Opinie użytkownika

Filtruj:
Wybierz
Sortuj:
Wybierz

Na półkach:

Czytając jej opowieści, miałam wrażenie, że nie wielkie wydarzenia, które wpisują się w dzieje i pamięć historyczną następnych pokoleń, a tragedia poszczególnych ludzi, jednostek społecznych, składających się na małe zbiorowości – to jest najistotniejsze w tym pisaniu i opisaniu świata według priorytetów wyznaczonych przez samą Ernaux.
Ernaux przedstawiając losy bohaterki identyfikuje się i zanurza w jej problemach, cierpieniu i kolejach losu, które naznaczają istotę problemów kobiet francuskich w latach 60-tych XX wieku. Pisarka w pełni oddaje chwile zwątpienia i samotność bohaterki w przeżywaniu tragedii.
Autorce jednocześnie udało się zachować dystans do losów bohaterki, nie rozczula się, nie używa słów współczucia, ale z chłodną precyzją opisuje kolejne zmagania ofiary nieczułego systemu wobec poważnego problemu i decyzji, która może kosztować dziewczynę utratę zdrowia lub życia.
  Opowiadanie „Młody mężczyzna” przyczyniło się do poruszenia debaty o prawa kobiet. Ernaux przedstawiła problem seksualności starego ciała, a także to, jak się starsze kobiety wycina ze świadomości społecznej w kwestii ich seksualności.

Zapraszam we wtorek 20 maja o godz. 16.00 do audycji Alicja w Krainie Literatury w Radio Głos Literacki ( https://radioglosliteracki.pl/ ), w której przedstawię całą recenzję i przeczytam kilka fragmentów z książki Annie Ernaux.

Czytając jej opowieści, miałam wrażenie, że nie wielkie wydarzenia, które wpisują się w dzieje i pamięć historyczną następnych pokoleń, a tragedia poszczególnych ludzi, jednostek społecznych, składających się na małe zbiorowości – to jest najistotniejsze w tym pisaniu i opisaniu świata według priorytetów wyznaczonych przez samą Ernaux.
Ernaux...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Najważniejsza wzmianka - Calvino był członkiem grupy OuLiPo. "Głównym celem grupy było badanie potencjalności języka, zróżnicowanych metod pisania, w miarę ich pomnażania za pomocą licznych gałęzi współczesnej matematyki. Oulipo przyglądał się etapowi pisania, w którym tekst jeszcze nie istniał, ale posiadał przemyślaną konstrukcję, plan, strukturę", jak obszernie wyjaśnia Jacek Olczyk w książce „Literatura polska w świetle przymusów Oulipo”. 

Podrozdziały "Niewidzialnych miast" z opisami poszczególnych miast układają się w macierz. W rozdziale pierwszym i dziewiątym znajduje się dziesięć podrozdziałów. Rozdziały od drugiego do ósmego zawierają po siedem podrozdziałów. W sumie jest 55 podrozdziałów z opisem miast, które tworzą macierz oraz 9 rozmów Kubłaj-chana z Marco Polo. Jeśli dodamy 9 rozmów do 55 miast, otrzymamy liczbę 64, która odpowiada ilości pól szachownicy. Przyjemnością było to odkrycie.

Najważniejsza wzmianka - Calvino był członkiem grupy OuLiPo. "Głównym celem grupy było badanie potencjalności języka, zróżnicowanych metod pisania, w miarę ich pomnażania za pomocą licznych gałęzi współczesnej matematyki. Oulipo przyglądał się etapowi pisania, w którym tekst jeszcze nie istniał, ale posiadał przemyślaną konstrukcję, plan, strukturę", jak obszernie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

4 września 1890 w wyniku powodzi zawalił się Most Karola w Pradze. Porwane z okolicznych składów pnie i belki do spływów spiętrzyły się przed mostem i zaklinowały, tworząc wielką stertę. Rzeka cały czas wzbierała.
 
 „A potem ten niesamowity moment: nastąpiło uderzenie, w jezdni pojawiła się szczelina, szyny tramwajowe zawisły ponad brukiem, rozległ się huk przypominający eksplozję i olbrzymia brązowa chmura wzbiła się w górę. Kiedy garstka przechodniów rzuciła się do ucieczki, by ratować życie, i jakaś dorożka zawróciła w pośpiechu, dwa z trzech łęków mostu runęły razem z filarami nośnymi i zniknęły zalane falą ponadmetrowej wysokości”.
 
  Zdarzenie stało się atrakcją, która przyciągnęła publikę z całego miasta i przedmieść. Tłumy gapiów, tak bardzo charakterystyczne dla tamtej epoki, zbierały się w miejscach wypadków i łączyły w „przelotną komunikacyjną wspólnotę”, dyskutującą żywo o wydarzeniach. Plotki odgrywały ważną rolę, tworzyły okazjonalne więzi społeczne, prowokowały dyskusje, z których wyciągano wnioski. Natomiast relacje prasowe rozwlekały się szczegółowo na temat prywatnych nieszczęść, przestępstw, skandali obyczajowych, jarmarcznych lub cyrkowych sensacji, po doznania oferowane przez spektakle teatralne. Czytano, komentowano i plotkowano.
 Dzisiaj obojętność zawieszonego wzroku na ekranie telewizyjnym lub monitorze komputerowym czy telefonicznym, przywodzi na myśl porównanie odbiorcy relacji do emocjonalnego zombi. Media swoją nachalną krzykliwością i powtarzalnością nie wzbudzają sensacji, a jedynie puste spojrzenia na wciąż powtarzających się informacjach reporterskich. Tragedie, żywioły, wojny, napady, kradzieże, morderstwa nie mają już mocnego wydźwięku, który niegdyś szerokim echem rozchodził się po okolicach zaszłych zdarzeń.
Biografia przenosi czytelnika do świata, który już nie istnieje. Koniec XIX i początek XX wieku, monarchie, życie społeczne, ubiór, obyczaje, różnice klasowe - wszystko to tworzy swoisty klimat.

4 września 1890 w wyniku powodzi zawalił się Most Karola w Pradze. Porwane z okolicznych składów pnie i belki do spływów spiętrzyły się przed mostem i zaklinowały, tworząc wielką stertę. Rzeka cały czas wzbierała.
 
 „A potem ten niesamowity moment: nastąpiło uderzenie, w jezdni pojawiła się szczelina, szyny tramwajowe zawisły ponad brukiem, rozległ się huk przypominający...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

 Płynne plamy świateł
 
 „Gdyby śpiewały tylko te ptaki,
które śpiewają najlepiej,
jakże cichy byłby las”

– słowa matki Vicki i Elizabeth
z „Małych preludiów” H. Garner
 
  Kiedy skończyłam czytać, zamknęłam oczy i odchyliłam głowę na oparcie fotela. Pod powiekami obrazy ożyły. Znów zobaczyłam bohaterów snujących się przez dni wypełnione zwykłymi rytuałami, spotkaniami, śpiewem i muzyką. Przez chwilę byłam z kobietą, która spędziła całe popołudnie w łóżku chłopaka, bo miała ochotę kogoś przelecieć. Rozpalona i niecierpliwa w końcu odeszła od jego zafascynowania sportem. Słuchałam chłopca obdarowanego skomplikowanym wnętrzem i ograniczoną możliwością komunikacji. Śpiewał z ptakami, wpadał w ekstazę, gdy wszystko wokół wydawało się płynną plamą światła.
 
" – Jechała wielka ciężarówka – powiedziała Vicki. – Przyszło mi na myśl, że mogłabym go pod nią wepchnąć. Czy tobie się zdarzyło... Czy ty kiedykolwiek...
 – Oczywiście – odparła Athena. – Setki razy.
 Chwyciła chłopca za ramiona i skierowała w stronę łazienki. Poddał się jej z nieprzytomnym wzrokiem i pijackim uśmiechem"
 
  Przyglądałam się małżonkom, którzy z pozoru razem, żyli jednak oddzielnie, każde w swoim świecie, ale w symbiozie, kiedy synom niezbędna była opieka. Czasami coś pękło w pozornie trwałej konstrukcji – jakby znudzeni dotychczasowym życiem potrzebowali spróbować czegoś nowego.
  Spomiędzy słów przebijają się uczucia odmieniane przez wszystkie możliwe przypadki: małżeńskie, siostrzane, braterskie, rodzicielskie, kochanków.
 
 "– Można by raczej pomyśleć, że to jakaś choroba albo zaraza. Ludzie zaaakoochuują się tylko dlatego, że przeczytali o tym w jakimś tanim amerykańskim czasopiśmie, bo chcą, bo się nudzą i nie mają nic lepszego do roboty"
 
 Silni, kiedy są razem i wspólnie dźwigają trudy codzienności. W pojedynkę wydają się słabi i bezbronni, jak ten królik wypuszczony z klatki na wolność.
 
 "Królik, z położonymi płasko uszami i głową wciśniętą w tułów, wysunął się do przodu. Wypadł, one zabrały pudło, a on przykucnął i drżał między kępami trawy pod wielkim pustym niebem"
 
  Obraz mężczyzny – "łajdaka, podłego, parszywego zboczeńca, obleśnego uwodziciela dzieci" u Helen Garner nie jawi się jako silny macho, a raczej świadomy swej słabości mąż z wyrzutami sumienia. I ta myśl niczym natrętna mucha o dokonaniu aborcji po zaledwie jednej nocy jest również oznaką niedojrzałości, gdy spodziewać się powinno w jej miejsce odpowiedzialności.
  Z drugiej strony – żona i matka z oddaniem prowadząca dom i wszystkie te prace niby doceniane, ale jakby niknące wśród potrzeb męża i synów. Kiedy jej zabrakło, strzępy wielości wykonywanych przez nią czynności zachowanych w pamięci domowników, okazują się niewystarczające, jakby niektóre z nich wymagały zaklęć nikomu nieznanych poza kobietą, której powrót do męża i synów wydawał się nie tylko niezbędny, ale również nieunikniony i dopełniający rodzinną piramidę potrzeb. Człowiek został tutaj porównany do elementu układanki jak przedmiot, który ma swoją wartość tylko wtedy, gdy wykonuje pracę na rzecz całego układu dobrze działającego urządzenia, poza którym jest bezwartościowy, wybrakowany, niepełny.

 Płynne plamy świateł
 
 „Gdyby śpiewały tylko te ptaki,
które śpiewają najlepiej,
jakże cichy byłby las”

– słowa matki Vicki i...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Szepty z głębi lasu

"Nigdy się nie spełniamy.
Jesteśmy dwiema otchłaniami – studnią wpatrzoną w niebo"
Fernando Pessoa
„Księga niepokoju Bernarda Soaresa, pomocnika księgowego w Lizbonie”

(...) opowiadania Piotra Prokopiaka prowadzą przez gąszcz reminiscencji naznaczonych niemal namacalnym stygmatem upływu czasu. Autor nie wnika w jestestwo swoich bohaterów więcej, niż jest to potrzebne. Pewien minimalizm w tej kwestii pozwala na dopowiedzenia, dobudowanie świata wyobrażonego przez odbiorcę poprzez uzupełnienie i domniemanie pochodzące z własnych doświadczeń. Lektura pozwala na wprowadzanie elementów własnych przeżyć i doznań, co aprobuje luźne manewrowanie rzeczywistością, osadzoną miejscami między jawą a snem, dniem a nocą, tym co autentyczne, a tym co złudne, zrodzone ze snu i marzeń powstających w tajemniczej aurze. Opisywane miejsca, zdarzenia, rzeczy i uczucia sprawiają wrażenie dobrze znanych autorowi, przy czym brak śladu jakiegokolwiek przejawu moralizowania. Czytając Adoptowany liść – egzegeza (w) chwili najlepiej delektować treść niespiesznie, jakby wymagała skupienia uwagi, aby doznać w pełni zadowolenia z możliwości obcowania z tego rodzaju literaturą, przepełnioną mnóstwem uczuć. Podobnie z Cmentarnym chłopcem, pełnym niepokoju i burzliwych wichrów przeszłości, czy Domem, nasyconym smutkiem i tęsknotą, przykrymi doświadczeniami oraz budzącą się dojrzałością poprzez pojmowanie idei powrotu do korzeni, do natury.
Teksty przesycone są mnóstwem emocji, pobudzających delikatne struktury wrażeń, co zaburzyć może pewną stagnację i rodzić niepokój podszyty ciekawością. Ta wrażliwość pozwala sięgnąć do odległych rejonów pamięci, by na powrót ożywić świat dzieciństwa i znów poczuć się małym chłopcem. Któż z nas tego nie pragnie – wbrew twierdzeniu Heraklita – wejść ponownie do strumienia, w którym czas młodości nie przemija? Emanacja wzruszeń jest tu nieodzownym elementem przywoływanych wspomnień, które często wprowadzają niemal oniryczne wrażenie rzeczywistości wyłaniającej się z bogatych pokładów podświadomości.

Resztę mojej recenzji możesz przeczytać w Miesięczniku "Akant" Nr 8/2024.

Szepty z głębi lasu

"Nigdy się nie spełniamy.
Jesteśmy dwiema otchłaniami – studnią wpatrzoną w niebo"
Fernando Pessoa
„Księga niepokoju Bernarda Soaresa, pomocnika księgowego w Lizbonie”

(...) opowiadania Piotra Prokopiaka prowadzą przez gąszcz reminiscencji naznaczonych niemal namacalnym stygmatem upływu czasu. Autor nie wnika w jestestwo swoich bohaterów więcej,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Spacery ulicami Szczecinka –
miejsca i historie zawarte we Wzgórzu Wisielców Piotra Prokopiaka

Całe życie pozostajemy pod urokiem baśni i legend poznanych w dzieciństwie i nie ma w tym nic złego, jeśli potrafimy czerpać z ich mądrych przekazów, by uzyskać dojrzalszą świadomość i wprowadzić pewien porządek do chaosu codzienności. Świat baśni ułatwia metafizyczny rekonesans życia ludzkiego, poznanie własnej tożsamości, uzmysławia, że pokonywanie życiowych przeciwności pozwala odkrywać nasze prawdziwe Ja. Być może taki cel przyświecał Piotrowi Prokopiakowi przy pisaniu opowieści Wzgórze Wisielców, w której fabuła opiera się na tajemniczej klątwie sprzed kilkuset lat, związanej z tragiczną śmiercią Elżbiety von Doberschütz.
Powieść przedstawia fikcyjne wydarzenia uzupełniane legendami o Szczecinku. Bohaterowie zręcznie wymieniają się informacjami o zdarzeniach z przeszłości, są obecni i zaangażowani w perypetie, które diametralnie zmieniają życie mieszkańców miasta. Książkę wydano kilka lat przed ogłoszeniem pandemii COVID-19, mimo to autor sprawnie przedstawił zasady izolacji, Szczecinek objął kwarantanną, mieszkańcom nadał charakterystyczną obojętność wobec kolejnych ataków nieznanej choroby. Śmierć zbierała żniwo wśród przypadkowych ludzi, na pozór nie powiązanych ze sobą. Na tle tych zdarzeń umiejętnie i zajmująco przedstawione zostały zabytki i ślady ciekawych historii, jak chociażby Belbuk, pomnik astronoma – krawca Adama Giedrysa, wieża po kościele św. Mikołaja, albo pomnik z popiersiem napoleońskiego żołnierza.
Kamienny Belbuk okazuje się roześmianym posążkiem. Jeśli dokładnie poszukać w różnych źródłach, odnaleźć można nieco informacji na temat kamiennych figur wywodzących się z czasów słowiańskich, kiedy otaczano je kultem. Świat przyrody w postaci gór, drzew, kamieni, magicznych źródeł, bagien jawił się dawnym ludom jako przestrzeń tajemnicza, dzika i niebezpieczna. Wierzono w miejsca mocy, otaczano je czcią i szacunkiem, albo strachem. Można się pokusić o spekulację, że uśmiechnięty Belbuk (Biały Bóg) służył pozytywnym obrzędom i rytuałom, jak obecnie rzeźba wilka spod Hrubieszowa, do której kobiety zanoszą swoje prośby i modlitwy o szczęśliwe urodzenie potomstwa. Z kolei w parafii Woltersdorf znajduje się kościół, na którego zewnętrznej ścianie widnieje czarny, trójkątny kamień, który uważa się za oblicze otaczanego niegdyś kultem słowiańskiego, połabskiego bożka. Wyraz twarzy wydaje się niezwykle surowy. Symbolika kamienia wyraża głównie niezmienność, niezniszczalność i łączy się z bóstwem gromowładnym – Perunem.
Wspomnienie kamiennej rzeźby w powieści skłania do poszukiwań u źródeł i znawców w temacie czci oddawanej niegdyś naturze – miejscom, głazom, zjawiskom przyrodniczym. Kazimierz Moszyński w swoich opracowaniach o wierzeniach słowiańskich zwracał uwagę na kamienne posążki jako tak zwany kult bałwochwalstwa w przypadku głazów znacznej wielkości, zwłaszcza gdy przypominały człowieka lub zwierzę. Mniejsze kamienie miały odgrywać kluczową rolę w porach suszy, albo zbyt obfitych opadów deszczy. Poruszenie i przeniesienie w inne miejsce mogło skutkować nieprzyjemnymi dolegliwościami, koszmarami, a nawet ciężkimi chorobami. Mimo to znany jest na Polesiu niewielki głaz, który był zabierany przez mieszkańców okolicznych włości w celach użytkowych, a następnie odwożono go z powrotem na miejsce. W podobny sposób mógł wędrować wspomniany w powieści Belbuk. Według badań spie jeziora Komorze w Rakowie, a następnie trafił do Łubowa. Łukasz Trusiewicz w ten sposób opisał szczecineckiego kamiennego Białego Boga:

Surowa tektonika bryły nadaje jej nieoczywistą formę. Nie wiemy do końca, co jest dziełem natury, a co ręki człowieka. Belbuk wtopiał się w otoczenie, z którego został wydobyty i stanowi z nim jedność pomimo widocznej ludzkiej ingerencji. Jest wykonany z pospolitego w tym rejonie surowca jakim są polodowcowe głazy narzutowe. Pierwotne myślenie o formie zamyka się w zwartej kompozycji przestrzeni.

W ten oto sposób powieściowa wzmianka o uśmiechniętym Belbuku wprowadziła w odległe rejony wierzeń słowiańskich, a tym samym wdrożyła w świat nieco późniejszych dziejów polowań, bestialskich tortur, niedorzecznych sądów i wyroków, przez które kobiety uznane za wiedźmy uprawiające czary, płonęły na stosach. Fabuła Wzgórza Wisielców została oparta na historii o Elzie von Dobersitz lub jak podają niektóre źródła – Elżbiecie von Doberschütz. Makabryczna wizja ludzi płonących niebieskim ogniem złagodzona została obietnicą braku cierpienia ofiar, popadających w przedśmiertny letarg. Tajemnicze wydarzenia naprowadziły na trop wydarzeń sprzed kilkuset lat, kiedy doszło do karkołomnego osądu żony Melchiora von Doberschütz. Najprawdopodobniej oskarżenia o czary stanowiły podłoże polityczne i w efekcie intryga miała doprowadzić do usunięcia męża Elżbiety z pełnionych przez niego funkcji administracyjnych. Autor za pomocą wizji, która nawiedziła bohatera na Wzgórzu Wisielców, przearcheologów pierwotnie posąg miał się znajdować w grodzie umiejscowionym na wydstawił makabryczny widok żywcem płonącej kobiety:

Okropny ryk wiatru, dobyty z gardzieli potępienia, rósł i pęczniał w uszach, rozrywając czaszkę od wewnątrz. Zobaczyłem słup ognia, a w nim kobietę trawioną przez żywioł. Jej ciało pokryte pęcherzami wiło się w okrutnej torturze.

Przytoczone powyżej wyobrażenie odbyło się w znanym szczecineckim mieszkańcom miejscu, na tytułowym Wzgórzu Wisielców – słynnym miejscu straceń – z którym związane były lokalne legendy. Piotr Prokopiak ożywiał w powieści obszary związane z historią i powoływał się na zdarzenia, które miały swe źródła w dokumentacjach archiwów muzealnych. W swoisty sposób prowadził swoją zmyśloną opowieść, której początek zaczerpnął z wydarzeń sprzed kilkuset lat.
Aneta Łuczkowska w artykule Ciemna karta historii: Nawet kilka milionów kobiet stracono za czary powoływała się na słowa Renaty Zdero z działu wystaw Zamku Książąt Pomorskich w Szczecinie o domniemaniach straceń za czary około kilkuset tysięcy do kilku milionów osób w Europie. Szacunkowe dane pochodziły z około stu tysięcy dokumentów procesowych o czary. Jak wiadomo, wybronić się z oskarżeń było sprawą prawie niemożliwą, wystarczyły pomówienia, a zaciekła obrona podczas procesu świadczyła o tym, że potencjalna czarownica jest pod wpływem diabła. W Archiwum Państwowym w Poznaniu przechowuje się badania historyków, którzy prowadzili kartotekę rejestracji czarownic na terenie Niemiec, a w niej znajdują się opisy spraw o czary na terenie Pomorza. Badania źródeł historycznych odbywały się na polecenie Himmlera, który interesował się między innymi metafizyką, parapsychologią, Templariuszami, kultem Szatana.
Wróćmy jednak do Wzgórza Wisielców i kolejnych wzmianek historycznych. W jednym z rozdziałów doszło do spotkania bohatera z matką Igi na Wzgórzu Św. Jerzego, gdzie mieścił się cmentarz oraz popiersie napoleońskiego żołnierza. Pomnik powstał dla upamiętnienia 119 żołnierzy zmarłych z wycieńczenia, podczas odwrotu spod Moskwy. Nie zabrakło przy okazji refleksji o ludzkiej paranoi, imperialistycznych zapędach, manii wielkości i chorobliwych ambicjach.
Podążając za bohaterami poznajemy miasto, które wydaje się ważnym elementem życia autora. Każde miejsce opisane zostało z troską i starannością o jego historię, przeznaczenie oraz rolę, jaką odgrywało dla społeczeństwa na przestrzeni swojego istnienia, dla podkreślenia różnic dziejowych i jednocześnie obrazowania współczesności z siłą, która napędza historię, kieruje losami zbiorowości jak i jednostek. Bohaterowie byli świadkami niedawno minionej epoki, do której chwilami powracali we wspomnieniach, jakby się uwikłali w historię czasów dzieciństwa, z której nie mogli, albo nie chcieli się wyplątać. I chociaż w pewnym momencie nadszedł kataklizm dziejowy, wszystko dookoła się zmieniło i tamtego świata już nie było, poczucie wspólnoty przyjaciół trwało nadal i spinało klamrą wspomnień przeszłość z teraźniejszością. Pęd rozwoju nagle został zahamowany. Ludzie zaczęli umierać z niejasnych powodów, a bohater poruszał się wśród ginących, czując ciężar odpowiedzialności, starał się dociec przyczyny zachodzących zmian. W pewnym sensie czuł się współodpowiedzialny i za wszelką cenę podejmował wysiłki, które pozwoliły przerwać tragedię, odnaleźć się w nowej rzeczywistości bez obawy, że mroczna wizja błędów przeszłości znów zapanuje nad miastem i egzystencją jego mieszkańców. Dlatego dobro i prawda to wartości, które powinny towarzyszyć życiu każdego człowieka, aby u jego schyłku nie trzeba było płacić za wszelkie niegodziwości. Piotr Prokopiak próbował obudzić w czytelniku poczucie piękna i dobra oraz współodpowiedzialność za los drugiego człowieka.
Wyjątkowa wrażliwość autora zwraca się ku równym szansom przynależnym ludziom, by dostrzec człowieczeństwo w każdym mijanym przechodniu, zwłaszcza potrzebującym pomocy i wsparcia. Jednak trup ściele się wśród przypadkowo napotkanych mieszkańców Szczecinka, znajomych bohatera, nie oszczędzając nawet przyjaciela. Kim zatem jest autor? Ma możliwość kierowania losami bohaterów, decyduje kogo ocalić lub uśmiercić, komu zadać cierpienie, chorobę, a nawet tortury. Nie trudno w tym procesie odkryć w sobie tożsamość literackiego seryjnego mordercy, ale sztuką jest nie popaść w rutynę i nie wybić w pień wszystkich ważnych dla tekstu postaci. Okrucieństwo autora wobec bohaterów swoich powieści może również oznaczać dręczenie samego siebie.
Powieść posiada elementy fantastyki i horroru. Niektóre opisy wizji i zdarzeń odbywających się nocą, na cmentarzu lub w centrum handlowym przyprawiają o gęsią skórkę. To nie wszystko, bo spomiędzy kartek wydostają się na światło dzienne postaci i wydarzenia historyczne, jak wspomnienie o powstaniu Księstwa Szczecineckiego, które istniało pod koniec XIV wieku pod pieczą księcia Warcisława V. Zatem mamy do czynienia również z non-fiction. Dobrze połączone elementy utworzyły ciekawy przekaz, który śmiało mógłby przeciwstawić się wyszukiwaniem w literaturze przez Alberto Castoldi dowodów na powstawanie kolejnych opowieści w bibliotece, czerpaniu pomysłów z innych książek, które nadają formę egzystencji i stanowią analogię do dzieł literackich. Zapewne ktoś mógłby się uprzeć i zauważyć, że Albert Camus również opisał straszliwą epidemię i zamknięcie miasta w Dżumie. Jednak doszukując się w ten sposób podobieństw do dzieł powstałych w przeszłości, możemy dojść do wniosku, że pierwsze z utworów pisanych powstały w głowach opowiadających, zanim wynaleziono pismo. Gdyby wziąć pod uwagę indywidualne doświadczenia pisarzy i ich powtarzalność występującą w życiu każdego niemal człowieka, to właściwie już dawno powinno się przestać pisać o czymkolwiek. Jednak istnieją pewne czynniki, które wpływają na unikatowość powstających powieści. To one sprawiają, że opowiedziane historie różnią się od siebie mniej lub bardziej. Czasy nieustannie ulegają zmianom, ludzie kochają i nienawidzą, nawet jeśli te uczucia wydają się podobne, to osadzone w specyficznych dla danej epoki okolicznościach, znacznie mogą się różnić. Zwłaszcza gdy autor nie opiera fabuły jedynie na przeczytanych książkach, a raczej na przemyśleniach, które to Rousseau uważa za metodę właściwego ich przyswojenia, co prowadzi do nawyku refleksji i samodzielnego odnajdywania prawdy. W powieści Prokopiaka wyczuć niemal można, że poszczególne epizody powstawały podczas spacerów, przechadzek mentalnych i we wspomnieniach. Jedynie fakty historyczne mogły być zaczerpnięte ze źródeł mieszczących się w bibliotekach, archiwach, bądź muzeach.


Źródła:

Adrain Rokosz „Wilcze Uroczysko”, Gniazdo Nr 1 (19)/2019

Werner Měškank-Meschkank „Zamurowany bożek niedaleko Woltersdorfu”, Gniazdo Nr 2 (27)/2022

Kamil Kajkowski „Mity, kult i rytuał. O duchowości nadbałtyckich Słowian”, Wydawnictwo Triglav, Szczecin 2017

Kazimierz Moszyński „Kultura duchowa Słowian. Część II kultura duchowa”, Wydawnictwo Graf_ika, Warszawa 2010

Łukasz Trusewicz „Belbuk”:
http://lukasztrusewicz.com/belbuk

Anna Koprowska-Głowacka „Czarownice z Pomorza i Prus”, Wydawnictwo Region, Gdynia 2021

Aneta Łuczkowska „Ciemna karta historii: Nawet kilka milionów kobiet stracono za czary”:
https://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-ciemna-karta-historii-nawet-kilka-milionow-kobiet-stracono-z,nId,2871915#crp_state=1

https://prestizszczecin.pl/magazyn/128/styl-zycia/czarownice-nie-plona

Alberto Castoldi „Bibliofollia czyli szaleństwo czytania” Wydawnictwo Słowo/ Obraz Terytoria, Gdańsk 2023

Recenzja ukazała się w: https://temat.net/artykul/alicja-m-kubiak-wzgorze-n1629079?fbclid=IwY2xjawFvWvRleHRuA2FlbQIxMQABHWceXm4yHylEvMrppx2VKx9ns7StL_YTeHrxnI08Y2UYkyh1Q69Yj4zJYQ_aem_Ep09wMAwECbKRLopVMXvng

Spacery ulicami Szczecinka –
miejsca i historie zawarte we Wzgórzu Wisielców Piotra Prokopiaka

Całe życie pozostajemy pod urokiem baśni i legend poznanych w dzieciństwie i nie ma w tym nic złego, jeśli potrafimy czerpać z ich mądrych przekazów, by uzyskać dojrzalszą świadomość i wprowadzić pewien porządek do chaosu codzienności. Świat baśni ułatwia metafizyczny...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

  Zawód lekarza wiąże się z monotonną koniecznością codziennego kontaktu z pacjentami. Wydawać by się mogło, że od kandydatów na to stanowisko powinno się wymagać umiejętności, które wprowadzą do relacji z pacjentem pewną dozę przyjaźni i zaufania. Nic bardziej błędnego niż ta myśl – jak stwierdził bohater powieści, zwłaszcza gdy na szali stawia się życie ludzkie, nawet to w zarodku dopiero powstałe.
 
 "Szacunek dla ludzkiego życia – czymże jest to stwierdzenie w moich ustach jeśli nie zwykłą hipokryzją?"
 "A obowiązek? Cóż za wspaniała zasłona, aby ukryć to, czego się nie zrobiło, a co powinno zostać zrobione".
 
  Doktora Glasa dręczą rozterki natury moralnej w kwestii uczciwości, dochowania danego słowa, rozwiązywania problemów pacjentów, a zwłaszcza pacjentek. Kwestia usunięcia niechcianej ciąży od dawna spędzała sen z powiek kobiet i lekarzy. Jeśli wplątać w te relacje Boga – sprawa staje się jasna. Nie ma w tym przypadku pozwolenia na pozbawianie życia kogokolwiek (poza wyprawami krzyżowymi i nawracaniem tzw. pogan), ale czy istnieje prawo nakazujące utrzymywanie lub przedłużanie cierpienia, będącego niemal torturami każdego dnia istnienia? Doktor Glas odmówił udzielenia pomocy pewnej kobiecie. Po kilku latach został wezwany do dziecka chorego na krup.
 
  "Męża nie zauważyłem, chyba nie było go w domu. „Zachorował nasz starszy syn” wyjaśniła kobieta i podprowadziła do małego łóżeczka. Nie leżał w nim jednak tamten mały, śliczny chłopaczek, ale zupełnie ktoś inny, jakiś potwór. Ogromne, małpie żuchwy, zapadnięta czaszka, małe i tępe oczy. Idiota, było to widoczne na pierwszy rzut oka.
 (…) Takie to było nasienie, o którego usunięcie błagała mnie na kolanach, a ja jej odmówiłem, wykręcając się poczuciem obowiązku. Nie rozumiem cię, życie!"
 
  Czy Glas miał prawo podejmować ostateczną decyzję w sprawach życia i śmierci? Czy pomocy, o którą prosiła kobieta, mógł odmówić lekarz tłumaczący się obowiązkiem, w którego przesłanki sam nie wierzył?
  Chęć zabicia pastora jest równie mocna jak niechęć podyktowana zakazem prawnym. Można zabić w obronie własnej – to warunek konieczny, by uniknąć surowych konsekwencji tego czynu, gdyż życie człowieka uważane jest za najwyższą wartość. Czy aby każdego człowieka? Jednak pozbawienie życia kogoś kto zaatakował członka rodziny lub przyjaciela jest przestępstwem. Prawo na to nie zezwala i w tym momencie rozmija się z szeroko pojętą moralnością, która wydaje się być w stanie płynnym. Myśli o zabójstwie pastora były pretekstem do dywagacji o moralności, jej zasięgu, sile i zmienności.

  Zawód lekarza wiąże się z monotonną koniecznością codziennego kontaktu z pacjentami. Wydawać by się mogło, że od kandydatów na to stanowisko powinno się wymagać umiejętności, które wprowadzą do relacji z pacjentem pewną dozę przyjaźni i zaufania. Nic bardziej błędnego niż ta myśl – jak stwierdził bohater powieści, zwłaszcza gdy na szali stawia się życie ludzkie, nawet...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

  Georges Perec, jeden z członków eksperymentalnej grupy literackiej OuLiPo interesująco spogląda na otaczający go świat. Zwraca uwagę na szczegóły przemierzając kolejne metry pewnej ulicy. Narrator sprawia wrażenie zamyślonego, wywołującego obrazy z przeszłości, by je porównać ze stanem obecnym. Wspomina skandalami przepełnioną prasę, bo kto dziś czyta gazety? Zwłaszcza numery pozbawione informacji o tak zwanych niepokojach społecznych, kataklizmach, historycznych wstrząsach, czy politycznych skandalach.
  Dla przeciwwagi – „dla Italo Calvino”, wymienione zostały dwieście czterdzieści trzy treści pozdrowienia z wakacji, zapisane na pocztówkach z różnych stron świata. Skąd ta liczba? Może odpowiedź znaleźć można w biografii autora?
  Spacery po Paryżu i Londynie zwracają uwagę swoją nienarzucającą się zwyczajnością obserwacji widoków moteli, restauracji, sex-shopów, kawiarni, targowisk, sklepów meblowych poprzetykanych refleksjami nad sztuką, historią, architekturą i literaturą oraz wspomnieniem „...rozochoconych trzech Panów Pickwicków w kraciastych kamizelkach grających w darta w czarnym od tłumu pubie”, czy spisem spożytych pokarmów w roku 1974.
  W esejach ukazana została powszedniość, która umyka naszej uwadze, jest niezauważalnie wtopiona w rzeczywistość. Z racji swej pozornej niezmienności i powtarzalności przestała dziwić, stała się podzwyczajnością, w której odnaleźć można spokój i piękno w obserwacji życia codziennego.

  Georges Perec, jeden z członków eksperymentalnej grupy literackiej OuLiPo interesująco spogląda na otaczający go świat. Zwraca uwagę na szczegóły przemierzając kolejne metry pewnej ulicy. Narrator sprawia wrażenie zamyślonego, wywołującego obrazy z przeszłości, by je porównać ze stanem obecnym. Wspomina skandalami przepełnioną prasę, bo kto dziś czyta gazety?...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Opowiadania Annie Ernaux, chociaż naznaczone bolesnymi wspomnieniami przeszłości, snują się spokojnym nurtem przez ostatnie lata dziejów Europy. Problemy poruszane przez autorkę nie świdrują umysłu nachalnym wołaniem o wzbudzenie sensacji. Raczej przesuwają się obrazami wplecionymi w życiowe historie - herstorie.

Opowiadania Annie Ernaux, chociaż naznaczone bolesnymi wspomnieniami przeszłości, snują się spokojnym nurtem przez ostatnie lata dziejów Europy. Problemy poruszane przez autorkę nie świdrują umysłu nachalnym wołaniem o wzbudzenie sensacji. Raczej przesuwają się obrazami wplecionymi w życiowe historie - herstorie.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Jest w niej chłód poranka i wilgoć rzeki, rozproszone światłem ogniska i duchami z przeszłości, dzieciństwa. Wyczuwalny zapach mokrej ziemi i ciszy bezkresnej, jak przemierzane przestrzenie nieskażone ludzką bytnością. Chwilami w samotność wnikały oniryczne wizje, duchy przeszłości i tęsknota za podróżą w ślad za Czyngis-chanem, by nagle rozproszyć nostalgię raną w ziemi, która miała pochować hitlerowskie zbrodnie. Lecz ona nie chciała milczeć, oddawała ciała oprawcom. Nie było łatwo ukryć zbrodni niemieckich przeprowadzonych z rozmachem i na tak ogromną skalę. Następnie nasuwa się pytanie – czy biednym i pobożnym kopanie w dołach pełnych trupów może być odpuszczone?
  Zastanawiam się które prawo – ziemskie lub boskie, pozwala na zbrodnię? Morderców latami tropiono, stawiano przed sądami, wieszano za przelaną krew tysięcy ofiar, wciąż tkwiącą w pamięci oprawców. Dzisiaj potomkowie tych, którzy nie przetrwali, nie wiadomo – w odwecie czy może skażeni wirusem bestialskich mordów, swoimi uzbrojonymi w karabiny rękoma grzebią starców, kobiety i dzieci pod gruzami domów. Czy ocalałym z pogromu przyjdzie spokojnie na to patrzeć?
  Obrazu dopełniają opisy widoków Ukrainy pogrążonej w wojnie, spalone domy, zburzone mosty, zardzewiałe czołgi, resztki aut, wyrwane płachty asfaltu i opowieść o problematycznym niegdyś obywatelstwie ukraińskim.

Jest w niej chłód poranka i wilgoć rzeki, rozproszone światłem ogniska i duchami z przeszłości, dzieciństwa. Wyczuwalny zapach mokrej ziemi i ciszy bezkresnej, jak przemierzane przestrzenie nieskażone ludzką bytnością. Chwilami w samotność wnikały oniryczne wizje, duchy przeszłości i tęsknota za podróżą w ślad za Czyngis-chanem, by nagle rozproszyć nostalgię raną w ziemi,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Jeśli białość – to śnieg przychodzi na myśl pierwszy. Lekki puch opadający na ziemię, by otulić świat ciszą, spokojem i złudnym wrażeniem nicości, braku życia. Łatwo popaść w letarg pod wpływem roztaczającej się scenerii zagubienia i bezradności wobec unieruchomionego samochodu pośród głuszy i odludzia. Biel uspokaja, chociaż czasami niesie za sobą strach, zgrozę. Może być nieprzewidywalnie niebezpieczna, niczym wieloryb lub biały człowiek w głębi czarnego lądu. Śmierć i nicość, zniszczenie, okrutna samotność, a wtedy zapada noc. Biel i czerń są odzwierciedleniem myśli narratora, który waha się z podjęciem kolejnych decyzji, mających wpływ na dalsze wydarzenia. I chociaż nic strasznego się nie dzieje, lęk narasta. Sprzeczności utrudniają podejmowanie decyzji, pojawia się wewnętrzny krytyk, który skupia się na ewentualnych możliwościach i paraliżującym strachu.



https://www.facebook.com/photo?fbid=7689935327712641&set=a.460982737274639&notif_id=1712163350112958&notif_t=feedback_reaction_generic&ref=notif

Jeśli białość – to śnieg przychodzi na myśl pierwszy. Lekki puch opadający na ziemię, by otulić świat ciszą, spokojem i złudnym wrażeniem nicości, braku życia. Łatwo popaść w letarg pod wpływem roztaczającej się scenerii zagubienia i bezradności wobec unieruchomionego samochodu pośród głuszy i odludzia. Biel uspokaja, chociaż czasami niesie za sobą strach, zgrozę. Może być...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

  Dlaczego Polak jest siłą napędową opowieści? Czym sobie zasłużył ten pianista, którego koncerty nie olśniewały, a jednak potrafił zaintrygować i obdarzyć kobietę subtelną miłością, niemal nieśmiertelną. Okazuje się, że lata dla uczuć nie mają znaczenia, również duża różnica wiekowa w niczym nie przeszkadza, tylko odwzajemnienie nie zawsze jest zgodne z oczekiwaniami. W książce dokonano dokładnej analizy, niemal wiwisekcji stopniowo rodzącej się relacji między kobietą a mężczyzną, która ewoluowała do czegoś na wzór układu. Z jednej strony zakochany stary człowiek, a z drugiej – niezdecydowana kobieta, w której opór budził nie tylko wiek, ale też delikatność, wrażliwość i poczucie taktu u mężczyzny. Kobieta w myślach przyznaje, że gdyby Witold był bardziej stanowczy, zdecydowany, gdyby „...mógł odcisnąć na niej swój ślad, przełamać jej opór” wtedy wszystko potoczyłoby się inaczej. Może szybciej i bardziej namiętnie? Łagodność, a może delikatność, zawahanie w jego zachowaniu utwierdziło Beatriz w niechęci, co jasno wyraziła w swoich listach do Polaka, który zaczynał zajmować coraz większy obszar jej myśli.
  Zdaje się, że mężczyzna błaga o uwagę kobiety. Czy to wynika z nadanych ról w naturze? Samiec zabiega, stara się, prosi, obsypuje prezentami, a samica stroszy się, ucieka, przyjmuje prezenty, długi czas jest „na nie”, aż w końcu silna wytrwałość w dążeniu do celu zwycięża nad słabym, niezdecydowanym, wręcz zmęczonym oporem? Intryga jest kobietą przebiegłą. Kiedy dochodzi do zbliżenia: „Adoracja wylatuje przez okno”. A zachowanie pozorów ma uchronić kochanków przed kompromitacją.
  Dlaczego Polak i nawiązanie do Chopina? Czyżby chodziło o romantyzm, tragiczne zakończenie i historię, która lubi się powtarzać, ale może nie w tym przypadku? Czy usposobienie Polaka przypomina myśliwego, który podąża tropem upatrzonej zwierzyny, aż ta się zmęczy i ulegnie kuli wystrzelonej w jej stronę? Zdumiewające, jak wiersze podarowane pośmiertnie mogą obudzić uczucia i nieśmiałe pragnienia w kobiecie, której wydawało się, że nie kocha.

  Dlaczego Polak jest siłą napędową opowieści? Czym sobie zasłużył ten pianista, którego koncerty nie olśniewały, a jednak potrafił zaintrygować i obdarzyć kobietę subtelną miłością, niemal nieśmiertelną. Okazuje się, że lata dla uczuć nie mają znaczenia, również duża różnica wiekowa w niczym nie przeszkadza, tylko odwzajemnienie nie zawsze jest zgodne z oczekiwaniami. W...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

 Kto kocha język wie, że jest najbardziej
ludzkim elementem człowieka,
 i dlatego może stać się najpotworniejszym
wyrazem jego barbarzyństwa
  Heinrich Böll
 
 
  Opowieści snują się leniwie przez wydarzenia życia codziennego. Są na pozór banalne. Autorka mimochodem wplata w nie tragedie, które wstrząsają do głębi, gdy myśl zastyga nad zapisanymi słowami. O pewnych sprawach nie wspomina się z dumą, raczej chce się zapomnieć, wyprzeć z myśli, albo uciec z miejsca, chociażby na lotnisko, by zamknąć się w kabinie toalety i dać upust nagromadzonym przez lata łzom.
  Bywa, że w głowie rodzi się natrętna myśl, którą chce się zabić... Albo jej uosobienie we wspomnieniu profesora o Heinrichu Böllu, niemieckim pisarzu poruszającym w swej twórczości problem destrukcyjnego wpływu wojny na moralność ludzi, absurd konfliktów zbrojnych i nędzę powojennej rzeczywistości. Laureat Nobla w dziedzinie literatury w czasie wojny był w Wermachcie, jego służba przypadła na terenach Polski, Rosji i Niemiec.
  Kolejnym bolesnym tematem poruszanym w zbiorze Keegan jest kazirodczy gwałt i życie w kłamstwie, przemocy, strachu i wstydzie. Bohaterka nie ma nadanego przez autorkę imienia – to celowy zabieg, który ma uświadomić o skali wykorzystanych kobiet, młodych dziewczyn i dzieci. Powroty starszego rodzeństwa do rodzinnego domu naznaczone były traumą z powodu obecności ojca.
 
 "Widziałaś, że wszystko sobie przypominają, to życie, i sztywnieją, gdy cień twojego ojca przesuwa się po podłodze. Wyjazd je uzdrawiał, nie mogły się doczekać tej chwili".
 
Kazirodczy gwałt odbijał się brakiem szczęśliwych wspomnień z domu rodzinnego. Tylko brat, Eugene, jako jedyne wspomnienie tego, który starał się, w miarę swoich możliwości, chronić siostrę przed stręczycielką matką i oprawcą ojcem.
  Rygorystyczne wymagania celibatu kończą się najczęściej życiem w osamotnieniu. Ksiądz to zdrowy mężczyzna, spragniony bliskości ukochanej osoby. Sama wiara, czy posługa duszpasterska nie sprawia, że życie się spełni zgodnie z jego biologicznym przeznaczeniem. Przywodzi to na myśl mimochodem rzuconą uwagę o szklance, "...która nie będzie w połowie pusta, jeśli nie jest do połowy napełniona". Natomiast rozmowy to nic innego jak godziwe słowa, wypowiadane "...w atmosferze miłości, człowiek odkrywa siebie samego od najbardziej życzliwej strony..." Trudno jest dokonać wyboru między miłością, a powołaniem. Samotne życie obarczone wspomnieniami to ciężar, który należy zrzucić.
  Keegan uzmysławia, że w codziennej krzątaninie umykają nam drobiazgi, które pewnego dnia skumulowane w nadmiarze wybuchają awanturą i wszystko niszczą, zwłaszcza nadzieję.

 Kto kocha język wie, że jest najbardziej
ludzkim elementem człowieka,
 i dlatego może stać się najpotworniejszym
wyrazem jego barbarzyństwa
  ...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Pewnych spraw nie da się zmienić bez względu na rodzaj obranego scenariusza, by nie narażać najbliższych na podwójne cierpienie.
Z dwojga złego, jeden z nich okazuje się gorszy, chociaż nie bardziej zły. Nie ma miejsca na świecie dla dwóch takich samych kryminalistów.
Samobójstwo to decyzja chwili, nieprzemyślana do końca, chociaż z drugiej strony - w samo sedno.
Współpraca z duplikatem - cokolwiek to oznacza, brzmi kontrowersyjnie.
Jak za pomocą rzutu kostką można uszczęśliwić dwie osoby.

W ten sposób chcę zapamiętać tę książkę.

Pewnych spraw nie da się zmienić bez względu na rodzaj obranego scenariusza, by nie narażać najbliższych na podwójne cierpienie.
Z dwojga złego, jeden z nich okazuje się gorszy, chociaż nie bardziej zły. Nie ma miejsca na świecie dla dwóch takich samych kryminalistów.
Samobójstwo to decyzja chwili, nieprzemyślana do końca, chociaż z drugiej strony - w samo sedno.
Współpraca...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Ostatnia powieść Melville'a. Do wielbicieli "Billy'ego Budda" należeli Thomas Mann, Albert Camus I Hannah Arendt, jak wspomina w posłowiu "Testament goryczy" Adam Lipszyc. Nowela doczekała się premiery operowej oraz kinowej.

Ten moralny epizod z teologiczną przypowieścią w tle wydaje się raczej krytyką na nadgorliwość i słabość natury ludzkiej, objawiającej się w zawiści, zazdrości, bezpodstawnej nienawiści. Zgubny charakter intrygi pogrąża swoje ofiary w śmiertelnych skutkach, a wydającego wyrok - wyrzutach sumienia, wyznanych pielęgniarzowi tuż przed śmiercią.

To tylko powierzchowne wnioski z lektury. Opowieść zasługuje na dokładniejszą analizę. Zatem zachęcam do samodzielnego rozprawienia się z bohaterami i ich problemami.

Intryga nie jest domeną jednej płci, a raczej charakteru zawistnego, zazdrosnego, żałośnie chciwego. I nawet wśród marynarzy, mężczyzn silnych i skupionych na żeglowaniu, pracy ciężkiej i wymagającej namysłu, dochodziło do słabości charakterów, rzuconych daleko w morze. Czy to z braku rozrywki intrygi się tworzy? Nie wiem i chyba wiedzieć nie chcę, bo mogę się dokopać do ciemnej strony myśli, gnieżdżącej się za fioletem nienawistnych oczu.

Nieocenione wręcz jest przedstawienie bezczelnego zakłamania mediów w relacji z przebiegu zdarzeń. Zjawisko znamienne, jak się okazuje, nie tylko dzisiaj.

Jak marny jest żywot skazańca w okowach stali, w ciemnicy siedzący w oczekiwaniu na wyrok, co stryczkiem się skończy
i zawiśnie na wietrze przez gawiedź obleczoną łachmanami, wzgardzony?

Bo czym się różnimy od tego, co dynda?

Ostatnia powieść Melville'a. Do wielbicieli "Billy'ego Budda" należeli Thomas Mann, Albert Camus I Hannah Arendt, jak wspomina w posłowiu "Testament goryczy" Adam Lipszyc. Nowela doczekała się premiery operowej oraz kinowej.

Ten moralny epizod z teologiczną przypowieścią w tle wydaje się raczej krytyką na nadgorliwość i słabość natury ludzkiej, objawiającej się w zawiści,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Okładka książki Metoda odchudzania Braci Rodzeń Łukasz Rodzeń, Mateusz Rodzeń
Ocena 7,4
Metoda odchudzania Braci Rodzeń Łukasz Rodzeń, Mateusz Rodzeń

Na półkach: ,

 Książka mocno odbiega od popularnych poradników żywieniowych, jest raczej esejem uświadamiającym o błędach żywieniowych, towarach przeznaczonych do konsumpcji, które wbrew zapewnieniom producentów nie przyczyniają się do poprawy kondycji zdrowotnej społeczeństwa, a raczej pogrążają w uzależnieniu od cukrów, węglowodanowych przekąsek i powodują obwinianie się za brak ruchu i niezdrowy styl życia. Bracia Rodzeń w prosty sposób przedstawiają mechanizm działania organizmu w warunkach dużej podaży szkodliwych dla naszego zdrowia związków zawartych w wysoko przetworzonym pożywieniu, nienachalnie wskazując na rzeczywiste potrzeby organizmu, jak: wysypianie się, spacery, odpowiednia higiena umysłu, który nieobarczony stresem funkcjonuje zgodnie z naturalnym rytmem dobowym, czyli zdrowym dla naszego metabolizmu.
 Metody przestawienia się na zdrowe życie nie przynoszą efektów w krótkim czasie. Polegają na tym, by stopniowo przestawić się na zdrowy styl życia, który już na zawsze pozostanie z nami, stanie się rytuałem, nawykiem. Osoby, które przez lata stosowały się do błędnych wskazówek żywieniowych nie mogą teraz oczekiwać, że przykre skutki w postaci chorób, wycofają w przeciągu kilku dni, czy tygodni. Należy się przygotować na cierpliwość , konsekwentne wdrażanie kolejnych porad Braci Rodzeń, a potem czerpać radość z korzystnych zmian ze strony metabolizmu.
Sami się przekonajcie, że można pięknie żyć!

Nie wiem kto wpisał na LC dane tej książki, ale chciałam sprostować, że wydano ją w październiku lub listopadzie 2022, a nie w styczniu, jak wyżej podano.

 Książka mocno odbiega od popularnych poradników żywieniowych, jest raczej esejem uświadamiającym o błędach żywieniowych, towarach przeznaczonych do konsumpcji, które wbrew zapewnieniom producentów nie przyczyniają się do poprawy kondycji zdrowotnej społeczeństwa, a raczej pogrążają w uzależnieniu od cukrów, węglowodanowych przekąsek i powodują obwinianie się za brak ruchu...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Wszystko jest w nas - historia przodków, ziemia, plony i praca.
Czy człowiek jest przywiązany do ziemi? Czy praca na roli jest nam wpisana w geny? A może łowiectwo, zbieractwo?

Autor sięga do prehistorii, jakby próbował zrozumieć zdarzenia sprzed lat, które mogły przytrafić się żyjącym wtedy ludziom. Ich szczątki odnaleziono w jaskiniach, które Muszyński odwiedza. Niektóre z namiotem, by poczuć oddech nocy i wydarzeń sprzed tysięcy lat.

Wszystko jest w nas - historia przodków, ziemia, plony i praca.
Czy człowiek jest przywiązany do ziemi? Czy praca na roli jest nam wpisana w geny? A może łowiectwo, zbieractwo?

Autor sięga do prehistorii, jakby próbował zrozumieć zdarzenia sprzed lat, które mogły przytrafić się żyjącym wtedy ludziom. Ich szczątki odnaleziono w jaskiniach, które Muszyński odwiedza....

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Miejscowość na północy Grenlandii, gdzie kontakt z resztą świata jest bardzo utrudniony. Czasami dostawy żywności nie są możliwe z powodu niekorzystnych warunków pogodowych. Nie ma szpitala, lekarz nie zawsze może pomóc, jak tej dziewczynce pogryzionej przez psy. Ilona Wiśniewska przedstawia trudne życie Inughuitów. Rozmowy spisane z tubylcami obrazują jak ciężkie są to warunki bytowe. Egzotyka wpisana w lód oraz nieliczne zwierzęta, na które się poluje, by przeżyć - taki obraz znajdziemy w przejmująco napisanej książce Ilony Wiśniewskiej.

Miejscowość na północy Grenlandii, gdzie kontakt z resztą świata jest bardzo utrudniony. Czasami dostawy żywności nie są możliwe z powodu niekorzystnych warunków pogodowych. Nie ma szpitala, lekarz nie zawsze może pomóc, jak tej dziewczynce pogryzionej przez psy. Ilona Wiśniewska przedstawia trudne życie Inughuitów. Rozmowy spisane z tubylcami obrazują jak ciężkie są to...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Powieść nie jest zła, ale...
Podobała mi się próba opisania naprawy relacji ojciec-syn. To są trudne i złożone sprawy, dlatego autor nie przekonał mnie krótkim przedstawieniem tematu.

Zabrakło mi opisów przyrody, miejsc i ludzi. Większość z nas zdaje sobie sprawę jak wygląda dżungla, ale nigdy w niej nie będąc nie doświadczyliśmy jej uroków. Uważam, że autor powieści powinien nieco intensywniej przybliżyć swoje przeżycia z obserwacji otoczenia, uciążliwości przebywania w parnym i dusznym klimacie, kąśliwości insektów, odgłosów, hałasu. Jako dziennikarz zdaje sobie przecież sprawę, że odmienność kulturowa jest atrakcyjna, a w powieści niemal zostało to pominięte, poza opisywaniem kradzieży, napaści, mordów. W ten sposób rodzą się stereotypy.

Słusznie zauważone zostało w książce, że tematy o Afryce nie cieszą się zainteresowaniem wśród Polaków. Może lepiej by było rozwinąć tę myśl w dialogach i dojść do konkretnych wniosków, aby czytelnicy mogli to sobie przemyśleć, popaść w głębszą zadumę?

Mimo wielu literówek powieść czyta się dość szybko. Miejscami miałam wrażenie, że autor poszedł na skróty, innym razem zbytnio skupiał się na szczegółach.
Dążenie ojca do odzyskania porwanego syna jest ciekawym tematem pełnym przygód i cierpień. Zbyt dużo tych kuksańców od krewnego Florence, trochę mnie to irytowało. Poobijany, obolały, posiniaczony człowiek nie jest widokiem, który skłaniałby do klepiącej po plecach i żebrach poufałości. Ten epizod również mnie nie przekonuje.

Cenię sobie reportaże, ale styl reporterski w powieści niesie za sobą ryzyko ucieczki przed wgłębianiem się w poszczególne problemy natury psychologicznej bohaterów.

Powieść nie jest zła, ale...
Podobała mi się próba opisania naprawy relacji ojciec-syn. To są trudne i złożone sprawy, dlatego autor nie przekonał mnie krótkim przedstawieniem tematu.

Zabrakło mi opisów przyrody, miejsc i ludzi. Większość z nas zdaje sobie sprawę jak wygląda dżungla, ale nigdy w niej nie będąc nie doświadczyliśmy jej uroków. Uważam, że autor powieści...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Ciekawa powieść. Postaci wyraźnie nakreślone, z dużą dozą wiedzy psychologicznej i otoczenia socjologicznego. Prywatnie autorka zachowuje dystans do swojej pracy dziennikarskiej, przez co opowieść nie jest skażona euforią, ani traumą zawodową.
Najciekawszą postacią jest Bruno Namiotko. Intryguje jego aspołeczny stosunek do studentów i partnerki, nienawiść do dziennikarzy i poparta naukowym uporem dbałość o szczegół.

Ciekawa powieść. Postaci wyraźnie nakreślone, z dużą dozą wiedzy psychologicznej i otoczenia socjologicznego. Prywatnie autorka zachowuje dystans do swojej pracy dziennikarskiej, przez co opowieść nie jest skażona euforią, ani traumą zawodową.
Najciekawszą postacią jest Bruno Namiotko. Intryguje jego aspołeczny stosunek do studentów i partnerki, nienawiść do dziennikarzy i...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to