-
Artykuły
Nie żyje Wiesław Myśliwski. Autor „Kamienia na kamieniu” i „Traktatu o łuskaniu fasoli” miał 94 lata
LubimyCzytać28 -
Artykuły
Zaczęłam od tajemnicy. Reszta przyszła sama - rozmowa z Małgorzatą Rogalą
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Czytamy w weekend. 27 marca 2026
LubimyCzytać441 -
Artykuły
Przeczytaj fragment książki „Zbrodnia w rezydencji“
LubimyCzytać1
Biblioteczka
2026-03-22
2026-03-12
2026-02-22
2026-01-05
2025-12-07
Uwielbiam motyw faustyczny w każdym niemal wydaniu.
To wydanie czyta się niesamowicie szybko, bo tak zręcznie jest napisane, ale dawno nie byłam czymś tak agresywnie NIE zainteresowana, jak tym, co sie przydarzy temu akurat Faustowi.
Uwielbiam motyw faustyczny w każdym niemal wydaniu.
To wydanie czyta się niesamowicie szybko, bo tak zręcznie jest napisane, ale dawno nie byłam czymś tak agresywnie NIE zainteresowana, jak tym, co sie przydarzy temu akurat Faustowi.
2025-12-31
2025-12-04
2025-10-18
2025-08
No nie dokończę, prędzej z nudów umrę. Myślałam, że czeka mnie opowieść na miarę epopei, zastałam zaś nudne dialogi, nudne wspominki bohaterów, akcję i intrygę zawiązaną tak bardzo bez jajec, że nie chce mi się jej rozwiązywać.
No nie dokończę, prędzej z nudów umrę. Myślałam, że czeka mnie opowieść na miarę epopei, zastałam zaś nudne dialogi, nudne wspominki bohaterów, akcję i intrygę zawiązaną tak bardzo bez jajec, że nie chce mi się jej rozwiązywać.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-08-10
2025-07-07
Już od początku nie zapowiadało się na wysoką ocenę.
Niemal każdy (albo inaczej: wszystkie oprócz jednego) z wierszy wygląda jak szkic, pierwsza myśl spisana na szybko. I bum! Do druku.
Ja też mam takie "wiersze" w notatkach w telefonie. Jeden napisałam jak wracałam autobusem z pracy, drugi czekając w tłumie jak zacznie się koncert, trzeci mi się przyśnił, więc go zaraz po obudzeniu zapisałam i poszłam spać dalej. Szkice. Pierwsze wersje. Nieukształtowane do końca, może niosące jakiś tam sens, ale daleko im do jakiejkolwiek poezji. Ta książka cała taka jest. Na tym etapie miała może że 4 gwiazdki ode mnie.
Mniej więcej po 50 stronie zaczęłam też myśleć, że jest bardzo pretensjonalna. Cały tomik ma zamierzenie listu miłosnego autora do kobiety. I nawet w tym, bardzo ograniczonym kontekście wionie pretensjonalnością (a gdy wjeżdża temat Boga to już w ogóle). No dobrze, ale chciałam skończyć, wyrobić sobie opinię na temat całości (tym bardziej, że gruba nie jest). Pretensjonalne i mało odkrywcze szkice o miłości? 3/10, ale historia jeszcze się nie kończy.
Strony 65-68: kolejne wiersze, które opiewają piękno owej kobiety (panie poeto, czy są jakieś inne przymiotniki niż "beautiful"? Bo ileż można...) Ale w wierszach odkrywamy prawdę: podmiot liryczny rzucił ową kobietę, o której dopiero co pisał, że jest jego życiem i sercem, że nie mógłby jej zranić, bo zraniłby siebie, oto teraz rzuca ją, bo... W sumie ciężko powiedzieć. Jakieś efemeryczne "I loved you too early, you loved me too late". Nie zrozumcie mnie źle, efemeryczność jest w poezji pożądana, ale do tej pory wszystkie wiersze to była kawa na ławę. X jest Y, Y to Z, a jeśli czytelniku jeszcze nie załapałeś, to napiszę to drugi raz, tylko innymi słowami, jeszcze bardziej wprost. A tu nagle przychodzi do rozstania i okazuje się, że kawy na ławę nie dowieźli.
Od tego momentu w książce już nic nie zaskakuje - oprócz odsunięcia się od tematu kochania kobiety w stronę prób sformułowania jakichś metafor na podstawie biblijnych historii. Zero polotu. Ostatnie wiersze najbardziej męczące, w klimacie bronienia się przed wyimaginowanym adwersarzem. Być może właśnie czytelnikiem, który nie łyknął cienkich "wierszy".
2/10, zostawiłam w kawiarni, może trafi do kogoś, kogo mniej sfrustruje.
Już od początku nie zapowiadało się na wysoką ocenę.
Niemal każdy (albo inaczej: wszystkie oprócz jednego) z wierszy wygląda jak szkic, pierwsza myśl spisana na szybko. I bum! Do druku.
Ja też mam takie "wiersze" w notatkach w telefonie. Jeden napisałam jak wracałam autobusem z pracy, drugi czekając w tłumie jak zacznie się koncert, trzeci mi się przyśnił, więc go zaraz...
2025-06-23
2025-06-13
2024-03-01
2025-05-06
2025-03-21
2025-02-27
2025-03-01
2025-01-13
2024-11-15
W kategorii "książki jutuberów" to nawet całkiem niezła ;)
A tak na serio: wiadomo, że tego typu poradniki jak są dla każdego, to trochę też dla nikogo. I w tym wypadku część checklist nie będzie dla wszystkich, zależnie od ich historii i celów, część checklist jest niewykonalna albo wręcz kontrproduktywna dla neuroróżnorodnych osób, część jest "ech", w tym sensie, że może i coś wnoszą do życia po wykonaniu, ale czy na pewno warto.
Na plus zaliczę Joe, że jest tego w epilogu świadomy.
Ale w tym galimatiasie jest też kilka checklist, które rzeczywiście mi podsunęły kilka nowych pomysłów, kilka przy których pomyślałam "no, tak, rzeczywiście powinnam..." i kilka, które, choć nie dla mnie, wspieram całym sercem.
Jedyne do czego tak naprawdę mogę się przyczepić, to fakt, że niektóre punkty na niektórych checklistach nie mają w sobie żadnej akcji. Osobiście mnie to trochę wytrącało z równowagi - checklista w kokpicie to spis akcji do wykonania, tego samego spodziewałam się tutaj, a okazało się, że nie zawsze powinnam.
W kategorii "książki jutuberów" to nawet całkiem niezła ;)
A tak na serio: wiadomo, że tego typu poradniki jak są dla każdego, to trochę też dla nikogo. I w tym wypadku część checklist nie będzie dla wszystkich, zależnie od ich historii i celów, część checklist jest niewykonalna albo wręcz kontrproduktywna dla neuroróżnorodnych osób, część jest "ech", w tym sensie, że...
Mam kilka zarzutów co do tej książki.
Konceptualnie: super! Miała pokazywać Japonię lokalną, tę której turyści zwykle nie widzą, tę zwykłą, codzienną. Niektórym z komiksów się to udaje, ale...
Wyczuwam, że scenarzysta miał kilka scenariuszy w szufladzie, ale to było za mało na książkę, więc dopisał kilka innych na szybko. Wyczuwam tak, bo trzy z komiksów są bardzo dobre, jeden dodatkowo powinien rozrosnąć się do większych rozmiarów, bo upchnięty na 15 stronach jest historią opowiedzianą po łebkach... Za to reszta, to coś na co zareagowałam co najwyżej "ech", bo każda inna reakcja wydawała się stratą energii.
Dwie z opowieści to takie przeciętniaczki, no można sobie obejrzeć, nic to do życia nie wniesie, ale może się człowiek pod nosem uśmiechnie. Pozostałe pięć nie wiem po co powstało. Albo scenariusz powiela kliszę za kliszą, albo nie ma sensu, przekazu, czegokolwiek i po przeleceniu wzrokiem człowiek się zastanawia "no ale po co to powstało?", albo jest, tak jak tytułowy komiks, zbiorem niepowiązanych ilustracji. Na dodatek brzydkich, więc to nie tak, że sobie mogę podglądać lokalną Japonię oczami artysty, bo oglądam co najwyżej trójkolorowe cliparty.
Właśnie, styl(e - bo każda z opowieści ma swojego artystę). Połowa z komiksów jest zwyczajnie... brzydka. Zamierzenie, czy nie, ale jeśli scenariusze nie mają sensu, przekazu albo zwyczajnie są nudne, to chciałabym móc chociaż popatrzeć na niekaleczące oczu ilustracje. Niestety w "Iogi" różnie z tym bywa.
Za to najulubieńszym komiksem z całego zbioru jest "To-chan". Nic się w nim nie wydarzyło, ot, pójście na basen, ale serduszko ogrzało. Gdyby "Iogi" miało więcej takich typowych slice of life, skupiających uwagę na czymś konkretnym - moja ocena byłaby o wiele wyższa.
Mam kilka zarzutów co do tej książki.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKonceptualnie: super! Miała pokazywać Japonię lokalną, tę której turyści zwykle nie widzą, tę zwykłą, codzienną. Niektórym z komiksów się to udaje, ale...
Wyczuwam, że scenarzysta miał kilka scenariuszy w szufladzie, ale to było za mało na książkę, więc dopisał kilka innych na szybko. Wyczuwam tak, bo trzy z komiksów są bardzo...