Przekrocz próg, jeśli masz odwagę. Opowieści o nawiedzonych domach

Bartek Czartoryski
10.10.2020

Zwykło się uważać, że dom to nasza twierdza, bezpieczna przystań, ognisko rodzinnego ciepła i tak dalej, i tak dalej. Ale, jak mówiło uroczo kiczowate hasło reklamowe słabiutkiej adaptacji filmowej pewnej dobrej powieści, niektóre domy rodzą się złe.

Przekrocz próg, jeśli masz odwagę. Opowieści o nawiedzonych domach

Zdaje się, że jeśli człowiek przeczytał jedną powieść o starym, nawiedzonym zamczysku, gdzie nocami słychać pobrzękiwanie łańcucha/angielskiej posiadłości, po której korytarzach pałęta się duch starego dzierżawcy/przeklętego domu na przedmieściach stojącego na pradawnym indiańskim cmentarzu (niepotrzebne skreślić), to jakby przeczytał już wszystkie.

Bo faktycznie trudno o bardziej skonwencjonalizowane opowiastki grozy, obudowane z każdej strony mocno skonkretyzowanymi skojarzeniami i czerpiące garściami z tego samego katalogu z wysyłkowymi, często przecenionymi strachami. Ale to ocena krzywdząca dla książek, które albo ze schematu się wybijają, albo wykorzystują go po mistrzowsku.

Reklama

Zabrzmi jak banał, lecz napisać porządnego gatunkowca też nie jest łatwo. Elitystyczne podejście do literatury często zabrania docenienia niektórych pozycji z uwagi na ich przynależność do arbitralnie wyznaczonej niższej półki, choć to myślenie ograniczające.

Dlatego pisząc powieść o nawiedzonych domach, nie sposób według mnie nie wymieszać literackiej klasyki, docenianych powieści z ostatnich lat, horroru uważanego powszechnie za drugoligowy oraz różnorakich transgresji.

Dokręcić śrubę

w kleszczach lekuNie będzie to wyczerpujący przewodnik krok po kroku, który poprowadzi zainteresowanych tematem za rączkę od startu do mety, a raczej zbiór tego, co osobiście uważam — i nie tylko ja, bo jednak wyłuskałem powieści cenione i docenione — za tytuły ponadprzeciętne. I nie wyobrażam sobie zacząć inaczej, jak od Henry’ego Jamesa. Przyczyna jest prosta.

Netflix wypuścił akurat serial luźno inspirowany jego powieścią „W kleszczach lęku”, który jest, nomen omen, duchową kontynuacją „Nawiedzonego domu na wzgórzu” Shirley Jackson. Punkt wyjścia dla obu fabuł, serialowej i literackiej, wydaje się niemalże identyczny, czyli do domostwa na odludziu przybywa nowa guwernantka, która ma opiekować się dwójką sierot. Tyle że uparcie dręczące ją upiory przeszłości wydają się być jak bardziej namacalne.

Reklama

James nierzadko śmiało flirtuje z opowieścią gotycką i krytyka nadal nie jest zgoda odnośnie do interpretacji zdarzeń. Podczas gdy część utrzymuje, że bardziej niż strachy spod łóżka interesuje autora stan psychiczny bohaterki i jej represjonowana seksualność, tak inni upierają się, aby czytać tę książkę jak historię o duchach. Zdecydujcie sami.

Po serialowym „Nawiedzonym dworze w Bly” nie spodziewałbym się co prawda pogłębionych ekskursji między linijki smakowitej i poetyckiej prozy Jamesa, ale jedno jest pewne: przypomni on milionom o rzeczonym tytule. A to już dużo.

zagłada domu usherówPrzenieśmy się o ponad sto lat naprzód, do innej książki, która trafi(ła) do kanonu opowieści o nawiedzonych domach, a przy okazji na shortlistę nagrody Bookera. I jest, poniekąd, daleko spokrewniona z „Zagładą domu Usherów”, dziełem Edgara Allana Poego. W tym sensie, że obie historie zespalają na poziomie metaforycznym i dosłownym rozpad pewnego porządku z rozkładem fizycznej przestrzeni.

Brytyjska pisarka Sarah Waters nie kryła, że opowieść o duchach przenikających ściany angielskiej posiadłości to pretekst do nakreślenia portretu powojennego angielskiego społeczeństwa, gdzie koncepcja klasy została całkowicie przewartościowana. A jednak nie da się jej wyrugować z powszechnej świadomości. Na tym tle dochodzi do napięć, których niejakim uzewnętrznieniem są dziwaczne zdarzenia, jakie mają miejsce.

Podobne rejony eksploruje też i Robert Marasco w przełożonym przeze mnie „Całopaleniu”, lecz to czysty horror, stąd romans z niedopowiedzeniem musi zakończyć się soczystym pocałunkiem od stracha siedzącego na poddaszu. Co nie znaczy, że Marasco nie ma do powiedzenia niczego ciekawego na temat ówczesnej sytuacji społeczno-ekonomicznej. Bynajmniej!

Zapraszamy do piekła

jestem legendąLecz dość o tych wszystkich flirtach i niedomówieniach. U Richarda Mathesona nie ma miejsca na subtelności. Jego „Piekielny dom”, wydany u nas dopiero w tym roku, to esencjonalna powieść z omawianego gatunku, wykorzystująca podobną strukturę fabularną, co „Nawiedzony dom na wzgórzu” Shirley Jackson.

Czyli do ogromnej posiadłości przybywają badacze mający sprawdzić, co się tam, u diabła, wyprawia. O ile Jackson stąpa jednak umyślnie — i po mistrzowsku — po cienkiej granicy między imaginacjami wzburzonego umysłu a faktyczną ingerencją sił nadprzyrodzonych, Matheson od razu rzuca czytelnika na głębokie wody.

I nie zna przy tym umiaru, epatując przemocą i seksem, ale wszystko to służy mu jako środek, nie cel. Dzięki temu każda strona „Piekielnego domu” przesycona jest nadnaturalnym złem, które wylewa się z kartek. Proszę mi wybaczyć ten obrazowy i egzaltowany język, lecz rzeczona książka wypycha ramy gatunku tak, że te aż pęcznieją.

Reklama

Znakomitym rewersem jest dlań, również modelowa, znakomita powieść Jackson, której proza jest pozornie delikatna, zwiewna, ale wwierca się do głowy powolnymi, acz nieustępliwymi obrotami. I o ile na początku napisałem, że wystarczy przeczytać jedną książkę o nawiedzonych domach, aby poznać je wszystkie, to teraz doprecyzuję: wystarczy przeczytać dwie. Te dwie.

nawiedzony domA na trzecią nóżkę proponuję przeczytać „Nawiedzonego” Jamesa Herberta, autora kojarzonego u nas z falą chłamu wydawanego w latach dziewięćdziesiątych. Niesłusznie.

Bo Herbert to pisarz o sporym talencie i pierwsza książka z trylogii o Davidzie Ashu, sceptycznym profesorze zajmującym się zjawiskami niewytłumaczalnymi, jest znakomitym przykładem literatury stricte gatunkowej, która nie knuje przeciwko czytelnikowi, tylko daje to, co obiecuje na okładce.

Prawda w oczy kole

A jeszcze osobną rzeczą są powieści opowiadające o rzekomo autentycznych nawiedzeniach, z których niewiele wyszło u nas, bo i może mamy mniejszą tolerancję na takie rzeczy niż czytelnicy zza oceanu. Lecz i my dostaliśmy, chociażby, „Nawiedzenia. Historie prawdziwe”, czyli sprawy prześwietlane przez Eda i Lorraine Warrenów, których rozsławiła filmowa seria „Obecność”.

amityvilleSam nie mam serca do takich, no cóż, bzdurek, ale co kto lubi. Lecz polecić mogę za to niesławne „Amityville Horror” Jaya Ansona, bo to powieść dla popkultury znacząca i definiująca pewne gatunkowe tropy, odczarowująca mit przyjaznych amerykańskich przedmieść. Niezależnie od tego, co potem wygadywali Lutzowie, a spisał i podrasował Anson, w domu, do którego się sprowadzili, faktycznie wydarzyła się tragedia i doszło do morderstwa.

Już samo to stanowiłoby znakomity materiał na powieść, lecz Lutzowie podnieśli poprzeczkę i spłodzili istny fenomen. Może nie o oszałamiającej wartości literackiej, ale stanowiący pewien wzorzec dla niezliczonych epigonów. A tych jest dzisiaj, jak się wydaje, jakby trochę mniej.

Bo i nawiedzone domy odeszły do literackiego lamusa, sprały się pomysły i coraz częściej literaturę wyręcza tutaj kino. Ale może „Nawiedzony dwór w Bly” wsrzesze iskrę, od której zapłoną świece w jakiejś starej wiejskiej posiadłości, rozpadającym się zamczysku, gdzie hulają zimne podmuchy wiatru albo przeklętym parterowym domku stojącym na końcu pustej ulicy.

Fotografia otwierająca: Pexels.com (Jack Gittoes)

Reklama

komentarze [20]

Sortuj:
623
33
15.10.2020 15:17

https://youtu.be/JrHpmUMQFMA W tym roku była premiera książki Paranormanle, prawdziwe historie nawiedzeń. Myślę, że może się spodobać wielbicielom tematu :)  Paranormalne. Prawdziwe historie nawiedzeń Paranormalne. Prawdziwe historie nawiedzeń


207
123
14.10.2020 00:06

Trochę naciągane te porównania. W "Nawiedzonym" Shirley Jackson nie pamiętam guwernantki dla dwójki dzieci, a "Zagłada domu Usherów" też ciężka jest do porównania z "Całopaleniem", co nie umniejsza wartości wspomnianych książek.


482
170
12.10.2020 22:53

u mnie pierwsze skojarzenie dotyczyło "Lśnienia" i "To". brrr..... zgroza


482
170
12.10.2020 22:53

u mnie pierwsze skojarzenie dotyczyło "Lśnienia" i "To". brrr..... zgroza


1339
0
12.10.2020 08:38

Polecić wypada również "Nawiedzony dom" Boyne'a czy "Kobietę w czerni".


77
40
11.10.2020 15:23

Chyba jedyną książką z tym motywem którą czytałam było "Lśnienie" Kinga  Lśnienie Lśnienie, ale to tak słaba książka, że nie polecam. Może coś innego bardziej przypadłoby mi do gustu, np. z tego zestawienia :)


3548
203
11.10.2020 14:24

A troszkę odbiegając od tematu - czy ktoś miał jakieś osobiste doświadczenia z "nawidzonymi domami"? Ja nigdy nie miałem, raz kolega opowiadał mi o swoich doświadczeniach. Historia niesamowita i nie miałem podstaw by koledze nie wierzyć. Ale wiadomo, jeśli czegoś nie doświadczy się samemu to nawet jak mówimy, że wierzymy to jest w tym jakieś wahanie.

Czy ktoś ma własna...

więcej

1668
37
12.10.2020 07:51

Ja mam bardziej z drugiej strony. To ja straszę... lunatykując :)


64
24
13.10.2020 16:45

Samo słuchanie takich relacji musi budzić grozę. Chociaż takie osoby powinny sprawdzić czy im się gdzieś np. gaz nie ulatnia (spójrzcie na historię Carrie Poppy, która przy okazji jeździ w miejsca nawiedzone i stara się odpowiedzieć "co straszy?", zawsze znajdując logiczne wytłumaczenie).


3548
203
13.10.2020 18:45

W wypadku opowieści mojego kolegi dziwnych rzeczy doświadczali nie tylko on i jego dziewczyna, którzy mieszkali w tym domu ale też kiedyś w jakiejś sprawie odwiedziła ich policja i policjanci też słyszeli kroki na strychu.... chociaż poszli sprawdzić i nikogo nie było. A to tylko jedno z takich zdarzeń... zawsze można je logicznie wyjaśnić. Ale inne wydarzenia i do tego...

więcej

2934
47
11.10.2020 07:41

Rozumiem, że w artykule była mowa o napisanej w stylu gotyckim powieści Sary Waters
 Ktoś we mnie Ktoś we mnie, którą przenika atmosfera upadku świetności arystokratycznej rodziny, co symbolicznie odzwierciedla zrujnowany, pełen sekretów, ogromny dom.

Pozwolę sobie jeszcze dorzucić powieść Johna Boyne'a
...

więcej

303
5
11.10.2020 02:22

W "Joyland” Stephena Kinga mamy okazje odkrywać lekko nawiedzone wesołe miasteczko, ważnym elementem tej książki jest także wspominanie świata już minionego, a który już nigdy nie powróci, mam tu na myśli piękno tamtych lat.


197
182
10.10.2020 15:17

Mam książkę "Nawiedzony" Herberta. Czytałam ją bardzo dawno temu i nie pamiętam treści, dlatego chętnie do niej wrócę


zgłoś błąd