-
Artykuły
Wielkanocna chwila odpoczynku z literaturą – okazje na ebooki do -95% i ranking top tytułów
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Nie żyje Wiesław Myśliwski. Autor „Kamienia na kamieniu” i „Traktatu o łuskaniu fasoli” miał 94 lata
LubimyCzytać38 -
Artykuły
Zaczęłam od tajemnicy. Reszta przyszła sama - rozmowa z Małgorzatą Rogalą
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Czytamy w weekend. 27 marca 2026
LubimyCzytać442
Biblioteczka
2026-02-25
2026-01-02
Kaede to 27-letnia nauczycielka, w której miłość do klasycznych kryminałów już w dzieciństwie zaszczepił ukochany dziadek. Teraz, gdy umysł uwielbianego niegdyś przez wszystkich dyrektora szkoły podstawowej nie jest już tak sprawny jak dawniej, młoda kobieta stara się spędzać ze starszym panem jak najwięcej czasu. Kiedy jednak wokół Kaede dochodzi do niesamowitych wydarzeń, takich jak morderstwa czy zaginięcia, to właśnie dziadek staje się wspólnikiem w rozwiązywaniu kryminalnych zagadek. Mimo choroby, bystrości umysłu pozazdrościć mógłby mu niejeden policjant. Za sprawą siły dedukcji i dzięki szczegółowej analizie sytuacji, ten duet detektywów-amatorów będzie w stanie rozwiązać każdą, nawet najbardziej zagmatwaną łamigłówkę.
Masateru Konishi stworzył niezwykle subtelną powieść, w której zagadki kryminalne łączą się z opowieścią z życia młodej kobiety i jej dziadka dotkniętego demencją. Mimo, iż „Mój dziadek – genialny detektyw” stanowi przykład klasycznego podejścia do kryminału, zabieg ten staje się jedynie tłem dla głębszej historii o przemijaniu, starości i radzeniu sobie z postępującą chorobą. To przepiękna powieść ukazująca relację dwójki bohaterów, których połączyło zamiłowanie do rozwiązywania zagadek za pomocą swego intelektu. Powieść autora, mimo iż niezwykle oszczędna w słowie, potrafi zaciekawić, wciągnąć dzięki sensacyjnym wątkom, jednocześnie pozostawiając miejsce na refleksję. Interakcje między Kaede a jej dziadkiem stanowią zaś gratkę dla fanów Agathy Christie i podobnych jej autorów, angażując czytelnika w detektywistyczne śledztwo.
Polecam tę cudowną i ciepłą opowieść wszystkim fanom klasyki gatunku oraz poszukującym świeżego spojrzenia, bo to chwytająca za serce i jednocześnie intrygująca lektura w sam raz na zimowe wieczory pod kocem🥰
Kaede to 27-letnia nauczycielka, w której miłość do klasycznych kryminałów już w dzieciństwie zaszczepił ukochany dziadek. Teraz, gdy umysł uwielbianego niegdyś przez wszystkich dyrektora szkoły podstawowej nie jest już tak sprawny jak dawniej, młoda kobieta stara się spędzać ze starszym panem jak najwięcej czasu. Kiedy jednak wokół Kaede dochodzi do niesamowitych wydarzeń,...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-12-15
Zuzę i Daniela nie mogłoby różnić więcej. Ona – niepoprawna romantyczka, kochająca całym sercem wszystko co związane ze Świętami. On – twardo stąpający po ziemi, dla którego tego okresu mogłoby w ogóle nie być. Co ich łączy? Szczera niechęć do siebie nawzajem. Ale czy na pewno?
Kiedy pewne okoliczności zmuszają dwójkę bohaterów to udawania pary, emocje sięgają zenitu. A że Zuza i Daniel mają także swoje tajemnice, do których nie chcą się przyznać, ten szczególny w roku czas zamienia się w istną karuzelę uczuć. Co z tego wyniknie?😉
„Wszystko czego pragnę na Święta to Ty” Michaliny Kowolik to idealna lektura na zimową porę. Powieść zabiera czytelnika do małego miasteczka w przedświątecznym czasie, gdzie każdy zakamarek mieni się od kolorowych światełek. To urocza historia o przebaczaniu, nadziei i nieoczekiwanych uczuciach, przepełniona klimatem zbliżających się Świąt i nastrojowością skłaniającą czytelnika do refleksji. Polecam ;)
Zuzę i Daniela nie mogłoby różnić więcej. Ona – niepoprawna romantyczka, kochająca całym sercem wszystko co związane ze Świętami. On – twardo stąpający po ziemi, dla którego tego okresu mogłoby w ogóle nie być. Co ich łączy? Szczera niechęć do siebie nawzajem. Ale czy na pewno?
Kiedy pewne okoliczności zmuszają dwójkę bohaterów to udawania pary, emocje sięgają zenitu. A że...
Kiedy sięgałam po debiutancką książkę Kamila Dąbrowskiego, znanego internetowej społeczności jako Sołtys Lubelszczyzny, nie wiedziałam czego mogę się spodziewać. Po lekturze stwierdzam zaś, że dostałam jedną z ciekawszych i niezwykle udanych komedii, którą opisać można jako wybuchową mieszankę humoru, historii z prawdziwego życia wziętych oraz interesującego przełamania stereotypów. Ale zacznijmy od początku ;)
Jurek przez wiele lat pełnił zaszczytną funkcję sołtysa Gołaszyna. Jednak w przeciągu jednej chwili traci to stanowisko. Mało tego – w wyniku dziwnych wydarzeń zostaje zwolniony z pracy, a we wsi staje się tytułową persona non grata. Od czego jednak jest żona Halinka i jej waleczny temperament? ;) Mężczyźnie nie pozostaje nic innego jak poszukać swego szczęścia w wielkim mieście. Jurek znajduje więc pracę w Warszawie i zderza się z kompletnie sobie nieznanym, miejskim życiem, gdzie wszystko ma być gotowe ASAP, a ludzie nie mają czasu na pogaduszki przy kawie i gonią nieustannie za sobie tylko znanym celem. Jak poradzi sobie w tym miejskim gąszczu nasz bohater? Przekonajcie się sami ;)
„Persona non grata...” to zdecydowanie bardzo udany debiut literacki. Autor posiada niezwykły zmysł obserwacji ludzkich i społecznych zachowań i w zabawny sposób potrafi przelać je na karty swej powieści. Bohaterowie, których poznajemy, mimo iż często pełni stereotypowych przywar, potrafią wzbudzić sympatię czytelnika, dzięki czemu nie sposób oderwać się od lektury. Bo nie oszukujmy się, wiele z nich jest nam po prostu zbyt dobrze znana ;) Perypetie głównego bohatera i jego rodziny nie raz wywołały mój szczery śmiech i mocno zaangażowały mnie w całą historię.
Ostatecznie mogę szczerze polecić Wam lekturę, ponieważ „Persona non grata...” pozostawia nas z bardzo ważnymi życiowymi lekcjami. O wartości człowieka nie świaczy fakt, że pochodzi ze wsi czy z miasta, a wszystkie problemy jesteśmy w stanie przezwyciężyć, mając obok siebie ludzi, którym na nas zależy. Debiut Sołtysa Lubelszczyny to przede wszystkim historia o zwykłym człowieku wrzuconym w wir niezwykłych wydarzeń, pełna ciepła i napisana z ogromnym serduchem. Czekam na więcej takich opowieści spod pióra autora ;)
Kiedy sięgałam po debiutancką książkę Kamila Dąbrowskiego, znanego internetowej społeczności jako Sołtys Lubelszczyzny, nie wiedziałam czego mogę się spodziewać. Po lekturze stwierdzam zaś, że dostałam jedną z ciekawszych i niezwykle udanych komedii, którą opisać można jako wybuchową mieszankę humoru, historii z prawdziwego życia wziętych oraz interesującego przełamania...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Lucinda Riley skradła serca rzeszy czytelniczek na całym świecie za sprawą poruszającej serii „Siedem sióstr”. Zanim jednak stała się znaną i poczytną autorką, napisała powieść, która za sprawą syna autorki została wydana niedawno pt. „Ballada o miłości”. I jest to kolejny tytuł, który z pewnością pozostanie z czytelnikiem na długi czas😊
Keira wiedzie całkiem proste życie gdzieś w maleńkiej, nadmorskiej miejscowości położonej w Irlandii. Zakochuje się jednak w Conie Dalym, muzyku, którego piosenki poruszają jej czułe serce. Razem postanawiają opuścić rodzinne strony i udają się do Londynu, który jednak nie zna litości dla młodych zakochanych, a na ich drodze stają sława, trudy życia codziennego i mroczne tajemnice. Kiedy po 20 latach świat raz jeszcze pragnie dowiedzieć się, co się stało z Conem Dalym i czy muzyk wraz z zespołem pojawi się na scenie stadionu Wembley, bohaterom przyjdzie ostatecznie zmierzyć się z przeszłością…
Po przeczytaniu „Ballady o miłości” jeszcze na długo nie mogłam dojść do siebie. Jestem pełna podziwu dla talentu autorki, która obdarowała nas historią o miłości tak niebanalną, a mimo wszystko tak poruszającą i angażującą czytelnika na długie godziny. Dzieje Keiry i Cona to opowieść o wielkiej miłości, ale też cierpieniu i walce z demonami przeszłości. To opowieść o tym, iż za cenę sławy nierzadko zapłacić musimy najwyższą cenę i poświęcić niemal wszystko. A mimo to, pozostawia czytelnika z odrobiną nostalgii i nadziei na lepsze jutro.
Losy bohaterów poznajemy na przestrzeni dwóch osi czasowych, co świetnie dopełnia całość fabuły. Na duży plus także zasługuje bardzo ważny wątek kryminalny, bo sprawia, iż powieść to nie tylko ckliwy romans, ale coś znacznie, znacznie lepszego. Finał historii był zaś tak zaskakujący, iż zasługuje na ogromne uznanie.
Polecam Wam ten tytuł, gdyż jest wspaniałym dziełem opowiadającym o prozie życia codziennego, o jego cieniach i blaskach, o wzlotach i upadkach i pokazuje, że człowiek może sobie poradzić w każdej sytuacji. A całość dopełnia szum irlandzkiego morza i niosące się z wiatrem ciche brzmienia gitary <3
Lucinda Riley skradła serca rzeszy czytelniczek na całym świecie za sprawą poruszającej serii „Siedem sióstr”. Zanim jednak stała się znaną i poczytną autorką, napisała powieść, która za sprawą syna autorki została wydana niedawno pt. „Ballada o miłości”. I jest to kolejny tytuł, który z pewnością pozostanie z czytelnikiem na długi czas😊
Keira wiedzie całkiem proste życie...
2025-10-24
Taylor Jenkins Reid to jedna z tych autorek, na książki której zawsze czekam z ogromną niecierpliwością. Pióro autorki ma w sobie coś niezwykłego i wyjątkowego, a opowiadane przez nią historie sprawiają, iż chłonę je całą sobą. Czy to zasługa plastycznego i pięknego języka? A może wspaniałych, z niezwykłą dbałością wykreowanych bohaterów? Zapewne tak 😉 Nie inaczej było z „Atmosferą”, najnowszą powieścią, której lektura sprawiła mi ogromną przyjemność.
Tym razem fabuła zabiera czytelnika w podróż do lat 80-tych, kiedy to podróże w Kosmos stały się możliwe, także dla kobiet. Główna bohaterka, Joan Goodwin od dziecka zapatrzona była w gwiazdy i śniła o tym, by pewnego dnia zostać astronautką. Jej marzenie spełnia się, gdy wraz z grupą innych naukowców zostaje wybrana jako kandydatka i przechodzi długie i wymagające szkolenie w Centrum Lotów Kosmicznych imienia Lyndona B. Johnsona w Houston. Kobieta nie spodziewa się, że prócz podróży do gwiazd pozna także czym jest miłość, a misja STS-LR9 raz na zawsze zmieni jej perspektywę postrzegania świata i tego co istnieje poza nim.
Przyznam szczerze, iż nigdy nie sądziłam, że powieść, której główną oś fabularną stanowić będzie przygotowanie astronautów do lotu w Kosmos wciągnie mnie tak bardzo. Jakże mocno poruszyła mnie ta historia! Fascynacja głównej bohaterki i to, jak opowiadała ona o swej pracy i miłości do gwiazd, sprawiła, że czytałam każde zdanie z zapartym tchem. Uwielbiam ludzi z pasją, którzy potrafią o niej opowiadać w tak cudowny sposób, dlatego też polubiłam się z bohaterką niemal od razu. Muszę jednak stwierdzić, że choć lubię literaturę obyczajową, a T. J. Reid o miłości potrafi pisać jak mało kto, tym razem wątek romantyczny troszkę mnie drażnił i żałuję, że był on zbyt mocno wyeksponowany w ostatnich rozdziałach książki, gdyż wydarzyło się tam coś naprawdę emocjonującego z naukowego punktu widzenia, co zostało koniec końców przyćmione. Natomiast realia pracy w NASA oraz czasów, gdy za cenę miłości zakazanej można było stracić wszystko, zostały przedstawione nadzwyczaj emocjonująco <3
Ostatecznie, jako fanka autorki szczerze polecam „Atmosferę”, w szczególności, jeśli pasjonujecie się Kosmosem i jego eksploracją, bo to wciąż bardzo dobra powieść😊
Taylor Jenkins Reid to jedna z tych autorek, na książki której zawsze czekam z ogromną niecierpliwością. Pióro autorki ma w sobie coś niezwykłego i wyjątkowego, a opowiadane przez nią historie sprawiają, iż chłonę je całą sobą. Czy to zasługa plastycznego i pięknego języka? A może wspaniałych, z niezwykłą dbałością wykreowanych bohaterów? Zapewne tak 😉 Nie inaczej było z...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-10-03
Jako typowa jesieniara w tym okresie bardzo lubię sięgać po klimatyczne tytuły, idealnie pasujące do pogody za oknem. Często wracam do przygód ze świata Harry’ego Pottera, ale lubię też wyszukiwać nowych, ciekawych propozycji literackich. I tym razem udało trafić się na powieść idealnie oddającą wszystkie kolory i zapachy jesieni, a która jednocześnie otuliła mnie niczym ciepły kocyk i rozkochała w sobie całkowicie <3
Michelle po śmierci mamy przyjeżdża do małego miasteczka Copper Run, by na krótki czas przejąć zarządzanie rodzinnym pensjonatem. To, iż wszyscy mieszkańcy znają się tu na wylot i próbują za wszelką cenę zaprzyjaźnić z kobietą, wcale nie ułatwia jej tego zadania. W szczególności zaś irytujący wydaje się być sąsiad Cliff – ojciec dwóch wyjątkowych dziewczynek i piekarz we własnej osobie. Mimo, iż Michelle i Cliffa różni niemal wszystko, wywiązuje się między nimi swoista przyjaźń i nić porozumienia. Czy Michelle uda się nareszcie znaleźć swoje miejsce na ziemi i dopuścić do głosu tlące się w niej uczucia do przystojnego piekarza? 😉
„Jeśli to cię uszczęśliwia” to jedna z najcudowniejszych powieści, jakie dane mi było przeczytać w ostatnim czasie. Ciepła, niezwykle nastrojowa historia osadzona w latach 90-tych w małomiasteczkowej społeczności kompletnie mnie oczarowała. Jako fanka Gilmore Girls uwielbiam właśnie takie klimaty, dlatego tytuł ten stanie się moim jesiennym must read’em. Relacja między dwójką głównych bohaterów, których punkt widzenia przeplata się na kartach powieści, jest niezwykle zabawna i urocza. Motyw friends to lovers został tu przedstawiony w sposób niebanalny, a sami bohaterowie skradli moje serce. Podobnie wyglądał wątek ojcostwa Cliffa i relacji z jego córkami, która ogromnie mnie rozczuliła. Nie brakowało w niej zgryźliwości, dziecięcych narzekań, a także ogromu miłości i wzajemnego wsparcia. Cała opowieść obfituje w szereg humorystycznych, ale także niezwykle poruszających momentów, a lekki styl autorki sprawił, iż mimo wielu stron powieść przeczytałam błyskawicznie.
Na duży plus zasługuje tu również oddanie atmosfery lat 90-tych, które niektórzy z nas jeszcze tak dobrze pamiętają :P Jeśli więc jesteście fanami jesieni i kochacie wracać myślami do lat dzieciństwa, ten tytuł będzie dwa Was lekturą idealną, przepełnioną zapachami cynamonek, waniliowych babeczek i kolorowych liści rozgrzanych promieniami jesiennego słońca. Serdecznie polecam <3
Jako typowa jesieniara w tym okresie bardzo lubię sięgać po klimatyczne tytuły, idealnie pasujące do pogody za oknem. Często wracam do przygód ze świata Harry’ego Pottera, ale lubię też wyszukiwać nowych, ciekawych propozycji literackich. I tym razem udało trafić się na powieść idealnie oddającą wszystkie kolory i zapachy jesieni, a która jednocześnie otuliła mnie niczym...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-08-13
„Pewnego dnia do kancelarii prawniczej w Londynie zostają zaproszone osoby, które z pozoru nic nie łączy. Czekają na nie tajemnicze pudełka niegdyś skrzętnie ukrywane przez kobietę prowadzącą dom dla samotnych matek. W środku znajdują się pamiątki, które niczym wehikuł czasu pozwolą na podróż w głąb rodzinnych tajemnic. Czy nieznajomi odważą się na wyprawę pozwalającą odkryć swoje pochodzenie i pozostawione niegdyś dziedzictwo?”
„Córka z Argentyny” to już szósty tom serii Utracone córki Sorayi Lane, który tym razem zabiera nas w podróż do Ameryki Południowej. Mieszkająca w Londynie prawniczka Rose musi zmierzyć się z bolesną stratą. Śmierć babci, a potem choroba i utrata mamy mocno ją doświadczyły. Również i ona, jako jedna z kobiet, pojawiła się w kancelarii prawniczej i otrzymała tajemnicze pudełko z pamiątkami pozostawionymi dla babci. Co więcej, otrzymuje ona wiadomość z dalekiej Argentyny, iż została jedyną spadkobierczynią niemałej fortuny rodu Santiagów. Nie mająca nic do stracenia Rose postanawia wybrać się w podróż za ocean, by poznać historię rodziny swej zmarłej babci i odkryć, dlaczego przed laty została oddana do adopcji przez swą biologiczną matkę. Na miejscu kobieta nie tylko odkryje dzieje losów Valentiny Santiago, ale także otrzyma szansę na miłość i odnalezienie swego miejsca na ziemi. Czy z tej szansy skorzysta?
Przyznaję, iż najnowsza część serii raz jeszcze skradła moje serce. Soraya Lane wciąż zachwyca mnie swym piórem i przedstawionymi historiami. „Córka z Argentyny” umiejętnie gra na emocjach, łącząc w sobie nie tylko historie miłosne, ale pełne intryg i cierpienia losy niezwykle silnych i wzbudzających ogromną sympatię kobiet. Jestem też fanką znanego już z wcześniejszych odsłon zabiegu prowadzenia równoległej narracji na dwóch płaszczyznach czasowych. Historia Valentiny i jej miłości do Felipe oraz Rose i Benjamina powodowały niemałe wzruszenie oraz bardzo dobrze się wzajemnie uzupełniały, nadając całości ciekawego charakteru. Pełna romantycznej namiętności, przeplatana czułością i melancholią oraz zapachami argentyńskiej ziemi to powieść idealna dla fanów literatury obyczajowej.
Mogę śmiało stwierdzić, iż seria Utracone córki nie traci na wartości, dlatego polecam ją jako idealną lekturę na letnie dni, a sama czekam na ostatnie dwie części, gdyż zapewne będą równie emocjonujące i wciągające jak ich poprzedniczki :)
„Pewnego dnia do kancelarii prawniczej w Londynie zostają zaproszone osoby, które z pozoru nic nie łączy. Czekają na nie tajemnicze pudełka niegdyś skrzętnie ukrywane przez kobietę prowadzącą dom dla samotnych matek. W środku znajdują się pamiątki, które niczym wehikuł czasu pozwolą na podróż w głąb rodzinnych tajemnic. Czy nieznajomi odważą się na wyprawę pozwalającą...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-06-16
Indy i West znają się praktycznie od dziecka. Mimo, iż spędzają ze sobą zaledwie jeden tydzień w roku, gdy Indya wraz z rodzicami odwiedza ranczo Havenów. A choć tych dwoje dzieli wszystko – Indy opływa w luksusy, a West od najmłodszych lat ciężko pracuje, by osiągnąć swoje cele – na przestrzeni lat zbliżają się do siebie coraz bardziej. Łączy ich nie tylko namiętny romans, ale pewnego rodzaju wzajemna więź. Jedno niefortunne zdarzenie sprawia jednak, iż drogi bohaterów na wiele lat się rozchodzą. Gdy po czasie Indya już jako dorosła kobieta i właścicielka rancza wraca do Montany, nie wie jeszcze, jak na jej przybycie zareaguje West Haven. Czy ponowne spotkanie sprawi, iż dawne uczucie zapłonie na nowo? A może wzajemne pretensje i nieporozumienia wezmą górę?
Jakże wspaniale czytało się tę powieść. „Crossroads. Nasza szansa” to naprawdę udany romans, który umiejętnie wykorzystuje wątek utraconej miłości, spotkania po latach i ponownej szansy. Chemia pomiędzy głównymi bohaterami jest absolutnie namacalna i nieustannie iskrzy między nimi. Devney Perry wykreowała bohaterów z krwi i kości, ze wszystkimi ich wadami oraz zaletami, umiejscawiając fabułę pośród przepięknych krajobrazów Montany, gdzie sama dorastała.
Na ogromny plus zasługuje tutaj lekkie pióro autorki, które jednocześnie zachwyca bogactwem opisów (mam wrażenie, że Montana poniekąd staje się także bohaterem i świadkiem toczącej się na kartach powieści historii), a także losy głównych bohaterów, które poznajemy stopniowo, nie od razu wiedząc, skąd wzięło się nieporozumienie między nimi. To książka o miłości do swego dziedzictwa, o czasem nie najłatwiejszych więziach rodzinnych, a przede wszystkim o drugiej szansie, na którą zasługujemy.
Polecam ten tytuł wszystkim osobom, które uwielbiają klimat współczesnego westernu połączonego z historią o miłości, rodzinnych konfliktach i tajemnicach oraz wątek „właściwa osoba, zły czas” 😊
@czwartastrona serdecznie dziękuję za możliwość zrecenzowania tej przepięknej powieści 😊
Indy i West znają się praktycznie od dziecka. Mimo, iż spędzają ze sobą zaledwie jeden tydzień w roku, gdy Indya wraz z rodzicami odwiedza ranczo Havenów. A choć tych dwoje dzieli wszystko – Indy opływa w luksusy, a West od najmłodszych lat ciężko pracuje, by osiągnąć swoje cele – na przestrzeni lat zbliżają się do siebie coraz bardziej. Łączy ich nie tylko namiętny romans,...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Z czym kojarzą Ci się letnie wakacje? Bo mnie z ciepłem promieni słonecznych, wolnością i radosną beztroską. Takie też zapewne było lato w sierpniu 1975 roku, gdy na letni obóz Camp Emerson przybyły rzesze rozentuzjazmowanych nastolatków… Ale czy na pewno? Bo ewidentnie od samego początku coś jest nie tak. A kiedy znika trzynastoletnia córka właścicieli obozu, Barbara van Laar, pozorna beztroska raz jeszcze dobiega końca. Raz jeszcze, gdyż do podobnej tragedii już tutaj doszło… Co się właściwie stało? Czy policjantce Judy uda się odkryć sekrety wpływowej rodziny van Laarów i rozwiązać śledztwo? O tym czytelniku przekonaj się sam…
Liz Moore zachwyciła mnie niezwykle przejmującym thrillerem „Rzeka odchodzących dusz”, tak więc z ogromną ciekawością sięgnęłam po jej nowe dzieło. I zapewniam, że autorka stanie się jedną z moich ulubionych 😉 Trzeba przyznać, iż Moore posiada niezwykły talent do nakreślania ciekawych i głębokich portretów psychologicznych oraz tworzenia prawdziwie angażujących historii. Umiejętnie łączy ze sobą powieść obyczajową, thriller psychologiczny oraz kryminał, dzięki czemu przykuwa naszą uwagę niemal od pierwszych stron. Skrzętnie ukrywane rodzinne tajemnice, mnogość tropów myląca czytelnika, opowiadanie historii z punktu widzenia różnych bohaterów oraz umiejscowienie fabuły pośród zalesionych szczytów gór Adirondack to fantastyczne połączenie i strzał w dziesiątkę.
Po raz kolejny Liz Moore udowodniła mi, że opowiadaną historią potrafi przyciągnąć na długie godziny, a gęstniejąca stopniowo atmosfera sprawia, iż do końca zastanawiamy się jaki finał historii na nas czeka. Bez najmniejszych wątpliwości polecam Wam lekturę "Boga lasów"😉
Z czym kojarzą Ci się letnie wakacje? Bo mnie z ciepłem promieni słonecznych, wolnością i radosną beztroską. Takie też zapewne było lato w sierpniu 1975 roku, gdy na letni obóz Camp Emerson przybyły rzesze rozentuzjazmowanych nastolatków… Ale czy na pewno? Bo ewidentnie od samego początku coś jest nie tak. A kiedy znika trzynastoletnia córka właścicieli obozu, Barbara van...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-05-19
Sięgając po „Plan na miłość”, czyli debiutancką powieść Ally Zetterberg nastawiałam się na lekką i przyjemną komedię romantyczną. W zamian otrzymałam nietuzinkową historię o ludziach, którzy na co dzień muszą zmagać się z chaosem wokół siebie oraz, a może przede wszystkim, z zagubieniem i chaosem w swoich głowach.
Klara to kobieta niezwykła, która jednak nie do końca radzi sobie z zastaną rzeczywistością. Zmuszona do powrotu do rodzinnego Malmö, by na czas choroby taty poprowadzić rodzinną firmę budowlaną, stara się na nowo poukładać swoje życie. W wyniku zabawnego przypadku zatrudnia Alexa, obok którego nie jest w stanie przejść obojętnie… Jednak Alex dotknięty ogromną stratą również skrywa pewną tajemnicę… Czy dwójce bohaterów ewidentnie mających się ku sobie uda się ostatecznie dojść do porozumienia? Na pomoc z pewnością przyjdzie im niezastąpiony Google😊
Muszę przyznać, że dawno już nie czytałam tak cudownej i ciepłej historii miłosnej, jaką obdarzyła nas autorka. Klara od samego początku wzbudziła moją ogromną sympatię, nie tylko swym roztrzepaniem i specyficzną osobowością (która zresztą jest później uzasadniona), ale też poczuciem humoru i niepewnością, z jaką nierzadko mierzy się wiele kobiet. Jej relacja z Alexem budowana jest z wielką starannością, bez zbędnego pośpiechu i górnolotnych miłosnych scen, co nadaje całości realizmu i pewnego uczucia swojskości.
Na ogromny plus zasługują poruszane w powieści wątki chorób, takich jak cukrzyca typu 1, depresja czy atypowość, a przy okazji nie stanowią jedynie tła, a budują one tożsamość i osobowość naszych bohaterów. Spodobało mi się także umiejscowienie fabuły w szwedzkim Malmö, które nadało klimat powieści i zachęciło mnie wręcz, by kiedyś odwiedzić ten kraj. Może się uda😉
Ostatecznie szczerze polecam debiutancką książkę Ally Zetterberg miłośnikom książek obyczajowych, które oprócz wątku miłosnego mają do zaoferowania i przekazania znacznie więcej <3
Sięgając po „Plan na miłość”, czyli debiutancką powieść Ally Zetterberg nastawiałam się na lekką i przyjemną komedię romantyczną. W zamian otrzymałam nietuzinkową historię o ludziach, którzy na co dzień muszą zmagać się z chaosem wokół siebie oraz, a może przede wszystkim, z zagubieniem i chaosem w swoich głowach.
Klara to kobieta niezwykła, która jednak nie do końca radzi...
2025-03-25
„Pewnego dnia do kancelarii prawniczej w Londynie zostają zaproszone osoby, które z pozoru nic nie łączy. Czekają na nie tajemnicze pudełka niegdyś skrzętnie ukrywane przez kobietę prowadzącą dom dla samotnych matek. W środku znajdują się pamiątki, które niczym wehikuł czasu pozwolą na podróż w głąb rodzinnych tajemnic. Czy nieznajomi odważą się na wyprawę pozwalającą odkryć swoje pochodzenie i pozostawione niegdyś dziedzictwo?”
Utracone córki to seria autorstwa Sorayi Lane, która potrafi poruszyć najczulsze struny każdego czytelnika. Piąty tom tej niezwykłej serii zabiera nas do Paryża i pozwala poczuć klimat jego uliczek pachnących wypiekami oraz co rusz podziwiać wspaniałe modowe kreacje, w końcu Paryż nie od dziś nazywany jest właśnie stolicą mody. Kiedy Blake postanawia dowiedzieć się czegoś o swojej prababci i opisać swoje małe śledztwo na łamach czasopisma, którego jest dziennikarką, wszystkie tropy prowadzą ją do Francji – Paryża i jego okolic, gdzie krok po kroku kobieta odkrywa sekrety paczuszki pozostawionej niegdyś w „Domu Hope”. Kim była Evelina Lavigne i dlaczego tak nagle zniknęła z pierwszych stron gazet? W poszukiwaniach Blake pomaga charyzmatyczny kurator mody Henri, wobec którego kobieta nie potrafi pozostać obojętna. Jak potoczą się losy bohaterki? Czy uzyska ona odpowiedzi dotyczące jej pochodzenia i znajdzie w sobie odwagę, by spełnić marzenia sprzed lat?
Przyznaję, że dotychczas udało mi się przeczytać jedynie pierwszy tom serii, ale od razu poczułam sympatię do stylu autorki i bardzo spodobał mi się pomysł na historię. „Córka z Paryża” nie odstaje od swojej poprzedniczki, mogę śmiało stwierdzić, że poruszyła mnie i wciągnęła równie mocno 😊 Losy Blake i Henri’ego, a także retrospekcja opisująca historię Eveliny cudownie się uzupełniały i nie pozwalały oderwać się od lektury. Przyjemny i lekki styl autorki, malownicze opisy francuskich miasteczek i Paryża, wzbudzający sympatię bohaterowie oraz ogrom wzruszeń upewniły mnie, iż do książek S. Lane będę wracać nie raz.
Już teraz planuję nadrobić czytelnicze zaległości i polecam to również Wam, bo naprawdę warto😉
„Pewnego dnia do kancelarii prawniczej w Londynie zostają zaproszone osoby, które z pozoru nic nie łączy. Czekają na nie tajemnicze pudełka niegdyś skrzętnie ukrywane przez kobietę prowadzącą dom dla samotnych matek. W środku znajdują się pamiątki, które niczym wehikuł czasu pozwolą na podróż w głąb rodzinnych tajemnic. Czy nieznajomi odważą się na wyprawę pozwalającą...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-02-10
Kate Morton to zdecydowanie jedna z tych autorek, po której książki sięgam pewna, iż zdołają mnie poruszyć. Tak też się stało przy lekturze „Domu nad jeziorem”, wydanym w przepięknej oprawie przez Wydawnictwo Albatros jako część cudownej Serii butikowej.
Kiedy policjantka Sadie zmuszona jest wybrać się na przymusowy urlop, udaje się do swojego dziadka do Kornwalii. Pewnego dnia kobieta natyka się na opuszczoną posiadłość ukrytą głęboko w lesie, otoczoną jeziorem i zaniedbanym ogrodem, wnętrza której wyglądają niczym świadectwo sielankowego niegdyś życia uchwyconego na statycznym obrazie sprzed lat. Zaciekawiona Sadie, wiedziona przeczuciem oraz detektywistycznym zacięciem, postanawia poznać historię skrywającego rodzinną tajemnicę domostwa.
W 1933 roku, mieszkająca w Domu nad Jeziorem rodzina Edevane’ów przygotowuje się do obchodów przesilenia letniego. Uroczyste świętowanie zostaje jednak przerwane przez ogromną tragedię – malutki synek właścicieli znika bez śladu, a przez szereg lat wydarzenie to staje się nierozwiązaną zagadką. Zrozpaczona rodzina wyprowadza się z posiadłości, jednak po blisko siedemdziesięciu latach, do starszej z sióstr, pisarki Alice, dociera list z prośbą o spotkanie… Czy rodzinne sekrety i powiązane z nimi tragiczne historie wydostaną się na światło dzienne? Co stało się z małym Theo? Czy Sadie uda się odpowiedzieć na wszystkie pytania?
„Dom nad jeziorem” to kolejna przepiękna powieść autorki, od której nie potrafiłam się oderwać. Pióro pisarki sprawia, że całą sobą zagłębiam się w opowiadane przez nią historie, przenosząc się w czasie i śledząc losy bohaterów. Na ogromny plus zasługuje tutaj poprowadzenie dwóch linii czasowych, które nieustannie przeplatają się ze sobą, by ostatecznie spoić w jedną całość, prowadząc do zaskakującego finału. Zdrada, nieodwzajemniona miłość, strata czy walka z traumą po koszmarze wojny – to tylko nieliczne z wątków poruszonych w tej barwnej powieści, które sprawiły, iż każdy z bohaterów stał się bardziej namacalny i wiarygodny. A wszystko to podane z największym kunsztem, w iście poetyckim stylu. Serdecznie polecam lekturę tej poruszającej książki, szczególnie jeśli lubujecie się w dziejach rodzinnych z tajemnicą i historią w tle😉
Kate Morton to zdecydowanie jedna z tych autorek, po której książki sięgam pewna, iż zdołają mnie poruszyć. Tak też się stało przy lekturze „Domu nad jeziorem”, wydanym w przepięknej oprawie przez Wydawnictwo Albatros jako część cudownej Serii butikowej.
Kiedy policjantka Sadie zmuszona jest wybrać się na przymusowy urlop, udaje się do swojego dziadka do Kornwalii. Pewnego...
2024-12-20
Od pewnego czasu święta dla Jaśminy nie mają już magii ani uroku. Odkąd jej ukochana mama zachorowała na Alzheimera, głowę dziewczyny zaprząta tylko jedna myśl – ile czasu pozostało, zanim wspomnienia i pamięć o bliskich znikną na zawsze. W przypływie determinacji Jaśmina postanawia spełnić największe marzenie mamy i na chwilę przed Bożym Narodzeniem udaje się do Wenecji, która w pod listopadowym słońcem olśniewa i nieustannie zachwyca. W podróży towarzyszy jej poznany na forach internetowych chłopak, z którym mimo początkowych oporów Jaśmina odnajduje nić porozumienia. Z pomocą Rafała Jaśmina stara się odkryć ukrywane skrzętnie tajemnice przeszłości, by niczym tytułowa mozaika wspomnienia dzieciństwa ułożyły się w spójną całość. Czy jej się uda?
„Świąteczna mozaika” to przepiękna opowieść o odnajdywaniu siebie oraz o sile rodzinnych więzi. Przepełniona ciepłem i magią świątecznych przygotowań w poruszający sposób opowiada o miłości, która pojawia się niespodziewanie i wprowadza do życia nadzieję i poczucie bezpieczeństwa.
Powieść Nataszy Sochy to idealna lektura, by wprawić czytelnika w świąteczny nastrój, ale także zmusić do refleksji oraz zabrać w magiczną podróż po nieznanych zakamarkach cudownej Wenecji.
Od pewnego czasu święta dla Jaśminy nie mają już magii ani uroku. Odkąd jej ukochana mama zachorowała na Alzheimera, głowę dziewczyny zaprząta tylko jedna myśl – ile czasu pozostało, zanim wspomnienia i pamięć o bliskich znikną na zawsze. W przypływie determinacji Jaśmina postanawia spełnić największe marzenie mamy i na chwilę przed Bożym Narodzeniem udaje się do Wenecji,...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2024-09-11
Pewnego dnia do kancelarii prawniczej w Londynie zostają zaproszone osoby, które z pozoru nic nie łączy. Czekają na nie tajemnicze pudełka niegdyś skrzętnie ukrywane przez kobietę prowadzącą dom dla samotnych matek. W środku znajdują się pamiątki, które niczym wehikuł czasu pozwolą na podróż w głąb rodzinnych tajemnic. Czy nieznajomi odważą się na wyprawę pozwalającą odkryć swoje pochodzenie i pozostawione niegdyś dziedzictwo?
„Córka z Włoch” to rozpoczynająca ośmiotomowy cykl „Utracone córki” powieść autorstwa Sorayi Lane. Opowiada ona historię Lily, która wybiera się do Włoch, aby rozpocząć tam pracę w przepięknej winnicy. Otrzymawszy pudełko z pozoru nic nie znaczącymi świstkami papieru postanawia, by odkryć historię ukochanej babci i jej nieżyjącego już ojca. Na miejscu przyjdzie jej nie tylko poznać swoje pochodzenie, ale także zdobyć szansę na szczęście i miłość. Czy Lily ją wykorzysta?
Muszę przyznać, że pierwsza powieść z serii skradła moje serce. Mimo, iż do lektury podchodziłam raczej sceptycznie, bardzo szybko okazało się, że nie jestem w stanie się od niej oderwać. Soraya Lane podarowała nam niezwykle ciepłą i piękną opowieść o walce o marzenia, o gorzkim smaku miłości, utracie bliskich i szansie na odkupienie. Mimo, że konceptem cykl ten przypomina „Siedem Sióstr” Lucindy Riley, dzieło Lane broni się samodzielnie.
Bardzo podobał mi się zabieg prowadzenia równoległej narracji na dwóch płaszczyznach czasowych, które opowiadały o losach Lily dziejących się współcześnie oraz opisywały historię miłosną Estee i Felixa w okresie przed i po II wojnie światowej. Oba wątki ogromnie mi się podobały i powodowały niemałe wzruszenie.
Obawiam się jedynie, że kolejne z części mogą nie przypaść mi do gustu tak bardzo, ze względu na moją wielką i nieodwracalną miłość do Włoch. Klimat włoskich winnic i miasteczek położonych w Piemoncie niezmiennie zachwycał. Mimo wszystko jestem pewna, że po kolejne książki z cyklu sięgnę, bo przy pierwszej bawiłam się naprawdę dobrze i polecam ją jako lekką i przyjemną lekturę😊
Pewnego dnia do kancelarii prawniczej w Londynie zostają zaproszone osoby, które z pozoru nic nie łączy. Czekają na nie tajemnicze pudełka niegdyś skrzętnie ukrywane przez kobietę prowadzącą dom dla samotnych matek. W środku znajdują się pamiątki, które niczym wehikuł czasu pozwolą na podróż w głąb rodzinnych tajemnic. Czy nieznajomi odważą się na wyprawę pozwalającą odkryć...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2024-08-06
Lato nieubłaganie zmierza ku końcowi, choć temperatury jeszcze nie dają nam tego odczuć 😉 Wraz ze zbliżającą się jesienią bardzo lubię sięgać po lekkie i niezobowiązujące lektury, a do moich ulubionych należą książki Julii Quinn z serii Bridgertonowie.
„Grzesznik nawrócony” to szósty tom serii, który opowiada o losach kolejnej z sióstr Bridgerton, czyli o Francesce. I przyznaję, iż autorka mimo tylu napisanych książek wciąż potrafi mnie zauroczyć i zaskoczyć, a ja niezmiennie pozostaję fanką przedstawionych przez nią bohaterów😉 Francesca Bridgerton zdecydowanie wyróżnia się wśród swego rodzeństwa ze względu na charakter. To bohaterka bardzo spokojna i powściągliwa w okazywaniu emocji. Jednocześnie (przynajmniej dotychczas) jako jedyna zostaje przez autorkę obdarzona wątkiem straty i przeżywania żałoby podobnym do losów nestorki rodu. Jednocześnie, w przeciwieństwie do lady Violet, dostaje ona szansę na zakochanie się po raz drugi. Ten wyjątkowy jak dla serii wątek sprawił, iż „Grzesznik nawrócony” jest powieścią wyróżniającą się na tle poprzedniczek, a sympatyczni bohaterowie i fabuła dziejąca się z dala od zgiełku miasta (bo gdzieś na szkockich ziemiach) sprawiły, iż nie mogłam oderwać się od lektury i skończyłam ją błyskawicznie <3
Jeśli jesteście fanami ekranizacji powieści Julii Quinn na Netflixie oraz zaczytujecie się w jej dziełach, to zapewniam -„Grzesznik nawrócony” stanowi godną kontynuację. A tych z Was, którzy jeszcze po słowo pisane nie sięgnęli, zachęcam, by dłużej nie zwlekać. Nie pożałujecie😉
Lato nieubłaganie zmierza ku końcowi, choć temperatury jeszcze nie dają nam tego odczuć 😉 Wraz ze zbliżającą się jesienią bardzo lubię sięgać po lekkie i niezobowiązujące lektury, a do moich ulubionych należą książki Julii Quinn z serii Bridgertonowie.
„Grzesznik nawrócony” to szósty tom serii, który opowiada o losach kolejnej z sióstr Bridgerton, czyli o Francesce. I...
2024-05-02
Zabierając się za lekturę „Westwell”, czułam zainteresowanie, jednocześnie będąc nastawiona sceptycznie do tego tytułu. Jednak nie spodziewałam się, że ostatecznie dostanę tak wielki emocjonalny rollercoaster i pełną intryg historię rodem z ekranu filmowego ;)
Helena Weston po czasie spędzonym w Anglii ma szansę na powrót do Nowego Jorku. Miasta naznaczonego osobistą tragedią, bowiem przed dwoma laty w jednym z hotelowych pokoi zostają odnalezione ciała siostry Heleny -Valerie i jej narzeczonego Adama Coldwella. Zdeterminowana kobieta postanawia dowiedzieć się prawdy o tamtej zbrodni, by raz na zawsze oczyścić imię swojej siostry. Oznacza to spotkanie z największym wrogiem, bratem Adama – Jessiahem Coldwellem, do którego wbrew sobie Helena zaczyna czuć coś zgoła odmiennego niż nienawiść. Czy Helenie uda się odkryć, co tak naprawdę stało się tamtej feralnej nocy? Czy zakazana miłość ma prawo na szczęśliwe zakończenie?
Jestem szczerze zachwycona powieścią Leny Kiefer. Początkowo myślałam, że „Westwell” będzie pełnym uniesień, lekkim w odbiorze romansem, idealnym na weekendową lekturę. Ta historia to jednak coś więcej. Pełna tajemnic i intryg powieść będąca połączeniem kryminału i tragicznej historii miłosnej. Styl i język autorki sprawił, iż książkę mimo dużych rozmiarów czytało się niezwykle szybko i nie można było się od lektury oderwać. Myślę, że nie pomylę się stwierdzeniem, iż autorka inspirowała się mocno dramatem Szekspira, gdyż podała nam uwspółcześnioną wersję opowieści o Romeo i Julii, toczącą się wśród nowojorskich elit, gdzie pieniądze grają najważniejszą rolę w zdobywaniu władzy. Jednocześnie powieść ukazuje, iż prawdziwej miłości nie można kupić za żadne pieniądze.
Z ogromną niecierpliwością będę czekała na kolejne tomy, by dowiedzieć się o losach Heleny i Jessa, a Wam szczerze polecam książkę Leny Kiefer, bo gwarantuje niezapomniane wrażenia ;)
Zabierając się za lekturę „Westwell”, czułam zainteresowanie, jednocześnie będąc nastawiona sceptycznie do tego tytułu. Jednak nie spodziewałam się, że ostatecznie dostanę tak wielki emocjonalny rollercoaster i pełną intryg historię rodem z ekranu filmowego ;)
Helena Weston po czasie spędzonym w Anglii ma szansę na powrót do Nowego Jorku. Miasta naznaczonego osobistą...
2024-03-21
Biorąc się za lekturę powieści „Wszystko czego wam nie powiedziałam” Celeste Ng, nie wiedziałam czego się spodziewać. Nie znam autorki, zaciekawił mnie natomiast opis wydawcy. Ostatecznie otrzymałam pełną napięcia, niezwykle inteligentną historię rodziny – walczącej z własnymi demonami, nieszczęśliwej i skrzywdzonej. Ta psychologiczna wyprawa w głąb ludzkich pragnień i niespełnionych marzeń pozostawiła mnie z rozdartym sercem, jednocześnie zachwycając autentycznością i opowiedzianą historią.
Ameryka lat 70-tych – rodzina Lee żyje w niewielkiej miejscowości, prowadząc spokojne i poukładane życie. Wszystko zmienia się nagle, gdy Lydia, oczko w głowie rodziców, znika bez śladu, a potem zostaje odnaleziona martwa. Ta tragedia wstrząsa posadami domowników i sprawia, że zostają zmuszeni do konfrontacji ze swoimi lękami i tajemnicami, skrzętnie ukrywanymi przez lata…
Moi drodzy, dawno już nie czytałam powieści, która w tak wielkim stopniu by mnie zdołowała, emocjonalnie przemieliła, a na końcu oczyściła jak swoiste katharsis. Celeste Ng napisała „Wszystko czego wam nie powiedziałam” jako swój debiut, a dojrzałością i wiedzą mogłaby zawstydzić niejednego literackiego wyjadacza.
Opis może być trochę mylący, ponieważ czytelnik spodziewa się dostać thriller, a koniec końców otrzymaliśmy doskonały portret psychologiczny rodziny kochającej, czułej, lecz poniekąd dysfunkcyjnej. Wątki poruszane przez autorkę są bardzo odważne i uważam, iż każdy kto planuje założenie rodziny, powinien tę powieść przeczytać jako swoistą wskazówkę, co należy robić, a czego się wystrzegać. Podziały międzykulturowe, niespełnione pragnienia przerzucane na swych potomków, usilna potrzeba kierowania życiem najbliższych i brak szczerości w codziennych rozmowach – to tylko niektóre z zagadnień przewijających się na kartach tej historii.
Sięgając po powieść Ng musicie przygotować się na trudne tematy i duszną atmosferę, każdy z nas może też znaleźć obraz siebie i swojej rodziny, co czyni ten tytuł ponadczasowym i wielowymiarowym. Ostatecznie pozwala jednak odetchnąć i spojrzeć na świat przez pryzmat nadziei na lepsze jutro.
Z całego serca polecam😉
Biorąc się za lekturę powieści „Wszystko czego wam nie powiedziałam” Celeste Ng, nie wiedziałam czego się spodziewać. Nie znam autorki, zaciekawił mnie natomiast opis wydawcy. Ostatecznie otrzymałam pełną napięcia, niezwykle inteligentną historię rodziny – walczącej z własnymi demonami, nieszczęśliwej i skrzywdzonej. Ta psychologiczna wyprawa w głąb ludzkich pragnień i...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2024-02-16
W literaturze obyczajowej z tłem historycznym kocham się nie od dziś. Po książki Małgorzaty Garkowskiej nie miałam jednak okazji sięgnąć i bardzo się cieszę, że właśnie nadszedł ten czas. Po lekturze „Jedynego marzenia” jestem pewna, że nie było to moje ostatnie spotkanie z piórem autorki, gdyż jej najnowsze dzieło przeniosło mnie w czasy z przełomu wieków XIX i XX i zachwyciło kompletnie😊
Tatiana Wasiliewna Makarowa żyje wraz z rodziną w pięknym majątku w okolicach Kowna – domu pełnym wzajemnego szacunku, miłości i szczęścia. Nie zważając na konwenanse i różnice społeczne, za swych najlepszych przyjaciół uważa dzieci zarządcy, z którymi przeżywa swoje przygody, pierwsze miłości i problemy młodzieńczych lat. Kiedy jednak poznaje przyjaciela swych braci, przystojnego Pawła Orłowskiego, a widmo wojny rosyjsko-japońskiej staje się coraz wyraźniejsze – życie młodej Tani zmienia się diametralnie. Choć sielanka dobiegła końca, kobieta nie poddaje się i postanawia wziąć sprawy w swoje ręce, pokazując jak silną potrafi być osobą.
Dawno już nie czytałam książki, która równie mocno wciągnęłaby mnie opowiadaną historią. „Jedyne marzenie” sprawiło, że nie byłam w stanie oderwać się od lektury. Choć historia Tatiany i jej rodziny została opisana niespiesznie, nie nudziła, a wręcz zachęcała do długich godzin spędzonych na czytaniu. Największą dla mnie zaletą pióra autorki był przepiękny, stylizowany język, dzięki któremu moja wyobraźnia pędziła do czasów caratu. Zabieg ten, jak i wiarygodni, namacalni bohaterowie nadawały całości wiarygodności i angażowały czytelnika całkowicie. Mimo, iż nie zawsze rozumiałam postępowania głównej bohaterki jak i innych postaci, ich losy skłaniały mnie do refleksji. A opisana przez autorkę miłość to jeden z najpiękniejszych wątków całej historii – to ona napędzała bohaterów, uczyła ich wybaczenia, pokory oraz pokazywała, ile jesteśmy w stanie poświęcić dla tej jednej, ukochanej osoby.
Serdecznie polecam Wam lekturę, jeśli lubicie powieści historyczne z wątkiem romantycznym w tle. Ja z całą pewnością stałam się fanką twórczości Małgorzaty Garkowskiej i na tym tytule nie poprzestanę <3
W literaturze obyczajowej z tłem historycznym kocham się nie od dziś. Po książki Małgorzaty Garkowskiej nie miałam jednak okazji sięgnąć i bardzo się cieszę, że właśnie nadszedł ten czas. Po lekturze „Jedynego marzenia” jestem pewna, że nie było to moje ostatnie spotkanie z piórem autorki, gdyż jej najnowsze dzieło przeniosło mnie w czasy z przełomu wieków XIX i XX i...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2024-02-02
Pierwszą powieścią Taylor Jenkins Reid, po jaką sięgnęłam, była „Siedmiu mężów Evelyn Hugo”. Po jej lekturze wiedziałam już, że nie będzie to moje ostatnie spotkanie z piórem autorki. Tym razem postanowiłam przeczytać najnowszą z jej książek wydanych przez @czwartastrona, czyli „Jedyne prawdziwe miłości”. I choć nie doznałam takiego olśnienia jak za pierwszym razem, TJR udowodniła mi po raz kolejny, iż warto sięgać po jej dzieła😊
Można powiedzieć, że Emma Blair to prawdziwa szczęściara. W końcu nie każdemu trafia się wielka miłość. Kiedy dziewczyna poślubia chłopaka, w którym durzyła się jeszcze w czasach szkolnych, życie tych dwojga przypomina prawdziwą bajkę. Wszystko jednak zmienia się owego feralnego dnia, zaledwie rok po ślubie, kiedy Jesse wyrusza w podróż i ulega katastrofie lotniczej, zostając uznanym za martwego. Po tej ogromnej tragedii kobieta postanawia wrócić do swego rodzinnego domu, a po czasie odnajduje spokój i ukojenie w codziennych obowiązkach. Gdy po paru latach spotyka swego przyjaciela z dzieciństwa, jest w stanie zakochać się na nowo. Jej życie zostaje jednak wystawione na próbę – oto okazuje się, że jej dawno zaginiony mąż przeżył i wraca do niej.
Czy jest możliwe, by kochać jednocześnie dwie osoby? Teraz Emma musi zdecydować, jak potoczy się dalej jej życie i kogo powinna wybrać…
Przyznaję, że całość przeczytałam w mgnieniu oka. Nie mogłam oderwać się od książki. Koleje losów Emmy brzmiały wręcz nieprawdopodobnie! – nawet mimo faktu, iż przecież jest to fikcyjna historia. „Jedyne prawdziwe miłości” to powieść piękna, wzruszająca, a jednocześnie dająca dużo do myślenia. Nie wiem jak TJR to robi, ale jej sposób snucia opowieści oraz styl nieustannie mnie zachwycają. Przyznam po cichu, że postać głównej bohaterki oraz jej rozterki nieraz mnie irytowały, lecz ostatecznie jestem w stanie zrozumieć z czego to niezdecydowanie wynikało.
Mimo, iż tym razem autorka nie zachwyciła mnie tak bardzo sama fabułą jak przy „Siedmiu mężach…”, wciąż jestem lekturą prawdziwie usatysfakcjonowana i mam zamiar sięgnąć po więcej jej powieści.
Pierwszą powieścią Taylor Jenkins Reid, po jaką sięgnęłam, była „Siedmiu mężów Evelyn Hugo”. Po jej lekturze wiedziałam już, że nie będzie to moje ostatnie spotkanie z piórem autorki. Tym razem postanowiłam przeczytać najnowszą z jej książek wydanych przez @czwartastrona, czyli „Jedyne prawdziwe miłości”. I choć nie doznałam takiego olśnienia jak za pierwszym razem, TJR...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Po niezaprzeczalnym sukcesie powieści „Crossroads. Nasza szansa” Devney Perry raz jeszcze zabiera nas do Montany na ranczo rodziny Havenów otoczonej zapierającymi dech w piersi widokami. Pamiętam, jak bardzo zauroczyła mnie historia Indyi i Westa, autorce udało się wykreować fantastycznych bohaterów, których burzliwe losy śledziłam z zapartym tchem. I choć z kontynuacjami bywa różnie, tak mogę z całą stanowczością przyznać, iż „Sunlight. Nasze sekrety” skradła moje serce równie mocno 😊
Jax oraz Sasha nie mogliby się różnic od siebie bardziej. Jax to w zasadzie uroczy lekkoduch, kochający pracę na ranczu Havenów. Sasha to twardo stąpająca po ziemi kobieta, której nie w głowie romanse. Wbrew temu, gdy po raz pierwszy ta dwójka wpada na siebie w lokalnym sklepie, nie jest w stanie oprzeć się wzajemnemu przyciąganiu. Mimo, iż Sasha z racji wykonywanej pracy stara się trzymać Jaxa na dystans, daje się porwać chwili. Gdy zaś okazuje się, że kobieta nosi pod sercem ich dziecko, oboje muszą przewartościować swe życie na nowo. Jak potoczą się losy dwójki doświadczonych przez los bohaterów?
Nie wiem jak autorka to robi, ale mam wrażenie, że każda powieść wychodząca spod jej pióra to gwarantowany sukces. Myślę, że zawdzięczać go można fantastycznym bohaterom – nie do końca idealnym, a jednak posiadającym wyrazisty charakter i ciekawą historię do opowiedzenia. To w końcu dzięki nim nie byłam w stanie oderwać się od lektury. „Sunlight. Nasze sekrety” to nie tylko zwykły romans. To przede wszystkim życiowa opowieść o dwójce zagubionych ludzi, uczących się od nowa zaufania i poszukujących oparcia w drugim człowieku. Zarówno Jax jak i Sasha posiadają swoje wady, jednak z biegiem historii przechodzą ogromną przemianę, a skrywane początkowo tajemnice dogłębnie poruszają.
Lekkie i plastyczne pióro autorki jak zawsze zachwyca, a opisy dzikiej natury otaczającej ranczo sprawiają, iż czytelnik może poczuć, jakby towarzyszył bohaterom w ich codziennych obowiązkach. Z kolei wątek nieplanowanej ciąży, mimo, iż nie do końca trafia w moje upodobania, udało się Perry poprowadzić niezwykle umiejętnie i ostatecznie rzeczywiście uwierzyłam, iż historia Jaxa i Sashy może zakończyć się happy endem.
Szczerze polecam lekturę wszystkim, którzy kochają klimat współczesnych westernów przeplatających wątki miłości, poszukiwania swego miejsca na ziemi oraz skomplikowanych, acz nierozerwalnych więziach rodzinnych😊
Po niezaprzeczalnym sukcesie powieści „Crossroads. Nasza szansa” Devney Perry raz jeszcze zabiera nas do Montany na ranczo rodziny Havenów otoczonej zapierającymi dech w piersi widokami. Pamiętam, jak bardzo zauroczyła mnie historia Indyi i Westa, autorce udało się wykreować fantastycznych bohaterów, których burzliwe losy śledziłam z zapartym tchem. I choć z kontynuacjami...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to