-
Artykuły
Nie żyje Wiesław Myśliwski. Autor „Kamienia na kamieniu” i „Traktatu o łuskaniu fasoli” miał 94 lata
LubimyCzytać28 -
Artykuły
Zaczęłam od tajemnicy. Reszta przyszła sama - rozmowa z Małgorzatą Rogalą
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Czytamy w weekend. 27 marca 2026
LubimyCzytać441 -
Artykuły
Przeczytaj fragment książki „Zbrodnia w rezydencji“
LubimyCzytać1
Biblioteczka
2025-12-04
2025-12-07
2025-12-31
2025-10-18
2025-08-10
2025-07-07
Już od początku nie zapowiadało się na wysoką ocenę.
Niemal każdy (albo inaczej: wszystkie oprócz jednego) z wierszy wygląda jak szkic, pierwsza myśl spisana na szybko. I bum! Do druku.
Ja też mam takie "wiersze" w notatkach w telefonie. Jeden napisałam jak wracałam autobusem z pracy, drugi czekając w tłumie jak zacznie się koncert, trzeci mi się przyśnił, więc go zaraz po obudzeniu zapisałam i poszłam spać dalej. Szkice. Pierwsze wersje. Nieukształtowane do końca, może niosące jakiś tam sens, ale daleko im do jakiejkolwiek poezji. Ta książka cała taka jest. Na tym etapie miała może że 4 gwiazdki ode mnie.
Mniej więcej po 50 stronie zaczęłam też myśleć, że jest bardzo pretensjonalna. Cały tomik ma zamierzenie listu miłosnego autora do kobiety. I nawet w tym, bardzo ograniczonym kontekście wionie pretensjonalnością (a gdy wjeżdża temat Boga to już w ogóle). No dobrze, ale chciałam skończyć, wyrobić sobie opinię na temat całości (tym bardziej, że gruba nie jest). Pretensjonalne i mało odkrywcze szkice o miłości? 3/10, ale historia jeszcze się nie kończy.
Strony 65-68: kolejne wiersze, które opiewają piękno owej kobiety (panie poeto, czy są jakieś inne przymiotniki niż "beautiful"? Bo ileż można...) Ale w wierszach odkrywamy prawdę: podmiot liryczny rzucił ową kobietę, o której dopiero co pisał, że jest jego życiem i sercem, że nie mógłby jej zranić, bo zraniłby siebie, oto teraz rzuca ją, bo... W sumie ciężko powiedzieć. Jakieś efemeryczne "I loved you too early, you loved me too late". Nie zrozumcie mnie źle, efemeryczność jest w poezji pożądana, ale do tej pory wszystkie wiersze to była kawa na ławę. X jest Y, Y to Z, a jeśli czytelniku jeszcze nie załapałeś, to napiszę to drugi raz, tylko innymi słowami, jeszcze bardziej wprost. A tu nagle przychodzi do rozstania i okazuje się, że kawy na ławę nie dowieźli.
Od tego momentu w książce już nic nie zaskakuje - oprócz odsunięcia się od tematu kochania kobiety w stronę prób sformułowania jakichś metafor na podstawie biblijnych historii. Zero polotu. Ostatnie wiersze najbardziej męczące, w klimacie bronienia się przed wyimaginowanym adwersarzem. Być może właśnie czytelnikiem, który nie łyknął cienkich "wierszy".
2/10, zostawiłam w kawiarni, może trafi do kogoś, kogo mniej sfrustruje.
Już od początku nie zapowiadało się na wysoką ocenę.
Niemal każdy (albo inaczej: wszystkie oprócz jednego) z wierszy wygląda jak szkic, pierwsza myśl spisana na szybko. I bum! Do druku.
Ja też mam takie "wiersze" w notatkach w telefonie. Jeden napisałam jak wracałam autobusem z pracy, drugi czekając w tłumie jak zacznie się koncert, trzeci mi się przyśnił, więc go zaraz...
2025-06-23
2025-05-06
2017-10-01
2025-06-13
2025-03-21
2025-03-01
2025-01-13
Uwielbiam motyw faustyczny w każdym niemal wydaniu.
To wydanie czyta się niesamowicie szybko, bo tak zręcznie jest napisane, ale dawno nie byłam czymś tak agresywnie NIE zainteresowana, jak tym, co sie przydarzy temu akurat Faustowi.
Uwielbiam motyw faustyczny w każdym niemal wydaniu.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo wydanie czyta się niesamowicie szybko, bo tak zręcznie jest napisane, ale dawno nie byłam czymś tak agresywnie NIE zainteresowana, jak tym, co sie przydarzy temu akurat Faustowi.