-
Artykuły
Nie żyje Wiesław Myśliwski. Autor „Kamienia na kamieniu” i „Traktatu o łuskaniu fasoli” miał 94 lata
LubimyCzytać30 -
Artykuły
Zaczęłam od tajemnicy. Reszta przyszła sama - rozmowa z Małgorzatą Rogalą
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Czytamy w weekend. 27 marca 2026
LubimyCzytać441 -
Artykuły
Przeczytaj fragment książki „Zbrodnia w rezydencji“
LubimyCzytać1
Biblioteczka
2025-11-16
Jeszcze parę lat temu nie było widza, który nie zasiadałby z wypiekami na twarzy do kolejnych sezonów Gry o Tron. Świat stworzony przez George'a R. R. Martina zachwycił na całym świecie nie tylko fanów fantastyki ;) Dlatego bardzo się cieszę, że choć na chwilę mogłam powrócić do Westeros i tym razem nacieszyć nie tylko zmysł wzroku, ale i smaku ;)
„Oficjalna księga kucharska Westeros” to przepięknie wydana książka z 77 przepisami z seriali „Gra o Tron” oraz „Ród Smoka”. Całość została bardzo dobrze przemyślana, ponieważ autorki podzieliły książkę na siedem różnych regionów, a są to m.in. Kraina Korony Dorne, Północ i Obszary Za Murem etc. Znajdziemy tu przepisy o różnym stopniu trudności - od ciast, po dania mięsne, sałatki, zupy, przekąski, a nawet napoje. Każdy z tych przepisów z kolei okraszony został smakowitymi zdjęciami rzeczonych dań, krótkimi informacjami na temat ich pochodzenia, kadrami z obu seriali, a także odpowiadającymi całości cytatami. Na ogromny plus zasługują tutaj uwzględnienie dań wegetariańskich i bezglutenowych oraz informacje dotyczące diety, każdy więc znajdzie tutaj coś dla siebie.
Muszę przyznać, że to jedna z najładniej wydanych książek, jakie zagościły w mojej domowej biblioteczce. Przepięknie zilustrowana twarda oprawa okraszona apetycznymi zdjęciami dań oraz fotkami z serialu to gratka dla każdego fana tego fantastycznego świata. Jako że jest to też duże, albumowe wydanie – nie może go zabraknąć w Waszej prywatnej kolekcji. Ta księga kucharska będzie idealnym prezentem na święta i nie tylko, dlatego polecam ją każdemu, bo stanowi wspaniałą ucztę dla zmysłów :)
Jeszcze parę lat temu nie było widza, który nie zasiadałby z wypiekami na twarzy do kolejnych sezonów Gry o Tron. Świat stworzony przez George'a R. R. Martina zachwycił na całym świecie nie tylko fanów fantastyki ;) Dlatego bardzo się cieszę, że choć na chwilę mogłam powrócić do Westeros i tym razem nacieszyć nie tylko zmysł wzroku, ale i smaku ;)
„Oficjalna księga...
Kiedy sięgałam po debiutancką książkę Kamila Dąbrowskiego, znanego internetowej społeczności jako Sołtys Lubelszczyzny, nie wiedziałam czego mogę się spodziewać. Po lekturze stwierdzam zaś, że dostałam jedną z ciekawszych i niezwykle udanych komedii, którą opisać można jako wybuchową mieszankę humoru, historii z prawdziwego życia wziętych oraz interesującego przełamania stereotypów. Ale zacznijmy od początku ;)
Jurek przez wiele lat pełnił zaszczytną funkcję sołtysa Gołaszyna. Jednak w przeciągu jednej chwili traci to stanowisko. Mało tego – w wyniku dziwnych wydarzeń zostaje zwolniony z pracy, a we wsi staje się tytułową persona non grata. Od czego jednak jest żona Halinka i jej waleczny temperament? ;) Mężczyźnie nie pozostaje nic innego jak poszukać swego szczęścia w wielkim mieście. Jurek znajduje więc pracę w Warszawie i zderza się z kompletnie sobie nieznanym, miejskim życiem, gdzie wszystko ma być gotowe ASAP, a ludzie nie mają czasu na pogaduszki przy kawie i gonią nieustannie za sobie tylko znanym celem. Jak poradzi sobie w tym miejskim gąszczu nasz bohater? Przekonajcie się sami ;)
„Persona non grata...” to zdecydowanie bardzo udany debiut literacki. Autor posiada niezwykły zmysł obserwacji ludzkich i społecznych zachowań i w zabawny sposób potrafi przelać je na karty swej powieści. Bohaterowie, których poznajemy, mimo iż często pełni stereotypowych przywar, potrafią wzbudzić sympatię czytelnika, dzięki czemu nie sposób oderwać się od lektury. Bo nie oszukujmy się, wiele z nich jest nam po prostu zbyt dobrze znana ;) Perypetie głównego bohatera i jego rodziny nie raz wywołały mój szczery śmiech i mocno zaangażowały mnie w całą historię.
Ostatecznie mogę szczerze polecić Wam lekturę, ponieważ „Persona non grata...” pozostawia nas z bardzo ważnymi życiowymi lekcjami. O wartości człowieka nie świaczy fakt, że pochodzi ze wsi czy z miasta, a wszystkie problemy jesteśmy w stanie przezwyciężyć, mając obok siebie ludzi, którym na nas zależy. Debiut Sołtysa Lubelszczyny to przede wszystkim historia o zwykłym człowieku wrzuconym w wir niezwykłych wydarzeń, pełna ciepła i napisana z ogromnym serduchem. Czekam na więcej takich opowieści spod pióra autora ;)
Kiedy sięgałam po debiutancką książkę Kamila Dąbrowskiego, znanego internetowej społeczności jako Sołtys Lubelszczyzny, nie wiedziałam czego mogę się spodziewać. Po lekturze stwierdzam zaś, że dostałam jedną z ciekawszych i niezwykle udanych komedii, którą opisać można jako wybuchową mieszankę humoru, historii z prawdziwego życia wziętych oraz interesującego przełamania...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-10-24
Taylor Jenkins Reid to jedna z tych autorek, na książki której zawsze czekam z ogromną niecierpliwością. Pióro autorki ma w sobie coś niezwykłego i wyjątkowego, a opowiadane przez nią historie sprawiają, iż chłonę je całą sobą. Czy to zasługa plastycznego i pięknego języka? A może wspaniałych, z niezwykłą dbałością wykreowanych bohaterów? Zapewne tak 😉 Nie inaczej było z „Atmosferą”, najnowszą powieścią, której lektura sprawiła mi ogromną przyjemność.
Tym razem fabuła zabiera czytelnika w podróż do lat 80-tych, kiedy to podróże w Kosmos stały się możliwe, także dla kobiet. Główna bohaterka, Joan Goodwin od dziecka zapatrzona była w gwiazdy i śniła o tym, by pewnego dnia zostać astronautką. Jej marzenie spełnia się, gdy wraz z grupą innych naukowców zostaje wybrana jako kandydatka i przechodzi długie i wymagające szkolenie w Centrum Lotów Kosmicznych imienia Lyndona B. Johnsona w Houston. Kobieta nie spodziewa się, że prócz podróży do gwiazd pozna także czym jest miłość, a misja STS-LR9 raz na zawsze zmieni jej perspektywę postrzegania świata i tego co istnieje poza nim.
Przyznam szczerze, iż nigdy nie sądziłam, że powieść, której główną oś fabularną stanowić będzie przygotowanie astronautów do lotu w Kosmos wciągnie mnie tak bardzo. Jakże mocno poruszyła mnie ta historia! Fascynacja głównej bohaterki i to, jak opowiadała ona o swej pracy i miłości do gwiazd, sprawiła, że czytałam każde zdanie z zapartym tchem. Uwielbiam ludzi z pasją, którzy potrafią o niej opowiadać w tak cudowny sposób, dlatego też polubiłam się z bohaterką niemal od razu. Muszę jednak stwierdzić, że choć lubię literaturę obyczajową, a T. J. Reid o miłości potrafi pisać jak mało kto, tym razem wątek romantyczny troszkę mnie drażnił i żałuję, że był on zbyt mocno wyeksponowany w ostatnich rozdziałach książki, gdyż wydarzyło się tam coś naprawdę emocjonującego z naukowego punktu widzenia, co zostało koniec końców przyćmione. Natomiast realia pracy w NASA oraz czasów, gdy za cenę miłości zakazanej można było stracić wszystko, zostały przedstawione nadzwyczaj emocjonująco <3
Ostatecznie, jako fanka autorki szczerze polecam „Atmosferę”, w szczególności, jeśli pasjonujecie się Kosmosem i jego eksploracją, bo to wciąż bardzo dobra powieść😊
Taylor Jenkins Reid to jedna z tych autorek, na książki której zawsze czekam z ogromną niecierpliwością. Pióro autorki ma w sobie coś niezwykłego i wyjątkowego, a opowiadane przez nią historie sprawiają, iż chłonę je całą sobą. Czy to zasługa plastycznego i pięknego języka? A może wspaniałych, z niezwykłą dbałością wykreowanych bohaterów? Zapewne tak 😉 Nie inaczej było z...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-10-23
Czasem nie potrzeba wielu słów, by oddać w pełni istotę tego, co w życiu najważniejsze. Są opowieści, które dotykają najczulszych strun serca bez potrzeby rozpisywania się na wiele stron. Idealny przykład stanowi dzieło Charliego Mackesy’ego, który powraca z najnowszą odsłoną przygód uwielbianych przez rzesze czytelników nietypowych przyjaciół. „Zawsze pamiętaj. „Chłopiec, kret, lis, koń i burza” raz jeszcze zachwyca nas swą graficzną oprawą, pozwalając na chwilę oddechu, by ukoić myśli i pomóc w potrzebie.
Bohaterowie książki kontynuują swoją podróż w nieznane, często napotykając po drodze na przeszkody nie tylko fizyczne, ale tkwiące głęboko w nich samych. Jednak nic nie jest w stanie zatrzymać czwórki przyjaciół, gdyż mają oparcie w sobie nawzajem. A kiedy nadchodzą chwile zwątpienia, pokazują, jak niewiele potrzeba, by znów poczuć się lepiej i z podniesioną głową kontynuować swą wędrówkę. Może skusicie się, by także wyruszyć przed siebie bez trwogi? 😉
Największym atutem graficznych powieści Mackesy’ego jest fakt, iż za pomocą tak niewielu słów i prostej kreski potrafi przekazać tak wiele i zmusić każdego czytelnika do refleksji. Jego urocze ilustracje, choć minimalistyczne, potrafią poruszyć do głębi, a wraz ze słowami, mimo, że jest ich względnie niedużo, stanowią niebanalne, magiczne wręcz połączenie. Jako fanka poprzednich części, z radością sięgnęłam po najnowszą książkę autora.
„Chłopiec, kret, lis, koń i burza” to opowieść o przyjaźni i miłości, o życiu, które mimo trudności jesteśmy w stanie przeżyć najlepiej jak potrafimy. A wszystko dzięki najbliższym, których mamy obok. To opowieść o przekraczaniu własnych granic, a wreszcie nauka o tym, iż przede wszystkim musimy nauczyć się kochać siebie, by pamiętać, że jesteśmy dla siebie i innych wystarczający <3
"Kiedy myślisz o każdym, kogo kochasz... - powiedział lis - mam nadzieję, że myślisz też o sobie."
Sięgnijcie po ten tytuł, jeżeli przeżywacie swoje burze. Sięgnijcie po ten tytuł, jeśli aktualnie w Waszym życiu panuje względny spokój. Sięgnijcie po ten tytuł, bo to po prostu wspaniała, ciepła i wartościowa pozycja przeznaczona dla każdego, bez względu na wiek. Polecam z całego serca 😊
Czasem nie potrzeba wielu słów, by oddać w pełni istotę tego, co w życiu najważniejsze. Są opowieści, które dotykają najczulszych strun serca bez potrzeby rozpisywania się na wiele stron. Idealny przykład stanowi dzieło Charliego Mackesy’ego, który powraca z najnowszą odsłoną przygód uwielbianych przez rzesze czytelników nietypowych przyjaciół. „Zawsze pamiętaj. „Chłopiec,...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Ken Follet to autor będący jednym z najważniejszych przedstawicieli nurtu powieści historycznych i bardzo cenię jego literacką twórczość. Tym bardziej z ogromnym zaciekawieniem sięgałam po jego najnowszą powieść pt. „Krąg czasu”, która przenosi czytelnika do początków powstania mitycznego kręgu Stonehenge, stanowiącego jedną z największych zagadek ludzkości.
Seft od najmłodszych lat zajmuje się wydobywaniem krzemienia, który to później z sukcesem może wymieniać na inne dobra naturalne. Nie jest jednak w pełni szczęśliwy u boku swego okrutnego ojca i podobnych mu braci, dlatego też postanawia udać się w podróż po Wielkiej Równinie w poszukiwaniu szczęścia i szansy na lepsze jutro.
Joia od zawsze czuła, że nie pasuje do społeczności, w której dane jej było dorastać. Jako kapłanka z duszą wizjonerki marzy o wzniesieniu najwspanialszego w świecie kamiennego monumentu, będącego symbolem wiary, siły i ciągłego dążenia człowieka do doskonałości. Wraz z Seftem uczynią z tego postanowienia dzieło swego życia, jednak okupionego wielkim trudem. Bo gdy wiszący na włosku pokój między skonfliktowanymi plemionami zamieni się w otwartą wojnę, nic już nie będzie takie samo…
Kiedy po raz pierwszy sięgnęłam po dzieła Kena Folleta, zakochałam się w jego artystycznym stylu, ogromnym kunszcie pisarskim oraz niezwykłym, instynktownym wręcz talencie do snucia opowieści dziejących się na przestrzeni wielu, wielu lat. „Filary Ziemi” to tytuł po dziś dzień pozostający w kręgu moich ulubionych i niedoścignionych w swej formie. Niemniej jednak najnowsza powieść pisarza potrafiła równie mocno zaangażować mnie jako czytelnika i mimo ogromnych rozmiarów chłonęłam ją całą sobą. Follet w swych dziełach sięga po uniwersalne prawdy i znane już, być może sztampowe wątki walki dobra ze złem, niezłomności kobiet wiodących tu prym czy ciągłego poszukiwania odpowiedzi na temat człowieka i jego miejsca w świecie. Rozumiem fakt, iż ta schematyczność może przeszkadzać, ale dla mnie czyni jego dzieła ponadczasowymi i niezwykle bliskimi współczesnemu czytelnikowi.
Fabuła powieści dzieje się w czasach, gdy nie znano jeszcze pisma, zaawansowanych technologii, a ludzie posługiwali się jedynie prymitywnymi narzędziami wykonanymi z kości zwierząt i krzemienia. Mimo to udało im się wybudować kamienny krąg, który fascynuje i zachwyca nas po dziś dzień. Jak tego dokonali? Autor w pięknym, poetyckim stylu próbuje znaleźć odpowiedzi, w których możemy upatrywać nie tylko historii o Stonehenge, ale także metafizycznej podróży ponad czasem, gdy to co stworzone rękami pradawnych społeczności przetrwać może na wieki, odciskając swój ślad w historii człowieczeństwa. Serdecznie polecam 😊
Ken Follet to autor będący jednym z najważniejszych przedstawicieli nurtu powieści historycznych i bardzo cenię jego literacką twórczość. Tym bardziej z ogromnym zaciekawieniem sięgałam po jego najnowszą powieść pt. „Krąg czasu”, która przenosi czytelnika do początków powstania mitycznego kręgu Stonehenge, stanowiącego jedną z największych zagadek ludzkości.
Seft od...
2025-10-03
Jako typowa jesieniara w tym okresie bardzo lubię sięgać po klimatyczne tytuły, idealnie pasujące do pogody za oknem. Często wracam do przygód ze świata Harry’ego Pottera, ale lubię też wyszukiwać nowych, ciekawych propozycji literackich. I tym razem udało trafić się na powieść idealnie oddającą wszystkie kolory i zapachy jesieni, a która jednocześnie otuliła mnie niczym ciepły kocyk i rozkochała w sobie całkowicie <3
Michelle po śmierci mamy przyjeżdża do małego miasteczka Copper Run, by na krótki czas przejąć zarządzanie rodzinnym pensjonatem. To, iż wszyscy mieszkańcy znają się tu na wylot i próbują za wszelką cenę zaprzyjaźnić z kobietą, wcale nie ułatwia jej tego zadania. W szczególności zaś irytujący wydaje się być sąsiad Cliff – ojciec dwóch wyjątkowych dziewczynek i piekarz we własnej osobie. Mimo, iż Michelle i Cliffa różni niemal wszystko, wywiązuje się między nimi swoista przyjaźń i nić porozumienia. Czy Michelle uda się nareszcie znaleźć swoje miejsce na ziemi i dopuścić do głosu tlące się w niej uczucia do przystojnego piekarza? 😉
„Jeśli to cię uszczęśliwia” to jedna z najcudowniejszych powieści, jakie dane mi było przeczytać w ostatnim czasie. Ciepła, niezwykle nastrojowa historia osadzona w latach 90-tych w małomiasteczkowej społeczności kompletnie mnie oczarowała. Jako fanka Gilmore Girls uwielbiam właśnie takie klimaty, dlatego tytuł ten stanie się moim jesiennym must read’em. Relacja między dwójką głównych bohaterów, których punkt widzenia przeplata się na kartach powieści, jest niezwykle zabawna i urocza. Motyw friends to lovers został tu przedstawiony w sposób niebanalny, a sami bohaterowie skradli moje serce. Podobnie wyglądał wątek ojcostwa Cliffa i relacji z jego córkami, która ogromnie mnie rozczuliła. Nie brakowało w niej zgryźliwości, dziecięcych narzekań, a także ogromu miłości i wzajemnego wsparcia. Cała opowieść obfituje w szereg humorystycznych, ale także niezwykle poruszających momentów, a lekki styl autorki sprawił, iż mimo wielu stron powieść przeczytałam błyskawicznie.
Na duży plus zasługuje tu również oddanie atmosfery lat 90-tych, które niektórzy z nas jeszcze tak dobrze pamiętają :P Jeśli więc jesteście fanami jesieni i kochacie wracać myślami do lat dzieciństwa, ten tytuł będzie dwa Was lekturą idealną, przepełnioną zapachami cynamonek, waniliowych babeczek i kolorowych liści rozgrzanych promieniami jesiennego słońca. Serdecznie polecam <3
Jako typowa jesieniara w tym okresie bardzo lubię sięgać po klimatyczne tytuły, idealnie pasujące do pogody za oknem. Często wracam do przygód ze świata Harry’ego Pottera, ale lubię też wyszukiwać nowych, ciekawych propozycji literackich. I tym razem udało trafić się na powieść idealnie oddającą wszystkie kolory i zapachy jesieni, a która jednocześnie otuliła mnie niczym...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-09-16
Już od paru dobrych lat namiętnie zaczytuję się w książkach Melisy Bel. Mimo, że wcześniej nie pałałam jakąś wielką miłością do romansów, tak zakochałam się w historiach wychodzących spod pióra autorki. Dlatego też, gdy tylko ukazała się najnowsza powieść Melisy, wiedziałam, że muszę ją mieć!
Tym razem pożegnaliśmy się z XIX-wiecznym Londynem i udaliśmy się w podróż do surowych i o wiele mroczniejszych czasów epoki średniowiecza, gdzie uprzedzenia wobec kobiet i samosądy społeczeństwa są na porządku dziennym. A choć stęskniłam się już za moimi ulubionymi bohaterami, ta zmiana okazała się strzałem w dziesiątkę😉
Agnes jako młoda dziewczyna zostaje przyrzeczona mrocznemu i małomównemu szeryfowi Hertford jako żona. Jednak buntuje się wobec decyzji swego ojca, gdyż Thorn wzbudza w niej jedynie przerażenie niczym potwór prosto z sennych koszmarów. Thorn jednak marzył o Agnes od ich pierwszego spotkania.
Gdy po latach, straciwszy cały swój dobytek i bliskich dziewczyna wraca do miasta, zdana jest na wolę szeryfa, który niejako stał się jej panem. A mężczyzna, pamiętając dawnym upokorzeniu ze strony Agnes, oferuje jej pomoc stawiając własne warunki. Czy wzajemne namiętności i uprzedzenia skomplikują napiętą sytuację między dwojgiem bohaterów? A może do głosu dojdzie ukrywane skrzętnie uczucie?
„Pocałunek szatana” stał się kolejnym tytułem, o którym tak łatwo nie zapomnimy. Nie wiem jak autorka to robi, ale każda jej powieść pochłania mnie całkowicie😊 Romans historyczny, którego fabuła dzieje się w mrocznym średniowieczu sprawiła, że nie mogłam oderwać się od lektury. Melisa świetnie ukazała surowe zasady panujące w XI-wiecznej Anglii, zacofanie społeczeństwa, które kierowało się jedynie zasadami wiary i gotowe było zlinczować każdego, kto choć trochę odstawał od tamtejszych norm. Nie zabrakło tu makabrycznych scen, które niezwykle mocno mnie poruszyły.
Na największą uwagę zasługuje jednak dwójka bohaterów, wokół których toczy się fabuła. Thorn i Agnes to postacie wyraziste i niezwykle charakterne, choć przyznaję, iż bardziej kibicowałam szeryfowi ;p Jako że mamy do czynienia z romansem historycznym, nie zabrakło między nimi gorących scen i odnoszę wrażenie, że autorka nabrała większej odwagi, bo ogień dosłownie wylewał się ze stron powieści <3 Sensualność i namiętność przeplatały się ze sobą, doprowadzając mnie do szybszego bicia serca😊
Dużym i pozytywnym zaskoczeniem były także ilustracje, które niezwykle udanie dopełniały mroczny klimat historii oraz pobudzały wyobraźnię.
Jestem pewna, że nowa seria skradnie nasze serca, a ja już czekam na nową odsłonę, gdyż jestem pewna, iż kolejni bohaterowie zaskoczą nas równie mocno. Powieści Melisy Bel jak zawsze polecam wszystkim fanom romansów historycznych, bo to przepiękne, niezwykle plastyczne dzieła napisane wspaniałym, poetyckim stylem i wzbudzające cały wachlarz emocji😊
Już od paru dobrych lat namiętnie zaczytuję się w książkach Melisy Bel. Mimo, że wcześniej nie pałałam jakąś wielką miłością do romansów, tak zakochałam się w historiach wychodzących spod pióra autorki. Dlatego też, gdy tylko ukazała się najnowsza powieść Melisy, wiedziałam, że muszę ją mieć!
Tym razem pożegnaliśmy się z XIX-wiecznym Londynem i udaliśmy się w podróż do...
2025-08-13
„Pewnego dnia do kancelarii prawniczej w Londynie zostają zaproszone osoby, które z pozoru nic nie łączy. Czekają na nie tajemnicze pudełka niegdyś skrzętnie ukrywane przez kobietę prowadzącą dom dla samotnych matek. W środku znajdują się pamiątki, które niczym wehikuł czasu pozwolą na podróż w głąb rodzinnych tajemnic. Czy nieznajomi odważą się na wyprawę pozwalającą odkryć swoje pochodzenie i pozostawione niegdyś dziedzictwo?”
„Córka z Argentyny” to już szósty tom serii Utracone córki Sorayi Lane, który tym razem zabiera nas w podróż do Ameryki Południowej. Mieszkająca w Londynie prawniczka Rose musi zmierzyć się z bolesną stratą. Śmierć babci, a potem choroba i utrata mamy mocno ją doświadczyły. Również i ona, jako jedna z kobiet, pojawiła się w kancelarii prawniczej i otrzymała tajemnicze pudełko z pamiątkami pozostawionymi dla babci. Co więcej, otrzymuje ona wiadomość z dalekiej Argentyny, iż została jedyną spadkobierczynią niemałej fortuny rodu Santiagów. Nie mająca nic do stracenia Rose postanawia wybrać się w podróż za ocean, by poznać historię rodziny swej zmarłej babci i odkryć, dlaczego przed laty została oddana do adopcji przez swą biologiczną matkę. Na miejscu kobieta nie tylko odkryje dzieje losów Valentiny Santiago, ale także otrzyma szansę na miłość i odnalezienie swego miejsca na ziemi. Czy z tej szansy skorzysta?
Przyznaję, iż najnowsza część serii raz jeszcze skradła moje serce. Soraya Lane wciąż zachwyca mnie swym piórem i przedstawionymi historiami. „Córka z Argentyny” umiejętnie gra na emocjach, łącząc w sobie nie tylko historie miłosne, ale pełne intryg i cierpienia losy niezwykle silnych i wzbudzających ogromną sympatię kobiet. Jestem też fanką znanego już z wcześniejszych odsłon zabiegu prowadzenia równoległej narracji na dwóch płaszczyznach czasowych. Historia Valentiny i jej miłości do Felipe oraz Rose i Benjamina powodowały niemałe wzruszenie oraz bardzo dobrze się wzajemnie uzupełniały, nadając całości ciekawego charakteru. Pełna romantycznej namiętności, przeplatana czułością i melancholią oraz zapachami argentyńskiej ziemi to powieść idealna dla fanów literatury obyczajowej.
Mogę śmiało stwierdzić, iż seria Utracone córki nie traci na wartości, dlatego polecam ją jako idealną lekturę na letnie dni, a sama czekam na ostatnie dwie części, gdyż zapewne będą równie emocjonujące i wciągające jak ich poprzedniczki :)
„Pewnego dnia do kancelarii prawniczej w Londynie zostają zaproszone osoby, które z pozoru nic nie łączy. Czekają na nie tajemnicze pudełka niegdyś skrzętnie ukrywane przez kobietę prowadzącą dom dla samotnych matek. W środku znajdują się pamiątki, które niczym wehikuł czasu pozwolą na podróż w głąb rodzinnych tajemnic. Czy nieznajomi odważą się na wyprawę pozwalającą...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Rzadko kiedy zdarza mi się sięgać po krótką formę, jaką są opowiadania, jednak jeśli chodzi o twórczość Daphne du Maurier, nie jestem w stanie sobie jej odmówić 😊 „Niebieskie soczewki i inne opowiadania” to zbiór ośmiu historii, które po raz kolejny mnie zaintrygowały i wciągnęły na długie godziny.
Mimo, iż poszczególne opowiadania opisują zupełne inne wydarzenia, łączy je wybitnie nakreślony portret psychologiczny postaci. Autorka nie jeden już raz udowodniła swój ogromny talent do snucia fantasmagorycznych opowieści z pogranicza snu i jawy, w których główną rolę odgrywa właśnie człowiek i jego psychika. Wybitne pióro i świetnie zarysowana atmosfera zagubienia, rosnące z każdą stroną napięcie oraz tajemnica prowadzące do zaskakującego finału sprawiają, iż dzieła du Maurier wciąż zachwycają, pozostawiając czytelnika z uniwersalnymi i ponadczasowymi prawdami na temat ludzkiej natury. To idealny przykład prozy z pogranicza powieści grozy, thrillera psychologicznego oraz literatury obyczajowej.
Mimo, iż to „Niebieskie soczewki” stały się moim ulubionym opowiadaniem, wszystkie zasługują na ogromną pochwałę, gdyż stanowią odrębne dzieła pełne mroku, gęstniejącej atmosfery wywołującej uczucie strachu i czającej się za rogiem nienazwanej makabry. Jeżeli lubujecie się w takich klimatach, to zapewniam, iż twórczość Daphne du Maurier zaspokoi Wasze czytelnicze doznania, zachwycając dodatkowo pięknym wydaniem Serii butikowej Wydawnictwa Albatros. Polecam <3
Rzadko kiedy zdarza mi się sięgać po krótką formę, jaką są opowiadania, jednak jeśli chodzi o twórczość Daphne du Maurier, nie jestem w stanie sobie jej odmówić 😊 „Niebieskie soczewki i inne opowiadania” to zbiór ośmiu historii, które po raz kolejny mnie zaintrygowały i wciągnęły na długie godziny.
Mimo, iż poszczególne opowiadania opisują zupełne inne wydarzenia, łączy je...
2025-07-27
Ethan i Dani Matthesowie mają życie jak z bajki. Mieszkając w ogromnym domu na klifie, górują nad całym miastem, a ich szczęście staje się powodem zazdrości niejednego z mieszkańców. Aby pochwalić się wyremontowanym domostwem, Ethan na szesnaste urodziny córki z pierwszego małżeństwa, prócz jej kolegów i koleżanek ze szkoły, zaprasza także wszystkich swoich znajomych. Gdy jednak w ruch idzie alkohol, a emocje powoli wymykają się spod kontroli, okazuje się, że pozory potrafią zmylić każdego. Jakie tajemnice skrywa w swych ścianach tajemnicza rezydencja? Czy to tylko szklany „dom dla lalek”, którego życiem kieruje niewytłumaczalna siła?
Muszę przyznać, że do powieści podchodziłam z wielką ciekawością i ostatecznie spełniła ona wszystkie moje oczekiwania. „W domu kłamców” Kelsey Cox to rasowy thriller psychologiczny, w którym umiejętnie budowane uczucie osaczenia potęguje nastrój grozy i dezorientacji, pozostawiając czytelnika z pytaniami do samego finału.
Fabuła powieści skupia się na dniu przyjęcia Sophie aż do feralnego wypadku, jednak zdarzają się także retrospekcje oraz przeskoki do czasu po urodzinach, co pozwala czytelnikowi na wysnucie własnych wniosków. Świetnym zabiegiem staje się także poprowadzenie narracji z punktu widzenia czterech bohaterek, z których każda ma swoje sekrety. Są nimi Dani, czyli młoda żona z depresją poporodową, Kim – była żona Ethana z problemem alkoholowym, Mikayla – przyjaciółka Sophie nieszczęśliwie zakochana i z buzującą w niej zazdrością oraz Órlaith – irlandzka niania z misją do spełnienia. Atmosfera powieści jest gęsta, wręcz klaustrofobiczna, a niedomówienia i skrzętnie ukrywane przez bohaterów tajemnice jedynie ten nastrój potęgują. Nic tutaj nie jest oczywiste, a autorka do końca bawi się tropami, by zmylić czytelnika końcowym plot twistem.
„W domu kłamców” to, jeśli się nie mylę debiut autorki i to jakże udany. Fantastycznie sprawdza się jako wciągająca lektura na wieczór. To powieść o trudnych rodzinnych relacjach budowanych na kłamstwie, emocjonalny rollercoaster ludzkich uczuć, gdzie tytułowy Dom nie tylko jest tłem, ale także swoistym bohaterem i świadkiem tragicznych wydarzeń. Szczerze polecam 😉
Ethan i Dani Matthesowie mają życie jak z bajki. Mieszkając w ogromnym domu na klifie, górują nad całym miastem, a ich szczęście staje się powodem zazdrości niejednego z mieszkańców. Aby pochwalić się wyremontowanym domostwem, Ethan na szesnaste urodziny córki z pierwszego małżeństwa, prócz jej kolegów i koleżanek ze szkoły, zaprasza także wszystkich swoich znajomych. Gdy...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-07-18
Gdy po raz pierwszy wyemitowano odcinek serialu „Ptaki ciernistych krzewów”, produkcja stała się hitem absolutnym. Pamiętam, gdy jako mała dziewczynka zafascynowana byłam urodą aktora Richarda Chamberlaina odgrywającego kultową rolę księdza de Bricassarta, a moja babcia, mama i ciocie kolejno zachwycają się serialem. Uwielbiam wracać do niego i od czasu do czasu chłonąć tę historię na nowo. Jednak dopiero jako dorosła kobieta miałam okazję sięgnąć po powieść, na kanwie której powstał kultowy już serial telewizyjny. I absolutnie przepadłam, bo to jedna z najpiękniejszych, choć także niezwykle smutnych powieści, po jakie dane mi było sięgnąć.
Jest to przede wszystkim saga rodzinna – 60-letnia historia rodziny Clearych, na drodze której pewnego dnia staje młody i piękny ksiądz Ralph de Bricassart. Spotkanie to na zawsze zmienia życie rodziny, a w szczególności najmłodszej z rodzeństwa i jedynej dziewczynki - Maggie Cleary, bo między bohaterami z czasem rodzi się namiętna lecz zakazana miłość…
Mimo, iż książkę czytałam już kilka lat temu, dzięki nowemu i przepięknemu wydaniu @wydawnictwoalbatros mogłam sobie ją przypomnieć na nowo. I absolutnie nie zmieniła się moja ocena. „Ptaki ciernistych krzewów” to nie jest tkliwe romansidło, mimo, iż główną oś fabularną stanowi zakazana miłość między młodą dziewczyną i duchownym, które to wpływają na przyszłe życie głównych bohaterów i bliskich im osób. Pełna wspaniałych opisów australijskiej przyrody i życia w jakże trudnych warunkach, także podczas II wojny światowej, bogata w rewelacyjne portrety psychologiczne postaci i przedstawiająca życie w szarych barwach, bez zbędnych upiększeń – to powieść absolutna. Pełna pasji, miłości ale także cierpienia i smutku na tle przepiękniej i dzikiej Australii, sprawia, iż nie jesteśmy w stanie oderwać się od lektury. Mnie „Ptaki ciernistych krzewów” niezmienne wzruszają, zachwycają, jednocześnie łamiąc serce jakże druzgocącym i wymownym finałem.
Zachęcam do sięgnięcia po lekturę każdego, bo odnoszę wrażenie, iż takich dzieł nie znajdujemy na swej czytelniczej drodze zbyt często. Arcydzieło <3
Gdy po raz pierwszy wyemitowano odcinek serialu „Ptaki ciernistych krzewów”, produkcja stała się hitem absolutnym. Pamiętam, gdy jako mała dziewczynka zafascynowana byłam urodą aktora Richarda Chamberlaina odgrywającego kultową rolę księdza de Bricassarta, a moja babcia, mama i ciocie kolejno zachwycają się serialem. Uwielbiam wracać do niego i od czasu do czasu chłonąć tę...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-06-16
Indy i West znają się praktycznie od dziecka. Mimo, iż spędzają ze sobą zaledwie jeden tydzień w roku, gdy Indya wraz z rodzicami odwiedza ranczo Havenów. A choć tych dwoje dzieli wszystko – Indy opływa w luksusy, a West od najmłodszych lat ciężko pracuje, by osiągnąć swoje cele – na przestrzeni lat zbliżają się do siebie coraz bardziej. Łączy ich nie tylko namiętny romans, ale pewnego rodzaju wzajemna więź. Jedno niefortunne zdarzenie sprawia jednak, iż drogi bohaterów na wiele lat się rozchodzą. Gdy po czasie Indya już jako dorosła kobieta i właścicielka rancza wraca do Montany, nie wie jeszcze, jak na jej przybycie zareaguje West Haven. Czy ponowne spotkanie sprawi, iż dawne uczucie zapłonie na nowo? A może wzajemne pretensje i nieporozumienia wezmą górę?
Jakże wspaniale czytało się tę powieść. „Crossroads. Nasza szansa” to naprawdę udany romans, który umiejętnie wykorzystuje wątek utraconej miłości, spotkania po latach i ponownej szansy. Chemia pomiędzy głównymi bohaterami jest absolutnie namacalna i nieustannie iskrzy między nimi. Devney Perry wykreowała bohaterów z krwi i kości, ze wszystkimi ich wadami oraz zaletami, umiejscawiając fabułę pośród przepięknych krajobrazów Montany, gdzie sama dorastała.
Na ogromny plus zasługuje tutaj lekkie pióro autorki, które jednocześnie zachwyca bogactwem opisów (mam wrażenie, że Montana poniekąd staje się także bohaterem i świadkiem toczącej się na kartach powieści historii), a także losy głównych bohaterów, które poznajemy stopniowo, nie od razu wiedząc, skąd wzięło się nieporozumienie między nimi. To książka o miłości do swego dziedzictwa, o czasem nie najłatwiejszych więziach rodzinnych, a przede wszystkim o drugiej szansie, na którą zasługujemy.
Polecam ten tytuł wszystkim osobom, które uwielbiają klimat współczesnego westernu połączonego z historią o miłości, rodzinnych konfliktach i tajemnicach oraz wątek „właściwa osoba, zły czas” 😊
@czwartastrona serdecznie dziękuję za możliwość zrecenzowania tej przepięknej powieści 😊
Indy i West znają się praktycznie od dziecka. Mimo, iż spędzają ze sobą zaledwie jeden tydzień w roku, gdy Indya wraz z rodzicami odwiedza ranczo Havenów. A choć tych dwoje dzieli wszystko – Indy opływa w luksusy, a West od najmłodszych lat ciężko pracuje, by osiągnąć swoje cele – na przestrzeni lat zbliżają się do siebie coraz bardziej. Łączy ich nie tylko namiętny romans,...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-06-05
„Jedyna córka” meksykańskiej autorki Guadalupe Nettel porusza temat niezwykle ważny, a mam wrażenie nie do końca wykorzystany w literaturze. Chodzi oczywiście o macierzyństwo, nareszcie pokazane nie tylko od tej gloryfikowanej strony. Macierzyństwo wyczekane i upragnione, lecz okraszone cierpieniem i niepewnością; macierzyństwo absolutnie niechciane; i wreszcie macierzyństwo trudne i wymagające. Jest to niezwykła powieść, która w intymny sposób stara się odpowiedzieć na niełatwe pytania o istotę macierzyństwa i miejsce kobiety w dzisiejszym świecie.
Bohaterkami powieści są trzy kobiety – Laura, Alina i Doris, z których każda zmaga się z własnymi rozterkami. Laura pod żadnym pozorem nie chce zostać matką. Alina po wielu trudach zachodzi w ciążę, jednak dowiaduje się, że jej córka zaraz po urodzeniu ma umrzeć. Doris na co dzień zmuszona jest walczyć z napadami agresji swego syna, jednocześnie cierpiąc na depresję po utracie męża. Losy tych trzech kobiet nieustannie się ze sobą splatają, sprawiając, iż nierzadko przyjdzie im spojrzeć na świat oczami swej koleżanki i stać się dla niej cichym wsparciem.
Muszę przyznać, iż „Jedyna córka”, mimo niezwykle prostej formy i powściągliwości w okazywaniu jakichkolwiek emocji, potrafiła wciągnąć mnie niemal od pierwszej strony i mimo wszystko mocno poruszyć. Guadalupe Nettel w sposób wyjątkowo udany potrafiła uchwycić istotę dzieła, a mianowicie fakt, iż macierzyństwo dla każdej kobiety może i ma prawo oznaczać coś zupełnie odmiennego. Choć jest to dzieło niewielkich rozmiarów, czytałam je dosyć długo ze względu na wpływ jaki na mnie wywarło. Bo to książka nie tylko o różnych twarzach macierzyństwa, ale może przede wszystkim o więzi kobiet, które mimo odmiennych światopoglądów potrafią obdarzyć się wzajemnym zaufaniem i zrozumieniem. Uważam, że to literatura bardzo ważna i godna uwagi każdego czytelnika i czytelniczki.
Szczerze polecam.
„Jedyna córka” meksykańskiej autorki Guadalupe Nettel porusza temat niezwykle ważny, a mam wrażenie nie do końca wykorzystany w literaturze. Chodzi oczywiście o macierzyństwo, nareszcie pokazane nie tylko od tej gloryfikowanej strony. Macierzyństwo wyczekane i upragnione, lecz okraszone cierpieniem i niepewnością; macierzyństwo absolutnie niechciane; i wreszcie...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-06-03
Jeśli chodzi o moje czytelnicze wybory, to rzadko kiedy sięgam po literaturę, której kultury nie miałam okazji poznać. Mimo wszystko zdecydowałam się przeczytać powieść „Góry śpiewają” wietnamskiej autorki Nguyễn Phan Quế Mai i choć podchodziłam do niej z czystą głową, lekturę zakończyłam ze złamanym sercem i górą emocji, których nie sposób było się pozbyć.
Dieu Lan mieszka ze swoją wnuczką Hương w Hanoi, czekając na zakończenie wojny z Amerykanami i powrót swych dzieci do domu. Gdy na miasto spadają bomby, obie pozostają bez dachu nad głową i stopniowo próbują odbudować swoje życie, podnosząc się z gruzów dzięki zaradności babci i ich ciężkiej pracy. Młoda Hương z lękiem w sercu wypatruje powrotu swych rodziców, poznając w międzyczasie historię młodości Dieu Lan, której życie już na zawsze naznaczone zostało cierpieniem, stratą i wieczną tułaczką…
„Góry śpiewają” to powieść okrutna. Okrutna w swej prawdzie, w ukazaniu rzeczywistości w niezwykle naturalistyczny sposób i w odbieraniu głównym bohaterkom złudzeń. A jednocześnie jest powieścią piękną i dogłębnie przejmującą. Podzielona na dwie osie czasowe opowiada losy babci i wnuczki, doświadczonych okrucieństwem I wojny światowej, reformy rolnej komunistycznych władz oraz wojny wietnamskiej, które nareszcie zachodni czytelnicy mogą poznać z punktu widzenia cierpiących Wietnamczyków. Mimo, iż naładowana emocjami, nie pozwalała przejść nad tą historią obojętnie i potrafiła mnie zachwycić pięknem krajobrazów, mądrością wietnamskich powiedzeń, a przede wszystkim siłą rodzinnych więzi i ogromem miłości i szacunku do swoich bliskich.
Nguyễn Phan Quế Mai stworzyła historię o życiu i śmierci, o sile rodziny, determinacji i powstawaniu niczym feniks z popiołów. O budowaniu swego życia od nowa, na zgliszczach dawnych nadziei i pragnień. A gdy ucichnie wycie samolotów i strzały karabinów, tylko tytułowe góry poniosą pieśń zabitych w świat i pozostaną świadkami tych potwornych wydarzeń...
Jeśli chodzi o moje czytelnicze wybory, to rzadko kiedy sięgam po literaturę, której kultury nie miałam okazji poznać. Mimo wszystko zdecydowałam się przeczytać powieść „Góry śpiewają” wietnamskiej autorki Nguyễn Phan Quế Mai i choć podchodziłam do niej z czystą głową, lekturę zakończyłam ze złamanym sercem i górą emocji, których nie sposób było się pozbyć.
Dieu Lan...
Valerie Perrin zachwyciła mnie swą prozą podczas lektury „Cudownych lat”, dlatego z przyjemnością sięgnęłam po kolejny jej tytuł. I po raz kolejny przekonałam się, iż swym słowem pisanym potrafi poruszyć we mnie najczulsze struny.
Kiedy Agnes, wzięta reżyserka, otrzymuje telefon z żandarmerii z miasteczka Gueugnon, jej dotychczasowe życie przewraca się do góry nogami. Otóż kobieta dowiaduje się o śmierci swojej dawno niewidzianej cioci Colette, która… nie żyje już od trzech lat. Wiedziona ciekawością i chęcią rozwikłania tej dziwnej sprawy Agnes udaje się do Burgundii, by odkryć co tak naprawdę stało się z Colette Septembre. Nie wie jednak, jakież to tajemnicze życie prowadziła jej krewna i jak ogromny wpływ miała nie tylko na życie jej samej, ale także wielu innych osób związanych z nią na przestrzeni lat. Rozpoczyna się podróż życia, która z pewnością mogłaby stanowić materiał na nieprawdopodobny, najwspanialszy film.
Być może się powtórzę, jednak jestem piórem autorki po prostu oczarowana. Perrin raz jeszcze obdarowała czytelnika historią nietuzinkową, wielopoziomową tak narracyjnie, jak i fabularnie. Ponownie udowodniła, iż potrafi stworzyć niesamowite postacie, których losy śledzimy z zapartym tchem. Dzieje cioci Colette, które paradoksalnie poznajemy dopiero po jej śmierci, przeplatane są wątkami i historiami nie tylko Agnes, lecz także innych bohaterów, dzięki czemu rodzinne tajemnice i sekrety powoli wychodzą na światło dzienne, a my, kroczek po kroczku, poznajemy kim tak naprawdę była tytułowa bohaterka.
Kocham Perrin za jej poetycki język, ale także za umiejętność grania na ludzkich emocjach i snucia opowieści o życiu. Bo właśnie kwintesencję ludzkiego życia przedstawiła nam w „Colette” autorka, ukazując cały wachlarz jego wartości oraz skalę szarości. W trakcie lektury przeżywałam prawdziwy emocjonalny rollercoaster – od smutku, strachu i żalu, po nadzieję, radość i ogromne wzruszenie.
„Colette” to powieść wyjątkowa, przepiękna, która jedynie udowadnia, iż Valerie Perrin potrafi trafić w najczulsze punkty czytelniczego serca. Po stokroć polecam <3 A ja już teraz postanawiam nadrobić inne tytuły tej fantastycznej autorki.
Valerie Perrin zachwyciła mnie swą prozą podczas lektury „Cudownych lat”, dlatego z przyjemnością sięgnęłam po kolejny jej tytuł. I po raz kolejny przekonałam się, iż swym słowem pisanym potrafi poruszyć we mnie najczulsze struny.
Kiedy Agnes, wzięta reżyserka, otrzymuje telefon z żandarmerii z miasteczka Gueugnon, jej dotychczasowe życie przewraca się do góry nogami. Otóż...
2025-05-27
Zdarza się czasem, że szukając nowej lektury natrafiamy na prawdziwą perełkę, choć początkowo nawet tego nie oczekiwaliśmy. Do takiej perełki zdecydowanie zaliczyć można koreańską powieść „Ostatni telefon” autorstwa Lee Su-yeon. Ta niepozorna z początku książka poruszyła mnie do głębi i z pewnością pozostanie w mej pamięci na długo.
Ji-an na co dzień spotyka się z ogromnym cierpieniem, żałobą i stratą. Jako dyrektorka Centrum Autopsji Psychologicznej rozmawia z rodzinami osób, które przedwcześnie odebrały sobie życie. Pełna empatii i zrozumienia pomaga bliskim zrozumieć przyczyny oraz uczy, jak zapobiegać podobnym zdarzeniom. A w samym centrum tej historii stoi stara, zapomniana budka telefoniczna, która pogrążonym w bólu pozwala raz jeszcze zadzwonić i usłyszeć ostatnie myśli zmarłych...
Tak bardzo cieszy mnie fakt, iż tematykę depresji i wszystkich związanych z tą straszną chorobą następstw udało opisać się w tak niezwykle kreatywny, a zarazem nienachalny i empatyczny sposób. Autorka, która swe doświadczenia życiowe przelała na papier, przedstawiła sześć różnych historii o stracie, żałobie, a przede wszystkim wielkim poczuciu winy, z którym pozostają bliscy osób targających się na własne życie. Zdejmując z nich ten ciężar, nierzadko pomagając uporać się bohaterom ze swoimi emocjami, adresuje te poruszające treści do nas, czytelników.
To powieść bardzo ważna, stawiająca pytania i starająca się znaleźć na nie właściwą odpowiedź. Prosta, a zarazem niebanalna. Na pozór łatwa w odbiorze, lecz ściskająca za serce. Oszczędna w środkach, a mimo wszystko piękna, poetycka i pokrzepiająca.
Dawno już nie spotkałam się z takim dziełem i polecam ten tytuł każdemu, bo „Ostatni telefon” uczy empatii, ale przede wszystkim może być pomocą dla każdego, kto boryka się z podobnymi problemami.
Zdarza się czasem, że szukając nowej lektury natrafiamy na prawdziwą perełkę, choć początkowo nawet tego nie oczekiwaliśmy. Do takiej perełki zdecydowanie zaliczyć można koreańską powieść „Ostatni telefon” autorstwa Lee Su-yeon. Ta niepozorna z początku książka poruszyła mnie do głębi i z pewnością pozostanie w mej pamięci na długo.
Ji-an na co dzień spotyka się z ogromnym...
Po bardzo udanych „Wizjonerze” i „Artyście” z serii Aleksander Lewis przyszedł czas na tom trzeci pt. „Łgarz”. Jest to moje trzecie spotkanie z twórczością Diany Brzezińskiej i coś czuję, że będę sięgać po inne jej powieści, ponieważ bardzo spodobał mi się styl autorki i pomysły na fabułę. Czy jednak najnowsza z książek serii utrzymała poziom swoich poprzedniczek?
Tym razem znane już wszystkim duo, czyli Agata i Aleksander, muszą zmierzyć się ze zgoła odmienną sprawą. Otóż ponad dekadę temu podczas wieczoru kawalerskiego zginął człowiek. Jego ciało jednak wyłowione zostaje dopiero teraz. Dwójce bohaterów za pomoc posłużą jedynie stare akta sprawy i zeznania świadków, którzy albo niewiele pamiętają, albo starają się nie zdradzić za wiele z owego feralnego dnia. Czy rozwiązanie zbrodni sprzed lat będzie w ogóle możliwe?
Obawiałam się, iż po genialnym „Artyście” autorce nie uda się już powtórzyć tego sukcesu i lekturą się rozczaruję. Na szczęście bardzo, ale to bardzo się pomyliłam. Po raz kolejny Dianie Brzezińskiej udało się stworzyć fantastyczną historię, której ogromnym plusem jest budowanie portretów psychologicznych poszczególnych postaci, pojawiąjących się na kartach jej powieści. Dodatkowo uwydatnia się tu wiedza prawnicza autorki, dzięki czemu postępowanie głównych bohaterów i wszelkie procedury nadają historii większego realizmu. Spodobał mi się też sam pomysł na zbrodnię sprzed lat, co odświeżyło całą serię i jeszcze bardziej przykuło moją uwagę.
Podsumować mogę jedynie w jeden sposób – książki Diany Brzezińskiej polecam w ciemno. Jeżeli lubujecie się w rasowych kryminałach, w których nic do końca nie jest oczywiste, w których mnogość tropów potrafi zmylić niejednego, a finał wciąż może Was zaskoczyć, jest to lektura idealna dla Was 😉
Po bardzo udanych „Wizjonerze” i „Artyście” z serii Aleksander Lewis przyszedł czas na tom trzeci pt. „Łgarz”. Jest to moje trzecie spotkanie z twórczością Diany Brzezińskiej i coś czuję, że będę sięgać po inne jej powieści, ponieważ bardzo spodobał mi się styl autorki i pomysły na fabułę. Czy jednak najnowsza z książek serii utrzymała poziom swoich poprzedniczek?
Tym...
Eve wraz z Charlie wprowadzają się do starego domu znajdującego się z dala od cywilizacji. Otoczone kojącą ciszą górskiego, zalesionego krajobrazu wiodą spokojne życie. Do czasu… gdy do drzwi puka niepozorna rodzina, a głowa rodu – tajemniczy Thomas twierdzi, iż mieszkał tu jako dziecko. Mimo natrętnych myśli i złego przeczucia Eve zgadza się na wpuszczenie obcych za próg, lecz jeszcze nie wie, że ta decyzja zmieni wszystko. Odcięte od świata przez szalejącą za oknem śnieżycę kobiety zmuszone są przenocować niespodziewanych gości. Oni jednak wcale nie mają zamiaru odejść…
Mogłoby się wydawać, iż motyw nieznajomych pukających do domu na odludziu to wątek wyeksploatowany już przez popkulturę na wszelkie możliwe sposoby. A jednak Marcusowi Kliewerowi udało się stworzyć bardzo dobry thriller psychologiczny, który do końca trzyma czytelnika w napięciu. Autor niezwykle umiejętnie buduje owo napięcie stopniowo, niespiesznie odkrywając przed czytelnikiem kolejne tajemnice i sekrety. Jednocześnie bawi się z nim, niejednokrotnie myląc zarysowane już tropy. Sprawia to, iż czytając „To był nasz dom” nie mamy chwili, by się znudzić i oczekujemy na finał z ogromnym zaangażowaniem.
To co zasługuje na ogromną pochwałę to świetnie zarysowane portrety psychologiczne bohaterów, a także umiejscowienie samej fabuły. Odizolowane od ludzkich siedzib miejsce, ogarnięte śnieżycą sprawia, iż gęstniejąca atmosfera niepokoju i lęku udziela się także nam, a strach ten nie maleje aż do zaskakującego finału powieści.
Podsumowując, „To był nasz dom” Kliewera to bardzo dobry tytuł, który zadowoli niejednego fana dusznych i pełnych napięcia thrillerów z elementami grozy, zapewniając mu rozrywkę na wiele godzin😉
Eve wraz z Charlie wprowadzają się do starego domu znajdującego się z dala od cywilizacji. Otoczone kojącą ciszą górskiego, zalesionego krajobrazu wiodą spokojne życie. Do czasu… gdy do drzwi puka niepozorna rodzina, a głowa rodu – tajemniczy Thomas twierdzi, iż mieszkał tu jako dziecko. Mimo natrętnych myśli i złego przeczucia Eve zgadza się na wpuszczenie obcych za próg,...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-02-10
Kate Morton to zdecydowanie jedna z tych autorek, po której książki sięgam pewna, iż zdołają mnie poruszyć. Tak też się stało przy lekturze „Domu nad jeziorem”, wydanym w przepięknej oprawie przez Wydawnictwo Albatros jako część cudownej Serii butikowej.
Kiedy policjantka Sadie zmuszona jest wybrać się na przymusowy urlop, udaje się do swojego dziadka do Kornwalii. Pewnego dnia kobieta natyka się na opuszczoną posiadłość ukrytą głęboko w lesie, otoczoną jeziorem i zaniedbanym ogrodem, wnętrza której wyglądają niczym świadectwo sielankowego niegdyś życia uchwyconego na statycznym obrazie sprzed lat. Zaciekawiona Sadie, wiedziona przeczuciem oraz detektywistycznym zacięciem, postanawia poznać historię skrywającego rodzinną tajemnicę domostwa.
W 1933 roku, mieszkająca w Domu nad Jeziorem rodzina Edevane’ów przygotowuje się do obchodów przesilenia letniego. Uroczyste świętowanie zostaje jednak przerwane przez ogromną tragedię – malutki synek właścicieli znika bez śladu, a przez szereg lat wydarzenie to staje się nierozwiązaną zagadką. Zrozpaczona rodzina wyprowadza się z posiadłości, jednak po blisko siedemdziesięciu latach, do starszej z sióstr, pisarki Alice, dociera list z prośbą o spotkanie… Czy rodzinne sekrety i powiązane z nimi tragiczne historie wydostaną się na światło dzienne? Co stało się z małym Theo? Czy Sadie uda się odpowiedzieć na wszystkie pytania?
„Dom nad jeziorem” to kolejna przepiękna powieść autorki, od której nie potrafiłam się oderwać. Pióro pisarki sprawia, że całą sobą zagłębiam się w opowiadane przez nią historie, przenosząc się w czasie i śledząc losy bohaterów. Na ogromny plus zasługuje tutaj poprowadzenie dwóch linii czasowych, które nieustannie przeplatają się ze sobą, by ostatecznie spoić w jedną całość, prowadząc do zaskakującego finału. Zdrada, nieodwzajemniona miłość, strata czy walka z traumą po koszmarze wojny – to tylko nieliczne z wątków poruszonych w tej barwnej powieści, które sprawiły, iż każdy z bohaterów stał się bardziej namacalny i wiarygodny. A wszystko to podane z największym kunsztem, w iście poetyckim stylu. Serdecznie polecam lekturę tej poruszającej książki, szczególnie jeśli lubujecie się w dziejach rodzinnych z tajemnicą i historią w tle😉
Kate Morton to zdecydowanie jedna z tych autorek, po której książki sięgam pewna, iż zdołają mnie poruszyć. Tak też się stało przy lekturze „Domu nad jeziorem”, wydanym w przepięknej oprawie przez Wydawnictwo Albatros jako część cudownej Serii butikowej.
Kiedy policjantka Sadie zmuszona jest wybrać się na przymusowy urlop, udaje się do swojego dziadka do Kornwalii. Pewnego...
Mamy tu fanów Sherlocka Holmesa?
Arthur Conan Doyle to autor, którego nie sposób nie znać. Jest w końcu jednym z najważniejszych przedstawicieli nurtu literatury kryminalnej i detektywistycznej. Twórca jednej z najwybitniejszych postaci świata literatury, czyli genialnego Sherlocka Holmesa, zdobył rzesze fanów na całym świecie, a w jego powieściach i opowiadaniach zaczytujemy się po dziś dzień. Jako ogromna fanka przygód wybitnego detektywa z wielką ciekawością sięgnęłam po najnowszą książkę Garetha Rubina pt. „Holmes i Moriarty” i był to szczęśliwie strzał w dziesiątkę.
Do Sherlocka Holmesa i jego przyjaciela, doktora Watsona, zgłasza się pewien aktor, wokół którego od pewnego czasu dzieją się dziwne rzeczy. Na spektaklu, który na co dzień nie cieszy się zainteresowaniem pojawiają się wciąż te same osoby, ale w różnych przebraniach. Nasz bohater postanawia odkryć co stoi za tym dziwacznym zachowaniem. Jednocześnie arcywróg Holmesa, profesor James Moriarty, musi stawić czoła ludziom półświatka, gdy wbrew swej woli zostaje wciągnięty w morderstwo przywódcy londyńskiego gangu. Kiedy drogi detektywa i jego przeciwnika raz jeszcze krzyżują się ze sobą, niespodziewanie odwieczni rywale będą musieli zewrzeć szyki, gdyż najwidoczniej obie sprawy łączą się ze sobą, a Holmes i Moriarty staną w obliczu zmierzenia się z wrogiem o wiele groźniejszym niż dotychczas. Jak zakończy się ten nieoczekiwany sojusz?
Niełatwe to zadanie - wejście w buty uwielbianego i kultowego autora i oddanie ducha jego twórczości, by po raz kolejny ukontentować czytelnika. Gareth Rubin wykonał swoją pracę wyśmienicie, oddając hołd i szacunek Doylowi, jednocześnie odświeżając ukochaną przez fanów historię w sposób niepozbawiający jej charakterystycznego sznytu. „Holmes i Moriarty” to powieść fascynująca, pełna intrygujących zagadek oraz niepozbawiona błyskotliwego humoru. Stylistycznie bardzo klasyczna, a jednak zupełnie nowa. Ogromnym plusem stał się duet Holmes & Moriarty współpracujący ze sobą chyba po raz pierwszy. Geniusz obu bohaterów sprawia, iż rozwiązanie zagadki staje się tym bardziej wciągające. Zderzenie dwóch tak odmiennych, acz równie genialnych umysłów stanowi gratkę dla każdego fana i czyni książkę nieodkładalną. A całość okraszona spowitym mgłą Londynem, tworzącym nastrojowość typową dla wiktoriańskich powieści grozy.
Jeśli podobnie jak ja kochacie opowieści o genialnym detektywie, jest to książka dla Was. Polecam! <3
Mamy tu fanów Sherlocka Holmesa?
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toArthur Conan Doyle to autor, którego nie sposób nie znać. Jest w końcu jednym z najważniejszych przedstawicieli nurtu literatury kryminalnej i detektywistycznej. Twórca jednej z najwybitniejszych postaci świata literatury, czyli genialnego Sherlocka Holmesa, zdobył rzesze fanów na całym świecie, a w jego powieściach i opowiadaniach...