Wojciech Detko 
Ot zwykły chłopak lubiący czytać książki i interesujący się wampiryzmem :).
29 lat, mężczyzna, Elbląg, status: bibliotekarz, dodał: 50 książek, ostatnio widziany 8 godzin temu
Teraz czytam
  • Bitwa w Labiryncie
    Bitwa w Labiryncie
    Autor:
    Percy Jackson nie spodziewa się niczego dobrego po kursie przygotowawczym, ale kiedy pojawia się jego tajemnicza śmiertelna znajoma prześladowana przez demoniczne cheerleaderki, sytuacja szybko prz...
    czytelników: 10679 | opinie: 327 | ocena: 8,28 (5817 głosów)
  • Bramy Raju
    Bramy Raju
    Autor:
    Ostatni tom bestsellerowej serii “Błękitnokrwiści” autorstwa Melissy de la Cruz. Schuyler Van Alen ma coraz mniej czasu. Książę Piekieł szturmuje Bramy Raju, coraz bliższy objęcia władzy nad niebem i...
    czytelników: 2367 | opinie: 72 | ocena: 7,51 (776 głosów)
  • Brisingr. Tom I
    Brisingr. Tom I
    Autor:
    Brisingr to trzeci tom opowieści o Eragonie i smoczycy Saphirze, których łączy niesamowita, wręcz magiczna więź psychiczna. Brisingr to bajkowa opowieść o ciemnych mocach, obfitująca w malownicze scen...
    czytelników: 69 | opinie: 1 | ocena: 7,86 (28 głosów)
  • Brisingr. Tom II
    Brisingr. Tom II
    Autor:
    Brisingr to trzeci tom opowieści o Eragonie i smoczycy Saphirze, których łączy niesamowita, wręcz magiczna więź psychiczna. Brisingr to bajkowa opowieść o ciemnych mocach, obfitująca w malownicze scen...
    czytelników: 69 | opinie: 1 | ocena: 7,86 (28 głosów)
  • Dotyk wampira. Córki nocy. Zaklinaczka
    Dotyk wampira. Córki nocy. Zaklinaczka
    Autor:
    Nowa seria autorki bestsellerowych Pamiętników wampirów. Miłość nigdy nie była tak niebezpieczna...Wampiry, wilkołaki, czarownicy, zmiennokształtni są wśród nas, choć o tym nie wiemy.Należą do świata...
    czytelników: 4877 | opinie: 215 | ocena: 6,75 (2675 głosów)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2019-01-18 13:30:56
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Komiks, Posiadam, Wampiryzm

Przygody Holmesa z wampirami ciąg dalszy. Tym razem jest trochę lepiej, ale wciąż interesujący koncept połączenia słynnego detektywa z prawdziwymi krwiopijcami wypada słabo.

Historia w tej części jest lepsza ponieważ dostaliśmy odpowiedzi, ale to nie znaczy, że są one wybitne bądź przełomowe. Wszystko ładnie się układa, nie uświadczymy tutaj tej słynnej dedukcji. Mało tego do tej pory mam...
Przygody Holmesa z wampirami ciąg dalszy. Tym razem jest trochę lepiej, ale wciąż interesujący koncept połączenia słynnego detektywa z prawdziwymi krwiopijcami wypada słabo.

Historia w tej części jest lepsza ponieważ dostaliśmy odpowiedzi, ale to nie znaczy, że są one wybitne bądź przełomowe. Wszystko ładnie się układa, nie uświadczymy tutaj tej słynnej dedukcji. Mało tego do tej pory mam wrażenie, że Holmes wziął sobie odpowiedzi dosłownie z tyłka.
Sam detektyw zachowuje się dość schizofrenicznie. Najpierw chce zabić wszystkie wampiry, a potem stwierdza, że te nie podlegają pod ludzkie prawa.
Na zakończenie autor zaserwował nam tak bolesny monolog, że nie sposób się skrzywić. Boże jaka to była sztampa pokroju „walczę z wewnętrznym potworem”.

Na zakończenie dodam jakim cudem wampir niszczący marmurowe popiersia nie zabił Holmesa jednym uderzeniem mnie dziwi. Można się bronić, że nie chciał go zabić, ale pewne odkrycia fabularne niwelują ten punkt – chyba, że autorzy zwyczajnie zapomnieli o nim.

Ogólnie to choć jest nie lepiej, niestety nie jest też dobrze. Tak jak w poprzedniej części jest to słaba historia detektywistyczna i kiepska opowieść o wampirach. Sugeruję kupić tylko w przypadku bardzo taniej oferty.

pokaż więcej

 
2019-01-17 13:46:12
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Komiks, Posiadam, Wampiryzm

Sherlock Holmes jest jednym z najsłynniejszych detektywów literatury i zarazem pierwszym, który zaczął stosować logiczne rozumowanie, które pozwalało mu dojść do rozwiązania sprawy samemu. Czy Sherlock Holmes i wampiry Londynu utrzymają poziom opowiadań Doyle’a?

Krótka odpowiedź: NIE.
Długa odpowiedzieć. Nie jestem fanem komiksów, ani specjalistą w tej dziedzinie, dlatego moje...
Sherlock Holmes jest jednym z najsłynniejszych detektywów literatury i zarazem pierwszym, który zaczął stosować logiczne rozumowanie, które pozwalało mu dojść do rozwiązania sprawy samemu. Czy Sherlock Holmes i wampiry Londynu utrzymają poziom opowiadań Doyle’a?

Krótka odpowiedź: NIE.
Długa odpowiedzieć. Nie jestem fanem komiksów, ani specjalistą w tej dziedzinie, dlatego moje stwierdzenie, że lubiłem ilustracje nie ma zbytnio wielkiej wagi. Miałem wrażenie, że rysownik chyba inspirował się Holmesem Jeremiego Bretta (mojego ulubionego odtwórcę S.H.) co dodało pewnej nutki sympatii. I właściwie na tym kończą się pozytywy.
Komiks jest krótki, niecałe 50 stron, więc odpada nam jakakolwiek skomplikowana intryga. Historia w pierwszej części jest banalna (i raczej nie mam nadziei na poprawę) i do bólu przewidywalna.
Detektyw i jego brat w ogóle nie przejęli się istnieniem wampirów – no chyba, że napomknięcie jednym słowem, że był zszokowany jest dla was wystarczające.
Twórca popełnił również bardzo poważny błąd – uczynił Holmesa głównym bohaterem, przez co mamy wgląd w jego przemyślenia, które niestety nie są interesujące. Doyle specjalnie pisał opowiadania z perspektywy Watsona, by uczynić detektywa tajemniczym, tutaj to wszystko szlag trafił.
I tutaj naszła mnie taka myśl: czy Holmes Doyle’a potępiałby wampiry?

Bogu dzięki te komiksy są tanie (20 zł za sztukę), ponieważ niestety prezentują sobą wątpliwą jakość. Jako przygoda Shelocka Holmesa są zwyczajnie słabe, intryga jest beznadziejna. Komiks o wampirach też z tego kiepski, ponieważ krwiopijcy najzwyczajniej tam są, żadnej historii, żadnego wyjaśnienia. Raczej unikać.

pokaż więcej

 
2019-01-15 14:41:11
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Pomniejszanie mojej kupki wstydu trwa w najlepsze. Tym razem dla zachowania pewnej różnorodności wybrałem książkę Raymonda Moody’ego pt. „Życie po życiu”. W końcu kogo nie zżera ciekawość co nasz czeka, kiedy w końcu nastąpi koniec naszej zmiany.

Muszę przyznać, że jest to jedna z najlżejszych książek jakie czytałem. Bardzo gładko wchodzi, przyjemnie się czyta i nie męczy. I to jest jeden z...
Pomniejszanie mojej kupki wstydu trwa w najlepsze. Tym razem dla zachowania pewnej różnorodności wybrałem książkę Raymonda Moody’ego pt. „Życie po życiu”. W końcu kogo nie zżera ciekawość co nasz czeka, kiedy w końcu nastąpi koniec naszej zmiany.

Muszę przyznać, że jest to jedna z najlżejszych książek jakie czytałem. Bardzo gładko wchodzi, przyjemnie się czyta i nie męczy. I to jest jeden z największych pozytywów jakie mogę o niej powiedzieć.
Jednak przejdźmy do treści, ponieważ niewątpliwie czytający chcą wiedzieć co o niej sądzę. Otóż pozostaję sceptyczny. Autor zebrał opowiadania ludzi, które mają wspólne punkty. Gdybym poprosił was o napisanie fikcyjnej relacji z przeżycia śmierci klinicznej macie bardzo duże szanse na trafienie kilku punktów z owych relacji, wystarczy trzymać się utartych schematów.
Pomijam również fakt, że niekiedy te relacje się wykluczają, niektórzy twierdzą, że po śmierci otrzymują wszechwiedzę (która po powrocie zanika) a inni, ze dusze ciągle się uczą. Potem mamy, że relacje nie pokrywają się z religijnymi przekonaniami a następne pisze, ze ludzie widzą piękne łąki, miasto. Oczywiście autor jakoś nie zwraca nam uwagi na ten problem.
Potem mamy objawienie, że powracające osoby wyraźnie czuły, że nie wolno im dwóch rzeczy zabijać i popełnić samobójstwa. Powodzenia, więc z tłumaczeniem się po śmierci czemu zabiłeś wariata biegającego z siekierą, który chciał kogoś zabić - w końcu popsułeś plan przeznaczony dla niego.
Pomijam już standardowe kochanie drugiego człowieka bo istota pełna miłości Ci każe. No i egoizm zły...

Chciałbym zaznaczyć, że nie jestem sceptykiem, owszem wierzę, że istnieje życie po życiu, ale to nie znaczy, że będę się chwytał każdego słowa bez żadnej krytycznej myśli. Moim problemem jest fakt, że zeznania te są niezwykle łatwe do sfałszowania. Autor próbuje podeprzeć to historycznymi dziełami, które wybierał wedle uznania, ale jakoś nie uwzględnił ludzi, którzy przy śmierci klinicznej widzieli np. piekło a są i tacy. No i niestety grupa ludzi, którzy opowiadali swoje przeżycia to amerykanie do czego sam się przyznawał.

Jest to niewątpliwie ciekawa lektura i tyle. Nie należy brać jej do serca (sam autor twierdzi, że nie jest to dzieło naukowe) ponieważ gdyby przyjrzeć się tej książce bliżej pojawiają się wątpliwości. Niestety, ale takie dzieła dają wody na młyn sceptykom, Raymond Moody zwyczajnie wziął to co mu pasowało, prześlizgnął się po tym co było niewygodne i pominął resztę. Bogu dzięki zapłaciłem za tą książkę tylko 1 zł na bibliotecznym kiermaszu.

P.S.
Jeśli lubicie seks radzę się nim cieszyć już teraz ponieważ po śmierci podobno nie mamy ciała a i płeć jakoś się nie liczy (bo nie istnieje). Jakieś takie schrzanione to "niebo".

P.S. 2
Alkoholu też.

P.S. 3
Jeśli próbowaliście pisać taką fikcyjną relację tutaj mam odpowiedzi. Pograjcie sobie w bingo:
- głośny dźwięk: szum/trzask/dzwony/wiatr
- lewitacja nad swoim ciałem
- nikt nas nie widzi
- przenikanie przez ludzi/obiekty
- spokój
- najwyraźniej dusza to kulka/obłoczek mgły
- projekcja zdarzeń ze swojego życia
- świetlista kochająca istota
- stary dobry tunel/dolina
- jest tak fajnie, że nie chce się wracać
Zwycięzcy postawcie drinka ;)

pokaż więcej

 
2019-01-13 13:09:53
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Nowy Rok postanowiłem uczcić książką, którą lubię, jest dobra i powinna być pierwszą książką jaką przeczytam w 2019. Ponieważ na mojej kupce wstydu są książki, które czekają na przeczytanie, ale nie mam pojęcia o ich jakości to mój wybór padł na pewniaka jakim jest „Faust”.

Moja historia z „Faustem” Gothego nie jest niezwykła, gdy w liceum kazano nam przeczytać część pierwszą utworu (nie...
Nowy Rok postanowiłem uczcić książką, którą lubię, jest dobra i powinna być pierwszą książką jaką przeczytam w 2019. Ponieważ na mojej kupce wstydu są książki, które czekają na przeczytanie, ale nie mam pojęcia o ich jakości to mój wybór padł na pewniaka jakim jest „Faust”.

Moja historia z „Faustem” Gothego nie jest niezwykła, gdy w liceum kazano nam przeczytać część pierwszą utworu (nie wiem jak jest teraz) momentalnie zdobył on moją sympatię. Przez długi czas zastanawiałem się jak potoczą się losy człowieka, który zawarł pakt z diabłem. W końcu postanowiłem kupić pełną wersję i… okazało się, że albo nie ma Polskiej wersji „Fausta” albo w tamtym okresie ciężko było takową dostać. Zadowoliłem się wersją angielską, gdzie przeleżała na kupce wstydu aż do dzisiaj.

Jeszcze tylko wspomnę, że Goethe to dla mnie postać „kontrowersyjna” ponieważ z jednej strony napisał on mojego jedną z moich ulubionych lektur szkolnych a z drugiej napisał jedną z najbardziej znienawidzonych („Cierpienia młodego Wertera”).

O samym utworze nie będę się wypowiadał jakoś szczegółowo ponieważ powiedziano o nim wszystko co dało się powiedzieć. Jest to jedna z tych historii, których niewiele czytało, ale znają chyba wszyscy. Od siebie dodam, że szkoła dając tylko pierwszą część utworu jako obowiązkową w pewien sposób skrzywdziła ten utwór (chociaż z drugiej strony rozumiem, patrząc oczami ucznia), ponieważ w drugiej części nagle przestaje być tak oczywiste kim jest główny bohater.
Dodatkowo moje wydanie zawierało pierwotną wersję utworu nazwaną jako „Urfaust” i była to nawet ciekawa lektura.

Polecam „Fausta” dla każdego, który waha się nad przeczytaniem, jest to utwór o niebo lepszy od tego czym są „Cierpienia młodego Wertera”, ale spróbujcie poszukać wersji w naszym ojczystym języku.

pokaż więcej

 
2018-12-28 14:10:12
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam, Wampiryzm

Ta książka jest w sumie kwintesencją tego co lubię jak i nie lubię w naukowych dziełach na temat wampiryzmu. Oczywiście przy okazji dodała jeszcze wady książek naukowych.

Jest to dobra książka, pokusiłbym się o stwierdzenie, że nawet jedna z najlepszych jakie można kupić w naszym kraju na ten temat.
Niestety nie jest to książka naukowa, lecz zbiór historii z różnych zakątków Europy....
Ta książka jest w sumie kwintesencją tego co lubię jak i nie lubię w naukowych dziełach na temat wampiryzmu. Oczywiście przy okazji dodała jeszcze wady książek naukowych.

Jest to dobra książka, pokusiłbym się o stwierdzenie, że nawet jedna z najlepszych jakie można kupić w naszym kraju na ten temat.
Niestety nie jest to książka naukowa, lecz zbiór historii z różnych zakątków Europy. Ponieważ książki naukowe zazwyczaj umieszczają te bardziej znane historie, daje nam to okazję do poznania trochę obskurniejszych historii. I jest to największa zaleta tej książki.

Przejdźmy jednak do negatywów. Jednym z subiektywnych w moim odczuciu jest zaliczanie do grona wampirów istot, których jedyną zgodną cechą jest picie krwi, albo wstawanie z grobu. Jak dla mnie jako wampira zalicza się istotę, która posiada cechy X, Y, Z. Dlatego po części nie rozumiem zaliczania harpii bądź lamii, ale ja nie mam tytułów naukowych. Jak kiedyś powiedziałem „można kierować się (głupią) zasadą: nasze wampiry są inne, ale w pewnym momencie wampir już przestanie być wampirem”.
Prolog niestety nosił irytujący mnie zwyczaj wrzucania innych istot do kategorii „wampir”, które nie mają z nim nic wspólnego, ani nie przyczyniły się do ewolucji mitu. Na szczęście nie posunął się (albo już zapomniałem) do uwzględnienia Azteckich wierzeń (widziałem już jeden dokument, który się do tego posunął). Tutaj przodującym był mit wilkołactwa gdzie autor się rozhulał i uwzględnił Afrykę, gdzie ludzie nie byli wilkołakami (w końcu zamiana w lwy/pantery/ptaki nie zalicza ich do wilkołactwa).
Ostatnim minusem jest język jakim książka jest napisana. Niestety, ale w chwili gdy w pomieszczeniu zaczął grać telewizor, dwie osoby rozmawiały bądź pojawił się jakikolwiek dźwięk czytanie stało się niemożliwe, i musiałem nieraz cofać się o kilka stron bo odkryłem, że pomimo ich przeczytania to tak naprawdę ich nie przeczytałem, tak łatwo traciłem wątek.

Choć sekcja z wadami wydaje się być przerażająco duża, to wciąż utrzymuję, że jest to jedna z najlepszych książek jakie można dostać. Jeden z pełniejszych zbiorów historii jakie można dostać, nie wydając przy okazji fortuny i czasu na polowanie i zakup jakiś starych (zagranicznych) wydań.

P.S.
Trochę nie rozumiem, jak można nazwać nudnym model wampira Stokera. W końcu to on zebrał wszystkie informacje i przedstawił uniwersalny model wampira. Jeszcze bym zrozumiał gdyby inne były ciekawsze.

pokaż więcej

 
2018-12-19 11:38:51
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam, Wampiryzm
Cykl: Kuzynki (tom 2) | Seria: Fantastyczna Fabryka

Ach ten nasz Pilipiuk, chyba zaczynam się domyślać czemu niektórzy w recenzjach piszą o nim z sympatią jako „grafoman” .

Na początek może powiem, że popełniłem błąd zaczynając od drugiego tomu cyklu, ponieważ ciągną się w nim wątki z pierwszego (przynajmniej tak zakładam, niektóre pojawiają się znikąd), i zapewne będą kontynuowane w następnym. Jednak nie przypisuję sobie całej winy, po części...
Ach ten nasz Pilipiuk, chyba zaczynam się domyślać czemu niektórzy w recenzjach piszą o nim z sympatią jako „grafoman” .

Na początek może powiem, że popełniłem błąd zaczynając od drugiego tomu cyklu, ponieważ ciągną się w nim wątki z pierwszego (przynajmniej tak zakładam, niektóre pojawiają się znikąd), i zapewne będą kontynuowane w następnym. Jednak nie przypisuję sobie całej winy, po części zmylił mnie trochę opis. Myślałem, że to będzie książka bardziej poświęcona wampirzycy.

Zacznę może od postaci, które niestety są puste. Skończyłem czytać książkę o pierwszej w nocy i zapomniałem jak nazywa się kuzynka Stanisławy, pamiętałem jedynie, że to „ta która biega z legitymacją CBŚ”. Z resztą pozostałe nie są lepsze Stanisławę zapamiętałem tylko ze względu na rzadziej występujące imię, Monikę pamiętam za bycie wampirem (acz o tym później), jednakże też czasami zdarza mi się zapomnieć jej imienia. A to są niestety główne bohaterki.
Nie jestem znawcą Pilipuka ponieważ jedynymi rzeczami jakie czytałem z katalogu to cykl o wampirach, aczkolwiek o ile mnie pamięć nie myli tam byli ciutek lepiej nakreśleni i posiadali jakieś szczątki charakteru.

Muszę przyznać, że trochę dziwnie się czytało poważniejszą (niewiele) książkę od tego autora. Najwyraźniej cykl o wampirach przyzwyczaił mnie do krótkich śmiesznych perypetii, które raz były zabawne a innym razem żałosne. Niestety popsuł to trochę fakt, że nie przeczytałem pierwszej książki i niektóre rzeczy mogły mi uniknąć.
Nie znam się na Krakowie i jego historii, jednakże trochę interesowałem się kiedyś Bizancjum i gdy pojawiał się jego temat czasami miałem wrażenie, że autor popełnił błąd. Pozostawię to jednak w sferze przypuszczeń, ponieważ szczerze nie chciało mi się już sięgać po książki i szukać potrzebnych informacji.

Na zakończenie kwestia wampiryzmu. Choć wampiry z ssawkami nie są niczym nowym (np. Gobelin z Wampirem), to o ile za każdym razem podchodzę do tego z otwartym umysłem to jednak muszę przyznać, że no jednak to nie pasuje. Jak dla mnie jest pewna granica w której (głupia) zasada „nasze wampiry są inne od pozostałych” zajdzie za daleko i wampir zwyczajnie przestanie być wampirem. Dziękuje Bogu, że nie próbował wytłumaczyć naukowo istnienia wampirów, takie zabiegi NIGDY nie wychodzą. Aczkolwiek…


SPOILER:
Okaże się, że Monika jednak nie jest wampirem. I jak ja mam teraz otagować tą książkę?
KONIEC SPOJLERA



Ogólnie mogę powiedzieć, że książka jest przyzwoita, przyjemne czytadło na jedno/dwa popołudnia, po którym niestety niewiele pozostaje. Jednakże nie polecam kupować za pełną cenę 39.90 ponieważ jak dla mnie nie jest tyle warta, no chyba, że jest się fanem Pilipiuka.

pokaż więcej

 
2018-12-16 13:14:27
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Komiks, Posiadam, Wampiryzm
Cykl: Amerykański wampir (tom 1) | Seria: Obrazy Grozy

Widzę, że na lubimy czytać ten komiks dostaje bardzo dobre oceny. Żałuję niestety bycia jednym z tych marudnych gości, którzy zniszczą tą passę swoją krytyczną opinią.

Zacznijmy może od tego stwierdzenia: moja recenzja jest z perspektywy kogoś kto interesuje się wampiryzmem, dużo o nim czyta i kolekcjonuje filmy. Przypadkowej osobie, która po prostu chce przeczytać komiks zapewne...
Widzę, że na lubimy czytać ten komiks dostaje bardzo dobre oceny. Żałuję niestety bycia jednym z tych marudnych gości, którzy zniszczą tą passę swoją krytyczną opinią.

Zacznijmy może od tego stwierdzenia: moja recenzja jest z perspektywy kogoś kto interesuje się wampiryzmem, dużo o nim czyta i kolekcjonuje filmy. Przypadkowej osobie, która po prostu chce przeczytać komiks zapewne opowiedziana historia się spodoba. Mając to stwierdzenie za sobą przejdźmy do recenzji.

Całość otwiera list od Stephena Kinga, który wymienia czym nie powinny być wampiry i jak to nie powinny być bohaterami romansów. Zapewne pan King albo nie czytał ukończonego dzieła, albo cierpi na braki pamięci bo panowie dali równie denny romans co w „Zmierzchu”. A potem lecieli po liście wampirzych schematów skrupulatnie ją odznaczając.

Główni bohaterowie to tak wyjątkowe rodzynki, że aż boli. Co zabawniejsze nie ma wytłumaczenia (przynajmniej na razie) dlaczego tak się stało. Ot może po prostu amerykanie są tak fajni? Momentalnie są silniejsi od tych noszących „pedalskie ubrania” starych europejskich wampirów. I Pearl pomimo faktu, że jest nowonarodzoną masakruje swoich przeciwników bez żadnego problemu.
I teraz drogi Panie King gdzie w Pearl jest zabójczyni? Nie zabiła nikogo dla krwi a masakrowanie wampirów nie za bardzo się liczy. Jest to kolejny kliszowaty dobry wampir, którym podobno one nie są według Pana listu.

Kiedyś przy okazji oceniania „30 dni nocy” wyraziłem opinię, że komiksy to medium lekko upośledzone, ponieważ to co jest ich największą zaletą – rysunki – jest też ich wadą, ponieważ nie każdy będzie rozbudowywał historię. Tutaj mamy dobry przykład. Niby Pearl jest „twarda” i „ma jaja”, ale nie wiadomo dlaczego. Bo pracuje na trzech etatach? Tego nie wiem. Gdy zaszła pewna sytuacja z Hattie (nie chcę tutaj sypać spoilerami) to pojawiła się nagle bez żadnego wytłumaczenia (choć trzeba przyznać, że się starali). Paradoksalnie to sprawiło, że postacie z tak krytykowanego przez Stephena Kinga „Zmierzchu” są lepiej nakreślone i mają lepszy romans (koniec świata, że to napisałem) niż w tym komiksie.

Historia Skinnera pisana przez Stephena Kinga (oczywiście zgodnie z jego kliszą opowiadana przez pisarza) też nie powala. No i należy wspomnieć, że on również dodał swój romans, ale oczywiście nie do końca normalny (zaczynam posądzać go o jakąś frustrację seksualną). Nasz specjalny rodzynek budzi się i chyba próbuje udowodnić, że jest prawdziwym wampirem bo tak przerysowanej przemocy w życiu nie widziałem.
Jeszcze wspomnę, że motyw wampira kowboja wcale nie jest nowy. Istnieją filmy klasy B, które w naszym kraju niestety są ciężko dostępne, które podjęły się tej tematyki.

I tutaj nasunęło się pytanie. Komu ja tak naprawdę miałem kibicować? Skinnerowi? Morderca, nawet za życia był godnym pogardy człowiekiem. Pearl? Jej rodzynkowatość i kliszowatość tylko mnie irytowała. Paradoksalnie moje sympatie leżały po stornie starych wampirów i Hattie, a chyba nie o to im chodziło.

Podsumowując „Amerykański wampir” zawiódł mnie. Dostałem historię, która jest kliszą na kliszy. Bohaterowie to irytujące rodzynki i tylko dobre rysunki i design wampirów powstrzymuje mnie od kompletnego spuszczenia tego komiksu do szamba niepamięci.

P.S.
A teraz lepszy pomysł na ten komiks. Wywalmy całą rodzynkowatość Skinnera Sweeta i niech będzie tym samym noszącym „pedalskie ubrania” wampirem co reszta. Nasz bohater postanowił, że Ameryka dla amerykanów i postanowił pogonić europejczyków. Żadnych dobrych bohaterów, tylko czysta walka o władzę.

pokaż więcej

 
2018-12-14 12:52:53
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam, Wampiryzm

Czytaliście kiedyś książkę, która była tak bardzo pisana pod schemat, że wręcz odczuwaliście ból? Dołóżmy do tego fakt, że jest ona absolutnie niepotrzebna by pogłębić wasze odczucia. A w końcu gdy ją ukończycie to zostaniecie z pytaniem „Dlaczego?”. Ja niestety taką przeczytałem…

Może na początek zaznaczę, że „Abraham Lincoln: Łowca wampirów” jest najlepszą książką z popularnego nie tak...
Czytaliście kiedyś książkę, która była tak bardzo pisana pod schemat, że wręcz odczuwaliście ból? Dołóżmy do tego fakt, że jest ona absolutnie niepotrzebna by pogłębić wasze odczucia. A w końcu gdy ją ukończycie to zostaniecie z pytaniem „Dlaczego?”. Ja niestety taką przeczytałem…

Może na początek zaznaczę, że „Abraham Lincoln: Łowca wampirów” jest najlepszą książką z popularnego nie tak dawno trendu przerabiania klasycznej literatury z dodatkiem wątków supernaturalnych/paranormalnych (przynajmniej w kategorii wampirzej, którą autor tej recenzji uwielbia). Ja wiem, że można się kłócić czy historia prezydenta Stanów Zjednoczonych powinna znaleźć się w tej kategorii, ale myślę, że to podpięcie jest słuszne. Oczywiście to, że nazwałem ją najlepszą, nie oznacza, że jest wybitna. Książka jest po prostu dobra, ledwie pozbywając się łatki średniaka. Powiedziałbym, że 5-6/10 jest sprawiedliwą oceną.
Ważne dla tej recenzji jest wyjaśnienie czym była książka o Abrahamie Lincolnie. Autor przedstawił nam biografię prezydenta w którą wplótł wątek jego kariery jako łowca wampirów. Przedstawił w niej ważne w owym czasie postacie i wydarzenia. Moim zarzutem wtedy było, że wybielił niesamowicie Abrahama Lincolna i niedojrzale podszedł do wydarzeń historycznych niesamowicie je upraszczając a czasami nawet zakłamując.
Zapytacie teraz: czemu piszesz o poprzedniej książce w tej recenzji? Ano dlatego, że autor postanowił napisać kontynuację na tym samym schemacie i niestety nie wypaliło.

„Ostatni Amerykański wampir” to bezpośrednia kontynuacja, która tym razem za głównego bohatera wzięła wampira Henrego Sturgesa, przyjaciela i mentora Lincolna (Bogu dzięki bo gdybym jeszcze raz zobaczył skrót Abe, który wywołuje we mnie irracjonalne poirytowanie to bym wyrzucił książkę przez okno). Tak jak w przypadku poprzednika jest napisana niczym biografia. Język jest prosty i zrozumiały, także nie trzeba być profesorem anglistyki by ją zrozumieć. Aczkolwiek czasami autor wplata cytaty z Szekspira bez oznaczania ich jako zwykły tekst. Cwaniak pewno myślał, ze nikt tego nie zauważy ;).

Głównym problemem tej książki jest treść. O ile w Abrahamie Lincolnie nie było żadnego „wielkiego złego” tylko jakiś konkretny wampir w danym okresie życia, a w czasie wojny secesyjnej kolektyw południowych wampirów, to tutaj mamy głównego złego i… niestety jest źle. Pomijam fakt, że sam antagonista wyskoczył niczym diabełek z pudełka, ale jego plan jest tak tajemniczy, że fabuła zgubiła cały jego sens, albo o nim zapomniała. O czym świadczy, że mogę WYRYWAĆ Z KSIĄŻKI ROZDZIAŁY i nie wpłynie to na główny wątek fabularny.

Podobnie jak w Abrahamie Lincolnie autor zaserwował nam coś na kształt „największych hitów” historii. Zgrzytem tutaj jest, że w przypadku poprzedniej książki było to dopuszczalne ponieważ obejmowała ona konkretny historyczny okres, ale tutaj jest co najmniej śmieszne. Henry zaliczył każde ważne wydarzenie od momentu pogrzebu Lincolna do zabójstwa JFK.
Dla przykładu: bohater został wmieszany w morderstwa Kuby Rozpruwacza, które rozwiązuje z pomocą Arthura Conan Doyle’a (którego tutaj zmienił dosłownie w Sherlocka Holmesa, łącznie z charakterystycznym (aczkolwiek błędnym) „elementary”) i Brama Stokera! Oczywiście przy okazji poznał również Irwinga. Potem popełnił gafę pisząc, że „Dracula” przyniósł rozgłos Stokerowi – każdy kto choć trochę się interesuje wie, że tak nie było. Oczywiście poznaje więcej sławnych ludzi: Nikola Tesla i Mark Twain (swoją drogą ich rozdział jest najbardziej niepotrzebny), Rasputina, Roosevelta…
To samo z wydarzeniami, zabójstwo Rasputina, katastrofa Hindenburga, plaża Omaha (oczywiście, że musiał się tam znaleźć) normalnie czułem się jakbym czytał listę w której autor odznacza kolejne wydarzenia. Pomijam fakt, że ponownie owe wydarzenia są napisane bardzo niedojrzale i płytko. I… jakby to powiedzieć… pierwszy raz spotkałem się z przypadkiem kiedy to z kraju próbuje się robić Gary Stu. Nie, poważnie! Ameryka jest nieskazitelna, kraina wolności (zapominając o rasowej segregacji) i w ogóle ludzie pierdzą tęczą.

Potem mamy samego Henrego Sturgesa. Należy on do kategorii postaci: „ten jeden fiut, który psuje wszystkim imprezę” i niestety ta książka jest o nim… Sama postać wampira jest nijaka, niby autor stara się bawić w barwy szarości, ale coś mu nie wychodzi. Oczywiście żywi się na przestępcach i ludziach okrutnych, nawet przedstawił scenę gdzie zabił człowieka bo ten znęcał się nad koniem… Jakoś wątpię by ludzie się przejmowali czymś takim w XIX wieku, a nawet jeśli to powątpiewam by wampir żyjący 300+ lat przejął się tym. No i ważniejsze pytanie: czy on jest homoseksualistą? Pytam ponieważ tak wchodzi w tyłek Lincolnowi, że zaczynam go posądzać o pociąg do byłego prezydenta.

No i mamy jeszcze Unię, gromadkę wampirów, która walczy by utrzymać władzę ludzi nad Ziemią? Piszę to z pamięci, ale chyba wampiry wspierające Lincolna w pierwszej książce chciały żyć w cieniu, nikt nie wspominał o żadnej szlachetnej Unii. Pomijam fakt, ze wampiry z Unii szerzyły demokrację już od XIV wieku i w ogóle były takie oświecone.
Należy również poświęcić słówko o jednym z założycieli Unii, który w książce funkcjonował również jako jej władca Adam FitzRoy – jeśli zaczęło wam coś świtać to tak, jest on niepokojąco podobny do Henrego FitzRoya bohatera Tany Huff. Oczywiście można argumentować, że oboje to postacie historyczne, ale mimo wszystko po lekturze książek Paoliniego (i jego festiwalu plagiatowania) zacząłem być podejrzliwy do takich rzeczy.

Dlaczego? To pytanie, które przewijało się przez moją głowę dość często gdy czytałem tą książkę. Dlaczego ona powstała? Jest to idealny przykład książki, która jest zwyczajnie niepotrzebna. Historyczne wydarzenia są płytkie, przewijające się postacie też. Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem byłoby skupienie się na konkretnym okresie bądź wydarzeniu, a tak dostaliśmy bezcelową książkę.

P.S.
Henry podczas ostatecznej konfrontacji wygłasza przemowę, że Ameryka nigdy nie padnie od wrogów z zewnątrz ani zewnętrznych ideologii (sugerując jakoby sama miała siebie zniszczyć). Autor najwyraźniej nie zauważa, że jego kraj zaczyna przesiąkać komunizmem. Ot zapewne taka niezamierzona ironia…

P.S. 2
Przepraszam, że edytuję kilka godzin po dodaniu opinii, ale nasunęła mi się pewna anegdota. Czytając tą książkę przypomniał mi się prawdopodobnie najgorszy film o wampirach (nie będzie zaskoczeniem jak wspomnę, że to podróba Zmierzchu) pt. "The Last Vampire on Earth" gdzie wampir ma trzy tysiące lat. Główna bohaterka pyta się go czy spotkał Jezusa, na co on odpowiedział (dość zwyczajnie jakby tutaj chodziło o jakiegoś kolegę spotkanego tydzień temu), że owszem, rozmawiał z nim parę razy. Dość podobne poziomy żenady.

pokaż więcej

 
2018-12-14 10:38:36
Dodał do serwisu książkę: The Last American Vampire
 
2018-12-10 16:44:51
Ma nowego znajomego:
 
2018-12-10 14:59:45
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Dziedzictwo (tom 2)

Moja tolerancja skończyła się na poprzednim tomie, dlatego jeśli ktoś jest przewrażliwiony na ostre słowa powinien odpuścić sobie czytanie tej recenzji. Myślę jednak, że pomimo mojego ostrzeżenia powinieneś, ponieważ ustrzeże Cię to przed popełnieniem błędu.

Zacznę od samego Paoliniego, ponieważ jego biografia zawiera w sobie odpowiedzi na to czemu ta katastrofa zaistniała. Myślę, że należy...
Moja tolerancja skończyła się na poprzednim tomie, dlatego jeśli ktoś jest przewrażliwiony na ostre słowa powinien odpuścić sobie czytanie tej recenzji. Myślę jednak, że pomimo mojego ostrzeżenia powinieneś, ponieważ ustrzeże Cię to przed popełnieniem błędu.

Zacznę od samego Paoliniego, ponieważ jego biografia zawiera w sobie odpowiedzi na to czemu ta katastrofa zaistniała. Myślę, że należy przede wszystkim obalić mit, który powstał w wyniku kampanii marketingowej rodziców autora. To, że napisał on Eragona w wieku 15 lat wcale nie jest niczym niezwykłym, ani nie jest oznaką żadnego geniuszu. Wiele osób (w tym piszący recenzje) pisało w tym wieku. Nigdy jednak o tym nie słyszymy (dzięki Bogu) ponieważ zwyczajnie twórczość ta jest kiepska, no i nie każdy ma rodziców prowadzących wydawnictwo. Jestem przekonany, że nawet czytający tą recenzję znają kogoś kto pisał w tym wieku.
Kolejną rzeczą, która tutaj jest istotna to fakt, że Paolini był uczony w domu. Nie wiem kto go uczył, może rodzice samodzielnie podjęli się tego trudu, ale jeśli książka jest świadectwem jego wiedzy to niestety mało mu przekazali. Podjąłem się nawet tego dodatkowego wysiłku i prześledziłem wywiady z nim i niestety nabrałem podejrzenia, że jest znacznie gorzej niż myślałem. Początkowo podejrzewałem, że autor zwyczajnie jest niekompetentną osobą, teraz nabrałem przekonania, że mam do czynienia z kimś o wiele gorszym – niekompetentnym głupcem, który jest przekonany, że coś wie.
Wywiady dały mi bardzo konkretne informacje, przede wszystkim Eragon to typowy Gary Stu (o przesłankach książkowych później), sam Paolini przyznał się w wywiadzie (choć nie wiem czy był tego świadomy), że Eragon to on. Potem był niesławny wywiad w którym padło pytanie „czy jego bohaterowie powstali naturalnie czy narodzili się z konieczności”, odpowiedział, że wszyscy bohaterowie rodzą się z konieczności. Śpieszę z wyjaśnieniami, otóż bohaterowie, którzy rodzą się z konieczności to tacy, którzy służą jako narzędzia do popchnięcia fabuły do przodu – dla tego przykładu wyobraźcie sobie kiepski kryminał (bądź każdy odcinek Sędzi Anny Marii Wesołowskiej/Sądu Rodzinnego), gdzie bohater utknął w swoim śledztwie i nagle pojawia się z nikąd ktoś, kto wręcz rzyga informacjami, które pozwalają rozwiązać sprawę. I tutaj mamy przyczynę dlaczego bohaterowie są niczym te wydmuszki.

Przejdźmy teraz do książki, postaram się streszczać ponieważ może wyjść z tego całkiem pokaźny esej, dzięki któremu mogę poznać limit słów recenzji na lubimy czytać.
Autor próbuje przedstawić nam klasyczną opowieść walki dobra ze złem, nie ma w tym nic złego. Problem jest taki Imperium nie jest złe, jest to normalne średniowieczne państwo, które śmie pobierać podatki, ludzie żyją normalnie – patrz Carvahall w którym ludzie nie lubią Galbatorixa ponieważ… król jest zły? Nawet Oromis sam zdaje sobie z tego sprawę (czyżby Paoliniemu bohater wymknął się spod kontroli?), ponieważ gdy uczył Eragona debatować sam zadał pytanie co z ludźmi którzy żyją spokojnie w imperium. Oczywiście autor próbuje pokazać, że imperium jest złe przez przypadkowe akty jak wycięcie miasta, a na pytanie czemu król to zrobi padła odpowiedź od Saphiry – ponieważ Galbatorix jest zły.
Narracja próbuje przekonać nas, że to bohaterowie są dobrzy, ale potwornie zawodzi gdy owi bohaterowie zachowują się jak socjopaci. Roran zabija bez wahania, jest gotowy kraść bądź zabić – wdowa po pierwszym mężczyźnie zabitym przez żołnierzy, potem właściciel barki. Paolini próbuje nas przekonać, że to WŁAŚCIWY król, ponieważ królewska krew, to Galbatorix jest zły! I nie, fakt, ze przeżywa lekki wyrzut sumienia po zabiciu dwóch strażników miejskich udowadnia jedynie, że jest zimnokrwistym mordercą, który ma krótki epizod empatii po dokonanym czynie.
Potem mamy Eragona, który co rusz zachowuje się jak socjopata i ego maniak. Uważa, że należy mu się poklask, kiedy go nie dostaje od razu tupie nóżkami. Przestaje się identyfikować jako człowiek, bardziej płacze nad zabitymi królikami niż ludźmi. Potrafi grozić strasznymi torturami dla tych, którzy tylko wykonują swoją pracę, ale gdy Murtagh zabił łowców niewolników momentalnie zaczął moralizować. Nie wspominam o żołnierzu, którego śmierć była bez sensu (w sumie Eragon jest też idiotą, ale nie będę już o tym pisać bo będzie za długo). Potem stwierdzenie, że to co zostało zniszczone z konieczności w sumie nie powinno zostać opłakiwane.

Kolejną sprawą jest Eragon jako Gary Stu (Aria jest Mary Sue, ale już ją pomijam). Bohater jest taki specjalny, że nie ma żadnego innego specjalnego słowa by określić jak bardzo jest on specjalny, ponieważ jeśli nie zauważyliście to Eragon jest BARDZO SPECJALNY! Dotarło? To dobrze, bo to bardzo specjalna osoba. Nie tylko Eragon łamie zasady, które ustanowił sam autor, ale sam świat obraca się wokół niego. Potem mamy klasyczną przemianę, w której bohater Gary Stu/Mary Sue przechodzi i przestaje być człowiekiem (tutaj zmienia się w elfa). Potem każdy kto nie lubi bohatera jest zły, albo szybko się nawróci i zacznie go lubić. Bohater nigdy się nie myli, gdy popełni jakiś błąd szybko zostanie mu wybaczony i zamieciony pod dywan. Gdy Eragon ćwiczy u Yody… przepraszam Oromisa, typowego mentora, który widział wszystko, robił wszystko i ten jest wręcz zaskoczony jak bardzo specjalny jest nasz bohater. Wspominałem, że Paolini ma bardzo duże ego? Nie? Wystarczy poczytać parę wywiadów.

Główny związek Saphiry z Eragonem jest płaski. Pomimo zapewnień i ciągłego powtarzania, że są partnerami, są sobie równi nie widzimy tego. Smok zachowuje się jak pupilek, bohater w kółko rozkazuje Saphirze, a ta bez żadnego problemu wykonuje jego rozkazy. Przypomina to raczej jakiś toksyczny związek w którym jedna ze stron tylko bierze i bierze podczas gdy druga jest zostawiona z niczym. Smok w tym przypadku jest typową chodzącą deus ex machiną, ponieważ autor zostawił sobie bramkę mówiąc, ze wokół smoków dzieją się niewyjaśnione rzeczy. Co ciekawe pewna wypowiedź Broma z pierwszego tomu o tym jak ludzie pomijają smoki w swych opowieściach skupiają się na jeźdźcach brzmi wyjątkowo ironicznie.

Jego sposób pisania jest kiepski. Paolini ciągle sobie zaprzecza, niekiedy nawet w tym samym rozdziale! Najpierw pisze, że krasnoludy nie lubili smoczych jeźdźców (i smoków bo te uważały krasnoludy za smaczne i kradły im złoto) i nie pozwolili im roztaczać opieki nad ich ziemiami, ale potem daje miejsce specjalnie przeznaczone dla smoczych jeźdźców w którym mieszkali gdy przybywali do miasta, krasnoludy ekscytują się Saphirą itd. Potem zmienia zdanie co do działania magii, przekonania elfów (które zwyczajnie ukradł, ale o tym później). Potem mamy rewelację, że balans jest zachwiany ponieważ wybito smoki, elfy zanikają (oczywiście, że to robią), ludzie są w chaosie (szkoda, że tego nie widać). Nie wiem czy autor zdaje sobie z tego sprawę, że nie pokazał tego całego chaosu. Problem śniegu zostaje zapomniany, gdy ten spełnił swoje zadanie fabularne. Elfy, które niby są ateistyczne, ale jeśli przyjrzy się bliżej temu co mówią można wywnioskować, że te przejawiają zachowania religijne i POSIADAJĄ religię.

Gorzej jest gdy autor próbuje przepchnąć swoje przekonania, wtedy zaczyna się zabawa. Paolini najwyraźniej jest ateistą, scena kiedy Aria dyskutuje z kapłanem krasnoludów (przy okazji jako ambasador obraża ludzi z innej nacji – chyba nie jest zbyt dobra w swojej roli), ona jest spokojna, kapłan się wścieka. Argumentem tutaj jest, że tyle złota idzie na świątynie i sztukę w niej, a mogą dać je biednym. Trochę dalej nieświadomie robi z elfów totalnych hipokrytów, kiedy mówi, że mogą oni mieć wszystko, więc mają nieograniczony czas na własne pasje. Czemu więc nie pójdą pomagać owym biednym? Wyśpiewać im plony gdy jest susza itd. Tylko nie pytajcie o sztukę, najwyraźniej elf może posiadać sztukę. Nie wspominam o rasizmie elfów, ale przecież są one narodem wybranym Paoliniego.
Pomijając jednak hipokryzję to bohaterowie w sumie często zapominają o swoich przekonaniach, które wygłosili. Głównie dlatego, że niektórzy wygłaszają słowa Tolkiena, problem w tym, że Paolini chyba ich nie zrozumiał, bądź myślał wtedy, że brzmi to całkiem fajnie i postanowił wrzucić je do książki.

Chciałem pisać więcej, ale już ograniczam się i kończę tą recenzję na prawdopodobnie najważniejszej części. Otóż Paolini jest złodziejem i to dużym złodziejem. Jakim cudem nikt nie pozwał go o plagiat? Najwyraźniej nakradł za mało bądź nikt nie chciał sądzić dzieciaka. Jedno z dwóch. I nie chodzi tutaj o inspirację tylko czysty plagiat, ponieważ nie bierze on jakiegoś elementu i personalizuje go, po prostu czyste kopiuj/wklej. Najlepsze, że czasami coś plagiatuje tylko po to by było w jego świecie, nie spełnia to żadnej roli, nie pcha historii do przodu. A kradnie dużo, dialogi, sceny i elementy fabuły.
Nie musze mówić, że stworzenie świata fantasy jest trudne. Niektórym zajmuje to lata. Wbrew pozorom fantasy kieruje logika. Trzeba stworzyć system magii, topografię itd. Paolini po prostu wziął Tolkiena. Fabuła to czyste Gwiezdne Wojny gdzie można stwierdzić kto jest Obi-Wanem, Yodą, Vaderem. Tolkiena jest o wiele więcej, Minas Tirith, Ra’zacowie to wręcz Nazgule (przekonała mnie do tego pewna scena), elfy (acz nie do końca!), wierzenia krasnoludów (w tym przypadku nawet nie trzeba sięgać po Silmarilion, wystarczy szybkie wyszukiwanie w Google), przybycie elfów, bardzo duże podobieństwa imion.
- Podoba wam się system magii z Eragona? To dobrze bo ukradł go z Ziemiomorza Ursuli Le Guin.
- Elfy po za oczywistymi rzeczami wziętymi z Tolkiena, plagiatują również serię Koła Czasu (wyśpiewywanie rzeczy). Myślicie, że wegetariańskie i ateistyczne elfy są ciekawym pomysłem? Początkowo też tak pomyślałem, aczkolwiek szybko zabrzmiało to znajomo. Dopiero kolega, który jest o wiele większym wielbicielem fantasy zdradził, że jest to ukradzione z prozy Tada Williamsa.
- Sporo rzeczy jest ukradzionych ze Smoczych Jeźdźców smoków z Pern.
- Roran liczący ilu ludzi zabił jest wzięte z Koła Czasu.
- Elva jest ukradziona z Diuny.
- Scena na moście, kiedy Brom kradnie z powrotem mieszek jest żywcem zerżnięta z prozy Davida Eddingsa (Rubinowy Rycerz).
- Boląca blizna – hehe ciekawe co mogło być popularne w tamtych czasach… Tylko, ze tam miało to sens, tutaj jest dodana nie potrzebnie, i idiotycznie ponieważ nikt nie próbuje tego leczyć i praktycznie zostawiają Eragona samemu sobie…
Nie wiem czy w Internecie ktoś o tym wspominał, ja znalazłem trzy z podanych tutaj przykładów na wikipedii Eragona. Są to rzeczy o których ja (oraz mój kolega) jestem świadom i mogę za nie poręczyć. Nie jestem pewien czy brał elementy z innych dzieł, mam pewność tylko do tych większych, ponieważ je czytałem. Jeśli ktoś próbowałby mnie przekonać, że brał też rzeczy z jakiejś obskurnej książki fantasy wydanej tylko w USA to jestem skłonny wierzyć tej osobie.
Bezczelność Paoliniego sprawiła, że przestałem wierzyć, że jakikolwiek pomysł jest jego. Robienie magicznego „zdjęcia”? Elfy potrafiące zmieniać postać (zabawne, że wszystkie wyglądają tak samo)? Czytanie tej książki wręcz stało pewnym konkursem w wyszukiwaniu rzeczy, które zostały ukradzione. Ja wiem, że czytanie listy to jedno, ale czytanie dzieła oryginalnego i zobaczenie dokładnie tego samego u Paoliniego zupełnie coś innego.

Na zakończenie dodam, że ten okropny film „Eragon” jest idealną adaptacją książki. Ponieważ ukazuje wszystkie jej problemy. Najwyraźniej fani czują się niezręcznie kiedy zostali postawieni w sytuacji, kiedy muszą zmierzyć się z prawdą, że gdy zerwiemy z książki tą piękną otoczkę jaką Paolini próbował nawinąć jednocześnie próbując chwalić się, że potrafi posługiwać się słownikiem (to jest jednak przywilej czytających wersję angielską) ujrzymy brzydkie zgniłe wnętrze. Te książki nie powinny zostać wydane, jeśli rodzice chcieli dla swojego syna kariery pisarza powinni się wstrzymać z publikacją tej książki, jednocześnie zachęcać syna do rozwijania swojego pomysłu aż powstanie coś lepszego.

P.S.
1) Imię kotołaka Solembum –> Solemn Bum -> Serious Ass (Poważna Dupa). Autor był tego świadomy?
2) Skoro elfy nie zabijają zwierząt i nie jedzą mięsa to czemu Aria nosi skórzane odzienie?
3) Elfy zachowują się jak najarane hipisy. Paolini naprawdę potrafi kreować swój „lud wybrany”.

pokaż więcej

 
2018-12-06 18:55:45
Ma nowego znajomego: czytanienaplatanie
 
2018-12-06 14:19:12
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Dziedzictwo (tom 2)

Parę dni temu udałem się do dentysty z ukruszonym zębem, okazało się, że czeka mnie leczenie kanałowe. Jaki może być dobry sposób na odreagowanie? Oczywiście zrecenzowanie kiepskiej książki!

Zacznijmy od tego, że ktoś może powiedzieć „Paolini pisał od 16 roku życia, ty w jego wieku zapewne pisałeś niewiele lepiej!” i miałby rację, mam teczkę pełną moich okropnych opowiadań z tamtych czasów....
Parę dni temu udałem się do dentysty z ukruszonym zębem, okazało się, że czeka mnie leczenie kanałowe. Jaki może być dobry sposób na odreagowanie? Oczywiście zrecenzowanie kiepskiej książki!

Zacznijmy od tego, że ktoś może powiedzieć „Paolini pisał od 16 roku życia, ty w jego wieku zapewne pisałeś niewiele lepiej!” i miałby rację, mam teczkę pełną moich okropnych opowiadań z tamtych czasów. Różnica polega na tym, że moje opowiadania były dostępne za darmo. Paolini każe płacić sobie za jego twórczość, w tym momencie wszelkie taryfy ulgowe wygasają.

Na wstępie muszę powiedzieć, że w życiu jeszcze tak długo nie czytałem książki. Wystarczy zobaczyć kiedy przeczytałem ostatnią. Dosłownie robiłem wszystko byle jej nie czytać, nawet poszedłem na wykłady! Powinienem chyba wysłać autorowi jakąś nagrodę.

Problem twórczości Paoliniego jest taki, że cała seria to po prostu Gwiezdne Wojny z mieszanką Władcy Pierścieni. Nie byłoby w tym może nic złego (w końcu sam w wywiadach się przyznał, że się nimi inspirował) gdyby wziął tą historię i nadał im coś od siebie, ale nie on zwyczajnie rżnie z Gwiezdnych Wojen i wyraźnie widać kto jest Obi-Wanem, Yodą, Leią.
Zabawniejszą kwestią są plagiaty innych twórców, choć niektóre książki czytałem dawno i słabo je pamiętam, wciąż rozpoznałem sceny żywcem wzięte np. od Davida Eddingsa, kwestię Aragorna z filmu Dwie Wieże (w tym przypadku kretyńsko wręcz użytą) czy Ursuli K. Le Guin. I to jest typowe dla Paoliniego, wziąć jakiś koncept i wstawić do siebie tylko, że w upośledzonej wersji. Podobał wam się system magii w Eragonie? Szkoda, że to nie był wymysł Paoliniego – tutaj zachęcam do poszukiwań skąd on się wziął, uwierzcie mi gdy go znajdziecie z pewnością nie pożałujecie!

Paoliniemu udało się coś niesamowitego, sprawił, że historia człowieka broniącego swojej wsi przed oblężeniem jest CIEKAWSZA od historii człowieka, który lata na smoku. To jest wręcz niesamowite. Choć przeczytałem dopiero połowę tomu drugiego to jestem przerażony ponieważ panuje opinia, że pierwsze dwa tomy są podobno najlepsze. Teraz zacząłem się zastanawiać czy brnąć dalej w to bagno.

Jego młody wiek jest problemem, już widać próby łatania błędów popełnionych w pierwszej książce (np. dotyczące liczby żołnierzy Galbatorixa). Najbardziej jednak razi jego naiwność. Paolini próbował napisać książkę typu dobro kontra zło, problem w tym, że jego naiwność, albo zwyczajny brak wiedzy podniosły swą głowę. Imperium zachowuje się niczym normalne średniowieczne państwo, nawet wątek Rorana – w końcu jak zachowuje się normalne wojsko gdy gdzieś jawnie wybuchnie bunt? Mogę nawet stwierdzić, że Galbatorix wręcz zrobił przysługę Alagesii wycinając w pień Jeźdźców. Wyobraźcie sobie ludzi na smokach, mających autorytet nawet nad królami, którzy są po za jakąkolwiek kontrolą. Mając to na uwagę spójrzcie na Eragona, którego Paolini próbował kreować na dobrego bohatera i cokolwiek robi Eragon jest dobre. I tutaj wpadka, ponieważ Eragon zachowuje się jak socjopata! Nawet nie żartuję istnieje wikipedia, która dokumentuje każdy przypadek Eragona jako socjopaty. Vardeni to rebelianci dowodzeni przez Nasaudę, która zachowuje się autorytarnie… Oczywiście sytuację mógłby uratować zabieg gdy w ostatniej książce okaże się, że wszystko zostało spisane przez skrybę, który nie chciał wkurzać socjopaty ze smokiem, ale biorąc pod uwagę, że mamy tutaj narratora wszystkowiedzącego śmiem wątpić w taką subtelność autora.

Postacie w większości to wydmuszki bądź są niedokończone. Eragon miota się na skali moralności bez ładu i składu (osobowość też gdzieś zgubił), Aria po prostu jest, Nasauda zachowuje się jak manipulujący polityk, Angela i Solebum istnieją (nie wiem czemu ludzie tak ich lubią).
Najlepsze jednak jest to, że podobnie potraktował rasy. Krasnoludy istnieją chyba tylko po to by istnieć bo to świat fantasy. Jeśli lubisz elfów, ale nienawidzisz jak ludzie nabijają się, że to rasa drzewolubnych gejów możesz swobodnie obwinić Paoliniego o szerzenie tego stereotypu. Należy również wspomnieć, że autor najwyraźniej onanizował się na samą myśl o elfach i smokach. Mój Boże, rozumiem, że można przedstawić elfy jako lepsze od ludzi, ale tutaj raczej nie uświadczymy subtelności Tolkiena.

Kiedyś powiedziałem, że ta seria jest dla ludzi młodych jako „moje pierwsze fantasy”, ale szczerze mówiąc teraz muszę cofnąć swoją opinię. Jest to zwyczajnie zła seria, i jako wstęp do czytania dałbym swojemu dziecku coś innego. Moich zastrzeżeń jest więcej, parę z nich zapomniałem, ale nie wykluczam, że będę tą opinię edytować by dodać więcej.

P.S.
Ciekawi mnie pewna stronniczość. Gdy smoki zabijały i pożerały elfy i ludzi to nic nie szkodzi to szlachetna rasa, ale gdy robią to Ra’zacowie to są źli.

P.S. 2
Pierwsza edycja! Zapomniałem wspomnieć gdy Paolini próbował używać obcego języka. Wyglądało to jakby po prostu naprzał w klawiaturę. Mowa krasnoludzka brzmiała tak "gfdsuj erue mxh mefuf wufmsd".

P.S. 3
Edycja druga! Znalazłem wikipedię, jeśli znacie angielski to wyszukajcie w google: Eragon Sporkings Wiki. Idealnie wytyka wszystkie problemy tej serii.

pokaż więcej

 
2018-11-11 13:13:04
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam, Wampiryzm
Seria: Antologie

Kolejny dzień i kolejna książka przeczytana (dzięki czemu moja kupka wstydu maleje). Tym razem padło na książkę „Krwawe Powroty”, która jest zbiorem opowiadań o wampirach. Było to dość „niezwykłe przeżycie”.

Czytanie tej książki sprawiło, że przeżyłem pewne „doświadczenie duchowe”, ale o tym będzie pod koniec tej recenzji. Sięgnąłem po tą książkę z dwóch powodów, po pierwsze jakoś specjalnie...
Kolejny dzień i kolejna książka przeczytana (dzięki czemu moja kupka wstydu maleje). Tym razem padło na książkę „Krwawe Powroty”, która jest zbiorem opowiadań o wampirach. Było to dość „niezwykłe przeżycie”.

Czytanie tej książki sprawiło, że przeżyłem pewne „doświadczenie duchowe”, ale o tym będzie pod koniec tej recenzji. Sięgnąłem po tą książkę z dwóch powodów, po pierwsze jakoś specjalnie nie reklamowała się jako zbiór opowiadań dla młodzieży (tak jak seria „… z piekła”) a po drugie jest to jedyna książka która ma opowiadanie Charlaine Harris w naszym ojczystym języku (w końcu kolekcja wampiryzmu do czegoś zobowiązuje). Wspomnę tylko o kilku opowiadaniach, ponieważ reszta nie jest warta jakiejś tam specjalnej uwagi:

Ktokolwiek postanowił wystawić Charlaine Harris jako „gwiazdę” zbioru miał dobry pomysł ponieważ jest ona popularna dzięki serialowi „Czysta Krew” opartego na jej książkach. Niestety ten pomysł jest również tragiczny ponieważ pomysły tej kobiety i jej umiejętności pisarskie pozostawiają wiele do życzenia. Opowiadanie „Noc Draculi” powinno was naprowadzić jakie tak naprawdę są jej książki. A i według Charlaine Harris książki dla dorosłych czyni seks i przemoc.

Nie rozumiem co robi tutaj opowiadanie Christophera Goldena. Nie ma ono nic wspólnego z wampirami bo opowiadanie jest o strzygach. Co zabawniejsze facet albo nie miał pojęcia co to jest strzyga, albo należał do tych co to dekonstuują a potem rekonstruują motywy na nowo (patrz w słowniku hasło: idiota), ponieważ ze strzygą miało to niewiele wspólnego. Podejrzewam, że jedynym haczykiem jaki pozwolił temu opowiadaniu zostać umieszczonym w tym zbiorze to fakt picia krwi.

Prawdopodobnie jednak najbardziej uroczym opowiadaniem jest dzieło popełnione przez panią Elaine Viets. Jest to opowiadanie w stylu „marzenia kury domowej”. Pani przechodząca menopauzę, niezbyt urodziwa, która nigdy nie pracowała (nawet nie ma wykształcenia) nagle zdziwiona, że mąż zaczął rozglądać się za młodszymi i chce ją pozbawić kasy, której nie zarobiła, ale całkiem dobrze wydawała. Może to byłaby to jakaś historia o sprawiedliwości, gdyby ów starsza pani sama nie zachowywała się jak typowa próżna tępa dzida, która chce zabijać wszystkich co nie zwracają na nią uwagi. No i oczywiście wampir, który wychwala ją, że nie zrobiła sobie operacji plastycznej. Marzenia bywają jednak dobrą rzeczą nieprawdaż?

Podsumowując, gdy to czytałem przeżyłem pewne „doświadczenie duchowe” – otóż byłem przerażony tym jak bardzo te wszystkie opowiadania o wampirach były napisane w stylu młodzieżowym. Pomijam ich jakość bo niektóre były naprawdę głupie, ale sam fakt, że nie było tam żadnej historii dla dorosłych mnie przeraził. Jedynie jedno opowiadanie miało dorosłe wątki – kobiecie, która chciała zemścić się na śmierci za to, że ta odebrała jej dzieci i nie pozwoliła na dołączenie do nich w zaświatach. Czy naprawdę cały ten gatunek zszedł na lekkie młodzieżowe wątki o bzdurnych romansach gdzie klątwa wampiryzmu nie ma żadnych negatywnych skutków?

pokaż więcej

 
2018-11-09 15:05:42
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Komiks, Posiadam, Wampiryzm
Seria: BloodRayne

Kolejna ciężka rzecz do ocenienia.
Jest to zbiór okładek, od początku do serii Red Blood Run. Mamy tutaj podstawowe okładki i warianty B. Te rzadsze nie zawsze są uwzględnione.
Biorąc pod uwagę jak wysokie ceny osiąga to wydanie (obecnie 77 dolarów, ale widziałem za 132) jest to absolutnie nieopłacalna inwestycja. Dosłownie jest to zbiór grafik z okładek i nic więcej. Jeśli będzie okazja...
Kolejna ciężka rzecz do ocenienia.
Jest to zbiór okładek, od początku do serii Red Blood Run. Mamy tutaj podstawowe okładki i warianty B. Te rzadsze nie zawsze są uwzględnione.
Biorąc pod uwagę jak wysokie ceny osiąga to wydanie (obecnie 77 dolarów, ale widziałem za 132) jest to absolutnie nieopłacalna inwestycja. Dosłownie jest to zbiór grafik z okładek i nic więcej. Jeśli będzie okazja nabycia za niską kwotę (powiedzmy max 50zł) wtedy można się zastanowić, w innym przypadku gra nie jest warta świeczki.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
817 130 768
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (11)

Ulubieni autorzy (4)
Lista ulubionych autorów
zgłoś błąd zgłoś błąd