Historia jednej z największych mistyfikacji w historii Doliny Krzemowej. „Zła krew” Johna Carreyrou

LubimyCzytać
22.09.2020

Biotechnologiczny start-up o nazwie Theranos, wymyślony przez Elizabeth Holmes, miał zrewolucjonizować rynek badań krwi. Udało się przekonać inwestorów, ale technologia nie działała… O tym już inwestorzy nie wiedzieli. „Zła krew” pióra dwukrotnego laureata nagrody Pulitzera to porywająca historia ogromnego oszustwa, opowieść o ambicji i nieposkromionej pysze.

Historia jednej z największych mistyfikacji w historii Doliny Krzemowej. „Zła krew” Johna Carreyrou

Założycielka i prezeska Theranos, Elizabeth Holmes, była powszechnie uważana za Steve’a Jobsa w spódnicy. Rzuciła studia, a jej firma miała w 2014 roku zrewolucjonizować przemysł medyczny dzięki maszynie, która znacznie usprawniłaby badanie krwi. Inwestorzy oszaleli: podczas kampanii finansowania wyceniono Theranosa na kwotę 9 miliardów dolarów,
a wartość udziałów samej Holmes wynosiła 4,7 miliarda. Był tylko jeden problem: technologia nie działała.

Założenie technologiczne, które leżało u jego podstaw – że najważniejsze informacje zdrowotne można wyczytać z jednej kropli krwi przy użyciu przenośnego urządzenia – okazało się kłamstwem.

„Jej wybujała ambicja nie uznawała żadnych granic i kazała jej zmierzać do celu po trupach”.

Pełna historia zapierającego dech w piersiach rozkwitu i równie szokującego upadku wartego kilka miliardów dolarów start-upu w dziedzinie biotechnologii. Relacja autorstwa nagradzanego dziennikarza, który jako pierwszy dotarł do sedna tej historii i opowiedział ją do końca, mimo nacisków ze strony charyzmatycznej założycielki i gróźb jej prawników.

„Elizabeth wydawała się naśladować Steve’a Jobsa: nosiła ciemnogranatowy golf, mówiła głębokim, niskim głosem i przez cały dzień popijała koktajle z jarmużu. Niestety, najwyraźniej nie miała pojęcia o różnicach między poszczególnymi badaniami krwi”.

Prawa do ekranizacji kupił Netflix – w roli głównej wystąpi Jennifer Lawrence.

„Zła krew” to jedna z najlepszych książek 2018 roku według: NPR, „New York Times Book Review”, „Inc.”, „Time’a”, „Wall Street Journal” i „Washington Post”.

„Opowieść o jednym z największych oszustw w Dolinie Krzemowej to nie do końca klasyk o chęci dorobienia się kosztem innych. Poznając historie pracowników Theranosa, widzimy, że ambicje Elizabeth Holmes sięgały dalej: ona walczyła o rząd dusz i pozycję legendy świata tech. Theranos miał być firmą-sektą ze ślepo oddanymi pracownikami. Przeszkodziła w tym słabość samego produktu i mocne charaktery tworzących go ludzi - to ich relacje są najmocniejszym punktem tego thrillera, który wydarzył się naprawdę”. - Karolina Wasielewska, girlsgonetech.pl, autorka książki reportażowej „Cyfrodziewczyny”

O autorze

John Carreyrou jest dwukrotnym laureatem nagrody Pulitzera oraz dziennikarzem śledczym „Wall Street Journala”. Jego dociekliwość i konsekwencja, z jaką opisał historię Theranosa, zostały docenione, kiedy autorowi przyznano nagrodę George’a Polka w kategorii dziennikarstwo ekonomiczne, nagrodę Geralda Loeba za Wybitne Dziennikarstwo Ekonomiczne i Finansowe w kategorii dziennikarstwo śledcze oraz nagrodę Barlett & Steele Silver Award za dziennikarstwo śledcze w biznesie. Jego książka Zła krew otrzymała tytuł najlepszej książki biznesowej roku przyznawany przez „Financial Times” & McKinsey.

„Każdy, kto miał okazję spędzić trochę czasu z Elizabeth, od razu wiedział, jak wielkim podziwem darzy Jobsa i firmę Apple. Lubiła nazywać system Theranosa „iPodem służby zdrowia” i przepowiadała, że podobnie jak wszechobecne produkty Apple’a, również Theranos któregoś dnia zagości w każdym amerykańskim domu”. 

Przeczytaj fragment książki „Zła krew”

Przez kilka pierwszych miesięcy Elizabeth i Shaunak gnieździli się w maleńkim biurze w Burlingame. Później znaleźli coś większego. Nowe biuro pozostawiało wiele do życzenia. Choć zgodnie z adresem powinno się mieścić w Menlo Park, w rzeczywistości znajdowało się w obskurnej dzielnicy przemysłowej na obrzeżach East Palo Alto, gdzie strzelaniny nie należały do rzadkości. Pewnego ranka Elizabeth pojawiła się w pracy z odłamkami szkła we włosach. Ktoś strzelał do jej samochodu i roztrzaskał szybę po stronie kierowcy. Mało brakowało, by napastnik trafił ją w głowę.

Elizabeth nazwała firmę Real-Time Cures; w wyniku nie- fortunnego błędu na pierwszych odcinkach wypłaty widniała nazwa Real-Time Curses (Klątwy w czasie rzeczywistym). Później nazwę firmy zmieniono na Theranos – było to połączenie słów oznaczających terapię i diagnozę.

Aby zdobyć potrzebne fundusze, Elizabeth postanowiła wykorzystać rodzinne koneksje. Przekonała Tima Drapera, ojca swojej sąsiadki i przyjaciółki z dzieciństwa, by zainwestował w ten interes milion dolarów. Nazwisko Draper wiele znaczyło w kręgach biznesowych, dzięki czemu firma Elizabeth od razu zyskała na wiarygodności: pod koniec lat pięćdziesiątych dziadek Tima założył pierwsze w Dolinie Krzemowej przedsiębiorstwo inwestujące w nowo zakładane firmy, a firma Tima, DFJ, zasłynęła z wczesnych lukratywnych inwestycji między innymi w usługę mejlową Hotmail.

Następnie Elizabeth zwróciła się z prośbą o sporą inwestycję do Victora Palmieriego, emerytowanego specjalisty w dziedzinie restrukturyzacji i zmian w przedsiębiorstwach, dobrego przyjaciela jej ojca. Mężczyźni poznali się pod koniec lat siedemdziesiątych, podczas kadencji prezydenta Cartera, kiedy Chris Holmes pracował w Departamencie Stanu, a Palmieri pełnił funkcję koordynatora do spraw uchodźców.

Elizabeth zaimponowała Draperowi i Palmieriemu pozytywną energią i wizją zastosowania zasad nano- i mikrotechnologii w diagnostyce. W dwudziestosześciostronicowym dokumencie, który sporządziła w celu pozyskiwania nowych inwestorów, opisała plaster do bezbolesnego pobierania krwi przy użyciu mikroigiełek. Wynalazek nosił nazwę TheraPatch i miał zawierać mikrochip z systemem czujników, które analizowałyby krew i same decydowały, jaką dawkę leku zaaplikować. Uzyskane wyniki byłyby bezprzewodowo przekazywane lekarzowi prowadzącemu.

Dokument zawierał też kolorowy wykres przedstawiający poszczególne elementy plastra i jego funkcjonowanie.

Nie wszystkich potencjalnych inwestorów udało się przekonać. Pewnego ranka w lipcu 2004 roku Elizabeth spotkała się z przedstawicielami MedVenture Associates, firmy inwestycyjnej specjalizującej się w obszarze technologii medycznych. Siedząc przy stole naprzeciwko pięciorga wspólników, energicznie i w wielkich słowach opisywała potencjał swojej technologii i jej wpływ na losy ludzkości. Kiedy jednak inwestorzy zaczęli zadawać konkretne pytania na temat systemu mikrochipów i chcieli wiedzieć, czym miałby się różnić od systemu, który wcześniej opracowała i wprowadziła na rynek firma Abaxis, Elizabeth wyraźnie się zmieszała i atmosfera w sali zrobiła się napięta. Jako że wynalazczyni nie potrafiła udzielić wyczerpujących odpowiedzi na wnikliwe pytania natury technicznej, po pół godzinie wstała i wyszła, nadąsana.

Nie tylko MedVenture Associates odrzuciła propozycję dziewiętnastoletniej niedoszłej absolwentki Stanforda, lecz to nie powstrzymało Elizabeth. Do końca 2004 roku udało jej się szczęśliwym trafem pozyskać prawie sześć milionów dolarów od niezłych inwestorów. Poza Draperem i Palmierim przekonała do swojego pomysłu starzejącego się Johna Bryana, a także Stephena L. Feinberga, specjalizującego się w nieruchomościach i prywatnych funduszach, który zasiadał w zarządzie szpitala onkologicznego MD Anderson Cancer Center w Houston. Namówiła do inwestycji studenta Uniwersytetu Stanforda Michaela Changa, którego rodzina sprawowała kontrolę nad wartym kilka miliardów dolarów przedsiębiorstwem na Tajwanie, zajmującym się dystrybucją zaawansowanej technologii. Do interesu dorzuciło się też kilkoro członków licznej rodziny Holmesów, na przykład siostra Nel, Elizabeth Dietz.

W miarę jak napływały pieniądze, Shaunak zaczynał zdawać sobie sprawę, że plasterek, który podobno miał czynić cuda, bardziej zakrawał na rekwizyt z bajki. Teoretycznie dało się stworzyć coś takiego, podobnie jak w teorii można polecieć na Marsa, diabeł jednak tkwił w szczegółach. Chcąc nieco zmienić koncepcję plastra, by bardziej odpowiadała rzeczywistym możliwościom, Shaunak i Elizabeth ograniczyli się do komponentu diagnostycznego, ale i to okazało się nie lada wyzwaniem.

W końcu zrezygnowali z plastra na rzecz czegoś, co bardziej przypominało kieszonkowe aparaty do monitorowania poziomu cukru we krwi u pacjentów z cukrzycą. Elizabeth chciała, żeby urządzenie opracowane przez Theranosa było mobilne, podobnie jak używane dotychczas glukometry, ale wymyśliła, że będzie podawało o wiele więcej parametrów niż tylko poziom cukru. To znaczyło, że musiałoby być bardziej skomplikowane, a co za tym idzie – większe.

Udało się osiągnąć swego rodzaju kompromis – system złożony z wkładu i czytnika, łączący techniki mikroprzepływowe z biochemią. Pacjent miał nakłuwać sobie palec i pobierać małą próbkę krwi, którą następnie umieszczałby w pojemniku wyglądającym jak grubsza karta kredytowa. Następnie kartę wkładałoby się do większego urządzenia, zwanego czytnikiem. Pompy w czytniku przepychałyby krew przez maleńkie kanaliki w karcie do zbiorniczków pokrytych proteinami-przeciwciałami. W kanalikach stała frakcja krwi byłaby odfiltrowywana – białe i czerwone krwinki zostałyby oddzielone od osocza, które docierałoby do zbiorniczków. Reakcja chemiczna osocza z przeciwciałami wyzwalałaby sygnał, który czytnik analizowałby i przekładał na konkretny wynik.

Elizabeth widziała to w ten sposób, że czytniki i wkłady pacjenci będą trzymali w domu, dzięki czemu będą mogli regularnie badać sobie krew. Antena nadawcza wbudowana w czytnik miała z centralnego serwera przekazywać wyniki badań do komputera lekarza prowadzącego. Dzięki temu lekarz na bieżąco korygowałby dawki leków, zamiast czekać, aż pacjent uda się na badanie krwi do laboratorium albo przyjdzie na kolejną umówioną wizytę.

Pod koniec 2005 roku, osiemnaście miesięcy po dołączeniu do firmy, Shaunak zaczął wreszcie dostrzegać postępy. Firma zdołała opracować prototyp urządzenia, roboczo nazwany Theranos 1.0, poza tym zatrudniała już dwunastu pracowników. Udało się też stworzyć model biznesowy, który wkrótce miał zacząć przynosić zyski: nową technologię badań krwi zamierzano udostępniać w drodze licencji koncernom farmaceutycznym, one zaś mogłyby dzięki niej sprawdzać niepożądane skutki uboczne leków poddawanych testom klinicznym.

Na małe przedsiębiorstwo zwróciły też uwagę media. W Boże Narodzenie Elizabeth wysłała pracownikom „najlepsze życzenia”. W treści mejla zawarła także link do artykułu, który pojawił się w „Red Herring”, czasopiśmie poświęconym nowinkom technologicznym. Wiadomość kończyła się zdaniem: „Hip hip hurra na cześć «najfajniejszego start-upu w dolinie»!!!” .

Książkę „Zła krew” można już kupić online

Artykuł sponsorowany

Reklama

komentarze [1]

Sortuj:
2801
4
22.09.2020 12:58

Zapraszamy do dyskusji.


zgłoś błąd