pierwszych stron wciąga w świat mroczny, gęsty od tajemnic, przesądów, gniewu i krwi. Świat, w którym przeszłość nigdy nie umiera, a stare krzywdy są pielęgnowane jak świętość. I właśnie to zrobiło na mnie ogromne wrażenie – tu historia nie jest tłem, ona jest siłą napędową wszystkiego.
Motyw dwóch zwaśnionych rodów jest poprowadzony...
2025-12-29
"Czerwień" Małgorzaty Oliwii Sobczak to książka, która zostawia po sobie mieszane, ale raczej pozytywne emocje. Nie jest to kryminał, który mnie zmiótł z planszy, ale zdecydowanie taki, który czytało mi się dobrze, momentami bardzo intensywnie, a po skończeniu miałam poczucie, że był to sensownie spędzony czas.
Najmocniejszą stroną tej historii jest klimat. Autorka potrafi budować napięcie i niepokój – jest mrocznie, momentami duszno, a atmosfera tajemnicy unosi się nad całą opowieścią. Motyw dawnej, brutalnej zbrodni i jej echa po latach działa na wyobraźnię i sprawia, że trudno się od książki oderwać. Czuć, że wszystko zostało przemyślane, a fabuła ma swoje tempo i kierunek.
Bardzo na plus wypada też samo tło wydarzeń. Trójmiasto jest tu obecne nie tylko jako nazwa, ale jako realna przestrzeń – wiarygodna, surowa, miejscami przytłaczająca. Dzięki temu historia zyskuje autentyczność, a całość czyta się jak dobrze skonstruowany kryminał z polskimi realiami, bez przesadnego efekciarstwa.
Z drugiej strony, nie wszystko mnie w pełni porwało. Momentami miałam wrażenie, że fabuła idzie dość bezpieczną drogą i niektóre rozwiązania można przewidzieć wcześniej. Bohaterowie są poprawnie napisani, ale nie wszyscy zapadają w pamięć – zabrakło mi trochę większej głębi emocjonalnej, takiego elementu, który sprawiłby, że naprawdę bym się do nich przywiązała albo długo o nich myślała po zakończeniu książki.
Mimo to „Czerwień” to solidny, dopracowany kryminał, który spełnia swoje zadanie: wciąga, budzi napięcie i trzyma do końca. To bardzo dobra propozycja dla osób, które lubią mroczne historie osadzone w polskich realiach i cenią sobie sprawnie poprowadzoną fabułę bez zbędnych fajerwerków.
Dla mnie mocne 7/10 – dobra książka, która zostawia po sobie pozytywne wrażenie, nawet jeśli nie wywraca gatunku do góry nogami.
"Czerwień" Małgorzaty Oliwii Sobczak to książka, która zostawia po sobie mieszane, ale raczej pozytywne emocje. Nie jest to kryminał, który mnie zmiótł z planszy, ale zdecydowanie taki, który czytało mi się dobrze, momentami bardzo intensywnie, a po skończeniu miałam poczucie, że był to sensownie spędzony czas.
Najmocniejszą stroną tej historii jest klimat. Autorka potrafi...
2025-12-11
„Emma” zapowiadała się naprawdę nieźle — sam fakt, że Jean Reno postanowił zadebiutować jako autor thrillera, już budził ciekawość. Opis obiecywał rasową historię szpiegowską z międzynarodowym spiskiem, egzotycznymi lokacjami i bohaterką wrzuconą w sam środek niebezpiecznej gry. I tutaj pojawia się pewien zgrzyt, bo ostatecznie książka bardziej przypomina dobrze napisaną obyczajówkę z elementami sensacji niż pełnoprawny thriller szpiegowski.
Sama fabuła ma potencjał — wątek Omanu, praca Emmy w luksusowym ośrodku, tajemniczy syn ministra, polityczne napięcia — to wszystko brzmi świetnie na papierze. Problem w tym, że napięcie, które powinno napędzać taki gatunek, często się rozmywa. Zamiast ostrego tempa i poczucia, że bohaterka naprawdę wchodzi na terytorium, gdzie każdy błąd może być jej ostatnim, dostajemy dużo skupienia na jej emocjach, żałobie i relacjach. I choć ten aspekt jest napisany całkiem solidnie, to nie do końca składa się na to, czego oczekuje się od thrillera.
Momentami miałam wrażenie, że autor bardzo chciał stworzyć sympatyczną, „ludzką” bohaterkę — i to mu się udało — ale zrobił to kosztem dynamiki. Zwroty akcji są przewidywalne, a intryga międzynarodowa wypada trochę zbyt gładko i zbyt lekko, żeby mogła realnie wciągnąć. To taka historia, którą czyta się przyjemnie, ale bez emocji typowych dla literatury szpiegowskiej: bez ucisku w gardle, bez nerwowego przewracania stron.
Czytelnicy szukający powieści sensacyjnej mogą więc poczuć niedosyt. Ci, którzy lubią obyczajówki z nutą zagrożenia — pewnie bawią się lepiej. Styl jest przystępny, bohaterowie mają swoje charaktery, a miejsca akcji są opisane malowniczo. Tylko gatunkowo trochę to się rozjeżdża.
Dla mnie to takie uczciwe 5/10. Pomysł świetny, wykonanie poprawne, ale zabrakło pazura, głębszej intrygi i prawdziwego napięcia, które powinno trzymać w fotelu od pierwszej do ostatniej strony.
„Emma” zapowiadała się naprawdę nieźle — sam fakt, że Jean Reno postanowił zadebiutować jako autor thrillera, już budził ciekawość. Opis obiecywał rasową historię szpiegowską z międzynarodowym spiskiem, egzotycznymi lokacjami i bohaterką wrzuconą w sam środek niebezpiecznej gry. I tutaj pojawia się pewien zgrzyt, bo ostatecznie książka bardziej przypomina dobrze napisaną...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-11-10
„Willa” to powieść, która łączy w sobie klimat włoskiego lata z mroczną tajemnicą sprzed lat. Hawkins potrafi stworzyć ciekawą, nieco filmową atmosferę – pełną słońca, zapachu cytryn i starych murów, które pamiętają więcej, niż chciałoby się przyznać. Pomysł na historię jest naprawdę intrygujący: dwie przyjaciółki przyjeżdżają do willi w Umbrii, by odbudować relację, a przy okazji odkrywają, że dom ma własną, niepokojącą przeszłość.
Autorka dobrze oddaje napięcie między bohaterkami – Emily i Chess – oraz stopniowo buduje nieufność i emocjonalne pęknięcia między nimi. Widać, że chciała połączyć thriller psychologiczny z elementami tajemnicy i lekkiego gotyku. Jednak nie zawsze wszystko działa tak, jak powinno. Niektóre fragmenty wydają się zbyt przewidywalne, a część dialogów – trochę sztuczna. Fabuła momentami zwalnia, a napięcie, które autorka stara się budować, nie zawsze utrzymuje się na wysokim poziomie.
Mimo to książkę czyta się przyjemnie – jest lekka, dobrze napisana i ma wakacyjny klimat, który kontrastuje z mrocznymi wątkami. To nie jest powieść, która wbija w fotel czy zostaje na długo w pamięci, ale potrafi wciągnąć na kilka wieczorów i zapewnić trochę emocji. Szczególnie przypadnie do gustu czytelnikom, którzy lubią historie o przyjaźni, sekretach i dawnych tragediach owianych nutą tajemnicy.
Podsumowując: „Willa” to książka między średnią a dobrą – ma świetny pomysł i klimat, ale nie w pełni wykorzystany potencjał. Dla kogoś, kto szuka lekkiego thrillera z włoskim słońcem w tle, będzie to całkiem przyjemny wybór.
„Willa” to powieść, która łączy w sobie klimat włoskiego lata z mroczną tajemnicą sprzed lat. Hawkins potrafi stworzyć ciekawą, nieco filmową atmosferę – pełną słońca, zapachu cytryn i starych murów, które pamiętają więcej, niż chciałoby się przyznać. Pomysł na historię jest naprawdę intrygujący: dwie przyjaciółki przyjeżdżają do willi w Umbrii, by odbudować relację, a przy...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-10-23
„Bez pożegnania” to kolejny dowód na to, że Harlan Coben potrafi w mistrzowski sposób łączyć emocje z napięciem. Choć historia zaczyna się jak klasyczny thriller o zaginionym bracie, szybko okazuje się, że to coś znacznie więcej – opowieść o rodzinie, lojalności, winie i potrzebie odkrycia prawdy, nawet jeśli ta prawda może zburzyć całe dotychczasowe życie.
Coben jak zawsze świetnie prowadzi narrację – dynamicznie, ale z miejscem na refleksję. Każdy rozdział odsłania kolejny fragment układanki, a czytelnik nieustannie balansuje między współczuciem, zaskoczeniem i niepewnością. Autor buduje napięcie bez tanich chwytów – zamiast krwi i sensacji dostajemy emocje, które uderzają mocniej, bo dotyczą zwykłych ludzkich relacji.
Najbardziej uderzające jest to, że w tej historii nie ma prostych odpowiedzi. Bohaterowie są autentyczni – popełniają błędy, kierują się uczuciami, czasem strachem, czasem miłością. Coben bardzo dobrze oddaje wewnętrzne rozdarcie Willa – jego determinację i desperację w poszukiwaniu brata, a także próbę zrozumienia, co naprawdę wydarzyło się przed laty.
„Bez pożegnania” to książka, która wciąga od pierwszych stron, ale zostaje w głowie jeszcze długo po przeczytaniu. To nie tylko thriller – to opowieść o tym, jak przeszłość potrafi niepostrzeżenie wkradać się w teraźniejszość, i o tym, że czasem największym zagrożeniem są nie inni ludzie, ale nasze własne wspomnienia.
Świetna, trzymająca w napięciu historia, która przypomina, że nikt nie ucieknie od prawdy – nawet jeśli przez lata próbował ją zagłuszyć.
„Bez pożegnania” to kolejny dowód na to, że Harlan Coben potrafi w mistrzowski sposób łączyć emocje z napięciem. Choć historia zaczyna się jak klasyczny thriller o zaginionym bracie, szybko okazuje się, że to coś znacznie więcej – opowieść o rodzinie, lojalności, winie i potrzebie odkrycia prawdy, nawet jeśli ta prawda może zburzyć całe dotychczasowe życie.
Coben jak...
2025-10-16
„Cienie nad stawem” to jedna z tych książek, które wciągają nie głośnymi zwrotami akcji, ale konsekwentnym budowaniem napięcia i klimatu, od którego trudno się oderwać. Autorka stworzyła historię gęstą emocjonalnie, mocno osadzoną w przeszłości i pełną tajemnic, które – jak w życiu – mają swoją cenę. Fabuła rozwija się dwutorowo: śledztwo w Bydgoszczy z 1997 roku oraz dramatyczne wydarzenia z życia młodej celebrytki Marceliny. Na pierwszy rzut oka te światy nie mają ze sobą nic wspólnego, ale im dalej wchodzimy w historię, tym bardziej zaczynamy czuć, że coś ich jednak łączy. I to właśnie to powolne, inteligentne odkrywanie powiązań jest jednym z największych atutów tej powieści.
Ogromnym plusem jest tu klimat – sugestywny, momentami mroczny, chwilami nostalgiczny. Bydgoszcz lat 90. została oddana z niezwykłą wiarygodnością: remontowane kamienice, bloki z wielkiej płyty, nieco szara polska codzienność tego okresu i towarzysząca wszystkim atmosfera milczenia po poprzedniej epoce. Widać, że autorka nie tylko zna realia, ale też potrafi z nich zbudować tło, które staje się osobnym bohaterem. To nie jest kolejny „serialowy kryminał” – tu czuje się ciężar historii i konsekwencje dawnych decyzji.
Nie ma tu sztucznie podkręconej akcji ani strzelanin co trzy rozdziały – jest za to świetna warstwa psychologiczna. Marek Bondys to bohater z bagażem, ale nie przerysowany. Marcelina – młoda, pozornie krucha, okazuje się znacznie bardziej złożona, niż na to wygląda. Każda postać niesie ze sobą swoją tajemnicę, słabość albo ranę. I zamiast tanich dramatów mamy prawdziwe, ludzkie emocje. To właśnie sprawia, że książka zostaje w głowie na długo po zamknięciu ostatniej strony.
„Cienie nad stawem” to udany, dojrzały kryminał z elementami thrillera psychologicznego, napisany ze świadomością gatunku i szacunkiem dla czytelnika. Hanna Szczukowska-Białys nie idzie na skróty – daje nam historię, która wciąga nie tylko tajemnicą, ale też czymś więcej: emocjami i prawdą o tym, że przeszłość nigdy nie znika naprawdę. Zdecydowanie polecam.
„Cienie nad stawem” to jedna z tych książek, które wciągają nie głośnymi zwrotami akcji, ale konsekwentnym budowaniem napięcia i klimatu, od którego trudno się oderwać. Autorka stworzyła historię gęstą emocjonalnie, mocno osadzoną w przeszłości i pełną tajemnic, które – jak w życiu – mają swoją cenę. Fabuła rozwija się dwutorowo: śledztwo w Bydgoszczy z 1997 roku oraz...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-07-19
„Zło czai się w każdym z nas. Czasem wystarczy impuls, by się obudziło.”
Przyznaję: kiedy po raz pierwszy sięgnęłam po serię z Igorem Brudnym, nie spodziewałam się, że tak bardzo wejdzie mi pod skórę. A teraz… cóż, uwielbiam go coraz bardziej. I z każdą kolejną częścią to uczucie tylko się pogłębia. "Cherub" jest kolejnym tego dowodem – mrocznym, poruszającym i absolutnie pochłaniającym thrillerem, po którym długo nie można się pozbierać.
To nie jest książka, którą się czyta – to książka, którą się przeżywa. Z szeroko otwartymi oczami, z zaciśniętym gardłem, z pytaniami, które pulsują w głowie długo po ostatniej stronie. Piotrowski nie bawi się z czytelnikiem – uderza prosto w serce, pokazując jak cienka jest granica między tym, co dobre, a tym, co absolutnie zatrważające. W „Cherubie” nie ma miejsca na ulgę. Jest brudno, boleśnie i prawdziwie.
Igor Brudny – ten niepokorny, pokiereszowany, pełen sprzeczności policjant – staje się z każdą stroną kimś więcej niż tylko fikcyjnym bohaterem. To ktoś, kogo się rozumie i za kim się idzie. Mimo jego błędów, mrocznej przeszłości, ostrych krawędzi – albo właśnie dlatego. Bo Brudny jest prawdziwy. I to właśnie w "Cherubie" widać to najmocniej – jego wewnętrzne rozdarcie, próby pogodzenia się z tym, co było, i z tym, co być może nigdy się nie skończy.
Ta historia nie oszczędza. Są momenty, w których miałam ochotę odłożyć książkę, złapać oddech, ale… nie potrafiłam. To ten rodzaj książki, który nie pozwala ci o sobie zapomnieć. I nie chodzi tylko o wstrząsające wydarzenia, ale o emocje, które nimi rezonują – strach, złość, współczucie, smutek, czasem niemoc. I pytania – jak bardzo można przesunąć granice człowieczeństwa? I gdzie kończy się sprawiedliwość, a zaczyna zemsta?
„Cherub” to także opowieść o potworach – tych dosłownych i tych ukrytych w ludziach. O tym, jak łatwo można sięgnąć dna. Ale to również historia o sile – tej wewnętrznej, brutalnej, nie zawsze pięknej, ale prawdziwej. O potrzebie prawdy, nawet jeśli boli. I o tym, że czasem trzeba sięgnąć po ciemność, by w ogóle zobaczyć światło.
Z każdą stroną coraz bardziej kocham Igora Brudnego – nie za to, że jest idealny. Ale właśnie za to, że nie jest. Za jego ludzkie rozdarcia, za upór, za nieustępliwość. Za to, że choć wielokrotnie mógł się poddać, nie zrobił tego. Za to, że nosi swoje blizny – i fizyczne, i psychiczne – jak dowody walki, a nie porażki.
„Cherub” to nie jest tylko kolejna część serii. To mroczna, brutalna, ale i wyjątkowo emocjonalna podróż, która zostawia po sobie ślad. I choć nadal trochę się boję tego, co Piotrowski wymyśli dalej – nie mogę się już doczekać kolejnego spotkania z Brudnym.
Bo takich bohaterów się nie zapomina. I takich historii się nie zostawia.
„Zło czai się w każdym z nas. Czasem wystarczy impuls, by się obudziło.”
Przyznaję: kiedy po raz pierwszy sięgnęłam po serię z Igorem Brudnym, nie spodziewałam się, że tak bardzo wejdzie mi pod skórę. A teraz… cóż, uwielbiam go coraz bardziej. I z każdą kolejną częścią to uczucie tylko się pogłębia. "Cherub" jest kolejnym tego dowodem – mrocznym, poruszającym i absolutnie...
2025-07-15
„W korzeniach kryje się zło.”
Nie wiem, czy istnieje bardziej sugestywne zdanie otwierające powieść kryminalną, która bardziej przypomina powolne rozplątywanie splątanych nici niż klasyczne śledztwo z listą podejrzanych. Tana French stworzyła historię, która nie pozwala o sobie zapomnieć, nawet jeśli po drodze zostawia nas z pytaniami bez odpowiedzi.
„Wiedźmie drzewo” to powieść inna niż klasyczne thrillery. Głównego bohatera – Toby’ego – poznajemy jako beztroskiego, pewnego siebie lekkoducha, który nagle zostaje brutalnie zaatakowany, a jego świat rozpada się na kawałki. Nie chodzi jednak tylko o fizyczne rany. French, z właściwą sobie cierpliwością i głębią psychologiczną, pokazuje, jak trauma zmienia człowieka. Jak zaufanie do samego siebie może zostać podważone przez okoliczności. Jak nic nie jest oczywiste – nawet wspomnienia.
Pod płaszczykiem kryminału kryje się coś więcej: opowieść o tożsamości, o rozpadzie i odrodzeniu, o tym, co siedzi w nas głębiej niż chcielibyśmy przyznać. Nie ma tu krwi na każdej stronie, nie ma spektakularnych zwrotów akcji co pięć minut. Jest za to duszna atmosfera irlandzkiego domu, pełna rodzinnych sekretów i bolesnych napięć. To powieść do powolnego smakowania, z dreszczem niepokoju pod skórą.
Czy jest idealna? Nie. W pewnym momencie czułam, że historia trochę grzęźnie, że można było ją skrócić, że niektóre wątki mogłyby być bardziej konkretne. Ale mimo to dałam jej mocne 7/10 – bo zostawiła mnie z uczuciem niepokoju jeszcze długo po przeczytaniu. A to chyba największy komplement, jaki można dać takiej historii.
Tana French nie napisała typowego kryminału. Napisała powieść o człowieku – pogubionym, przerażonym, ale wciąż trzymającym się życia. A tytułowe drzewo... cóż, ono rzeczywiście zapuszcza korzenie głębiej, niż się spodziewamy.
„W korzeniach kryje się zło.”
Nie wiem, czy istnieje bardziej sugestywne zdanie otwierające powieść kryminalną, która bardziej przypomina powolne rozplątywanie splątanych nici niż klasyczne śledztwo z listą podejrzanych. Tana French stworzyła historię, która nie pozwala o sobie zapomnieć, nawet jeśli po drodze zostawia nas z pytaniami bez odpowiedzi.
„Wiedźmie drzewo” to...
2025-07-09
„Nie każdy, kto zbłądził we mgle, odnajdzie drogę do domu.”
Nie wszystkie książki straszą potworami – niektóre robią to szeptem, niedopowiedzeniem, spojrzeniem zza zasłony codzienności. „Ludzie z mgły” to thriller, który zamiast tanich efektów grozy oferuje coś znacznie bardziej niepokojącego: atmosferę. Gęstą, lepką, wsącza się w myśli i nie pozwala zapomnieć.
Izabela Janiszewska zabiera nas do Sinic – miasteczka, które samo w sobie wydaje się osobnym bohaterem tej historii. Miejsca, gdzie mgła nie tylko spowija pola i domy, ale też prawdę, emocje i sekrety, które lepiej byłoby pozostawić nietknięte. Zniknięcie dziewiętnastoletniej Alicji to tylko początek, który otwiera puszkę Pandory – pełną bólu, lęku i niewypowiedzianych dramatów.
Czytając tę książkę, czułam się, jakbym sama błądziła w tej mgle – czasem dosłownie. Momentami nie wiedziałam, komu mogę ufać, gdzie kończy się rzeczywistość, a zaczyna iluzja. Autorka umiejętnie buduje napięcie, nie dając łatwych odpowiedzi. Z każdą stroną rosło we mnie napięcie, ale też... współczucie. Dla bohaterów – tych silnych, tych słabych, zagubionych i milczących. Bo tu każdy coś ukrywa. I każdy ma swoje powody.
Emocje? Cała paleta. Od niepokoju, przez bunt, aż po wzruszenie i złość. A przede wszystkim – ten duszny, przejmujący smutek, który towarzyszy, gdy odkrywa się, jak łatwo młody człowiek może zostać zapomniany, zagłuszony przez wygodną ciszę dorosłych.
„Ludzie z mgły” nie są tylko historią kryminalną. To opowieść o tym, jak łatwo coś przeoczyć, przemilczeć, udawać, że się nie widzi. To również książka o głosie – o tym, jak ważne jest, by mówić, gdy inni milczą. I słuchać, gdy inni krzyczą szeptem.
Nie znajdziecie tu krwawej sensacji. Znajdziecie coś znacznie mocniejszego: prawdę, która boli.
„Nie każdy, kto zbłądził we mgle, odnajdzie drogę do domu.”
Nie wszystkie książki straszą potworami – niektóre robią to szeptem, niedopowiedzeniem, spojrzeniem zza zasłony codzienności. „Ludzie z mgły” to thriller, który zamiast tanich efektów grozy oferuje coś znacznie bardziej niepokojącego: atmosferę. Gęstą, lepką, wsącza się w myśli i nie pozwala zapomnieć.
Izabela...
2025-06-24
„Określenia takie jak „podobno”, „ponoć”, „jakby” były mu obce i nijak miały się do jego skrupulatnego i wnikliwego podejścia do każdej sprawy.”
Niedaleko Zielonej Góry zostaje odnaleziona ludzka ręka. A raczej to, co z niej zostało. I wszystko wskazuje na to, że została odgryziona przez człowieka. Do rozwikłania tej sprawy zostaje włączony Igor Brudny i jego partnerka Julia Zawadzka. Brudny ma dziwne przeczucie, że cała historia związana jest z sierocińcem sióstr hieronimek, w którym dorastał. Przeszłość znowu dała o sobie znać…
Kolejna część przygód Igora Brudnego za mną. I kolejna doskonała pozycja! Mocna, naprawdę mocna. I to mi się podobało najbardziej. Historia tutaj przedstawiona jest przerażająca. Nawet bardzo przerażająca. Chwilami czytelnik może poczuć się tak, jakby czytał horror. Bo niektóre opisy są straszne. Bynajmniej nie jest to lektura dla ludzi o słabych nerwach. A im dalej, tym bardziej mrocznie. I choć szybko dowiadujemy się, kto może być mordercą, to już jego powiązania rodzinne są zaskakujące. Nawet bardzo.
Brudny także ma tutaj sporo dylematów i to nie tylko tych związanych z pracą. Zastanawia się na swoim związkiem z Oksaną, nad uczuciami do Julii, nad samym sobą. I wydaje się nieco bardziej ludzki. Niektórzy bohaterowie literaccy mają swoje ulubione filmy, alkohole… Brudny uwielbia Brudnego Harry’ego i Jamesona (wielki plus za tą irlandzką whisky), więc mi już pewnie ten film i trunek będą kojarzyć się właśnie z Brudnym (tak samo jak Jim Beam z Harrym Holem).
Czy mam ochotę sięgnąć od razu po „Cheruba”? Mam! Czy to zrobię? Zapewne tak! Nie potrzeba mi już żadnej zachęty, bo świat Igora Brudnego wciągnął mnie jak czarna dziura – na dobre.
„Określenia takie jak „podobno”, „ponoć”, „jakby” były mu obce i nijak miały się do jego skrupulatnego i wnikliwego podejścia do każdej sprawy.”
Niedaleko Zielonej Góry zostaje odnaleziona ludzka ręka. A raczej to, co z niej zostało. I wszystko wskazuje na to, że została odgryziona przez człowieka. Do rozwikłania tej sprawy zostaje włączony Igor Brudny i jego partnerka...
2025-06-26
W okolicach Płocka przy nieczynnej rzeźni zostają znalezione trzy martwe kobiety. Wszystkie są otyłe i mają na sobie świńskie maski. Za wycieraczką radiowozu morderca zostawia zdjęcia ofiar zrobione polaroidem oraz list. Wkrótce dochodzi do kolejnej zbrodni. Okoliczni mieszkańcy zaczynają się bać. Wybucha panika. Lena Osowska, youtuberka znana jako Osa, wyczuwa narastającą w mieście psychozę. A morderca wcale nie zamierza przestać. To dopiero początek…
Kolejna książka Darii Orlicz, którą przeczytałam z wielkim zainteresowaniem. Przyznam, że jeszcze nie zdarzyło mi się czytać thrillera z takimi opisami. Morderca „odczłowieczył” swoje ofiary w każdy możliwy sposób. Nie tylko czynami, ale także słowami. To było mocne… Bardzo mocne. Wnikanie do umysłu mordercy, przyglądanie się jego czynom, odkrywanie przyczyn jego morderstw i nienawiści – to wszystko na pewno jest ozdobą książki. A temat jest, trzeba przyznać, dość kontrowersyjny. Więc na pewno nie jest to lektura dla wrażliwych osób. Z całą pewnością nie. I mogę powiedzieć nawet więcej – nie każdemu przypadnie do gustu, bo jednak realizm sytuacji i te opisy nie zostały pozbawione żadnych szczegółów – autorka podaje nam wszystko na tacy i niczego nie ukrywa. A wyobraźnia robi swoje. I możemy się tylko domyślać, że jest brutalnie. Bardzo brutalnie.
Dla mnie powieść „Były sobie świnki trzy” jest przestrogą. Przed ludźmi. W dzisiejszym świecie nigdy nie wiemy co tak naprawdę ludzi denerwuje, na co zwracają uwagę, jak na nas patrzą. Nigdy nie wiadomo kto może zrobić nam krzywdę. Nie tylko fizycznie, nie tylko czynem. Polecam przede wszystkim miłośników mocnych thrillerów.
W okolicach Płocka przy nieczynnej rzeźni zostają znalezione trzy martwe kobiety. Wszystkie są otyłe i mają na sobie świńskie maski. Za wycieraczką radiowozu morderca zostawia zdjęcia ofiar zrobione polaroidem oraz list. Wkrótce dochodzi do kolejnej zbrodni. Okoliczni mieszkańcy zaczynają się bać. Wybucha panika. Lena Osowska, youtuberka znana jako Osa, wyczuwa narastającą...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Małe miasteczko w okolicach Zielonej Góry, las skrywający więcej tajemnic, niż mogłoby się wydawać, i zbrodnia, która wyciąga na światło dzienne wydarzenia sprzed lat. Zamordowany zostaje Konrad – na pierwszy rzut oka przykładny mąż i ojciec. Szybko okazuje się jednak, że jego przeszłość nie była tak nieskazitelna, jak mogłoby się wydawać. Trop prowadzi do dawnych wydarzeń i tragicznej śmierci młodej dziewczyny, której sprawa nigdy nie została do końca wyjaśniona.
Do gry wchodzi Lena Osowska, znana jako „Osa” – youtuberka prowadząca kanał o sprawach kryminalnych. Z ciekawością i determinacją zaczyna przyglądać się temu, co wydarzyło się w miasteczku przed laty i dlaczego historia zdaje się zataczać koło.
To już kolejne spotkanie z Leną „Osą” i muszę przyznać, że z zainteresowaniem ponownie śledziłam jej losy. Lubię tę bohaterkę — jest dociekliwa, momentami uparta, ale też bardzo ludzka w swoich reakcjach. Dzięki temu łatwo wejść w tę historię razem z nią i próbować samemu poukładać wszystkie elementy układanki.
Podobał mi się też klimat tej książki. Małe miasteczko, stare tajemnice, ludzie, którzy pamiętają więcej, niż chcą powiedzieć — to zawsze daje dobre tło dla kryminału. Autorka stopniowo odsłania kolejne fragmenty przeszłości, budując napięcie i pozwalając czytelnikowi powoli odkrywać, jak bardzo skomplikowana potrafi być ludzka historia.
To kawał całkiem porządnej książki. Czyta się ją dobrze, historia wciąga, a sama zagadka jest na tyle interesująca, że chce się poznać jej rozwiązanie. Dla mnie to była naprawdę przyjemna lektura i chętnie sięgnę po kolejne części z Leną „Osą” Osowską.
Małe miasteczko w okolicach Zielonej Góry, las skrywający więcej tajemnic, niż mogłoby się wydawać, i zbrodnia, która wyciąga na światło dzienne wydarzenia sprzed lat. Zamordowany zostaje Konrad – na pierwszy rzut oka przykładny mąż i ojciec. Szybko okazuje się jednak, że jego przeszłość nie była tak nieskazitelna, jak mogłoby się wydawać. Trop prowadzi do dawnych wydarzeń...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to