Etyka nikomachejska Arystoteles 7,4

Rozbieżność z Platonem -
badanie dobra w ogóle "jakkolwiek by przykre były tego rodzaju dociekania wobec faktu, iż formy wprowadzili moi przyjaciele. Zdaje się chyba jednak, że może lepiej jest i że trzeba dla ocalenia prawdy poświęcić nawet to, co jest nam bardzo bliskie — zwłaszcza jeśli się jest filozofem; bo gdy jedno i drugie jest drogie, Obowiązek nakazuje wyżej cenić prawdę [aniżeli przyjaciół]"
Dobro samo jest dla człowieka nieosiągalne, dla ludzi dobro jest w jednostkach i w określonych przedmiotach, przymiotach.
Rozumienie procesów i działań w świecie przez pryzmat celowości - arystotelesowska teleologia
"Bezwzględnie więc ostateczne jest to, do czego się dąży zawsze dla niego samego, a nigdy dla czegoś innego." stąd poglad na wyższość filozofii spekulatywnej, rozważań teroretycznych nad sztukami wyrobniczymi itd. por. Stagiryty podział nauk
Cel - eudajmonia. Zaś u Platona dobro samo. Światowość vs zaświatowość jak na fresku Rafaela Szkoła Ateńska. Chociaż u Arystotelesa też jest metafizyka jak zasady logiczne niedowodliwe dowodu wg niego niewymagające, nieporuszony poruszyciel, powyżej wspomniana celowość której się dopatrywał w przyrodzie - wszystko podatny grunt pod późniejsze chrześcijańskie interpretacje (bo Platon tak bardzo był bliski Kościołowi że już nie tak potrzebny bo niejako wchłonięty w sam rdzeń chrystianizmu, nawet można rzec - chrześcijaństwo to platonizm dla ludu; oczywiście Augustyn się też i do Platona odnosił)
Pierwsze założenia najważniejsze "początek połową całości" czyli waga filozofii pierwszej, metafizyki. Tak, najważniejsza, najtrudniejsza do określenia i w rezultacie dowolna, a to połowa całości! Zob. argumenty sceptyckie np. u Pyrrona. Arystoteles - > sceptycy, stoicy (ceniony spokój, unikanie sądów) - > podkopana cywilizacja grecka wyparta przez chrześcijan; jak nie ma pewnych sądów to wzywamy wiarę! Ale i rozum domaga się swojego działu, no to cyk scholastyka z określonym założeniem pierwszym, nauka służebnicą wiary.
Arystoteles jako pogodzenie rozmaitych nurtów filozofii greckiej
Dusza rozumna i dusza wegetatywna
Zaleta to pewnego rodzaju trwała dyspozycja
Kolejne rozdroże z Platonem: zaprzeczenie jakoby wiedza równała się cnocie. Wszak mówiąc w ten sposób zaprzecza się emocjom co jest niepodobieństwem. Lepszą ma Arystoteles intuicję i common sense psychologiczny od swojego nauczyciela.
"trojakie są zjawiska w życiu psychicznym: namiętności, zdolności i trwałe dyspozycje" stąd już blisko do odpowiednio: id, ego, superego!
"Ponadto mówi się, że jesteśmy miotani namiętnościami, o zaletach natomiast i wadach etycznych mówi się, nie że miotają nami, lecz że nas w pewien sposób usposabiają."
Również nie chce wykorzeniać emocji jak stoicy np. "do gniewu odnosimy się źle, jeśli czynimy to w sposób gwałtowny lub zbyt słaby" [porównaj to z dialogiem Seneki o gniewie]
Seneka uważał za piękne samo teoretyzowanie o cnocie nawet jeśli nie przynosi konsekwencji praktycznych, inaczej Stagiryta: cnota jest działaniem
Złoty środek nie polega na środku jak w matematyce tylko w środku ze względu na nas - lecz wówczas jego określenie jest uznaniowe i co to za etyka!
A w ogóle to może dobrym sposobem na taki złote środek byłoby indywidualne przyjmowanie treści przeciwnych do tych które przyjmujemy przymusowo poprzez proces edukacji, mass media itd.? Bo wielu z nich nie da się uniknąć a tak można by to jakby zrównoważyć
"Otóż za niezależne od woli uchodzą te rzeczy, których się dokonywa bądź pod przymusem, bądź skutkiem nieświadomości" czyli wszystko wg freuda
Etyka Nikomachejska więcej niż o boskim imperatywie mówi o początkach teorii etyki i prawa społecznego (chociaż wypowiadane kategorycznie). Także tzw. prawo naturalne i z niego argumenty tu mają początek.
Z takiego jak tu przedstawionego wymiaru etycznego czerpią instytucje państwowe, sądy i postępowanie służb, prawo karne etc; także pewne zasady stosunków rodzinnych długo trwały na tej niwie.
Ja bym jednak powiedział że zarówno tzw. Prawo naturalne zmienia się z czasem więc pytanie czy w ogóle takowe istnieje lub czy zakładając jego istnienie jesteśmy w możliwości jego poznania?
Tak samo jeśli moralność jest co najwyżej nie obiektywna a intersubiektywna to można by powiedzieć że obowiązuje jednostkę gdyż ta czerpie zyski z umowy społecznej. Jednak jednostka nie wybiera uczestniczenia w państwie gdyż w społeczeństwie przemysłowym in praxi nie ma możliwości życia bez państwa lub społeczności lokalnej.
Jak dla mnie nie ma przeszkód etycznych by niedobrowolną umowę łamać ze swojej strony nadal czerpiąc korzyści, gdyż nie wybraliśmy swojej zależności od nich. Państwo ma arbitralny monopol na przemoc, nasze działania nigdy nie są rozumiane lecz tylko chwalone lub ganione.
Każdy potrzebuje innych zasad dla siebie zależnie od konstytucji, natomiast im bardziej w pewnych aspektach odbiega dodatnio lub ujemnie (albo w jednych dodatnio a w drugich ujemnie; a może być tak że ujemnie odbiega w sprawach prozaicznych zaś dodatnio w wielkich) tym bardziej zasady odgórne mu szkodzą, gdy miara szkody zostanie przekroczona jak dla mnie obowiązki względem społeczności są uchylone.
(tak np. przypadek Teda Kaczynskiego na którym przeprowadzano nieetyczne eksperymenty psychologiczne, strzelaniny w szkołach etc.)
Natomiast kiedy taka jednostka skorzysta z uchylonego obowiązku to zawsze ona jest karana, a nie czynniki zewnętrzne czy osoby które spowodowały przekroczenie miary szkody względem korzyści z uczestnictwa w społeczności. To jak dla mnie jest niesprawiedliwością największą!
Taka jednostka niedopasowana dodatnio lub ujemnie często ma dwie możliwości wyboru: a)nonkonformizm i dotkliwe sankcje społeczne, ostracyzm ale pewne wewnętrzne zadowolnie. b) konformizm i często jego wynikiem niespełnienie, wykształcające się neurozy lub inne nieprawidłowości psychofizyczne, i tak pewne sankcje skutkiem niedoskonałości dostosowania się do żądań sprzecznych z naturalnym dla takiej jednostki kierunkiem wynikłym z genetyki, doświadczeń z dzieciństwa, klimatu rodzinnego, przypadku etc. ~Jądro osobowości u Junga.
c) próba połączenia punktów a i b (osoba wytwarza personę tak jak do pewnego stopnia wszyscy) i odpowiednio postępuje różnie np. w pracy i w domu. Jednak przy nadmiernym odróżnieniu persony od jaźni/ego też występuje zarzewie zaburzeń psychicznych (pytanie czy takowe można w istocie ocenić; może lepiej: różnicy względem modelu środowiskowego na podstawie widocznych zewnętrznie przesłanek przez osoby powierzchowanie zainteresowane) , zwłaszcza w połączeniu z np. niekorzystnym zdarzeniem losowym utrudniającym pogodzenie persony/kilku person z "ja"
Więc każda opcja jest niedoskonała a jeśli odniesie się w wyniku takiego konfliktu wielkie szkody to jak dla mnie obowiązuje już tylko prawo nie społeczne a - sobie nadane.
Osobnym tematem są osoby z kategorii a) które oprócz wielkiej niezgody ze średnią miały też wielką siłę tzn. wielkie jednostki jak Napoleon.
Poza tym wszystkim obecnie powinno być jasne że pojęcia osoby jako jedności i wolnej woli to jakieś mamidła. Jednostka jest wieloma zwalczajacymi się częściami w jednym momencie a także z jej "całości" po pewnym czasie żadna prawie część nie pozostaje taka sama - jak z paradoksu o statku tezeusza. Więc ściśle karanie byłoby zawsze zemstą bo karze się jednostkę za to, co zostało zrobione przez coś innego. Dezawuuje lub pomija sie te czynniki by jednostki internalizowały państwowy monopol na przemoc jako sprawiedliwość, prawo itd.
Także najpierw zostało stworzone prawo a potem apriori bez dowodów orzeczona wolna wola jako przydatne w tym celu uzasadnienie. Czynu, osoby nie da się prawdomównie wyjąć z całego strumienia stawania się? Natomiast jaki wymiar szkody ma przeważyć - quantum bólu może ocenić tylko doznający. Każda inna ocena musi być mniej trafna. Czasem się zarzuca np. Emilowi Cioranowi że w swoich książkach przekłamuje świat z powodu swoich silnych skłonności pesymistycznych - to twierdzenie wymaga dowodu że skłonność pesymistyczna jest "nieprawdziwa"; "nie oddaje prawdy". A może jest pragmatycznie niedobra? Dla niego była dobra, pisał sobie książki i dożył 85 lat.
Arystoreles poniekąd na moje zarzuty odpowiada: "Wątpliwość zaś rodzi się stąd, że to, co prawe, jest wprawdzie sprawiedliwe, jednakże nie w znaczeniu sprawiedliwości ustanowione, lecz jest korekturą sprawiedliwości stanowionej. Pochodzi to stąd, że wszelkie prawo jest ogólne, o niektórych zaś rzeczach nie można wydać trafnego sądu w sposób ogólny. Gdzie więc należy wydawać o czymś orzeczenia ogólne, ale nie można tego czynić w sposób trafny, tam ustawa dotyczy większości wypadków, zdając sobie sprawę z błędności takiego postępowania. Niemniej jednak postępuje trafnie: błąd bowiem nie tkwi tu ani w ustawie, ani w ustawodawcy, lecz w naturze rzeczy, bo taki jest właśnie materiał, którym operują wszelkie poczynania praktyczne"
"A zatem doznawanie krzywdy jest samo w sobie mniejszym złem, ale nic nie stoi temu na przeszkodzie, by przypadkowo było większym złem.
Na to jednak umiejętności nie zwracają żadnej uwagi, lecz np. uważa się zapalenie płuc za poważniejsze schorzenie niż potłuczenie, a mimo to może przypadkiem to drugie stać się poważniejsze, jeśli [np.] ktoś, doznawszy potłuczenia i upadłszy, dostał się w ręce nieprzyjaciół i skutkiem tego został przez nich zabity)."
" Przenośnie i tylko analogią operując, mówi się o sprawiedliwości człowieka nie wobec siebie samego, lecz jednych jego części wobec drugich; jest to jednak sprawiedliwość nie we wszelkim znaczeniu, lecz w znaczeniu sprawiedliwości pana wobec niewolnika lub sprawiedliwości domowej. W takim bowiem stosunku pozostaje rozumna część duszy do części nierozumnej. Ze względu na ten stosunek niektórzy sądzą, że można skrzywdzić siebie samego, bo każda z tych części duszy może doznać od drugiej czegoś, co idzie na wspak jej dążeniom. Możliwa więc jest jakaś sprawiedliwość w stosunku do tych dwóch części duszy, a mianowicie taka, jaka istnieje między władcą a poddanym."
No do cholery właśnie twoje pojęcie" ja" jest tylko przenosnią! A rzeczywistością zbiór raz luźniej raz mocniej powiązanych relacji psychicznych w różnych stosunku nad sobą górujących w różnym czasie zależnym od ruchów komórek w ciele.
Arystoteles konceptualizuje "ja" jako:
A) cześć duszy rozumną która dzieli się jeszcze na a1) cześć ujmująca rzeczy niezmienne - jakby freudowskie ego albo rozumowanie - jakby naukowiec co nakręca swój umysł na potrzeby zastosowania metododologii naukowej a2) cześć ujmująca rzeczy niezmienne - jakby freudowskie superego albo poznanie naukowe(raczej metafizyczne niż naukowe w dzisiejszym rozumieniu) B) cześć nierozumną (jakby freudowskie id)
Zalety duszy są: etyczne (moralne) oraz dianoetyczne (intelektualne)
Czyli cnota nie jest wiedzą jak twierdził Sokrates bo i ludzie mający wiedzę o etyce postępują "źle" kiedy kieruje nimi id lub ich superego jest w konflikcie z ego. Lecz cnota jest swojego rodzaju trwałą dyspozycją, internalizowanym zbiorem przekonań i nawykiem.
"Załóżmy tedy, że pięć jest [trwałych dyspozycji], dzięki którym dusza poznaje prawdę, twierdząc coś lub przecząc. Są to: sprawność techniczna, wiedza naukowa, rozsądek czyli mądrość praktyczna, mądrość teoretyczna czyli filozoficzna i myślenie intuicyjne"
Było o Freudzie to i o Jungu. Otóż ja widzę analogię miedzy złotym środkiem Arystotelesa a jungowską tezą o potrzebie rozwijania przeciwnej do dominanty funkcji w psyche. Btw możnaby porównać relacje typu nauczyciel - uczeń i późniejsza rozłąka idei np. Platon i Arystoteles, może Kant i Hegel, Schopenhauer i Nietzsche, Freud i Jung. Czyby tu była widoczna dialektyka Heglowska? Nie wiem, jestem w tym względzie dyletantem.
"Sokrates więc sądził, że zalety etyczne są czymś rozumowym (Skoro uważał je wszystkie za różne rodzaje wiedzy),my zaś sądzimy, że one implikują rozum"
Ale można poniekąd powiedzieć że Sokrates ma racje, jakby ktoś miał silne superego tzn. Wielką wiedzę etyczną to to superego by nim kierowało i stłamsiło id.
Albo ego tzn kiedy mamy jasną świadomość wielkich konsekwencji to pewniej trzymamy id na wodzy. Albo id w ogóle się zniechęca do takiej mało korzystnej transakcji i nie pokłada w takim przedmiocie kateksji.
Nieprawda. Nic nie stoi na przeszkodzie mieć silne ego ale ekspansywne id.
"ten sam człowiek byłby zarazem rozsądny i nieopanowany, a nie może przecież nikt powiedzieć, że człowiek rozsądny dokonuje zgodnie ze swą wolą czynów najgorszych. Ponadto"
Nieprawda. Nic nie stoi na przeszkodzie mieć silne ego ale ekspansywne id.
Poza tym Zob. opozycje do tego pogladu u Elzenberga. Właśnie częściej sie zdaje ulegamy tym słabym pokusom bo je lekceważymy. Taką tezę potwierdzają współczesne przypadki np. youtube shorts, tik toka etc. Pokusa niewielka, uzależnienie masowe. Bo małe pokusy są silnie wiodące jeśli mają zarazem małe konsekwencje na raz (mogą mieć wielkie gdy doda się ich duża ilość ale tutaj pysznimy się przed sobą że na pewnej części z kolei poprzestaniemy)
Dalej; bardzo ciekawa analiza psychologiczna kategorii działania id w tym elementy starożytnej psychopatologii.
Rozróżnienie "zła" z powodu rozbuchanego id i z powodu "wadliwie" ukształtowanego superego. Tzn. Odpowiednio ludzie nieopanowani i nieumiarkowani.
"czynności teoretyczno - kontemplacyjne nie mają związku z żadną potrzebą fizyczną" czyżby?
"nie jest słuszne określenie przyjemności jako „doznawanego przez nas procesu stawania się", raczej powiedzieć należy, że jest to nie proces, lecz czynność trwałej dyspozycji naturalnej; a zamiast „doznawana" raczej : „nie doznająca przeszkody" tzn. kateksja niezablokowana ze wzgledu na cel.
"przeto nie wszyscy dążą do tej samej przyjemności, wszyscy jednak — do przyjemności. A może wszyscy dążą nawet do tej samej, a nie do tej, do której sądzą, że dążą, lub którą by jako cel swego dążenia wymienili? Wszystko bowiem z natury ma w sobie coś boskiego." Archetypy. Poza tym, co uznajemy za przyjemność? Podobny problem jak przy uznaniu, że wszyscy dążą do mocy. Czym jest jedno i drugie? Czy moc jest pewną przyjemnością? Ale te określenia przynajmniej wywołują różne skojarzenia, różny nacisk znaczeniowy.
"co innego wydaje się słodkim człowiekowi w gorączce aniżeli zdrowemu, a podobnie co innego wydaje się ciepłym człowiekowi osłabionemu niż komuś, kto się dobrze czuje. Podobnie bywa i w dziedzinie innych wrażeń zmysłowych)We wszystkich jednak takich wypadkach zdaje się rzeczywiście zachodzić to, co wydaje się człowiekowi etycznie wysoko stojącemu." Czyli jak Protagoras mówi" czlowiek jest miarą rzeczy" tak Arystoteles "człowiek stojacy etycznie wysoko jest miarą rzeczy". Watpliwe. Naciągana moralizatorska epistemologia. Z analogii że: zdanie specjalisty w jego dzidzinie ma większą wagę, dzielność etyczna jest najszersza więc sąd takiego etycznego człowieka jako będącego jakby szeroko ujmując specjalistą istnienia - waży więcej
Wpływ platona (wiedza=dobro)
Ciężkawa ta etyka. Ale miły akcent zachety do filozofii :)
"Że jest czynność teoretycznej kontemplacji — powiedzieliśmy już. Zdaje się to być zgodne i z tym, co przedtem było powiedziane i z prawdą (ta bowiem czynność jest najwyższa, bo i rozum jest najlepszą naszą częścią, i z przedmiotów poznawalnych najlepsze są te, które
są przedmiotami rozumu); a dalej, czynność ta jest najbardziej ciągła, gdyż możemy oddawać się teoretycznej kontemplacji w sposób bardziej ciągły aniżeli jakiejkolwiek innej czynności. I sądzimy, że szczęśliwość musi mieć domieszkę przyjemności, a najprzyjemniejszą z czynności zgodnych z dzielnością etyczną jest bezsprzecznie czynność, w której się iści mądrość filozoficzna w każdym razie zdaje się filozofia dawać rozkosze przedziwne w swej czystości i trwałości"
Ale nie podoba mi się specjalnie ta etyka. Promuje też niestety publiczne szkolnictwo czyli publiczne szkodnictwo par excellence.
Tyrania roztropnej głupoty.
W "Polityce" mogłem nawet poprzeć tezy Arystotelesa ze wzgledu praktycznego lecz w samej etyce już jest wręcz szkodliwy gdzie nie było to konieczne, stąd niższa ocena.