-
Artykuły
Nie żyje Wiesław Myśliwski. Autor „Kamienia na kamieniu” i „Traktatu o łuskaniu fasoli” miał 94 lata
LubimyCzytać28 -
Artykuły
Zaczęłam od tajemnicy. Reszta przyszła sama - rozmowa z Małgorzatą Rogalą
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Czytamy w weekend. 27 marca 2026
LubimyCzytać441 -
Artykuły
Przeczytaj fragment książki „Zbrodnia w rezydencji“
LubimyCzytać1
Biblioteczka
2025-08
2024-03-01
2025-03-21
2025-03-01
2024-10-19
2024-06-01
2024-05-21
Jak to jest napisane (i przetłumaczone)! Potrzebowałam chwili żeby docenić, ale od połowy 9/10, można smakować.
Jak to jest napisane (i przetłumaczone)! Potrzebowałam chwili żeby docenić, ale od połowy 9/10, można smakować.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2023-12-25
Chciało być Gombrowiczem, a wyszło jak zwykle.
Chciało być Gombrowiczem, a wyszło jak zwykle.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2024-02-09
2024-01-26
2023-12-02
6.5, ale podwyższam za posłowie - gdzie autor tłumaczy swoje wybory i mówi, co było prawdziwym elementem, a co fikcją literacką.
6.5, ale podwyższam za posłowie - gdzie autor tłumaczy swoje wybory i mówi, co było prawdziwym elementem, a co fikcją literacką.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2023-11-25
“Something wonderful is happening.”
John Kanary
The Personal Coach
(str. 73)
--
"Dzisiaj pada deszcz."
Reminiscencja
Pisarka (recenzji na LC)
--
Książka poświęcona znanym i (ogranym już) technikom jak wizualizacja, wytrwałość w dążeniu do celu, poddawanie się nurtowi życia (wykluczając martwienie się o to, czego nam brakuje), potęga modlitwy (mogłabym się wykłócać, że to też należy do wizualizacji), prawo przyciągania, rozpoznanie różnicy między pragnieniem a myśleniem życzeniowym,
A wszystko to serwowane przez białego mężczyznę z wyższej(?) klasy średniej. Czemu akurat wspominam płeć i pochodzenie autora? Bo nie trzeba wielkiej głowy (wystarczy rozmowa z osobami nie-białymi, nie-mężczyznami, nie-z klasy średniej), żeby wiedzieć, że niektóre prezentowane przez autora oczywistości są albo całkowicie nieosiągalne dla kogoś mniej uprzywilejowanego, albo wymagają nieludzkiego nakładu pracy, aby dostać takie same wyniki.
Jeśli stosujesz się do metod w książce i one nie działają (bo być może nie masz przywileju związanego z pieniędzmi, kolorem skóry, płcią itd.) to zawsze autor może ci powiedzieć, że to dlatego, że ich *nie zrozumiałeś*. Takie ostrzeżenie przewija się w niemal każdym rozdziale. Przeczytaj ten rozdział uważnie, rzecze autor, i zrozum go dogłębnie, bo jeśli go nie zrozumiesz należycie, to wszystkie twoje wysiłki spełzną na niczym.
Akurat!
W wielu miejscach przykłady są dość wybiórczo stosowane, zawsze tak, by poprzeć tezę. Na przykład Edison i Ford - dali ludzkości wiele i zostali wynagrodzeni dostatkiem. Zgoda, ale co z tymi, którzy dali ludzkości równie wiele, a umarli w ubóstwie? Nie trzeba szukać daleko, od razu przychodzi na myśl Nikola Tesla, który dał ludzkości tyle samo (lub więcej), a Kosmos jakoś nie chciał go za życia wynagrodzić.
W innych miejscach przykłady na poparcie "uwierz, że będziesz miec pieniądze, a one pojawią się, gdy będziesz ich potrzebować" za każdym razem mają zdanie w rodzaju "nie będę was zanudzać szczegółami jak to się stało", gdy bohater_ka przykładu w końcu zdobywa pieniądze. A to jest jednak dla mnie kluczowe: JAK to się stało? Spadło z nieba w walizce? Wygrana na loterii? Czy może wypłata za ciężką pracę, pożyczka od przyjaciela (bez procentu i na gębę), czy może wychodzenie sobie zwrotu długu? Na ile to prawo przyciągania, a na ile stałoby się tak niezależnie od okoliczności?
Ach, jeszcze jedno! Prawie mi umknęło, bo wymagania co do tej książki mam tak nisko, że prawie na ziemi: żadne z badań na które powołuje się autor nie jest odnotowane w bibliografii, źródłach, ani niczym podobnym. Bo tych sekcji po prostu nie ma. Więc pozostaje zgadywać, czy "research done many years ago which investigated the lives of fighter pilots" rzeczywiście miał miejsce, czy autor wyciągnął poprawne wnioski z wyników badań, itd. itp.
Na plus za to książce zaliczam to, że rozdziały o bogu i modlitwie są napisane w taki sposób, że z łatwością można je dostosować do swojej denominacji, albo niektóre - z niewielkimi tylko zmianami - nawet do ateizmu.
Zastanawiam się na ile ta książka może być do polecenia. Może tym, którzy jeszcze nie liznęli niczego w kwestii wizualizacji, zmiany nastawienia do świata, wiary w siebie i przekonania co do mocy własnych czynów. Wtedy pewnie skorzystają na spojrzeniu Boba Proctora, żeby choć trochę uchyliły im się drzwi umysłu. Choć znowu, ci co bardziej sceptyczni, będą mieli podobne uwagi jak ja powyżej - na ile to "podejmowanie ryzyka" a na ile zwyczajne "stać mnie, żeby nie pracować pół roku". Na ile to prawo przyciągania, a na ile obracanie się wśród bogatych ludzi, bo rodzice posiadają firmę przynoszącą milionowe zyski. Tym bardziej, że niemal wszystkie przykłady pokazują ludzi, którzy doszli do majątku takim lub innym sposobem (w końcu tytuł zobowiązuje). A to, jak wszyscy z późnego kapitalizmu powinni być świadomi, rzadko kiedy dzieje się w próżni, spowodowane tylko wiarą i optymizmem przyszłego milionera ;)
“Something wonderful is happening.”
John Kanary
The Personal Coach
(str. 73)
--
"Dzisiaj pada deszcz."
Reminiscencja
Pisarka (recenzji na LC)
--
Książka poświęcona znanym i (ogranym już) technikom jak wizualizacja, wytrwałość w dążeniu do celu, poddawanie się nurtowi życia (wykluczając martwienie się o to, czego nam brakuje), potęga modlitwy (mogłabym się wykłócać, że...
2023-11-15
2023-11-03
Przez 80% książki nic się nie dzieje. Jak już się zaczyna dziać, to dzieje się mniej więcej przez 10%, uparcie stara się wmówić czytelnikowi podejrzanego - do tego stopnia, że zastanawiałam się, czy zakończenie będzie słabe, dlatego, że niesamowicie przewidywalne, czy dlatego, że autorka wyciągnie na ostatnich stronach jakiegoś innego oprawcę, o którym wspomniała może tylko raz i co do którego nie było zupełnie podejrzeń. Ostatnie 10% to nudne zakończenie, nad którym można z niedowierzaniem pokręcić głową (ale nie zdradzę jakiego typu).
Motyw paranormalny pojawia się, potem znika na cały "środek" książki, jakby autorce zapomniało się, że on tam w ogóle jest, na koniec wraca (najprawdopodobniej dlatego, że się autorce w końcu przypomniało).
Gotycki horror? Thriller? Raczej czysta nuda (i to nawet nie stylizowana). Gdyby nie to, że to ebook na telefonie, po który sięgałam przy kolejce do lekarza, opóźnionym samolocie, czy innej force majeure, chyba bym tej książki nie skończyła czytać. A szkoda, bo niektóre motywy były świeże, a przynajmniej nie wyeksploatowane na amen przez innych twórców.
Przez 80% książki nic się nie dzieje. Jak już się zaczyna dziać, to dzieje się mniej więcej przez 10%, uparcie stara się wmówić czytelnikowi podejrzanego - do tego stopnia, że zastanawiałam się, czy zakończenie będzie słabe, dlatego, że niesamowicie przewidywalne, czy dlatego, że autorka wyciągnie na ostatnich stronach jakiegoś innego oprawcę, o którym wspomniała może tylko...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2023-07-30
2023-07-19
Z początku czytałam "Żaden koniec" i zachwycałam się: "jak to jest napisane! Zręczność w zwyczajnym języku i żonglowaniu wątkami!"
Ale z czasem, nieco przed połową zaczęło mnie to męczyć. Przez płynne przechadzanie się między wątkami, musiałam upewniać się sama ze sobą o kim w zasadzie mowa i kto akurat mówi.
Niektóre wątki też, do których autorka powraca przez całą książkę, z czasem stają się więcej niż nużące, bo z każdym powrotem w zasadzie mówiła tylko to, co już powiedziała wcześniej - i nic nowego. Koronnym przykładem jest autotematyczny wątek pisania książki o śmierci - do połowy książki pojawił się 3 razy - za pierwszym razem błyskotliwy, za drugim razem robił trochę za nadbudówkę, za trzecim w zasadzie powtórzył wszystko już powiedziane i nic nowego. A w drugiej połowie pojawiał się już jak odgrzewany w nieskończoność kotlet.
Wiele słów, wiele zdań w "Żaden koniec" jest zbędnych - albo w sumie wszystkich stron zbędnie powtórzonych. A te co są, też nie są jakieś z wyższej półki, ani nie tworzą konstrukcji (porównań, odwołań), które jakoś by mnie cieszyły.
Z początku czytałam "Żaden koniec" i zachwycałam się: "jak to jest napisane! Zręczność w zwyczajnym języku i żonglowaniu wątkami!"
Ale z czasem, nieco przed połową zaczęło mnie to męczyć. Przez płynne przechadzanie się między wątkami, musiałam upewniać się sama ze sobą o kim w zasadzie mowa i kto akurat mówi.
Niektóre wątki też, do których autorka powraca przez całą...
No nie dokończę, prędzej z nudów umrę. Myślałam, że czeka mnie opowieść na miarę epopei, zastałam zaś nudne dialogi, nudne wspominki bohaterów, akcję i intrygę zawiązaną tak bardzo bez jajec, że nie chce mi się jej rozwiązywać.
No nie dokończę, prędzej z nudów umrę. Myślałam, że czeka mnie opowieść na miarę epopei, zastałam zaś nudne dialogi, nudne wspominki bohaterów, akcję i intrygę zawiązaną tak bardzo bez jajec, że nie chce mi się jej rozwiązywać.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to