Religia rocka. Ciemna strona muzyki rozrywkowej

Okładka książki Religia rocka. Ciemna strona muzyki rozrywkowej autora Sławomir Hawryszczuk, 9788361538189
Okładka książki Religia rocka. Ciemna strona muzyki rozrywkowej
Sławomir Hawryszczuk Wydawnictwo: ENETEIA Wydawnictwo Szkolenia Seria: Pytania o Kulturę filozofia, etyka
246 str. 4 godz. 6 min.
Kategoria:
filozofia, etyka
Format:
papier
Seria:
Pytania o Kulturę
Data wydania:
2010-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2010-01-01
Liczba stron:
246
Czas czytania
4 godz. 6 min.
Język:
polski
ISBN:
9788361538189
Średnia ocen

5,0 5,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Religia rocka. Ciemna strona muzyki rozrywkowej w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Religia rocka. Ciemna strona muzyki rozrywkowej



książek na półce przeczytane 3218 napisanych opinii 283

Oceny książki Religia rocka. Ciemna strona muzyki rozrywkowej

Średnia ocen
5,0 / 10
28 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Religia rocka. Ciemna strona muzyki rozrywkowej

avatar
39
39

Na półkach:

Nie mam chyba siły pisać takich długich, acz trafnych opinii jak niektórzy, bo ręcę, włosy i wszystko, co mogło, mi opadło. Zgadzam się, że autor tej niezwykle subiektywnej publikacji nienawidzi muzyki. Rockowej i metalowej w szczególności, czyli zupełnie inaczej niż ja. Po wypiciu butelki czegoś mocnego, chętnie weszłabym w dyskusję z autorem, choć chyba nie byłoby to warte kaca. Wywlókł masę plotek i masońskich zwyczajów i udowodnił, że muzyka rockowa i metalowa to zło.

Nie mam chyba siły pisać takich długich, acz trafnych opinii jak niektórzy, bo ręcę, włosy i wszystko, co mogło, mi opadło. Zgadzam się, że autor tej niezwykle subiektywnej publikacji nienawidzi muzyki. Rockowej i metalowej w szczególności, czyli zupełnie inaczej niż ja. Po wypiciu butelki czegoś mocnego, chętnie weszłabym w dyskusję z autorem, choć chyba nie byłoby to...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
728
687

Na półkach:

Krystian Ozon „Tę książkę napisał człowiek nie rozumiejący muzyki, człowiek który nienawidzi muzyki.” Żeby tylko…
Kazik „Pan Hawryszczuk lubi trudne wyrazy: "somatyka", "ambiwalencja etyczna", "epistemologicznie", ho ho ho, idealnie będzie się to komponować z cytowaniem filozofów (może i bez związku z tematem, ale jak wygląda!)” niektórzy tak mają.

Zastanowiło mnie, kim jest gość, który to coś popełnił, historykiem, badaczem kultury czy choćby językoznawcą ? Otóż przedstawia siebie „z wykształcenia filozof i teolog” zainteresowany „metafizyką, kosmologią, seksuologią”…

A wypowiada się o wszystkim z takim znawstwem, że ręce i nogi opadają.

Np. „Zespół Shakespear’s, słynący z turpistycznych makijaży i czarnych strojów, niejednokrotnie podkreślał zainteresowanie sprawami życia po śmierci, zdradzając znajomość takiej literatury jak: Księga Duchów (Le Livre des Esprits, 1857) Allana Kardeca czy Życie po życiu (Live after Life, 1975) Raymonda A. Moody’ego” (s. 64). Co za zgroza, też to czytałam. Tylko co tam było demonicznego ?
„Analizę teologiczno-filozoficzną magii podaje Didache, jedno z najstarszych źródeł chrześcijańskich, można ją też odnaleźć w dokumencie zatytułowanym Nota Duszpasterska Konferencji Biskupów Toskanii na temat magii i demonologii z 1 czerwca 1994” (s. 70) Przeskoczyć za jednym zamachem 2000 lat, tylko po co? Żeby wymienić jakąś uczenie brzmiącą nazwę? A jaką analizę magii zawiera Didache? Otóż wymienia to słowo dwukrotnie w wyliczeniu grzechów „nie uprawiaj rozpusty (οὐ πορνεύσεις),nie kradnij (οὐ κλέψεις),nie zajmuj się magią ani czarami (οὐ μαγεύσεις, οὐ φαρμακεύσεις)” (2, 1) i „mordy (φόνοι),cudzołóstwa (μοιχεῖαι),pożądania (ἐπιθυμίαι),rozpusty (προνεῖαι),kradzieże (κλοπαί),bałwochwalstwo (εἰδωλολατρίαι),magia (μαγεῖαι),czary (φαρμακίαι),rabunki (ἁρπαγαί),
fałszywe świadectwa (ψευδομαρτυριαι)” (5, 1 tłum. A. Świderkówna, wyliczenie jest dłuższe, φαρμακίᾳ oznacza raczej trucicielstwo). Gdzie owa analiza? Gość przeczytał to chociaż?
A to dopiero początek boleści.

„Etymologiczny źródłosłów”
a może być jakiś inny?
„słowa "diabeł" odnajdujemy zarówno w greckim diabolos "oskarżyciel", "oszczerca", "spływający w dół", jak i w sanskryckim devi "bóg".” (s. 83)
Na następnej stronie powtórzone (a nuż kto zapomni ?): „Antony Szandor LaVey (1996) w swej "prehistorii biblijnej" pisze, iż semantycznie słowo "szatan" to nie tylko "przeciwnik", "sprzeciw" czy "oskarżyciel". "Samo słowo ≪diabeł≫ pochodzi od sanskryckiego devi, które znaczy ≪bóg≫".” (s. 84)
Czy to co sobie wydumał były cyrkowiec LaVey trzeba powielić bez jakiekolwiek komentarza?
Istotnie διάβολος pochodzi z greki i znaczy „oszczerca” (z czego niby „spływający w dół” ?),z sanskrytem brak jakiegokolwiek związku. Zapewne LaVey skojarzył sobie ang. devil z sanskryckim devi, jednak devil też jest przekręceniem nazwy greckiej. Można dodać, że děva देव ’bóg’ zaś devi देवी ‘bogini’, spokrewnione z łac. divus (boski) i słowiańskim dziwny (początkowoznaczyło to : cudowny).

„Jeszcze przed ukształtowaniem się chrześcijańskiej angelologii i demonologii oraz związanej z nimi wierzono, iż zmysłową częścią ludzkiej natury rządzi bóg o imieniu Dionizos. Starożytni Grecy przedstawiali go jako satyra lub fauna, z czasem jednak chrześcijaństwo nadało mu imiona Szatan, Lucyfer.” (s. 85)
Stek bzdur, satyry były postaciami z orszaku Dionizosa, Faun („Życzliwy” co może eufemizmem czy antyfrazą) zaś występował w mitologii rzymskiej, pod wpływem greckim upodobniony do satyra. Poza tym Dionizos przedstawiany wpierw jako poważny a odziany brodacz, później jako nagi młodzian, czasem nawet dziecko, nigdy nie był podobny do satyra. Być może autor wiedzę czerpie z serialu „Młody Herkules”, gdzie Dionizos (w tej roli Kevin Smith) został obdarzony rogami, serial mym zdaniem świetny, lecz mitologię traktujący dość swobodnie.
Zdanie o „nadaniu przez chrześcijaństwo imion” nie ma za wiele sensu, jeśli miało to być skrótem myślowym (iż diabeł wyobrażany zwykle bywa z rogami i kopytami jak satyr) to nadmiernym. Jeszcze mniej sensu ma tu „Lucyfer”. W Biblii hebrajskiej ani greckiej nie występuje takie imię, Hieronim ze Strydonu wprowadził to słowo znaczące „Światłonośny” do łacińskiego przekładu Iz 14, 12. Zanim to nastąpiło istniał biskup Lucyfer z Cagliari, zaliczany do świętych.

„W czarnej magii, a co za tym idzie w okultyzmie średniowiecza, wielką rolę odgrywała wiara w demony. Jest to najprawdopodobniej pojęcie pochodzenia indyjskiego, później perskiego. Pierwotnie dewas oznaczało duchy, które nie mają ciała widzialnego i nigdy nie były ludźmi. Inne źródła podają, że słowo demon pochodzi z języka greckiego i oznacza ducha opiekuńczego.” (s. 85)
Jak poprzednio, dwa słowa o różnych etymologiach. Istotnie „demon” (δαίμων) pochodzi od greckiego słowa znaczącego „dzielić, przydzielać” (δαίομαι). Natomiast nie jest spokrewniony z dewa.

„Wyraźniejsze elementy religijnego satanizmu wieków średnich można odnaleźć w praktykach magicznych czarownic, jak również w tajnych rytuałach Templariuszy parających się okultyzmem i oddających cześć szatanowi zazwyczaj przedstawianemu pod postacią rogatego kozła ze skrzyżowanymi kopytami i z kobiecą piersią (Baphometowi).” (s. 85) Oskarżenie Templariuszy rzucone bez jakiegokolwiek uzasadnienia (por. Ian Wilson „Całun Turyński”). W te „czarownice” gość też najwyraźniej wierzy ...

Upodobanie do zagęszczenia mnóstwa uczenie brzmiących słów „z tej perspektywy czyny ludzkie nie są ani dobre, ani złe, wypływają bowiem z bilansu poprzedniej karmy, która determinuje w duszy kolejne animacje greckiego sarch” (s. 145) nawet nie próbuję zrozumieć, jednak trudno nie zauważyć, iż ostatnie słowo, powtórzone w tej postaci jeszcze 4 razy w przypisie na s. 176n, zapisane zostało błędnie, bowiem powinno być „sarks” (σάρξ) w dopełniaczu „sarkos”, od którego pochodzą też sarkofag i sarkazm.

Te i inne „mądrości” nie dziwią, skoro w bibliografii widać Aleksandra Posackiego, dla którego „satanistyczne” jest wszystko od UFO po lanie wosku w Andrzejki. Przypomina też rachunek sumienia Dawida Pietrasa (zakazujący homeopatii, akupunktury, jogi i wszystkiego) i Przemysława Sawy (gdzie do „satanizmu” zaliczone „E.T.”, „Gwiezdne wojny”, „Indiana Jones”, „Wojownicze Żółwie Ninja”, „Niekończąca się historia”, a zwłaszcza „Kto wrobił Królika Rogera”),wiem, robię osobnikom tego pokroju reklamę, cóż począć.

Gość powołuje się też na ... demoniczne objawienia (s. 19)
Tymczasem https://www.gosc.pl/doc/4706614.Ks-Strzelczyk-Diabel-jako-zrodlo-teologiczne-Nigdy

Jeszcze przygarść zdań o „energii”:
„Symboliczny wymiar przelanej krwi skrywa w sobie treść okultystycznego pragnienia, by w chwili śmierci człowieka czy zwierzęcia wyzwolić z ciała ofiary energię konstytuującą się w akt magicznego dopełnienia.” (s. 87) „Eksperyment w obszarze dźwięku miał nadać utworom duetu sakralność, ale stanowił także próbę akumulacji męskiej energii seksualnej” (s. 100) „Z takim ujęciem absolutyzowanego uniwersum wiąże się włączenie energii kosmicznych i ludzkich do współpracy w dziele jednoczenia ludzkości i włączenia świadomości indywidualnej w świadomość zbiorową.” (s. 158) „Osoba Elvisa jakby za sprawą jakiejś tajemniczej energii łączyła się z publicznością w jeden świat, w jedną całość. (...) Celem jest włączenie energii kosmicznej do współpracy w dziele upodobnienia i ostatecznej unifikacji ludzkości i wszechświata.” (s. 173) „Jednak niektóre propozycje nurtu New Age to nic innego, jak specjalnie przygotowana forma oddziaływania kojącym dźwiękiem na umysł słuchacza, by w ten sposób poddać go nieświadomemu wpływowi magicznej energii, zakorzenionej w starożytnych systemach magicznych i praktykach ezoterycznych, których moc przywoływana jest przez fakturę muzyczną.” (s. 176) zupełnie jakby wierzył w te starożytne energie …

Krystian Ozon „Tę książkę napisał człowiek nie rozumiejący muzyki, człowiek który nienawidzi muzyki.” Żeby tylko…
Kazik „Pan Hawryszczuk lubi trudne wyrazy: "somatyka", "ambiwalencja etyczna", "epistemologicznie", ho ho ho, idealnie będzie się to komponować z cytowaniem filozofów (może i bez związku z tematem, ale jak wygląda!)” niektórzy tak mają.

Zastanowiło mnie, kim...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1234
914

Na półkach: , ,

Książka nr 44/2021: “Religia Rocka. Ciemna strona muzyki rozrywkowej" - Sławomir Hawryszczuk.

Co jakiś czas wybuchają dyskusje o elitarności czytania i wyższości tej czynności nad innymi formami spędzania czasu. Fałszywe z natury i naiwne wydaje mi się podejście "nie ważne co czytasz ważne, że czytasz". Można trafić na fatalny serial, film czy niestrawne jedzenie. Można też trafić na książkę "Religia rocka. Ciemna strona muzyki rozrywkowej".

Jak potraktować opracowanie, które pretenduje do poważnej naukowej pracy o muzyce i jednocześnie powołuje się na takie źródła jak The Sun, Super Express czy Twoje Imperium?

Autor namiętne tropi masonów, okultystów i wielbicieli magii na przestrzeni dziejów. Idzie mu świetnie, łatwiej napisać, którego muzyka nie posądza o niecne zamiary. Zaczyna koncertowo o Mozarta, Haydna, Beethovena, Liszta, Wagnera, Mendelssohna, Verdiego, Pucciniego, Strawiński, Satie ba nawet Chopin miał coś za uszami!

Potem cięgi zbierają m.in. Nat King Cole, Duke Ellington i wreszcie docieramy do rocka. A tu zdziwienie bo najgorsi byli The Beatles oraz The Rolling Stones, Deep Purple i Led Zeppelin! Oczywiście pada cała lista zespołów rockowych i metalowych. Autor szczególną uwagę przykłada do polskiego podwórka i ostrzega czytelnika przed ukrytymi, satanistycznymi przesłaniami w utworach Feel, czy o niecnych zamiarach Maryli Rodowicz!

Autor wykazuje olbrzymią niechęć do muzyki elektronicznej, która prócz tego że jest zła na miano muzyki nie zasługuje - bo tak. Trudno zrozumieć wielostronicową dygresję o techno, jak to się ma do tytułu książki?

Gdyby skupić się jedynie na absurdalnych wnioskach autora, pisaniu i naciąganiu faktów pod przyjętą tezę byłaby to nawet zabawna książka. Niestety, autor ma jeszcze asa w rękawie: homoseksualizm! To musi być jakaś fobia, albo niezdrowa fascynacja. Naliczyłem w całej książce około 45 nawiązań. Autor niebezpiecznie krąży wokół tezy, że muzyka rockowa i techno propagują "aberracje seksualne", racjonalizują pełna wolność seksualną i przez to "potrzebę bądź próbę zweryfikowania własnej orientacji seksualnej".

Tę książkę napisał człowiek nie rozumiejący muzyki, człowiek który nienawidzi muzyki. W pierwotnej wersji miałem wpisać wszystkie absurdy, przeinaczenia, błędy merytoryczne i nadinterpretacje jakie wyczytałem w tej książce. Jednak to daremne (czasochłonne) - przeczytałem ją, Wy już nie musicie.

Książka nr 44/2021: “Religia Rocka. Ciemna strona muzyki rozrywkowej" - Sławomir Hawryszczuk.

Co jakiś czas wybuchają dyskusje o elitarności czytania i wyższości tej czynności nad innymi formami spędzania czasu. Fałszywe z natury i naiwne wydaje mi się podejście "nie ważne co czytasz ważne, że czytasz". Można trafić na fatalny serial, film czy niestrawne jedzenie. Można...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

77 użytkowników ma tytuł Religia rocka. Ciemna strona muzyki rozrywkowej na półkach głównych
  • 38
  • 37
  • 2
26 użytkowników ma tytuł Religia rocka. Ciemna strona muzyki rozrywkowej na półkach dodatkowych
  • 14
  • 4
  • 3
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Religia rocka. Ciemna strona muzyki rozrywkowej

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Sto zabobonów. Krótki filozoficzny słownik zabobonów Józef Maria Bocheński
Sto zabobonów. Krótki filozoficzny słownik zabobonów
Józef Maria Bocheński
Zabobon to wierzenie, które jest w wysokim stopniu fałszywe, a mimo to uważa się je za prawdziwe – wyjaśnia w przedmowie do słownika nieoceniony ojciec Bocheński – proponując zbiór stu haseł, w których rozprawia się z różnymi zabobonami. Na przykład że astrologia jest zabobonem wynika z trzech racji: 1) wszyscy uczeni kompetentni w tej dziedzinie (astronomowie, astrofizycy, psychologowie) ją odrzucają, 2) tzw. dowody astrologów urągają elementarnym zasadom metodologii naukowej, zwłaszcza statystyce, 3) ludzie urodzeni w tym samym miejscu i czasie powinni mieć wg astrologii ten sam los, tymczasem doświadczenie temu przeczy. Wokół pojęcia "kobieta" powstały z kolei dwa przeciwstawne zabobony: 1) kobietę uważa się za człowieka niższego rodzaju niż mężczyzna (np. w islamie),2) kobietę postrzega się tak samo jak mężczyznę i usiłuje się ją do niego upodobnić. Jeszcze innym zabobonem jest wiara w ciągły postęp ludzkości. Źródłem tego złudzenia jest przenoszenie kategorii biologicznych (teoria ewolucji) na życie społeczne. Można, rzecz jasna, zauważyć znaczący postęp w naukach przyrodniczych, ale już rozwój moralny człowieka na przestrzeni wieków budzi wątpliwości. Podobnie rozwój kultury, twórczości artystycznej itp. Poza tym postęp dokonuje się zwykle w ramach określonej cywilizacji, po czym następuje regres (jak w starożytnym Rzymie czy Egipcie). Nie da się więc mówić o postępie w odniesieniu do całości. Brak jakiejkolwiek gwarancji, że nasza cywilizacja będzie się stale rozwijać. Lektura tekstów filozofa z Fryburga umożliwia porządkowanie oraz rozjaśnianie pojęć. Jest szkołą logicznej argumentacji i nieustającą inspiracją dla wszystkich, którzy starają się myśleć samodzielnie.
Wojtek Kusiński - awatar Wojtek Kusiński
ocenił na71 miesiąc temu
Dialogi filozoficzne św. Augustyn z Hippony
Dialogi filozoficzne
św. Augustyn z Hippony
Na początku mojej obecności na LC (styczeń 2014) umieściłem następującą notkę na temat "Dialogów..": "Św. Augustyn /354-430/ uważany za prekursora egzystencjalizmu /m.in. wg Zdziechowskiego – p. „Ontologia” Świeżawskiego/ zaadaptowawszy do potrzeb chrześcijaństwa, myśli PLOTYNA, wyrażone w „Enneadach”, stworzył kanon klasycznej literatury teologicznej. Dzięki lekturze „Dialogów..” poznałem koncepcję WIARY /przez duże W/, poznawalnej tylko na drodze rozumowej oraz DUSZY dwojakiego rodzaju /a właściwie trojakiego, bo z „ANIMUS”, jako część, Augustyn wyróżnia „MENS”/. Wnioski z tej lektury opisałem w recenzji „Tischner czyta Katechizm” na portalu „Lubimy czytać” oraz na moim blogu; wgwg1943.blogspot.ca oraz tamże w wypracowaniu pt „Wiara”. Należy wspomnieć że św. Augustyn przyznał wolnej woli pierwszeństwo przed rozumem, zrywając tym samym z intelektualizmem greckim. Wg niego Bóg nie stworzył zła, którego źródłem jest WOLNA WOLA człowieka. /por. „Nieszczęsny dar wolności” Tischnera/. " Ze względu na to, że jest to dalej jedyna na LC recenzja tego wspaniałego dzieła, postanowiłem rozszerzyć ją, by Państwa zachęcić do tej wielce wartościowej, lecz i bardzo ciekawej lektury. Nie mogę nie stwierdzić, że w Kraju, w którym olbrzymia większość deklaruje przynależność do Kościoła Katolickiego, brak zainteresowania jednym z dwóch największych doktrynerów tego Kościoła (drugi to Tomasz z Akwinu) żenuje. Aby systematycznie przedstawić myśl Augustyna zaczynam od pojęć religii i wiary. Korzystam ze swojego eseju "Wiara" wspomnianego wyżej: Ponieważ pojęcia wiary i religii nam się przeplatają zdefiniujmy i tę ostatnią: RELIGIA TO ZJAWISKO SPOŁECZNO-KULTURALNE, FORMA ŚWIADOMOŚCI SPOŁECZNEJ, BĘDĄCE UFANTASTYCZNIONYM ODBICIEM REALNEGO ŚWIATA, POWSTAŁYM W WARUNKACH BEZSILNOŚCI WOBEC SIŁ PRZYRODY I SIŁ SPOŁECZNYCH; NA RELIGIĘ SKŁADAJĄ SIĘ: ZESPÓŁ WIERZEŃ /DOKTRYNA/, ZWIĄZANYCH Z NIMI PRAKTYK /KULT/ I INSTYTUCJI. A więc akceptacja doktryny, kultu i organizacji wspólnoty prowadzi do WIARY zgodnej z RELIGIĄ. A wyznawanie religii jest wiarą; wiarą, która daje nadzieję. Wierzymy aby mieć nadzieję, a dokładniej staramy się wierzyć by ją mieć. A wspomniane konieczne PRZEŚWIADCZENIE nabywamy z wiary w AUTORYTET,.... „co skraca drogę poznania i uwalnia nas od wysiłku.... Jest to zbawienne dla ludzi, którym brak bystrości umysłu utrudnia poznanie rozumowe.... Ludzie ci - a jest ich z pewnością WIĘKSZOŚĆ - dają się łatwo zwieść dowodom pozornym...Toteż dla nich najpożyteczniej jest wierzyć powadze wybitnych ludzi...” /św. Augustyn/. Tym autorytetem jest rodzina, społeczność miejscowa i ksiądz proboszcz, czyli otaczające środowisko narzucające zasady etyczne czyli moralność. O korzyści płynącej z tego zwięźle mówi ulubiony filozof Isaaca Bashevisa Singera /1904-91/ - Baruch SPINOZA /1632-77/: „Gmin, o ile reguł moralnych przestrzega, to zwykle ze strachu marnego przed piekłem.... Ci, którzy nie potrafią pod panowaniem rozumu żyć, MUSZĄ mieć zalecenie godziwego życia, jakie im RELIGIA daje...”. Jednakże religię i wiarę odróżnia bardzo poważna właściwość. Otóż, RELIGIA odnosi się do ZBIOROWOŚCI, podczas gdy WIARA - do JEDNOSTKI. Blaise PASCAL /1623-62/ stwierdza: „Wiara jest darem Boga, którą daje według własnego upodobania. Wiara jest dziełem łaski, a łaska, na mocy samego pojęcia, jest rozdzielana arbitralnie, nie według zasad”.... ….WIARA natomiast jest ufnością, do której prowadzi długa droga życia, poprzez wzloty i upadki, poprzez ich ocenę, poprzez sumienie, poprzez własne decyzje i odpowiedzialność lub jej brak, poprzez odnalezienie samego siebie w głębi własnego serca. Każdy ma swoją drogę. Droga doświadczeń jednego człowieka nie jest drogą innego. To, co najważniejsze dokonuje się wewnątrz, w samotności. I przychodzi czas kontemplacji, i trzeba zdecydować, czy chce się wierzyć. Bo wszystkie wątpliwości muszą być rozwiane przez CHĘĆ WIARY. CHCĘ - to kluczowe słowo, bo to akt WOLI nadaje wierze sens. Reasumując, najpierw musi być wiara, prymitywna wiara, najczęściej narzucona przez otoczenie zgodnie z maksymą św. Augustyna: „Crede, ut intelligas” (uwierz, abyś zrozumiał) tzn „NIE USIŁUJ ZROZUMIEĆ BY WIERZYĆ, ALE WIERZ BY ZROZUMIEĆ”. Dalej, już tylko dla nielicznych wybranych tj obdarzonych przez Boga „ŁASKĄ” ROZUMU, wyboista droga analizy swego WNĘTRZA, w którym gromadzą się wszystkie zdobycze ROZUMU, mającego własności poznawcze, i w efekcie określenie swojej relacji do ABSOLUTU. Augustyn poświęca wiele uwagi relacji „dobra” i „zła”. Nim przyjął chrzest w wieku 33 lat wyznawał doktrynę manichejczyków, którzy wskutek wpływu mitologii perskiej, wierzyli w odwieczne zmaganie się tych dwóch sił. Chrześcijaństwo jednak głosi, że jest jeden stwórca dobry, który zła nie sprawia, choć je dopuszcza. Augustyn pisze: „...już to po to, by mogło większe dobro dzięki temu zrodzić, już to po to, by kontrasty wzbogacały byt..” Zło w sensie metafizycznym jest według Augustyna niebytem i brakiem dobra. Zło moralne (czyli grzech) mieści się w porządku i harmonii wszechświata, gdyż Bóg, stwarzając wolną wolę z niczego (ex nihilo),dopuszczał możliwość jej upadku, choć tego nie zakładał z góry i czynienia zła zakazuje. Przekładając istotę powyższego z polskiego na nasze „dobro”, „ciepło” to byty (w fenomenologii Dasein),natomiast „zło”, „zimno” to niebyty, czyli nie istnieją: „Zło” jest brakiem „dobra”, a „zimno” brakiem „ciepła”. Aby nie trudzić Państwa szukaniem przytaczam odpowiedni fragment o duszy z mojej recenzji „Tischner czyta Katechizm”: „..Św. Augustyn rozróżnia (poza wspólnym nam i roślinom pierwiastkiem życiowym, który należy nazywać raczej „życiem” niż „duszą”) dwa rodzaje dusz: ANIMA i ANIMUS. ANIMA - to dusza w ogóle, taka, jaką posiadają również zwierzęta. ANIMUS - to dusza myśląca, rozumna, właściwa człowiekowi. Najwyższa część duszy tak pojętej, siedziba mądrości nosi nazwę MENS. Aby przybliżyć znaczenie MENS przytaczam trzy konteksty: pierwszy z ENEIDY Wergiliusza MENS AGITAT MOLEM - „duch” porusza materię, tj określenie przewagi rozumu nad materią; drugi - MENS SANA IN CORPORE SANO - to wymieniony wyżej: zdrowy „duch” w zdrowym ciele, oraz trzeci - MENS INVICTA MANET - „duch” pozostaje niezwyciężony. Ten „duch” w powyższych przykładach wydaje się bliższy umysłowi, intelektowi. Te trzy stopnie duszy - anima, animus, mens - odpowiadają dość dokładnie podziałowi PLOTYNA, który widzi w człowieku dwa uhierarchizowane pierwiastki: „duszę niższą”, uczestniczącą w „duszy świata”, posiadającą życie zmysłowe i rozumowe, oraz „duszę wyższą”, uczestniczącą w ROZUMIE /NOUS/, obdarzoną intuicją i zdolną wznosić się ku Bogu. Przypomnijmy: Plotyn – 205-270 r. n. e., Augustyn – 354-430 r. n. e. i podkreślmy, że z dzisiejszej perspektywy NAJWAŻNIEJSZY filozof w dziejach ludzkości, jest prawie zapomniany, a nektar spija sprytny Augustyn, który mając 33 lata się ochrzcił, poczytał ENNEADY Plotyna w tłumaczeniu Mariusza Wiktorynusa, bo niedouczony był i greki nie znał, po czym myśli Plotyna zaadaptował do potrzeb chrześcijaństwa. No to zasłużył się i przeto został obdarzony tytułem ŚWIĘTEGO. Zakończmy ten akapit myślą św. Augustyna: „DUSZE LUDZI UCZONYCH SĄ WE WŁAŚCIWY SPOSÓB JAKBY PEŁNIEJSZE I WIĘKSZE NIŻ DUSZE NIEUKÓW”....” Jeszcze o wolnej woli. Augustyn twierdzi, że mamy, bo gdy Bóg nas darmową łaską darzy, nie tylko czynimy dobro, ale też mamy wolę, by tak czynić, a gdy łaski brak, czynimy zło i chcemy być zła twórcami. Z siebie samego nikt nie ma nic, jeno grzech i kłamstwo. Padamy z własnej woli, ale z własnej woli nie możemy się podnieść... Takiego fatalistycznego wywodu, proszę nie przyjąć pochopnie jako zachęty do rozpusty, że niby skoro wszystko zależy od łaski Boga udzielanej arbitralnie, to nasze postępowanie jest bez znaczenia. To „zły” podsuwa takie logiczne wnioski.....ha, ha!! Co by nie było wolę Augustyna od Tomasza!!
Wojciech Gołębiewski - awatar Wojciech Gołębiewski
ocenił na109 lat temu
Sokrates Jean Brun
Sokrates
Jean Brun
Całkiem niezłe przybliżenie postaci Sokratesa, choć właściwie z podobnym spotkamy się we wstępach i przypisach do Dialogów Platona. Moim subiektywnym zdaniem, autor niepotrzebnie wmieszał w to egzystencjalistów, pozwalając im skąpać się w blasku ateńskiego Sylena, na co zupełnie nie zasługują (Jan Patočka znacznie lepiej uchwycił relacje Sokratesa z Heglem, Nietzschem i Kierkegaardem). ----------------------------- „L. Brunschvicg pisze: „Wszystko skłania nas ku temu, aby naszą wiedzę o Sokratesie ująć w konwencji jego własnej ironii. Wiemy o nim na pewno tylko to, że nic o nim nie wiemy”. „Nie ma nic bardziej obcego Sokratesowi niż formuła Protagorasa, mówiąca, że „wszelkich rzeczy miarą jest człowiek”; dla Sokratesa miarą wszystkich rzeczy jest Bóg. Dlatego też poświęcił życie demaskowaniu takich doktryn jak subiektywizm gnoseologiczny, w ujęciu Teajteta, sprowadzający wszelką wiedzę do wrażeń zmysłowych, subiektywizm etyczny, w rozumieniu Filebosa, wedle którego dobre jest to, co sprawia przyjemność, czy subiektywizm aksjologiczny Kalliklesa i Trazymacha, uznających jedynie przyrodzone prawo silniejszego”. „Spotykamy tu zatem Eurypidesa, którego tragedie Sokrates chętnie oglądał, a zdaniem niektórych – miał udział w ich powstawaniu”. „Sokrates wymyka się historii, ponieważ ją przerasta, nie należy do przeszłości ani bliskiej, ani dalekiej: jest domeną wiecznego trwania. Jego słowo, a właściwie jego obecność, przetrwała wieki, podobnie jak słowa wyroczni delfickiej, która tak ważne miejsce zajmuje w jego życiu, a o której Heraklit mówił, że nic nie ukrywa ani nic nie objawia, a tylko – wskazuje. Osoba Sokratesa bardziej trwale oparła się czasowi, niż być może zrobiłoby to dzieło pisane, i jest to pierwszy punkt, od którego możemy rozpocząć nieśmiałą próbę porównania go z Jezusem”. „Pamięć jest duchowym obliczem wewnętrznego trwania; przywykliśmy traktować ją jak notatnik lub kalendarz naszej duszy, podczas gdy w rzeczywistości mówi nam ona, co następuje: nasza osoba jest światem, w którym nic nie ginie, środowiskiem o bezgranicznej wrażliwości, w którym najmniejsze drgnienie wywołuje przenikliwy rezonans zataczający szerokie kręgi”. Henri Bergson „Przypomnijmy, co o Sokratesie Platona mówi Magalhâes-Vilhena: To, co wiemy o wielkich postaciach historycznych, jest tylko jedną z różnych wersji ich żywota. Platon ubrał w słowa „ideę”, jaką Sokrates był w oczach swojego ucznia. To, że Sokrates Platona nie jest Sokratesem historycznym, nie zmienia faktu, że jest najbardziej wiarygodnym wizerunkiem, jakim dysponujemy. Platon przedstawia nam Sokratesa wraz z całym jego niespokojnym, złożonym i poruszającym tłem intelektualnym i życiowym. Daje nam człowieka z krwi i kości, a nie upozorowanego bohatera, którego chcieli w nim widzieć potomni. Poszukiwanie Sokratesa historycznego jest po prostu próbą interpretacji mitu Sokratesa platońskiego, obrazu, rzecz jasna, fałszywego, gdyż tylko obrazu, jednak zbliżonego do prawdy. Właściwe zdaje się w tym miejscu przytoczenie pięknych słów Renana: „Szczegóły te nie są prawdziwe w dosłownym znaczeniu słowa: są jednak prawdziwe jakimś wyższym rodzajem prawdy; są bardziej prawdziwe niż naga prawda, bowiem są prawdą pełną ekspresji i wyrazu, wyniesioną na wysokość idei”.
Graven - awatar Graven
ocenił na62 lata temu

Cytaty z książki Religia rocka. Ciemna strona muzyki rozrywkowej

Więcej
Sławomir Hawryszczuk Religia rocka. Ciemna strona muzyki rozrywkowej Zobacz więcej
Sławomir Hawryszczuk Religia rocka. Ciemna strona muzyki rozrywkowej Zobacz więcej
Więcej