Miłość, namiętność, śmierć i tajemnica. Kto się boi Daphne du Maurier?

Bartek Czartoryski
18.10.2020

Wydana ponad 80 lat temu, wciąż inspiruje i ciekawi. Przy okazji najnowszej ekranizacji „Rebeki”, która już zaraz ma swoją premierę na Netflixie, czas zapytać, co doprowadziło arystokratkę Daphne du Maurier do napisania powieści o miłości i namiętności, a także przypomnieć sobie najlepsze adaptacje tej prozy, w tym autorstwa samego mistrza – Alfreda Hitchcocka.

Miłość, namiętność, śmierć i tajemnica. Kto się boi Daphne du Maurier?

Z szalejącymi dziećmi na głowie i pod presją nieubłaganego czasu, trzydziestoletnia pisarka nie potrafiła wymyślić choćby i pojedynczego sensownego akapitu.

Ba, to, co zdążyła już wcześniej przelać na papier, podarła na strzępy, informując wydawcę, że nie dotrzyma ustalonego terminu, gdyż tej grafomanii nie ma śmiałości podpisać swoim (szlacheckim) nazwiskiem. Ten zadowolony nie był, bo zapłacona autorce czterech opublikowanych powieści zaliczka opiewała na znaczną sumę.

Nie pomógł pisarce również i wylot z mężem do Aleksandrii, gdzie ten, oficer armii brytyjskiej, stacjonował. Koszarowe życie i klimat jakże odmienny od kapryśnego kornwalijskiego lata nie sprzyjały pracy artystycznej. Pod koniec roku Daphne du Maurier do ojczyzny przyjechała jedynie z mętnym pomysłem od dawna krążącym jej po głowie.

Z dala od zgiełku

Zdeterminowana, zdecydowała się spędzić święta samotnie, bez obciążeń związanych z rodzinnymi obowiązkami. Odkryła z niejaką satysfakcją („Nie jestem jedną z tych matek, które żyją tylko po to, aby trzymać swoje bachory ciągle przy sobie”, pisała), że z dala od córek natchnienie powróciło. Usiadła do pisania wymyślonej już przed laty powieści raz jeszcze.

Skończyła cztery miesiące później. Wydawca, usatysfakcjonowany rękopisem, wypuścił do księgarń dwadzieścia tysięcy egzemplarzy powieści. Do końca miesiąca sprzedało się dwa razy tyle. Trudno oszacować, ile dokładnie kopii „Rebeki” krąży po świecie dzisiaj, przeszło osiemdziesiąt lat później, ale, jako że książka nawet na chwilę nie opuściła drukarskich pras, mówimy o milionach. Losy bodaj najsłynniejszej powieści du Maurier na tym się bynajmniej nie kończą. Cóż, to nawet nie jest ich początek. Historia „Rebeki” jest bowiem nie mniej burzliwa, co sam życiorys jej autorki.

Daphne du Maurier na lotnisku

Zielonooki potwór

Opowieść ta miała wykwitnąć na gruncie zazdrości żywionej przez pisarkę o dawną kochankę męża, której cień zalegał na ich związku. Lub przynajmniej takimi cierpiętniczymi myślami się katowała. Stąd też wydumała historię o miłości młodej dziewczyny i starszego mężczyzny, przystojnego milionera, na którego barkach spoczywa niemożliwy do uniesienia ciężar pamięci o zmarłej żonie. Duch tytułowej Rebeki przenika mury imponującej, prowincjonalnej posiadłości Manderlay, a ponura tajemnica jej śmierci zdaje się kazić niezupełnie przez to szczęśliwe małżeństwo bezimiennej narratorki i Maximiliana de Wintera.

O ile du Maurier wyraźnie flirtuje z gotycyzmem i czerpie całymi garściami z „Jane Eyre”, to jej powieść skupia się — poza owym tematem zazdrości — także na upodmiotowieniu bohaterki, z początku nieśmiałej, z czasem coraz pewniejszej siebie, silniejszej i zdecydowanej wyrwać się z cienia Rebeki. Sama autorka stroniła od ludzi, z rzadka rozmawiała z prasą i niechętnie pokazywała się publicznie, mimo rosnącej sławy i arystokratycznego pochodzenia.

Lecz przede wszystkim „Rebeka” to historia miłosna stawiająca śmiałe pytania o granice żarliwego uczucia, dla którego tłem są nienawiść, zbrodnia i szaleństwo. Ponurym epilogiem dopisanym po paru latach do sukcesu książki była tragiczna śmierć byłej narzeczonej męża pisarki, ciemnowłosej Jan Ricardo, która rzuciła się pod pociąg.

Reklama

Królowa i król suspensu

Zanim Stany Zjednoczone przystąpiły do drugiej wojny, na kinowych afiszach zagościła adaptacja powieści wyreżyserowana przez Alfreda Hitchcocka. Du Maurier była nastawiona do tego projektu cokolwiek sceptycznie. Rok wcześniej brytyjski mistrz przeniósł bowiem na ekran jej poprzednią książkę, „Oberżę Jamajka”. Ale myślami był już przy emigracji za ocean, książka mu się nie podobała i nie znosił Charlesa Laughtona, gwiazdy filmu. Nie dało się tego ukryć.

Du Maurier film nie podobał się na tyle, że kiedy usłyszała o planach Hitchcocka na zrealizowanie adaptacji bestsellerowej „Rebeki”, na dodatek gdzieś na drugim końcu świata, chciała zablokować całe przedsięwzięcie. Na szczęście bezskutecznie.

Po obejrzeniu gotowego materiału wyraziła swój niekłamany zachwyt, mimo znaczącej zmiany fabularnej, bo hollywoodzki kodeks cenzorski wymuszał ukaranie winnego zbrodni, stąd nieco uładzono dramatyczną opowieść. Publika również pokochała „Rebekę”. Debiut angielskiego reżysera na amerykańskiej ziemi nagrodzono od ręki dwoma Oscarami, w tym najważniejszym z nich, za najlepszy film. Nigdy później tego wyczynu Hitchcock już nie powtórzył. Za to jeszcze raz, ponad ćwierć stulecia później, po mistrzowsku przełożył prozę du Maurier na język filmu, tym razem sięgając po jej apokaliptyczne opowiadanie „Ptaki”.

Łapać złodziejkę?

Ekranizację Hitchcocka doceniono szybciej niż książkę du Maurier, z której twórczością krytyka miała niejaki problem z uwagi na połączenie nieprzeciętnego stylu i ewidentnej rozrywkowości uprawianej przez nią literatury. Lecz nie o tym gazety pisały największym fontem.

Otóż niedługo po publikacji książki brazylijscy dziennikarze zauważyli niebywałe podobieństwa między „Rebeką” a starszą o niemal pół dekady powieścią ichniej pisarki Caroliny Nabuco „A Sucessora” (co można przełożyć jako „Dziedziczka” albo „Spadkobierczyni”, tudzież „Następczyni”). Du Maurier i jej wydawcy zarzucono nie tyle nieetyczną inspirację, co plagiat i skopiowanie żywcem niejednego zdania, do czego żadne się nie przyznało.

Nabuco twierdziła również, że skontaktowali się z nią prawnicy z Hollywood i za milczenie zaoferowali jej pieniądze, których nie przyjęła. Nie była to jedyna podobnie nieciekawa przygoda du Maurier, bo o „Ptaki” również toczono boje, choć w tym wypadku chodziło jedynie o podobieństwo samego punktu wyjścia. Z „Rebeką” sytuacja jest bardziej niejasna.

Kadr z filmu

Reklama

Z papieru na celuloid

Ale nie odstraszyło to kolejnych adaptatorów prozy du Maurier, pośród których, prócz Alfreda Hitchcocka, znaleźli się Nicholas Roeg (znakomite „Nie oglądaj się teraz”; druga i ostatnia ekranizacja jej dzieła, która przypadła pisarce do gustu), Roger Michell (niezła „Moja kuzynka Rachela”), Robert Hamer („Kozioł ofiarny” z Alekiem Guinessem, na który autorka wyłożyła część pieniędzy) i, ostatnio, Ben Wheatley (nieudana, konfekcyjna „Rebeka”).

To wszystko filmowcy o zupełnie odmiennej wrażliwości, stylach i gustach, co tylko dowodzi nieustającego zainteresowania, jakie budzi du Maurier po prawie stu latach od swojego literackiego debiutu. A dodajmy, że na dużym ekranie zawitał do tej pory tylko niewielki wycinek spośród kilkunastu jej powieści i kilkudziesięciu opowiadań, jakie wydano drukiem, nie mówiąc już nawet o sztukach teatralnych i dziełach biograficznych. Filmowcy, na co czekacie?

Fot. otwierająca: kadr z filmu „Rebeka”, reż. Ben Wheatley, Netflix

Reklama

komentarze [7]

Sortuj:
483
14
22.10.2020 10:58

"Rebeka" i "Moja kuzynka Rachela" to doskonałe powieści, przepięknie napisane, bardzo kunsztownie przetłumaczone (mowa o wydaniach z Albatrosa) i do tego bardzo długo trzymają biednego czytelnika w stanie absolutnie wykańczającej niepewności :) Polecam bardzo!


735
222
19.10.2020 21:32

"Rebeka" jest fenomenalną powieścią. Głęboka, mroczna, smutna. Idealna na jesień.


3054
0
19.10.2020 10:43

„Nie jestem jedną z tych matek, które żyją tylko po to, aby trzymać swoje bachory ciągle przy sobie”


+500, Daphne.


1015
140
19.10.2020 10:00

Tego tytuł nie czytałam ale bardzo podobała mi się Oberża na pustkowiu


4051
3811
18.10.2020 22:25

Nie pamiętam ,ani wyrazu z Rebeki.Ale fajne się czytało


335
126
18.10.2020 13:29

Twórczość Daphne du Maurier odkryłam jeszcze w liceum. "Rebeka" jest świetna ale mnie bardziej urzekły "Makabreski" czyli zbiór opowiadań tej autorki. Kiepsko wydane w latach 90 aż się proszą o wznowienie.


40
0
16.10.2020 09:53

Zapraszam do dyskusji.


zgłoś błąd