-
Artykuły
Nie żyje Wiesław Myśliwski. Autor „Kamienia na kamieniu” i „Traktatu o łuskaniu fasoli” miał 94 lata
LubimyCzytać28 -
Artykuły
Zaczęłam od tajemnicy. Reszta przyszła sama - rozmowa z Małgorzatą Rogalą
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Czytamy w weekend. 27 marca 2026
LubimyCzytać441 -
Artykuły
Przeczytaj fragment książki „Zbrodnia w rezydencji“
LubimyCzytać1
Biblioteczka
2026-02-22
2026-01-05
2025-10-18
2025-06-23
2024-11-15
W kategorii "książki jutuberów" to nawet całkiem niezła ;)
A tak na serio: wiadomo, że tego typu poradniki jak są dla każdego, to trochę też dla nikogo. I w tym wypadku część checklist nie będzie dla wszystkich, zależnie od ich historii i celów, część checklist jest niewykonalna albo wręcz kontrproduktywna dla neuroróżnorodnych osób, część jest "ech", w tym sensie, że może i coś wnoszą do życia po wykonaniu, ale czy na pewno warto.
Na plus zaliczę Joe, że jest tego w epilogu świadomy.
Ale w tym galimatiasie jest też kilka checklist, które rzeczywiście mi podsunęły kilka nowych pomysłów, kilka przy których pomyślałam "no, tak, rzeczywiście powinnam..." i kilka, które, choć nie dla mnie, wspieram całym sercem.
Jedyne do czego tak naprawdę mogę się przyczepić, to fakt, że niektóre punkty na niektórych checklistach nie mają w sobie żadnej akcji. Osobiście mnie to trochę wytrącało z równowagi - checklista w kokpicie to spis akcji do wykonania, tego samego spodziewałam się tutaj, a okazało się, że nie zawsze powinnam.
W kategorii "książki jutuberów" to nawet całkiem niezła ;)
A tak na serio: wiadomo, że tego typu poradniki jak są dla każdego, to trochę też dla nikogo. I w tym wypadku część checklist nie będzie dla wszystkich, zależnie od ich historii i celów, część checklist jest niewykonalna albo wręcz kontrproduktywna dla neuroróżnorodnych osób, część jest "ech", w tym sensie, że...
2024-06-14
2023-12-16
2022-07-28
Zestarzało się jak ser pleśniowy w upalny dzień.
Dobra podkładka pod to, że Nietzsche może miał przemyślane teorie związane z walką/wojną, zemstą, konfliktem na linii jednostka - społeczeństwo... ale niewiele poza tym. I nawet nie powiem nic o tych paskudnych stereotypach nt. mężczyzn i kobiet, ale, panie Nicze, przyjaźni też pan chyba nie za bardzo zaznał i nie wie co to jest.
Dobra podkładka pod kubek z kawą też!
Zestarzało się jak ser pleśniowy w upalny dzień.
Dobra podkładka pod to, że Nietzsche może miał przemyślane teorie związane z walką/wojną, zemstą, konfliktem na linii jednostka - społeczeństwo... ale niewiele poza tym. I nawet nie powiem nic o tych paskudnych stereotypach nt. mężczyzn i kobiet, ale, panie Nicze, przyjaźni też pan chyba nie za bardzo zaznał i nie wie co to...
2021-07-12
2019-09-14
2019-09-02
AAAAAAAAAAAAAAAAAA
Moja opinia o tej książce będzie miejscem, w którym przyznam, że w zasadzie, to ja nie mam o niej opinii. No bo jak tu mieć, kiedy do końca nawet nie wiem, czym ta książka jest?
Zacznijmy od tego, czym "KSIĘGA ZAKLĘĆ. Powieść w pięciu częściach z dodatkami" jest w tym najbardziej materialnym, konkretnym znaczeniu. Wydanie w twardej oprawie, 230 stron, sama powieść rzeczywiście w pięciu częściach, na końcu książki dodatki - przypisy, życiorysy bohaterów, wywiad z autorem, nawet miejsce na recenzję czytelnika - oraz spis treści.
Książka opisuje przygody Epifaniusza de Voto, który będąc "zdolnym lecz leniwym" osobnikiem, trwoni czas, a podczas tego trwonienia znajduje w śmietniku KSIĘGĘ ZAKLĘĆ. KSIĘGA ZAKLĘĆ jest zawsze pisana kapitalikami, oczywiście również w dialogach. Zresztą mamy szansę ową KSIĘGĘ ZAKLĘĆ w części trzeciej przeczytać i ocenić. Epifaniusz jest nią zafascynowany i chce więcej. Chce poznać autora i wszystko co z KSIĘGĄ związane. Zamiast tego poznaje trochę innych ludzi, zwykle nazywających się równie dziwacznie co on, pojawia się w paru miejscach, robi parę rzeczy (niektóre równie dziwaczne co jego imię). Ot, i tyle.
Jak na taką w zasadzie ubogą fabułę, czyta się całkiem (zaskakująco?) dobrze. Nic mnie Epifaniusz nie obchodził, KSIĘGA też nie bardzo, ale jednak przeczytałam, nawet się całkiem dobrze bawiąc. Dlaczego?
Ano chyba głównie dlatego, że cały czas zastanawiałam się: "co ja właściwie czytam? Jaki jest autora cel i co poeta miał na myśli???"
Jedna z teorii zakłada kpienie i pogrywanie z czytelnikiem, w całkiem zręczny i sympatyczny sposób zrobione. No bo są przypisy, ale one są prześmiewcze, albo cytujące nieistniejące książki. Przygody bohaterów są nieprzystające do rzeczywistości, ich zachowania i reakcje intrygujące (bo często też nie przystają), wplecione postaci mają swoje własne historie, które, choć wypełniają strony, nie mają znaczenia dla głównego wątku. Wywiad z autorem to śmianie się w twarz czytelnikowi, ale też wyśmiewanie trochę samego siebie.
Inna teoria, która wcale nie wyklucza poprzedniej, to to, że Andrzej Tuziak chciał stworzyć książkę-eksperyment, tekst, który wychodzi poza ramy typowego papierowego odbioru ("ja piszę, ty czytasz"). Stąd miejsce na recenzję czytelnika na końcu książki, stąd też wykropkowane wulgaryzmy, które czytelnik ma sobie sam, wedle upodobania, wpisać. Ale też stąd umieszczenie właściwej KSIĘGI ZAKLĘĆ w tekście, która oprócz tego, że wpływa na bohaterów ją czytających, jest również samoświadoma, tj. autor przewija się w niej pisząc o sobie, niektórzy bohaterowie wiedzą, że są stworzeni i napisani itd. itp.
Napisałam strasznie dużo na temat książki, o której nie wiem co powiedzieć. Żeby to jakoś podsumować: KSIĘGA ZAKLĘĆ nie stanie wśród moich ulubionych tytułów. Jak ktoś o nią zapyta, to prawdopodobnie ją dostanie, a do tego czasu będzie stała sobie na półce. Bo może nie jest to zmieniające życie dzieło, może nie jest Fantastyczną Rozrywką, ale też budzi czasem uśmiech czy pokręcenie z niedowierzaniem głową. Niektórym może się spodobać, niektórym na pewno nie podejdzie. A może nawet trafi kiedyś w ręce jakiegoś Epifaniusza, który, całkiem znienacka, się nią zafascynuje?
AAAAAAAAAAAAAAAAAA
Moja opinia o tej książce będzie miejscem, w którym przyznam, że w zasadzie, to ja nie mam o niej opinii. No bo jak tu mieć, kiedy do końca nawet nie wiem, czym ta książka jest?
Zacznijmy od tego, czym "KSIĘGA ZAKLĘĆ. Powieść w pięciu częściach z dodatkami" jest w tym najbardziej materialnym, konkretnym znaczeniu. Wydanie w twardej oprawie, 230 stron,...
2012-07
Mam kilka zarzutów co do tej książki.
Konceptualnie: super! Miała pokazywać Japonię lokalną, tę której turyści zwykle nie widzą, tę zwykłą, codzienną. Niektórym z komiksów się to udaje, ale...
Wyczuwam, że scenarzysta miał kilka scenariuszy w szufladzie, ale to było za mało na książkę, więc dopisał kilka innych na szybko. Wyczuwam tak, bo trzy z komiksów są bardzo dobre, jeden dodatkowo powinien rozrosnąć się do większych rozmiarów, bo upchnięty na 15 stronach jest historią opowiedzianą po łebkach... Za to reszta, to coś na co zareagowałam co najwyżej "ech", bo każda inna reakcja wydawała się stratą energii.
Dwie z opowieści to takie przeciętniaczki, no można sobie obejrzeć, nic to do życia nie wniesie, ale może się człowiek pod nosem uśmiechnie. Pozostałe pięć nie wiem po co powstało. Albo scenariusz powiela kliszę za kliszą, albo nie ma sensu, przekazu, czegokolwiek i po przeleceniu wzrokiem człowiek się zastanawia "no ale po co to powstało?", albo jest, tak jak tytułowy komiks, zbiorem niepowiązanych ilustracji. Na dodatek brzydkich, więc to nie tak, że sobie mogę podglądać lokalną Japonię oczami artysty, bo oglądam co najwyżej trójkolorowe cliparty.
Właśnie, styl(e - bo każda z opowieści ma swojego artystę). Połowa z komiksów jest zwyczajnie... brzydka. Zamierzenie, czy nie, ale jeśli scenariusze nie mają sensu, przekazu albo zwyczajnie są nudne, to chciałabym móc chociaż popatrzeć na niekaleczące oczu ilustracje. Niestety w "Iogi" różnie z tym bywa.
Za to najulubieńszym komiksem z całego zbioru jest "To-chan". Nic się w nim nie wydarzyło, ot, pójście na basen, ale serduszko ogrzało. Gdyby "Iogi" miało więcej takich typowych slice of life, skupiających uwagę na czymś konkretnym - moja ocena byłaby o wiele wyższa.
Mam kilka zarzutów co do tej książki.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKonceptualnie: super! Miała pokazywać Japonię lokalną, tę której turyści zwykle nie widzą, tę zwykłą, codzienną. Niektórym z komiksów się to udaje, ale...
Wyczuwam, że scenarzysta miał kilka scenariuszy w szufladzie, ale to było za mało na książkę, więc dopisał kilka innych na szybko. Wyczuwam tak, bo trzy z komiksów są bardzo...