-
Artykuły
Nie żyje Wiesław Myśliwski. Autor „Kamienia na kamieniu” i „Traktatu o łuskaniu fasoli” miał 94 lata
LubimyCzytać30 -
Artykuły
Zaczęłam od tajemnicy. Reszta przyszła sama - rozmowa z Małgorzatą Rogalą
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Czytamy w weekend. 27 marca 2026
LubimyCzytać441 -
Artykuły
Przeczytaj fragment książki „Zbrodnia w rezydencji“
LubimyCzytać1
Biblioteczka
Ken Follet to autor będący jednym z najważniejszych przedstawicieli nurtu powieści historycznych i bardzo cenię jego literacką twórczość. Tym bardziej z ogromnym zaciekawieniem sięgałam po jego najnowszą powieść pt. „Krąg czasu”, która przenosi czytelnika do początków powstania mitycznego kręgu Stonehenge, stanowiącego jedną z największych zagadek ludzkości.
Seft od najmłodszych lat zajmuje się wydobywaniem krzemienia, który to później z sukcesem może wymieniać na inne dobra naturalne. Nie jest jednak w pełni szczęśliwy u boku swego okrutnego ojca i podobnych mu braci, dlatego też postanawia udać się w podróż po Wielkiej Równinie w poszukiwaniu szczęścia i szansy na lepsze jutro.
Joia od zawsze czuła, że nie pasuje do społeczności, w której dane jej było dorastać. Jako kapłanka z duszą wizjonerki marzy o wzniesieniu najwspanialszego w świecie kamiennego monumentu, będącego symbolem wiary, siły i ciągłego dążenia człowieka do doskonałości. Wraz z Seftem uczynią z tego postanowienia dzieło swego życia, jednak okupionego wielkim trudem. Bo gdy wiszący na włosku pokój między skonfliktowanymi plemionami zamieni się w otwartą wojnę, nic już nie będzie takie samo…
Kiedy po raz pierwszy sięgnęłam po dzieła Kena Folleta, zakochałam się w jego artystycznym stylu, ogromnym kunszcie pisarskim oraz niezwykłym, instynktownym wręcz talencie do snucia opowieści dziejących się na przestrzeni wielu, wielu lat. „Filary Ziemi” to tytuł po dziś dzień pozostający w kręgu moich ulubionych i niedoścignionych w swej formie. Niemniej jednak najnowsza powieść pisarza potrafiła równie mocno zaangażować mnie jako czytelnika i mimo ogromnych rozmiarów chłonęłam ją całą sobą. Follet w swych dziełach sięga po uniwersalne prawdy i znane już, być może sztampowe wątki walki dobra ze złem, niezłomności kobiet wiodących tu prym czy ciągłego poszukiwania odpowiedzi na temat człowieka i jego miejsca w świecie. Rozumiem fakt, iż ta schematyczność może przeszkadzać, ale dla mnie czyni jego dzieła ponadczasowymi i niezwykle bliskimi współczesnemu czytelnikowi.
Fabuła powieści dzieje się w czasach, gdy nie znano jeszcze pisma, zaawansowanych technologii, a ludzie posługiwali się jedynie prymitywnymi narzędziami wykonanymi z kości zwierząt i krzemienia. Mimo to udało im się wybudować kamienny krąg, który fascynuje i zachwyca nas po dziś dzień. Jak tego dokonali? Autor w pięknym, poetyckim stylu próbuje znaleźć odpowiedzi, w których możemy upatrywać nie tylko historii o Stonehenge, ale także metafizycznej podróży ponad czasem, gdy to co stworzone rękami pradawnych społeczności przetrwać może na wieki, odciskając swój ślad w historii człowieczeństwa. Serdecznie polecam 😊
Ken Follet to autor będący jednym z najważniejszych przedstawicieli nurtu powieści historycznych i bardzo cenię jego literacką twórczość. Tym bardziej z ogromnym zaciekawieniem sięgałam po jego najnowszą powieść pt. „Krąg czasu”, która przenosi czytelnika do początków powstania mitycznego kręgu Stonehenge, stanowiącego jedną z największych zagadek ludzkości.
Seft od...
2025-09-16
Już od paru dobrych lat namiętnie zaczytuję się w książkach Melisy Bel. Mimo, że wcześniej nie pałałam jakąś wielką miłością do romansów, tak zakochałam się w historiach wychodzących spod pióra autorki. Dlatego też, gdy tylko ukazała się najnowsza powieść Melisy, wiedziałam, że muszę ją mieć!
Tym razem pożegnaliśmy się z XIX-wiecznym Londynem i udaliśmy się w podróż do surowych i o wiele mroczniejszych czasów epoki średniowiecza, gdzie uprzedzenia wobec kobiet i samosądy społeczeństwa są na porządku dziennym. A choć stęskniłam się już za moimi ulubionymi bohaterami, ta zmiana okazała się strzałem w dziesiątkę😉
Agnes jako młoda dziewczyna zostaje przyrzeczona mrocznemu i małomównemu szeryfowi Hertford jako żona. Jednak buntuje się wobec decyzji swego ojca, gdyż Thorn wzbudza w niej jedynie przerażenie niczym potwór prosto z sennych koszmarów. Thorn jednak marzył o Agnes od ich pierwszego spotkania.
Gdy po latach, straciwszy cały swój dobytek i bliskich dziewczyna wraca do miasta, zdana jest na wolę szeryfa, który niejako stał się jej panem. A mężczyzna, pamiętając dawnym upokorzeniu ze strony Agnes, oferuje jej pomoc stawiając własne warunki. Czy wzajemne namiętności i uprzedzenia skomplikują napiętą sytuację między dwojgiem bohaterów? A może do głosu dojdzie ukrywane skrzętnie uczucie?
„Pocałunek szatana” stał się kolejnym tytułem, o którym tak łatwo nie zapomnimy. Nie wiem jak autorka to robi, ale każda jej powieść pochłania mnie całkowicie😊 Romans historyczny, którego fabuła dzieje się w mrocznym średniowieczu sprawiła, że nie mogłam oderwać się od lektury. Melisa świetnie ukazała surowe zasady panujące w XI-wiecznej Anglii, zacofanie społeczeństwa, które kierowało się jedynie zasadami wiary i gotowe było zlinczować każdego, kto choć trochę odstawał od tamtejszych norm. Nie zabrakło tu makabrycznych scen, które niezwykle mocno mnie poruszyły.
Na największą uwagę zasługuje jednak dwójka bohaterów, wokół których toczy się fabuła. Thorn i Agnes to postacie wyraziste i niezwykle charakterne, choć przyznaję, iż bardziej kibicowałam szeryfowi ;p Jako że mamy do czynienia z romansem historycznym, nie zabrakło między nimi gorących scen i odnoszę wrażenie, że autorka nabrała większej odwagi, bo ogień dosłownie wylewał się ze stron powieści <3 Sensualność i namiętność przeplatały się ze sobą, doprowadzając mnie do szybszego bicia serca😊
Dużym i pozytywnym zaskoczeniem były także ilustracje, które niezwykle udanie dopełniały mroczny klimat historii oraz pobudzały wyobraźnię.
Jestem pewna, że nowa seria skradnie nasze serca, a ja już czekam na nową odsłonę, gdyż jestem pewna, iż kolejni bohaterowie zaskoczą nas równie mocno. Powieści Melisy Bel jak zawsze polecam wszystkim fanom romansów historycznych, bo to przepiękne, niezwykle plastyczne dzieła napisane wspaniałym, poetyckim stylem i wzbudzające cały wachlarz emocji😊
Już od paru dobrych lat namiętnie zaczytuję się w książkach Melisy Bel. Mimo, że wcześniej nie pałałam jakąś wielką miłością do romansów, tak zakochałam się w historiach wychodzących spod pióra autorki. Dlatego też, gdy tylko ukazała się najnowsza powieść Melisy, wiedziałam, że muszę ją mieć!
Tym razem pożegnaliśmy się z XIX-wiecznym Londynem i udaliśmy się w podróż do...
2025-03-11
Niedawno ukończyłam przedostatnią już część kultowej serii Bridgertonowie autorstwa Julii Quinn i pragnę podzielić się z Wami moją opinią😉
„Magia pocałunku” na tapet bierze najmłodszą z szanowanego w całym Londynie rodzeństwa, czyli Hiacyntę, której debiut niestety nie należał do udanych. Po odrzuceniu kilku propozycji matrymonialnych już od dawna nie pojawiają się żadne nowe na horyzoncie. Hiacynta zapełnia więc swoje dni odwiedzinami u Lady Danbury, z którą o dziwo dogaduje się coraz lepiej. Gdy udaje się jej poznać bliżej wnuka zacnej matrony – sir Garetha St. Claira, jej życie nagle nabiera barw. W grę wchodzą bowiem rodzinne sekrety i skarby, które tylko czekają na odkrycie😉
Zawsze powtarzam, iż jestem ogromną fanką Bridgertonów, zarówno książek, jak i ich ekranizacji. Natomiast z przykrością muszę przyznać, że im dalej w las, tym bardziej cała seria traci swój urok. Nie to, że książki mi się nie podobają. Stają się jednak dosyć powtarzalne i monotematyczne, a Hiacynta bardziej charakterem przypomina mi Eloise. Nie przeczę, iż bohaterowie nie wzbudzają sympatii – wręcz przeciwnie. Na duży plus na pewno zasługuje przyjaźń głównej bohaterki z Lady Danbury, której serialową wersję wręcz uwielbiam, sam obiekt zainteresować Hiacynty także stanowi ciekawą osobowość. To, czego brakowało mi najbardziej, a co tak uwielbiałam w pierwszych odsłonach serii, to gwar domu i mnogość wspaniałych dialogów pomiędzy kochającym się rodzeństwem oraz głową rodu, Lady Violet. Jako że Hiacynta Bridgerton to najmłodsza siostra, większości bohaterów już niestety nie spotykamy i jest to bardzo odczuwalne, tęskni się za czasami, gdy wszyscy byli razem.
Mimo wszystko wciąż uważam, że była to całkiem przyjemna lektura, choć z dużo większą ochotą będę powracać do wcześniejszych tomów😊
Niedawno ukończyłam przedostatnią już część kultowej serii Bridgertonowie autorstwa Julii Quinn i pragnę podzielić się z Wami moją opinią😉
„Magia pocałunku” na tapet bierze najmłodszą z szanowanego w całym Londynie rodzeństwa, czyli Hiacyntę, której debiut niestety nie należał do udanych. Po odrzuceniu kilku propozycji matrymonialnych już od dawna nie pojawiają się żadne...
Jako wierna fanka wszelakich filmów i seriali kostiumowych, a także powieści historycznych, z wielką przyjemnością sięgnęłam po powieść autorstwa Maggie O’Farrell. I już na wstępie mogę zapewnić, iż ta historia pozostanie ze mną na długo, bo stała się dla mnie prawdziwą ucztą dla zmysłów.
Kiedy młodziutka Lucrezia de Medici kończy trzynaście lat, jej dotychczasowe życie zostaje wystawione na próbę. Starsza siostra Maria umiera, a dziewczynka musi zająć jej miejsce jako przyszła żona księcia Ferrary. Do ślubu dochodzi po niespełna dwóch latach i pomimo, iż początkowo młode małżeństwo wydaje się być w pełni szczęśliwe, a kobieta nareszcie może cieszyć się swobodą, jakiej nie doświadczyła w palazzo swych rodziców, szybko okazuje się, że jej mąż Alfonso skrywa mroczną naturę. Kobieta zaczyna obawiać się o własne życie, a wizje jej rychłej śmierci z rąk Alfonsa nawiedzają ją każdej nocy. Czy słusznie?
„Portret Lucrezii” to jedna z tych powieści, które potrafią przenieść czytelnika w czasie, nie tylko za sprawą umiejscowienia fabuły, ale także dzięki plastycznemu i poetyckiemu językowi. Autorka w przepiękny sposób oddała realia XVI-wiecznych Włoch w dobie renesansu, kiedy obok rozkwitu sztuki i piękna życie kobiet dobrze urodzonych, z pozoru sielankowe, wcale nie było usłane różami. Na przykładzie głównej bohaterki, tak bardzo odstającej od rygorystycznych zasad życia rodzinnego, czytelnik obok wspaniałości i bogactwa może poznać rolę kobiet ograniczającą się jedynie do posłuszeństwa wobec mężczyzn. Powieść O’Farrell to zgrabnie wykreowany świat, gdzie historyczne wydarzenia w kreatywny sposób łączą się z fikcją literacką, nadając całości szczególnego charakteru.
Przedstawienie życia Lucrezii od chwil poczęcia poprzez pryzmat płomiennego i nietuzinkowego charakteru głównej bohaterki oraz narastające poczucie osaczenia i grozy podbudowują nastrój całej historii i sprawiają, iż od lektury nie można się oderwać nawet na moment. To przede wszystkim fantastyczne studium ludzkiej psychiki oraz klimatyczna opowieść o roli kobiety przeplatana wieloma metaforycznymi warstwami. Z całego serca polecam ten tytuł wszystkim fanom powieści historycznych, bo jest to jedna z lepszych, po jakie dane mi było sięgnąć w ostatnim czasie <3
Jako wierna fanka wszelakich filmów i seriali kostiumowych, a także powieści historycznych, z wielką przyjemnością sięgnęłam po powieść autorstwa Maggie O’Farrell. I już na wstępie mogę zapewnić, iż ta historia pozostanie ze mną na długo, bo stała się dla mnie prawdziwą ucztą dla zmysłów.
Kiedy młodziutka Lucrezia de Medici kończy trzynaście lat, jej dotychczasowe życie...
W 1919 r., po trudach I wojny światowej, w atmosferze odrodzenia i nowego początku, Amerykanka Sylvia Beach postanawia w Paryżu otworzyć anglojęzyczną księgarnię, której nadaje nazwę „Shakespeare and Company”. Miejsce to w krótkim czasie staje się centrum spotkań literackiej bohemy, na czele z Ernestem Hemingwayem, F. Scottem Fitzgeraldem i innymi jej przedstawicielami. Jednak to pojawienie się Jamesa Joyce’a przewraca życie kobiety do góry nogami. Oczarowana jego talentem, postanawia bowiem wydać jego zakazaną powieść – „Ulissesa”. Tą jedną decyzją Sylvia stawia na szali nie tylko własną reputację, ale także przyszłość ukochanej księgarni.
„Księgarnia w Paryżu” autorstwa Kerri Maher to powieść absolutnie niezwykła. Napisana została z miłości do literatury i dla literatury właśnie. Jako zagorzała czytelniczka po takie tytuły lubię sięgać najbardziej. Nie dość, że autorka niezwykle udanie oddała klimat Paryża lat 20-tych XX wieku, zrobiła to w przepięknym stylu. Jako czytelniczka niemal od razu wsiąknęłam w ten świat, oddając się przyjemności poznania głównej bohaterki i otaczającego jej artystycznego światka.
Zaznaczyć należy, iż Maher przedstawiła prawdziwe losy Sylvii Beach i jej słynnej w okresie międzywojennym księgarni, umiejętnie wplatając w historię fikcyjne wątki, które ostatecznie stworzyły spójną i klimatyczną całość. Pozwoliła poczuć kameralną atmosferę Shakespeare and Company i poznać bliżej najsłynniejszych pisarzy tamtych lat.
„Księgarnia w Paryżu” to również w głównej mierze opowieść o sile kobiecej determinacji, przyjaźni, o miłości do książek i spełnianiu marzeń. Jestem pewna, że tytuł ten zachwyci wielu czytelników. Polecam😊
W 1919 r., po trudach I wojny światowej, w atmosferze odrodzenia i nowego początku, Amerykanka Sylvia Beach postanawia w Paryżu otworzyć anglojęzyczną księgarnię, której nadaje nazwę „Shakespeare and Company”. Miejsce to w krótkim czasie staje się centrum spotkań literackiej bohemy, na czele z Ernestem Hemingwayem, F. Scottem Fitzgeraldem i innymi jej przedstawicielami....
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2024-02-16
W literaturze obyczajowej z tłem historycznym kocham się nie od dziś. Po książki Małgorzaty Garkowskiej nie miałam jednak okazji sięgnąć i bardzo się cieszę, że właśnie nadszedł ten czas. Po lekturze „Jedynego marzenia” jestem pewna, że nie było to moje ostatnie spotkanie z piórem autorki, gdyż jej najnowsze dzieło przeniosło mnie w czasy z przełomu wieków XIX i XX i zachwyciło kompletnie😊
Tatiana Wasiliewna Makarowa żyje wraz z rodziną w pięknym majątku w okolicach Kowna – domu pełnym wzajemnego szacunku, miłości i szczęścia. Nie zważając na konwenanse i różnice społeczne, za swych najlepszych przyjaciół uważa dzieci zarządcy, z którymi przeżywa swoje przygody, pierwsze miłości i problemy młodzieńczych lat. Kiedy jednak poznaje przyjaciela swych braci, przystojnego Pawła Orłowskiego, a widmo wojny rosyjsko-japońskiej staje się coraz wyraźniejsze – życie młodej Tani zmienia się diametralnie. Choć sielanka dobiegła końca, kobieta nie poddaje się i postanawia wziąć sprawy w swoje ręce, pokazując jak silną potrafi być osobą.
Dawno już nie czytałam książki, która równie mocno wciągnęłaby mnie opowiadaną historią. „Jedyne marzenie” sprawiło, że nie byłam w stanie oderwać się od lektury. Choć historia Tatiany i jej rodziny została opisana niespiesznie, nie nudziła, a wręcz zachęcała do długich godzin spędzonych na czytaniu. Największą dla mnie zaletą pióra autorki był przepiękny, stylizowany język, dzięki któremu moja wyobraźnia pędziła do czasów caratu. Zabieg ten, jak i wiarygodni, namacalni bohaterowie nadawały całości wiarygodności i angażowały czytelnika całkowicie. Mimo, iż nie zawsze rozumiałam postępowania głównej bohaterki jak i innych postaci, ich losy skłaniały mnie do refleksji. A opisana przez autorkę miłość to jeden z najpiękniejszych wątków całej historii – to ona napędzała bohaterów, uczyła ich wybaczenia, pokory oraz pokazywała, ile jesteśmy w stanie poświęcić dla tej jednej, ukochanej osoby.
Serdecznie polecam Wam lekturę, jeśli lubicie powieści historyczne z wątkiem romantycznym w tle. Ja z całą pewnością stałam się fanką twórczości Małgorzaty Garkowskiej i na tym tytule nie poprzestanę <3
W literaturze obyczajowej z tłem historycznym kocham się nie od dziś. Po książki Małgorzaty Garkowskiej nie miałam jednak okazji sięgnąć i bardzo się cieszę, że właśnie nadszedł ten czas. Po lekturze „Jedynego marzenia” jestem pewna, że nie było to moje ostatnie spotkanie z piórem autorki, gdyż jej najnowsze dzieło przeniosło mnie w czasy z przełomu wieków XIX i XX i...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2023-10-17
Twórczość Melisy Bel śledzę już od dawien dawna. Dzięki niej upodobałam sobie romanse historyczne i z niecierpliwością oczekuję każdej kolejnej powieści. Zdarzyło się jednak, że zostało mi kilka do nadrobienia i całe szczęście, gdyż mogłam zapoznać się z kolejną cudowną historią. Niedawno nadrobiłam drugi tom serii Niepokorni pt. „W paszczy lwa” i pragnę w kilku słowach opisać Wam moje wrażenia😉
Sama historia dotyczy młodziutkiej lady Cathrine Williams, która pewnego dnia na swej drodze spotyka niezwykle przystojnego i dystyngowanego lorda Devona i…. z miejsca postanawia, iż będzie to jej mąż! Z natury uparta, wytrwale dąży do zrealizowania swych planów matrymonialnych. Na drodze staje jej jedynie… grono panien na wydaniu wzdychających do amanta oraz sam lord Devon traktujący Cat jak dziecko. A że dodatkowo dziewczyna ma iście niewiarygodne szczęście do popadania w różnego rodzaju kłopoty, możecie być pewni, iż czeka ją niejedna przygoda rodem z czarnej komedii pomyłek😉
Jeżeli znacie pióro Melisy podobnie jak ja, to wiecie, że od jej książek nie sposób się oderwać. Cechuje je niezwykle piękny język, bardzo dobrze zarysowani bohaterowie, mnóstwo humoru oraz malowniczych opisów XIX-wiecznego Londynu, a także pobudzające wyobraźnię nakreślenie co odważniejszych scen miłosnych. Słowem – jej twórczość cechuje wszystko to, co najbardziej ukochałam w romansach historycznych. „W paszczy lwa” niczym nie różni się od reszty powieści, bowiem nie sposób nie polubić dwójki głównych bohaterów i nie kibicować im do samego końca.
Cóż mogę dodać? Dla tych, którzy nie znają jeszcze dzieł Melisy Bel – radzę jak najszybciej to niedopatrzenie nadrobić, nie pożałujecie :D
Twórczość Melisy Bel śledzę już od dawien dawna. Dzięki niej upodobałam sobie romanse historyczne i z niecierpliwością oczekuję każdej kolejnej powieści. Zdarzyło się jednak, że zostało mi kilka do nadrobienia i całe szczęście, gdyż mogłam zapoznać się z kolejną cudowną historią. Niedawno nadrobiłam drugi tom serii Niepokorni pt. „W paszczy lwa” i pragnę w kilku słowach...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2023-10-01
Czas rozkwitu kultury starożytnego Rzymu to bez wątpienia jeden z najwspanialszych okresów w dziejach ludzkości. Dał bowiem podwaliny kulturze, której to spadkobiercami w wielu dziedzinach pozostajemy po dziś dzień. Tak bogaty rozwój prawa, filozofii czy nauki nie byłby jednak możliwy, gdyby nie wybitne umysły myślicieli, wojowników i przywódców, którzy swymi czynami nierzadko potrafili zmienić bieg wydarzeń i wpływać na cały świat. Jednym z takich ludzi niewątpliwie stał się Gajusz Juliusz Cezar, o którym powstała fascynująca powieść pt. „Rzym to ja”.
Santiago Posteguillo przenosi czytelnika w czasie do roku 77 p.n.e., kiedy to Rzym jak i cała republika targane są wewnętrznymi konfliktami pomiędzy ugrupowaniem optymatów i popularów. Młody, niedoświadczony jeszcze Juliusz Cezar zostaje wybrany jako oskarżyciel w procesie przeciwko Gnejuszowi Korneliuszowi Dolabelli – namiestnikowi Macedonii. Juliusz Cezar musi pokazać słuchaczom, że nie jest tylko młokosem bez doświadczenia, a sprawiedliwym i inteligentnym mężem stanu.
Choć Dolabella dopuszcza się wielu niegodziwych czynów, wpływ jaki posiada oraz bogactwa niejednokrotnie stają na drodze do sprawiedliwości. Korupcja i walka o władze są w tych czasach na porządku dziennym, a przeciwnicy nie boją się sięgać po miecze, by walczyć o swoje racje. Jak poradzi sobie niepopularny jeszcze Cezar syn, aby stać się zapamiętanym po dziś dzień wodzem?
Jeśli jesteście miłośnikami powieści historycznych, to książka, o której mam przyjemność pisać będzie dla Was doskonałym wyborem! Mimo, iż jest to fabularyzowana opowieść o losach niezwykłego człowieka, jakim był Juliusz Cezar, czytało się ją jak najlepszą książkę historyczną. Mnogość wydarzeń, bohaterów oraz przedstawienie dziejów rodziny Juliuszów (utalentowanych wojowników i bezkonkurencyjnych strategów oraz myślicieli) na przestrzeni lat nie pozwalały oderwać się od lektury choćby na moment i mimo pokaźnych rozmiarów czytało się ją błyskawicznie. Z całą pewnością powieść ta stanowi bardzo ciekawy obraz zasad, jakimi rządził się ówczesny Rzym oraz interesujący przekrój społeczeństwa – konflikty polityczne, obyczaje przyjmowania gości w swoje progi, podział obywateli według urodzenia – to tylko nieliczne smaczki, o jakich dowiedzieć się możecie z kart tejże pozycji.
Z całego serca polecam Wam sięgnąć po dzieło Posteguilli, gdyż tak pasjonującej książki o tematyce historycznej nie czytałam już dawno ;)
Czas rozkwitu kultury starożytnego Rzymu to bez wątpienia jeden z najwspanialszych okresów w dziejach ludzkości. Dał bowiem podwaliny kulturze, której to spadkobiercami w wielu dziedzinach pozostajemy po dziś dzień. Tak bogaty rozwój prawa, filozofii czy nauki nie byłby jednak możliwy, gdyby nie wybitne umysły myślicieli, wojowników i przywódców, którzy swymi czynami...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Ogromną miłością darzę twórczość Jane Austen i uwielbiam sagę o rodzeństwie Bridgertonów, której bezkompromisowi bohaterowie stworzeni są z pazurem i nutką współczesnego charakterku. Co za tym idzie – nie mogłam odmówić sobie przyjemności przeczytania najnowszej powieści Adrianny Ratajczak „Nuvole Bianche. Białe chmury”, która to skradła moje serce momentalnie!😊
Aimil, dla londyńskiej socjety znana jako Amelia Lyon-Bowes, to wychowana w szkockim Glamis młoda buntowniczka marząca o życiu innym niż to zaplanowane przez jej rodzinę. Nie w głowie jej szukanie męża, a wolność i dostęp do wiedzy zarezerwowanej wyłącznie dla mężczyzn.
Alistair Manners, od niedawna diuk Rutland, po powrocie z wojny musi zająć się nie tylko majątkiem, ale też poszukać odpowiedniej kandydatki na przyszłą duchessę. By uszczęśliwić swoją matkę, angażuje się w życie towarzyskie, choć czyni to z wielką niechęcią.
Co połączy dwójkę bohaterów?
Oboje zostają zmuszeni do bywania na londyńskich salonach wbrew własnej woli, lecz dziwne zrządzenie losu sprawia, iż po pierwszym, jakże zaskakującym spotkaniu, nie mogą o sobie zapomnieć. Mimo, iż Aimil co rusz wpada w tarapaty, Alistair zdaje się być czarnowłosą Szkotką oczarowany. Jednakże każde z nich skrywa tajemnicę, która zaburza spokój dnia powszedniego. Czy demony przeszłości i knute w sekrecie intrygi pozwolą na to, by „szkocka czarownica” i diuk Rutland mogli ostatecznie zaznać szczęścia?😉
Och, jakaż to była uczta dla zmysłów! Dawno już nie czytałam tak świetnego debiutu. Na pochwałę i zachwyty zasługuje niemal wszystko. Od świetnie zarysowanych postaci i skrzętnie budowanego napięcia, po wspaniały język i doskonały styl. Nie jestem w stanie uwierzyć, iż „Nuvole Bianche…” to debiut autorski :O
Szczegółowe i obszerne opisy scenerii nie nudziły i stanowiły doskonałe uzupełnienie całości, a niezwykła dbałość o szczegóły sprawiały, iż nie mogłam wyjść z podziwu dla autorki. Spiski, intrygi i tajemnice, do tego bale, wieczorki muzyczne i piękne stroje – książka zawierała wszystko to, co kocham. Spokojna fabuła i uczucia bohaterów, które rosły miarowo, stanowiły miłą odmianę od szalonych romansów, które czytałam ostatnio 😊 A choć książka porównywana jest do innych dzieł, stanowi swój własny, oryginalny twór.
Cóż mogę dodać? Będzie mi brakowało temperamentu Aimil i magnetyzmu Alistaira, dlatego też niezmiernie się cieszę, że to dopiero tom pierwszy i czekam na kontynuację historii😊
A wszystkim fanom powieści historycznych z wątkiem romantycznym z całego serca polecam!
Ogromną miłością darzę twórczość Jane Austen i uwielbiam sagę o rodzeństwie Bridgertonów, której bezkompromisowi bohaterowie stworzeni są z pazurem i nutką współczesnego charakterku. Co za tym idzie – nie mogłam odmówić sobie przyjemności przeczytania najnowszej powieści Adrianny Ratajczak „Nuvole Bianche. Białe chmury”, która to skradła moje serce momentalnie!😊
Aimil, dla...
2023-08-04
Eloise Bridgerton twardo stąpa po ziemi i nie daje się oczarować byle komu. A że dorastała w domu z czterema braćmi, doświadczenia jej nie brakuje. Może to właśnie dlatego jako dwudziestoośmioletnia kobieta wciąż nie znalazła miłości? W końcu małżeństwo z rozsądku nie jest domeną Bridgertonów 😉 Kiedy więc zaczyna korespondować z sir Philipem Cranem, jej światopogląd nieco się zmienia. Gdy sir Philip oświadcza się Eloise, ta decyduje się pod osłoną nocy uciec do jego posiadłości, by poznać swego przyszłego męża i zdecydować o wspólnym życiu. Bo czyż bezpieczeństwo ogniska domowego i swoje miejsce w świecie nie liczy się najbardziej? Może sama miłość przyjdzie później?
Choć dwójkę bohaterów różni praktycznie wszystko, a napięcie między nimi iskrzy już od pierwszego spotkania, jedno trzeba przyznać na pewno. Oboje zdają się być sobą zafascynowani i oczarowani. Czy będzie to jedynie małżeństwo z rozsądku? A może między Eloise i Philipem pojawi się prawdziwe uczucie?
Kocham, wprost ubóstwiam styl Juli Quinn! Każdą część z serii czytam z zapartym tchem. I choć „Miłosne tajemnice” O Penelope i Colinie mocno mnie rozczarowały, tak „Oświadczyny” po raz kolejny zachwycają opowiedzianą historią. Lekkość, z jaką autorka opisuje „szał uniesień” oraz przedstawia świetnie zarysowane charaktery nie tylko każdego z rodzeństwa, ale i postaci drugoplanowych, wprowadzają czytelnika w cudowny nastrój i sprawiają, że te powieści dosłownie się chłonie. Ciepłe, urocze i zarazem zabawne – takie właśnie są książki Julii Quinn😊
A wy lubicie serię o Bridgertonach? 😉
Eloise Bridgerton twardo stąpa po ziemi i nie daje się oczarować byle komu. A że dorastała w domu z czterema braćmi, doświadczenia jej nie brakuje. Może to właśnie dlatego jako dwudziestoośmioletnia kobieta wciąż nie znalazła miłości? W końcu małżeństwo z rozsądku nie jest domeną Bridgertonów 😉 Kiedy więc zaczyna korespondować z sir Philipem Cranem, jej światopogląd nieco...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2023-07-09
Twórczość Melisy Bel śledzę, odkąd przeczytałam jej debiutancką powieść „Diabelski Hrabia”, dzięki której stałam się fanką nie tylko samej autorki, ale też romansu historycznego😉 W dodatku z nieustającym zainteresowaniem czekam na kolejne odsłony cudownych serii spod pióra Melisy i to się chyba nigdy nie zmieni😊 Można by jednak przypuszczać, że przecież romans to taki niewymagający gatunek i w pewnym momencie ta forma po prostu się wyczerpie prawda? A jednak! Swoją najnowszą powieścią pt. „Cygański Diabeł” Melisa Bel udowadnia po raz kolejny, że jej książkami nigdy nie poczujemy się znudzeni, a ona sama nie przestanie nas zaskakiwać pomysłami na wciągającą bez reszty historię😉
Sara Stewart marzy o lepszym życiu. Skazana na nędzną egzystencję odlicza dni do momentu, aż będzie mogła rozpocząć życie na własny rachunek i raz na zawsze uwolnić się spod jarzma okrutnego i nieobliczalnego kuzyna. Jednak, gdy ten nastaje na jej cnotę, Sara postanawia nie czekać dłużej i zwraca się o pomoc do właściciela klubu bokserskiego Marcusa Huntera, którego ze względu na renomę i pochodzenie nazywa się Czarnym Diabłem. Jednak Sara nie należy do typowych dam w opałach. Chce, aby zawodowy pięściarz został jej trenerem samoobrony, na co ten – mimo twardych zasad i wbrew wszelkiemu rozsądkowi – przystaje! W tym momencie los kobiety odmienia się diametralnie, a determinacja i odwaga sprawią, że Marcusa i Sarę będzie przyciągało do siebie niezwykłe i nieoczekiwane uczucie, któremu na przeszkodzie mogą stanąć jedynie nieżyczliwi ludzie i knute za plecami bohaterów intrygi.
Moi drodzy, nie mogło być inaczej. Jestem pod ogromnym wrażeniem inwencji twórczej Melisy Bel. Siadałam do lektury „Cygańskiego Diabła” z przekonaniem, że teraz już chyba nic mnie nie zaskoczy i po raz kolejny się pomyliłam xD Mnogość wątków, historii i pomysłów autorki nieustannie mnie intryguje, a coraz to nowsze dzieła Melisy bezustannie wprawiają mnie w zachwyt i zostawiają z ogromną dozą optymizmu i oczekiwaniem na kolejne historie miłosne.
To co już tyle lat ujmuje mnie najbardziej, to piękne pióro i styl narracji, wysublimowane opisy zbliżeń, bez zbędnej wulgarności, ale z dozą pikanterii i poetyzmu, świetnie zarysowani bohaterowie, których po prostu nie można nie lubić oraz bardzo dobrze skonstruowany świat przedstawiony, w tym przypadku Londyn wieku XIX-go.
Cóż mogę dodać? Uwielbiam literacki dorobek Melisy i czekam na kolejne jego odsłony, a Was jak zawsze zachęcam do sięgnięcia po te przepiękne romanse historyczne😊
Twórczość Melisy Bel śledzę, odkąd przeczytałam jej debiutancką powieść „Diabelski Hrabia”, dzięki której stałam się fanką nie tylko samej autorki, ale też romansu historycznego😉 W dodatku z nieustającym zainteresowaniem czekam na kolejne odsłony cudownych serii spod pióra Melisy i to się chyba nigdy nie zmieni😊 Można by jednak przypuszczać, że przecież romans to taki...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2023-06-13
Kolejny sezon towarzyski czas zacząć! Która z debiutantek zdobędzie serca londyńskiej socjety i znajdzie odpowiedniego kandydata do ożenku? Panna Essie Craven nie musi się tym martwić, bowiem odkąd skończyła osiem lat, jest zaręczona z hrabią Denholm. A jednak... w przeciwieństwie do wszystkich panien na wydaniu Essie na myśl o zbliżającym się wielkimi krokami ślubie pragnie uciec na drugi koniec świata! Na szczęście to właśnie w swym narzeczonym Aidanie młoda kobieta znajduje sprzymierzeńca i razem decydują się na pewien ambitny plan, który jednak komplikować zaczynają... rodzące się uczucia. Jak potoczą się losy tej wybuchowej pary? Przekonajcie się sami ;)
Jeśli mamy tutaj fanów Bridgertonów i czasów regencji, to powieść Jenni Fletcher „Jak stracić hrabiego w dziesięć tygodni” będzie dla Was idealnym wyborem na weekendowe popołudnia. Książka ta bowiem to fantastyczna lektura pełna bali, intryg i przepychu, w której nie brakuje także odrobiny romansu i poczucia humoru. To napisana w przyjemnym stylu historia miłosna, którą czyta się błyskawicznie i która momentami potrafi zaskoczyć czytelnika ;)
Osobiście w czasach regencji jestem zakochana i za sprawą Bridgertonów bardzo lubię wracać do takich opowieści. A choć to właśnie seria Julii Quinn i jej ekranizacje wiodą prym w mojej ocenie i sercu, tak powieść Fletcher stała się cudowną odskocznią od codzienności i zapewniła wspaniałą rozrywkę😉
Polecam!
Kolejny sezon towarzyski czas zacząć! Która z debiutantek zdobędzie serca londyńskiej socjety i znajdzie odpowiedniego kandydata do ożenku? Panna Essie Craven nie musi się tym martwić, bowiem odkąd skończyła osiem lat, jest zaręczona z hrabią Denholm. A jednak... w przeciwieństwie do wszystkich panien na wydaniu Essie na myśl o zbliżającym się wielkimi krokami ślubie...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Wojna Trojańska to bodajże najsławniejsza z wojen starożytnego świata, opisanych przez słynnego Homera w jego wielkim dziele – „Odysei”. Nie raz przeniesiona na ekrany epopeja pozwalała widzom śledzić tułaczkę przebiegłego Odyseusza czy zachwycać się walką Achillesa. A choć zdawać by się mogło, że o Troi i jej upadku spowodowanym romansem legendarnej już pary kochanków wiemy wszystko, ta sławetna opowieść ukazana zostaje z zupełnie innego punktu widzenia. Bo nie była to jedynie epopeja o bohaterach wieloletniej wojny, ale także, a może przede wszystkim, o kobietach.
„Tysiąc okrętów” Natalie Haynes w niezwykle poetycki i piękny sposób odwraca uwagę czytelników od znanych nam wszystkim dziejów walecznych herosów, aby skupić się na przedstawieniu historii kobiet – matek, żon, córek i kochanek. To niezwykle świeże spojrzenie na całość sprawia, iż tak dobrze znaną opowieść chłoniemy na nowo. Poznajemy tu niezwykłe bohaterki, których losy przeplatają się ze sobą. Boginie i królowe, córki i matki, które również wpłynęły na przebieg całej wojny Trojan z Grekami. Bo w końcu czy doszłoby do niej, gdyby nie spór o złote jabłko dla najpiękniejszej i uprowadzenie Heleny przez pięknego Parysa? To ten słynny mit zapoczątkował lawinę wydarzeń prowadzących bohaterów do punktu wyjścia, jakim stało się oblężenie Troi i jej ostateczny upadek. Ukazanie świata ludzi i bogów, tragiczne historie oraz liczne spiski sprawiają, że nie można oderwać się od tej fascynującej lektury.
Jeśli jesteście fanami historii starożytnej i lubicie mitologię, to ta powieść będzie dla Was idealnym wyborem na weekendowa lekturę :D
Wojna Trojańska to bodajże najsławniejsza z wojen starożytnego świata, opisanych przez słynnego Homera w jego wielkim dziele – „Odysei”. Nie raz przeniesiona na ekrany epopeja pozwalała widzom śledzić tułaczkę przebiegłego Odyseusza czy zachwycać się walką Achillesa. A choć zdawać by się mogło, że o Troi i jej upadku spowodowanym romansem legendarnej już pary kochanków...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Elżbieta Bawarska, przez cały świat znana jako Cesarzowa Sisi to zdecydowanie postać kultowa. O pamięć o tej niezwykłej kobiecie zadbały serie filmów z niezapomnianą Romy Schneider w roli głównej, dzięki czemu historią o prawdziwej miłości przez lata zachwycały się nasze babcie i mamy. Teraz, za sprawą najnowszej ekranizacji Netflixa i powieści Gigi Griffis, losy księżniczki bawarskiej poznają kolejne pokolenia😊
Najnowszy serial zachwyca między innymi dużo mroczniejszą niż dotychczas atmosferą, zachwycającymi zdjęciami oraz bardzo dobrą grą aktorską. Gigi Griffis pisząc swoją książkę opierała się na fabule serialu, jednak o wiele bardziej pogłębiła psychikę bohaterów, w szczególności młodej księżniczki Sisi oraz cesarza Franciszka. Na kartach jej powieści śledzimy bowiem pierwsze chwile dwojga zakochanych oraz poznajemy ich wszystkie myśli – obawy, pragnienia oraz wątpliwości związane z sytuacją polityczną oraz nieplanowanym wcześniej ślubem Elżbiety i Franciszka.
Na uwagę zasługuje tutaj nakreślenie sytuacji kobiet i ich roli na dworze cesarza – pozbawienie jakichkolwiek praw do wyrażania własnego zdania czy decydowania o sobie, czego wydźwięk potęgowany jest nieposkromionym i „kontrowersyjnym” na tamte czasy charakterem Elżbiety – kobiety niezależnej, silnej i niezwykle otwartej na świat i jego doznania.
Mnie książka urzekła, choć w mniejszym stopniu niż serial. Udanie dopowiedziała to, czego nie mogliśmy zobaczyć na ekranie 😉
Polecam zarówno serial jak i powieść jako dwie uzupełniające się treści 😊
Elżbieta Bawarska, przez cały świat znana jako Cesarzowa Sisi to zdecydowanie postać kultowa. O pamięć o tej niezwykłej kobiecie zadbały serie filmów z niezapomnianą Romy Schneider w roli głównej, dzięki czemu historią o prawdziwej miłości przez lata zachwycały się nasze babcie i mamy. Teraz, za sprawą najnowszej ekranizacji Netflixa i powieści Gigi Griffis, losy...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2022-11-07
Ostatnio łapię się na tym, że w jesienne wieczory największą przyjemność sprawia mi lektura powieści lekkich i niezobowiązujących, a przy tym tak przyjemnych, że z trudem przychodzi odrywanie się od nich choćby na chwilę 😉 Do idealnych książek na tę porę roku zdecydowanie należy cały cykl o Bridgertonach Julii Quinn 😊 A co bardziej może świadczyć o dobrym wyborze jak nie fakt, iż przeczytawszy trzecią z książek jeszcze tego samego dnia zabrałam się za czwartą? :P
Trzecia część serii o najsympatyczniejszym rodzeństwie epoki regencji opowiada o drugim w kolejności bracie. Benedict Bridgerton, choć kocha swoją rodzinę bez pamięci, nie czuje się do końca szczęśliwy. Powód może być tylko jeden – przez towarzystwo traktowany jest nie jak Benedict, a "Drugi Bridgerton", jeden z wielu. Jak więc ma znaleźć i pokochać przyszłą kandydatkę na żonę, skoro nikt nie traktuje go poważnie? Wszystko zmienia się, gdy podczas maskarady u Lady Bridgerton Benedict poznaje tajemniczą kobietę w srebrnej sukni. Zamaskowana piękność nie tylko nie wie kim jest (choć nazwisko Bridgerton znane jest całej arystokratycznej śmietance), to dostrzega w nim kogoś więcej niż tylko kolejnego z braci. Jednak nim wybija północ, kobieta znika tajemniczo, a Benedict nie potrafi o niej zapomnieć. Kim była owa cudowna dama? I dlaczego nowa służąca jego matki tak mocno go intryguje i kogoś przypomina? 😉
Mam wrażenie, że im bardziej zagłębiam się w losy rodu Bridgertonów, w tym większy zachwyt wpadam. Julia Quinn to absolutna mistrzyni gatunku, a każda jej kolejna powieść podoba mi się bardziej od poprzedniej. W „Propozycji dżentelmena” autorka zabawiła się formą i stworzyła opowieść na kształt klasycznej baśni o Kopciuszku, co zdecydowanie zadziałało na plus. Tajemnicza, lecz nieosiągalna miłość, intrygi jak i historie miłosne to coś co kocham w romansie historycznym. Co bardzo mi się podoba, to wątek niczym nie skalanej i pięknej miłości zarówno między rodzeństwem jak i miłości nestorki rodu, Lady Violetty, do swoich dzieci. To jak bardzo Bridgertonowie pragną wzajemnie swego szczęścia i bronią siebie z zaciętością godną największego wojownika, wzruszyło mnie mocno i nie raz wywołało uśmiech na twarzy.
Po raz kolejny polecam Wam zapoznanie się z całą serią, a ja już biegnę czytać o perypetiach Colina i panny Penelopy Featherington <3
Ostatnio łapię się na tym, że w jesienne wieczory największą przyjemność sprawia mi lektura powieści lekkich i niezobowiązujących, a przy tym tak przyjemnych, że z trudem przychodzi odrywanie się od nich choćby na chwilę 😉 Do idealnych książek na tę porę roku zdecydowanie należy cały cykl o Bridgertonach Julii Quinn 😊 A co bardziej może świadczyć o dobrym wyborze jak nie...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2022-09-19
Jest prawdą powszechnie znaną, że… wszystko co dobre musi się kiedyś skończyć. Stało się tak również w przypadku najnowszej powieści autorstwa Melisy Bel. Losy nieśmiałej i cnotliwej lady Annabel Brooke poszukującej szczęścia i stabilizacji zakończyły bowiem fenomenalną i niezapomnianą serię „Niepokorni”, która skradła serce nie tylko moje, ale też wielu fanek romansów historycznych. Jednak głowa do góry! 😉 Wiemy przecież, że Melisa nigdy nie zostawia swych wiernych czytelników bez obietnicy czegoś nowego i równie fascynującego <3
Ostatnia z książek skupiła się tym razem na historii nieśmiałej lady Annabel, na której drodze stanął ( i to dosłownie) właściciel Royal Theatre, przez swój wybuchowy temperament nazywany przez wszystkich bestią. A choć na początku wygodny układ, który dwójka bohaterów zawiera ze sobą, zdaje się być na rękę Lady Brooke i panu Hawkinsowi, to rosnące między nimi fascynacja i uczucie mogą pomieszać im szyki. Jak bowiem połączyć współpracę przy nadchodzącej premierze sztuki teatralnej z poszukiwaniem idealnego kandydata na męża, gdy głowę Lady Brooke zaprząta nie kto inny, jak „Zaborcza Bestia” we własnej osobie? 😉 Czy rudowłosej piękności uda się ujarzmić władczą naturę mężczyzny? Przekonajcie się sami!
Po raz kolejny udało mi się dostać do szanownego grona recenzentów, z czego niezmiernie się cieszę i jestem ogromnie wdzięczna autorce za zaufanie. Udało mi się nawet patronować „Wilczemu Lordowi” co stało się dla mnie nie lada wyróżnieniem 😉 A co się tyczy ostatniej powieści oraz całej serii… To była wspaniała przygoda i niezmiernie się cieszę, że dane mi było poznać tylu nietuzinkowych i intrygujących bohaterów! Śledzenie ich miłosnych perypetii oraz co odważniejszych igraszek powodowało szybsze bicie serca, a malowniczo przedstawiony XIX-wieczny Londyn na równi z plastycznym i pięknym stylem autorki przyciągały mnie na długie godziny. Choć jestem wielką fanką powieści historycznych, to nie sądziłam, że równie mocno pokocham gatunek, jakim jest romans historyczny. Stało się to dzięki talentowi autorki i jestem pewna, że po jej powieści będę sięgać jeszcze nie raz 😉
Jeśli wciąż nie znacie pióra Melisy Bel i zastanawiacie się, czy warto sięgnąć po jej twórczość, śmiało podpowiadam: NIE CZEKAJCIE DŁUŻEJ! <3
Jest prawdą powszechnie znaną, że… wszystko co dobre musi się kiedyś skończyć. Stało się tak również w przypadku najnowszej powieści autorstwa Melisy Bel. Losy nieśmiałej i cnotliwej lady Annabel Brooke poszukującej szczęścia i stabilizacji zakończyły bowiem fenomenalną i niezapomnianą serię „Niepokorni”, która skradła serce nie tylko moje, ale też wielu fanek romansów...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2022-03-07
Jakiś czas temu miałam ogromną przyjemność zagłębienia się w historię o Ragnarze Lodbroku i jego nieustraszonych synach. Wszystko dzięki genialnej powieści Daniela Komorowskiego, pełnej przygód i wypraw organizowanych przez żądnych krwi i sławy Wikingów. Dlatego też z jeszcze większą ciekawością sięgnęłam po kolejną odsłonę serii pt. „Gniew Północy”. Czy i tym razem mogłam liczyć na piękną opowieść i nie bać się rozczarowania? Oczywiście, że tak! :)
Druga książka serii „Furia wikingów” po raz kolejny przeniosła nas na daleką Północ, by wraz z ulubionym królem Danii najeżdżać sławne chrześcijańskie miasta, łupić i grabić oraz zdobywać chwałę. Odnoszę jednak wrażenie, że tym razem większy nacisk autor postawił na rozbudowanie wzajemnych relacji między naszymi bohaterami, w szczególności pozwalając nam poznać bliżej synów Ragnara. Śledzimy więc ich pierwsze rozterki, dowiadujemy się o przeszłości i kolejnych planach na przyszłość oraz kibicujemy w zdobywaniu wybranek serca. Nie jest to jednak zarzut, a dodatkowy aut powieści ;)
Gdy dobre imię i życie młodych wojowników zostaje wystawione na próbę, jesteśmy świadkami ich poczynań, drodze ku dorosłości i próby zjednoczenia zwaśnionych rodów. Dzięki temu autor pozwolił czytelnikom na poznanie różnorodnych królestw i ich obyczajów. Płynie więc z poszczególnych stron powieści ogromna wiedza autora i widoczne zamiłowanie do historii ludów Północy.
Po raz kolejny nie zawiodłam się, czytając kontynuację „Furii wikingów”. Powieść jest niezwykle dynamiczna, pełna plastycznych opisów bitew rozbudzających naszą wyobraźnię, a charakter wikingów przedstawiony absolutnie fenomenalnie. „Gniew Północy” jeszcze większy nacisk stawia na relacje międzyludzkie, na pierwszy plan wysuwając synów Ragnara, a w szczególności Demona Śmierci – Ivara. Pełna spisków i zdrad oraz żądzy zemsty to fantastyczna lektura. Nie tylko dla fanów wikingów ;)
Jakiś czas temu miałam ogromną przyjemność zagłębienia się w historię o Ragnarze Lodbroku i jego nieustraszonych synach. Wszystko dzięki genialnej powieści Daniela Komorowskiego, pełnej przygód i wypraw organizowanych przez żądnych krwi i sławy Wikingów. Dlatego też z jeszcze większą ciekawością sięgnęłam po kolejną odsłonę serii pt. „Gniew Północy”. Czy i tym razem mogłam...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2022-01-10
Choć świąteczny klimat już dawno za nami, pragnę choć przez chwilę jeszcze utrzymać tę wyjątkową aurę, a z pomocą przyszła mi lektura niezwykle interesującej powieści Melisy Bel pt. „Dżentelmen od święta”. Cóż bowiem może sprawdzić się lepiej niż historia nawiedzonego zamku przeplatana romansem w iście arystokratycznym stylu?
„Dżentelmen od święta” skupia się na perypetiach członków arystokratycznej rodziny w XIX-wiecznej Anglii. Poznajemy więc hrabiego Olivera, jego brata Vincenta oraz wdowę i matkę braci Baltimore, Lady Margaret. Na drodze naszych bohaterów staje miłość – całkiem niespodziewanie. I choć będą się przed nią bronić, starania te spełzną na niczym😉 Zbliżające się z kolei Boże Narodzenie zgromadzi trzy intrygujące pary w zamku Stanford, w którym co roku w okolicach świąt zaczynają dziać się niewyjaśnione i tajemnicze zjawiska. Czy to strapione dusze nawiedzają mury piętnastowiecznego domostwa?
Muszę przyznać, że czytając najnowszą książkę Melisy Bel bawiłam się wyśmienicie. Bardzo lubię powieści historyczne, a choć po romanse historyczne sięgam raczej rzadko, tak dzięki temu tytułowi najpewniej zmienię swoje upodobania😉 Autorka ma cudowny dar snucia opowieści, jej pióro jest niezwykle plastyczne i lekkie. Słowa układają się w zdania wręcz poetyckie, jednak zabieg ten wcale nie mierzi, a nadaje całości iście starodawny charakter, a o to w tym wszystkim chodzi😉
Powieść ma jednak jeden duży minus ☹ Jest zdecydowanie za krótka! Ile bym dała, by zgłębić relacje Olivera i Iliany, Vincenta i Teodory, Lady Margaret oraz lorda Munro jeszcze bardziej. Choć każdy z rozdziałów skupia się odpowiednio na poszczególnej z par, by na koniec spleść ich losy, tak uważam, że te wątki można było rozwinąć😉
Ostatecznie polecam „Dżentelmena od święta” jako idealną i lekką lekturę nie tylko na święta, a ja w planach mam sięgnięcie po kolejne dzieła autorki <3
Choć świąteczny klimat już dawno za nami, pragnę choć przez chwilę jeszcze utrzymać tę wyjątkową aurę, a z pomocą przyszła mi lektura niezwykle interesującej powieści Melisy Bel pt. „Dżentelmen od święta”. Cóż bowiem może sprawdzić się lepiej niż historia nawiedzonego zamku przeplatana romansem w iście arystokratycznym stylu?
„Dżentelmen od święta” skupia się na...
2022-11-21
Właśnie skończyłam kolejną odsłonę cyklu Bridgertonowie i niezmiernie się cieszę, że wciąż zostały mi trzy książki. Ciężko będzie mi się rozstać z tymi bohaterami. Ich losy i perypetie miłosne budzą mój zachwyt odkąd obejrzałam ekranizację Netflixa i postanowiłam nadrobić książki😉
Penelopa Featherington nigdy nie należała do popularnych. Dwudziestoośmioletnią kobietę społeczeństwo już dawno uznało za starą pannę, a sama zainteresowana raczej nie cieszyła się gronem zapalczywych adoratorów. Mimo wszystko przyjmowała to ze stoickim spokojem i lekceważeniem. Bowiem w jej snach od zawsze gościł tylko jeden mężczyzna – Colin Bridgerton. Panna Featherington jednak nigdy nie robiła sobie nadziei na wielką miłość, w końcu znali się z Colinem od lat, a on zawsze traktował ją jak serdeczną przyjaciółkę. Po powrocie Colina z kolejnej już wyprawy po Europie wiele się jednak zmieniło. Na jaw miały wyjść nieznane dotąd nikomu tajemnice, a przyjaźnie zamieniły się w gorące i namiętne uczucia…
Od początku chyba najbardziej ciekawiła mnie historia tej dwójki bohaterów. Uwielbiam Penelopę za jej inteligencję i twardy charakter, a Colina za cięty dowcip i urok osobisty. I choć jak zwykle kolejną z części czytało mi się z ogromną przyjemnością i zainteresowaniem, to muszę przyznać, iż „Miłosne tajemnice” jest jak do tej pory tomem najsłabszym… Nie oznacza to oczywiście, że został źle napisany, ale liczyłam jednak, że książka poświęcona Colinowi i Penelopie porwie mnie jeszcze bardziej. Na plus na pewno zadziałałoby trochę więcej spisków i dłużej ukrywane sekrety😉
Tak czy inaczej kocham całą serię o rodzinie Bridgertonów i polecam Wam ją szczerze 😉
Właśnie skończyłam kolejną odsłonę cyklu Bridgertonowie i niezmiernie się cieszę, że wciąż zostały mi trzy książki. Ciężko będzie mi się rozstać z tymi bohaterami. Ich losy i perypetie miłosne budzą mój zachwyt odkąd obejrzałam ekranizację Netflixa i postanowiłam nadrobić książki😉
Penelopa Featherington nigdy nie należała do popularnych. Dwudziestoośmioletnią kobietę...
Kate Morton to autorka, po książki której uwielbiam sięgać w ciemno. Dlatego też, gdy Wydawnictwo Albatros wydało „Córkę zegarmistrza” w przepięknej Serii butikowej, nie mogłam się jej oprzeć. Powieść ta stanowiła dla mnie niezwykłą i magiczną podróż w czasie, która jednak ma dosyć specyficzny charakter. Mimo wszystko, autorka po raz kolejny oczarowała mnie swym darem snucia tajemniczych, baśniowych wręcz opowieści i sprawiła, że nie mogłam oderwać się od lektury.
W 1862 r. posiadłość Birchwood Manor w Oksfordshire cieszyła się zainteresowaniem grupki młodych ludzi, na czele których stał pełen marzeń i ambicji malarz Edward Radcliffe. Jednak tamto lato, które miało być źródłem twórczych poszukiwań i inspiracji zakończyło się tragedią…
Kiedy Elodie Winslow, młoda archiwistka z Londynu, znajduje na dnie starej, skórzanej torby dwa niepozorne na pierwszy rzut oka przedmioty, nie zdaje sobie sprawy, że to znalezisko odmieni jej życie. Zdjęcie enigmatycznej piękności oraz szkicownik samego Radcliffa, w którym Elodie odkrywa szkic domu niezaprzeczalnie cos łączy. To jednak szkic posiadłości nie daje Elodie spokoju. Czy to możliwe, by bajkowy dom z opowiadań jej mamy istniał naprawdę? I kim jest bezimienna kobieta z fotografii? Elodie rozpoczyna własne małe śledztwo, jednak czy jest gotowa na odkrycie rodzinnych sekretów? Przekonajcie się sami.
„Córka zegarmistrza” jest zdecydowanie powieścią niebanalną i albo przypadnie czytelnikowi do gustu, albo go od siebie odstraszy. Przyznaję, iż mnogość bohaterów czasami potrafiła mnie przytłoczyć, jednak ostatecznie uważam, że byli wprowadzeni z konkretnego powodu. Kate Morton od lat zachwyca mnie swoim pięknym stylem. Uwielbiam jej powieści, które mają w sobie coś z charakteru opowieści gotyckich ze względu na tajemnicę i sekrety czekające na odkrycie. Historia Elodie, a może przede wszystkim żyjącej ponad 150 lat wcześniej Birdie Bell to fascynująca podróż w czasie, podczas której poznajemy życie społeczeństwa epoki wiktoriańskiej oraz klimat tamtych czasów. Finał z kolei wbija w fotel każdego czytelnika, bo jest tak nieoczywiste.
Jeśli jesteście fanami twórczości Kate Morton, sięgnijcie także po „Córkę zegarmistrza”, bo to prawdziwie nastrojowa powieść o sztuce i miłości, stracie i rodzinnych tajemnicach, o poznawaniu i odnajdywaniu własnego ja, a także o życiu i jego przemijaniu. Polecam! 😊
Kate Morton to autorka, po książki której uwielbiam sięgać w ciemno. Dlatego też, gdy Wydawnictwo Albatros wydało „Córkę zegarmistrza” w przepięknej Serii butikowej, nie mogłam się jej oprzeć. Powieść ta stanowiła dla mnie niezwykłą i magiczną podróż w czasie, która jednak ma dosyć specyficzny charakter. Mimo wszystko, autorka po raz kolejny oczarowała mnie swym darem...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to